czwartek, 7 lutego 2013

Opowiadanie cz. 10


Amber była bardzo zmartwiona. Zastanawiała się nad treścią, wskazówki od Niny. Najbardziej martwiło ją zdanie o zdrajcy… Ktoś z tego domu kiedyś ich zostawi… Okłamie. Oszuka. To wszystko było dla niej przerażająco wizją, gdyż lubiła każdego mieszkańca Domu Anubisa i nie chciała stracić żadnego z nich. Grace o ponad 10 minut siedziała nieruchomo, wpatrując się w kubek z herbatą. Ją również poruszyła treść przepowiedni. Najbardziej bała się tego, że to ją będą podejrzewać o zdradę… W końcu była nowa i nie wszyscy mieli okazję dobrze ją poznać… Na dodatek tajemniczych sms’ów ciągle przybywało. Eddie właśnie został zaatakowany bananem, przez również zdenerwowaną Patricię. I tylko Trudy trzymała poziom, opowiadając o swoich starych wybrykach z dzieciństwa…

Zasmucona Mara zeszła po schodach. Wczorajsze przeprosiny jej nie wyszły… Zamiast okazać skruchę, rozkrzyczała się na nowo… Biedny Jerome. Jaffray natknęła się na Stellę. Dziewczyna odsunęła się od drzwi wejściowych i podeszła do Mary
-Czemu nie było Cię na śniadaniu?
-Bo…
-Jerome?
-Tak jakby. – wymamrotała Mara – Nie chciałam zrobić mu przykrości, tylko…
-Jasne. Nie przejmuj się. Ja to załatwię.
-Ty?
-Zdziwiona? – roześmiała się Stella – Zobaczysz. Daj mi godzinę!
-Ok. – przytaknęła Mara rozbawiona – Czas: start!

-… no i myślałem, że wszystko już będzie dobrze – Fabian zakończył swoją historię
Razem z Grace, w ślimaczym tempie zmierzali do szkoły. Dziewczyna cierpliwa słuchała Rutter’a, chociaż miała wrażenie, że ma do niej żal, za zajęcie miejsca Niny…
-Coś się stało?
-Nie nic. Tylko… a nieważne.
-Właśnie, zapomniałbym. Denby wyjechała.
-Że jak?
-Jasper mi powiedział. Zrezygnowała z pracy tak nagle… Sam Sweet był zaskoczony. Nie martw się, już nie będzie zadręczać.
-To czemu mam przeczucie, że ona tu jeszcze wróci…

Mara wkładała książki do szafki. Ostatnia lekcja przebiegła dosyć nieswojo. Wszyscy mieli polew z niej i Jerome’a. Kiedy on się jej przyglądał, udawała, że nie patrzy. Gdy kierowała spojrzenie na niego, jak oparzony, odwracał wzrok. Wyglądała to tak komicznie, że cała sala zanosiła się śmiechem. Z pokoju wypoczynkowego wyszła rozbawiona Stella.
-Ale wy jesteście uparci! Zamiast obarczać siebie winą, poszlibyście na kompromis.
-Ale, że on mnie? Obarcza? Ooo, nie ma mowy! Clarke! CHO NO TU!
Clarke potulnie wyszedł z pokoju i stanął przed wkurzoną Marą.
-Że niby moja wina?! Nie ma tak dobrze!
-Twoja?! Podobno moja, już wiem co mówiłaś!
-Ja? To raczej Ty jesteś przeciwko mnie!
-W życiu bym tego nie zrobił!
-Nie? Stella mówiła, że to ty!
-Ee? Mnie mówiła, że t… Stella!
Stella uśmiechnięta, podpierała się o ścianę.
-Czemu chcesz nas skłócić? Tak się nie robi! – krzyknęła Mara – Nie ingeruj w nasze sprawy. Żegnam!
Jerome wziął dziewczynę za rękę i poszli do pokoju wypoczynkowego. Stella ze śmiechem kręciła głową
-Jestem genialna!

Grace znów dostała tajemniczy sms. Pod pretekstem bólu brzucha, wymknęła się do łazienki.
„Musimy się spotkać… Teraz.”
Dziwne było to, że tajemniczy nadawca, ani razu nie zadzwonił. Na początku była przekonana, że ktoś robi sobie głupie żarty. Ale niepokojących wiadomości, z dnia na dzień, było coraz więcej…
„Mam coś dla Ciebie.”
Kolejny. Rozbolała ją głowa. Nie miała już siły.
„Znajdziemy ją razem. Wybraną…”
To był już szok. Grace osunęła się w dół. Schowała głowę między kolana. Ten ktoś wiedział o Wybranej i całej tej… Nie mogła powiedzieć o tym Sibunie. Posądzili by ją o wydanie tajemnicy. Wiedziała tylko jedno. Musi znaleźć wybraną, zanim ten człowiek dopadnie je obydwie…

Alfie biegał z Eddie’m po salonie, obrzucając się frytkami. Grace wciąż patrzyła na telefon. Patricia spojrzała na nią podejrzliwie i zaprowadziła Fabian’a na korytarz.
-Grace.
-Co Grace?
-Nie widzisz? Ona zaraz wejdzie do tego cholernego telefonu! Myślę, że ona coś ukrywa.
-Myślisz? Niee, ona jest w porządku. Naprawdę martwi się o Ninę.
-Akurat! – prychnęła Williamson – Nawet jej nie znała! Poza tym coś dużo czasu spędzacie w swoim towarzystwie.
-Tak? Być może. A wiesz dlaczego: bo ona jedyna jest w stanie mnie wysłuchać i nie mówi tego waszego, kretyńskiego ‘będzie dobrze’!
-Fabian…
-Nie! Cały czas macie mnie gdzieś, a teraz nagle interwencja!
-Wiesz przecież, że to nieprawda! Jesteśmy zespołem! A ty ufasz komuś kogo… wcale nie znamy. Zmyśliła sobie, że widziała Ninę i…
-Nie. Tego akurat jestem na sto procent pewien. Ja też ją widziałem…
-Co?! I nic nam nie mówiłeś?!
-Bo mi wierzysz, prawda?
-Fabian proszę…
-To życzę miłej zabawy. Do widzenia.
Trzasnął drzwiami… Patricia westchnęła ciężko. Bała się o chłopaka. Odkąd Nina zniknęła, nie był sobą… całymi dniami tylko zatracał się w różnych, najstraszniejszych domysłach do jej losu… Eddie złapał dziewczynę od tyłu i lekko pocałował ją w policzek. Patricia nie miała ochoty z nikim rozmawiać, ale odwróciła się do chłopaka.
-Oddala się od nas… Trzeba coś zrobić.
-Nie zadręczaj się tym – odpowiedział Eddie spokojnie – Czas leczy rany…
-… ale nie szczędzi nam blizn – dokończyła Stella, która z zainteresowaniem przyglądała się rozmowie
-Co ty tu robisz? – spytała Patricia ze złością
-Nic. Fabian potrzebuję tylko waszego wsparcia, którego jak widać – nie otrzymał. Kto ma mu pomóc, jak nie wy? Victor? No chyba nie.
Dziewczyna uśmiechnęła się smutno i poszła do swojego pokoju. Patricia spojrzała na Eddie’go poważnie.
-To nasza wina. Ona ma rację. Jesteśmy beznadziejnymi przyjaciółmi.
-Hej, od kiedy jesteś Patricia współczująca Williamson?
-Od kiedy życie nam się rozsypuję…
-Tak źle nie jest… Czemu nie lubisz Grace? Jest spoko.
-Nie, po prostu… Czuję, że ona nie jest do końca tym za kogo się podaję…
-Oj przestań! – Sweet machnął ręką – Podobno kiedy Nina przyjechała tak samo się zachowywałaś, czyż nie?
-To było dawno.
-To dokładnie to samo.
-Może… nie gadajmy już o tym. Chodź do Fabian’a. Ktoś go w końcu musi podnieść na duchu.
-Zgadza się.
-I będziesz to ty! – Patricia z triumfalnym uśmiechem wskazała na chłopaka i zadowolona wróciła do kuchni

-Jerome już wiemy. Wina moja. Niepotrzebnie tak się wściekłam – wymamrotała Mara w ramię chłopaka – Ale… byłam zazdrosna.
-O Stellę? Mów dalej. – roześmiał się Clarke
-Bo… zawsze ze mną o wszystkim rozmawiałeś i…
-I nadal rozmawiam – odpowiedział Clarke spokojnie – Powaga, nawet ja nie byłem taki porywczy kiedy ty i Mick…
Mara spuściła głowę. Ze smutkiem spojrzała w szybę. Jakby zobaczyła na niej wszystkie wspomnienia, które zadawały tyle bólu…
-Gdybym wiedziała… Przepraszam. Nawet nie miałam z nim o czym rozmawiać. Nie będę do tego wracać. Sorry…
Clarke mocniej przytulił dziewczynę
-Mara to przeszłość. Teraz jesteśmy my i naszym jedynek celem jest bronić się przed wyjazdem do Australii. Nie rzucim ziemi! – roześmiał się Jerome – A ty pszczółko się już nie zadręczaj. Od tego się łysieję.
‘Pszczółka’ cisnęła w chłopaka poduszką. Ten zrobił sprawny unik i przysunął dziewczynę do siebie. Pocałował ją lekko i stwierdził z uśmiechem
-Kocham cię mała złośnico…

-Panno Foster! – dało się słyszeć donośny głos Victor’a – Proszę natychmiast do mnie!
Grace ze spokojem poczłapała w kierunku złośliwego dozorcy
-Co zrobiłam?
-Nic. Przyszło coś do ciebie – Victor wyciągnął z kieszeni płaszcza małą paczuszkę – Masz. Mam nadzieję, że nie ma tam nic niedozwolonego.
-Owszem. Kanarek mi zdechł, a mama przysłała jego zwłoki.
-Słucham?
-A sorry… W sumie mógł to pan wziąć na poważnie… Ale nie, ja nie wypycham zwierzątek – uśmiechnęła się kwaśno i zostawiła osłupiałego Victora na środku korytarza.
Fabian znów przeglądał albumy. Wyprosił Eddie’go z pokoju. Chciał zostać sam. Znowu. Pewnie niedługo tu zgniję, ale nic nie mógł poradzić na to, że trudno było mu przyjąć okazaną pomoc. Przyjaciół miał na wyciągnięcia ręki, jednak teraz coraz trudniej było mu się z kimkolwiek porozumieć. Rozległo się pukanie do drzwi.
-Otwarte!
W progu stanęła Joy. Uśmiechnięta podeszła do zdziwionego chłopaka.
-Joy?
-Przyszłam Ci potowarzyszyć – uśmiechnęła się słodko – Nie czujesz się samotny? Poza tym: mieliśmy się razem pouczyć.
-O tak, racja, zupełnie zapomniałem – Fabian złapał się za głowę – Przepraszam Joy, nie możemy tego przesunąć? Chyba nie za dobrze się czuję.
-Nina – zgadła Joy – Fabian proszę! Nie chcę Ci nic mówić, ale powinieneś z tym skończyć. To jak? Czego się uczymy? – Joy przysunęła się bliżej
-Yyy hista? – odsunął się pośpiesznie – Osta.. tnii temat był…
-Jaki? Mam pustkę w głowie – Joy ponownie zbliżyła się do chłopaka
-Egipskie hieroglify… - Fabian z powrotem się oddalił – To kto zaczyna?\
-Mogę ja – uśmiechnięta Joy była już tuż, tuż.
Fabian wykonał gwałtowny ruch i spadł na podłogę. W tej samej chwili do pokoju weszła wyraźnie przejęta Grace
-Fabian musisz to… O przepraszam.
-Możesz wyjść? Uczymy się.
-NIEE! – Fabian poderwał się z podłogi i na kolanach podszedł do Joy
-Potem! Obiecuję, przysięgam, tylko idź!
Joy otworzyła lekko usta, posłała wściekłe spojrzenie Grace i ze złością wymaszerowała z pokoju
Fabian na kolanach przypełzał do Grace
-CUD! OBJAWIENIE! BOŻE DZIĘKUJĘ! – krzyknął do rozbawionej dziewczyny – Już nie mogłem! Ona…
-Wiem, wiem – roześmiała się dziewczyna – Możesz wstać. Ale wiesz: to grzech psuć kobiecie marzenia o ślubie i dzieciach…
Fabian zbladł. Grace nie wytrzymała i wybuchła śmiechem.
-Ej, niczego nie możemy przewidzieć! Kto wie? Możesz ożenić się nawet z Trudy.
-To chyba już wolą ją, niż Joy. Myślałem, że to ustaliliśmy.
-Spróbuj ustalić coś z zakochaną dziewczyną.
-Rany… Chciałaś coś?
-Tak. Bo widzisz…- Grace pokazała mu rozwinięty pakunek – Patrz co dzisiaj do mnie przyszło
Fabian wyciągnął z torebki ciężką bransoletkę. Były na niej egipskie symbole, zdobione małymi diamentami. Na samym środku wyryte były dwie, duże litery.
-RF. Co to może znaczyć?
-Inicjały… Chyba Robert Frobisher…
W tym samym momencie rozległ się dźwięk telefonu. Grace wyciągnęła komórkę z kieszeni i spojrzała na wyświetlacz
„Niespodzianka…”


Mam nadzieję, że dzisiejsze opowiadanie się podobało ;) Następna część będzie juto, już zabrałam się za pisanie ^ ^ Chciałabym żebyście podawali mi też swoje pomysły co do opowiadań. Ja ciągle zmieniam fabułę, nałogowo wymyślam coś nowego xd I przesyłam pozdrowionka dla mojej kochanej idolki MClarke - fasolki, mikrofalówka i klopsiki (wtajemniczeni wiedzą o co chodzi xd) ^ ^

Do napisania


6 komentarzy:

  1. Genialne.;*
    Szkoda mi bardzo Fabiana;/ Biedak..;)
    Ale fajnie ze dodasz jutro.;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Bradzo fajny rozdział :D Najbardziej podobała mi się wzmianka o kanarku ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Yay! Jara się pogodziła
    Hahaha! Do mikrofalówki z nią!
    Świetne, zresztą jak zwykle <3

    Ohohoho, wspomniała o mnie! Wspomniała o mnie! ♥

    Fasolki. Fasolki wszędzie.

    Aż boję się jutra. Na wiki HOA w opisie nowego odcinka jest napisane: Jerome próbuje odzyskać Marę; Jerome ustawia wzrok na Willow (???)

    Nie za bardzo to wszystko ogarniam, a szczególnie że tłumaczę Google Translate xD

    No, w każdym razie.
    Fajne było, czekam na następny!
    ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie z tym wzrokiem i chyba też zabytkami coś było... Ja tam nie wierzę żeby Jerome zakochał się w Willow. Podejrzewam, że raczej wszystkie działania będą z jej inicjatywy. Więc... mikrofalówka nagrzana xd

      Usuń
    2. Willow ma trzymać się zdala od Jerome'a i vice-versa.

      Niech klopsiki będą z Tobą.

      Usuń
  4. Super! Czekam na kolejny :)) Kurde, to takie fajne, że się oderwać nie mogę :)) I pytanie: dlaczego tak świetnie piszesz ? Ja tak nie potrafię.


    OdpowiedzUsuń