sobota, 15 grudnia 2012

Opowiadanie cz. 1


Wrzesień. Na ulicach Liverpoolu jak zwykle panował ruch. W końcu był pierwszy września. Autostrady zostały zawalone samochodami, na ulicach rozciągały się 50 kilometrowe korki. Działo się tak już od 5 rano, kiedy to jeszcze wracano z wakacji. Wszystkie drogi były zakorkowane. Oprócz jednej.
Niepozorną, cichą i spokojną uliczką prowadzącą przez las, jechała mała czarna furgonetka. Za szybą siedziała elegancka kobieta, o latynoskiej urodzie. Nerwowo szperała w torebce i mamrotała coś pod nosem. Obok niej siedziała drobna dziewczyna z jasnymi włosami związanymi w dwa, niesforne warkocze. Miała waniliową karnację i błyszczące, błękitne oczy. Była niewątpliwie przeciwieństwem eleganckiej kobiety. Spoglądała w okno zaciekawiona i rysowała po zaparowanej szybie. Starsza pani zaczęła coś mówić, ale ona zupełnie nie zwracała na to uwagi. Patrzyła na leśne krajobrazy i zatoczyła palcem kółko. Szyba była cała pomazana. Kierowca z trudem powstrzymał się od rzucenia ścierką dziewczyny, ale przypomniał sobie, że powinien skupić się na drodze i zacisnął sine palce na kierownicy. Blondynka chyba zauważyła jego minę, bo oderwała się od okna i skuliła na siedzeniu. Popatrzyła smętnie na kobietę obok, po czym wróciła do rysowania, zupełnie nie przejmując się wyraźnie zdenerwowanym kierową. Starsza brunetka odwróciła się w jej stronę i pokręciła lekceważąco głową.
-Grace nie zachowuj się jak dziecko. Masz już 17 lat!
-Sorry mamo – roześmiała się dziewczyna – Jedziemy już od 10 godzin.
-To przez te korki – westchnęła kobieta – Boże, w życiu nie widziałam takiego ruchu! Przeklęty wrzesień. Ale spokojnie. Niedługo dojedziemy – dodała smutno
Grace spojrzała na nią dziwnie, po czym zaczęła się śmiać, w przeciwieństwie do matki, która najwyraźniej miała zamiar płakać. Przytuliła córkę i wyciągnęła rękę w poszukiwaniu chusteczki.
-Mamo to niecałe 10 miesięcy – Grace odsunęła się na swoje miejsce – Przecież wiesz, że zawsze chciałam mieszkać w internacie. To moje marzenie! Poza tym: czas szybko leci, a ty będziesz z tatą.
-Też mi pocieszenie – zaśmiała się matka – Ten stary piernik siedzi tylko na kanapie i ogląda meksykańskie telenowele. Nawet po zakupy nie pójdzie! Ja już mam stare kości, o! – mówiąc to poklepała się po udzie, wzbudzając rozbawienie u córki, a także taksówkarza, który najwyraźniej nie stroił od pięknych pasażerek. Szybko się wyprostowała i gestem uciszyła rozchichotaną Grace. Sięgnęła po torebkę. Wyciągnęła z niej małe pudełeczko.
-To dla Ciebie – wręczyła prezent córce – Na szczęście.
Grace spojrzała na nią zdumiona. Miała nadzieję, że w pudełku nie znajdzie biletu powrotnego do domu. Spodziewała się jakiegoś misia, serduszka z napisem „I miss you” coś takiego… Ostrożnie odwiązała czerwoną wstążkę i zdjęła srebrzystą pokrywkę. Z pudełka wyciągnęła małego aniołka z białymi skrzydłami. Miał porcelanową buzię i zadumany wyraz twarzy.
       Grace dobrze znała ten stan emocjonalny. Sama ciągle tonęła w morzu myśli i często nie docierało do niej, co ludzie mówią. Myślała stanowczo za dużo i zbyt wiele. Odrywała się od rzeczywistości. Sam realny świat był dla niej nie lada wyzwaniem. Interesowali ją ludzie – jacy są, o czym myślą, marzą… Obserwowała ich w swoim otoczeniu, ale nie robiła notatek. Uważała to za zbyt pracochłonne. Nie była leniwa. Po prostu sądziła, że to niepotrzebne. Na papierze za to, lądowały inne rzeczy. Grace, jako fanka thrillerów oraz Indiany Jones, była zafascynowana przygodą. Interesowała się mitologią egipską i przeszłością tego kraju. Uważała ją za niezwykłą, niebezpieczną, ale to właśnie to było najbardziej pociągające. Niestety z lekcji historii dowiadywała się tylko podstawowych elementów, które w porównaniu z jej wiedzą były minimalne. Na kółku dowiedziała się niewiele więcej, a wszystkie fakty z encyklopedii miała dawno zapisane w głowie. W Internecie wypisywali same bzdury. Wprawdzie natrafiła raz na jakiegoś znawcę, kolekcjonera, ale kontakt szybko się urwał i nie przyswoiła żadnych nudnych informacji. Właśnie dlatego była zachwycona wyjazdem do internatu. Odkryła bowiem, że jest w nim wiele egipskich antyków i cennych zbiorów. Dla Grace był to raj, lecz odrzucono jej zgłoszenie z powodu braku miejsc. Dopiero w tym roku szkolnym dowiedziała się, że jedno z nich się zwolniło. Była strasznie wdzięczna temu kto odszedł. Nie miała wobec niego złych intencji, ale Egipt naprawdę ją interesował i szczerze ucieszyła się, ze zwolnionego miejsca. Mniej radości wykazała jej mama, która wcale nie zamierzała puszczać swojej jedynej córki w świat. I pewnie nic by z tego nie wyszło, gdyby nie jej silna wola i upartość. Mama w końcu się poddała. Ze łzami w oczach pomagała córce spakować walizki.
-Nie podoba się? – zaniepokoiła się kobieta nerwowo zgrzytając zębami
-Nie, nie! Jest śliczny. Dzięki mamo! – ucałowała rodzicielkę w opalony policzek – Znów się zamyśliłam. Będę o niego dbać. – uśmiechnęła się i dmuchnęła w figurkę – Na szczęście.
-Nie chciałbym paniom przeszkadzać, ale proszę zobaczyć. Jesteśmy na miejscu. Witamy w domu Anubisa.

2 komentarze:

  1. Ten rozdział jest genialny, to opowiadanie jest genialne
    Przez ciebie popadlam w doła, bo zdałam sobie sprawę, że nie piszę tak dobrze jak ty.
    Idę dalej czytać, liczę, ze dostrzeżesz mój komentarz
    http://demony-13.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń