sobota, 23 lutego 2013

Opowiadanie cz. 16

-Nie pamięta mnie... Nie pamięta nas.
-Mhmm...
Jerome gapił się w ścianę. Cały czas mówił tylko o jednym. Nienawidził Niny. Nienawidził jej za to, co zrobiła Marze. Obok niego siedziała Stella, która miała już serdecznie dosyć wyżaleń brata.
-Dzwoniła do niego... Powiedziała żeby wracał... Jak można być takim głupim i jej uwierzyć?!
-No wiesz, jak jest otulonyyy w samotność to się nie dziwię. Jak dają, to bierze.
-Dwa lata... - powiedział drżącym głosem - Dwa lata starałem się zwrócić jej uwagę... Udało się. A teraz wszystko od początku? Nie dam rady...
-Nie pękaj braciszku - odparła pocieszająco - Jak się kocha to na zawsze. Może pamięć jej wróci...
-Taa? Kiedy? Jak będzie stała z Mick'iem przed ołtarzem! - rzucił poduszką o ziemię - A wtedy umrę i będę patrzył na to z góry. Albo raczej z dołu.
-Aleś ty optymistyczny - wywróciła oczami - Wyluzuj. Bądź koło niej, rozmawiaj...
-I patrz jak się mizia z Mick'iem.
-O rany - Stella westchnęła ciężko - Łatwiej by było dogadać się z Victor'em.
-No widzisz, bywa.
W tej samej chwili, do pokoju wkroczyli Benny i Joy. Stella zmarszczyła brwi. Joy uwiesiła się chłopakowi na szyi
-Było cudooownie - wyszeptała czarująco - Czekam na powtórkę.
-Ojoj, ale sÓitaśnie - wzdrygnęła się Stella - Jak chcecie bawić się w jednorożce, to wyjdźcie na zewnątrz.
Joy uśmiechnęła się przymilnie
-Ale my jesteśmy szczęśliwi! Co w tym złego?
-Bycie szczęśliwym nie polega na mruganiu oczkami i przesłodzonych uśmiechach. Tylko na szczerości. Bo to wy pokazujecie, odbiega od ideału. Już dzieci w przedszkolu potrafią lepiej grać.
-Grać? - zacięła się Joy - O czym ty mówisz?
-O waszej wielkiej miłości - uśmiechnęła się złośliwie - Przecież każdy wie, że to ściema. Nie domyśliłaś się jeszcze? Przykreee.
-Nieprawda...
-Joy - krótka kiecka i migdalenie się do innego, na pewno nie zaimponują Fabian'owi. Czemu nie możesz być sobą? Byłoby o wiele prościej. Nie rozumiesz? To sorry ja Ci nie pomogę - wzruszyła ramionami i wyszła z pokoju.
Joy zdębiała. Jej oczy napełniły się łzami. Zrozumiała... Była okropna. I odtrącała o siebie wszystkich... Nagle uświadomiła sobie, że jest już bez przyjaciół. Te pragnienie zdobycia Fabian'a... przyćmiło jej wszystkie inne sprawy. Spaprała. Znowu...

Stella stała w holu, czekając na reakcję Victora. Pożyczyła od Amber różowy lakier do paznokci i postanowiła przetestować go na Corbiere'rze. Nagle ktoś zapukał do drzwi. W progu stał spocony blondyn. W ręku trzymał niewielki bagaż.
-Kto ty? - uchyliła wrota
-Mick Campbell - uśmiechnął się chłopak - przyjechałem do...
Nie dokończył bo drzwi zatrzasnęły mu się tuż przed nosem. Nerwowo szarpnął za klamkę i wszedł do środka.
-Jestem Mick... - zaczął nieśmiało
-Nie znam - ziewnęła dziewczyna
-Tu mieszka moja dziewczyna - wyjaśnił - To nadal jest dom Anubisa, prawda?
-Nie kurde, dom publiczny - burknęła - Jakieś usługi? Chcesz blondynkę, czy...
-Przepraszam, my się chyba nie znamy - powiedział niepewnie i wyciągnął do niej dłoń - Cześć.
Stella spojrzała na jego rękę i z niesmakiem powiedziała:
-Ogolił byś się najpierw.
Chłopak szybko schował dłoń do kieszeni.
-To... jest Mara?
-Nie.
-Aa... kiedy wróci?
-Nigdy.
-Przepraszam, co?
-Głuchy jesteś?! - podniosła głos - Mówię, że JEJ nie ma! Zmarła wczoraj. Wpadła pod ciężarówkę. Amen.
-Ale...
-KURDE BĘDZIESZ MI SIĘ TU WPIEPRZAĆ! WONTT STĄD, ZAKŁAD ZAMKNIĘTY!!! SAJONARA, GOODBYE! - wypchnęła gościa za drzwi
-Mick!
Do holu wbiegła rozradowana Mara. Już miała objąć Campbell'a, ale Stella zagrodziła jej drogę.
-To nie Mick. TO PEDOFIL!
-Nie żartuj. Znamy się dopiero od wczoraj, a tyle już o mnie wiesz...
-Woow - wymamrotała - No dobra, pa Marusiu, Mick wychodzi. Idź gwałcić inne dzieci!
Przestraszony Mick chwycił torbę i uchylił drzwi. Odwrócił się do Mary
-To może przyjdę jutro... Pa.
-Do zobaczenia... - pomachała mu
Stella odetchnęła z ulgą. Mara roześmiała, pobiegła do swojego pokoju.
-STELLAAAAA! - krzyk Victor'a wypełnił cały dom -Co to ma być?! - stanął przed nią, wymachując Corbiere'm.
-Fajny odcień. Ale to nie ja.
-A KTO NIBY?!
-Mick. Wskoczył przez okno, pomalował, zrobił salto i wyskoczył. Coś jeszcze? - uśmiechnęła się kpiąco i wyszła z holu
Victor z troską, pogładził kruka po czarnych piórach.
-No już, już. Tatuś kocha, tatuś ocali... Moje dżidżiridżidu.

