wtorek, 26 lutego 2013

Opowiadanie cz. 18

-Będę spotykał się z kim chce - oznajmił Fabian - Nie masz prawa robić mi kazań!
-Mówię tylko, że powinieneś się nad tym zastanowić - broniła się Amber - Niedawno błagałeś, żeby do Ciebie nie dochodziła.
-To było kiedyś - odparował Rutter - Zmieniła się. Poza tym, to nie twoja sprawa.
-Ale ja się o Ciebie martwię - krzyknęła z płaczem - Najpierw godzinami rozpaczałeś po Ninie, a teraz obściskujesz się z Joy?! Zastanów się! Nawet ja nowego lakieru, szukam minimum 2 miesiące!
-Kazano mi się zmienić, czyż nie? - znacząco uniósł brwi - Więc...
-Ale nikt nie mówił o pocieszaniu się w ramionach kogoś innego! Teraz wszystko, jeszcze bardziej się skomplikuję!
-Na pewno - wywrócił oczami - Oj, zamknij się już.
Amber oniemiała. Po jasnych policzkach, spłynęły jej łzy. Zacisnęła ręce w pięści i podeszła do Rutter'a.
-Zamknij? Co się z tobą stało...
-Nic. Po prostu nie podoba mi się to, że ciągle mieszasz się w moje sprawy.
-Chciałam Ci tylko pomóc - wyjaśniła płaczliwie - Byłeś taki zagubiony...
-Już nie jestem. Twoja robota skończona - rzucił na odchodne
-Nie poznaję Cię! - krzyknęła - Myślałam, że jesteś inny. Pomyliłam się... Jesteś tak samo durny jak wszyscy - przeszła na drugą stronę ulicy.
-Stój. Poczekaj! - Fabian pobiegł za nią.
I wtedy... Ostatnim co zobaczył była maska samochodu... Rozległ się krzyk. Pisk opon. Rozbicie szkła. Ciemność...


-Mój Boże, prawie go zabiłam - Amber stała przy łóżku szpitalnym - Co ja zrobiłam...
-To nie twoja wina - uspokajał ją Eddie - Jest cały połamany, ale oddycha.
-Jak długo... - wyszeptała zapłakana Grace - A co jeśli on...
-Nie waż się tak mówić - Patricia pogroziła jej palcem - Jest silny, wyjdzie z tego. Sprawca się znalazł?
-Nie - Amber pokręciła głową - Zbiegł z miejsca wypadku.
Fabian leżał bez ruchu. Miał posiniaczoną twarz. Do jego klatki piersiowej podłączone były ogromne ilości kabelków. Słychać było jego niespokojne bicie serca...
-Koniec odwiedzin - pielęgniarka weszła do środka - Przyjdźcie jutro. Już powiadomiliśmy jego rodziców.
Amber, za nic, nie mogła zrzucić z siebie tego wielkiego poczucia winy... I nawet do głowy jej nie przyszło, że sprawca był w pełni świadomy swoich czynów...


Wieczorny telefon znów zburzył spokój mieszkańców Anubisa. Stan Fabian'a znacznie się pogorszył. Dali mu tylko... 50 % szansy... Amber nie mogła powstrzymać łez. To wszystko było jej winą... Gdyby wtedy nie wybiegła... wszystko było by inaczej. Czemu go nie powstrzymała?! Nawciskała mu jakiś mądrości o zmianach... Gdyby nie ona, nic takiego by się nie stało. Nagle poczuła dotyk czyjejś ręki. Przy niej siedziała Grace. Tusz spływaj jej po policzkach. Miała rozczochrane włosy. Złapała ją za dłoń.
-To nie twoja wina - wyszeptała - Nigdy byś go nie skrzywdziła.
-Moja... - otarła zapłakane oczy - Najpierw Nina, teraz on... Cholera, czy ja zawsze muszę przynosić nieszczęścia?! On może nie przeżyć...
-Nie możemy na to pozwolić - odparła drżącym głosem - Nie zostawimy go... Nigdy..


Jerome siedział w pustym salonie. Stracili Fabian'a... Tak jak on Marę. Trzeci rok był zdecydowanie tym najgorszym. Nina zmarła, Fabian walczy o życie, a Mara go nie pamięta...
-Wszystko dobrze? - usłyszał miły, ciepły głos
Jaffray. Stała w progu, ubrana w zieloną sukienkę i szary sweter. Jej poważne oczy, przyglądały się chłopakowi. Mimo wszystko, czuł do niej żal. Zapomniała...
-Jasne, idź już.
-Chodzi o Fabian'a, tak?
-Nie.
-Jerome...
-Zostaw mnie! - krzyknął Clarke - Mick jest zajęty? Bo zdaje się, że tylko wtedy zwracasz na mnie uwagę. Czemu widzisz tylko jego? A zresztą... Proszę, wyjdź.
Mara posmutniała. Nie mogła zrozumieć przykrych słów chłopaka.
-Nienawidzę Cię - wycedziła - Nienawidzę Cię z całego serca! Czemu jesteś taki okropny? Zachowujesz się jak świnia.
Clarke poderwał się od stołu. Jaffray natychmiast stłumiła w sobie całą odwagę. Bała się go... Jerome dostrzegł jej smutne oczy Mary. Zanim zdążyła się obejrzeć, już tkwiła w ciepłych ramionach Clarke'a. Chłopak za nic nie zamierzał jej puścić. Dziewczyna wyrywała się, ale na próżno. Spojrzała w jego piękne, błękitne oczy. Nie zmienił się...
-Przepraszam - wykrztusił słabo - Jesteś z Mick'iem - wziął głęboki wdech - ... Rozumiem. Jeśli go kochasz to... życzę Ci szczęścia.
Mara uśmiechnęła się nieśmiało. Pogładziła go po ramieniu i poszła do góry. Zza drzwi wyszła lekko zdziwiona Stella.
-Czemu jej nie powiedziałeś?
-Bo jeśli ma mnie znów pokochać... to szczerze. Nie chcę ciągle myśleć, że stało się tylko z powodu nieobecności Mick'a. A teraz mam szansę... Zacznę od nowa.


Wybiła dwudziesta. Benny zbierał talerze ze stołu. Nikt nie tknął ani grama kolacji. Oprócz Alfie'go, który zażerał wszelkie troski i zmartwienia. Stella wycierała szklanki. Oboje milczeli. Nagle, szklanka sturlała się z blatu i roztrzaskała na malutkie kawałeczki.
-Cholera - zdenerwowała się dziewczyna - To już piąta dzisiaj.
Sięgnęła po szufelkę. Zmiotła kawałki szkła i wyrzuciła do kosza. Benny uparcie milczał.
-Powiesz coś? - zasugerowała dziewczyna - Martwisz się o Fabian'a?
Nie dostała odpowiedzi. Westchnęła i wzięła kolejną szklankę. Zrobiło się nieznośnie cicho. Trzasnęła naczyniem o podłogę. Z rozmachem usiadła na ziemi i przyciągnęła twarz do kolan. Benny podszedł bliżej. Płakała. Już drugi raz...
-Czemu to zawsze spotyka dobrych ludzi? - krzyknęła z płaczem - Za co? Moja mama była dobra i zginęła. Nina była dobra i zginęła. A teraz Fabian ginie, podczas gdy inni źli Ci źli nadal chodzą po ziemi i śmieją nam się w twarz. I im się w życiu powodzi. Niedługo wszyscy tacy będą, zobaczysz.
Chłopak patrzył na nią zaskoczony. Zła, zimna, wredna... a mimo to była dobrym człowiekiem... Całkiem jak jej brat. Potrafił otworzyć się przed Marą, a teraz Stella robi to przed nim. Z jej ciemnych oczu, znikł chłód. Z groźnej gothki, zmieniła się we wrażliwą, skrzywdzoną przez los, dziewczynę. Chłopak usiadł koło niej. Odsunęła się gwałtownie.
-Ja nie potrzebuję współczucia.
-Właśnie widzę - prychnął - Spoko, nic Ci nie zrobię.
-Bawisz się w psychologa?
-Benny psychiatra Walker... This is me!
-Taa...
Przez chwilę siedzieli w milczeniu. Normalni ludzie złapaliby się za rękę, uśmiechnęli... Zamiast tego Benny wyciągnął z szafki torbę mąki. Wyciągnął z niej garść białego proszku i cisnął w Stellę. Powoli podniosła wzrok. Jej ciemnoniebieskie oczy przypominały teraz wzburzone morze. Bez słowa chwyciła paczkę i oddała chłopakowi. Wyglądała jak mała, bezbronna dziewczynka. Dopiero teraz, bez ostrego makijażu (który spłynął wraz ze łzami) widać było jej wielkie podobieństwo do Jerome'a. Miała te same rysy twarzy, różowe usta i przebiegłe spojrzenie. Wyglądała ślicznie, mimo mąki na kruczoczarnych włosach.
-Czego się lampisz?!
-Sorry. Ale już nie jesteś przerażająca. Tylko sÓitaśne Stellciu - roześmiał się
Dziewczyna obrzuciła go kolejną garścią mąki. Chłopak zrobił szybki unik, przy okazji, zbijając połowę talerzy.
-NIEE!!! - wydarła się na cały dom - Wycierałam to aż... Aaa pieprzyć to. Bydziemy żreć z podłogi.


-Wszystko gotowe? - lekarz zdjął szpitalny fartuch - Nieźle wkręciłaś córeczkę.
-Zrobiłam to dla jej dobra - odparła Rosie drżącym głosem - Grozi jej ogromne niebezpieczeństwo.
-Nie tylko jej - zaprzeczył doktor - Dopóki klucz nie dostał się w niepowołane ręce, wszystko jest pod kontrolą.
-Ale prędzej czy później dowie się, że go ma...
-Ten chłopak... Fabian. Ten wypadek nie był przypadkowy...
-Domyślam się. Sekta nie poprzestanie na jednym - powiedziała głosem pełny obaw - Niedługo skrzywdzi kogoś innego. Zrobi wszystko, żeby Fabian zginął.
-Będę obserwować lekarzy. Kto wie... Podejrzewam, że kręci się tam jeden z tych... Odłączyli mu dzisiaj jedną rurkę... Trzeba uważniej obserwować oddział. I pamiętaj: Stella nie może dowiedzieć się, że żyjesz. To by jeszcze bardziej skomplikowało sprawę...
-Wiem. Ale teraz ważniejsze jest, kogo wezmą za następny cel...



Fak ju Jeruś! Spokoo chodź sobie z obiema, to normalne, mi to nie przeszkadza. Noś na ja rękach, na kolanach, na łbie, ja mam to gdzieś. Tym scenarzystom coś odbiło?! Nawet ja zbudzona o 4 rano, napisałabym lepszy scenariusz (i pomimo tego, że pewnie byłyby tam latające sedesy, na pewno nie wprowadziłabym Willow!). Nie poznaję Jerome'a... To już nie ta sama osoba, którą lubiliśmy i podziwialiśmy w 2 sezonach... Jara? Została gdzieś na przełomie 1 i 2 serii... A to co teraz jest? Nie wiem jak to nazwać, ale to na pewno nie jest nasza Jara. Jak już to jakaś tania podróba. Nie wiem... Nie będę tego komentować bo nie ma po co. Jak chcą, to niech niszczą Tylko niech potem mnie narzekają, że mają małą widownie. Chyba straciłam całą wenę... Opowiadania wydają mi się bezsensu i chyba moja krytycznie niska samoocena oddala mnie od pisania... Ale piszolić będę <3 Nie zostawię Marusi z amnezją! Zaraz zabieram się za robienie zakładki Postacie (4 sezon). Tak przedpremierowo ^ ^  HoA Story forever! K.T i Willow nie dodaję. Nie stać mnie na takie poświęcenia xd Willow już była. Przyjechała i odjechała. I ie wróci xd To ja się z wami żegnam i idę modlić się o dalsze natchnienie. Może moje opowiadania mają jakiś drobny sens.. Trzeba to przemyśleć ^ ^






niedziela, 24 lutego 2013

Opowiadanie cz. 17

-Cholera tracę ją... - Jerome schował twarz w dłoniach
-Przepraszam... To moja wina - Grace odstawiła krzesło - Gdyby nie to...
-Właśnie...
Grace i Jerome sprzątali właśnie pokój wypoczynkowy. Wczoraj odbyła się tu impreza, z okazji powrotu Mick'a. Clarke , oprócz rozwalenia tortu, pocięcia niebieskiego dresiku i zepsucia parę trofeów Campbell'a, nie zrobił nic. Dyrektorka, pani Anderws, zażądała wysprzątania całej sali. Grace, natomiast, została zatrzymana, za przemycenie do szkoły, kartki z modelkami...
-To dla taty! - broniła się - Niech się trochę pocieszy.
-Przecież... one są półnagie!
-No mówię, tata takie lubi.
I tym magicznym sposobem, została najęta do sprzątania sali. Zbierała resztki tortu z kanapy, mrucząc coś o niedocenianiu artystów.
-Naprawdę mamy tu taki słaby budżet? Nie stać ich na sprzątaczki?- jęknęła
-Najwidoczniej - roześmiał się Clarke - Mick pewnie jest u Mary...
-Nie byłabym taka pewna. Stellcia została w domu. Nie da mu się do niej zbliżyć. Poza tym i tak mieszka w domu Izydy...
-Wiesz ile czasu na nią czekałem? Każdego dnia patrzyłem jak zanim lata. Jak go przytula. Jak go wychwala. I przez całe 2 lata, myślałem czemu nie jestem wystarczająco dobry dla niej!
Podszedł do okna i podparł się o parapet. Na ciemnym niebie, tkwił okrągły księżyc. Clarke nie chciał wspominać... Wreszcie było dobrze... i się spieprzyło.
-Ona Cię kocha Jerome - Grace podeszła bliżej - O takich rzeczach się nie zapomina... Gdzieś głęboko, to wciąż trwa. Na przykład księżyc: czasem go nie widać, ale wiemy, że jest.
-Co to ma do rzeczy?
-Wiele. Musisz z niej to wydobyć. Tak samo jak ona z Ciebie... Jej się udało, prawda?
-Ona ma Mick'a... Gdyby nie wyjechał, nie bylibyśmy razem.
-Nie? Swój zawsze znajdzie swojego. A zresztą: teraz masz szansę się przekonać. Przecież o Tobie nie zapomniała...
-Nie.Tylko porzuciła.
-Jerome...
-Ok, sorry. Nie ogarniam tego wszystkiego... - usiadł na kanapie - Co tu robią bokserki Mick'a?
-Fuuj! Co oni tu robili, wieczór kawalerski? Ups, sorry...

-NO MÓWIĘ, ŻE JEJ NIE MA! - Stella stała przed drzwiami, pokoju Mary
-Ale jestem!
-Cicho tam!
Mick, speszony, grzecznie poprosił o usunięcie się z drzwi
-Ja też Cię o to proszę! WONT DO DOMU IZYDY!!!
-Bo co? - Mick postanowił zgrywać twardziela
-Do glin zadzwonię. Zgłoszę włamanie i gwałt!
-Na... na kim?
-Nie wiem, wymyśl sobie kogoś. Ona Cię tu nie chcę!
-Nieprawda!
-MARA ZAMKNIJ TĄ... - urwała - Znaczy... Proszę Cię, bądź cicho.
-To mogę wejść?
-Hahahahaha oczywiście, że - NIE.
-Ale czemu? Co ja Ci takiego zrobiłem? - dopytywał się Campbell
-Mi? Nic. Tylko świecisz mi tym spoconym ryjcem przed oczami.
-Stella, to niegrzeczne! - dało się słyszeć głos Mary
-To... przyjdę jutro.
-DO WIDZENIA! NIE WRACAJ
Parę minut później siedziała przy Marze. Patrzyła na nią swoimi zimnymi ciemnoniebieskimi oczami.
-Pamiętasz Jerome'a?
-Jasne - uśmiechnęła się ciepło
-Pewnie go nie lubiłaś... Był wredny i...
-Nie lubiłam? Skąd, był moim przyjacielem.
-No proszę, czyli jednak coś pamiętasz.
-Pewnie. On jest normalny... Tylko ma trudną przeszłość. Rodzice się nim nie interesowali. W wieku 5 lat, poszedł do pierwszego internatu. Był taki... nieprzystępny. Zimny, bezczelny... i okazało się, że pod tą maską złego chłopca, kryję się bardzo dobry człowiek.
Mara zapatrzyła się w okno.
-On zasługuję na kogoś, kto go pokocha. Kto mu pomoże... Wierzę, że znajdzie taką osobę.
-On już znalazł... - Stella spojrzała na nią smutno - Czy ty i on...
-...Razem? Niee... Nigdy o tym nie myślałam. Jestem tylko jego przyjaciółką. Chciałabym żeby był szczęśliwy. Żeby znalazł, kogoś szczerego, dobrego, kto będzie przy nim zawsze... On tego potrzebuję.
Po bladym policzku Stelli, spłynęła łza.
-Płaczesz?
-Nie... Przepraszam muszę już iść... Obiecaj mi coś - spojrzała na nią, mokrymi oczami - Pomóż mu. Bądź przy nim. Nie możesz go teraz zostawić. On potrzebuję Ciebie bardziej niż kogokolwiek. Obiecaj... - wyszeptała przez łzy
Zamknęła za sobą drzwi. Podparła się o ścianę i osunęła się w dół. W ogóle nie znała swojego brata... A on... Stracił to co kochał najbardziej. Wiedziała jakie to uczucie... Kiedy Eddie ją zostawił, życie jej się rozsypało... I nie ma kto go pozbierać i poukładać... Nie znalazła jeszcze tej właściwej osoby. Jerome znalazł... i stracił. Pomoże mu. Nie pozwoli, by skończył tak jak ona. Nigdy...

-Fabian? - Joy uchyliła drzwi do pokoju chłopaka - Mogę wejść?
-Jasne.
Joy usiadła koło niego. Ich oczy zetknęły się ze sobą. Uśmiechnął się.
-Dobrze, że jesteś.
-Bo ty jesteś...
W końcu ich usta się spotkały, a wszelkie myśli odpłynęły gdzieś daleko... I żadne z nich, nie myślało o tym, czy pisane im jest wspólne szczęście...

Tymczasem za drzwiami stała Amber. Nie była zadowolona... Czuła złość do chłopaka. Szybko się pocieszył. Joy wcale nie musiała się starać. Była normalna... Sprawiło to, że Amber poczuła do niej cień sympatii. Ma prawo do miłości... Ale czuła, że nie skończy się to dobrze.

-Wiesz... ważne jest jego szczęście - Grace rozplątała kucyki - Niepotrzebnie się martwisz.
-Wiem. Ale... On nie powinien z nią być - wyznała Amber
-Wyglądał na zadowolonego?
-Był szczęśliwy, ale... boję się, że to pod wpływem chwili.
-Całkiem możliwe - westchnęła Grace - W sumie masz rację... To trochę dziwne. Może po prostu była sobą.
-Tą dawną Joy?
-Właśnie. Wtedy ją bardzo lubił... Wspomnienia mogą przezwyciężyć wszystko.
-Boję się, że nie wyjdzie mu to na dobre. Joy potrafi być strasznie zaborcza.
-Ale teraz była spokojna, tak? To już chyba nie jest jej żadna pokręcona taktyka...
-On powinien zaczekać...
-Na co?
-Na kogoś właściwego... Takiego tylko dla niego. Miłego, wyrozumiałego... Komuś kto mu pomoże.
-Tak jak Mara Jerome'owi.... Może gdzieś tam po świecie chodzi jakaś dziewczyna, przeznaczona tylko dla niego...
-Może nawet jest tutaj...
-Może - roześmiała się Grace - Kto wie...

Dzisiaj krótkie ^ ^ Mam tyleee weny xd Opowiadania będą codziennie lub co 2 dni. Znowu jestem smutna... Przez gifa, który przedstawia Willow siadającą Jerome'owi na kolanach. To wszystko jest ciosem dla fanów Jary - wszyscy byli pewni, że Jerome nie może kochać nikogo innego... A teraz wychodzi na to, że zostanie sam... Popieprzyło tych producentów...
Zadanie dla was: napiszcie jaka według was powinna być nowa dziewczyna Fabian'a. Możecie wskazać nawet jakąś z Anubisa (Joy, Patt). Napiszcie czemu tak sądzicie i jak powinna rozwinąć się ich relacja. Fani Peddie, Marome, Amfie, Fabiny - załamujmy się, 3 sezon nas zniszczył...

Sapphire.




sobota, 23 lutego 2013

Opowiadanie cz. 16

-Nie pamięta mnie... Nie pamięta nas.
-Mhmm...
Jerome gapił się w ścianę. Cały czas mówił tylko o jednym. Nienawidził Niny. Nienawidził jej za to, co zrobiła Marze. Obok niego siedziała Stella, która miała już serdecznie dosyć wyżaleń brata.
-Dzwoniła do niego... Powiedziała żeby wracał... Jak można być takim głupim i jej uwierzyć?!
-No wiesz, jak jest otulonyyy w samotność to się nie dziwię. Jak dają, to bierze.
-Dwa lata... - powiedział drżącym głosem - Dwa lata starałem się zwrócić jej uwagę... Udało się. A teraz wszystko od początku? Nie dam rady...
-Nie pękaj braciszku - odparła pocieszająco - Jak się kocha to na zawsze. Może pamięć jej wróci...
-Taa? Kiedy? Jak będzie stała z Mick'iem przed ołtarzem! - rzucił poduszką o ziemię - A wtedy umrę i będę patrzył na to z góry. Albo raczej z dołu.
-Aleś ty optymistyczny - wywróciła oczami - Wyluzuj. Bądź koło niej, rozmawiaj...
-I patrz jak się mizia z Mick'iem.
-O rany - Stella westchnęła ciężko - Łatwiej by było dogadać się z Victor'em.
-No widzisz, bywa.
W tej samej chwili, do pokoju wkroczyli Benny i Joy. Stella zmarszczyła brwi. Joy uwiesiła się chłopakowi na szyi
-Było cudooownie - wyszeptała czarująco - Czekam na powtórkę.
-Ojoj, ale sÓitaśnie - wzdrygnęła się Stella - Jak chcecie bawić się w jednorożce, to wyjdźcie na zewnątrz.
Joy uśmiechnęła się przymilnie
-Ale my jesteśmy szczęśliwi! Co w tym złego?
-Bycie szczęśliwym nie polega na mruganiu oczkami i przesłodzonych uśmiechach. Tylko na szczerości. Bo to wy pokazujecie, odbiega od ideału. Już dzieci w przedszkolu potrafią lepiej grać.
-Grać? - zacięła się Joy - O czym ty mówisz?
-O waszej wielkiej miłości - uśmiechnęła się złośliwie - Przecież każdy wie, że to ściema. Nie domyśliłaś się jeszcze? Przykreee.
-Nieprawda...
-Joy - krótka kiecka i migdalenie się do innego, na pewno nie zaimponują Fabian'owi. Czemu nie możesz być sobą? Byłoby o wiele prościej. Nie rozumiesz? To sorry ja Ci nie pomogę - wzruszyła ramionami i wyszła z pokoju.
Joy zdębiała. Jej oczy napełniły się łzami. Zrozumiała... Była okropna. I odtrącała o siebie wszystkich... Nagle uświadomiła sobie, że jest już bez przyjaciół. Te pragnienie zdobycia Fabian'a... przyćmiło jej wszystkie inne sprawy. Spaprała. Znowu...

