wtorek, 8 stycznia 2013

Opowiadanie cz.6


Grace nie miała najmniejszej ochoty iść na spotkanie z Joy. Po wyjaśnieniach Amber, zamierzała dalej obserwować Sibune. Milington obiecała nic im nie mówić. W końcu jej też zależało na odnalezieniu Niny. Może nie było to w porządku, w stosunku do reszty, ale wyjście było tylko jedno. Grace nie mogła skupić się lekcji prowadzonej przez nową nauczycielkę panią Denby. Była to elegancka blondynka z chłodnymi błękitnymi oczami. Ciągle obrzucała dziewczynę podejrzliwym spojrzeniem, jakby wiedziała… Grace opuściła głowę na blat. W tej chwili jej jedynym marzeniem, było usłyszenie dzwonka. Nauczycielka oczywiście przejrzała ją na wylot. Już miała zbesztać ją swoim zimnym głosem, gdy do Sali wpadł pan Sweet.
-Dzień dobry klaso! Przepraszam, że przeszkadzam, ale po pierwsze: Eddie znów nie wziąłeś śniadania! Słyszałeś co mówił lekarz? Musisz jej dużo błonnika! Poza tym masz za mało wapnia w organizmie.
-Oo! Trzeba jeść więcej danonków Eddie – wybuchnął śmiechem Jerome
Eddie poczerwieniał i rzucił ojcu złowrogie spojrzenie. Ten jednak uśmiechnął się przymilnie, położył mu kanapkę na stole, po czym pogłaskał go po głowie. Tym razem już cała klasa zanosiła się od śmiechu.
-Nie zapominajmy o Actimelkach! Siła ELKAFEDEFENSIS! – rzuciła Grace rozbawiona
Dyrektor zaczął machać rękami, próbując uspokoić rozbrykaną klasę, lecz na próżno. Gestem przywołał Stelle do siebie. Wyprowadził ją za drzwi, jeszcze raz przeprosił za kłopot i zamknął drzwi zostawiając swojego upokorzonego Juniora w klasie pełnej drwin, typu activia i danonki. Grace wyjrzała przez okno: zobaczyła Stellę gwałtownie otwierająco bramę. Za nią biegł pan Sweet usiłując coś powiedzieć. Gwar w Sali ucichł, a pani Denby kontynuowała wykład…

Stella, jak burza, wpadła do szpitala. Staranowała recepcjonistkę i parę pielęgniarek, ale nie to ją teraz martwiło. Trzasnęła drzwiami od Sali numer 111. Na szpitalnym łóżku leżała blada, zmizerniała kobieta o niebieskich oczach. Uśmiechała się słabo.
-Mamo…? – wyszeptała Stella cicho i zbliżyła się do jej łóżka
-Cześć kochanie… miło, że przyszłaś ten… ostatni raz.
-Mamo oni żartują! Przecież ty…
-Cichutko proszę. Dobrze mieszka Ci się z Kate i Jack’iem?
-Yghh okropnie! Ale powiedz… to żart prawda?
Kobieta zmarszczyła brwi i chwyciła córkę za rękę.
-Dasz radę – powiedziała stanowczo – Wierze, że dasz. Jesteś silna słońce. Ale zanim się pożegnamy…
Kobieta otworzyła dłoń. Trzymała w niej zardzewiały klucz z wyrytym okiem Horusa… Podała go Stelli i rzekła:
-Nie zgub go. On jest IM potrzebny. W swoim czasie dowiesz się komu. Na razie zachowaj go dla siebie, kruk tylko na niego czyha! Córeczko dasz radę… Proszę nie zgub go, inaczej zło już na zawsze… - ucięła. Spojrzała się w górę i wypowiedziała parę niezrozumiałych Stelli słów – Nie możesz ratować innych póki nie uratujesz siebie…
-Mamo nie…
-On ci może pomóc… Twój tata!
-Tata? Ja go wcale nie znam…
-Już… już ci mówię… To j… jest… John…
 Zamilkła. Tym razem już na zawsze…

Mara myślała nad kolejnym artykułem na stronę. Zwykle natchnienie samo przychodziło tym razem jednak – nie miała tematu. Kompletna pustka w głowie. W szkole nie działo się nic niezwykłego (poza actimelkami i troską pana Sweeta, ale wolała oszczędzić Eddiemu cierpień), a bole jakim wydarzeniu pisać nie będzie.
Mara usłyszała kroki. Do pokoju weszła Grace Foster – nowa mieszkanka Domu Anubisa. Była ubrana w jeansową bluzę, sukienkę w kwiatowy wzór i krótkie kozaki. Miała niewątpliwie fajny styl. Ale porady modowe zainteresowały by tylko Amber, a nie całą szkołę!
-Hej Maro – uśmiechnęła się Grace – Widziałaś gdzieś Stellę? Odkąd pan Sweet wziął ją z lekcji, w ogóle jej nie spotkałam.
-Ja też – przyznała Mara – Może spytaj Trudy?
-Pytałam. Też nie wie – pokręciła głową
-Nie mam pojęcia Grace.
-Martwię się o nią – westchnęła i usiadła koło Mary – To fajna dziewczyna, tylko strasznie skrzywdzona przez los. Wiesz… gadałyśmy dzisiaj rano i sporo się o niej dowiedziałam. Ma chorą matkę, mieszka z przybranymi rodzicami. W zasadzie miała tylko Eddie’go… Załamała się kiedy z nią zerwał. Nie dziwię się. To starzy przysłali ją do internatu. Żeby jej przeszło. Niestety przez jakieś dziwne fatum trafiła na Eddie’go.
-A jej ojciec?
-Nie zna. Bardzo się o nią martwię…
-Może zapytasz Sweeta?
-Aa… możesz ty? Bo mi się trochę śpieszy… - wymamrotała Grace
-No… ok. Dokąd idziesz?
-Aaa nieważne… przepraszam muszę już iść. – zdenerwowana blondynka wyszła z pokoju.
Mara pokręciła głową z niedowierzeniem. Czasem zdawało jej się, że wszyscy tu mają jakąś tajemnicę… Na przykład kiedy napisała ten artykuł o Verze… Była pewna, że wszystkie informację są w stu procentach prawdziwe. Sprawdzała ich wiarygodność kilkanaście razy. Ale niestety. Okazało się, że nie miała racji. Westchnęła ciężko i ruszyła do drzwi.

Grace postanowiła odpuścić sobie spotkanie z Joy. Miała ważniejsze sprawy na głowie. Trudno. Potem się jakoś wytłumaczy. Nagle przed nią stanęła pani Denby. Miała poważny wyraz twarzy. Położyła jej rękę na ramieniu i ścisnęła mocno.
-Daj mi go! – syknęła nauczycielka
-… Ale co? Proszę mnie zostawić!
-Nie udawaj! Wiem, że go masz!
-Niech pani przestanie! Dobrze się pani czuję?!
-Dawaj!
-Proszę przestać! Będę krzyczeć!!!
Grace wyrwała się z ramion nauczycielki i pognała w stronę wyjścia. Pani Denby ruszyła za nią. Złapała ją z tyłu i przycisnęła do ściany.
-Słoneczko dokąd uciekasz?
-Słucham...? – wykrztusiła przestraszona dziewczyna – Niech pani stąd idzie!
-Spokojnie wszystko już jest dobrze. Po prostu… eem… jeden z uczniów zabrał mi telefon i myślałam, że to ty, ale jak widać nie masz o niczym pojęcia. Przepraszam za kłopot skarbie. Do widzenia!
W jednej chwili z wściekłej czarownicy zmieniła się w słodką jak miód kobietę. Grace osłupiała. Stała podparta o ścianę, próbując złapać oddech. Matko co to było? Czego chciała? Tutejsi nauczyciele też nie są o zdrowych zmysłach? W jednej chwili do domu Anubisa wpadła zapłakana Stella. Pobiegła na górę nie zwracając nawet uwagi na pytania Grace. Miała zamiar za nią iść, lecz ktoś złapał ją za łokieć. Była to Amber. Pociągnęła ją w stronę piwnicy.
-Chodź tu. Musimy się ukryć – powiedziała cicho – Sibuna zaraz tu będzie. Nie mamy zbyt wiele czasu. Według mnie mamy tylko niecałe 50 sekund. Jestem geniuszką!
-Nie wątpię – Grace uśmiechnęła się lekko
Zeszły po schodach do piwnicy. Amber wykręciła kod i można było wejść do tajnego gabinetu Frobishera – Smythe. Grace wytrzeszczyła oczy.
-Wow… to jest…
-Magiczne? – zaśmiała się Amber – Taak Robert ma niezłe pomysły, które i tak są słabe dla mego geniuszu!

Stella zamknęła się w łazience. Łzy strumieniami płynęły jej z oczu. Mamę poznała dopiero 2 lata temu (głupia Kate dopiero wtedy na to zezwoliła), ale była z nią bardzo zżyta. Nie mówiła jej zbyt wiele o ojcu. Nie wiedziała nawet, czy wie o jej istnieniu. Szczerze mówiąc nie obchodziło jej to zbytnio. Podobno córka skomplikowała by życie (które, jak mówiła mama, i tak miał już zryte). Nagle usłyszała pukanie do łazienki. Przez ściśnięte gardło ledwo wykrzyczała – ZAJĘTE SPADAJ!
-Stella? – usłyszała zza drzwi – Wszystko ok?
-Benny? – zdziwiła się – z tego co wiem to damska łazienka!
-Jamm wiemmm. – roześmiał się – Tylko chyba słyszałem…
-To ci się wydawało! – burknęła – Miałeś halucynację, tak bywa z ludźmi z porytą psychiką. Weź mi daj spokój!
-Umiem się włamywać!
-Oo dobrze wiedzieć. Trzeba ostrzec pozostałe!
-Stella weź… Co się dzieje?
Stella gwałtownie otworzyła drzwi i odepchnęła chłopaka.
-SŁUCHAJ! PRZYZWYCZAIŁAM SIĘ JUŻ, ŻE WSZYSCY LUDZIE MAJĄ MNIE GDZIEŚ! CZEMU SIĘ TAK UCZEPIŁEŚ?! CHOLERA, DAJ MI SPOKÓJ RAZ NA ZAWSZE! NIE DOŚĆ, ŻE MAMA ODESZŁA TO… - ucięła. Schowała twarz w dłoniach. Przywarła do ściany i osunęła się na ziemię. Benny usiadł koło niej. Delikatnie przycisnął ją do siebie.
-Do wesela się zagoi. Będzie dobrze, zobaczysz…

Grace i Amber ulokowały się za dużą kolumną. Rozmawiały cicho, oczekując przyjścia Sibuny.
-Serio uwierzą, że przyszłaś tu bez nich?
-Muszą – roześmiała się Amber – Chodź podejdziemy bliżej wyjścia.
-Okej. Czy wy… - nie dokończyła
Przewróciła się. Wokół niej powstała mgła. Amber nie było. Nikogo nie było. Jedynie ona sama w tajemniczym, nieznanym pokoju… Przed nią wyrosła biała postać.
-…Nina?!

9 komentarzy:

  1. Świetne, zresztą jak zawsze ;*
    Czekam na następne :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialne. ;D
    Czekam na next. ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej! Mam zaszczyt powiadomić cię iż na blogu : http://tajemnicedomuanubisa-sibunalove.blogspot.com/ . Zostałaś nominowana do najlepszego bloga ze scenariuszami. Serdecznie zapraszam do głosowania.
    Organizatorka - Nina Martin :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Hejka!
    Chciałabym cię powiadomić, że twój Blog został nominowany przeze mnie do Liebster Blog Award. Wszystkie szczegóły znajdziesz tu: http://mscenariuszehoa.blogspot.com/2013/01/liebster-blog-award.html

    OdpowiedzUsuń