środa, 6 marca 2013

Opowiadanie cz. 19 + prośba

-Która godzina? - przeciągnęła się Joy - Padam z nóg.
-Osiemnasta - Grace przewróciła kartkę książki - Idziesz jutro do Fabian'a?
-Mhmm. Po szkole. Idziesz ze mną?
-Mogę - ziewnęła - Kurczę mnie chyba też zaczyna brać. Wynudziłam się za wszystkie czasy, na warsztatach pani Anderws.
-Tak jak ja - przytaknęła Mercer - Wiem, że chce być lubiana, jako dyrka, ale bez przesady. Agresja jest zła bla bla bla...
-Szanujcie siebie nawzajem, nie bijcie się, nie przeklinajcie, może jeszcze nie oddychajcie...
-Właśnie - roześmiała się - Sprawca nadal się nie znalazł?
-Nie.
-Dziwne. Przecież nie chciał, świadkowie byli, więc... nie ma się czego bać.
-Jas...
Nagle coś ją tknęło. Faktycznie... Jeśli sprawca miał świadków, nie chciał... nie miał żadnych powodów do obaw. Mógł się bać, ale... Ale nie chciał.
-Joy? To nie był wypadek...


-Mam dobrą wiadomość - oznajmił Mick
-Super. Pomogę ci spakować walizki. - zaoferowała się Stella
-Nie, nie trzeba. Rozmawiałem z Andrews i... wkrótce wprowadzam się do Domu Anubisa!
-To cudownie! - ucieszyła się Mara
Reszta milczała. Nikt, oprócz Jaffray, nie wyraził entuzjazmu.
-Ej ludzie, będę z wam mieszkał? Cieszycie się? Oooj nie wstydźcie się. Powiedźcie co wam leży na wątrobie. Stella? O czym teraz myślisz?
-Podoba ci się ten sarkofag przy wejściu?
-Noo... A co?
-To tam będziesz pochowany - syknęła i ruszyła w pogoń za przestraszonym Campbell'em
-Nie! Nie dresik! ZOSTAAAAW!


Grace szła do szkoły, z nosem telefonie (ta gra wciągająca gra w wężyka). Starała się, choć na chwilę, zapomnieć o Fabian'ie. Dotychczas, tylko Joy wiedziała o prawdziwej przyczynie wypadku... Nie chciała dzielić się, swoimi przypuszczeniami, z innymi. Nie chciała ich martwić, poza tym... jeszcze nic nie było pewne. Nagle ktoś złapał ją za ramię i pociągnął do tyłu. Obróciła się. Za nią stała śliczna blondynka z ciemnoniebieskimi oczami.
-Spokojnie nic Ci nie zrobię. - powiedziała szybko - Chodź tam, żeby nikt nie widział.
Zaprowadziła ją w róg szkoły. Grace spojrzała na nią przestraszona.
-Nie bój się. Chcę ci tylko powiedzieć, że musicie bardzo uważać. Fabian nie był ich jedynym celem... - mówiła poważnym głosem - Ktoś z was będzie ich następnym celem. Trzymajcie się razem, tylko to może was ocalić. Obiecuję, że będziemy was chronić, ale przez większość czasu musicie liczyć tylko na siebie. Strzeż się. Oni są wszędzie - rzuciła na odchodne i uciekła.
Grace stała przyparta do muru, z osłupiałym wyrazem twarzy. Tajemnicza kobieta, nie dała dopuścić jej do głosu. Te oczy... Była pewna, że skądś je znała... Mniejsza. Co lub KTO chciał zabić Fabian'a? Pan Sweet siedzi za kratkami więc... Wszelkie koszmary ożyły na nowo.


-Jesteś osobą towarzyską i uczynną. Przyjaciele mogą na Tobie polegać. Staraj się nie przepracowywać. Idealny facet dla Ciebie to byk. Oo mój horoskop, jak zwykle, się nie myli! - Amber przycisnęła czasopismo do piersi - To kto teraz? Mara, może ty?
-Ok. Najbliższy okres może przynieść Ci pełno, niekoniecznie dobrych, niespodzianek. Zaufaj swojemu instynktowi. To źle wróży, prawda?
-Niestety - westchnęła Amber dramatycznie - Oni ZAWSZE mają rację. Nawet przepowiedzieli mi związek z Alfie'm.
-Serio?! - ożywił się Lewis - A co napisali?
-"Twój problem stanie się twoim przyjacielem".


-Nienawidzę jej, nienawidzę jej, nienawidzę jej - powtarzał Jerome, uderzając piłeczką o ścianę.
-Na pewno? - Stella uniosła brwi.
-Nie. Kocham ją, kocham ją, kocham ją. - ponowił czynność
-Zostaw to w końcu. - Stella przechwyciła piłeczkę - Czemu nie walczysz?
-Nie mam kiedy - odburknął Clarke - Weź spróbuj ją odciągnąć od tego Campbell'a. Łazi za nim wszędzie!
-To zrób coś - rozsiadła się na podłodze - Od Ciebie zależy, czy tak będzie dalej.
-Ale co ja mam zrobić? - wzruszy ramionami - Błagać żeby od niego odeszła? Rozryczeć się?
-Nie. Być sobą.
-Taa, to akurat najgorsze wyjście - prychnął Clarke - Problem tkwi właśnie we mnie.
-Nieee. Inaczej by z tobą nie była, prawda?
-Ale wtedy Mick był Australii.
-Co z tego? Prędzej, czy później i tak by...
-Ok, daruj sobie. Spaprało się i tyle.

-Jesteś głupi - pokręciła głową - Jak się kogoś kocha, to się o niego walczy. I w końcu to do Ciebie dotrze, mam nadzieję. Za długo bez niej nie przetrzymasz. Jak coś, to możesz na mnie liczyć. Zawsze ci pomogę głupku.

Uśmiechnęła się smutno i wyszła z pokoju. Clarke wyjął telefon. To zdjęcie... Jedyne ocalone z sesji przeciw Mick'owi... Ciągle je miał. Pamiętał ten dzień, kiedy pierwszy raz dotknął jej ust i poczuł, że mają szanse na wspólne szczęście. I nagle odżyła w nim cała nadzieja i pewność, że ich uczucie nigdy nie zgaśnie.


-Jakie masz plany na przyszłość? - spytała Joy siedzącą obok Fabian'a Grace
-Skończenie semestru, ostatni rok tutaj, może studia... A potem nie wiem. - zamyśliła się Grace - chyba chciałabym się zakochać. Jak w filmie. - roześmiała się. - Tylko jeszcze nie znalazłam właściwej osoby. Ale nie szukam. Miłość zawsze dopadnie. Nawet w najbardziej niespodziewanym momencie.
-Właśnie... - zawahała się Joy - Ciągle mam wyrzuty sumienia, że odbiłam Fabian'a Ninie... Przecież ona nie żyje. Strasznie mi to ciąży... Wiesz o czym mówię?
-Mhmm - przytaknęła Foster - A... nie myślałaś nigdy o nikim innym?
-Nie. Jak wariatka ganiałam za jednym i tym samym.
-Wcale tak o Tobie nie myślę - zaprzeczyła gwałtownie - Jeśli go kochasz to...
-No właśnie nie - Joy schowała twarz w dłoniach - Nie wiem. Niby jesteśmy razem, ale...
-... ale nie jesteś pewna czy to właśnie ten - dokończyła Grace
-Przecież mu tego nie powiem - powiedziała płaczliwie - Zresztą teraz jak... Nie mam pojęcia co robić.
-Moda na sukces-koniec odcinka 6250 - ogłosiła Grace, tonem prezentera telewizyjnego i razem z Joy wybuchnęły śmiechem.


-To nie twoja wina. - odparła Patricia przeżuwając chipsy - Mówiłeś już.Wybrana, osirian... bla, bla, bla.
Eddie, już od ponad godziny, próbował wytłumaczyć Patricii związek pomiędzy nim a Wybraną. Dziewczyna słuchała go znudzona. Nie chciała do tego wracać. Głównie z powodu pana Sweet'a i morderstwa Niny... Na szczęście wszelkie winy zostały jej wybaczone i miała wsparcie wśród przyjaciół. Eddie stawał na rzęsach żeby ją udobruchać, ale bezskutecznie.Williamson nie miała zamiaru mu wybaczyć. Wprawdzie ich stosunki, trochę się ociepliły, jednak nadal trzymała go na dystans. Chłopak wiedział, że bardzo ją skrzywdził. Nie mógł pogodzić się też z przewinieniem ojca. Na szczęście trafił za kratki i zostawił Patricię w spokoju. Kochał ją bardzo i miał nadzieję na szybkie wybaczenie.
-Gaduło, powiedz coś nooo!
-Coś powiem... - rozciągnęła zęby w uśmiechu - Możesz przynieść mi batona. Szafka po lewej. Proszę?


-Po co w ogóle robimy te nocne zmiany - jęknęła Stella - Przecież tam są pielęgniarki!
-W ramach przyjacielskiej przysługi - odparł Benny bawiąc się telefonem.
-Ale on nie kontaktuję, heloooł!
-Get up Fabian! Może powstanie - roześmiał się Benny.
-Jaaasne. Może kupić mu budzik?
-I tak będziemy siedzieć tam max godzinę. Niedługo koniec odwiedzin. A potem możemy...
-Nie. Nigdzie z tobą nie pójdę głąbie.
-... pójść po te rzeczy dla Trudy.
-Aaa...
-A co miałaś na myśli?
-Nic.
-Oj Stellciu, Stellciu...
-Jeszcze raz tak powiesz, a oderwę Ci ten wyszczerzony łeb!
-Ouu wyciągniesz nożyczki? - ironizował Benny
-Daj mi spokój.
-Sorry. Tylko chce do Ciebie dotrzeć...
-Przestań! - odwróciła się gwałtownie - Odpieprz się ode mnie! Jesteś kompletnym idiotą! NIC o mnie nie wiesz. Łazisz wszędzie z tą swoją wiecznie uśmiechniętą mordą i się nawet z odkurzacza cieszysz! Nie potrzebuję Cię, zrozum! Jesteś beznadziejny i...
-Nie kończ - odparł twardo - Zrozumiałem. Dzięki za szczerość.
Przyśpieszył kroku. Ruszył w stronę szpitala, zostawiając Stellę daleko w tyle. Dziewczyna odgarnęła czarne włosy z twarzy. Starała się zachować powagę. Nie mogła. Nagle dotarło do niej jaka to jest zimna i egoistyczna. Raniła wszystkich. Mama miała rację...Nie pomoże innym, dopóki nie pomoże sobie...
-Chciałabym żebyś tu była - spojrzała na granatowe niebo - Potrzebuję Cię...
-Jestem... - Rosie stała parę kroków za nią.
Nie usłyszała. Rosie odetchnęła z ulgą. Jej córka pośpiesznie szukała chusteczki. Wywróciła torebkę do góry nogami i wyjęła małe lusterko. Narysowała czarne kreski pod oczami i wytarła zapłakane policzki. Rosie uśmiechnęła się ciepło. Cała ona. Pamiętała jeszcze, kiedy Stella biegała po ogrodzie w rozpuszczonych, blond loczkach i sukience na szelkach. To były jedne z nielicznych dni, kiedy mogły być razem. Jack wyjątkowo dawał jej pobawić się z małą, roześmianą Stellcią. Była taka słodka, kochana i beztroska. Potem ich kontakty zostały sporo ograniczone i przez wiele, wiele lat nie widziała swojej córeczki. Na szczęście Stelli udało się ją odnaleźć. Wtedy była już inna - ostra, z kruczoczarnymi włosami i mocnym makijażem. Mimo to, w środku cały czas pozostawała tą samą dobrą dziewczyną. Tylko nie okazywała tego byle komu... Dlatego zastanawiał ją ten chłopak. Córka wyraźnie do niego lgnęła, ale nie dawała tego po sobie poznać. Dostała szansę od losu... tylko bała się ją wykorzystać. Po Eddie'm bała się komukolwiek zaufać. A tylko on znał ją z tej innej, lepszej strony. Wtedy była jeszcze śliczną blondynką, która z ostrzejszych dodatków preferowała tylko czerwoną bandankę. Jack był dyrektorem miejskiej szkoły, dlatego nie podobała mu się relacja Millera i jego przybranej córki. Kiedy wzywał go do gabinetu i spytał czemu spotyka się ze Stellą, puścił do niej oko i odpowiedział z bezczelnym uśmiechem: Bo była ładna. Rosie podniosła wzrok. Stelli już nie było. Wiedziała dokąd poszła.
-Powodzenia córeczko - wyszeptała tylko i znikła.