Stella stała w holu, czekając na reakcję Victora. Pożyczyła od Amber różowy lakier do paznokci i postanowiła przetestować go na Corbiere'rze. Nagle ktoś zapukał do drzwi. W progu stał spocony blondyn. W ręku trzymał niewielki bagaż.
-Kto ty? - uchyliła wrota
-Mick Campbell - uśmiechnął się chłopak - przyjechałem do...
Nie dokończył bo drzwi zatrzasnęły mu się tuż przed nosem. Nerwowo szarpnął za klamkę i wszedł do środka.
-Jestem Mick... - zaczął nieśmiało
-Nie znam - ziewnęła dziewczyna
-Tu mieszka moja dziewczyna - wyjaśnił - To nadal jest dom Anubisa, prawda?
-Nie kurde, dom publiczny - burknęła - Jakieś usługi? Chcesz blondynkę, czy...
-Przepraszam, my się chyba nie znamy - powiedział niepewnie i wyciągnął do niej dłoń - Cześć.
Stella spojrzała na jego rękę i z niesmakiem powiedziała:
-Ogolił byś się najpierw.
Chłopak szybko schował dłoń do kieszeni.
-To... jest Mara?
-Nie.
-Aa... kiedy wróci?
-Nigdy.
-Przepraszam, co?
-Głuchy jesteś?! - podniosła głos - Mówię, że JEJ nie ma! Zmarła wczoraj. Wpadła pod ciężarówkę. Amen.
-Ale...
-KURDE BĘDZIESZ MI SIĘ TU WPIEPRZAĆ! WONTT STĄD, ZAKŁAD ZAMKNIĘTY!!! SAJONARA, GOODBYE! - wypchnęła gościa za drzwi
-Mick!
Do holu wbiegła rozradowana Mara. Już miała objąć Campbell'a, ale Stella zagrodziła jej drogę.
-To nie Mick. TO PEDOFIL!
-Nie żartuj. Znamy się dopiero od wczoraj, a tyle już o mnie wiesz...
-Woow - wymamrotała - No dobra, pa Marusiu, Mick wychodzi. Idź gwałcić inne dzieci!
Przestraszony Mick chwycił torbę i uchylił drzwi. Odwrócił się do Mary
-To może przyjdę jutro... Pa.
-Do zobaczenia... - pomachała mu
Stella odetchnęła z ulgą. Mara roześmiała, pobiegła do swojego pokoju.
-STELLAAAAA! - krzyk Victor'a wypełnił cały dom -Co to ma być?! - stanął przed nią, wymachując Corbiere'm.
-Fajny odcień. Ale to nie ja.
-A KTO NIBY?!
-Mick. Wskoczył przez okno, pomalował, zrobił salto i wyskoczył. Coś jeszcze? - uśmiechnęła się kpiąco i wyszła z holu
Victor z troską, pogładził kruka po czarnych piórach.
-No już, już. Tatuś kocha, tatuś ocali... Moje dżidżiridżidu.

Nastał ranek. Nie wszyscy byli w dobrych nastrojach. Jerome, na przykład, ciągle mamrotał rzeczy w stylu: pieprzyć słońce, pieprzyć kangury, pieprzyć dresiki... Grace wycinała laurkę dla ojca, wycinając przy tym zdjęcia fotomodelek z gazet.
-Co ty robisz? - zainteresował się Fabian
-Laurkę - odparła z uśmiechem - Tatuś ma skłonność do pięknych pań. Ucieszy się. A tak swoją drogą: przyśniła mi się Nina.
-Ii?
-Przepraszała... Wybrana i Osirian mają silną więź. Albo się kochają, albo nienawidzą. I tak właśnie było z nimi...
-Czyli teoretycznie to nie ich wina..
-Nie. Ta siła jest zwyczajnie za duża.
-Rozumiem. A swoją drogą: gdzie Patricia i Eddie?
-Poszli na komisariat - wyjaśniła dziewczyna - Złożyć zeznania. Patricia już nie chcę dłużej siedzieć cicho. Dzisiaj rano z nią rozmawiałam...
-Przyznała się?
-No co ty. To nie była ona - przykleiła kolejne zdjęcie - Tylko Sweet.
-Co? - Fabian zakrztusił się herbatą
-Dobrze słyszałeś - wzięła następną gazetę - Wszystko mi powiedziała. Kiedy dowiedziała się, że Eddie jest u Niny, oboje do nich pojechali. Eddie skłamał, że niby jest u ojca. No i zobaczyli... Zaraz po tym, jak Eddie pożegnał się z Niną, do domu weszła Patricia. Trochę się szarpały, ale nic takiego się nie stało. I wtedy Sweet... On po prostu nie chciał żeby Eddie z nią był... Wiedział jak bardzo kocha Patricię. Chciał żeby jego syn miał udaną przyszłość, a ta więź wszystko psuła... To wyciągnął nóż... Patt wszystko widziała. Ale nie mogła nic powiedzieć. Wyobrażasz to sobie? Powiedzieć chłopakowi, że jego ojciec jest mordercą? Bardzo ją skrzywdził, ale mimo to dalej go kochała. Sweet ją szantażował. Nawciskał jej jakiś bajeczek, ze jeśli komukolwiek o tym powie, to was zabiję... No to co miała robić? Siedziała cicho. Szkoda mi jej... Jest strasznie fajna.
-Na początku nie darzyła Cię sympatią...
-Żeby odwrócić uwagę od Niny - wyjaśniła - Jest w porządku.
-To... co teraz będzie?
-Nie wiem. Policja powinna wziąć pod uwagę fakt, że próbowała was chronić. Biedny Eddie... Chociaż, w sumie, wiem co czuję, mój ojciec też święty nie jest.
-Mają sto razy gorzej ode mnie - zauważył Fabian - Powinien ich przeprosić... Wesprzeć. Potrzebują pomocy.
-Właśnie. I wtedy wszystko się ułoży. Zobacz, skończyłam! - roześmiana, podniosła laurkę w górę
-Wow! Picasso ma konkurencję - zaśmiał się chłopak - Uważaj bo jeszcze ktoś zobaczy.
-Victor? Myślisz, że lubi fotomodelki? Powiesi sobie nad biurkiem.
-Na pewno. Będzie podziwiał o każdej porze dnia i nocy.
-Oczywiście. Niewątpliwe moja twórczość budzi podziw - uśmiechnęła się dumnie - Tak w ogóle: kto tu wczoraj był? Stella mówiła coś o jakimś gościu z ryjcem kreta...
-Mick?
-Ha! - Stella wyskoczyła zza drzwi - Wiedziałam, że jest podobny do kreta!

-Mara przypomnij sobie - marudziła Amber - Czyją jesteś dziewczyną?
-Mick'a.
-Nie.
-Posłuchaj, wiem, że mam lekką amnezję, ale swojego chłopaka chyba pamiętam.
-No - westchnęła Amber - Tyle, że nie tego...

-Stella! - Benny złapał dziewczynę za ramię - Nie jesteś chyba zazdrosna o Joy?
-Ja? O ciebie to nawet matka nie jest zazdrosna - prychnęła - Pomidorek smakował?
-Bardzo. Nie no, wiem, że jestem taki sexy i w ogóle, ale...
Stella wybuchnęła śmiechem. Spojrzała na chłopaka litościwie.
-Żartujesz.
-Tak.
-To świetnie. Czemu zgodziłeś się na ten 'związek' z Joy? Chyba nie ze względu na Fabian'a.
-No niee - uśmiechnął się chłopak - Oczekiwałem, że będziesz umierać z rozpaczy.
-Oczywiiiiście - Stella pokiwała głową - Już miałam popełniać samobójstwo.
-Ooo byłabyś aniołkiem - uśmiechnął się kpiąco
-Chyba upadłym.
-Emo angel... Pilnowałabyś mnie. Żebym nie popełniał błędów.
-Taaa i za każdy grzech, harfą w łeb. Alleluja, nie dziękuję.
-A może jednak?
-Nie. Amen.
-Mówi się 'cement' - wyszczerzył zęby w uśmiechu - Ksiądz był ze mnie dumny.
-Nie wywalił się z kościoła?
-Nie. Bo tak pięknie śpiewałem: mam głos jak anioł.
-Cudownie - spojrzała na niego rozbawiona -  Joy też śpiewałeś?
-Oczywiście. Była zachwycona.
-Czyli wyrzuciła Cię za drzwi?
-No...

Mick przyszedł punktualnie o trzeciej. Był ubrany w sprany, niebieski dres. Właśnie skończył biegać. Mara z uśmiechem podeszła do chłopaka. Zbliżyła swoją twarz do jego, gdy nagle ktoś gwałtownie ją odsunął.
-CO TY ROBISZ DO CHOLERY?! TO MOŻE MIEĆ ZARAZKI! PANUJĘ EPIDEMIA ŚWIŃSKIEJ GRYPY!
Stella kurczowo trzymała Mick'a za ramiona. Do holu weszła Amber. Spojrzała na niego kwaśno.
-Ty... ty krecie ty! Ale mu powiedziałam, co?
-Brawo, wryło go w ziemię - Stella uśmiechnęła się przecząco - Jerome! Zrobiłbyś coś, a nie!
-To niezwykłe... - zaczął Mick - Że zapomniała o nim dla mnie... Zrozumiała, że jestem jedyny i zrewała z Jerome'm.
-Ale ja z nim nie chodziłam - zaprotestowała Mara
-Miło, że się wypierasz.
-Naprawdę!
-Nie wracajmy do tego. Ooo Clarke - dostrzegł Jerome'a - widzisz, przegrałeś.
-Trzymajcie mnie, bo go zaraz walnę w ten spocony, blond ryj...
-Bez agresji! - oznajmiła Amber - Mick... Mara ma amnezję.
-Taa. A ja jestem trollem.
-No, niewiele ci brakuję - Stella uśmiechnęła się złośliwie
-Jezus Maria, ale tu jedzie, niech ktoś otworzy okna! - Grace wpadła do holu łapiąc wdech - O Matko tu jest jeszcze gorzej! Umyłbyś się - spojrzała na Mick'a pobłażliwie
-Nie znam Cię.
-No co ty - wywróciła oczami
-Jak masz na imię?
-Gienia.
-Aha. To mi miło.
-Grace! - Fabian wszedł do kuchni - Ta laurka to...
-Fabian, co ty pleciesz? To jest Gienia. A podobno to ja jestem głupi - prychnął
-Taa TO JE GIEŃKA! - roześmiała się Grace - Oj Maruś, Maruś nie marnuj sobie życia...


THE END! Dzisiaj coś za dużo Mickry, ale spokojnie - Stella czuwa xd Mick troll przyjechał, trzeba będzie wywietrzyć... Zapraszam do głosowania w ankiecie: Jaką postać chcecie zobaczyć w HoA Story 2? Dodałam tam byłą Jerome'a... Bez względu na wyniki, chyba i tak ją dodam. Potrzebna mi do dalszego wątku Jary. Spokooojnie nic nie zrobi xd Będzie ich ratować ^ ^ Ale siem zobaczy. Idę jeść jogurcik xd Sajonara <3


piątek, 22 lutego 2013

Opowiadanie cz. 15


-Nie wiesz co mówisz! – Fabian wydarł się na Patricię – Nina NIGDY by mnie nie zdradziła.
-Niespodzianka – Williamson otarła rozmazane oko – Bywa.
-Przestań! – krzyknął Rutter – Kłamiesz! Ona by nigdy…
-Myślisz, że mi jest z tym łatwo?! – Patricia poderwała się z łóżka – To się mylisz. Od początku roku udawałam, że wszystko jest dobrze. Wiedziałam, że całował inną, był z inną, kochał inną, a mimo to nie zrobiłam nic! Bo cały czas go cholera kocham… - Patricia spuściła wzrok – I czego nie zrobi, zawsze go będę kochać. Bo to jest tak na całe życie, rozumiesz? Dla mnie. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym pokochać równie mocno, jak jego. Nie tylko ty jesteś tu skrzywdzony. Fabian wiem, że Ci ciężko i w ogóle, ale naucz się w końcu patrzeć na uczucia innych! – zakończyła napięcie i wyszła z pokoju
Amber spojrzała na Fabian’a ze złością. Pokręciła głową i ruszyła za przyjaciółką. Alfie nie odezwał się ani słowem. Było mu żal Trixie… Nie rozumiał postępowania Fabian’a. Chłopak olewał ich przez większość czasu i jedynym ważnym dla niego tematem był on sam. Rzucił mu smutne spojrzenie i zamknął drzwi. Fabian usiadł na łóżku. Schował twarz w dłoniach. Spojrzał na lekko zakłopotaną Grace.
-Ty nie idziesz?
-A mam wyjść? – usiadła koło niego – Posłuchaj: wiem, że ci ciężko, ale… Pomyśl o Patt. Przecież jej też nie jest lekko. Jeśli macie przez to przejść, to razem. Inaczej sobie nie poradzicie. Oni naprawdę chcą Ci pomóc. Wszystko będzie dobrze, ale musisz tego chcieć… - położyła mu dłoń na ramieniu – To nie wiara czyni cuda, lecz ludzie którzy jej nie stracili. Ty sobie poradzisz. Jesteś silny, prawda? – w jej błękitnych oczach, pojawiła się iskra – Kiedyś wszystko się rozwiążę… Ale płacząc, nic nie osiągniemy. Uciekając, tym bardziej. Czasem trzeba stanąć oko w oko, ze swoim strachem nie myśląc o porażce. Na końcu każdej klęski, znajduję się zwycięstwo. Im bardziej się o nie postarasz, tym większą sprawi Ci radość – uśmiechnęła się lekko – Ty pomogłeś mi, teraz ja chce pomóc Tobie. Pamiętasz co mówiłeś o Rufusie? Że mam się nie bać. Wziąć się w garść. I udało się.
-To było co innego…
-Zwykła ironia losu.
-Co?
-Potrafimy rozwiązać problemy wszystkich tylko nie własne… - westchnęła dziewczyna – Postarasz się? Proszę.
Chłopak nic nie odpowiedział. Spojrzał w okno zamyślony. Zrezygnowana Grace wstała z łóżka i poczłapała w kierunku drzwi. Kiedy wyszła na korytarz, zderzyła się z Joy – odstawioną na bóstwo, zapewnie dla Fabian’a. Wymamrotała szybkie ‘sorry’ i skręciła w kierunku schodów. Nagle Fabian wybiegł z pokoju, fundując Joy bliskie spotkanie z drzwiami. Przytulił oniemiałą Grace i powiedział.
-Obiecuję.
-To dobrze – roześmiała się – Trzymam cię za słowo!
Chłopak odwzajemnił uśmiech. Joy wstała z podłogi, masując się po obolałej głowie. Spojrzała na nich z zazdrością. Nie mogła pojąć, czemu zwierzał się Grace, a nie jej. Przecież byli przyjaciółmi. Posłała dziewczynie znienawidzone spojrzenie i zbierając swoje podłe myśli, wyszła z korytarza.

-Jak już wiecie Egipcjanie balsamowali ludzi by… Zaraz, zaraz gdzie jest Mara? – ocknęła się pani Valentine
-Źle się czuję!
-Zamknęła się w pralce!
-Umarła!
-Siedzi tu! A nie…
-Jest w ciąży!
-MATKO BOSKA Z KIM?! – Pani Valentine wytrzeszczyła oczy – Mam nadzieję, że wie co robi.
-Bliźniaki – oświadczył Alfie z uśmiechem – Lub więcej.
-O Jezu… - Pani Valentine złapała się za głowę – Biedne dziecko… A tak serio: Gdzie ona jest?
-Źle się czuję!
-Zamknęła się w pralce!
-Umarła!
-Siedzi tu! Kurde znowu pomyłka…
-Nie, nie! – zaprotestował Fabian – Wczoraj przyjechała po nią ciocia. Właśnie urodziła dziecko i Mara koniecznie chciała zobaczyć…
-Pan Sweet wie? – pani Valentine nie wyglądała na przekonaną – Coś mi tu nie pasuję…
-Powinien dostać list! – wydukała Amber – Od tej ciotki…
-Mhmm… No dobra, nie będziemy jej psuć urlopu. Mówiliśmy o…
-Trzeba ją stamtąd wydostać – szepnęła Amber do Grace – Wkrótce wszystko wyjdzie na jaw.
-Pójdziemy tam dzisiaj po szkole. Ale i tak nic nie zdziałamy bez klucza – westchnął Fabian
-Rutter! Poflirtujesz sobie po lekcjach! Dalej, nos w książkę, uczyć się! Stella weź te giry z ławki! Benny zostaw to krzesło! Patricia nie żuj gumy! Alfie nie dłub w nosie! Słowo daję, ludzie kiedyś z wami zwariuję…

-Patt… - Eddie wyciągnął rękę do dziewczyny – Proszę, porozmawiajmy…
-Odwal się! – wrzasnęła Williamson – O czym? Jak całuję Nina? Błagam, zachowaj te szczegóły dla siebie!
-To nie tak! Wiesz, że Cię…
-…nienawidzę? Nie jestem głupia Eddie. Nie było Cię przez całe wakacje. Mówiłeś, że siedzisz u ojca, ale kiedy zadzwoniłam do Sweet’a ten myślał, że jesteś ze mną. Martwiliśmy się o Ciebie. Kiedy sprawdził połączenia na telefonie, okazało się, że ostatni raz rozmawiałeś z Niną… To pojechaliśmy… Widziałam was. To było obrzydliwe. Lubisz tak wszystkich skrzywdzić?
-Nie! Nikomu nic nie zrobiłem! – Bronił się Sweet
-Nie? Fabian, ja? Naprawdę, mógłbyś wreszcie dorosnąć. Nie wszystko uchodzi na sucho. Nie masz już pięciu lat, nikt nie zapłaci za twoje winy. Karę poniosła Nina… Gdyby nie ten wasz cholerny romans, wciąż by żyła… - powiedziała ze łzami w oczach – Przynajmniej mogłeś dłużej tam siedzieć. Zmarła zaraz po twoim wyjściu.
-To naprawdę nie… Zaraz, zaraz skąd ty to wiesz?
Patricia zamarła. Nie była w stanie wydobyć z siebie głosu. Jej powieki drżały, a oczy napełniły się łzami.
-Muszę iść do domu… Cześć.
Wybiegła ze szkoły. W biegu minęła ‘TĄ’ postać. Tą, która zmuszała ją do milczenia i szantażowała… Tą, która dzień w dzień obdarowywała ją chytrym uśmiechem… Tą, która to zrobiła… Kiedy znalazła się na świeżym powietrzu, wzięła głęboki oddech. Ta sprawa ciągle ciążyła jej na sercu. Miała brudne sumienie. Nie zdoła się z niego oczyścić, nigdy… I ten złowrogi błysk w oku… Milczenie.

Sibuna została wypuszczona z lekcji pół godziny wcześniej. Wydawało się to dziwne, ale Alfie poderwał się z ławki i jak szalony wyleciał z klasy. Żeby tylko wiedzieli co ich czeka… A teraz…? Teraz siedzieli w salonie przed Sweet’em i Victor’em.
-Wiemy o wszystkim… - oznajmił Victor z chytrym uśmiechem – Panna Jaffray Wybraną? No, no nie wpadłbym na to. I to morderstwo… Spisałaś się Patricio.
Sibuna spojrzała na Williamson. Dziewczyna ukryła twarz w dłoniach.
-Pani Williamson na bieżąco informowała nas o waszych postępach – Victor był wyraźnie usatysfakcjonowany – I muszę powiedzieć, że całkiem nieźle jej to szło.
-Patt? – przeraziła się Amber – Ale ty… Proszę, powiedz, że oni kłamią!
- Któryś zdrajcą się okaże… Niewłaściwą drogę wskaże – powiedziała Grace cicho – Tak jak w przepowiedni!
-Gratulację panno Foster – Victor uśmiechnął się kpiąco – Jesteś bardzo bystra. Zupełnie tak, jak twój ojciec.
-Ja nie kupuję zapalniczek z rozbiera… pomińmy. On tu nie ma nic do rzeczy. Nie stanowi zbytniego zagrożenia.
-A jednak porwał Wybraną – Victor zmarszczył brwi
-Za głupi jest. Prędzej czy później mu ucieknie – dziewczyna nie dawała zbić się z tropu – A pan? Miał Marę pod ręką i ani drgnął… Świetna taktyka, pogratulować.
-Ma takie same oczy… - wykrztusił pan Sweet – Tak jakby…
-Jezu mam oczy jak ten pedofil… - jęknęła Grace – To o co kaman? Nie mam namiarów na dobrego fryzjera, przykro mi. – spojrzała z troską na łysinkę Victor’a – Ale mój wujek ma dobrą kosiarkę, może to by się…
-Bezczelna smarkula. Prawdziwa Zeno… - obruszył się Victor – Dzisiaj wszyscy razem pójdziemy do Rufus’a… Mara jest nam potrzebna.
-Rób se eksperymenty na Verze, a nie na niej! – powiedział Clarke stanowczo – Ona nie jest żadnym królikiem doświadczalnym. Sprawdzaj swoje chore pomysły na kimś innym.
-Tylko Wybrana może uronić łzy srebra… Ostatni składnik eliksiru.
-Patricia! Co ty zrobiłaś?!
-Przepraszam! – Williamson wybuchnęła płaczem – Ale… Ja naprawdę nie mogę powiedzieć.
-Ty… zabiłaś ją? – spytał Fabian drżącym głosem
-Nie! Przysięgam, nie ja! Proszę, uwierzcie mi…
-Tylko po co Patt? Oszukałaś nas. – odparła Amber smutno – Nie spodziewałam się tego po Tobie.
-Ale musiałam! Chciał wam zrobić krzywdę i…
-To już bez znaczenia. Dobrze wiesz, że zawsze byśmy Ci pomogli.
-Tak, ale…
-Dosyć tego! Czas iść…
-Ale Victorze, nie mamy klucza!
-Wiem Eric’u… Jestem pewien, że Zeno go ma. Bez obaw.
Ale klucz miała Stella… która cały czas stała za drzwiami i wiedziała już wszystko o tajnym planie Victora.

O godzinie 23 Sibuna wraz z Victore’m i Sweet’em czekała na zewnątrz. Tylko Grace skoczyła jeszcze po bluzę. W pokoju zastała Stellę. Otworzyła z szafy i narzuciła na siebie jeansową kurtkę.
-Wychodzisz gdzieś? – Stella nie podniosła wzroku z książki
-A tak tylko… się przejść.
-Ładny wisiorek…
Grace miała zawieszony na szyi łańcuch z motywem klucza. Wzięła go do ręki i okręciła parę razy. Stella podeszła do regału. Zza książki wyjęła małą, bordową szkatułkę. Otworzyła skrzynkę. Grace stała z boku, z lekko osłupiałym wyrazem twarzy. Stella zdjęła klucz jej łańcuszka. Przyczepiła inny… zardzewiały z dziurką w kształcie rombu…
-Będzie wam potrzebny – uśmiechnęła się tajemniczo i wyszła z pokoju
Grace nie miała pojęcia skąd Stella mu klucz i do czego go potrzebowała, ale ważne było jedno… to na pewno ten.

Rufus Zeno przygotowywał się do ceremonii. Spoza regału wyjął Kielich Ankh. Teraz wystarczy tylko jedno… Łzy srebra… Tylko Wybrana mogła je uronić. Ze szczerego żalu do drugiej osoby…
-No skarbie, popłaczemy trochę?
-Nigdy. Nie zmusisz mnie – Mara była zdecydowana
-No nie wiem… Jerome mówił to samo kiedy go prosiłem…
-Jerome? Co on ma z tym wspólnego?!
-Jak już wiesz, szukał dla mnie Wybranej…
-Tak i?
-Niespodzianka. Znaliśmy się o wiele, wiele wcześniej – uśmiechnął się przebiegle
-Ale jak… Nic mi nie powiedział…
-Powiedział? To Jerome Clarke! Nigdy nie mówi prawdy. A co? Myślałaś, że się zmienił? Naiwna…
-Ja…
Nagle zza rogu wyskoczył Victor wraz ze Sweet’em. Rufus spojrzał w tył i zaśmiał się kpiąco.
-Proszę, proszę. Kogo my tu mamy? Staruch, laluś, ruda, Clarke i… - spojrzał na uśmiechniętą Grace – MATKO ZABIERZCIE DO ODE MNIE!!!
-Witam tatusiu – dygnęła – My tu tylko po Marę.
-Wybrana jest nasza!
-Cicho Victor! Więc Maro… Serio myślałaś, że jest inny? Tacy ludzie jak on się nie zmieniają. Jeszcze skończy w piekle. Naprawę myślisz, że Cię kocha? No prooooszę – To Jerome on nie jest w stanie nikogo…
-Przestań! Mara nie wierz mu! – krzyknął Clarke
-Zastanów się… - Rufus zmarszczył brwi – Gdyby Cię naprawdę kochał, powiedziałby Ci o wszystkim… W końcu dawno znał tajemnicę waszego domu. Okłamywał Cię dosyć często prawda?
Mara nie wytrzymała. Z jej oka spłynęła błyszcząca łza. Victor i Rufus rzucili się ku niej. Zeno uderzył rywala i chwycił dziewczynę za ramiona. Przywiązał jej kielich do dłoni. Spadła do niego srebrna łza… Mara zbladła. Jej oczy powoli się zamykały…
-Co się z nią dzieję? – przestraszyła się Amber – Fabian?
-Nie mam pojęcia… - Rutter zamarł
-Oo zapomniałem was uprzedzić – roześmiał się Rufus – Kiedy Wybrana roni srebrną łzę um…
-NIE! – Clarke przywarł go do ściany – Zrób coś! Ona nie może… Mara!
Jaffray zamknęła oczy. Upadła na podłogę. Kielich wciąż tkwił jej w dłoniach. Victor zmierzał ku niemu. Rufus nie zamierzał odpuścić. Zaczęli się szarpać. Pan Sweet dyskretnie wymknął się z domu. Grace usiadła koło Mary. Zaczęła rozplątywać supeł. Musiała mieć srebrną łzę…
-ZOSTAW TO! – Rufus rzucił się ku niej, lecz Victor zagrodził mu drogę
Grace wyjęła kielich. Pływała w nim mała, srebrna łza… Nagle cały pokój, zapełnił blask. Z białej mgły wyłoniła się Nina…
-Daj mi to – wskazała na kielich
Grace już miała podać jej naczynie, gdy nagle spojrzała na Marę. Leżała bez ruchu… Jerome trzymał ją za rękę i szeptał coś błagalnie. Łzy płynęły mu z oczu. Fabian podszedł do Niny i krzyknął
-A po co Ty chcesz żyć?! Żeby kleić się do Eddie’go?!
-Nie rozumiesz – odparła poważnie – Kiedy babcia chorowała, on był przy mnie. A ty? Nawet nie zadzwoniłeś… Chcę z nim być.
-Co?! I tylko po to ta cała afera z przepowiednią itp.? Żeby być z Eddie’m?!
-JA GO KOCHAM!
-Ja ci ufałam…
-Daj mi to…
Grace spojrzała na Fabian’a. Potem na Marę. Zapłakaną Patricię. Obiecała Fabian’owi, że będzie z Niną. Ale…
-W porządku. Wiesz kogo masz ratować – powiedział Rutter zdecydowanie
Nina uśmiechnęła się usatysfakcjonowana. Grace nie wiedziała co robić. Victor był tuż, tuż. Niewiele myśląc, wlała srebrną łzę do ust Mary…
-NIEE! – krzyknęła Nina – To nie tak miało być!
-Przepraszam – Grace wybuchnęła płaczem – Ale nie mogę… Obiecuję, że jeśli będzie taka możliwość, to Ci pomogę… Ale najpierw musisz się zmienić. Zniszczyłaś Patricii życie. Tak będzie lepiej…
-Nie dotrzymaliście obietnicy… Chcecie żeby żyła? Dobrze. To teraz niespodzianka ode mnie!
Nina zniknęła. Mgła także. Grace siedziała bez ruchu. Cała drżała. Nie chciała zostawiać Niny… Ale nie mogła dopuścić do Mary…
-W porządku – Alfie położył jej dłoń na ramieniu – Nie jest źle.
-Źle? Jest tragicznie! Co ja zrobiłam…
Mara otworzyła oczy. Rozejrzała się w około i spytała zdziwiona:
-Co ja tu robię?
-Matko ty żyjesz! – Jerome przyciągnął ją do siebie
-Przepraszam, ale… - odsunęła się od Clarke’a - Ja mam chłopaka.
-No tak… Mnie.
-Nie - pokręciła głową – Mick’a. Gdzie on teraz jest?
-Błagam, powiedz, że żartujesz – Jerome ściszył głos – Już dobrze skarbie, tak? Chodźmy do domu.
-Jak zwykle się wygłupiasz Jerome – roześmiała się Jaffray – Mick wrócił z treningu? Jest już tak późno…
-To Nina… - westchnął Fabian – ukarała nas… Mara cofnęła się… w pamięci, tak sądzę.
-Zrób z tym coś! – Jerome ścisnął ramię Fabian’a
-To niemożliwe… Jedyne co możesz z nią zrobić to… Zacząć od nowa.





Skończyłam! Łiii ja de czempionnn xd! Jak już wiecie umarłam. Przypierdoliłam sobie bananem w łeb i zginęłam. Teraz, jako duch, kontynuuje HoA Story i planuję nawiedzić Louisę w nocy xd Jezus Maria Panie Boże czemu to spotkało właśnie ich?! Jakim cudem producenci doszli do skomplikowania 3 sezonu:
-EJJ WALDZIO! Chodźmy spieprzyć serial!
-Hyhy dobra.
Tym oto magicznym sposobem powstało Willome... Po jaką cholerę nie wiem. Ale teraz te rude monstrum śni mi się po nocach i cały czas mam to zdjęcie przed oczami... I to wszystko przez Sweet'a i jego karę! Już ni ma 'To wina Tuska!'. Od dzisiaj jest 'TO WINA SWEET'A!' Doobra nie wspominam, idę dalej ryczeć. HoA Story dobiega końca... Alee - będzie HoA Story 2! xd Oczywiście jeśli chcecie, bo sama do siebie pisać nie będę xd Macie jakieś pomysły na rozwinięcie akcji? Bo u mnie pustkaaa... Przez tego rudego potwora ^ ^ Tak więc Ninka się wkurzyła i cofnęła Marusi pamięć. Chodziło mi to, żeby cofnąć się do tamtych sezonów... Atmosfera, relacje itp. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Jeśli chcecie mogę 'przedpremierowo' zrobić zakładkę postacie (4 sezon). Jeszcze trochę pociągnę mój 3 i zrobię czwarty. Chybaaa, że będę miała jakieś inne pomysły to go przedłużę.
Życzę miłego czytania ^ ^

Zrozpaczona Sapphire.

niedziela, 17 lutego 2013

Opowiadanie cz. 14


Od śmierci Niny minęły już 4 miesiące. Atmosfera wróciła do normy, lecz każde nawet najdrobniejsze wspomnienie potrafiło zadać ból. Fabian postanowił walczyć z cierpieniem, mimo braku jakiejkolwiek motywacji. Na szczęście wyszło mu to na dobre. Uśmiech coraz częściej gościł na jego twarzy, a samotność ustąpiła miejsce beztroskim rozmowom z przyjaciółmi. I tylko Patricia ciągle siedziała w zamknięciu. Na pytania odpowiadała monosylabami, a na prośbę Eddie’go fuknęła tylko: „Nie udawaj, że nie wiesz.” I nikt nawet nie pomyślał, że znała ona prawdę o morderstwie Niny…

Życie Jerome’a bardzo się skomplikowało. Przez poszukiwania Rufusa, w ogóle nie miał czasu dla Mary. Myślał, że kiedyś to nadrobi… Dobrze wiedział o jej rozczarowaniu, wobec niego, ale nie mógł inaczej postępować. Chciał znaleźć Wybraną i wreszcie mieć spokój. Wrócić do niej… Z zaułku wyszła Mara. Miała dziwnie smutny wyraz twarzy.
-Nie przyszedłeś wczoraj… - oznajmiła smutno – Czekałam na Ciebie.
-Wiem. – odpowiedział chłopak – Przepraszam.
-Po raz setny – oczy dziewczyny zalśniły łzami – Jest ktoś inny, tak?
-Nie! – gorączkowo zaprotestował Clarke – Nie. Miałem coś ważnego…
-Nie kłam. – poprosiła cicho – Myślałam, że się zmieniłeś. Ale najwidoczniej nie miałam racji. I jeśli tak to ma wyglądać to ja dziękuję! To koniec. Przykro mi… - oznajmiła chłodno i uciekła z płaczem
-Mara! – krzyknął chłopak za nią – Proszę! Co ja zrobiłem… - ukrył twarz w dłoniach
Pomyślał, że porozmawia z dziewczyną, kiedy ta się uspokoi. Ale tego co miało się wydarzyć nie przewidziałby nigdy…

-Jesteś słodki – uśmiechnęła się Joy do Benny’ego – Fabian mówię Ci jest nam razem wspaniale.
-Cieszę się – uśmiechnął się Rutter – Miło, że wreszcie znalazłaś sobie kogoś odpowiedniego.
-Taa miło – Stella ze złością ciachała pomidory
-Coś się stało? – Joy zatrzepotała rzęsami – Smutno Ci Stelciu?
-Nie! Skaczę z radości, nie widać?! – krzyknęła i wykonała gwałtowny zamach nożem – Auu!
-O rany. Wzywać ambulans? – roześmiała się Grace
-Boli Cię? Mój Benny zaniósłby mnie do szpitala na rękach.
W tej chwili Stella nie wytrzymała. Cisnęła w Benny’ego pomidorem. Ten zrobił unik i warzywo rozklaskało się na twarzy Joy.
-Aa… Niech ktoś coś zrobi! – zajęczała Joy – Papier, chusteczki, cokolwiek!
Grace wstała z krzesła i otworzyła szufladkę. Wyciągnęła z niej zwiniętą folię.
-Może coś inne…
-Dawaj to szybko! – Joy wyrwała jej z ręki przyrząd
-Ale to worek na śmieci…
-Fuuj!
-Jest jeszcze aluminium. Chcesz? – zasugerowała jej Grace złośliwie
Joy posłała jej wściekłe spojrzenie i wymaszerowała z kuchni. Stella z satysfakcją sięgnęła po następnego pomidora. I tym razem już trafiła.
-Co jak co, ale cela ma dobrego – odparł umorusany pomidorem Benny i wcinając banana, udał się do pokoju.

Zaczęło się ściemniać. Mara nadal nie wracała do domu. Nie odbierała telefonów, nie odpisywała na sms… Jerome zaczął się martwić. Miał wyrzuty sumienia. To była jego wina. Gdyby nie ten cały Rufus to…
-Cholera gdzie ona może być…
W tej samej chwili rozdzwonił się telefon. Rufus.
-Czego chesz?! – fuknął Jerome – Nie mam czasu.
-Dzwonie z dobrą nowiną – oznajmił Rufus szyderczo – Nie musisz już szukać Wybranej.
-Cudownie. To żegnam.
-Ale Marę owszem.
-Co? – zdziwił się Clarke – Gadaj co jej zrobiłeś!
-Na razie nic. Nie jesteś mi już potrzebny.
-Słuchaj, znajdę Ci tą Wybraną! Jeśli Marze spadnie choć jeden włos z głowy to…
-Już mówiłem. Nie musisz.
-To czemu porwałeś Marę?!
-Zgadnij.
Sygnał się urwał. Jerome trzasnął komórką o ścianę. Zacisnął ręce w pięści. Narzucił kurtkę i wybiegł z domu. Musiał ją znaleźć…

Stella siedziała w zaułku przy opuszczonym budynku. To tutaj była Mara… Wszystko widziała. Smutna Mara, czarne auto, człowiek z lodowatymi oczami… Jak na złość musiała zapomnieć telefonu. Cicho uchyliła potężne wrota. Usłyszała krzyk. Krzyk Mary… Dziewczyna siedziała związana na krześle. Z jej oczu strumieniami lały się łzy.
-O czym ty mówisz – łkała – Ja nie wiem nic o żadnej Wybranej, puść mnie!
-Chciałabyś. Mówi Ci coś nazwisko Frobisher – Smythe?
-Zbudowali Dom Anubisa – wyjąkała – O co chodzi…?
-Wybrana zawsze dziedziczy dar od kogoś z rodziny. Tylko w przypadku pani Martin było inaczej. Ale ona nie była prawdziwą Wybraną. Tylko Poprzedniczką. Przed obudzeniem Wybranej. Sarze niestety udało się zahamować twoje umiejętności – zazgrzytał zębami – Ale wiedziała, że prędzej czy później tą nastąpi. Możesz podziękować babci.
-Babci…?
-Oddała Twoją matkę… żebym jej nie skrzywdził. Udało się. Ale jej wnuczka przejęła dar… Tylko Sarze doskonale udało się to zamaskować. Nawet zrzuciła funkcję Wybranej na Ninę… ale po jej śmierci, stało się jasne kto jest tą prawdziwą…
-Ale…
-Twoja matka doskonale o tym wiedziała. Kontaktowała się z Sarą dopóki ta nie… ekhem zwariowała. W każdym razie: Wybrana się odnalazła i teraz będziesz siedzieć tutaj. Do końca.
Stella nadepnęła na spróchnianą deskę. Rufus gwałtownie odwrócił się w tył. Stella poderwała się do biegu. Była o wiele szybsza od Rufusa. Wiedziała też do kogo powinna iść…

Godzinę później Sibuna wiedziała już wszystko. Stella opowiedziała im o każdym szczególe, co do joty.
-Musimy tam iść – stwierdziła Grace z naciskiem – Teraz.
-Teraz? – jęknął Eddie
-A kiedy? Tatuś za miły nie jest i podejrzewam, że kiedy mnie zobaczy będzie chciał oderwać mi łeb, ale tylko tak możemy uratować Marę.
-Nie mamy wyjścia – przytaknęła Amber – Chodźmy.
Eddie próbował złapać Patricię za rękę. Dziewczyna wyrwała dłoń z uścisku i wykrzyczała mu prosto w twarz:
-Nie mogę już udawać! Wiesz jak to boli?! I błagam Cię, nie udawaj głupiego, doskonale wiesz o co chodzi. Widziałam was – jej oczy przepełniły się łzami – Przyznaj się! No już!
Amber chwyciła ją za ramię i wyprowadziła z pokoju. Eddie stał w osłupieniu. Kręcił głową. Nie chciał dopuścić czegoś do świadomości… Wyszedł z pokoju, nie mówiąc ani słowa.
-No to zostaliśmy tylko my – Alfie spojrzał na Grace i Fabian’a – Idziemy?
-Musimy – westchnął Fabian – Mara czeka.

Mara patrzyła w zaparowaną szybę. Tak bardzo chciała wrócić do domu. Ten Rufus… wszystko jej powiedział. Biedny Jerome… Próbował ją chronić. A ona powiedziała mu, prosto w twarz, że z nimi koniec. Tak bardzo chciała go przeprosić. Rzucić mu się na szyję i czuć się bezpiecznie… Teraz znajdowała się w jakiejś starej, opuszczonej fortecy. I pewnie zostanie tu już na zawsze… Podeszła do okna. Przejechała palcem po zaparowanej szybie, rysując małe serduszko. Nagle coś się poruszyło. Mara podniosła wzrok. Za oknem stał Jerome! Mara zaczęła walić pięściami w szybę, ale Clarke przyłożył palec do ust. Rufus nie mógł ich usłyszeć. Chłopak jakimś cudem wdrapał się na taras przy pokoju dziewczyny. Szyby były dźwiękoszczelne, więc niestety nie mogli siebie słyszeć. Clarke przyłożył swoje dłonie do jej. Mówił coś szeptem i chociaż dziewczyna go nie rozumiała, była pewna, że ją uratuję. Bezgłośnie wyszeptała „Kocham Cię…”. Nagle do pokoju wtargnął Rufus i szarpiąc ją za ramiona, wyprowadził z komnaty. Jego palce wrzynały jej się w skórę. Zeno uderzył dziewczynę i rzucając ostanie groźby, zamknął drzwi do lochu.

Jerome z całą siła walił w szybę. Serce biło mu jak szalone. Zrobił jej coś…
-Eee wlazłam tu! Teraz wy cykory!
-Alfie idź pierwszy!
-Nie, ty Fabian!
Clarke odwrócił się za siebie. Na drzewie siedziała Grace i wołała coś do chłopaków z dołu.
-Nie bądź baba, właź tu! Jerome? – spostrzegła chłopaka – Co ty tu… A wiem. Zapewne poznałeś już mojego tatusia – zeszła z gałęzi – Słyszałam. Jesteśmy tu w jednym celu, nieprawdaż? Znaczy przynajmniej ja, nie wiem jak te przygłupy z dołu.
-Grace to nie jest śmieszne! Musimy ją uwolnić.
-Ok, ok. Alfie! Rzuć kamieniem!
Lewis wykonał podaną czynność.
-Ale nie we mnie! Okej teraz trach i… kurde jakie te szyby są mocne – stwierdziła z aprobatą – Tatuś zainwestował w dobre okna. Ale alimentów to mu się płacić nie chciało!
-Grace! – krzyknął Fabian z dołu – Alfie utknął na drzewie!
-Chwila – Grace uniosła palec w górę i wdrapała się na konar
Zdziwiony Jerome spojrzał w dół. Alfie, bez buta, zwisał na gałęzi. Grace chwyciła go za rękę, przy czym chłopak stracił drugą część obuwia, która trafiła Fabian’a w głowę. Alfie w końcu wdrapał się na taras.
-Jestem na górze! Wlazłem! – Cieszył się Alfie – Teraz musimy tylko…
-Zejść ponownie na dół – Grace roześmiała się złośliwie – Mam pomysł.

Po półgodzinnym czekaniu na zejście Alfie’go, Grace objaśniła swój plan. Chłopacy schowali się w kącie domu, czekając na sygnał. Grace zapukała do drzwi. Kiedy Rufus je otworzył, uśmiechnęła się szeroko.
-Tatuuuś! – rzuciła mu się na szyję
-Dziecko co ty wyprawiasz?! Złaź!
-Aaaale się stęskniłam! – oznajmiła uradowana – Woow jaki cudny domek! Pokażesz mi? – w podskokach wleciała do środka
-Co ty robisz?! Wracaj tu! – Rufus pobiegł za nią
Chłopcy szybko weszli do domu. Rozeszli się do różnych pokoi, podczas gdy Grace latała po całym korytarzy, wskakując Rufusowi na barana.
-Taatkuuu! Bawimy się w niedźwiedzie?
Jerome wszedł na górę. Usłyszał krzyki Mary. Dochodziły one z pomieszczenia zamkniętego na kłódkę. Clarke szarpał za klamką, ale na próżno. Drzwi ani drgnęły. Tymczasem Fabian przeszukiwał dolne piętro. Wszedł do jakiegoś gabinetu z najróżniejszymi mapami, symbolami, obrazami… Na biurku leżał stary zeszyt. Fabian przekartkował go szybko, po czym wsunął do torby. Kiedy wychodził z pomieszczenia zderzył się z Alfie’m i z hukiem uderzył w drewnianą szafkę.
-Co to za dźwięk?! – Rufus nadstawił uszy – Kto tam jest?!
Grace nerwowo przystępowała z nogi na nogę. Chłopcy musieli bezpiecznie wyjść, zanim im też coś zrobi. Niewiele myśląc, wlazła na blat i rozpromieniona oznajmiła:
-Tatusiu zobacz! Pobawimy się w mam talent? BO JA MAM TAJEMNICĘ SWĄ! DOMEM MYM PODMORSKA TOŃ! SPÓJRZCIE W NIĄ, BO TWOJA MOC TO ME KRÓLESTWOOO!
-Co to ma być?! – zdenerwował się Rufus
-No co ty tata – H2O nie oglądasz?
-Dosyć tego! Wynoś się stąd! – Chwycił ją za ramię – Wychodzimy!
-…Nad jeziorko Mako?
-NIE! – wrzasną – DO DOMU, ALE JUŻ!
Wyrzucił ją za drzwi i krzyknął:
-Nie pokazuj mi się więcej na oczy!
-Też Cię kocham tato!
Zeno trzasnął drzwiami. Grace odetchnęła z ulgą. Poczłapała do chłopaków i padła na ziemię.
-Bycie córką jest rzeczą straszną.
-Mara tam była! – oznajmił Jerome – Tylko nie mamy klucza… Przeszukałem cały dom i niczego nie znalazłem.
-Może nosi je przy sobie? – zasugerował Fabian
-Niee. Przekopałam mu całe kieszenie, pod pretekstem szukania cukierków. Wiecie, że on ma zapałki z gołą babą na pudełku?
-Dobra, pomińmy ten fakt – wzdrygnął się Fabian – Ktoś ma jakiś pomysł?
-Ja! – Grace wstała z ziemi – Nina mówiła coś o jakimś kluczu, tak? Może chodziło jen o ten do lochów. Lub do pokoju pełnego pornograficznych pisemek…
-Ok, trzymajmy się pierwszej wersji – jęknął Fabian, na co Alfie stwierdził:
-Ale ta druga jest bardziej rzeczywista!

Amber siedziała nad zapłakaną Patricią.
-Cichutko, ciii. Patt co się stało?
Williamson podniosła głowę z poduszki. Tusz spływaj jej po policzkach. Nabrała powietrza w płuca i spojrzała w okno.
-Zdradził mnie. Z Niną…


A więc dzisiaj opowiadanie dla fanów H20 xd Romansik Niny i Eddie'go wyszedł na jaw, a Marusia jest Wybraną (brawa dla MClarke ^ ^). Chociaż prawdę mówiąc, wszystkiego można było domyślić się z opisu postaci xd Rufus niestety nie okazał Grace rodzicielskiej miłości. Akcja cały czas się rozkręca. Macie jakieś pomysły co do mordercy Niny? Chciałabym poznać wasze zdanie ^ ^

Do napisania ;*

środa, 13 lutego 2013

Opowiadanie cz. 13

14.40. Całe miasto tonęło w gęstej, szarej mgle. Z nieba padał rzęsisty deszcz. Oprócz kropel bębniących w parapety, słychać było tylko ciszę. Fabian siedział na kamiennej ławce przed cmentarzem. Miał sine dłonie. Z bladej twarzy spływały słone łzy. Grace trzymała go za drżące ramię. Opowiedziała mu już o Ninie… Zamordowana… Fabian nie spuszczał wzroku z samotnego drzewa.
-Pod tą sosną zawsze siadaliśmy… - powiedział cicho – To było rok temu. Nasze ostatnie wspólne wakacje…
Grace spojrzała na chłopaka ze smutkiem. Jego ból udzielił się także jej… Po tym co powiedziała jej Nina nie była w stanie powstrzymać łez.
-Niedługo piętnasta. Zaraz skończy się msza – powiedziała przez ściśnięte gardło – Nie idziesz?
Rutter pokręcił głową. Znów zamknął się w sobie. Niedługo cały orszak miał przejść na cmentarz. Dom Niny znajdował się niedaleko. Z zewnątrz był taki ciepły, miły… Teraz pewnie straci swoją moc… Babcia Niny zostanie sama. W kościele rozdzwoniły się dzwony. Ku cmentarza zmierzała niewielka grupka ludzi. Na początku szedł ksiądz wraz z zapłakaną panią Martin. Z tyłu szło czterech mężczyzn trzymających dębową trumnę... W środku była Nina. Twarz Fabian’a z powrotem zalała się łzami. Grace pomogła mu wstać i wspólnie ruszyli na cmentarz. Trumna została opuszczona do wykopanego dołu. Nad nim stała figura parcelowanego anioła. Ludzie zaczęli kłaść kwiaty oraz wiązanki: Ostatnie pożegnanie… Ksiądz stanął przy nagrobku, odchrząknął i zaczął mówić
-Zebraliśmy się tu by…
Kątem oka Grace dostrzegła, stojącą w oddali, postać w czarnym płaszczu. Nie mogła być sąsiadem ani osobą krewną… Nina miała tylko babcię. Postać dostrzegła spojrzenie Grace. Zaczęła uciekać. Grace poderwała się z miejsca i pobiegła za nią. Dotarli do opustoszałego lasu. Postać wbiegła do gęstej mgły i znikła jej z oczu. Dziewczyna powoli cofała się do tyłu, rozglądając się za czarnym płaszczem. Nagle poczuła ogromny ból. Widziała ciemny materiał, szare niebo, a potem tylko czarne tło. Upadła.

W Domu Anubisa panowała głucha cisza. Nawet Victor powstrzymał się od docinków. Amber płakała w poduszkę, opierając się o ramię równie zmartwionego Lewisa. Mara złapała Jerome’a za rękę i wyprowadziła z salonu. Przywarła do jego klatki piersiowej.
-Nie chcę Cie stracić – powiedziała krztusząc się płaczem – Proszę, obiecaj, że nigdy mnie nie zostawisz!
Clarke chwycił ją za zimną dłoń i przysunął do ust
-Obiecuję – wyszeptał – Nie pozwolę zostać Ci samej. Zrobię wszystko żebyś była bezpieczna. Zobaczysz…

-Grace, Grace! – Fabian potrząsnął dziewczyną za ramiona – Boże, nic Ci nie jest?!
Blondynka słabo otworzyła oczy. Złapała się za głowę. Czuła silny ból… Nad nią stał przerażony Fabian.
-Matko ty żyjesz! Możesz wstać?!
-Chyba tak – wymamrotała słabo – Ale strasznie boli mnie głowa.
Fabian podał jej rękę i pomógł stanąć na nogi. Na ziemi leżał spory kawałek drewna.
-Tam ktoś był… - powiedziała drżącym głosem – Zaczął uciekać… A potem walnął mnie tym. – wskazała na drewno
-Może się przestraszył?
-Niewinny nigdy nie ucieka…

Około dziewiętnastej Grace i Fabian wrócili do Domu Anubisa. Amber rzuciła im się na szyję. Patricia kurczowo trzymała się ramienia Eddie’go. Fabian odwiesił kurtkę i wraz z resztą, przeszedł do swojego pokoju. Pięć minut zleciało na całkowitej ciszy i wymienianiu nerwowych spojrzeń.
-Już jej nie ma… - powiedział cicho Fabian
-Gdyby nie ten wypadek to… była by tutaj z nami… - wyszeptała Amber płaczliwie
-To nie był wypadek – Fabian pokręcił głową – Nie…
-Ale jak? Chorowała? – dopytywał się delikatnie Eddie
-Nie – odpowiedział Fabian bezgłośnie – Ona… ona…
-Nina została zamordowana – Grace schowała twarz w dłoniach
Patricia pobladła i wyszła z pokoju. Amber wybuchnęła płaczem. Eddie odwrócił się do ściany. Grace otarła łzy spływające po zmęczonej buzi. Chciała być oparciem dla innych, ale nawet sobie, nie umiała tego logicznie wytłumaczyć. Zastanowiło ją natomiast gwałtowne wyjście Patricii. Zupełnie jakby coś ukrywała…

Joy wyszła z łazienki. Od rana czatowała na Benny’ego z pewną propozycją. W końcu chłopak wszedł na górę i skierował się do pokoju Stelli. Joy wyszła z kąta. Złapała go za rękaw i pociągnęła na bok.
-Co chcesz zrobić? – Benny szeroko otworzył oczy – Wiem, że jestem rozchwytywany, ale…
-Nie! Nie o to chodzi. Znaczy, po części… - zawiesiła głos
-A więc co?
-Słuchaj: Fabian jak na złość nie zwraca na mnie uwagi. A robiłam dosłownie wszystko. Wszystko! Więc pomyślałam, że jak sobie kogoś znajdę to… - uśmiechnęła się porozumiewawczo – Będzie zazdrosny i w końcu mnie zauważy. Zrobisz to dla mnie?
-Joy on stracił dziewczynę. Nie oczekuj, że od razu się na Ciebie rzuci. Sytuacja jest fatalna. Poza tym: nie widzisz, że on się męczy? Nic do Ciebie nie czuję. A ty go nałogowo prześladujesz – roześmiał się chłopak
-Zamknij się! – syknęła Joy – Ty też będziesz miał z tego korzyści.
-Spadek reputacji? Joy, nie jesteś zbyt…
-Cicho! Mam na myśli Stellę.
-Tego zrytego emosa? Zwolnij trochę.
-Lubisz ją.
-Lubię naleśniki. I tylko je jestem w stanie obaczyć głębokim i namiętnym uczuciem – odpowiedział z uśmiechem – Sorry, ale nie.
W tej samej chwili z pokoju wyszła Stella. Przechodząc obok chłopaka, rzuciła złośliwie:
-Dureń.
-Idiotka.
-Debil.
-Emos.
Po zwięzłej wymianie zdań, krótko skomentowała spotkanie jego z Joy, po czym zeszła na dół, wywołując furię Victora (NIE ŁUPOL TAK TYMI BUCIORAMI!). Joy zmarszczyła brwi.
-No i?
-…Ok. Ale nie robię nic przeciw Fabian’owi. Zobaczysz, że kiedyś sama na tym ucierpisz. Los jest podły, ale sprawiedliwy – uśmiechnął się zwycięsko i zostawił osłupiałą Joy, na środku korytarza.

Fabian wyprosił wszystkich z pokoju. Chciał być sam… Znowu. Wtedy było źle, teraz będzie jeszcze gorzej… Przynajmniej żył ze świadomością, że Nina gdzieś tam jest i czeka na niego… Ktoś zapukał do drzwi.
-Byle nie Joy, proszę… - zacisnął załzawione powieki – Proszę.
Do pokoju weszła Stella. Delikatnie zamknęła drzwi i spojrzała na chłopaka ze smutkiem.
-Nie będę pytać jak się czujesz, bo to bezsensu – usiadła koło niego – Chcę Ci tylko powiedzieć, że wiem jak się czujesz… Niedawno zmarła moja mama i… Przecież rozumiesz. Czas uleczy wszystkie rany, ale nie szczędzi nam blizn. Wiem, że Nina była dla Ciebie ważna. I minie dużo czasu zanim się z tym oswoisz. Ale nie pogodzisz… Wiedz, że zawsze możesz na mnie liczyć. A Nina wciąż żyję. I jestem pewna, że gdzieś tam na Ciebie czeka. Kiedyś odnajdziecie siebie – uśmiechnęła się lekko – Pamiętaj jednak, że życie toczy się dalej. I cokolwiek byś zrobił by temu zapobiec, los podejmie wyzwanie za Ciebie. Dlatego nie możesz bać się cieszyć, śmiać… Nina na pewno nie chciałaby żebyś spędził tak resztę życia. Nie musisz robić tego od razu. Nikt Cię do tego nie zmusi. To będzie trudne, wiem. Ból, smutek i cierpienie przychodzą łatwo, ale o zadowolenie i radość trzeba walczyć. Jeśli będziesz chciał pogadać, zawsze możesz do mnie przyjść. – powiedziała spokojnie i wyszła z pokoju
Fabian podniósł wzrok. Nie. Nie pogodzi się. Ale miała rację. Może kiedyś wyjdzie z sfery smutku i cierpienia… Wiedział, że ma przy sobie ludzi, którzy nie dadzą mu zbłądzić…

Patricia siedziała na łóżku zapłakana. Nie myślała, że dojdzie do tego momentu… Ale trzeba wyznać prawdę. Choćby była najstraszniejsza… Niedługo sami znajdą wszystkie dowody. I dowiedzą się, że to ona, a nie Eddie, ostatni raz widziała się z Niną… Nie wierzyła, że to mogło się stać, lecz wszystko na to wskazywało… Kiedyś im to wszystko wyzna… Kiedyś. Ale nie teraz…



Uff skończyłam xd Siedziałam nad tym cztery godziny. O 2 w nocy skończyłam i poszłam spać xd O dziwo mamy to nie zdziwiło. Sama poprawia próbne matury do 3 więc... ^ ^ Przepisywałam wszystko z zeszytu, to też rękę mi odpada. Jutro walentynki, to może napiszę coś... Full romantic ^ ^ Mam nadzieję, że opowiadanie wam się podoba. Jak pewnie niektórzy wiedzą postać Benny'ego zgapiłam z serialu "Moja niania jest wampirem". Ogółem postacie są wzorowana na rzeczywistych. Na przykład Stella to lustrzane odbicie Jade z "Victorii znaczy zwycięstwo. W roli Grace natomiast widzę Torri Webster z serialu "Tess kontra chłopaki". Znalazłam wam filmiki, dzięki którym utożsamicie się z moimi postaciami na podstawie tych rzeczywistych:

Benny:

Stella:

Grace:

To na końcu to zwiastun serialu "Tess kontra chłopaki". Teraz powinniście mieć jakieś konkretne wyobrażenia na temat postaci :) To ja się z wami teraz żegnam i zapraszam do zadawania pytań <3

Do napisania :D

poniedziałek, 11 lutego 2013

Opowiadanie cz. 12


Grace zostawiła oszołomioną Sibunę samą. Wiedziała już wszystko o Rufusie Zeno. Zbyt wiele. Była dzieckiem najpodlejszego człowieka jaki chodzi po tej planecie. Żadne słowa nie mogły wyrazić tego jak się czuła. W głębi duszy miała nadzieję, że mama kłamała. Że tata okaże się dobrym i kochającym człowiekiem. Przeliczyła się. Jak zwykle. Otworzyła drzwi do swojego pokoju. Na łóżku siedziała zdenerwowana Stella. Na jej widok gwałtownie poderwała się z miejsca.
-Grace! Pomóż mi, please! – złożyła błagalnie ręce – Wpadłam. Okazało, się że koleś wcale nie jest taki głupi.
-Obiecałaś mu. – odparła Grace znużona
-Myślałam, że zapomni – jęknęła brunetka
-Stella on Cię lubi! – buzia Grace odrobinę się rozjaśniła – Nie uciekaj tak przed nim.
-Ja wcale nie uciekam! Czemu miałabym to robić?
-Bo boisz się obdarzyć kogokolwiek uczuciem.
-Ale, że Benny’ego?!
-A kogo, Victora?
-Śmieszne. Sorry, ale nie będziemy o tym gadać.
Spojrzała na zegarek i oznajmiła szybko:
-Wychodzę.
-Z Benny’m? – Grace uśmiechnęła się ironicznie
-… Może.
-To życzę miłej randki.
-To nie jest randka! – jęknęła Stella – Ja mu tylko oddaję przysługę…
-Mhm jasne. To maszeruj!
-Ale…
-Do widzenia Stella, WONT! – wypchnęła współlokatorkę za drzwi
Grace spojrzała w lustro. Jej twarz z powrotem nabrała koloru. Oczy znów zalśniły głębokim błękitem. Strach znikł. Lękiem ojca nie pokona. Stawi mu czoła. Innej opcji nie ma. Inaczej wszyscy będą martwi…

Jerome wyszedł z Domu Anubisa. Musiał się przewietrzyć. Amber uznała, że musi urozmaić pokój Alfie’go i teraz całe wnętrze rozpachnione było perfumami.
-Proszę, proszę! Kogo my tu mamy?
Jerome odwrócił się gwałtownie. Zamarł.
-Co, starego znajomego nie poznajesz?
Przed nim stał Rufus Zeno… Niemożliwe.
-Co… Przecież ty…
-Umarłem? No to źle myślałeś! – Rufus roześmiał się szyderczo – Mam dla Ciebie propozycję
-Taką jak tą sprzed 2 lat? Nie dzięki.
Rufus groźnie zmarszczył brwi.
-Zrobisz to czy tego chcesz, czy nie. Mam dla Ciebie ważne zadanie: znajdź Wybraną, bo moja córka jakoś się do tego nie pali.
-Jaka córka?!
-Grace. Durna gówniara – Rufus zazgrzytał zębami – Pilnuj ją tam. Słuchaj, sprawa jest taka: Martin nie była jedyną Wybraną… Prawdziwa gdzieś tu jest… W każdym razie: Masz ją znaleźć i przyprowadzić do mnie.
-Po moim trupie – rzekł zimno Clarke – Tacy jak ty powinni smażyć się w piekle. Sam sobie szukaj tej cholernej Wybranej.
-Szkoda. W takim razie, może złoże wizytę Marze…
-Nie, nie Mara! – przestraszył się Clarke – Tylko ją tknij, a pożałujesz!
-No więc? Jak będzie Jerome? – odparł Rufus z widocznym triumfem na twarzy
-… Dobra. Ale nie waż zbliżać się do Mary!   
-Zobaczymy – odpowiedział Zeno zwycięsko – Spisz się chłopcze. Inaczej powiesz swojej kochanej Maruni pa, pa!
Rufus oddalił się w głąb lasu. Chłopak został sam. Zacisnął pięści. Nie chciał tego robić, ale nie miał innego wyjścia. Dobrze wiedział, że Rufus jest w stanie skrzywdzić Marę I jeszcze Grace… W życiu by nie pomyślał, że ta energiczna i wesoła dziewczyna może być córką takiego drania… Poza tym ostatnio dość często widział ją w towarzystwie Sibuny. Pewnie już wiedzieli o Rufusie… Jerome wszedł do domu. Victor szykował się do odprawienia rytuału z szpilką. Mara czekała pod drzwiami. Na jego widok uśmiechnęła się ciepło.
-Wreszcie jesteś! Czekałam na Ciebie!
Chłopak mocno przytulił dziewczynę. Pocałował ją w czoło i powiedział:
-Nikomu nie pozwolę Cię skrzywdzić…

O drugiej w nocy Grace usłyszała skrzypienie drzwi. Zapaliła lampkę nocną i wysunęła się spod kołdry. Na progu stała Stella, która z głośnym hukiem rzuciła się na łóżko.
-Później się nie dało?
-Od kiedy Victor tak wcześnie zamyka dom? – jęknęła Stella – Musiałam wleźć oknem i zrzuciłam przy okazji parę doniczek. Biedna Trudy i jej nieszczęsne pelargonie z targu…
-A Benny?
-Nie wiem, siedzi na dworze.
-Eee?
-Żartuję jest w pokoju. Ale nigdy więcej z nim nie wychodzę!
-Było aż tak źle? – zatroskała się Grace
-No właśnie nie. Przeciwnie.
-To chyba powinnaś się cieszyć!
-Czemu?! Będzie tak samo jak z Eddie’m – wymamrotała w poduszkę – Happy, happy a potem do widzenia! Taa…
-Aleś ty optymistyczna! – roześmiała się Grace – Co robiliście?
-On się wydurniał, ja nie patrzyłam, on coś mówił, ja kazałam mu się odwalić…
-I to było fajne?
-No. Nie uciekł.

Nazajutrz Alfie uparł się, że pomoże zrobić Trudy śniadanie. Eddie dokarmiał Patricię batonami, a Joy robiła maślane oczy do Fabian’a.
-Dzisiaj mamy się uczyć. Pamiętasz Fabes?
-Taaak jasne… - odparł Fabian nerwowo
-POCZTA! – krzyknął Victor z korytarza – RUTTER! Do ciebie!
Fabian wziął list od Victora.
-To od babci Niny!
-Co ty! – Amber wstała z krzesła i podeszła do kolegi – Czytaj!
Drogi Fabian’ie! Przepraszam, ale dopiero teraz jestem w stanie do Ciebie napisać. Ostatnie wydarzenia… Nie powiedziałam Ci o pogrzebie. Jest w piątek o 15.00. Chciałabym żebyś przyjechał się pożegnać… Proszę. Ona by tego chciała…
-Piątek jest jutro! – zauważyła Patricia – Ale… kogo pogrzeb?
Fabian zbladł. Kartka wysunęła mu się z ręki. Papier wylądował na podłodze. Zaczął płakać. Nagle w pokoju zapanowała kompletna cisza. Grace zakręciło się w głowie. W jednej chwili znów znalazła się w tej mgle… Jej oczom okazała się Nina…
-Nie martw się, ja wciąż tu jestem – uśmiechnęła się smutno – Tylko inaczej.
-… Czemu?!
-Ty się musisz o tym dowiedzieć – odpowiedziała Nina poważnie – Zabił mnie.
-…
-Chodzi sobie spokojnie po świecie i nikt nie ma pojęcia, że to on… Grace musisz znaleźć Wybraną, przed Rufusem! Jest w ogromnym niebezpieczeństwie! On chce srebrne łzy…
-Słyszałam o nich. Do czego służą?
-Widzisz… Po Rufusie została tylko dusza, która odnalazła ciało… Nie żyję całkowicie. Dopóki Wybrana jest bezpieczna, wam nic nie grozi. Ale on czeka… Sam nie da rady. Już znalazł sobie pomocnika… - tu na chwilę umilkła –Ale spokojnie, nie bój się. Twój pokój mieści się na strychu. Jak już wiesz znajduję się tam Kielich Ankh… Rufus chce go użyć do pewnej ceremonii… Potrzebna mu jest jednak Wybrana… Bez niej będzie bezsilny. Chcę srebrne łzy… Złote łzy mogły uchronić osobę, która jest na skraju życia, natomiast srebrne… tą która już nie żyję…
-Czyli… Mogły by pomóc także Tobie?
-To nie jest takie proste – westchnęła Nina – Najważniejsze jest powstrzymanie Rufusa. Jedź jutro z Fabian’em. Jesteś potrzebna…
-Nie mogę uwierzyć, że mój ojciec jest mordercą – wyszeptała Grace przez łzy
-Ciii – Nina przyłożyła palec do ust, po czym szepnęła jej na ucho – To nie on…
Rozpłynęła się w powietrzu… Grace otworzyła oczy. Trudy pocieszała załamanych nastolatków. Grace otarła łzy z oczu. Nina może przeżyć. Jeśli tylko nie znajdą Wybranej za późno…


Dobraaa to już koniec. Niektóre sytuacje z ankiety musiały nastąpić wcześniej. Mam nową wizję ^ ^


Córcia i tatuś xd Podobni ^ ^? Ok zostawmy patologiczną rodzinkę Grace i Rufusa. Przepraszam was za Ninę, ale to jeszcze nie koniec! W pewnym sensie jej 'postać' będzie ukazywać się dosyć często... A co do ankiety: większość z was chce poznać sekret Patricii... Ok, do tego też dojdziemy ^ ^ Odwiedziny Mick'a też planuję, chociaż Bóg wie co on będzie tam robił xd Dziękuję wam za komentarze <3 Mobilizują mnie do dalszego pisania i dzięki nim wierzę, że opowiadania nie są takie tragiczne. Jesteście dla mnie strasznie ważni, bardzo się cieszę, że was mam <3 Do napisania :)