niedziela, 24 lutego 2013

Opowiadanie cz. 17

-Cholera tracę ją... - Jerome schował twarz w dłoniach
-Przepraszam... To moja wina - Grace odstawiła krzesło - Gdyby nie to...
-Właśnie...
Grace i Jerome sprzątali właśnie pokój wypoczynkowy. Wczoraj odbyła się tu impreza, z okazji powrotu Mick'a. Clarke , oprócz rozwalenia tortu, pocięcia niebieskiego dresiku i zepsucia parę trofeów Campbell'a, nie zrobił nic. Dyrektorka, pani Anderws, zażądała wysprzątania całej sali. Grace, natomiast, została zatrzymana, za przemycenie do szkoły, kartki z modelkami...
-To dla taty! - broniła się - Niech się trochę pocieszy.
-Przecież... one są półnagie!
-No mówię, tata takie lubi.
I tym magicznym sposobem, została najęta do sprzątania sali. Zbierała resztki tortu z kanapy, mrucząc coś o niedocenianiu artystów.
-Naprawdę mamy tu taki słaby budżet? Nie stać ich na sprzątaczki?- jęknęła
-Najwidoczniej - roześmiał się Clarke - Mick pewnie jest u Mary...
-Nie byłabym taka pewna. Stellcia została w domu. Nie da mu się do niej zbliżyć. Poza tym i tak mieszka w domu Izydy...
-Wiesz ile czasu na nią czekałem? Każdego dnia patrzyłem jak zanim lata. Jak go przytula. Jak go wychwala. I przez całe 2 lata, myślałem czemu nie jestem wystarczająco dobry dla niej!
Podszedł do okna i podparł się o parapet. Na ciemnym niebie, tkwił okrągły księżyc. Clarke nie chciał wspominać... Wreszcie było dobrze... i się spieprzyło.
-Ona Cię kocha Jerome - Grace podeszła bliżej - O takich rzeczach się nie zapomina... Gdzieś głęboko, to wciąż trwa. Na przykład księżyc: czasem go nie widać, ale wiemy, że jest.
-Co to ma do rzeczy?
-Wiele. Musisz z niej to wydobyć. Tak samo jak ona z Ciebie... Jej się udało, prawda?
-Ona ma Mick'a... Gdyby nie wyjechał, nie bylibyśmy razem.
-Nie? Swój zawsze znajdzie swojego. A zresztą: teraz masz szansę się przekonać. Przecież o Tobie nie zapomniała...
-Nie.Tylko porzuciła.
-Jerome...
-Ok, sorry. Nie ogarniam tego wszystkiego... - usiadł na kanapie - Co tu robią bokserki Mick'a?
-Fuuj! Co oni tu robili, wieczór kawalerski? Ups, sorry...

-NO MÓWIĘ, ŻE JEJ NIE MA! - Stella stała przed drzwiami, pokoju Mary
-Ale jestem!
-Cicho tam!
Mick, speszony, grzecznie poprosił o usunięcie się z drzwi
-Ja też Cię o to proszę! WONT DO DOMU IZYDY!!!
-Bo co? - Mick postanowił zgrywać twardziela
-Do glin zadzwonię. Zgłoszę włamanie i gwałt!
-Na... na kim?
-Nie wiem, wymyśl sobie kogoś. Ona Cię tu nie chcę!
-Nieprawda!
-MARA ZAMKNIJ TĄ... - urwała - Znaczy... Proszę Cię, bądź cicho.
-To mogę wejść?
-Hahahahaha oczywiście, że - NIE.
-Ale czemu? Co ja Ci takiego zrobiłem? - dopytywał się Campbell
-Mi? Nic. Tylko świecisz mi tym spoconym ryjcem przed oczami.
-Stella, to niegrzeczne! - dało się słyszeć głos Mary
-To... przyjdę jutro.
-DO WIDZENIA! NIE WRACAJ
Parę minut później siedziała przy Marze. Patrzyła na nią swoimi zimnymi ciemnoniebieskimi oczami.
-Pamiętasz Jerome'a?
-Jasne - uśmiechnęła się ciepło
-Pewnie go nie lubiłaś... Był wredny i...
-Nie lubiłam? Skąd, był moim przyjacielem.
-No proszę, czyli jednak coś pamiętasz.
-Pewnie. On jest normalny... Tylko ma trudną przeszłość. Rodzice się nim nie interesowali. W wieku 5 lat, poszedł do pierwszego internatu. Był taki... nieprzystępny. Zimny, bezczelny... i okazało się, że pod tą maską złego chłopca, kryję się bardzo dobry człowiek.
Mara zapatrzyła się w okno.
-On zasługuję na kogoś, kto go pokocha. Kto mu pomoże... Wierzę, że znajdzie taką osobę.
-On już znalazł... - Stella spojrzała na nią smutno - Czy ty i on...
-...Razem? Niee... Nigdy o tym nie myślałam. Jestem tylko jego przyjaciółką. Chciałabym żeby był szczęśliwy. Żeby znalazł, kogoś szczerego, dobrego, kto będzie przy nim zawsze... On tego potrzebuję.
Po bladym policzku Stelli, spłynęła łza.
-Płaczesz?
-Nie... Przepraszam muszę już iść... Obiecaj mi coś - spojrzała na nią, mokrymi oczami - Pomóż mu. Bądź przy nim. Nie możesz go teraz zostawić. On potrzebuję Ciebie bardziej niż kogokolwiek. Obiecaj... - wyszeptała przez łzy
Zamknęła za sobą drzwi. Podparła się o ścianę i osunęła się w dół. W ogóle nie znała swojego brata... A on... Stracił to co kochał najbardziej. Wiedziała jakie to uczucie... Kiedy Eddie ją zostawił, życie jej się rozsypało... I nie ma kto go pozbierać i poukładać... Nie znalazła jeszcze tej właściwej osoby. Jerome znalazł... i stracił. Pomoże mu. Nie pozwoli, by skończył tak jak ona. Nigdy...

-Fabian? - Joy uchyliła drzwi do pokoju chłopaka - Mogę wejść?
-Jasne.
Joy usiadła koło niego. Ich oczy zetknęły się ze sobą. Uśmiechnął się.
-Dobrze, że jesteś.
-Bo ty jesteś...
W końcu ich usta się spotkały, a wszelkie myśli odpłynęły gdzieś daleko... I żadne z nich, nie myślało o tym, czy pisane im jest wspólne szczęście...

Tymczasem za drzwiami stała Amber. Nie była zadowolona... Czuła złość do chłopaka. Szybko się pocieszył. Joy wcale nie musiała się starać. Była normalna... Sprawiło to, że Amber poczuła do niej cień sympatii. Ma prawo do miłości... Ale czuła, że nie skończy się to dobrze.

-Wiesz... ważne jest jego szczęście - Grace rozplątała kucyki - Niepotrzebnie się martwisz.
-Wiem. Ale... On nie powinien z nią być - wyznała Amber
-Wyglądał na zadowolonego?
-Był szczęśliwy, ale... boję się, że to pod wpływem chwili.
-Całkiem możliwe - westchnęła Grace - W sumie masz rację... To trochę dziwne. Może po prostu była sobą.
-Tą dawną Joy?
-Właśnie. Wtedy ją bardzo lubił... Wspomnienia mogą przezwyciężyć wszystko.
-Boję się, że nie wyjdzie mu to na dobre. Joy potrafi być strasznie zaborcza.
-Ale teraz była spokojna, tak? To już chyba nie jest jej żadna pokręcona taktyka...
-On powinien zaczekać...
-Na co?
-Na kogoś właściwego... Takiego tylko dla niego. Miłego, wyrozumiałego... Komuś kto mu pomoże.
-Tak jak Mara Jerome'owi.... Może gdzieś tam po świecie chodzi jakaś dziewczyna, przeznaczona tylko dla niego...
-Może nawet jest tutaj...
-Może - roześmiała się Grace - Kto wie...

Dzisiaj krótkie ^ ^ Mam tyleee weny xd Opowiadania będą codziennie lub co 2 dni. Znowu jestem smutna... Przez gifa, który przedstawia Willow siadającą Jerome'owi na kolanach. To wszystko jest ciosem dla fanów Jary - wszyscy byli pewni, że Jerome nie może kochać nikogo innego... A teraz wychodzi na to, że zostanie sam... Popieprzyło tych producentów...
Zadanie dla was: napiszcie jaka według was powinna być nowa dziewczyna Fabian'a. Możecie wskazać nawet jakąś z Anubisa (Joy, Patt). Napiszcie czemu tak sądzicie i jak powinna rozwinąć się ich relacja. Fani Peddie, Marome, Amfie, Fabiny - załamujmy się, 3 sezon nas zniszczył...

Sapphire.




2 komentarze:

  1. W sumie to Fabian może być z Joy, jeżeli oczywiście się zmieni. Podoba mi się też połączenie GracexFabian i MaraxFabian (trolololo), ale to nie wypali, bo kocham Jarę i wiem że Ty też ^^

    Gupi. Gupi gupi gupi. Jak kurde można chodzić z Willow? Ona nic nie traktuje poważnie i szczerzy ten swój krzywy ryj na wszystkie strony.

    Amen.

    Potrzebujem Jary.

    OdpowiedzUsuń
  2. Super <3

    -To dla taty! - broniła się - Niech się trochę pocieszy.
    -Przecież... one są półnagie!
    -No mówię, tata takie lubi.
    I tym magicznym sposobem, została najęta do sprzątania sali. Zbierała resztki tortu z kanapy, mrucząc coś o niedocenianiu artystów.

    To mnie rozwaliło.

    Oj, oj ... co za zboczeniec z tego Zeno !! :P

    OdpowiedzUsuń