poniedziałek, 4 lutego 2013

Opowiadanie cz. 9

Hej :) Chciałam przypomnieć o zgłaszaniu się do pomocy. Zapraszam też do zadawania pytań. Obiecuję wam, że postaram się częściej dodawać opowiadania. Dziękuję za wszystkie komentarze, mobilizują mnie do dalszego pisania. Miłego czytania życzę :)


Grace szybko schowała telefon do kieszeni. Była przerażona… Przecież to niemożliwe… Czy to mógł być… jej ojciec?
-Ej, coś ty taka zdębiała? – Stella zdjęła słuchawki z uszu – Ooo, czyżbyś przegrałaś w wężyka?
-Tsaaa… Nieważne. To… jak tam akcja Alfie’go?
-Nooo Amber była oczarowana – roześmiała się Stella – Pozazdrościć.
-A Tobie… nie jest przykro bez Eddie’go?
-Pff… Jasne, że nie.
-Nie czujesz się samotna?
-Taa jasne, jestem otulona w samotność! Porzucona, niekochana. Grace, daj sobie z tym spokój!
-Ok, przepraszam. Tylko się martwię… Bo mimo to, że jesteś wredna, chamska, arogancka, wścibska, niemiła, leniwa…
-Hola, hola!
-… to cię lubię. I chciałabym żebyś była zadowolona, szczęśliwa…
-O Matko, jakie to ckliwe…
-Może. – zaśmiała się Grace – Ale nie pozwolę żebyś tu samotnie zapuściła korzenie.
-Nic na to nie poradzę, taki mam charakter – odpowiedziała spokojnie – Nigdy nie miałam prawdziwych rodziców, nikt nie wytłumaczył mi jakie ważne są uczucia innych ludzi. Dopiero co poznałam moją mamę, a już ją straciłam. Ojca nie znam. Nie masz pojęcia, jakie to trudne…
-No to się zdziwisz… - Grace usiadła koło niej – Ja swojego taty też nie znam. Znaczy, biologicznego.
-O, więc jednak coś nas łączy – roześmiała się brunetka – Szczerze mówiąc, nie jestem pewna czy w ogóle chcę go poznawać. Nie wiem jaki jest… Kto wie czy nie okaże się jakimś starym… Ehh nawet nie wiem jak się nazywa… Mama niestety nie zdążyła mi tego powiedzieć. Znam tylko jego imię: John…


Jerome i Alfie siedzieli w swoim pokoju. Lewis skakał po łóżku, śpiewając odę do Amber.
-Co tam piszesz? To do Mary?
-Nie.
-Wiersz dla niej piszesz?
-Zamknij się Alfie! – roześmiał się Jerome – Odrabiam lekcję.
-Matko Boska, co ona z Tobą zrobiła!
-Nic wielkiego. Słuchaj, weź się jutro gdzieś ulotnij, mój stary na chwilę wpadnie.
-Iii?
-…A ty się kompromitujesz.
-Nieprawda! Wcale nie! A co do Mary to…
-Jesteś zazdrosny – Clarke uśmiechnął się złośliwie – Amber…
-Oo nie! Dzisiaj wszystko się zmieniło! AMBER MNIE CHCĘĘĘ!!!
-A mnie nikt nie chcę!
-Eddie wyjdź z tej szafy!
Sweet uchylił drzwi od szafy, po czym wykonał efektowny zjazd na kolanach.
-Patricia uważa, że jestem beznadziejny…
-Ma dziewczyna rację – przytaknął Clarke rozbawiony – Nie udusiłeś się tam?
-Nie. Ale Alfie mógłby częściej prać skarpety. No więc: potrzebuję rady. Co mam zrobić z Gadułą?
-Sprzedać, zabić i zaorać.
-A poważnie?
-Nie wiem, batona jej kup.

Następnego dnia, Eddie od rana terroryzował Patricię jednym pytaniem: Wolisz Grześki czy Snickersy? Dzisiejszy dzień był wolny od szkoły, gdyż Pan Sweet z niewidomych przyczyn zarządził dzień wolny. Dziwne było to, że stało to się zaraz po wyjściu Victora z gabinetu. W każdym razie, nikt o tym specjalnie nie myślał.
-Patt to chcesz tego Grześka?
-Eddie zamknij się!
-Jeśli chciałaś inny smak wystarczyło powiedzieć!
Alfie ułożył buźkę z owoców i rogalików. Amber (wciąż jeszcze oszołomiona po wczorajszych wydarzeniach) wcale na niego nie krzyczała. Przeciwnie. Przyglądała mu się ze słodkim uśmiechem na ustach.
Nagle rozległ się huk drzwi wejściowych. To pan John Clarke opuszczał posiadłość Anubisa. Do kuchni wszedł zdenerwowany Jerome. Podparł się o blat, opuszczając głowę w dół. Mara szybko wstała z krzesła i podeszła do chłopaka.
-Jerome, coś się stało?
-Nic.
-Przecież widzę. Pokłóciliście się?
-Nie… zapomniał telefonu.
-Jerome proszę, co się stało? Stella, dogonisz pana Clarke i oddasz mu komórkę?
-O Matko… - westchnęła ciężko Stella i poczłapała do wyjścia
Mara odwróciła się do Jerome, przytulając do jego ramienia.
-Proszę Cię…
-Nie chce go już więcej widzieć! – krzyknął Clarke i poszedł do swojego pokoju.
-Kryzys w nas… - zanucił Eddie drwiąco
-Zamknij się – rzuciła Patricia – Mam z nim pogadać?
-Nie… - odparła Jaffray zmartwiona – Dam mu chwilę… Boję się…

