sobota, 15 grudnia 2012

Opowiadanie cz. 2


-Ale ten kampus jest ogromny! – mama wychyliła głowę z samochodu
-Wow… - Grace była zachwycona – Ja będę mieszkać o tam, widzisz? W Domu Anubisa.
Gwałtownie otworzyła drzwi furgonetki. Spojrzała na kampus. Największym budynkiem była szkoła, reszta to domy dla studentów. Budowle były potężne i szerokie. Wyglądały dumnie, choć pochodziły jeszcze z tamtego wieku. Zachowały jeszcze starą magię. Grace odebrała walizki od taksówkarza i zbliżyła się do internatu.
-Hola, hola a gdzie ty się wybierasz?! Nie powinnam iść tam czasem z tobą?
-Nie mamuś! Błagam nie wchodź tam, narobisz mi obciachu! Nie chce tak zacząć! Powinnam pokazać im się z jak najlepszej strony.
Kobieta podeszła do córki i położyła jej dłoń na ramieniu.
-Wiem. Rozumiem Cię doskonale, ale… nie udawaj nikogo innego. Bądź sobą. Taka jesteś najpiękniejsza.
Grace zaczęła się śmiać, tym samym zrzucając wszelkie obawy z serca swojej matki. Wtuliła się w jej ramię.
-Przecież wiem. Nie bój się o mnie. Zawsze mówiłaś, że jestem dzielna i sobie poradzę. I ja w to wierzę. Ty też musisz! Pamiętasz, że nigdy się nie poddawałam. Mam to po tobie – mrugnęła okiem
Mama pogłaskała ją po włosach i z westchnieniem wróciła do samochodu. 
Grace odprowadziła wzrokiem odjeżdżającą taksówkę. Łza zakręciła jej się w oku. Przez chwilę miała ochotę rzucić to wszystko i gonić ponurego taksówkarza. Uświadomiła sobie jednak, że przed chwilą wygłosiła matce wywód jaka to jest samodzielna i odważna. Myliła się. Jest słaba. Tak cholernie słaba, bo miała zamiar uciec już po pięciu sekundach. Nie mogła tego zrobić. Postanowiła pokazać samej sobie, że da radę. Nie podda się. Chwyciła walizkę i ruszyła w stronę internatu.
-To będzie udane 10 miesięcy, wytrwam! W końcu nie mogę tak po prostu się…
W porą zahamowała. Przed nią, z piskiem opon stanęła taksówka.
-No pięknie… - myślała spłoszona – Pierwszy dzień, a ty już chcesz wpadać pod samochód. Wspaniały początek, nie ma co!
Podczas kiedy ona zastanawiała się, którą stroną uciekać z auta wysiadł wysoki chłopak z gitarą na plecach. Niewątpliwie był ucharakteryzowany na rockmana. Spojrzał na nią kwaśno, po czym zaczął się śmiać.
-Słuchaj wiem, że szkoła jest straszna, ale żeby już pierwszego dnia chcieć się zabić? Szybka jesteś!
Grace odetchnęła z ulgą. Całe szczęście, że chłopak okazał się luzakiem, bo inaczej miałaby spore kłopoty. Rockman pomógł jej pozbierać rozsypane rzeczy, ‘niechcący’ nokautował ją gitarą, a przy tym cały czas się śmiał.
-Ej przestań! – zaśmiała się Grace - Już wiemy, jestem ofermą, możesz już ze mnie zejść?
-Nieee – Benny wyszczerzył zęby w uśmiechu – To moja pasja, hobby, moje całe życie! Mogę jechać po tobie cały dzień!
-Spróbuj! – spojrzała na zegarek – Kurczę już późno, pewnie wszyscy są dawno na miejscu! A ty się nie wybierasz?
Benny uniósł oczu ku niebu i westchnął głośno. Wyjął gitarę z pokrowca i zaczął brzdąkać piosenkę o pośpiechu i czasie. Grace wywróciła oczami i zostawiła znajomego, któremu wyraźnie nigdzie się nie śpieszyło i miał w nosie, że zapewne dostanie ochrzan. Ona również pragnęła być takim bezstresowcem. Stanęła przed domem. Domem Anubisa. Spojrzała na niego zachwycona. Był oryginalnie zbudowany, taki stary i piękny. Nie mogła doczekać się kiedy zobaczy wnętrze. Powinno być równie urodziwe jak to. Podeszła do schodów. Ostrożnie pociągnęła za klamkę. Drzwi zaskrzypiały. Cichutko weszła do środka. Znalazła się w holu. Miał on piękne drewniane ściany, na których wisiały antyczne obrazy. Meble były mosiężne i drewniane. Wszystko tak idealnie ze sobą grało! Grace skierowała się ku schodom. Przystanęła jeszcze na chwilę żeby popodziwiać obrazy. Niestety stanęła przy drzwiach, które nagle otworzyły się szeroko. Grace upadła na ziemię, przewracając stolik z wazonem. Jęknęła cicho.
-Nie dość już niepowodzeń na dziś… - miała ochotę się rozpłakać
Super, zaraz ktoś tu wejdzie, a ona leży plackiem na podłodze i ryczy. Nie, tak nie może być.
-O Mój Boże, Nic Ci nie jest?! – usłyszała
Otworzyła oczy. Nad nią stał ciemnowłosy chłopak w fioletowym swetrze. Był wyraźnie przestraszony. Mocno zaciskał dłonie. Wyglądał dokładnie tak jak ona, kiedy prawie wpakowała się pod taksówkę.
-Strasznie Cię przepraszam! Nie chciałem, naprawdę! Tylko… tylko się denerwuję bo… a zresztą nieważne, daj rękę pomogę ci.
Grace chwyciła jego dłoń. Była zimna. Chłopak strasznie się czymś denerwował.
-Jestem tu dopiero pierwszy dzień, a ty już rzuciłeś mnie na kolana – próbowała rozluźnić atmosferę – Nie uważasz, że to trochę za wcześnie?
Chłopak uśmiechnął się lekko. Jego buzia nadal była blada, ale wyraz twarzy znacznie się poprawił.
-FABIAN! – Grace usłyszała krzyk z korytarza. Odwróciła się do chłopaka.
- Jestem Grace. Chyba cię wołają – uśmiechnęła się ciepło – O ile tak masz na imię.
-Tak. Fabian to ja. Przepraszam Cię na chwilę muszę iść.
-Jasne, jasne.
Fabian skręcił w stronę korytarza. Grace już miała iść na górę, ale coś kazało jej zostać. Odwiesiła żółty płaszcz na wieszak. Rozplątała warkocze (żeby się nie afiszować) i weszła do pomieszczenia obok. Był to salon, który okazał się być równie cudny, jak reszta. W kącie stał duży zegar i telewizor. Ale nie na niego zwróciła uwagę. Rzuciła się do lodówki, w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. Nie miała zamiaru czekać na kolację, jest już wystarczająco późno.
-Oho czyżby żeńska wersja Alfie’go?
Odwróciła się. Za nią stała uśmiechnięta kobieta, w czerwonym fartuchu.
-Cześć gwiazdko! Jestem Trudy, twoja opiekunka! Dopiero przyjechałaś co?
-Mhmm – mruknęła z pełną buzią, chipsy jak na złość nie chciały się strawić
-Moje biedactwo! Zaraz ci coś przygotuję. W tym czasie możesz się rozpakować.
-Nie wiem gdzie są pokoje…
-A no tak, Victor gdzieś wybył! Dziewczynki mają pokoje na górze, chłopcy na dole. Usiądź sobie tutaj, poczekamy razem. Możesz iść jeszcze po resztę? Połowy dzieciaków jeszcze nie ma, ale ta przybyła trójca na pewno jest głodna. Są chyba w pokoju Eddiego. To ten ostatni.
-Dobrze. Chyba trafię. – uśmiechnęła się i wyszła z salonu
Podeszła do drzwi. Już miała chwycić za klamkę, gdy usłyszała rozmowę:
-Czemu jej tak długo nie ma?!
-Nie mam pojęcia, widziałem się z nią niedawno i wszystko było ok. Chyba…
-Jak to ‘chyba’?
-Trochę dziwnie się zachowywała. Taka jakby… przestraszona.
-O Matko…
-Dobra to pewnie przez to pieprzone PKP! Takie uroki komunikacji. Nie martw się, będzie dobrze.
-Spróbuję.
-A właśnie jak już jesteśmy w temacie… Tajemnice itp. Ostatnio śni mi się jakaś dziewczyna…
-Co?!
-Znaczy… nie w tym sensie. Coś mówi… Coś się świeciło…
-Gadka w typie przedszkolaka? Dokładniej się nie da?
-No nie, nie wiem…
-Dobra chodźmy stąd, jestem głodna jak wilk!
Grace szybko odbiegła od drzwi. Stanęła w przedpokoju i udawała wielkie zainteresowanie głową dzika. Tak naprawdę miała ochotę zwymiotować – kto jest na tyle szurnięty żeby powieszać głowę dzika w przedpokoju?!
Do holu wszedł Fabian i jeszcze dwójka lokatorów. Drugi chłopiec (bodajże Eddie) miał blond włosy i brązowe oczy. Zawiesił ramię na wysokiej, rudowłosej dziewczynie o lekceważącym spojrzeniu.
-Grace! – uśmiechnął się Fabian – Nie poszłaś jeszcze na górę?
-Nie trafię, prędzej się zgubię.
-Ale to tylko piętro wyżej.
-Nie znasz moich możliwości – roześmiała się.
Kątem oka dostrzegła, że Eddie dziwnie na nią patrzy. Podszedł do niej powoli i spojrzał w oczy. Grace stanęła jak wryta. Nie miała pojęcia co robić. Uciekać? Płakać? Walnąć go? Nie… Odsunęła się gwałtownie.
-To ty… - zaczął
-Co ja? – wykrztusiła z siebie zdenerwowana – Ja nic nie zrobiłam!
-Ty… Jesteś tą dziewczyną ze snów!

3 komentarze: