niedziela, 16 grudnia 2012

Opowiadanie cz.3


Że co…? – wykrztusiła Grace – To są chyba jakieś żarty! Nie rób sobie ze mnie jaj, na dzisiaj mam już szczerze dosyć!
Eddie odsunął się. Podparł ręce o stolik i opuścił głowę. Mówił coś po cichu. Ruda dziewczyna wyglądała na trochę zażenowaną tym widokiem. Podeszła do Grace i powiedziała:
-Sorry za niego. On tak tylko żartuję…
-Nieprawda! – krzyknął Eddie – To ona! Śniła mi się, mówiła coś do mnie!
Grace osunęła się na fotel. Miała nadzieję, że trafi do internatu, nie do psychiatryka! Za wiele wrażeń jak na jeden dzień… Liczyła na to, że zaraz wybuchną śmiechem i pogratulują sobie udanego dowcipu, ale nie… Wszyscy mieli poważne miny. Eddie’mu trzęsły się wargi. Zaczął śmiać się nerwowo.
-Taa… To tylko żart…
Nie wyglądał na szczególnie rozbawionego. Złapał Rudą za rękę i ruszył do kuchni. Fabian usiadł koło Grace.
-Dowcipniś – zaśmiał się niepewnie
Grace spojrzała na niego kwaśno. To na serio jakiś, głupi żart, czy naprawdę myślą, że jest taka naiwna.
-Co mu odbija? Znaczy nie, że ten… szurnięty, ale…
-Już dobrze – uspokoił ją – Trochę się denerwujemy nasza koleżan… moja dziewczyna jeszcze nie przyjechała. Martwię się o nią.
-Rozumiem… A tak swoją drogą kto u was zrezygnował?
-Z czego? – nie rozumiał Fabian – ze szkoły? Nikt.
-A to dziwne… - zaczęła Grace – Bo… jak w tamtym roku wysyłałam zgłoszenie, był już komplet i nie mogłam przyjechać. A teraz dostałam informację, że jedno miejsce się zwolniło i…
Fabian już jej nie słuchał. Schował twarz w dłoniach. Grace była pewna, że płacze. Podeszła do niego i położyła dłoń na ramieniu.
-To… ona?
Nie usłyszała odpowiedzi. Chłopak cicho szlochał i przyciskał twarz do kolan. Grace miała również ochotę płakać. Czuła się po części winna, w końcu to ona zajęła jej miejsce. Usiadła koło niego.
-Przepraszam…
-To nie twoja wina… - szepnął płaczliwie – Czemu mi nie powiedziała…
-Może miała jakiś powód… - powiedziała cicho – Działo się z nią coś ostatnio?
-Nie… Ale Eddie ostatnio się z nią spotkał. Mówił, że była przestraszona…
-Bała się czegoś… Nie martw się, jestem pewna, że prędzej czy później się z tobą skontaktuję.
-No proszę! – do pokoju weszła ruda dziewczyna – Ty mi się tak do niego nie klej!
-Ale ja…
-W porządku… - Fabian wstał z fotela – Grace mi tylko pomogła. Dziękuję.
-Hmmm… No to w porządku. Jestem Patricia – uśmiechnęła się ruda – Sorry za Edisona, trochę mu nie po kolei w głowie.
-Spoko – odparła Grace – To twój chłopak?
-No. Niestety! – zaśmiała się Patricia – Czasami mam wrażenie, że… Ej Fabes co z tobą?
-Nina zrezygnowała…
-CO?!
-W tym roku miały do nas dołączyć dwie osoby. Rozmawiałem już z Trudy. Mieli dawno zaklepane miejsca. Ale… Grace powiedziała mi, że poinformowano ją o zwolnionym i…
-Czekaj, czekaj – Patricii zrzedła mina – Mam rozumieć, że to zwolnione miejsce to… Nina?
-A kto inny! – Fabian podniósł głos – Wiedziałem. Miałem przeczucie, że stanie się coś niedobrego! Czemu z nią nie porozmawiałem? To moja wina…
-Ale nie mogła tak po prostu zniknąć! – krzyknęła Patricia – Coś musiało się stać! Powiedziała, by nam na sto procent!
Z kuchni wyłonił się Eddie. W ręku trzymał paczkę chipsów. Grace miała wielko ochotę mu je wyrwać, lecz się powstrzymała.
-Spoko – wyszczerzył zęby w uśmiechu – Jestem pewien, że zadzwoni! A tak w ogóle: Kto do nas dołączy?
-Benny Walker i Stella Wright.
-Benny i Stell… O kurczę! – Eddie’mu zrzedła mina
Napchał sobie chipsów do buzi, broniąc się przed wyjaśnieniami paru, skomplikowanych rzeczy zdezorientowanej Patricii.
-Eddie?
-Hummhhh?
-Gadaj!
-No bo… Jak by to… Właściwie…
-Eddie błagam! – Patricia zmarszczyła brwi – Kto to? Siostra, matka? Zaakceptuję każdego, tylko nie żadną byłą dziewczynę – dodała wesoło
Eddie ucichł. W ślimaczym tempie przeżuwał chipsy. Opuścił głowę w dół. Patricia skamieniała.
-Nie gadaj…
-To nie tak! – krzyknął z pełną buzią – Chodziłem z nią jeszcze zanim Ciebie poznałem!
-No mam nadzieję! – Patricia była zszokowana – Jak ty to sobie wyobrażasz?! Będziesz obojętnie koło niej przechodził?!
-No… Może się zaprzyjaźnicie?
-Tak pewnie! Upleciemy sobie bransoletki przyjaźni, coś jeszcze?! – dało się słyszeć głos z korytarza.
W drzwiach stała wysoka dziewczyna z czarnymi włosami i ciemnymi pasemkami. Miała ciemnoniebieskie oczy, o lodowatym spojrzeniu. Była ubrana na czarno. Nie wyglądała na szczególnie szczęśliwą.
-Znów się spotykamy – uśmiechnęła się złośliwie – To co? Kiedy pleciemy bransoletki przyjaźni?
-Stella hej… - Eddie wyglądał na onieśmielonego – To co tam… słychać?
-Dobrze się czujesz? – uniosła lekko brwi – U mnie super! Skaczę z radości, na twój widok! Nie widać?
Patricia przyglądała się tej scence z lekkim rozbawieniem. Grace była pewna, ze gdyby nie fakt, iż Stella to dawna dziewczyna Eddiego, to z pewnością złapały by wspólny język.
-Miło cię widzieć… - wymamrotał Eddie – Oprowadzić cię może…?
-Daj sobie spokój! – Stella wywróciła oczami – Serio myślisz, że zapomniałam? Jedno przepraszam, nie wystarczy żeby było fajnie. Gdyby nie mój stary, w życiu by mnie tu nie było! A on naiwnie myśli, że moim marzeniem jest Cię oglądać! Zabawne, doprawdy.
Odwróciła się na pięcie. Akurat, w tym samym momencie do domu wszedł Benny z całym, swoim tabunkiem. Stanął za Stellą, przysłuchując się dyskusji i skutek tego był taki, że leżał teraz na podłodze przygnieciony ciałem gothki.
Patricia nie wytrzymała i ryknęła śmiechem. Eddie stał i wyraźnie nie kapował o co chodzi, a Benny wyglądał na zadowolonego. Nawet Fabian się uśmiechnął. Zdezorientowana Stella szybko wstała i powiedziała parę niemiłych słów do rockmana. Ten uśmiechnął się tylko, po czym ruszył do kuchni błagając o naleśniki.
-Oo Alfie chyba znajdzie przyjaciela – roześmiała się Patricia – Jestem pewna, że będą z nich bratnie dusze!
-Przecież Alfie jest najlepszym kumplem Jerome’a – przypomniał Fabian
-No to będzie święta trójca – Eddie wrócił na ziemię – Poza tym: serio myślisz, że Jerome będzie miał na to czas? Od kiedy chodzi z Marą, o niczym innym nie myśli.
-Przecież oni strasznie się od siebie różnią! Nie wiem jak to się…
-Przeciwieństwa się przyciągają – odparł Eddie, po czym spojrzał na Patricię – Prawda kotku?
-Jakie tam z was przeciwieństwa! – zaśmiał się Fabian – Oboje jesteście, lekko mówiąc szurnięci.
-Dzięki! – Patricia walnęła go w ramię – Mam ci przypomnieć Joy?!
Fabian spuścił głowę. Przypomniało mu się o Ninie. Grace poczuła, że musi działać.
-Spokojnie. Jestem pewna, że pamięta o Tobie i zadzwoni. Nie martw się.
-Nie mogę… Strasznie mi na niej…
Stella stała w progu ze zniesmaczoną miną,
-Rany jaka patologia… Już wiem na kim inspirują się twórcy Trudnych Spraw. Nie mam zamiaru dłużej wysłuchiwać tego jazgotu idę na górę!
Już miała wejść na schody, gdy drzwi wejściowe otworzyły się szeroko i do domu wleciało pięcioro wygłodniałych studentów. Trudy wyszła z kuchni i złapała się za głowę.
-O Matko jedyna dzieci! Chodźcie do kuchni, zrobiłam już obiad!
-Autobus się spóźnił – wyjaśniła niska dziewczyna o brązowych włosach.
Trzymała za rękę wysokiego blondyna z niebieskimi oczami. Miał trochę zarozumiały wyraz twarzy, ale ogółem sprawiał sympatyczne wrażenie. Za nim stał chłopak o ciemnej karnacji z batonem w dłoni. Po komunikacie Trudy, natychmiast ruszył do kuchni taranując przy tym biedną Stellę, która najwyraźniej nie zamierzała puścić mu tego płazem. Z salonu dobiegł bolesny jęk. Widocznie gothka dopadła biednego chłopca. Najlepiej prezentowała się śliczna blondynka z różową walizką. Patrzyła kwaśno na stojąco obok koleżankę, o latynoskiej cerze i błyszczących, brązowych oczach. Widocznie niezbyt się lubiły. Grace przywitała się ze wszystkimi i pięć minut później była już obeznana w temacie. Grono studentów ruszyło do kuchni, i tylko ona została w holu. Musiała jeszcze odnieść bagaż na górę. Przy schodach zatrzymała wzrok na małym obrazie. Przedstawiał on mieszkańców Domu Anubisa. Grace poznała wszystkich oprócz niej… uśmiechnięta dziewczyna, z długimi blond włosami…
-Nina – pomyślała ciepło
W jednej sekundzie zrozumiała całą tęsknotę Fabian’a. Miała w oczach coś… no właśnie COŚ. Na szyi zwisał jej dziwny medalion w kształcie jakby rombu.
Nagle poczuła dotyk na ramieniu. Odwróciła się na pięcie. I zamarła… Przed nią stała staruszka. Uśmiechała się przyjaźnie, lecz Grace była pewna, że nie ma wobec jej dobrych intencji. Staruszka wyciągnęła do niej dłoń.
-Weź to – poprosiła kobieta – Kiedyś należało do Wybranej. Teraz jest twoje.
-Kim pani jest…? – wykrztusiła słabo – Proszę mnie zostawić, błagam!
-Zrobisz to, prawda?
-…Co?
-Nina… Wiem, że Ci się uda. Proszę weź to. I bądź ostrożna. Zło właśnie się budzi…
Kobieta znikła. Grace oparła głowę o poręcz.
-Nie to nie mogło się stać…! – myślała przestraszona – Nie mogło… Kim ona była? To jakiś… duch. Nieee, na pewno mam głupie halucynacje, ten cholerny pierwszy dzień!
Weszła na górę. Czuła, że serce skoczyło jej do gardła. Bardzo się bała. Przeszła przez korytarz i odnalazła drzwi ze swoim imieniem. Dzieli pokój ze Stellą. No pięknie… Chciała pociągnąć za klamkę. Gwałtownie odskoczyła. Był zawieszony na niej ten tajemniczy medalion! Grace ostrożnie zdjęła go z klamki. Przyjrzała mu się dokładnie. Bez wątpienia przedstawiał oko Horusa. Nagle cały jej strach zniknął. Dawna pewność siebie i zdeterminowanie wróciły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Grace już się nie bała. Nagle wszystkie inne problemy przestały być istotne. Teraz miała jeden cel: Odnaleźć Ninę!

4 komentarze: