piątek, 21 grudnia 2012

Opowiadanie cz. 4


Grace znużona, wpatrywała się w talerz z kolacją. Nie miała ochoty na jedzenie (mimo, iż wcześniej była gotowa się za nie pokroić). Cały czas myślała o dzisiejszym zdarzeniu. Nina, ta staruszka… to wszystko wydawało się tajemnicze i nierealne. A jednak. Grace przeczuwała, że przerażająca staruszka doskonale wie co dzieje się z Niną. Tylko czemu wybrała właśnie ją? Czyżby właśnie ona jako jedyna mogła odnaleźć dziewczynę? Tych pytań było coraz więcej i na żadne nie mogła dostać odpowiedzi. Kochała horrory, ale zdecydowanie nie chciała żeby sceny z filmu narodziły się w świecie realnym. Zdawałoby się, że najlepszym rozwiązaniem będzie ucieczka, ale nie… Grace wiedziała, że nie może się teraz poddać. Nina jej potrzebowała, czuła to… Mimo wielkiego strachu i lęku postanowiła zająć się to sprawą.
-Nie jesz? – zdziwił się Alfie
-Nie smakuję Ci? – zmartwiła się Trudy – Może dałam za dużo soli…
-To mogę znieść za nią! – oznajmił Alfie – Jestem głooodny!
-Alfie! Ustalaliśmy to już: masz się nie ośmieszać i zachować kulturę, tak? – przypomniała mu zniesmaczona Amber
Chłopak jednak nic sobie z tego nie robił i napchał potężną ilość spaghetti do buzi. Natychmiast wydano okrzyki obrzydzenia, a Amber wyglądała tak, jakby miała za chwilę się rozpłakać.
-Czemu ja?! – jęknęła żałośnie – Mam chłopaka świntucha, a moja najlepsza przyjaciółka nie przyjecha… znaczy…
-No właśnie, gdzie jest Nina? – zapytała Mara
Fabian zbladł. Alfie lekko poklepał go po plecach.
-Nie ma jej. – odparł cicho Eddie
-No to, to chyba wiemy! – Joy parsknęła złośliwie – Dokładniej?
-Nie przyjechała… Jakieś problemy w domu. Mniejsza. – wspomogła chłopaka Patrcia – Nie zawracaj sobie tym głowy. Takie tam zwyczajne kłopoty…
Fabian poderwał się z miejsca i wybiegł z kuchni. Za nim ruszyli Amber, Eddie, Patricia oraz Eddie.
-Komitet pocieszalny? Słodkiee. – powiedziała z sarkazmem Stella – A on się boi, że będzie samotny. Żałosne.
-A co? Ty też czujesz się samotna? – roześmiał się Benny – Zawsze możesz zgłosić się do mnie.
-Nie, dzięki. – Stella wykrzywiła brew – Zdesperowana nie jestem. Ale jeśli potrzebujesz towarzystwa, to radzę kupić sobie psa.
-Mogę wziąć twojego? A nie sorry pewnie dawno uciekł.
-Ale nie daleko, bo przypomniał sobie, że może trafić do kogoś takiego jak ty.
-… po czym stwierdził, że i tak będzie lepszy od Ciebie, i pomaszerował dalej.
-No niestety – ja nie mam psa, ale wierzę, że twój jest teraz na pewno w lepszym świecie…
Grace przysłuchiwała się tej dyskusji z uśmiechem na twarzy. Miło było, choć na chwilę oderwać się od czarnych myśli. Stella miała taki… ‘komiczny’ sarkazm w głosie. Tak jakby się z tym urodziła. Kiedy z kimś rozmawiała, nie wiadomo było czy mówi coś na poważnie, czy sobie zwyczajnie kpi. Grace miała nadzieję, że się z nią dogada w końcu były współlokatorkami… Tak czy siak, najważniejsza była sprawa Niny… Grace dobrze wiedziała gdzie zacząć. Najwięcej informacji o dziewczynie można dowiedzieć się tylko od Fabian’a i reszty. Byli z nią najbliżej, więc na pewno zdobędzie jakieś wskazówki. Oczywiście nie zapyta ich o to wprost. Grace podniosła się od stołu, podziękowała Trudy za kolację i wyszła z kuchni. Podeszła do pokoju Fabian’a. Rozmawiali o mało istotnych rzeczach.
-Pewnie, żeby nie myślał ciągle o Ninie – pomyślała Grace
Usiadła w roku korytarza. Czekała aż ich rozmowa skieruję się na właściwy tor.
-Co ty dziecko wyprawiasz? Możesz mi wyjaśnić?! – usłyszała potężny głos
Nad nią stał stary mężczyzna, z czarną brodą, w brązowym płaszczu. Marszczył groźnie brwi.
-Przepraszam ja tylko…
-Nie interesuję mnie to. – odparł mężczyzna chłodno – Nazywam się Victor Rodenmaar. Jestem właścicielem Domu Anubisa. Nie życzę sobie, żeby pani tak się…
-Już dobrze, rozumiem. Jeszcze raz bardzo przepraszam. Lepiej pójdę do pokoju.
-Niewinna dziewczynka… Dobrze.
-Proszę?
-Idź już. Zaraz dziesiąta.
Grace oddaliła się pośpiesznie. Nie miała zamiaru słuchać wyżaleń dziwnego woźnego. Niewinna dziewczynka… O co mu chodziło? Czyżby miał już dosyć wścibskich nastolatków? Nie miała pojęcia… Poczekała aż szalony dozorca sobie pójdzie i schowała się za drzwiami. W tym czasie Fabian z resztą wyszli z pokoju. Chłopak rozejrzał się wokół i uniósł kciuk do góry. Eddie wyjął wsuwkę z włosów Amber. Zbliżył się do drzwi od piwnicy. Majstrował coś przy zamku (denerwując się przy tym kąśliwymi komentarzami Patricii). W końcu mu się udało. Amber pociągnęła za klamkę i cała grupka weszła do pomieszczenia. Grace cicho podeszła do drzwi. Słychać było ich kroki na schodach. Dziewczyna delikatnie uchyliła wrota… Zajrzała do środka. Było tam pełno kurzu i pajęczyn. Grace nie miała specjalnej ochoty tam wchodzić. Szczerze mówiąc, najchętniej dałaby nogę i uciekła z powrotem do domu. Powstrzymała się jednak i postawiła nogę na pierwszym stopniu. Po drodze mijała narysowane symbole, hieroglify i rzecz jasna pajęczyny. Doszła do małego pomieszczenia, gdzie siedzieli studenci. Majstrowali coś przy szafce, a Eddie nerwowo szperał po kieszeniach.
-Czego szukasz? – spytała Amber, zaplatając złociste włosy na palcu
-Oka Horusa. Dostałem od Niny, kiedy się spotkaliśmy.
-I zgubiłeś? – krzyknęła Patricia ze złością – Świetnie! Bardzo mądrze Eddie, pogratulować!
Eddie wysypał całą zawartość kieszeni. Jakieś klucze, zmięte gumy do żucia, paragony… Grace była zszokowana. Przecież to ona miała ten medalion! Ale to ta staruszka go jej dała… Czyżby to właśnie starsza pani zabrała Eddie’mu Oko Horusa? Ale to nie ma sensu! Czemu im nie zostawiła nic co mogło przydać się w odnalezieniu Niny? To zadanie powierzyła zupełnie obcej osobie. Jakby wiedziała, że sobie poradzi… Ale ona nie miała najmniejszego pojęcia jak to zrobi! Jedyną rzeczą, na którą było ją stać to się pomodlić! Eddie wyraźnie się denerwował.
Grace obserwowała kolegów, gdy nagle… usłyszała potężny, zimny głos. Rozbolała ją głowa.
WYBRANA POWRÓCI
I PRZESZŁOŚĆ PRZYWRÓCI
ZŁO NIE ŚPI
KRUK ZBUDZIŁ SIĘ JUŻ
MUSI SIĘ ŚPIESZYĆ
INACZEJ TRAFI
DO KRAINY WIECZNEGO SNU…
Natychmiast się ocknęła. Miała wrażenie, ze serce skoczyło jej do gardła. Z jej oczu popłynęły łzy. Otarła zapłakane powieki. Spojrzała na dłoń. Zamarła. Łzy miały srebrzystą barwę…


Przepraszam, że takie krótkie ;c Jutro będzie następna część :) Do usłyszenia Sibuners <3 

niedziela, 16 grudnia 2012

Opowiadanie cz.3


Że co…? – wykrztusiła Grace – To są chyba jakieś żarty! Nie rób sobie ze mnie jaj, na dzisiaj mam już szczerze dosyć!
Eddie odsunął się. Podparł ręce o stolik i opuścił głowę. Mówił coś po cichu. Ruda dziewczyna wyglądała na trochę zażenowaną tym widokiem. Podeszła do Grace i powiedziała:
-Sorry za niego. On tak tylko żartuję…
-Nieprawda! – krzyknął Eddie – To ona! Śniła mi się, mówiła coś do mnie!
Grace osunęła się na fotel. Miała nadzieję, że trafi do internatu, nie do psychiatryka! Za wiele wrażeń jak na jeden dzień… Liczyła na to, że zaraz wybuchną śmiechem i pogratulują sobie udanego dowcipu, ale nie… Wszyscy mieli poważne miny. Eddie’mu trzęsły się wargi. Zaczął śmiać się nerwowo.
-Taa… To tylko żart…
Nie wyglądał na szczególnie rozbawionego. Złapał Rudą za rękę i ruszył do kuchni. Fabian usiadł koło Grace.
-Dowcipniś – zaśmiał się niepewnie
Grace spojrzała na niego kwaśno. To na serio jakiś, głupi żart, czy naprawdę myślą, że jest taka naiwna.
-Co mu odbija? Znaczy nie, że ten… szurnięty, ale…
-Już dobrze – uspokoił ją – Trochę się denerwujemy nasza koleżan… moja dziewczyna jeszcze nie przyjechała. Martwię się o nią.
-Rozumiem… A tak swoją drogą kto u was zrezygnował?
-Z czego? – nie rozumiał Fabian – ze szkoły? Nikt.
-A to dziwne… - zaczęła Grace – Bo… jak w tamtym roku wysyłałam zgłoszenie, był już komplet i nie mogłam przyjechać. A teraz dostałam informację, że jedno miejsce się zwolniło i…
Fabian już jej nie słuchał. Schował twarz w dłoniach. Grace była pewna, że płacze. Podeszła do niego i położyła dłoń na ramieniu.
-To… ona?
Nie usłyszała odpowiedzi. Chłopak cicho szlochał i przyciskał twarz do kolan. Grace miała również ochotę płakać. Czuła się po części winna, w końcu to ona zajęła jej miejsce. Usiadła koło niego.
-Przepraszam…
-To nie twoja wina… - szepnął płaczliwie – Czemu mi nie powiedziała…
-Może miała jakiś powód… - powiedziała cicho – Działo się z nią coś ostatnio?
-Nie… Ale Eddie ostatnio się z nią spotkał. Mówił, że była przestraszona…
-Bała się czegoś… Nie martw się, jestem pewna, że prędzej czy później się z tobą skontaktuję.
-No proszę! – do pokoju weszła ruda dziewczyna – Ty mi się tak do niego nie klej!
-Ale ja…
-W porządku… - Fabian wstał z fotela – Grace mi tylko pomogła. Dziękuję.
-Hmmm… No to w porządku. Jestem Patricia – uśmiechnęła się ruda – Sorry za Edisona, trochę mu nie po kolei w głowie.
-Spoko – odparła Grace – To twój chłopak?
-No. Niestety! – zaśmiała się Patricia – Czasami mam wrażenie, że… Ej Fabes co z tobą?
-Nina zrezygnowała…
-CO?!
-W tym roku miały do nas dołączyć dwie osoby. Rozmawiałem już z Trudy. Mieli dawno zaklepane miejsca. Ale… Grace powiedziała mi, że poinformowano ją o zwolnionym i…
-Czekaj, czekaj – Patricii zrzedła mina – Mam rozumieć, że to zwolnione miejsce to… Nina?
-A kto inny! – Fabian podniósł głos – Wiedziałem. Miałem przeczucie, że stanie się coś niedobrego! Czemu z nią nie porozmawiałem? To moja wina…
-Ale nie mogła tak po prostu zniknąć! – krzyknęła Patricia – Coś musiało się stać! Powiedziała, by nam na sto procent!
Z kuchni wyłonił się Eddie. W ręku trzymał paczkę chipsów. Grace miała wielko ochotę mu je wyrwać, lecz się powstrzymała.
-Spoko – wyszczerzył zęby w uśmiechu – Jestem pewien, że zadzwoni! A tak w ogóle: Kto do nas dołączy?
-Benny Walker i Stella Wright.
-Benny i Stell… O kurczę! – Eddie’mu zrzedła mina
Napchał sobie chipsów do buzi, broniąc się przed wyjaśnieniami paru, skomplikowanych rzeczy zdezorientowanej Patricii.
-Eddie?
-Hummhhh?
-Gadaj!
-No bo… Jak by to… Właściwie…
-Eddie błagam! – Patricia zmarszczyła brwi – Kto to? Siostra, matka? Zaakceptuję każdego, tylko nie żadną byłą dziewczynę – dodała wesoło
Eddie ucichł. W ślimaczym tempie przeżuwał chipsy. Opuścił głowę w dół. Patricia skamieniała.
-Nie gadaj…
-To nie tak! – krzyknął z pełną buzią – Chodziłem z nią jeszcze zanim Ciebie poznałem!
-No mam nadzieję! – Patricia była zszokowana – Jak ty to sobie wyobrażasz?! Będziesz obojętnie koło niej przechodził?!
-No… Może się zaprzyjaźnicie?
-Tak pewnie! Upleciemy sobie bransoletki przyjaźni, coś jeszcze?! – dało się słyszeć głos z korytarza.
W drzwiach stała wysoka dziewczyna z czarnymi włosami i ciemnymi pasemkami. Miała ciemnoniebieskie oczy, o lodowatym spojrzeniu. Była ubrana na czarno. Nie wyglądała na szczególnie szczęśliwą.
-Znów się spotykamy – uśmiechnęła się złośliwie – To co? Kiedy pleciemy bransoletki przyjaźni?
-Stella hej… - Eddie wyglądał na onieśmielonego – To co tam… słychać?
-Dobrze się czujesz? – uniosła lekko brwi – U mnie super! Skaczę z radości, na twój widok! Nie widać?
Patricia przyglądała się tej scence z lekkim rozbawieniem. Grace była pewna, ze gdyby nie fakt, iż Stella to dawna dziewczyna Eddiego, to z pewnością złapały by wspólny język.
-Miło cię widzieć… - wymamrotał Eddie – Oprowadzić cię może…?
-Daj sobie spokój! – Stella wywróciła oczami – Serio myślisz, że zapomniałam? Jedno przepraszam, nie wystarczy żeby było fajnie. Gdyby nie mój stary, w życiu by mnie tu nie było! A on naiwnie myśli, że moim marzeniem jest Cię oglądać! Zabawne, doprawdy.
Odwróciła się na pięcie. Akurat, w tym samym momencie do domu wszedł Benny z całym, swoim tabunkiem. Stanął za Stellą, przysłuchując się dyskusji i skutek tego był taki, że leżał teraz na podłodze przygnieciony ciałem gothki.
Patricia nie wytrzymała i ryknęła śmiechem. Eddie stał i wyraźnie nie kapował o co chodzi, a Benny wyglądał na zadowolonego. Nawet Fabian się uśmiechnął. Zdezorientowana Stella szybko wstała i powiedziała parę niemiłych słów do rockmana. Ten uśmiechnął się tylko, po czym ruszył do kuchni błagając o naleśniki.
-Oo Alfie chyba znajdzie przyjaciela – roześmiała się Patricia – Jestem pewna, że będą z nich bratnie dusze!
-Przecież Alfie jest najlepszym kumplem Jerome’a – przypomniał Fabian
-No to będzie święta trójca – Eddie wrócił na ziemię – Poza tym: serio myślisz, że Jerome będzie miał na to czas? Od kiedy chodzi z Marą, o niczym innym nie myśli.
-Przecież oni strasznie się od siebie różnią! Nie wiem jak to się…
-Przeciwieństwa się przyciągają – odparł Eddie, po czym spojrzał na Patricię – Prawda kotku?
-Jakie tam z was przeciwieństwa! – zaśmiał się Fabian – Oboje jesteście, lekko mówiąc szurnięci.
-Dzięki! – Patricia walnęła go w ramię – Mam ci przypomnieć Joy?!
Fabian spuścił głowę. Przypomniało mu się o Ninie. Grace poczuła, że musi działać.
-Spokojnie. Jestem pewna, że pamięta o Tobie i zadzwoni. Nie martw się.
-Nie mogę… Strasznie mi na niej…
Stella stała w progu ze zniesmaczoną miną,
-Rany jaka patologia… Już wiem na kim inspirują się twórcy Trudnych Spraw. Nie mam zamiaru dłużej wysłuchiwać tego jazgotu idę na górę!
Już miała wejść na schody, gdy drzwi wejściowe otworzyły się szeroko i do domu wleciało pięcioro wygłodniałych studentów. Trudy wyszła z kuchni i złapała się za głowę.
-O Matko jedyna dzieci! Chodźcie do kuchni, zrobiłam już obiad!
-Autobus się spóźnił – wyjaśniła niska dziewczyna o brązowych włosach.
Trzymała za rękę wysokiego blondyna z niebieskimi oczami. Miał trochę zarozumiały wyraz twarzy, ale ogółem sprawiał sympatyczne wrażenie. Za nim stał chłopak o ciemnej karnacji z batonem w dłoni. Po komunikacie Trudy, natychmiast ruszył do kuchni taranując przy tym biedną Stellę, która najwyraźniej nie zamierzała puścić mu tego płazem. Z salonu dobiegł bolesny jęk. Widocznie gothka dopadła biednego chłopca. Najlepiej prezentowała się śliczna blondynka z różową walizką. Patrzyła kwaśno na stojąco obok koleżankę, o latynoskiej cerze i błyszczących, brązowych oczach. Widocznie niezbyt się lubiły. Grace przywitała się ze wszystkimi i pięć minut później była już obeznana w temacie. Grono studentów ruszyło do kuchni, i tylko ona została w holu. Musiała jeszcze odnieść bagaż na górę. Przy schodach zatrzymała wzrok na małym obrazie. Przedstawiał on mieszkańców Domu Anubisa. Grace poznała wszystkich oprócz niej… uśmiechnięta dziewczyna, z długimi blond włosami…
-Nina – pomyślała ciepło
W jednej sekundzie zrozumiała całą tęsknotę Fabian’a. Miała w oczach coś… no właśnie COŚ. Na szyi zwisał jej dziwny medalion w kształcie jakby rombu.
Nagle poczuła dotyk na ramieniu. Odwróciła się na pięcie. I zamarła… Przed nią stała staruszka. Uśmiechała się przyjaźnie, lecz Grace była pewna, że nie ma wobec jej dobrych intencji. Staruszka wyciągnęła do niej dłoń.
-Weź to – poprosiła kobieta – Kiedyś należało do Wybranej. Teraz jest twoje.
-Kim pani jest…? – wykrztusiła słabo – Proszę mnie zostawić, błagam!
-Zrobisz to, prawda?
-…Co?
-Nina… Wiem, że Ci się uda. Proszę weź to. I bądź ostrożna. Zło właśnie się budzi…
Kobieta znikła. Grace oparła głowę o poręcz.
-Nie to nie mogło się stać…! – myślała przestraszona – Nie mogło… Kim ona była? To jakiś… duch. Nieee, na pewno mam głupie halucynacje, ten cholerny pierwszy dzień!
Weszła na górę. Czuła, że serce skoczyło jej do gardła. Bardzo się bała. Przeszła przez korytarz i odnalazła drzwi ze swoim imieniem. Dzieli pokój ze Stellą. No pięknie… Chciała pociągnąć za klamkę. Gwałtownie odskoczyła. Był zawieszony na niej ten tajemniczy medalion! Grace ostrożnie zdjęła go z klamki. Przyjrzała mu się dokładnie. Bez wątpienia przedstawiał oko Horusa. Nagle cały jej strach zniknął. Dawna pewność siebie i zdeterminowanie wróciły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Grace już się nie bała. Nagle wszystkie inne problemy przestały być istotne. Teraz miała jeden cel: Odnaleźć Ninę!

sobota, 15 grudnia 2012

Opowiadanie cz. 2


-Ale ten kampus jest ogromny! – mama wychyliła głowę z samochodu
-Wow… - Grace była zachwycona – Ja będę mieszkać o tam, widzisz? W Domu Anubisa.
Gwałtownie otworzyła drzwi furgonetki. Spojrzała na kampus. Największym budynkiem była szkoła, reszta to domy dla studentów. Budowle były potężne i szerokie. Wyglądały dumnie, choć pochodziły jeszcze z tamtego wieku. Zachowały jeszcze starą magię. Grace odebrała walizki od taksówkarza i zbliżyła się do internatu.
-Hola, hola a gdzie ty się wybierasz?! Nie powinnam iść tam czasem z tobą?
-Nie mamuś! Błagam nie wchodź tam, narobisz mi obciachu! Nie chce tak zacząć! Powinnam pokazać im się z jak najlepszej strony.
Kobieta podeszła do córki i położyła jej dłoń na ramieniu.
-Wiem. Rozumiem Cię doskonale, ale… nie udawaj nikogo innego. Bądź sobą. Taka jesteś najpiękniejsza.
Grace zaczęła się śmiać, tym samym zrzucając wszelkie obawy z serca swojej matki. Wtuliła się w jej ramię.
-Przecież wiem. Nie bój się o mnie. Zawsze mówiłaś, że jestem dzielna i sobie poradzę. I ja w to wierzę. Ty też musisz! Pamiętasz, że nigdy się nie poddawałam. Mam to po tobie – mrugnęła okiem
Mama pogłaskała ją po włosach i z westchnieniem wróciła do samochodu. 
Grace odprowadziła wzrokiem odjeżdżającą taksówkę. Łza zakręciła jej się w oku. Przez chwilę miała ochotę rzucić to wszystko i gonić ponurego taksówkarza. Uświadomiła sobie jednak, że przed chwilą wygłosiła matce wywód jaka to jest samodzielna i odważna. Myliła się. Jest słaba. Tak cholernie słaba, bo miała zamiar uciec już po pięciu sekundach. Nie mogła tego zrobić. Postanowiła pokazać samej sobie, że da radę. Nie podda się. Chwyciła walizkę i ruszyła w stronę internatu.
-To będzie udane 10 miesięcy, wytrwam! W końcu nie mogę tak po prostu się…
W porą zahamowała. Przed nią, z piskiem opon stanęła taksówka.
-No pięknie… - myślała spłoszona – Pierwszy dzień, a ty już chcesz wpadać pod samochód. Wspaniały początek, nie ma co!
Podczas kiedy ona zastanawiała się, którą stroną uciekać z auta wysiadł wysoki chłopak z gitarą na plecach. Niewątpliwie był ucharakteryzowany na rockmana. Spojrzał na nią kwaśno, po czym zaczął się śmiać.
-Słuchaj wiem, że szkoła jest straszna, ale żeby już pierwszego dnia chcieć się zabić? Szybka jesteś!
Grace odetchnęła z ulgą. Całe szczęście, że chłopak okazał się luzakiem, bo inaczej miałaby spore kłopoty. Rockman pomógł jej pozbierać rozsypane rzeczy, ‘niechcący’ nokautował ją gitarą, a przy tym cały czas się śmiał.
-Ej przestań! – zaśmiała się Grace - Już wiemy, jestem ofermą, możesz już ze mnie zejść?
-Nieee – Benny wyszczerzył zęby w uśmiechu – To moja pasja, hobby, moje całe życie! Mogę jechać po tobie cały dzień!
-Spróbuj! – spojrzała na zegarek – Kurczę już późno, pewnie wszyscy są dawno na miejscu! A ty się nie wybierasz?
Benny uniósł oczu ku niebu i westchnął głośno. Wyjął gitarę z pokrowca i zaczął brzdąkać piosenkę o pośpiechu i czasie. Grace wywróciła oczami i zostawiła znajomego, któremu wyraźnie nigdzie się nie śpieszyło i miał w nosie, że zapewne dostanie ochrzan. Ona również pragnęła być takim bezstresowcem. Stanęła przed domem. Domem Anubisa. Spojrzała na niego zachwycona. Był oryginalnie zbudowany, taki stary i piękny. Nie mogła doczekać się kiedy zobaczy wnętrze. Powinno być równie urodziwe jak to. Podeszła do schodów. Ostrożnie pociągnęła za klamkę. Drzwi zaskrzypiały. Cichutko weszła do środka. Znalazła się w holu. Miał on piękne drewniane ściany, na których wisiały antyczne obrazy. Meble były mosiężne i drewniane. Wszystko tak idealnie ze sobą grało! Grace skierowała się ku schodom. Przystanęła jeszcze na chwilę żeby popodziwiać obrazy. Niestety stanęła przy drzwiach, które nagle otworzyły się szeroko. Grace upadła na ziemię, przewracając stolik z wazonem. Jęknęła cicho.
-Nie dość już niepowodzeń na dziś… - miała ochotę się rozpłakać
Super, zaraz ktoś tu wejdzie, a ona leży plackiem na podłodze i ryczy. Nie, tak nie może być.
-O Mój Boże, Nic Ci nie jest?! – usłyszała
Otworzyła oczy. Nad nią stał ciemnowłosy chłopak w fioletowym swetrze. Był wyraźnie przestraszony. Mocno zaciskał dłonie. Wyglądał dokładnie tak jak ona, kiedy prawie wpakowała się pod taksówkę.
-Strasznie Cię przepraszam! Nie chciałem, naprawdę! Tylko… tylko się denerwuję bo… a zresztą nieważne, daj rękę pomogę ci.
Grace chwyciła jego dłoń. Była zimna. Chłopak strasznie się czymś denerwował.
-Jestem tu dopiero pierwszy dzień, a ty już rzuciłeś mnie na kolana – próbowała rozluźnić atmosferę – Nie uważasz, że to trochę za wcześnie?
Chłopak uśmiechnął się lekko. Jego buzia nadal była blada, ale wyraz twarzy znacznie się poprawił.
-FABIAN! – Grace usłyszała krzyk z korytarza. Odwróciła się do chłopaka.
- Jestem Grace. Chyba cię wołają – uśmiechnęła się ciepło – O ile tak masz na imię.
-Tak. Fabian to ja. Przepraszam Cię na chwilę muszę iść.
-Jasne, jasne.
Fabian skręcił w stronę korytarza. Grace już miała iść na górę, ale coś kazało jej zostać. Odwiesiła żółty płaszcz na wieszak. Rozplątała warkocze (żeby się nie afiszować) i weszła do pomieszczenia obok. Był to salon, który okazał się być równie cudny, jak reszta. W kącie stał duży zegar i telewizor. Ale nie na niego zwróciła uwagę. Rzuciła się do lodówki, w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. Nie miała zamiaru czekać na kolację, jest już wystarczająco późno.
-Oho czyżby żeńska wersja Alfie’go?
Odwróciła się. Za nią stała uśmiechnięta kobieta, w czerwonym fartuchu.
-Cześć gwiazdko! Jestem Trudy, twoja opiekunka! Dopiero przyjechałaś co?
-Mhmm – mruknęła z pełną buzią, chipsy jak na złość nie chciały się strawić
-Moje biedactwo! Zaraz ci coś przygotuję. W tym czasie możesz się rozpakować.
-Nie wiem gdzie są pokoje…
-A no tak, Victor gdzieś wybył! Dziewczynki mają pokoje na górze, chłopcy na dole. Usiądź sobie tutaj, poczekamy razem. Możesz iść jeszcze po resztę? Połowy dzieciaków jeszcze nie ma, ale ta przybyła trójca na pewno jest głodna. Są chyba w pokoju Eddiego. To ten ostatni.
-Dobrze. Chyba trafię. – uśmiechnęła się i wyszła z salonu
Podeszła do drzwi. Już miała chwycić za klamkę, gdy usłyszała rozmowę:
-Czemu jej tak długo nie ma?!
-Nie mam pojęcia, widziałem się z nią niedawno i wszystko było ok. Chyba…
-Jak to ‘chyba’?
-Trochę dziwnie się zachowywała. Taka jakby… przestraszona.
-O Matko…
-Dobra to pewnie przez to pieprzone PKP! Takie uroki komunikacji. Nie martw się, będzie dobrze.
-Spróbuję.
-A właśnie jak już jesteśmy w temacie… Tajemnice itp. Ostatnio śni mi się jakaś dziewczyna…
-Co?!
-Znaczy… nie w tym sensie. Coś mówi… Coś się świeciło…
-Gadka w typie przedszkolaka? Dokładniej się nie da?
-No nie, nie wiem…
-Dobra chodźmy stąd, jestem głodna jak wilk!
Grace szybko odbiegła od drzwi. Stanęła w przedpokoju i udawała wielkie zainteresowanie głową dzika. Tak naprawdę miała ochotę zwymiotować – kto jest na tyle szurnięty żeby powieszać głowę dzika w przedpokoju?!
Do holu wszedł Fabian i jeszcze dwójka lokatorów. Drugi chłopiec (bodajże Eddie) miał blond włosy i brązowe oczy. Zawiesił ramię na wysokiej, rudowłosej dziewczynie o lekceważącym spojrzeniu.
-Grace! – uśmiechnął się Fabian – Nie poszłaś jeszcze na górę?
-Nie trafię, prędzej się zgubię.
-Ale to tylko piętro wyżej.
-Nie znasz moich możliwości – roześmiała się.
Kątem oka dostrzegła, że Eddie dziwnie na nią patrzy. Podszedł do niej powoli i spojrzał w oczy. Grace stanęła jak wryta. Nie miała pojęcia co robić. Uciekać? Płakać? Walnąć go? Nie… Odsunęła się gwałtownie.
-To ty… - zaczął
-Co ja? – wykrztusiła z siebie zdenerwowana – Ja nic nie zrobiłam!
-Ty… Jesteś tą dziewczyną ze snów!

Opowiadanie cz. 1


Wrzesień. Na ulicach Liverpoolu jak zwykle panował ruch. W końcu był pierwszy września. Autostrady zostały zawalone samochodami, na ulicach rozciągały się 50 kilometrowe korki. Działo się tak już od 5 rano, kiedy to jeszcze wracano z wakacji. Wszystkie drogi były zakorkowane. Oprócz jednej.
Niepozorną, cichą i spokojną uliczką prowadzącą przez las, jechała mała czarna furgonetka. Za szybą siedziała elegancka kobieta, o latynoskiej urodzie. Nerwowo szperała w torebce i mamrotała coś pod nosem. Obok niej siedziała drobna dziewczyna z jasnymi włosami związanymi w dwa, niesforne warkocze. Miała waniliową karnację i błyszczące, błękitne oczy. Była niewątpliwie przeciwieństwem eleganckiej kobiety. Spoglądała w okno zaciekawiona i rysowała po zaparowanej szybie. Starsza pani zaczęła coś mówić, ale ona zupełnie nie zwracała na to uwagi. Patrzyła na leśne krajobrazy i zatoczyła palcem kółko. Szyba była cała pomazana. Kierowca z trudem powstrzymał się od rzucenia ścierką dziewczyny, ale przypomniał sobie, że powinien skupić się na drodze i zacisnął sine palce na kierownicy. Blondynka chyba zauważyła jego minę, bo oderwała się od okna i skuliła na siedzeniu. Popatrzyła smętnie na kobietę obok, po czym wróciła do rysowania, zupełnie nie przejmując się wyraźnie zdenerwowanym kierową. Starsza brunetka odwróciła się w jej stronę i pokręciła lekceważąco głową.
-Grace nie zachowuj się jak dziecko. Masz już 17 lat!
-Sorry mamo – roześmiała się dziewczyna – Jedziemy już od 10 godzin.
-To przez te korki – westchnęła kobieta – Boże, w życiu nie widziałam takiego ruchu! Przeklęty wrzesień. Ale spokojnie. Niedługo dojedziemy – dodała smutno
Grace spojrzała na nią dziwnie, po czym zaczęła się śmiać, w przeciwieństwie do matki, która najwyraźniej miała zamiar płakać. Przytuliła córkę i wyciągnęła rękę w poszukiwaniu chusteczki.
-Mamo to niecałe 10 miesięcy – Grace odsunęła się na swoje miejsce – Przecież wiesz, że zawsze chciałam mieszkać w internacie. To moje marzenie! Poza tym: czas szybko leci, a ty będziesz z tatą.
-Też mi pocieszenie – zaśmiała się matka – Ten stary piernik siedzi tylko na kanapie i ogląda meksykańskie telenowele. Nawet po zakupy nie pójdzie! Ja już mam stare kości, o! – mówiąc to poklepała się po udzie, wzbudzając rozbawienie u córki, a także taksówkarza, który najwyraźniej nie stroił od pięknych pasażerek. Szybko się wyprostowała i gestem uciszyła rozchichotaną Grace. Sięgnęła po torebkę. Wyciągnęła z niej małe pudełeczko.
-To dla Ciebie – wręczyła prezent córce – Na szczęście.
Grace spojrzała na nią zdumiona. Miała nadzieję, że w pudełku nie znajdzie biletu powrotnego do domu. Spodziewała się jakiegoś misia, serduszka z napisem „I miss you” coś takiego… Ostrożnie odwiązała czerwoną wstążkę i zdjęła srebrzystą pokrywkę. Z pudełka wyciągnęła małego aniołka z białymi skrzydłami. Miał porcelanową buzię i zadumany wyraz twarzy.
       Grace dobrze znała ten stan emocjonalny. Sama ciągle tonęła w morzu myśli i często nie docierało do niej, co ludzie mówią. Myślała stanowczo za dużo i zbyt wiele. Odrywała się od rzeczywistości. Sam realny świat był dla niej nie lada wyzwaniem. Interesowali ją ludzie – jacy są, o czym myślą, marzą… Obserwowała ich w swoim otoczeniu, ale nie robiła notatek. Uważała to za zbyt pracochłonne. Nie była leniwa. Po prostu sądziła, że to niepotrzebne. Na papierze za to, lądowały inne rzeczy. Grace, jako fanka thrillerów oraz Indiany Jones, była zafascynowana przygodą. Interesowała się mitologią egipską i przeszłością tego kraju. Uważała ją za niezwykłą, niebezpieczną, ale to właśnie to było najbardziej pociągające. Niestety z lekcji historii dowiadywała się tylko podstawowych elementów, które w porównaniu z jej wiedzą były minimalne. Na kółku dowiedziała się niewiele więcej, a wszystkie fakty z encyklopedii miała dawno zapisane w głowie. W Internecie wypisywali same bzdury. Wprawdzie natrafiła raz na jakiegoś znawcę, kolekcjonera, ale kontakt szybko się urwał i nie przyswoiła żadnych nudnych informacji. Właśnie dlatego była zachwycona wyjazdem do internatu. Odkryła bowiem, że jest w nim wiele egipskich antyków i cennych zbiorów. Dla Grace był to raj, lecz odrzucono jej zgłoszenie z powodu braku miejsc. Dopiero w tym roku szkolnym dowiedziała się, że jedno z nich się zwolniło. Była strasznie wdzięczna temu kto odszedł. Nie miała wobec niego złych intencji, ale Egipt naprawdę ją interesował i szczerze ucieszyła się, ze zwolnionego miejsca. Mniej radości wykazała jej mama, która wcale nie zamierzała puszczać swojej jedynej córki w świat. I pewnie nic by z tego nie wyszło, gdyby nie jej silna wola i upartość. Mama w końcu się poddała. Ze łzami w oczach pomagała córce spakować walizki.
-Nie podoba się? – zaniepokoiła się kobieta nerwowo zgrzytając zębami
-Nie, nie! Jest śliczny. Dzięki mamo! – ucałowała rodzicielkę w opalony policzek – Znów się zamyśliłam. Będę o niego dbać. – uśmiechnęła się i dmuchnęła w figurkę – Na szczęście.
-Nie chciałbym paniom przeszkadzać, ale proszę zobaczyć. Jesteśmy na miejscu. Witamy w domu Anubisa.