niedziela, 17 lutego 2013

Opowiadanie cz. 14


Od śmierci Niny minęły już 4 miesiące. Atmosfera wróciła do normy, lecz każde nawet najdrobniejsze wspomnienie potrafiło zadać ból. Fabian postanowił walczyć z cierpieniem, mimo braku jakiejkolwiek motywacji. Na szczęście wyszło mu to na dobre. Uśmiech coraz częściej gościł na jego twarzy, a samotność ustąpiła miejsce beztroskim rozmowom z przyjaciółmi. I tylko Patricia ciągle siedziała w zamknięciu. Na pytania odpowiadała monosylabami, a na prośbę Eddie’go fuknęła tylko: „Nie udawaj, że nie wiesz.” I nikt nawet nie pomyślał, że znała ona prawdę o morderstwie Niny…

Życie Jerome’a bardzo się skomplikowało. Przez poszukiwania Rufusa, w ogóle nie miał czasu dla Mary. Myślał, że kiedyś to nadrobi… Dobrze wiedział o jej rozczarowaniu, wobec niego, ale nie mógł inaczej postępować. Chciał znaleźć Wybraną i wreszcie mieć spokój. Wrócić do niej… Z zaułku wyszła Mara. Miała dziwnie smutny wyraz twarzy.
-Nie przyszedłeś wczoraj… - oznajmiła smutno – Czekałam na Ciebie.
-Wiem. – odpowiedział chłopak – Przepraszam.
-Po raz setny – oczy dziewczyny zalśniły łzami – Jest ktoś inny, tak?
-Nie! – gorączkowo zaprotestował Clarke – Nie. Miałem coś ważnego…
-Nie kłam. – poprosiła cicho – Myślałam, że się zmieniłeś. Ale najwidoczniej nie miałam racji. I jeśli tak to ma wyglądać to ja dziękuję! To koniec. Przykro mi… - oznajmiła chłodno i uciekła z płaczem
-Mara! – krzyknął chłopak za nią – Proszę! Co ja zrobiłem… - ukrył twarz w dłoniach
Pomyślał, że porozmawia z dziewczyną, kiedy ta się uspokoi. Ale tego co miało się wydarzyć nie przewidziałby nigdy…

-Jesteś słodki – uśmiechnęła się Joy do Benny’ego – Fabian mówię Ci jest nam razem wspaniale.
-Cieszę się – uśmiechnął się Rutter – Miło, że wreszcie znalazłaś sobie kogoś odpowiedniego.
-Taa miło – Stella ze złością ciachała pomidory
-Coś się stało? – Joy zatrzepotała rzęsami – Smutno Ci Stelciu?
-Nie! Skaczę z radości, nie widać?! – krzyknęła i wykonała gwałtowny zamach nożem – Auu!
-O rany. Wzywać ambulans? – roześmiała się Grace
-Boli Cię? Mój Benny zaniósłby mnie do szpitala na rękach.
W tej chwili Stella nie wytrzymała. Cisnęła w Benny’ego pomidorem. Ten zrobił unik i warzywo rozklaskało się na twarzy Joy.
-Aa… Niech ktoś coś zrobi! – zajęczała Joy – Papier, chusteczki, cokolwiek!
Grace wstała z krzesła i otworzyła szufladkę. Wyciągnęła z niej zwiniętą folię.
-Może coś inne…
-Dawaj to szybko! – Joy wyrwała jej z ręki przyrząd
-Ale to worek na śmieci…
-Fuuj!
-Jest jeszcze aluminium. Chcesz? – zasugerowała jej Grace złośliwie
Joy posłała jej wściekłe spojrzenie i wymaszerowała z kuchni. Stella z satysfakcją sięgnęła po następnego pomidora. I tym razem już trafiła.
-Co jak co, ale cela ma dobrego – odparł umorusany pomidorem Benny i wcinając banana, udał się do pokoju.

Zaczęło się ściemniać. Mara nadal nie wracała do domu. Nie odbierała telefonów, nie odpisywała na sms… Jerome zaczął się martwić. Miał wyrzuty sumienia. To była jego wina. Gdyby nie ten cały Rufus to…
-Cholera gdzie ona może być…
W tej samej chwili rozdzwonił się telefon. Rufus.
-Czego chesz?! – fuknął Jerome – Nie mam czasu.
-Dzwonie z dobrą nowiną – oznajmił Rufus szyderczo – Nie musisz już szukać Wybranej.
-Cudownie. To żegnam.
-Ale Marę owszem.
-Co? – zdziwił się Clarke – Gadaj co jej zrobiłeś!
-Na razie nic. Nie jesteś mi już potrzebny.
-Słuchaj, znajdę Ci tą Wybraną! Jeśli Marze spadnie choć jeden włos z głowy to…
-Już mówiłem. Nie musisz.
-To czemu porwałeś Marę?!
-Zgadnij.
Sygnał się urwał. Jerome trzasnął komórką o ścianę. Zacisnął ręce w pięści. Narzucił kurtkę i wybiegł z domu. Musiał ją znaleźć…

Stella siedziała w zaułku przy opuszczonym budynku. To tutaj była Mara… Wszystko widziała. Smutna Mara, czarne auto, człowiek z lodowatymi oczami… Jak na złość musiała zapomnieć telefonu. Cicho uchyliła potężne wrota. Usłyszała krzyk. Krzyk Mary… Dziewczyna siedziała związana na krześle. Z jej oczu strumieniami lały się łzy.
-O czym ty mówisz – łkała – Ja nie wiem nic o żadnej Wybranej, puść mnie!
-Chciałabyś. Mówi Ci coś nazwisko Frobisher – Smythe?
-Zbudowali Dom Anubisa – wyjąkała – O co chodzi…?
-Wybrana zawsze dziedziczy dar od kogoś z rodziny. Tylko w przypadku pani Martin było inaczej. Ale ona nie była prawdziwą Wybraną. Tylko Poprzedniczką. Przed obudzeniem Wybranej. Sarze niestety udało się zahamować twoje umiejętności – zazgrzytał zębami – Ale wiedziała, że prędzej czy później tą nastąpi. Możesz podziękować babci.
-Babci…?
-Oddała Twoją matkę… żebym jej nie skrzywdził. Udało się. Ale jej wnuczka przejęła dar… Tylko Sarze doskonale udało się to zamaskować. Nawet zrzuciła funkcję Wybranej na Ninę… ale po jej śmierci, stało się jasne kto jest tą prawdziwą…
-Ale…
-Twoja matka doskonale o tym wiedziała. Kontaktowała się z Sarą dopóki ta nie… ekhem zwariowała. W każdym razie: Wybrana się odnalazła i teraz będziesz siedzieć tutaj. Do końca.
Stella nadepnęła na spróchnianą deskę. Rufus gwałtownie odwrócił się w tył. Stella poderwała się do biegu. Była o wiele szybsza od Rufusa. Wiedziała też do kogo powinna iść…

Godzinę później Sibuna wiedziała już wszystko. Stella opowiedziała im o każdym szczególe, co do joty.
-Musimy tam iść – stwierdziła Grace z naciskiem – Teraz.
-Teraz? – jęknął Eddie
-A kiedy? Tatuś za miły nie jest i podejrzewam, że kiedy mnie zobaczy będzie chciał oderwać mi łeb, ale tylko tak możemy uratować Marę.
-Nie mamy wyjścia – przytaknęła Amber – Chodźmy.
Eddie próbował złapać Patricię za rękę. Dziewczyna wyrwała dłoń z uścisku i wykrzyczała mu prosto w twarz:
-Nie mogę już udawać! Wiesz jak to boli?! I błagam Cię, nie udawaj głupiego, doskonale wiesz o co chodzi. Widziałam was – jej oczy przepełniły się łzami – Przyznaj się! No już!
Amber chwyciła ją za ramię i wyprowadziła z pokoju. Eddie stał w osłupieniu. Kręcił głową. Nie chciał dopuścić czegoś do świadomości… Wyszedł z pokoju, nie mówiąc ani słowa.
-No to zostaliśmy tylko my – Alfie spojrzał na Grace i Fabian’a – Idziemy?
-Musimy – westchnął Fabian – Mara czeka.

Mara patrzyła w zaparowaną szybę. Tak bardzo chciała wrócić do domu. Ten Rufus… wszystko jej powiedział. Biedny Jerome… Próbował ją chronić. A ona powiedziała mu, prosto w twarz, że z nimi koniec. Tak bardzo chciała go przeprosić. Rzucić mu się na szyję i czuć się bezpiecznie… Teraz znajdowała się w jakiejś starej, opuszczonej fortecy. I pewnie zostanie tu już na zawsze… Podeszła do okna. Przejechała palcem po zaparowanej szybie, rysując małe serduszko. Nagle coś się poruszyło. Mara podniosła wzrok. Za oknem stał Jerome! Mara zaczęła walić pięściami w szybę, ale Clarke przyłożył palec do ust. Rufus nie mógł ich usłyszeć. Chłopak jakimś cudem wdrapał się na taras przy pokoju dziewczyny. Szyby były dźwiękoszczelne, więc niestety nie mogli siebie słyszeć. Clarke przyłożył swoje dłonie do jej. Mówił coś szeptem i chociaż dziewczyna go nie rozumiała, była pewna, że ją uratuję. Bezgłośnie wyszeptała „Kocham Cię…”. Nagle do pokoju wtargnął Rufus i szarpiąc ją za ramiona, wyprowadził z komnaty. Jego palce wrzynały jej się w skórę. Zeno uderzył dziewczynę i rzucając ostanie groźby, zamknął drzwi do lochu.

Jerome z całą siła walił w szybę. Serce biło mu jak szalone. Zrobił jej coś…
-Eee wlazłam tu! Teraz wy cykory!
-Alfie idź pierwszy!
-Nie, ty Fabian!
Clarke odwrócił się za siebie. Na drzewie siedziała Grace i wołała coś do chłopaków z dołu.
-Nie bądź baba, właź tu! Jerome? – spostrzegła chłopaka – Co ty tu… A wiem. Zapewne poznałeś już mojego tatusia – zeszła z gałęzi – Słyszałam. Jesteśmy tu w jednym celu, nieprawdaż? Znaczy przynajmniej ja, nie wiem jak te przygłupy z dołu.
-Grace to nie jest śmieszne! Musimy ją uwolnić.
-Ok, ok. Alfie! Rzuć kamieniem!
Lewis wykonał podaną czynność.
-Ale nie we mnie! Okej teraz trach i… kurde jakie te szyby są mocne – stwierdziła z aprobatą – Tatuś zainwestował w dobre okna. Ale alimentów to mu się płacić nie chciało!
-Grace! – krzyknął Fabian z dołu – Alfie utknął na drzewie!
-Chwila – Grace uniosła palec w górę i wdrapała się na konar
Zdziwiony Jerome spojrzał w dół. Alfie, bez buta, zwisał na gałęzi. Grace chwyciła go za rękę, przy czym chłopak stracił drugą część obuwia, która trafiła Fabian’a w głowę. Alfie w końcu wdrapał się na taras.
-Jestem na górze! Wlazłem! – Cieszył się Alfie – Teraz musimy tylko…
-Zejść ponownie na dół – Grace roześmiała się złośliwie – Mam pomysł.

Po półgodzinnym czekaniu na zejście Alfie’go, Grace objaśniła swój plan. Chłopacy schowali się w kącie domu, czekając na sygnał. Grace zapukała do drzwi. Kiedy Rufus je otworzył, uśmiechnęła się szeroko.
-Tatuuuś! – rzuciła mu się na szyję
-Dziecko co ty wyprawiasz?! Złaź!
-Aaaale się stęskniłam! – oznajmiła uradowana – Woow jaki cudny domek! Pokażesz mi? – w podskokach wleciała do środka
-Co ty robisz?! Wracaj tu! – Rufus pobiegł za nią
Chłopcy szybko weszli do domu. Rozeszli się do różnych pokoi, podczas gdy Grace latała po całym korytarzy, wskakując Rufusowi na barana.
-Taatkuuu! Bawimy się w niedźwiedzie?
Jerome wszedł na górę. Usłyszał krzyki Mary. Dochodziły one z pomieszczenia zamkniętego na kłódkę. Clarke szarpał za klamką, ale na próżno. Drzwi ani drgnęły. Tymczasem Fabian przeszukiwał dolne piętro. Wszedł do jakiegoś gabinetu z najróżniejszymi mapami, symbolami, obrazami… Na biurku leżał stary zeszyt. Fabian przekartkował go szybko, po czym wsunął do torby. Kiedy wychodził z pomieszczenia zderzył się z Alfie’m i z hukiem uderzył w drewnianą szafkę.
-Co to za dźwięk?! – Rufus nadstawił uszy – Kto tam jest?!
Grace nerwowo przystępowała z nogi na nogę. Chłopcy musieli bezpiecznie wyjść, zanim im też coś zrobi. Niewiele myśląc, wlazła na blat i rozpromieniona oznajmiła:
-Tatusiu zobacz! Pobawimy się w mam talent? BO JA MAM TAJEMNICĘ SWĄ! DOMEM MYM PODMORSKA TOŃ! SPÓJRZCIE W NIĄ, BO TWOJA MOC TO ME KRÓLESTWOOO!
-Co to ma być?! – zdenerwował się Rufus
-No co ty tata – H2O nie oglądasz?
-Dosyć tego! Wynoś się stąd! – Chwycił ją za ramię – Wychodzimy!
-…Nad jeziorko Mako?
-NIE! – wrzasną – DO DOMU, ALE JUŻ!
Wyrzucił ją za drzwi i krzyknął:
-Nie pokazuj mi się więcej na oczy!
-Też Cię kocham tato!
Zeno trzasnął drzwiami. Grace odetchnęła z ulgą. Poczłapała do chłopaków i padła na ziemię.
-Bycie córką jest rzeczą straszną.
-Mara tam była! – oznajmił Jerome – Tylko nie mamy klucza… Przeszukałem cały dom i niczego nie znalazłem.
-Może nosi je przy sobie? – zasugerował Fabian
-Niee. Przekopałam mu całe kieszenie, pod pretekstem szukania cukierków. Wiecie, że on ma zapałki z gołą babą na pudełku?
-Dobra, pomińmy ten fakt – wzdrygnął się Fabian – Ktoś ma jakiś pomysł?
-Ja! – Grace wstała z ziemi – Nina mówiła coś o jakimś kluczu, tak? Może chodziło jen o ten do lochów. Lub do pokoju pełnego pornograficznych pisemek…
-Ok, trzymajmy się pierwszej wersji – jęknął Fabian, na co Alfie stwierdził:
-Ale ta druga jest bardziej rzeczywista!

Amber siedziała nad zapłakaną Patricią.
-Cichutko, ciii. Patt co się stało?
Williamson podniosła głowę z poduszki. Tusz spływaj jej po policzkach. Nabrała powietrza w płuca i spojrzała w okno.
-Zdradził mnie. Z Niną…


A więc dzisiaj opowiadanie dla fanów H20 xd Romansik Niny i Eddie'go wyszedł na jaw, a Marusia jest Wybraną (brawa dla MClarke ^ ^). Chociaż prawdę mówiąc, wszystkiego można było domyślić się z opisu postaci xd Rufus niestety nie okazał Grace rodzicielskiej miłości. Akcja cały czas się rozkręca. Macie jakieś pomysły co do mordercy Niny? Chciałabym poznać wasze zdanie ^ ^

Do napisania ;*

7 komentarzy:

  1. genialne <3
    Nina i Eddie razem.Woow. ;* Ciekawe co na to Fabes.
    Mara wybraną.A to mnie zaskoczyłaś bo myslałam że będzie nią Grace.;)
    Czekam z niecierpliwością na następny. :))

    OdpowiedzUsuń
  2. BO JA MAM TAJEMNICĘ SWĄ! DOMEM MYM PODMORSKA TOŃ! SPÓJRZCIE W NIĄ, BO MOJA MOC TO ME KRÓLESTWOOOO!

    Jezu poryczałam się na scenie Mary i Jerome'a. To takie zajedwabiście słodkie że aż dostałam cukrzycy :')

    Drogi Rufusie, proszę oddać Jeromowi Marusię. Nie? A chce pan skończyć na ulicy zrzucony z siódmego piętra? To cudownie.

    Świetny rozdział ♥ Rozbroiłaś mnie tym kawałkiem:

    -Niee. Przekopałam mu całe kieszenie, pod pretekstem szukania cukierków. Wiecie, że on ma zapałki z gołą babą na pudełku?
    -Dobra, pomińmy ten fakt – wzdrygnął się Fabian – Ktoś ma jakiś pomysł?
    -Ja! – Grace wstała z ziemi – Nina mówiła coś o jakimś kluczu, tak? Może chodziło jen o ten do lochów. Lub do pokoju pełnego pornograficznych pisemek…
    -Ok, trzymajmy się pierwszej wersji – jęknął Fabian, na co Alfie stwierdził:
    -Ale ta druga jest bardziej rzeczywista!

    xD

    Mara wybraną, Eddie i Nina, Patricia zabiła Ninę (^^ zawsze będę tak myśleć, nie wybijesz mi tego z głowy ^^), Alfie na drzewie, Fabian oberwał w ryj butem...

    Nie no, najlepszy rozdział EVER.
    Chcem następny no!
    No.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Noo Patusia jest niewinna xd

      Jerusia i Marusia czekają ciężkie chwile... MWAHAHAHAHA XD

      Willow już nie będzie, chyba, że będę miała w planach złożenie kogoś w ofierze czy coś... ^ ^

      Głowa Fabiana cała, na szczęście Alfie nie nosi drewniaków xd

      Patusia będzie główną podejrzaną... A prawdziwy morderca biega na wolności trololo :D

      K.T nie będzie. Nie będzie mi tu biegolić po planie z jakimś kluczem do garażu! Tutaj kluczyk ma Stella. No.

      Eddie i Nina... Potem ich wątek zostanie wyjaśniony. Właśnie ich związek był motywem morderstwa (nie, nie tykać Pattki! xd).

      O Willome nie wspomnę, bo tylko jak rudzielec się pojawia, to krzyczę na cały dom: Żryj gruz cyganie! Będzie mnie tu straszyć po nocach...

      Jarusia musi być słodka, bo potem ich relację 'oklapną'. Ale nie przez Willow, BROŃ BOŻE! Dlaczego (hyhyhyhy xd) nie zdradzę.

      Ma być strasznie, mystery forever, cudaśnie i słitaśnie! BO JA MAM TAJEMNICĘ SWĄĄĄ!

      Usuń
  3. Super ! Jak ja kocham te twoje odcinki !

    OdpowiedzUsuń
  4. suuuuuperrrrr ;P



    kiedy następne???

    OdpowiedzUsuń