wtorek, 26 lutego 2013

Opowiadanie cz. 18

-Będę spotykał się z kim chce - oznajmił Fabian - Nie masz prawa robić mi kazań!
-Mówię tylko, że powinieneś się nad tym zastanowić - broniła się Amber - Niedawno błagałeś, żeby do Ciebie nie dochodziła.
-To było kiedyś - odparował Rutter - Zmieniła się. Poza tym, to nie twoja sprawa.
-Ale ja się o Ciebie martwię - krzyknęła z płaczem - Najpierw godzinami rozpaczałeś po Ninie, a teraz obściskujesz się z Joy?! Zastanów się! Nawet ja nowego lakieru, szukam minimum 2 miesiące!
-Kazano mi się zmienić, czyż nie? - znacząco uniósł brwi - Więc...
-Ale nikt nie mówił o pocieszaniu się w ramionach kogoś innego! Teraz wszystko, jeszcze bardziej się skomplikuję!
-Na pewno - wywrócił oczami - Oj, zamknij się już.
Amber oniemiała. Po jasnych policzkach, spłynęły jej łzy. Zacisnęła ręce w pięści i podeszła do Rutter'a.
-Zamknij? Co się z tobą stało...
-Nic. Po prostu nie podoba mi się to, że ciągle mieszasz się w moje sprawy.
-Chciałam Ci tylko pomóc - wyjaśniła płaczliwie - Byłeś taki zagubiony...
-Już nie jestem. Twoja robota skończona - rzucił na odchodne
-Nie poznaję Cię! - krzyknęła - Myślałam, że jesteś inny. Pomyliłam się... Jesteś tak samo durny jak wszyscy - przeszła na drugą stronę ulicy.
-Stój. Poczekaj! - Fabian pobiegł za nią.
I wtedy... Ostatnim co zobaczył była maska samochodu... Rozległ się krzyk. Pisk opon. Rozbicie szkła. Ciemność...


-Mój Boże, prawie go zabiłam - Amber stała przy łóżku szpitalnym - Co ja zrobiłam...
-To nie twoja wina - uspokajał ją Eddie - Jest cały połamany, ale oddycha.
-Jak długo... - wyszeptała zapłakana Grace - A co jeśli on...
-Nie waż się tak mówić - Patricia pogroziła jej palcem - Jest silny, wyjdzie z tego. Sprawca się znalazł?
-Nie - Amber pokręciła głową - Zbiegł z miejsca wypadku.
Fabian leżał bez ruchu. Miał posiniaczoną twarz. Do jego klatki piersiowej podłączone były ogromne ilości kabelków. Słychać było jego niespokojne bicie serca...
-Koniec odwiedzin - pielęgniarka weszła do środka - Przyjdźcie jutro. Już powiadomiliśmy jego rodziców.
Amber, za nic, nie mogła zrzucić z siebie tego wielkiego poczucia winy... I nawet do głowy jej nie przyszło, że sprawca był w pełni świadomy swoich czynów...


Wieczorny telefon znów zburzył spokój mieszkańców Anubisa. Stan Fabian'a znacznie się pogorszył. Dali mu tylko... 50 % szansy... Amber nie mogła powstrzymać łez. To wszystko było jej winą... Gdyby wtedy nie wybiegła... wszystko było by inaczej. Czemu go nie powstrzymała?! Nawciskała mu jakiś mądrości o zmianach... Gdyby nie ona, nic takiego by się nie stało. Nagle poczuła dotyk czyjejś ręki. Przy niej siedziała Grace. Tusz spływaj jej po policzkach. Miała rozczochrane włosy. Złapała ją za dłoń.
-To nie twoja wina - wyszeptała - Nigdy byś go nie skrzywdziła.
-Moja... - otarła zapłakane oczy - Najpierw Nina, teraz on... Cholera, czy ja zawsze muszę przynosić nieszczęścia?! On może nie przeżyć...
-Nie możemy na to pozwolić - odparła drżącym głosem - Nie zostawimy go... Nigdy..


Jerome siedział w pustym salonie. Stracili Fabian'a... Tak jak on Marę. Trzeci rok był zdecydowanie tym najgorszym. Nina zmarła, Fabian walczy o życie, a Mara go nie pamięta...
-Wszystko dobrze? - usłyszał miły, ciepły głos
Jaffray. Stała w progu, ubrana w zieloną sukienkę i szary sweter. Jej poważne oczy, przyglądały się chłopakowi. Mimo wszystko, czuł do niej żal. Zapomniała...
-Jasne, idź już.
-Chodzi o Fabian'a, tak?
-Nie.
-Jerome...
-Zostaw mnie! - krzyknął Clarke - Mick jest zajęty? Bo zdaje się, że tylko wtedy zwracasz na mnie uwagę. Czemu widzisz tylko jego? A zresztą... Proszę, wyjdź.
Mara posmutniała. Nie mogła zrozumieć przykrych słów chłopaka.
-Nienawidzę Cię - wycedziła - Nienawidzę Cię z całego serca! Czemu jesteś taki okropny? Zachowujesz się jak świnia.
Clarke poderwał się od stołu. Jaffray natychmiast stłumiła w sobie całą odwagę. Bała się go... Jerome dostrzegł jej smutne oczy Mary. Zanim zdążyła się obejrzeć, już tkwiła w ciepłych ramionach Clarke'a. Chłopak za nic nie zamierzał jej puścić. Dziewczyna wyrywała się, ale na próżno. Spojrzała w jego piękne, błękitne oczy. Nie zmienił się...
-Przepraszam - wykrztusił słabo - Jesteś z Mick'iem - wziął głęboki wdech - ... Rozumiem. Jeśli go kochasz to... życzę Ci szczęścia.
Mara uśmiechnęła się nieśmiało. Pogładziła go po ramieniu i poszła do góry. Zza drzwi wyszła lekko zdziwiona Stella.
-Czemu jej nie powiedziałeś?
-Bo jeśli ma mnie znów pokochać... to szczerze. Nie chcę ciągle myśleć, że stało się tylko z powodu nieobecności Mick'a. A teraz mam szansę... Zacznę od nowa.


Wybiła dwudziesta. Benny zbierał talerze ze stołu. Nikt nie tknął ani grama kolacji. Oprócz Alfie'go, który zażerał wszelkie troski i zmartwienia. Stella wycierała szklanki. Oboje milczeli. Nagle, szklanka sturlała się z blatu i roztrzaskała na malutkie kawałeczki.
-Cholera - zdenerwowała się dziewczyna - To już piąta dzisiaj.
Sięgnęła po szufelkę. Zmiotła kawałki szkła i wyrzuciła do kosza. Benny uparcie milczał.
-Powiesz coś? - zasugerowała dziewczyna - Martwisz się o Fabian'a?
Nie dostała odpowiedzi. Westchnęła i wzięła kolejną szklankę. Zrobiło się nieznośnie cicho. Trzasnęła naczyniem o podłogę. Z rozmachem usiadła na ziemi i przyciągnęła twarz do kolan. Benny podszedł bliżej. Płakała. Już drugi raz...
-Czemu to zawsze spotyka dobrych ludzi? - krzyknęła z płaczem - Za co? Moja mama była dobra i zginęła. Nina była dobra i zginęła. A teraz Fabian ginie, podczas gdy inni źli Ci źli nadal chodzą po ziemi i śmieją nam się w twarz. I im się w życiu powodzi. Niedługo wszyscy tacy będą, zobaczysz.
Chłopak patrzył na nią zaskoczony. Zła, zimna, wredna... a mimo to była dobrym człowiekiem... Całkiem jak jej brat. Potrafił otworzyć się przed Marą, a teraz Stella robi to przed nim. Z jej ciemnych oczu, znikł chłód. Z groźnej gothki, zmieniła się we wrażliwą, skrzywdzoną przez los, dziewczynę. Chłopak usiadł koło niej. Odsunęła się gwałtownie.
-Ja nie potrzebuję współczucia.
-Właśnie widzę - prychnął - Spoko, nic Ci nie zrobię.
-Bawisz się w psychologa?
-Benny psychiatra Walker... This is me!
-Taa...
Przez chwilę siedzieli w milczeniu. Normalni ludzie złapaliby się za rękę, uśmiechnęli... Zamiast tego Benny wyciągnął z szafki torbę mąki. Wyciągnął z niej garść białego proszku i cisnął w Stellę. Powoli podniosła wzrok. Jej ciemnoniebieskie oczy przypominały teraz wzburzone morze. Bez słowa chwyciła paczkę i oddała chłopakowi. Wyglądała jak mała, bezbronna dziewczynka. Dopiero teraz, bez ostrego makijażu (który spłynął wraz ze łzami) widać było jej wielkie podobieństwo do Jerome'a. Miała te same rysy twarzy, różowe usta i przebiegłe spojrzenie. Wyglądała ślicznie, mimo mąki na kruczoczarnych włosach.
-Czego się lampisz?!
-Sorry. Ale już nie jesteś przerażająca. Tylko sÓitaśne Stellciu - roześmiał się
Dziewczyna obrzuciła go kolejną garścią mąki. Chłopak zrobił szybki unik, przy okazji, zbijając połowę talerzy.
-NIEE!!! - wydarła się na cały dom - Wycierałam to aż... Aaa pieprzyć to. Bydziemy żreć z podłogi.


-Wszystko gotowe? - lekarz zdjął szpitalny fartuch - Nieźle wkręciłaś córeczkę.
-Zrobiłam to dla jej dobra - odparła Rosie drżącym głosem - Grozi jej ogromne niebezpieczeństwo.
-Nie tylko jej - zaprzeczył doktor - Dopóki klucz nie dostał się w niepowołane ręce, wszystko jest pod kontrolą.
-Ale prędzej czy później dowie się, że go ma...
-Ten chłopak... Fabian. Ten wypadek nie był przypadkowy...
-Domyślam się. Sekta nie poprzestanie na jednym - powiedziała głosem pełny obaw - Niedługo skrzywdzi kogoś innego. Zrobi wszystko, żeby Fabian zginął.
-Będę obserwować lekarzy. Kto wie... Podejrzewam, że kręci się tam jeden z tych... Odłączyli mu dzisiaj jedną rurkę... Trzeba uważniej obserwować oddział. I pamiętaj: Stella nie może dowiedzieć się, że żyjesz. To by jeszcze bardziej skomplikowało sprawę...
-Wiem. Ale teraz ważniejsze jest, kogo wezmą za następny cel...



Fak ju Jeruś! Spokoo chodź sobie z obiema, to normalne, mi to nie przeszkadza. Noś na ja rękach, na kolanach, na łbie, ja mam to gdzieś. Tym scenarzystom coś odbiło?! Nawet ja zbudzona o 4 rano, napisałabym lepszy scenariusz (i pomimo tego, że pewnie byłyby tam latające sedesy, na pewno nie wprowadziłabym Willow!). Nie poznaję Jerome'a... To już nie ta sama osoba, którą lubiliśmy i podziwialiśmy w 2 sezonach... Jara? Została gdzieś na przełomie 1 i 2 serii... A to co teraz jest? Nie wiem jak to nazwać, ale to na pewno nie jest nasza Jara. Jak już to jakaś tania podróba. Nie wiem... Nie będę tego komentować bo nie ma po co. Jak chcą, to niech niszczą Tylko niech potem mnie narzekają, że mają małą widownie. Chyba straciłam całą wenę... Opowiadania wydają mi się bezsensu i chyba moja krytycznie niska samoocena oddala mnie od pisania... Ale piszolić będę <3 Nie zostawię Marusi z amnezją! Zaraz zabieram się za robienie zakładki Postacie (4 sezon). Tak przedpremierowo ^ ^  HoA Story forever! K.T i Willow nie dodaję. Nie stać mnie na takie poświęcenia xd Willow już była. Przyjechała i odjechała. I ie wróci xd To ja się z wami żegnam i idę modlić się o dalsze natchnienie. Może moje opowiadania mają jakiś drobny sens.. Trzeba to przemyśleć ^ ^






3 komentarze:

  1. Oł gad. W Twoich opowiadaniach Jerome jest taki zajebisty ;-;
    Jara <3 Heuheuheu, kocham ten moment z Marą i Jerusiem.
    Czyli tak jak zawsze - czekam na następny :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czemu nie dodajesz nowych rozdziałów? :<
      Jestem bardzo ciekawa dalszych losów Marusi... Fabiana, Eddiego i Patricii i kurde całej reszty też! Wierz mi, HoA Story jest prześwietne a ja nie umiem wytrzymać bez tak prześwietych opowiadań! ♥

      Usuń