czwartek, 31 stycznia 2013

Nabór!

Witam was :) Następna (ósma) część HOA Story ukaże się dziś lub jutro. Postaram się ją dokończyć, bez względu na pewne smutne okoliczności, o których nie mam ochoty pisać... Najchętniej rzuciłabym to wszystko, ale nie mogę... Nie zrobię tego sobie i wam... Nie chcę później żałować żadnych pochopnych decyzji... Nie ma to nic wspólnego z wami. Chodzi o moje dość poważne problemy osobiste... W każdym razie: potrzebuję pomocy. Na podstawie moich opowiadań chciałam zrobić coś typu kartka z pamiętnika... np. na podstawie opowiadania 7 kartka z pamiętnika Patrici, co odczuwało... Można też dodawać własne elementy. Chodzi o to żeby poznać uczucia innych w zaistniałych sytuacjach. Próbne kartki z pamiętnika wysyłajcie na mój email: cayaboska@onet.eu . Napiszcie je na podstawie wybranego z moich opowiadań. W notkach można samemu wybrać osobę, której wrażenia chcę się opisać. Może być ich nawet kilka. Sama chciałabym się za to zabrać, ale teraz chyba nie dam rady... Błagam was, pomożecie?


piątek, 25 stycznia 2013

Opowiadanie cz. 7


-Wreszcie się spotkałyśmy – Nina uśmiechnęła się lekko
Grace rozejrzała się wokoło. Obok niej nie było żywej duszy… Oprócz Niny… Stała z zaplecionymi dłońmi, w długiej, białej sukni. Jej gęste, miodowe włosy spływały po chudych ramionach. Wyglądała pięknie.
-Hej Nino… - niepewnie wyszeptała Grace – Wiesz… oni się martwią.
Nina odwróciła głowę. Przymknęła powieki i stanowczo odpowiedziała:
-Wiem. Widzę… Niestety nie mogę im pomóc.
-Czemu ukazujesz się właśnie mnie?
-Bo tylko ty możesz mi pomóc! Nie przypadkiem trafiłaś właśnie tu. Tak musiało być. Wierzysz w przeznaczenie.
-Nic nie dzieje się przypadkiem…
-Właśnie. Nie tutaj. Dasz sobie radę.
-Ale… w czym? – Grace spojrzała w błyszczące oczy Niny – Co mam dla Ciebie zrobić?
Nina chwyciła ją za dłoń.
-To sprawa życia i śmierci… Nie wrócę. Wkrótce dowiesz się dlaczego, ale… teraz musisz zrobić coś o wiele ważniejszego.
-Co…? – spytała słabo
-Znaleźć Wybraną!
-Wybraną? Przecież ty nią jesteś!
-Nie… Wierz mi musisz to zrobić. Zło się obudziło. Czyha w cieniu… Wyjdzie w najmniej spodziewanym momencie. Tylko Wybrana może je powstrzymać! Znajdź ją. Proszę…
Twarz Niny była coraz dalej i dalej, aż w końcu znikła w gęstej mgle. Słychać było tylko jedno słowo: Wybrana…
-Grace, Grace! Obudź się, no wstawaj! – krzyczała Amber przerażona!
-Co jej jest?
-Czy mi się wydawało czy ona mówiła o Ninie? Amber po coś jej tyle nagadała! Następny problem na głowie…
Grace otworzyła oczy. Nad nią stała cała Sibuna. Fabian był przerażony. Amber z piskiem rzuciła się jej na szyję.
-Już nigdy więcej tak nie rób! Prawie zawału dostałam! Co ci się stało?!
Patricia odsunęła Amber i zacisnęła dłoń na ramieniu Grace.
-Noo, chyba mamy coś do obgadania?
-No – przyznała Grace cicho – Mamy.
-Nie wtykaj nosa w nie swoje sprawy. Nawciskałaś Amber bredni, o jakiś wizjach i myślisz, że ci uwierzę?
-Nie musisz. Ale Nina by tego chciała.
-Przestań! – krzyknął Fabian z rozpaczą – Nie kłam! To poważna sprawa, a ty tego nie rozumiesz!
-Rozumiem, aż za dobrze – Grace wstała z podłogi – Nie wiem co się z nią stało, mówiła tylko, że już nie wróci. Chciała tylko jednej rzeczy…
-To nie jest prawda… - Fabian mówił przez ściśnięte gardło – Nie zrobiłaby mi tego! Nie mogłaby!
-Uwierz, jestem pewna, że nie chciała…
-Ty tak na poważnie? Fabian weź! Wierzysz tej psycholce? – Patricia pokręciła głową – Daj spokój, widać, że udaję. Cud, że nos się jej jeszcze nie wydłużył.
-Przecież wcale nie znała Niny… - łkała Amber – Czemu miałaby kłamać? Jest w porządku… Nina chcę nam coś przekazać.
-Oj chcę. – westchnęła Grace – Przepraszam was, ale nie mogłam tego tak zostawić. Najpierw Sara, teraz… założę się, że Amber wszystko wam już mówiła. Nina prosiła nas o jedną rzecz.
-Odnaleźć ją? – zasugerował milczący dotąd Alfie – Porwali ją kosmici?!
-Ale by były jaja! – pochwycił temat Eddie – Dobre to na książkę. Zagubiona w akcji!
-Chłopacy co z wami? Zachowujecie się jak dzieci! To poważna sprawa, w ogóle was nie rusza? Jesteście okropni. – Amber zmarszczyła brwi, a Patricia przytaknęła głową.
Alfie przejęty swoim zachowaniem, przysunął ją do siebie i pogładził po złocistych włosach. Eddie natomiast spojrzał na Patricię kpiąco i powiedział:
-Możesz se pomarzyć.
-Chyba ty. – odparła ironicznie i odwróciła się w stronę zirytowanej Grace, której jak na złość nikt nie chciał słuchać.
-Nina prosiła mnie o odnalezienie wybranej.
-Nina… Wybranej… - powtórzyła Patricia powoli, po czym wszyscy ryknęli śmiechem.
-Co w tym zabawnego? – Grace uniosła brwi pytająco
-Przecież Nina jest Wybraną. A ja jej osirionem. Proste i logiczne, inaczej być nie może – odparł rozbawiony Eddie.
-A jednak. Mówiła, że nie… Nie mam pojęcia o co chodziło Ninie, ale gwarantuję, że jestem zdrowa, mózg mi jeszcze nie siadł, a ona na stówę nie żartowała!
-Naprawdę ją widziałaś – zapytał cicho Fabian – Jak wyglądała?
-Była piękna! Wyglądała jak anioł… - uśmiechnęła się Grace – Wybranych może być więcej?
-Z tego co wiem, to nie. Ale… nie mam pojęcia, może poszukasz jutro w bibliotece?
-Dzięki. Swoją drogą nie myśleliście, żeby tu trochę uprzątnąć? Strasznie dużo tu kurzu!


Mara spakowała dwie ostatnie książki i ruszyła do szkoły. Oczy same jej się zamykały. Nie spała prawie całą noc. Patricia ciągle kręciła się po korytarzach, Joy gadała przez sen (ohh Fabian, jakiś ty sexy!), a Stella postanowiła spłatać psikusa Victorowi i kiedy ten chciał włączyć radio, na cały dom buchnęła mu na full piosenka Billy’ego Talent’a „Surrender”. Dziwiło ją to, że Victor chciał słuchać jakiś płyt o 2 w nocy, ale to pewnie jakieś jego dziwactwa… Taki gatunek.
-Hej Jaffray! Dokąd tak gnasz?!
Mara obejrzała się za siebie. Za nią szedł roześmiany Jerome. Złapał uśmiechniętą dziewczynę za rękę.
-Dziś beze mnie?
-Chciałam być sama, przepraszam.
-Mam sobie iść!
-Nie zostań! Cieszę się, że jesteś… - uśmiechnęła się nieśmiało – Stella nadal siedzi u Victor’a?
-Nie. Nie wytrzymał z nią psychicznie. Po 5 minutach wyleciała z gabinetu.
-Wyrzucił ją?
-No gdzie, boi się jej. Powiedziała mu prosto w twarz, że ma problemy z psychiką i kiedy krzyknął, że jest bezczelna, powiedziała, cytuję: przynajmniej nie jestem, aż tak zdesperowana żeby gadać do pluszowych zwierzątek.
-Biedny Victor!
-No. Zraniła honor Corbier’a! – roześmiał się Clarke
-Spadnie mu samoocena. Wyłysieję ze stresu.
-Victor będzie wtedy biegał z klejem! Co kropelka sklei, sklei, żadna siła nie rozklei!
-Talentu wokalnego to ty nie masz. – uśmiechnęła się Mara
-Nieprawda! Jestem bardzo zdolny!
-Nie wierzę.
-To posłuchaj: Szłaaa dzieeeeweczka do laseeeeczka!
-Dobra, dobra! Przyznaję jesteś świetny tylko przestań już!
Uwiesiła się chłopakowi na szyi i mocno wtuliła. Cieszyła się, że ma go przy sobie. Ciągle czuła się głupio przez te wszystkie sprawy z Mick’iem… Teraz mogła nareszcie być szczęśliwa przy jej walniętym, bezczelnym, kochanym idiocie. I między innymi właśnie za to najbardziej dziękowała losowi.

Grace nie miała specjalnej ochoty włóczyć się samotnie do szkoły. Położyła się o piątej rano (o dziwo Stellę wcale to nie zdziwiło) i była wykończona. W rozciągniętym dresie, przydreptała do kuchni i padła na kanapę. Na krześle siedziała Stella. Trzymała nogi na stole i wycinała scyzorykiem karykaturę Victor’a.
-Może lepiej przestań?
-Po co? Trzeba dodać parę, pikantnych szczegółów do wystroju.
-No! – zza kanapy znienacka wyłonił się Benny – Głowy jeleni nie są najnowszym krzykiem mody! A te ściany nie wyglądają na stabilne. Myślicie, że mogą się zawalić? ALE CZAAAD!!!
-Oby Cię bardziej nie uszkodziły – mruknęła Stella, zajęta dekoracją stołu.
-Bez obaw. Ej Foster, co ty się tak wylegujesz?! Wciągaj mundurek i jazda do budy!
-Zaaaaraaaaz! – ziewnęła Grace, rozciągając się – Jeszcze 5 minut!
-Dawaj złaźta mi tu z tej kanapy, bo jak sięgnę po zaawansowane środki to pogadamy inaczej!
-Masz na myśli Trudy?
-Może…
Grace roześmiała się i powoli wstała z kanapy. Powłóczyła nogami i znalazła się przy lodówce. Przyłożyła głowę do drzwi.
-Kiełbaska?
-Foster jedz żesz to i zasuwaj to szkoły!
-Już, już. A ty gdzie w tym czasie będziesz?
-W kinie – uśmiechnął się Benny i pogwizdując ruszył do swojego pokoju.


-Eddie złaź z tego parapetu! – wydarła się Patricia
-Edison trochę kultury! Panno Williamson proszę tak nie krzyczeć!
-Przeszkadzam panu?
-Matko, ktoś drze się jak moja babcia w kościele! Ludzie ogar! – Stella weszła do klasy, podziwiając stłuczone doniczki, czyli dzieła Eddie’go i Alfie’go.
-Już proszę, cisza! A więc dzisiaj porozmawiamy o…
-Przepraszam, już jestem! – do klasy wpadła spóźniona Grace
-Panna Foster… Jaką bajeczkę dziś usłyszymy?
-No wie pan… - zaczęła – czy też pan czuję pociąg do kiełbasy? I dresiku? I łóżeczka? To na pewno mnie pan zrozumie.
Stella przeciągnęła się na krześle.
-Mhmm Taa. Z pana to taki dresiarz, jak ze mnie baletnica.
Przez klasę przeszła pana śmiechu, bowiem wizja pana Sweeta w dresiku była rozczulająca.
-Tak czy inaczej – kontynuowała Grace – Nie mogłabym zostawić jej samej, tam w lodówce… Niech pan sobie wyobrazi jej cierpienie. Sama, na pastwę losu… Zostawiona na pożarcie przez wygłodniałe szczury…
-Dobrze Grace siadaj. Twoja historia nas poruszyła, ale teraz chcielibyśmy porozmawiać o anatomii. Więc tak: człowiek jak dobrze wiecie, jest…
Grace poczłapała do ławki. Usiadła obok rozweselonego Fabian’a.
-Masz? Znalazłaś jakąś książkę?
-Taak. Już chwila… - Grace pośpiesznie przekopywała rzeczy w torbie – O jest.
-„Balsamowanie umarłych” ?
-O kurczę to nie to! Chyba wzięłam nie to co trzeba.
-Właśnie widzę – zaśmiał się Fabian – Potem pójdziemy tam razem.
-Niee dodatkowo Cię zdołuję.
-Czemu?
-Kocham to robić! – roześmiała się kpiąco – Ale poważnie: znalazłam tylko jakieś stare, egipskie tradycje, wątpię żeby tam coś było.
-W necie tak samo… Nie wiem co robić.
-JA wiemmm!
-Co?
-Teraz na przykład, chętnie poszłabym spać.

wtorek, 8 stycznia 2013

Opowiadanie cz.6


Grace nie miała najmniejszej ochoty iść na spotkanie z Joy. Po wyjaśnieniach Amber, zamierzała dalej obserwować Sibune. Milington obiecała nic im nie mówić. W końcu jej też zależało na odnalezieniu Niny. Może nie było to w porządku, w stosunku do reszty, ale wyjście było tylko jedno. Grace nie mogła skupić się lekcji prowadzonej przez nową nauczycielkę panią Denby. Była to elegancka blondynka z chłodnymi błękitnymi oczami. Ciągle obrzucała dziewczynę podejrzliwym spojrzeniem, jakby wiedziała… Grace opuściła głowę na blat. W tej chwili jej jedynym marzeniem, było usłyszenie dzwonka. Nauczycielka oczywiście przejrzała ją na wylot. Już miała zbesztać ją swoim zimnym głosem, gdy do Sali wpadł pan Sweet.
-Dzień dobry klaso! Przepraszam, że przeszkadzam, ale po pierwsze: Eddie znów nie wziąłeś śniadania! Słyszałeś co mówił lekarz? Musisz jej dużo błonnika! Poza tym masz za mało wapnia w organizmie.
-Oo! Trzeba jeść więcej danonków Eddie – wybuchnął śmiechem Jerome
Eddie poczerwieniał i rzucił ojcu złowrogie spojrzenie. Ten jednak uśmiechnął się przymilnie, położył mu kanapkę na stole, po czym pogłaskał go po głowie. Tym razem już cała klasa zanosiła się od śmiechu.
-Nie zapominajmy o Actimelkach! Siła ELKAFEDEFENSIS! – rzuciła Grace rozbawiona
Dyrektor zaczął machać rękami, próbując uspokoić rozbrykaną klasę, lecz na próżno. Gestem przywołał Stelle do siebie. Wyprowadził ją za drzwi, jeszcze raz przeprosił za kłopot i zamknął drzwi zostawiając swojego upokorzonego Juniora w klasie pełnej drwin, typu activia i danonki. Grace wyjrzała przez okno: zobaczyła Stellę gwałtownie otwierająco bramę. Za nią biegł pan Sweet usiłując coś powiedzieć. Gwar w Sali ucichł, a pani Denby kontynuowała wykład…

Stella, jak burza, wpadła do szpitala. Staranowała recepcjonistkę i parę pielęgniarek, ale nie to ją teraz martwiło. Trzasnęła drzwiami od Sali numer 111. Na szpitalnym łóżku leżała blada, zmizerniała kobieta o niebieskich oczach. Uśmiechała się słabo.
-Mamo…? – wyszeptała Stella cicho i zbliżyła się do jej łóżka
-Cześć kochanie… miło, że przyszłaś ten… ostatni raz.
-Mamo oni żartują! Przecież ty…
-Cichutko proszę. Dobrze mieszka Ci się z Kate i Jack’iem?
-Yghh okropnie! Ale powiedz… to żart prawda?
Kobieta zmarszczyła brwi i chwyciła córkę za rękę.
-Dasz radę – powiedziała stanowczo – Wierze, że dasz. Jesteś silna słońce. Ale zanim się pożegnamy…
Kobieta otworzyła dłoń. Trzymała w niej zardzewiały klucz z wyrytym okiem Horusa… Podała go Stelli i rzekła:
-Nie zgub go. On jest IM potrzebny. W swoim czasie dowiesz się komu. Na razie zachowaj go dla siebie, kruk tylko na niego czyha! Córeczko dasz radę… Proszę nie zgub go, inaczej zło już na zawsze… - ucięła. Spojrzała się w górę i wypowiedziała parę niezrozumiałych Stelli słów – Nie możesz ratować innych póki nie uratujesz siebie…
-Mamo nie…
-On ci może pomóc… Twój tata!
-Tata? Ja go wcale nie znam…
-Już… już ci mówię… To j… jest… John…
 Zamilkła. Tym razem już na zawsze…

Mara myślała nad kolejnym artykułem na stronę. Zwykle natchnienie samo przychodziło tym razem jednak – nie miała tematu. Kompletna pustka w głowie. W szkole nie działo się nic niezwykłego (poza actimelkami i troską pana Sweeta, ale wolała oszczędzić Eddiemu cierpień), a bole jakim wydarzeniu pisać nie będzie.
Mara usłyszała kroki. Do pokoju weszła Grace Foster – nowa mieszkanka Domu Anubisa. Była ubrana w jeansową bluzę, sukienkę w kwiatowy wzór i krótkie kozaki. Miała niewątpliwie fajny styl. Ale porady modowe zainteresowały by tylko Amber, a nie całą szkołę!
-Hej Maro – uśmiechnęła się Grace – Widziałaś gdzieś Stellę? Odkąd pan Sweet wziął ją z lekcji, w ogóle jej nie spotkałam.
-Ja też – przyznała Mara – Może spytaj Trudy?
-Pytałam. Też nie wie – pokręciła głową
-Nie mam pojęcia Grace.
-Martwię się o nią – westchnęła i usiadła koło Mary – To fajna dziewczyna, tylko strasznie skrzywdzona przez los. Wiesz… gadałyśmy dzisiaj rano i sporo się o niej dowiedziałam. Ma chorą matkę, mieszka z przybranymi rodzicami. W zasadzie miała tylko Eddie’go… Załamała się kiedy z nią zerwał. Nie dziwię się. To starzy przysłali ją do internatu. Żeby jej przeszło. Niestety przez jakieś dziwne fatum trafiła na Eddie’go.
-A jej ojciec?
-Nie zna. Bardzo się o nią martwię…
-Może zapytasz Sweeta?
-Aa… możesz ty? Bo mi się trochę śpieszy… - wymamrotała Grace
-No… ok. Dokąd idziesz?
-Aaa nieważne… przepraszam muszę już iść. – zdenerwowana blondynka wyszła z pokoju.
Mara pokręciła głową z niedowierzeniem. Czasem zdawało jej się, że wszyscy tu mają jakąś tajemnicę… Na przykład kiedy napisała ten artykuł o Verze… Była pewna, że wszystkie informację są w stu procentach prawdziwe. Sprawdzała ich wiarygodność kilkanaście razy. Ale niestety. Okazało się, że nie miała racji. Westchnęła ciężko i ruszyła do drzwi.

Grace postanowiła odpuścić sobie spotkanie z Joy. Miała ważniejsze sprawy na głowie. Trudno. Potem się jakoś wytłumaczy. Nagle przed nią stanęła pani Denby. Miała poważny wyraz twarzy. Położyła jej rękę na ramieniu i ścisnęła mocno.
-Daj mi go! – syknęła nauczycielka
-… Ale co? Proszę mnie zostawić!
-Nie udawaj! Wiem, że go masz!
-Niech pani przestanie! Dobrze się pani czuję?!
-Dawaj!
-Proszę przestać! Będę krzyczeć!!!
Grace wyrwała się z ramion nauczycielki i pognała w stronę wyjścia. Pani Denby ruszyła za nią. Złapała ją z tyłu i przycisnęła do ściany.
-Słoneczko dokąd uciekasz?
-Słucham...? – wykrztusiła przestraszona dziewczyna – Niech pani stąd idzie!
-Spokojnie wszystko już jest dobrze. Po prostu… eem… jeden z uczniów zabrał mi telefon i myślałam, że to ty, ale jak widać nie masz o niczym pojęcia. Przepraszam za kłopot skarbie. Do widzenia!
W jednej chwili z wściekłej czarownicy zmieniła się w słodką jak miód kobietę. Grace osłupiała. Stała podparta o ścianę, próbując złapać oddech. Matko co to było? Czego chciała? Tutejsi nauczyciele też nie są o zdrowych zmysłach? W jednej chwili do domu Anubisa wpadła zapłakana Stella. Pobiegła na górę nie zwracając nawet uwagi na pytania Grace. Miała zamiar za nią iść, lecz ktoś złapał ją za łokieć. Była to Amber. Pociągnęła ją w stronę piwnicy.
-Chodź tu. Musimy się ukryć – powiedziała cicho – Sibuna zaraz tu będzie. Nie mamy zbyt wiele czasu. Według mnie mamy tylko niecałe 50 sekund. Jestem geniuszką!
-Nie wątpię – Grace uśmiechnęła się lekko
Zeszły po schodach do piwnicy. Amber wykręciła kod i można było wejść do tajnego gabinetu Frobishera – Smythe. Grace wytrzeszczyła oczy.
-Wow… to jest…
-Magiczne? – zaśmiała się Amber – Taak Robert ma niezłe pomysły, które i tak są słabe dla mego geniuszu!

Stella zamknęła się w łazience. Łzy strumieniami płynęły jej z oczu. Mamę poznała dopiero 2 lata temu (głupia Kate dopiero wtedy na to zezwoliła), ale była z nią bardzo zżyta. Nie mówiła jej zbyt wiele o ojcu. Nie wiedziała nawet, czy wie o jej istnieniu. Szczerze mówiąc nie obchodziło jej to zbytnio. Podobno córka skomplikowała by życie (które, jak mówiła mama, i tak miał już zryte). Nagle usłyszała pukanie do łazienki. Przez ściśnięte gardło ledwo wykrzyczała – ZAJĘTE SPADAJ!
-Stella? – usłyszała zza drzwi – Wszystko ok?
-Benny? – zdziwiła się – z tego co wiem to damska łazienka!
-Jamm wiemmm. – roześmiał się – Tylko chyba słyszałem…
-To ci się wydawało! – burknęła – Miałeś halucynację, tak bywa z ludźmi z porytą psychiką. Weź mi daj spokój!
-Umiem się włamywać!
-Oo dobrze wiedzieć. Trzeba ostrzec pozostałe!
-Stella weź… Co się dzieje?
Stella gwałtownie otworzyła drzwi i odepchnęła chłopaka.
-SŁUCHAJ! PRZYZWYCZAIŁAM SIĘ JUŻ, ŻE WSZYSCY LUDZIE MAJĄ MNIE GDZIEŚ! CZEMU SIĘ TAK UCZEPIŁEŚ?! CHOLERA, DAJ MI SPOKÓJ RAZ NA ZAWSZE! NIE DOŚĆ, ŻE MAMA ODESZŁA TO… - ucięła. Schowała twarz w dłoniach. Przywarła do ściany i osunęła się na ziemię. Benny usiadł koło niej. Delikatnie przycisnął ją do siebie.
-Do wesela się zagoi. Będzie dobrze, zobaczysz…

Grace i Amber ulokowały się za dużą kolumną. Rozmawiały cicho, oczekując przyjścia Sibuny.
-Serio uwierzą, że przyszłaś tu bez nich?
-Muszą – roześmiała się Amber – Chodź podejdziemy bliżej wyjścia.
-Okej. Czy wy… - nie dokończyła
Przewróciła się. Wokół niej powstała mgła. Amber nie było. Nikogo nie było. Jedynie ona sama w tajemniczym, nieznanym pokoju… Przed nią wyrosła biała postać.
-…Nina?!

wtorek, 1 stycznia 2013

Opowiadanie cz. 5


Grace zamarła. Gwałtownie poderwała się z miejsca i pognała w stronę drzwi. Tego było już za dużo. Widocznie na staruszce się nie skończyło. W głowie tkwiło jej jedno pytanie: jak to możliwe?! Nie można płakać srebrnymi łzami! To nierealne… Z daleka słyszała jeszcze krzyki Fabiana i reszty… Pewnie się przestraszyli. Swoją drogą co oni tam robili? Piwnica to chyba nie miejsce do przyjacielskich schadzek… Może mają jakieś tycie pojęcie o ciemnej stronie tego miejsca? I pomyśleć, że to wszystko wydarzyło się w jeden dzień! Grace w końcu dotarła do wyjścia. Miała nadzieję, że tajemnicza spółka jej nie znajdzie… Ale swoją powinna ich trochę poobserwować. Znali Ninę i mogli wiedzieć coś o jej zniknięciu. Albo przynajmniej o jakiś niepokojących rzeczach, bo raczej sami nie mieli pojęcia gdzie dziewczyna jest. Grace cicho weszła na górę. Na korytarzu wpadła na Joy.
-Gdzie ty jeszcze łazisz o tej porze? – zagadnęła brunetka
-No… do łazienki… - wyjąkała przestraszona
-Ale my mamy łazienkę na górze! Chyba, że… byłaś w męskiej?
-Taaaakkkk – zaśmiała się nerwowo – No bo w naszej.. brzydko pachnie!
-Ahaa. Nie wysilaj się. Wiem, że to ma jakiś związek z Sibuną!
-Sibuną? – zdziwiła się Grace – Jaką Sibuną?
Joy otworzyła usta. Puściła farbę. Grace domyśliła się, że to nazwa owej spółki Fabian’a.
-Czekaj… Sibuna to Anubis od tyłu?
-N… Noo tak, ale… to nie żadne tajne stowarzyszenie czy coś to… cukiernia!
Grace spojrzała na nią kwaśno.
-I podobno to ja się głupio tłumaczę.
-Błagam Cię nie wspominaj o tym nikomu! Proszę!
-Spoko. Wielka piątka się o niczym nie dowie.
Joy wytrzeszczyła oczy.
-No pięknie… - pomyślała Grace nerwowo – Schrzaniłam. Koncertowo.
Nabrała powietrza w płuca i złożyła błagalnie ręce.
-Proszę nie mów im o tym! To był przypadek, serio. Najlepiej w ogóle zapomnijmy o tej rozmowie okej?
Joy sprawdziła czy w pobliżu nikogo nie ma i przybliżyła się niej.
-To musi zostać między nami – szepnęła jej na ucho – spotkamy się jutro i wyjaśnimy parę istotnych faktów.
-Dobrze. To… dobranoc – Grace przytaknęła i cichymi krokami poszła do pokoju.
Stella już spała. Zasnęła z książką na głowie. Grace ostrożnie zdjęła ją z twarzy koleżanki. Książka okazała się być szkicownikiem. Blondynka usiadła na krześle i otworzyła zeszyt. Prace były niesamowite. Współlokatorka miała talent. Rysunki oddawały wszystkie jej emocje i uczucia. Odłożyła szkicownik na biurko. Położyła się do łóżka i zamknęła powieki, rozmyślając nad resztą miesięcy. I można to było uznać za koniec dzisiejszego dnia…
-ŚNIAADANIEEE!!! – Alfie, mimo wczorajszych zdarzeń wciąż tryskał entuzjazmem. Zazdrościła mu… Tej pewności siebie i pozytywu… Amber śmiała się z jego żartów, okazując mu tym samym uczucie. Słodko razem wyglądali, choć ten kto zobaczyłby ich po raz pierwszy stwierdził by, iż Amber stać na kogoś lepszego. Błąd. Ona i Alfie świetnie się dobrali. Jak widać większość osób była szczęśliwa… Mieszkając ze sobą przez prawie rok rzeczywiście można się poznać i zakochać… Grace sięgnęła po drożdżówkę. Spojrzała na Joy. Zwykle była strasznie rozgadana, ale teraz milczała. Czekało je dzisiaj tajne spotkania. Grace była pewna, że dziewczyna może jej pomóc. Wyglądała na sympatyczną, choć nie wzbudzała zaufania… Fabian był wyraźnie zdenerwowany. Grace słyszała, jak rano zaczepiał Jerome’a zarzucając mu śledzenie Sibuny. Widocznie chłopak też miał w tym spory udział… Była ciekawa ile osób jest w to zamieszane. Może nawet szalony woźny? Eddie z Patricią znów się przekomarzali rzucając siebie pączkami.
-EJ! NIE MARNOWAĆ MI TU JEDZENIA! – krzyczał Alfie z paniką – ŁOŻ KURDE VICTOR TU IDZIE! EWAKUACJAAA!
-Alfie Lewis! – woźny pokręcił głową – Mógłby pan się uciszyć? Masz świadomość, że JA słyszę wszystko!
-Mhmm. Chce pan pączka?
Victor prychnął pogardliwie i wyszedł z kuchni.
-Trudno. Więcej będzie dla mnie – Alfie wbił zęby w pączka
Patricia podwędziła Eddie’mu drożdżówkę i spojrzała na Joy:
-Hej co z tobą? Zwykle jadaczka ci się nie zamyka, a teraz siedzisz jak słup. Masz jakiś problem?
-Taak Noo wiesz kompleksy – Benny naśladował głos Joy – Jestem za gruba, brzydka, głupia, nikt mnie nie kocha, a Fabian siedzi tu obojętnie!
-Ja wcale tak nie mówię! – zaprotestowała Joy – Możesz przestać? I tak nikt Cię nie słucha!
CZAS UCIEKA
KRUK JUŻ CZEKA…   
Grace złapała się za głowę. Znowu ten głos… O co chodzi z tym krukiem? Komuś bardzo zależy na odnalezieniu Niny. Jeśli… w ogóle żyję. Grace nerwowo przełknęła ślinę. Nie mogła tak myśleć… Nina potrzebowała pomocy…
-Widzieliście wieczorem Victora? Znów ucina sobie pogawędkę z Corbierem! – zaśmiała się Patricia – On na serio musi znaleźć przyjaciół!
-No ba. Od kiedy Very nie ma został zupełnie sam! Biednyyy. – przytaknął Eddie – trzeba szybko coś z nim zrobić, inaczej skończy jak Fabian! Samotny w bibliotece!
-Dzięki Sweet Junior! A teraz poczekaj chwilę, bo obmyślam ciętą ripostę… ty…  ty… ty hultaju, nicponiu! – zaśmiał się Fabian
-Łoo. Ale śmieszne. Dosłownie wryło mnie w ziemię! – Stella wywróciła oczami
-Tylko się wygłupiamy – odparł Eddie – wiem, że jesteś na mnie zła, ale…
-Zła? Skąd! W ogóle nie mam pretensji, że zostawiłeś mnie po czterech latach!
-No przepraszam… - jęknął – Ale poznałem Patricię i…
-Ooo. Teraz czas na ckliwe historyjki – westchnęła ciężko – Nie tłumacz się, bo coś ci nie wychodzi. Nie mam zamiaru Cię dłużej słuchać.
Między nimi wciąż dało odczuć się napięcie. Chyba nie zamierzała odpuścić Eddie’mu…
-Kim jest Corbier? – zapytała Grace Patricię
-Nasze domowe zwierzątko! – roześmiała się Williamson
-To wypchany pupilek naszego szurniętego Victora – wyjaśniła z uśmiechem Amber – Kruk.
Grace zdębiała. Kruk! To o nim mówił tajemniczy głos! Tylko… jaki związek ma wypchany kruk z przepowiednią? Jakie to skomplikowane…
Do jadalni weszli Mara z Jerome’m. Wyglądali na szczęśliwych. Nic dziwnego, skoro nie mają żadnych problemów z szurniętymi babciami i krukami…
-Dzień dobry wszystkim! – uśmiechnęła się Mara
-A ty co taka zadowolona? – zapytała Patricia – Oświadczył ci się?
-Nie! – roześmiała się Mara – Nie można być, tak zwyczajnie szczęśliwym?
-Nie – burknęła Stella
-Pani ciemności możesz się przymknąć? – zaśmiał się Jerome – Wszyscy wiemy, że nie wyszło Ci z Eddie’m, rozumiemy twój ból.
-Ehee. Z pewnością. – spojrzała na niego kwaśno – Zobaczymy w jakim będziesz stanie po rozpadzie Jary.
-Nie mów tak! – Mara zmarszczyła brwi – Boże Eddie coś ty jej zrobił…
Eddie’go z jagodzianką w ustach stać było tylko na – Mhhnimhebimhemm.
-Eee? Eddie nie mów z pełną buzią! – wzdrygnęła się Amber – Nawet Alfie już się tego nauczył! Nie dawaj mu złego przykładu, błagaam!
-Hmmm – Alfie najwyraźniej nie dostosował się do wymagań Amber, bo właśnie napchał sobie do ust sporo ilość rogalików.
Amber zbladła. Zdjęła torbę z krzesła i wybiegła z kuchni.
-Grace idź z nią pogadać. Ostatnio pocieszanie ludzi idzie ci całkiem znośnie.
-Spoko – roześmiała się Grace – Zaraz wróci rozpromieniona, gwarantuję! Tylko: Alfie – wyciągnij to z buzi.
Alfie w powolnym tempie przywoływał się do porządku. Eddie nadal kłócił się ze Stellą, Patricia pocieszała wciąż załamanego Fabian;a, Mara i Jerome siedzieli wtuleni w siebie na kanapie, a Benny wrócił do zabawy w parodiowanie Joy. Grace wyszła z Domu Anubisa. Amber siedziała na schodach i bawiła się włosami.
-Od zniknięcia Niny wszystko jest gorzej – poskarżyła się – Fabian jest załamany, a Sibuna straciła dawną atmosferę…
-Czemu mi o tym mówisz? – zdziwiła się Grace – Przecież ja…
-To ty byłaś wtedy w piwnicy. – Amber odwróciła się w jej stronę – Siadaj. Od razu cię rozpoznałam.
-Ale… jak? – klapnęła obok blondynki
-Po butach – uśmiechnęła się Amber – Nosisz krótkie, karmelowe kozaczki z niskim, drewnianym obcasem. Poznałam.
-Wow. Nieźle… – stwierdziła Grace nieśmiało – Ja tylko…
-Rozumiem – pokiwała głową – Wiele osób chce należeć do Sibuny. Na przykład taka Joy: chciałaby!
-Więc… czemu mnie nie wydałaś?
-Bo wiem, że nie miałaś złych intencji. Miałaś jakiś ważny interes, dlatego za nami poszłaś i ja chce wiedzieć co zamierzałaś zrobić.
-Nic… tak sobie tylko… Przepraszam muszę iść!
-Zaczekaj… Czy ty masz na szyi… Oko Horusa?! Skąd je wzięłaś?! Ukradłaś Eddie’mu?!
-Nie naprawdę! – zaprzeczyła Grace gorąco – Ja je… dostałam.
-Tak? Od kogo? Może Niny, co?!
-Nie… Jakiejś staruszki. Ducha. Spoko, teraz się śmiej.
Amber zesztywniała. Przewróciła torebkę do góry nogami. Podniosła z ziemi mały notesik i wyjęła z niego szarą fotografię. Pokazała zdjęcie Grace.
-Czy to… ona? – zapytała Amber cicho
-… Tak… O mój Boże kto to jest?!
-Sarah…