Nastał ranek. Nie wszyscy byli w dobrych nastrojach. Jerome, na przykład, ciągle mamrotał rzeczy w stylu: pieprzyć słońce, pieprzyć kangury, pieprzyć dresiki... Grace wycinała laurkę dla ojca, wycinając przy tym zdjęcia fotomodelek z gazet.
-Co ty robisz? - zainteresował się Fabian
-Laurkę - odparła z uśmiechem - Tatuś ma skłonność do pięknych pań. Ucieszy się. A tak swoją drogą: przyśniła mi się Nina.
-Ii?
-Przepraszała... Wybrana i Osirian mają silną więź. Albo się kochają, albo nienawidzą. I tak właśnie było z nimi...
-Czyli teoretycznie to nie ich wina..
-Nie. Ta siła jest zwyczajnie za duża.
-Rozumiem. A swoją drogą: gdzie Patricia i Eddie?
-Poszli na komisariat - wyjaśniła dziewczyna - Złożyć zeznania. Patricia już nie chcę dłużej siedzieć cicho. Dzisiaj rano z nią rozmawiałam...
-Przyznała się?
-No co ty. To nie była ona - przykleiła kolejne zdjęcie - Tylko Sweet.
-Co? - Fabian zakrztusił się herbatą
-Dobrze słyszałeś - wzięła następną gazetę - Wszystko mi powiedziała. Kiedy dowiedziała się, że Eddie jest u Niny, oboje do nich pojechali. Eddie skłamał, że niby jest u ojca. No i zobaczyli... Zaraz po tym, jak Eddie pożegnał się z Niną, do domu weszła Patricia. Trochę się szarpały, ale nic takiego się nie stało. I wtedy Sweet... On po prostu nie chciał żeby Eddie z nią był... Wiedział jak bardzo kocha Patricię. Chciał żeby jego syn miał udaną przyszłość, a ta więź wszystko psuła... To wyciągnął nóż... Patt wszystko widziała. Ale nie mogła nic powiedzieć. Wyobrażasz to sobie? Powiedzieć chłopakowi, że jego ojciec jest mordercą? Bardzo ją skrzywdził, ale mimo to dalej go kochała. Sweet ją szantażował. Nawciskał jej jakiś bajeczek, ze jeśli komukolwiek o tym powie, to was zabiję... No to co miała robić? Siedziała cicho. Szkoda mi jej... Jest strasznie fajna.
-Na początku nie darzyła Cię sympatią...
-Żeby odwrócić uwagę od Niny - wyjaśniła - Jest w porządku.
-To... co teraz będzie?
-Nie wiem. Policja powinna wziąć pod uwagę fakt, że próbowała was chronić. Biedny Eddie... Chociaż, w sumie, wiem co czuję, mój ojciec też święty nie jest.
-Mają sto razy gorzej ode mnie - zauważył Fabian - Powinien ich przeprosić... Wesprzeć. Potrzebują pomocy.
-Właśnie. I wtedy wszystko się ułoży. Zobacz, skończyłam! - roześmiana, podniosła laurkę w górę
-Wow! Picasso ma konkurencję - zaśmiał się chłopak - Uważaj bo jeszcze ktoś zobaczy.
-Victor? Myślisz, że lubi fotomodelki? Powiesi sobie nad biurkiem.
-Na pewno. Będzie podziwiał o każdej porze dnia i nocy.
-Oczywiście. Niewątpliwe moja twórczość budzi podziw - uśmiechnęła się dumnie - Tak w ogóle: kto tu wczoraj był? Stella mówiła coś o jakimś gościu z ryjcem kreta...
-Mick?
-Ha! - Stella wyskoczyła zza drzwi - Wiedziałam, że jest podobny do kreta!

-Mara przypomnij sobie - marudziła Amber - Czyją jesteś dziewczyną?
-Mick'a.
-Nie.
-Posłuchaj, wiem, że mam lekką amnezję, ale swojego chłopaka chyba pamiętam.
-No - westchnęła Amber - Tyle, że nie tego...

-Stella! - Benny złapał dziewczynę za ramię - Nie jesteś chyba zazdrosna o Joy?
-Ja? O ciebie to nawet matka nie jest zazdrosna - prychnęła - Pomidorek smakował?
-Bardzo. Nie no, wiem, że jestem taki sexy i w ogóle, ale...
Stella wybuchnęła śmiechem. Spojrzała na chłopaka litościwie.
-Żartujesz.
-Tak.
-To świetnie. Czemu zgodziłeś się na ten 'związek' z Joy? Chyba nie ze względu na Fabian'a.
-No niee - uśmiechnął się chłopak - Oczekiwałem, że będziesz umierać z rozpaczy.
-Oczywiiiiście - Stella pokiwała głową - Już miałam popełniać samobójstwo.
-Ooo byłabyś aniołkiem - uśmiechnął się kpiąco
-Chyba upadłym.
-Emo angel... Pilnowałabyś mnie. Żebym nie popełniał błędów.
-Taaa i za każdy grzech, harfą w łeb. Alleluja, nie dziękuję.
-A może jednak?
-Nie. Amen.
-Mówi się 'cement' - wyszczerzył zęby w uśmiechu - Ksiądz był ze mnie dumny.
-Nie wywalił się z kościoła?
-Nie. Bo tak pięknie śpiewałem: mam głos jak anioł.
-Cudownie - spojrzała na niego rozbawiona -  Joy też śpiewałeś?
-Oczywiście. Była zachwycona.
-Czyli wyrzuciła Cię za drzwi?
-No...

Mick przyszedł punktualnie o trzeciej. Był ubrany w sprany, niebieski dres. Właśnie skończył biegać. Mara z uśmiechem podeszła do chłopaka. Zbliżyła swoją twarz do jego, gdy nagle ktoś gwałtownie ją odsunął.
-CO TY ROBISZ DO CHOLERY?! TO MOŻE MIEĆ ZARAZKI! PANUJĘ EPIDEMIA ŚWIŃSKIEJ GRYPY!
Stella kurczowo trzymała Mick'a za ramiona. Do holu weszła Amber. Spojrzała na niego kwaśno.
-Ty... ty krecie ty! Ale mu powiedziałam, co?
-Brawo, wryło go w ziemię - Stella uśmiechnęła się przecząco - Jerome! Zrobiłbyś coś, a nie!
-To niezwykłe... - zaczął Mick - Że zapomniała o nim dla mnie... Zrozumiała, że jestem jedyny i zrewała z Jerome'm.
-Ale ja z nim nie chodziłam - zaprotestowała Mara
-Miło, że się wypierasz.
-Naprawdę!
-Nie wracajmy do tego. Ooo Clarke - dostrzegł Jerome'a - widzisz, przegrałeś.
-Trzymajcie mnie, bo go zaraz walnę w ten spocony, blond ryj...
-Bez agresji! - oznajmiła Amber - Mick... Mara ma amnezję.
-Taa. A ja jestem trollem.
-No, niewiele ci brakuję - Stella uśmiechnęła się złośliwie
-Jezus Maria, ale tu jedzie, niech ktoś otworzy okna! - Grace wpadła do holu łapiąc wdech - O Matko tu jest jeszcze gorzej! Umyłbyś się - spojrzała na Mick'a pobłażliwie
-Nie znam Cię.
-No co ty - wywróciła oczami
-Jak masz na imię?
-Gienia.
-Aha. To mi miło.
-Grace! - Fabian wszedł do kuchni - Ta laurka to...
-Fabian, co ty pleciesz? To jest Gienia. A podobno to ja jestem głupi - prychnął
-Taa TO JE GIEŃKA! - roześmiała się Grace - Oj Maruś, Maruś nie marnuj sobie życia...


THE END! Dzisiaj coś za dużo Mickry, ale spokojnie - Stella czuwa xd Mick troll przyjechał, trzeba będzie wywietrzyć... Zapraszam do głosowania w ankiecie: Jaką postać chcecie zobaczyć w HoA Story 2? Dodałam tam byłą Jerome'a... Bez względu na wyniki, chyba i tak ją dodam. Potrzebna mi do dalszego wątku Jary. Spokooojnie nic nie zrobi xd Będzie ich ratować ^ ^ Ale siem zobaczy. Idę jeść jogurcik xd Sajonara <3


4 komentarze:

  1. FAK JU MICKARA! JARA RULE THE WORLD!
    Eeee macarena!
    Czekamy na Jarę :D
    Pieprzyć kangury i krecie ryje.

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne opowiadanie.! Od razu chciałabym cię przeprosić za spam ,ale prooszę. Wejdź na mojego bloga i dołącz się do obserwatorów. Mogłabyś? LINK: housee-of-anuubis.blogspot.com Dzięki z góry. :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Przez cb mam zaciesz na pół domu ! Hahahaha.

    OdpowiedzUsuń