wtorek, 1 stycznia 2013

Opowiadanie cz. 5


Grace zamarła. Gwałtownie poderwała się z miejsca i pognała w stronę drzwi. Tego było już za dużo. Widocznie na staruszce się nie skończyło. W głowie tkwiło jej jedno pytanie: jak to możliwe?! Nie można płakać srebrnymi łzami! To nierealne… Z daleka słyszała jeszcze krzyki Fabiana i reszty… Pewnie się przestraszyli. Swoją drogą co oni tam robili? Piwnica to chyba nie miejsce do przyjacielskich schadzek… Może mają jakieś tycie pojęcie o ciemnej stronie tego miejsca? I pomyśleć, że to wszystko wydarzyło się w jeden dzień! Grace w końcu dotarła do wyjścia. Miała nadzieję, że tajemnicza spółka jej nie znajdzie… Ale swoją powinna ich trochę poobserwować. Znali Ninę i mogli wiedzieć coś o jej zniknięciu. Albo przynajmniej o jakiś niepokojących rzeczach, bo raczej sami nie mieli pojęcia gdzie dziewczyna jest. Grace cicho weszła na górę. Na korytarzu wpadła na Joy.
-Gdzie ty jeszcze łazisz o tej porze? – zagadnęła brunetka
-No… do łazienki… - wyjąkała przestraszona
-Ale my mamy łazienkę na górze! Chyba, że… byłaś w męskiej?
-Taaaakkkk – zaśmiała się nerwowo – No bo w naszej.. brzydko pachnie!
-Ahaa. Nie wysilaj się. Wiem, że to ma jakiś związek z Sibuną!
-Sibuną? – zdziwiła się Grace – Jaką Sibuną?
Joy otworzyła usta. Puściła farbę. Grace domyśliła się, że to nazwa owej spółki Fabian’a.
-Czekaj… Sibuna to Anubis od tyłu?
-N… Noo tak, ale… to nie żadne tajne stowarzyszenie czy coś to… cukiernia!
Grace spojrzała na nią kwaśno.
-I podobno to ja się głupio tłumaczę.
-Błagam Cię nie wspominaj o tym nikomu! Proszę!
-Spoko. Wielka piątka się o niczym nie dowie.
Joy wytrzeszczyła oczy.
-No pięknie… - pomyślała Grace nerwowo – Schrzaniłam. Koncertowo.
Nabrała powietrza w płuca i złożyła błagalnie ręce.
-Proszę nie mów im o tym! To był przypadek, serio. Najlepiej w ogóle zapomnijmy o tej rozmowie okej?
Joy sprawdziła czy w pobliżu nikogo nie ma i przybliżyła się niej.
-To musi zostać między nami – szepnęła jej na ucho – spotkamy się jutro i wyjaśnimy parę istotnych faktów.
-Dobrze. To… dobranoc – Grace przytaknęła i cichymi krokami poszła do pokoju.
Stella już spała. Zasnęła z książką na głowie. Grace ostrożnie zdjęła ją z twarzy koleżanki. Książka okazała się być szkicownikiem. Blondynka usiadła na krześle i otworzyła zeszyt. Prace były niesamowite. Współlokatorka miała talent. Rysunki oddawały wszystkie jej emocje i uczucia. Odłożyła szkicownik na biurko. Położyła się do łóżka i zamknęła powieki, rozmyślając nad resztą miesięcy. I można to było uznać za koniec dzisiejszego dnia…
-ŚNIAADANIEEE!!! – Alfie, mimo wczorajszych zdarzeń wciąż tryskał entuzjazmem. Zazdrościła mu… Tej pewności siebie i pozytywu… Amber śmiała się z jego żartów, okazując mu tym samym uczucie. Słodko razem wyglądali, choć ten kto zobaczyłby ich po raz pierwszy stwierdził by, iż Amber stać na kogoś lepszego. Błąd. Ona i Alfie świetnie się dobrali. Jak widać większość osób była szczęśliwa… Mieszkając ze sobą przez prawie rok rzeczywiście można się poznać i zakochać… Grace sięgnęła po drożdżówkę. Spojrzała na Joy. Zwykle była strasznie rozgadana, ale teraz milczała. Czekało je dzisiaj tajne spotkania. Grace była pewna, że dziewczyna może jej pomóc. Wyglądała na sympatyczną, choć nie wzbudzała zaufania… Fabian był wyraźnie zdenerwowany. Grace słyszała, jak rano zaczepiał Jerome’a zarzucając mu śledzenie Sibuny. Widocznie chłopak też miał w tym spory udział… Była ciekawa ile osób jest w to zamieszane. Może nawet szalony woźny? Eddie z Patricią znów się przekomarzali rzucając siebie pączkami.
-EJ! NIE MARNOWAĆ MI TU JEDZENIA! – krzyczał Alfie z paniką – ŁOŻ KURDE VICTOR TU IDZIE! EWAKUACJAAA!
-Alfie Lewis! – woźny pokręcił głową – Mógłby pan się uciszyć? Masz świadomość, że JA słyszę wszystko!
-Mhmm. Chce pan pączka?
Victor prychnął pogardliwie i wyszedł z kuchni.
-Trudno. Więcej będzie dla mnie – Alfie wbił zęby w pączka
Patricia podwędziła Eddie’mu drożdżówkę i spojrzała na Joy:
-Hej co z tobą? Zwykle jadaczka ci się nie zamyka, a teraz siedzisz jak słup. Masz jakiś problem?
-Taak Noo wiesz kompleksy – Benny naśladował głos Joy – Jestem za gruba, brzydka, głupia, nikt mnie nie kocha, a Fabian siedzi tu obojętnie!
-Ja wcale tak nie mówię! – zaprotestowała Joy – Możesz przestać? I tak nikt Cię nie słucha!
CZAS UCIEKA
KRUK JUŻ CZEKA…   
Grace złapała się za głowę. Znowu ten głos… O co chodzi z tym krukiem? Komuś bardzo zależy na odnalezieniu Niny. Jeśli… w ogóle żyję. Grace nerwowo przełknęła ślinę. Nie mogła tak myśleć… Nina potrzebowała pomocy…
-Widzieliście wieczorem Victora? Znów ucina sobie pogawędkę z Corbierem! – zaśmiała się Patricia – On na serio musi znaleźć przyjaciół!
-No ba. Od kiedy Very nie ma został zupełnie sam! Biednyyy. – przytaknął Eddie – trzeba szybko coś z nim zrobić, inaczej skończy jak Fabian! Samotny w bibliotece!
-Dzięki Sweet Junior! A teraz poczekaj chwilę, bo obmyślam ciętą ripostę… ty…  ty… ty hultaju, nicponiu! – zaśmiał się Fabian
-Łoo. Ale śmieszne. Dosłownie wryło mnie w ziemię! – Stella wywróciła oczami
-Tylko się wygłupiamy – odparł Eddie – wiem, że jesteś na mnie zła, ale…
-Zła? Skąd! W ogóle nie mam pretensji, że zostawiłeś mnie po czterech latach!
-No przepraszam… - jęknął – Ale poznałem Patricię i…
-Ooo. Teraz czas na ckliwe historyjki – westchnęła ciężko – Nie tłumacz się, bo coś ci nie wychodzi. Nie mam zamiaru Cię dłużej słuchać.
Między nimi wciąż dało odczuć się napięcie. Chyba nie zamierzała odpuścić Eddie’mu…
-Kim jest Corbier? – zapytała Grace Patricię
-Nasze domowe zwierzątko! – roześmiała się Williamson
-To wypchany pupilek naszego szurniętego Victora – wyjaśniła z uśmiechem Amber – Kruk.
Grace zdębiała. Kruk! To o nim mówił tajemniczy głos! Tylko… jaki związek ma wypchany kruk z przepowiednią? Jakie to skomplikowane…
Do jadalni weszli Mara z Jerome’m. Wyglądali na szczęśliwych. Nic dziwnego, skoro nie mają żadnych problemów z szurniętymi babciami i krukami…
-Dzień dobry wszystkim! – uśmiechnęła się Mara
-A ty co taka zadowolona? – zapytała Patricia – Oświadczył ci się?
-Nie! – roześmiała się Mara – Nie można być, tak zwyczajnie szczęśliwym?
-Nie – burknęła Stella
-Pani ciemności możesz się przymknąć? – zaśmiał się Jerome – Wszyscy wiemy, że nie wyszło Ci z Eddie’m, rozumiemy twój ból.
-Ehee. Z pewnością. – spojrzała na niego kwaśno – Zobaczymy w jakim będziesz stanie po rozpadzie Jary.
-Nie mów tak! – Mara zmarszczyła brwi – Boże Eddie coś ty jej zrobił…
Eddie’go z jagodzianką w ustach stać było tylko na – Mhhnimhebimhemm.
-Eee? Eddie nie mów z pełną buzią! – wzdrygnęła się Amber – Nawet Alfie już się tego nauczył! Nie dawaj mu złego przykładu, błagaam!
-Hmmm – Alfie najwyraźniej nie dostosował się do wymagań Amber, bo właśnie napchał sobie do ust sporo ilość rogalików.
Amber zbladła. Zdjęła torbę z krzesła i wybiegła z kuchni.
-Grace idź z nią pogadać. Ostatnio pocieszanie ludzi idzie ci całkiem znośnie.
-Spoko – roześmiała się Grace – Zaraz wróci rozpromieniona, gwarantuję! Tylko: Alfie – wyciągnij to z buzi.
Alfie w powolnym tempie przywoływał się do porządku. Eddie nadal kłócił się ze Stellą, Patricia pocieszała wciąż załamanego Fabian;a, Mara i Jerome siedzieli wtuleni w siebie na kanapie, a Benny wrócił do zabawy w parodiowanie Joy. Grace wyszła z Domu Anubisa. Amber siedziała na schodach i bawiła się włosami.
-Od zniknięcia Niny wszystko jest gorzej – poskarżyła się – Fabian jest załamany, a Sibuna straciła dawną atmosferę…
-Czemu mi o tym mówisz? – zdziwiła się Grace – Przecież ja…
-To ty byłaś wtedy w piwnicy. – Amber odwróciła się w jej stronę – Siadaj. Od razu cię rozpoznałam.
-Ale… jak? – klapnęła obok blondynki
-Po butach – uśmiechnęła się Amber – Nosisz krótkie, karmelowe kozaczki z niskim, drewnianym obcasem. Poznałam.
-Wow. Nieźle… – stwierdziła Grace nieśmiało – Ja tylko…
-Rozumiem – pokiwała głową – Wiele osób chce należeć do Sibuny. Na przykład taka Joy: chciałaby!
-Więc… czemu mnie nie wydałaś?
-Bo wiem, że nie miałaś złych intencji. Miałaś jakiś ważny interes, dlatego za nami poszłaś i ja chce wiedzieć co zamierzałaś zrobić.
-Nic… tak sobie tylko… Przepraszam muszę iść!
-Zaczekaj… Czy ty masz na szyi… Oko Horusa?! Skąd je wzięłaś?! Ukradłaś Eddie’mu?!
-Nie naprawdę! – zaprzeczyła Grace gorąco – Ja je… dostałam.
-Tak? Od kogo? Może Niny, co?!
-Nie… Jakiejś staruszki. Ducha. Spoko, teraz się śmiej.
Amber zesztywniała. Przewróciła torebkę do góry nogami. Podniosła z ziemi mały notesik i wyjęła z niego szarą fotografię. Pokazała zdjęcie Grace.
-Czy to… ona? – zapytała Amber cicho
-… Tak… O mój Boże kto to jest?!
-Sarah…


3 komentarze:

  1. "-EJ! NIE MARNOWAĆ MI TU JEDZENIA! – krzyczał Alfie z paniką – ŁOŻ KURDE VICTOR TU IDZIE! EWAKUACJAAA!
    -Alfie Lewis! – woźny pokręcił głową – Mógłby pan się uciszyć? Masz świadomość, że JA słyszę wszystko!
    -Mhmm. Chce pan pączka?"

    Mój ulubiony fragment :D
    Piszesz ŚWIETNE opowiadanie, czekam na następne części ;3

    OdpowiedzUsuń