piątek, 25 stycznia 2013

Opowiadanie cz. 7


-Wreszcie się spotkałyśmy – Nina uśmiechnęła się lekko
Grace rozejrzała się wokoło. Obok niej nie było żywej duszy… Oprócz Niny… Stała z zaplecionymi dłońmi, w długiej, białej sukni. Jej gęste, miodowe włosy spływały po chudych ramionach. Wyglądała pięknie.
-Hej Nino… - niepewnie wyszeptała Grace – Wiesz… oni się martwią.
Nina odwróciła głowę. Przymknęła powieki i stanowczo odpowiedziała:
-Wiem. Widzę… Niestety nie mogę im pomóc.
-Czemu ukazujesz się właśnie mnie?
-Bo tylko ty możesz mi pomóc! Nie przypadkiem trafiłaś właśnie tu. Tak musiało być. Wierzysz w przeznaczenie.
-Nic nie dzieje się przypadkiem…
-Właśnie. Nie tutaj. Dasz sobie radę.
-Ale… w czym? – Grace spojrzała w błyszczące oczy Niny – Co mam dla Ciebie zrobić?
Nina chwyciła ją za dłoń.
-To sprawa życia i śmierci… Nie wrócę. Wkrótce dowiesz się dlaczego, ale… teraz musisz zrobić coś o wiele ważniejszego.
-Co…? – spytała słabo
-Znaleźć Wybraną!
-Wybraną? Przecież ty nią jesteś!
-Nie… Wierz mi musisz to zrobić. Zło się obudziło. Czyha w cieniu… Wyjdzie w najmniej spodziewanym momencie. Tylko Wybrana może je powstrzymać! Znajdź ją. Proszę…
Twarz Niny była coraz dalej i dalej, aż w końcu znikła w gęstej mgle. Słychać było tylko jedno słowo: Wybrana…
-Grace, Grace! Obudź się, no wstawaj! – krzyczała Amber przerażona!
-Co jej jest?
-Czy mi się wydawało czy ona mówiła o Ninie? Amber po coś jej tyle nagadała! Następny problem na głowie…
Grace otworzyła oczy. Nad nią stała cała Sibuna. Fabian był przerażony. Amber z piskiem rzuciła się jej na szyję.
-Już nigdy więcej tak nie rób! Prawie zawału dostałam! Co ci się stało?!
Patricia odsunęła Amber i zacisnęła dłoń na ramieniu Grace.
-Noo, chyba mamy coś do obgadania?
-No – przyznała Grace cicho – Mamy.
-Nie wtykaj nosa w nie swoje sprawy. Nawciskałaś Amber bredni, o jakiś wizjach i myślisz, że ci uwierzę?
-Nie musisz. Ale Nina by tego chciała.
-Przestań! – krzyknął Fabian z rozpaczą – Nie kłam! To poważna sprawa, a ty tego nie rozumiesz!
-Rozumiem, aż za dobrze – Grace wstała z podłogi – Nie wiem co się z nią stało, mówiła tylko, że już nie wróci. Chciała tylko jednej rzeczy…
-To nie jest prawda… - Fabian mówił przez ściśnięte gardło – Nie zrobiłaby mi tego! Nie mogłaby!
-Uwierz, jestem pewna, że nie chciała…
-Ty tak na poważnie? Fabian weź! Wierzysz tej psycholce? – Patricia pokręciła głową – Daj spokój, widać, że udaję. Cud, że nos się jej jeszcze nie wydłużył.
-Przecież wcale nie znała Niny… - łkała Amber – Czemu miałaby kłamać? Jest w porządku… Nina chcę nam coś przekazać.
-Oj chcę. – westchnęła Grace – Przepraszam was, ale nie mogłam tego tak zostawić. Najpierw Sara, teraz… założę się, że Amber wszystko wam już mówiła. Nina prosiła nas o jedną rzecz.
-Odnaleźć ją? – zasugerował milczący dotąd Alfie – Porwali ją kosmici?!
-Ale by były jaja! – pochwycił temat Eddie – Dobre to na książkę. Zagubiona w akcji!
-Chłopacy co z wami? Zachowujecie się jak dzieci! To poważna sprawa, w ogóle was nie rusza? Jesteście okropni. – Amber zmarszczyła brwi, a Patricia przytaknęła głową.
Alfie przejęty swoim zachowaniem, przysunął ją do siebie i pogładził po złocistych włosach. Eddie natomiast spojrzał na Patricię kpiąco i powiedział:
-Możesz se pomarzyć.
-Chyba ty. – odparła ironicznie i odwróciła się w stronę zirytowanej Grace, której jak na złość nikt nie chciał słuchać.
-Nina prosiła mnie o odnalezienie wybranej.
-Nina… Wybranej… - powtórzyła Patricia powoli, po czym wszyscy ryknęli śmiechem.
-Co w tym zabawnego? – Grace uniosła brwi pytająco
-Przecież Nina jest Wybraną. A ja jej osirionem. Proste i logiczne, inaczej być nie może – odparł rozbawiony Eddie.
-A jednak. Mówiła, że nie… Nie mam pojęcia o co chodziło Ninie, ale gwarantuję, że jestem zdrowa, mózg mi jeszcze nie siadł, a ona na stówę nie żartowała!
-Naprawdę ją widziałaś – zapytał cicho Fabian – Jak wyglądała?
-Była piękna! Wyglądała jak anioł… - uśmiechnęła się Grace – Wybranych może być więcej?
-Z tego co wiem, to nie. Ale… nie mam pojęcia, może poszukasz jutro w bibliotece?
-Dzięki. Swoją drogą nie myśleliście, żeby tu trochę uprzątnąć? Strasznie dużo tu kurzu!


Mara spakowała dwie ostatnie książki i ruszyła do szkoły. Oczy same jej się zamykały. Nie spała prawie całą noc. Patricia ciągle kręciła się po korytarzach, Joy gadała przez sen (ohh Fabian, jakiś ty sexy!), a Stella postanowiła spłatać psikusa Victorowi i kiedy ten chciał włączyć radio, na cały dom buchnęła mu na full piosenka Billy’ego Talent’a „Surrender”. Dziwiło ją to, że Victor chciał słuchać jakiś płyt o 2 w nocy, ale to pewnie jakieś jego dziwactwa… Taki gatunek.
-Hej Jaffray! Dokąd tak gnasz?!
Mara obejrzała się za siebie. Za nią szedł roześmiany Jerome. Złapał uśmiechniętą dziewczynę za rękę.
-Dziś beze mnie?
-Chciałam być sama, przepraszam.
-Mam sobie iść!
-Nie zostań! Cieszę się, że jesteś… - uśmiechnęła się nieśmiało – Stella nadal siedzi u Victor’a?
-Nie. Nie wytrzymał z nią psychicznie. Po 5 minutach wyleciała z gabinetu.
-Wyrzucił ją?
-No gdzie, boi się jej. Powiedziała mu prosto w twarz, że ma problemy z psychiką i kiedy krzyknął, że jest bezczelna, powiedziała, cytuję: przynajmniej nie jestem, aż tak zdesperowana żeby gadać do pluszowych zwierzątek.
-Biedny Victor!
-No. Zraniła honor Corbier’a! – roześmiał się Clarke
-Spadnie mu samoocena. Wyłysieję ze stresu.
-Victor będzie wtedy biegał z klejem! Co kropelka sklei, sklei, żadna siła nie rozklei!
-Talentu wokalnego to ty nie masz. – uśmiechnęła się Mara
-Nieprawda! Jestem bardzo zdolny!
-Nie wierzę.
-To posłuchaj: Szłaaa dzieeeeweczka do laseeeeczka!
-Dobra, dobra! Przyznaję jesteś świetny tylko przestań już!
Uwiesiła się chłopakowi na szyi i mocno wtuliła. Cieszyła się, że ma go przy sobie. Ciągle czuła się głupio przez te wszystkie sprawy z Mick’iem… Teraz mogła nareszcie być szczęśliwa przy jej walniętym, bezczelnym, kochanym idiocie. I między innymi właśnie za to najbardziej dziękowała losowi.

Grace nie miała specjalnej ochoty włóczyć się samotnie do szkoły. Położyła się o piątej rano (o dziwo Stellę wcale to nie zdziwiło) i była wykończona. W rozciągniętym dresie, przydreptała do kuchni i padła na kanapę. Na krześle siedziała Stella. Trzymała nogi na stole i wycinała scyzorykiem karykaturę Victor’a.
-Może lepiej przestań?
-Po co? Trzeba dodać parę, pikantnych szczegółów do wystroju.
-No! – zza kanapy znienacka wyłonił się Benny – Głowy jeleni nie są najnowszym krzykiem mody! A te ściany nie wyglądają na stabilne. Myślicie, że mogą się zawalić? ALE CZAAAD!!!
-Oby Cię bardziej nie uszkodziły – mruknęła Stella, zajęta dekoracją stołu.
-Bez obaw. Ej Foster, co ty się tak wylegujesz?! Wciągaj mundurek i jazda do budy!
-Zaaaaraaaaz! – ziewnęła Grace, rozciągając się – Jeszcze 5 minut!
-Dawaj złaźta mi tu z tej kanapy, bo jak sięgnę po zaawansowane środki to pogadamy inaczej!
-Masz na myśli Trudy?
-Może…
Grace roześmiała się i powoli wstała z kanapy. Powłóczyła nogami i znalazła się przy lodówce. Przyłożyła głowę do drzwi.
-Kiełbaska?
-Foster jedz żesz to i zasuwaj to szkoły!
-Już, już. A ty gdzie w tym czasie będziesz?
-W kinie – uśmiechnął się Benny i pogwizdując ruszył do swojego pokoju.


-Eddie złaź z tego parapetu! – wydarła się Patricia
-Edison trochę kultury! Panno Williamson proszę tak nie krzyczeć!
-Przeszkadzam panu?
-Matko, ktoś drze się jak moja babcia w kościele! Ludzie ogar! – Stella weszła do klasy, podziwiając stłuczone doniczki, czyli dzieła Eddie’go i Alfie’go.
-Już proszę, cisza! A więc dzisiaj porozmawiamy o…
-Przepraszam, już jestem! – do klasy wpadła spóźniona Grace
-Panna Foster… Jaką bajeczkę dziś usłyszymy?
-No wie pan… - zaczęła – czy też pan czuję pociąg do kiełbasy? I dresiku? I łóżeczka? To na pewno mnie pan zrozumie.
Stella przeciągnęła się na krześle.
-Mhmm Taa. Z pana to taki dresiarz, jak ze mnie baletnica.
Przez klasę przeszła pana śmiechu, bowiem wizja pana Sweeta w dresiku była rozczulająca.
-Tak czy inaczej – kontynuowała Grace – Nie mogłabym zostawić jej samej, tam w lodówce… Niech pan sobie wyobrazi jej cierpienie. Sama, na pastwę losu… Zostawiona na pożarcie przez wygłodniałe szczury…
-Dobrze Grace siadaj. Twoja historia nas poruszyła, ale teraz chcielibyśmy porozmawiać o anatomii. Więc tak: człowiek jak dobrze wiecie, jest…
Grace poczłapała do ławki. Usiadła obok rozweselonego Fabian’a.
-Masz? Znalazłaś jakąś książkę?
-Taak. Już chwila… - Grace pośpiesznie przekopywała rzeczy w torbie – O jest.
-„Balsamowanie umarłych” ?
-O kurczę to nie to! Chyba wzięłam nie to co trzeba.
-Właśnie widzę – zaśmiał się Fabian – Potem pójdziemy tam razem.
-Niee dodatkowo Cię zdołuję.
-Czemu?
-Kocham to robić! – roześmiała się kpiąco – Ale poważnie: znalazłam tylko jakieś stare, egipskie tradycje, wątpię żeby tam coś było.
-W necie tak samo… Nie wiem co robić.
-JA wiemmm!
-Co?
-Teraz na przykład, chętnie poszłabym spać.

5 komentarzy:

  1. Jezu dziękuję! Przez te dwa tygodnie bez Twoich opowiadań mało co nie dostałam załamania nerwowego!
    A co do opowiadania... zaiste zajebiste :D Brak mi słów, a na dodatek jest moja Jara i śpiewający Jerome <3
    Szłaaaa dzieweeeeczka do laseeeczka...
    Sory że spamię ale jestem cholernie szczęśliwa, wesoła i w ogóle happy ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, zapomniała bym:
      ohh Fabian, jakiś ty sexy.

      Usuń
    2. Łosz kurde, jednak moje wypociny komuś się podobają xd
      Jerome w końcu musiał ujawnić talent wokalny, Eddie zbić doniczkę, a Stella zepsuć stół. Taka mała tyci rozróba xd
      Nooo i seksapil Fabiana nie może pozostać w ukryciu ^ ^

      Usuń