-... no i nie rozumiem o co jej chodzi - Benny siedział przy Fabian'ie z zamyślonym wyrazem twarzy.
Stella wychyliła głowę zza ściany. Nie miała odwagi wejść i go przeprosić. Bała się...
-Nie chciałem jej zranić. Lubię ją. Bardzo... Widzisz, wczoraj była taka... normalna. Jest strasznie podobna do Jerome'a. Nie chodzi mi tylko o wygląd. To wszystko... jest zamknięte. I klucz do tego mają tylko nieliczni. I to mam być ja... I czuję się dziwnie, gadając Ci o tym! Tak poetycko... Jak ten, Chopen! A nie... to chyba był Mickiewicz... Dobra, mniejsza! To wracając do tema... O ciastka! - sięgnął po złote pudełko - No więc: ona wcale nie powinna wylądować u czubków. Spoko jest.
-Wow, dzięki! - już miała wejść i walnąć go w tą głupią mordę.
-Jest normalna! Wiesz, o dziwo te historyjki o krwiopijcach - Stella zamarła - jednak istoty paranormalne nie istnieją. Stella nie jest wampirem. A jak coś to trzymam to - wyjął z kieszeni wiązek z czosnku - Na nią nie działało, czyli jest ludziem! W ogóle to... Dobra, nie oszukujmy się, lecę na nią jak nic - spojrzał w sufit - Lubię jak się denerwuję, jak wrzeszczy, że mnie zamorduję - uśmiechnął się pod nosem - Lubię kiedy mówi, że wszystko jest bez sensu i zamyka się w sobie. Lubię jak się uśmiecha... - tu urwał - Rzadko, ale uśmiecha... I mam takie dziwne wrażenie, że ona cały czas widzi Eddie'go. Może mi się wydaję, ale...to on znał ją najlepiej i cały czas może jej zależeć. Jest piękna, tylko się boi... pokazać to piękno światu - Stella cały czas milczała - Ma gdzieś zdanie innych. Chodzi jej o samą siebie. O otworzenie się przed sobą... Bo jak na razie-ciągle z tym walczy. Kiedyś przestanie. Znajdzie ten prawdziwy cel w życiu i... uda jej się. Wampirom zawsze się powodzi - dodał już weselej.
Na twarzy Stelli pojawił się mały, ciepły uśmiech. Delikatnie uchyliła drzwi. Benny odwrócił się gwałtownie.
-Ja...
-Dopiero przyszłam - wyjaśniła pośpiesznie - To jak z nim?
-Lepiej, ale jeszcze musi poleżeć... - odparł niepewnie - Kiedy przyszłaś?
-Mówię, że teraz. - usiadła koło niego - A co? Stało się coś?
-Nie, coś ty - zaprotestował - Tylko...
-Koniec odwiedzin - lekarz wszedł do sali - Zmykajcie już.
-Ale odwiedziny są jeszcze pół godziny. - zauważyła Stella podejrzliwie.
-... uciekajcie do domu, szybko! - poganiał ich lekarz.
Kiedy Benny i Stella wyszli, doktor podszedł do Fabian'a i odłączył od aparatury.
-No chłopie! Czas się żegnać...


-Fabian, bez zmian - oświadczył Benny przy kolacji.
-Szkoda. Muszę wyciągnąć go na zakupy, może mu się poprawi. - stwierdziła Amber z przekąsem.
-Ale on jest w śpiączce! - roześmiała się Mara.
-Co z tego? - blondynka wzruszyła ramionami - Zawsze może jechać na rolkach.
Wesołe śmiechy, przerwało wejście zapłakanej Trudy. Twarz miała całą we łzach.
-Trudy co się stało? - Joy poderwała się z krzesła.
-Dzwonili ze szpitala...
-I co?
-Fabian nie żyje.


JEZUS MARIA, JERUŚ JEST JAKIMŚ POTOMKIEM, JA NIE MOGĘ! Wiedziałam! Wiedziałam, że ma jakiś związek z tym wszystkim! tarataratarata. MATKO ONI GO ZABIJĄ! NIEE!!! JERUŚ! WHERE ARE YOU GOING! Chociaż w sumie należy mu się za ten gest, że Mara jest fiu, fiu dziwna. Czyli jednak nadal kontynuuję gierki. Ale że go jest tak łatwo poderwać (10 minut..)? TO JA TAM JADĘ! SAPPHIRE IDZIE NA PODRYW! Marusiu ratuj tego przygłupa! Jeszcze sobie coś zrobi! Bierzcie Joy i Alfie'go, ale OD JERUSIA MI WONNN! ON MA PIĘKNE WŁOSKI, OCZKA I ZRYTĄ BANIE, ALE CO Z TEGO?! TAK NAM DOPOMÓÓÓÓŻ BÓÓÓÓG! Co do Fabian'a: spoko on żyję, tylko został porwany. Żebyście się nie martwili ^ ^ Pewnie kojarzycie filmy pełnometrażowe, które zostały nakręcone w niemieckiej i holenderskiej wersji? No więc: właśnie piszę scenariusza do naszej wersji! Ukaże się najpewniej, po skończeniu 2 części HoA Story. Chciałam zrobić na jego podstawie, ale jeszcze nie wiem... Jak nie chcą nam zrobić, to trudno. Sama sobie napiszę ^ ^ House of Anubis: Ścieżka siedmiu grzechów by Sapphire ^ ^ Może ktoś chętny do pomocy? STWÓRZMY DZIEŁO NASZEGO ŻYCIA, MWAHAHAHAHAHAHA! Miałam zamiar zrobić oddzielnego bloga i tam publikować poszczególne części, ale to jeszcze daleko to tego... Sama wszystkiego od razu nie machnę xd Może więc ktoś chciałby być współautorem? Oczywiście musi obejrzeć filma, coś zrozumieć (od czego są obrazki xd) i do pisania! Dużo widzów liczyło na taki film, a producenci jakoś się nie palą... Chyba, że z Eddie'm i K.T w roli głównej -,-. Więc fani TDA - mamy do zrealizowania projekt. ROBIMY FILMA! Właściwie tylko piszemy scenariusz, ale co tam ^ ^ Bardzo proszę, to dla mnie bardzo ważne. Wspólnymi siłami możemy dużo zdziałać. To co? Znajdą się jacyś chętni? Mam nadzieję, baaardzo was proszę <3 Możemy pisać fragmentami i przesyłać na email, gg, gdziekolwiek! Nawet w liście xd Oczywiście osób może być kilka. W dowód mojej dozgonnej wdzięczności wsadzę jutro dłuuuuuugie opowiadanie cz. 20 i napiszę coś dla was na życzenie. Mogę napisać dla was coś np. o Fabinie, nie wiem, jakieś dalsze losy, czy coś, co chcecie (zamówień dotyczących Willome lub Mickry nie przyjmuję xd). Tylko błagam, pomóżcie!!! I tak jak u innych możecie zamawiać grafiki, tam u mnie opowiadania ^ ^ Nudzi mi się, a pisać uwielbiam i chciałabym coś dla was stworzyć. Więc jeśli macie jakieś życzenia: walcie śmiało. To robimy filma...? Proooszę : 3

Sapphire.




3 komentarze:

  1. Jezu nawet nie wiesz jakbym chciała z Tobą pisać! No ale mam jeszcze to cholerne The Jaffray Story, a jego przecież nie zostawię ;_;
    NAPISZ O JARZE! JEEE!
    Napisałabym jeszcze dużo. Rozdział zajebisty, tylko lekki niedobór Jary ;_;
    Jakby nazwać 'parę' BennyxStella? Bella? Senny xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stenny ^ ^
      Jaffray Story nie musisz zostawiać, ja mojego też nie, będziemy grać na dwa fronty xd Bardzo chciałabym z tobą pisać <3
      Ale to nie musi być tak od razu. Ja też pracuję nad moim, ale w przypływie natchnienia zawsze coś napiszę.
      Pomyśl jeszcze, bo może nam coś z tego wyjdzie ^ ^
      A w duecie powinnyśmy się sprawdzić. Chociaż nie wiem, bo znając nasze upodobania, to wszystko będzie o Jarze xd Truudno :P

      Usuń
    2. W sumie :I Jara pobije wszystko, już nawet w The Jaffray Story jest prawie tylko o nich xd
      Jeszcze to przemyślę. Nigdy nie pracowałam w grupie lub duecie, głównie dlatego, że każdy by chciał co innego i w końcu nic by nie wyszło ;-;

      Usuń