Tymczasem Stella ruszyła w pogoń za panem Clarke.
-Ale pan zasuwa! Zostawił pan telefon.
-Aa… dziękuję.
Mężczyzna odwrócił się… i zamarł. Komórka wypadła mu z ręki. Patrzył prosto w oczy zdziwionej Stelli.
-Eee?
-Te oczy… Ty… Jak się nazywasz?
-…Stella. Stella Wright. Przepraszam, o co chodzi? Bo serio, trochę mnie pan przeraża…
Mężczyzna wziął ją pod ramię i powiedział stanowczo.
-Musimy porozmawiać. Teraz.

Grace siedziała w pokoju Fabian’a przeglądając jego albumy. Było tam mnóstwo zdjęć z Niną. Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem. Nina była taka ładna… I wyglądała na przemiłą osobę. Nie mogła zrozumieć tylko, dlaczego odeszła? W końcu ona i Fabian byli ze sobą tacy szczęśliwi…
-Brakuję Ci jej, prawda?
-Bardzo. – smutno odparł chłopak – Myślisz, że ona kiedyś wróci?
-Nie mam pojęcia… - westchnęła dziewczyna – Ale nadal tu jest… Tak jakby… Ukazała się mi, ty ją wczoraj widziałeś…
-Mówiła, że potrzebny jest klucz.
-Klucz? Hmm… A właśnie, zapomniałam Ci powiedzieć. Parę dni temu napadła mnie Denby i oskarżyła o przywłaszczenie jakiegoś przedmiotu. Nie mam pojęcia, o co jej chodziło. Ale miła nie była.
-Myślisz, że ona może mieć coś wspólnego z Niną?
-Nie wiem… Być może.
-Wyglądała na miłą.
-Niee! To ZŁOOO WCIELONE!!!
-Na pewno. – roześmiał się Fabian
-Ogółem mam wrażenie, że wszyscy są źli. Jerome nie ma zamiaru z nikim gada, Patricia staję się agresywna, z Grześkiem w ręku, a Trudny przypaliła dzisiaj ciasto… O rany… W NASZĄ TRUDY WSTĄPIŁ DEMOOON!

Mara nie miała co liczyć na dzisiejszą randkę z Jerome’m. Szczerze mówiąc nie to teraz było dla niej najważniejsze. Chciała wiedzieć co stało się chłopakowi. Zawsze mówił jej o wszystkim. Bała się o niego. Dziewczyna zeszła na dół. Drzwi do pokoju Jerome’a były uchylone. Mara podeszła do nich cicho i ostrożnie zajrzała do środka. Jerome siedział ze Stellą na dywanie. Clarke uśmiechał się i żartował. Mara była zszokowana. Jeszcze rano był załamany, a teraz… I zamiast z nią rozmawia, z tą… Mara ze złością otworzyła drzwi wejściowe.
-Możesz mi łaskawie wyjaśnić co się dzieje?
-Mara…?
-Cieszę się, że zapamiętałaś! Czemu rozmawiasz z nią, a nie ze mną? Szybko Ci się poprawiło!
-Proszę, daj mi wytłumaczyć!
-Myślę, że nie ma czego… Życzę miłej zabawy. – powiedziała i z płaczem pobiegła na górę.
Jerome już miał iść za nią, kiedy Stella złapała go za ramię.
-Zostań. Ja jej powiem…

-Victorze jesteś pewien? – Pan Sweet podniósł wzrok zza okularów
-Tak Ericu! Wybrana powróciła…
-Z tego co wiem to panna Martin…
-Jest jeszcze jedna! Inna… I ja ją znajdę… - rzekł Victor, kiedy całe niebo utonęło pod szarością, deszczowych chmur…

Mara siedziała zapłakana na łóżku. Patrzyła w okno i liczyła krople spływające po szybie. Pogoda zawsze odzwierciedlała jej nastrój… Niestety słońce już zaszło. I nie wiadomo kiedy zejdzie z powrotem. Dziewczyna usłyszała pukanie do drzwi.
-Proszę…
Do pokoju weszła Stella. Mara przyłożyła poduszkę do twarzy
-Proszę Cię wyjdź stąd… - wyszeptała płaczliwie
-Nie. Muszę ci wszystko opowiedzieć – usiadła koło niej – Nie jest tak jak myślisz.
-Nie? A ja myślę, że dokładnie tak jest! A sądziłam, że…
-Mara, Jerome Ciebie lubi! I wierz mi: nas łączy coś zupełnie innego…
-Ale, że co?
-No więc tak – Stella rozsiadła się na łóżku – Ucięłam sobie dzisiaj długą pogawędkę z panem Clarke’iem. Powiedział, że kiedy jego żona spodziewała się syna ciągle się kłócili. Ze wszystkich trosk i problemów zwierzał się swojej najlepszej przyjaciółce Rosie. Krótko później wplątał się z nią w romans… Okazało się, ze Rosie jest w ciąży. Kobieta nie chciała być ciężarem dla niego i wyprowadziła się z miasta. Zerwała z nim wszelkie kontakty i nie dawała znaku życia.
-A co to ma do rzeczy? – spytała Mara zdziwiona
-A to, że Rosie to moja mama – Stella uśmiechnęła się smutno – Zaraz po urodzeniu oddała mnie do adopcji, ale później udało nam się nawiązać kontakt. Nie chciała się ze mną rozstawać, ale zdiagnozowano u niej raka… Niedawno zmarła. Nie, nie pocieszaj mnie. Tak czasem musi być… I nie zdołamy tego zmienić.
-Czyli… Jerome to twój brat?
-Otóż tak. – potwierdziła Stella z uśmiechem – Podobną mam jeszcze siostrę Poppy. Jerome powiedział, że jest wkurzająca i ma niewyparzoną gębę. Moja krew!
-Nie wierzę… Tak bardzo Cię przepraszam! Tyle przeszłaś, a ja Cię tak bezkarnie oskarżyłam… Nie chciałam, naprawdę!
-Ej, tylko mi się tu nie rozklejaj – roześmiała się dziewczyna – Jest w porządku. Teraz leć przeprosić Jerome’a, bo się jeszcze załamię psychicznie…
-No tak, racja. Przepraszam! – Mara przytuliła Stellę, po czym wyszła przeprosić Jerome’a.
Do pokoju wejrzał uśmiechnięty Benny.
-Nie będę kłamać, podsłuchiwałem!
-Nie będę kłamać, wiedziałam. Ale jeśli możesz zachowaj to informację dla siebie.
-Jasne, jasne. – uśmiechnął się chłopak – Wiesz, w razie czego zawsze mogę Cię pocieszyć.
-Czyli muszę pamiętać żeby już nigdy nie być smutna – roześmiała się dziewczyna
-To cię sprowokuję – odparował chłopak – Mam ci przypomnieć jak…
-Chwila słabości…
-Sorry, nie powinienem do tego wracać. Wiesz, że zawsze możesz ze mną pogadać?
-Żeby się bardziej zdołować? W życiu.

Sibuna zeszła do podziemi. Amber i Alfie trzymali się za ręce i podskakując, śpiewali wczorajsze dzieło Alfie’go – Odę do Amber.
-Matko, ile słodyczy – stwierdziła Patricia zniesmaczona – Możecie trochę z tym wyhamować?
-Nie!
-Nie!
-Ok. Próbowałam…
Fabian szedł z przodu i rozglądał się za wskazówkami. Eddie z batonem w dłoni macał ściany, usiłując znaleźć jakieś tajemne przejście.
-Mam coś! – krzyknął Sweet uradowany – Patrzcie!
Na ścianie wyryty był napis. Alfie zdjął bluzę i przetarł nią zakurzoną ścianę. Patricia zbliżyła się do ściany i odczytała:
Wrogowie się zbudzili
Z nowym celem narodzili
Kto Wybraną znajdzie pierwszy
Nie doczeka smutnych wierszy
Któryś zdrajcą się okaże…
Niewłaściwą drogę wskaże
Kto zaś wbrew pozorom dobry
Wybór jego będzie mądry
Lecz za późno się okaże…
Co was czeka, czas pokaże…
-To od Niny – krzyknął Fabian przejęty! – To ona to zostawiła!
-Tak… Ale bardziej martwi mnie to… - powiedziała Amber cicho – Że ktoś nie życzy nam dobrze…

7 komentarzy:

  1. Świetny.;*
    Już się nie mogę doczekac następnego.<3

    OdpowiedzUsuń
  2. JA PIERNICZĘ!..
    Boże Stella i Jerry to rodzeństwo?! Obożeobożeoboże.
    Nie wyrabiam.

    Czekam na następny! Cieszę się, ża teraz dodajesz częściej <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokrewnieni być muszą potrzebne mi to do pewnego wątku... ;) Ale tak dla pocieszenia dodam, że będzie dbać o stabilizację Marome. Ogólnie to dopiero początek... xd

      Usuń
    2. Ja nie mogę, dopiero co dodałaś a ja już nie mogę wytrzymać do następnego!
      Czyli wrzucasz co ok. dwa-trzy dni?

      Usuń
  3. Super że dodałaś - Extra :*

    OdpowiedzUsuń