piątek, 8 marca 2013

Opowiadanie cz. 20

-Masz wieniec?
-Mam. - Grace pociągnęła nosem.
-Jezu, znowu te nitki - Stella mocowała się z czarną sukienką - Pójdziesz sama? Dogonię Cię.
-Jasne...
Narzuciła na siebie czarny płaszcz, włożyła ciemne baleriny i wyszła z pokoju. Amber stała w korytarzu. Pierwszy raz w życiu, nie miała zrobionego makijażu. Szaroniebieskie oczy błądziły gdzieś po kątach szukając miejsca do zawieszenia wzroku. Spostrzegła Grace. Jej twarz przybrała kolor mleka. Wybuchnęła płaczem i wtuliła się w miodowe loki Foster. I po raz pierwszy, nie musiała martwić się o rozmazane oko...


Reszta czekała na zewnątrz. Zmoknięci, kaszlący i zapłakani. Nie było z nimi jedynie Mick'a, który miał jakieś ważne zawody.
-Ważniejsze od pogrzebu przyjaciela... - zauważyła Patricia, ale nie odezwała się ani słowem.
Parę kroków dalej, stali państwo Rutter. Kobieta miała na sobie ciemne okulary i czarny kapelusz z wielkim rondem. Ojciec prezentował się niewiele lepiej. Posiwiały, w szarym fraku i pogniecionym krawacie. Oboje mieli, zapuchnięte od płaczu, oczy. Rozmawiali z jakimś napakowanym gościem. Obok niego stała drobna, czerwonowłosa dziewczyna. Kątem oka dostrzegła Jerome'a i uśmiechnęła się nieśmiało.
-Cześć...
-Hej. - pomachał jej Clarke.
Alfie wychylił się zza pleców Eddie'go.
-Kto to?
-Audrey. Długa historia, później Ci opowiem.
Gruby mężczyzna odwrócił się do dziewczyny i huknął basem, aż zadudniło:
-Audrey! Zbieraj się, jedziemy!
-Tak tato.
Dziewczyna posłusznie oddaliła się od domu Anubisa i wsiadła do czarnej furgonetki z napisem "Usługi pogrzebowe". Chwilę później dołączył do niej ojciec. Z samochodu słychać było wrzaski, uderzenie, a potem tylko ciszę... Jerome, w milczeniu, odprowadził wzrokiem odjeżdżające auto.
-A więc on nie przestał... - pomyślał smutno.
Z domu wyszły blada Amber i zmizerniała Grace. Milington niosła wielki, czarny parasol. Bez słowa oddała go Alfie'mu. Sama nie narzuciła nawet kaptura. Gromadka powoli zmierzała w stronę cmentarza. Tylko Mara ciągle stała w miejscu.
-Nie idziesz? - odwrócił się Clarke.
-Idę. Tylko... Martwię się o Mick'a. - oznajmiła, na co chłopak, prychnął pogardliwie.
-Wiesz co Jaffray? Ta Twoja mania robi się już naprawdę przerażająca! Fabian NIE ŻYJE. A ty sie zastanawiasz czy boski Mick ma czysty dresik. To chore! - przyśpieszył kroku.
-Nie, czekaj! - dogoniła go Jaffray - Właściwie to... jestem wściekła. Tak, to chyba dobre określenie. Jak on mógł nie przyjść na pogrzeb Fabian'a? I to z powodu jakiś głupich zawodów! A podobno byli najlepszymi przyjaciółmi! - oburzyła się.
-No, teraz to rozumiem. Nie przejmuj się tak. Chodź już. - Clarke delikatnie pociągnął ją za ramię - Na niektórych zawsze będziesz mogła liczyć. Pamiętaj...


-Nie wiem jak Ci dziękować! - Rosie odetchnęła z ulgą - Sekta go tutaj nie znajdzie, prawda?
-Tego nie wiemy. - westchnął 'lekarz' - Oni są wszędzie.
-Teraz polują na następnego... - zmartwiła się blondynka - Matko, tak bardzo się o nich boję Pablo!
-Spokojnie, na razie wszystko jest pod kontrolą - uspokoił ją mężczyzna - Swoją drogą: udawanie lekarza, to nie taka trudna sztuka.
-Bo jesteś dobry w robieniu fałszywek. - roześmiała się Rosie - Poza tym: znasz odpowiednich ludzi. Gdyby nie kontakty w branży medycznej, nic by nam z tego nie wyszło.
-Dokładnie. Ale nie po to zdobyłem tytuł magistra, żeby włóczyć się po szpitalach. Może warto spróbować za rok? W tym internacie? Słyszałem, że rada pedagogiczna znacznie zmalała.
-Nie, no co ty! Tam jest Stella...
-Fakt. Rosie jestem nauczycielem aktorstwa, a udaję jakiegoś zgrzybiałego lekarza - dodał wesoło - A teraz, kiedy zdjęli Sweet'a z funkcji dyrektora, robią nabór na nowych nauczycieli. Zajęcia artystyczne bardzo by się im przydali... Muszą odzyskać dobre imię szkoły, po tym incydencie z morderstwem. Moglibyśmy...
-Nie.
-Rosie, ty przecież też byłaś nauczycielką. Nie brakuję Ci tego? Chcesz siedzieć w ukryciu całe życie?
-Och, przestań już! - dała mu kuksańca w bok - To gdzie leży Fabian?
-Drugi pokój. A zresztą chodź, pokaże Ci.


-Zebraliśmy się tu, by pożegnać Fabian'a Rutter'a. Syna, oddanego przyjaciela, dobrego człowieka... Polecamy go...
-Nie wystoję tu... Muszę się przejść. - zakomunikowała Amber - Nie mogę na to patrzeć. Przepraszam was...
Blondynka wyszła z cmentarza. Myślami była przy biednym Fabian'ie. Coś tu nie grało... Jakiś jeden niewidoczny element, psuł całą logikę zdarzeń. No tak. Nie mógł zginąć... Jego stan był przecież stabilny. Chyba, że odłączono by go, od aparatury...
-Lekarz! - oświeciło Amber.
Tylko on miał pełny dostęp do Fabian'a. A akurat tego wieczoru, miał dyżur... Wszystko zaczęła się układać. Komuś musiała bardzo zależeć na jego śmierci. Nagle usłyszała cichy szmer. Odwróciła się. Za nią stał wysoki mężczyzna w długim płaszczu. Wyciągnął do niej swoje pomarszczone łapska, mówiąc coś niezrozumiale. Złapał ją za gardło i zaczął ciągnąć w kierunku lasu. Amber próbowała krzyczeć, jednak zbir zasłonił jej usta, brudną dłonią. Przewalił ją na ziemię i zaczął dusić. Z jej oczu popłynęły łzy bólu. Nagle ktoś szarpnął ją za włosy, uwalniając ją tym samym od rąk faceta. Stella gwałtownie odepchnęła mężczyznę. Mężczyzna wysyczał tylko jakieś przekleństwo i zniknął między drzewami. Stella odgarnęła czarne kosmyki z czoła. Spojrzała pytająco na Amber.
-Kto to był?
-Nie wiem. - załkała dziewczyna, z trudem wydobywając z siebie głos - Ja tylko szłam a on... złapał mnie i zaczął dusić... Boże...
-Dobrze, już cicho, ciii. - Stella przycupnęła obok niej - Już poszedł. Nie ma go. Jesteś bezpieczna Ambs...
-Tymczasem parę kroków dalej stała Rosie z Pablem.
-O mój Boże, spóźniliśmy się...
-My tak - przytaknął Pablo - Ale Stella nie. Masz dzielną córkę.
Stella wzięła Amber pod ramię i wyprowadziła z zaułka. Rosie spojrzała na mężczyznę ciemnoniebieskimi oczami.
-Poszedł szukać następnej ofiary...


Grace rozglądała się za Amber i Stellą. Nigdzie ich nie było. Milington już dawno powinna wrócić... Stella też się gdzieś zawieruszyła. Grace poczuła wibrację w kieszeni. Sięgnęła po komórkę. Oniemiała.
"Jestem bezpieczny. Fabian"


Trudy rozkładała talerze na stole. Większość z dań była nienaruszona. Trudno się dziwić. Państwo Rutter załatwiali coś ze spasionym gościem. Jego córka zauważyła Clarke'a i przysiadła się koło niego.
-Cześć. - uśmiechnęła się lekko.
-No hej. Bez zmian?
-Bez - westchnęła - Ale to już codzienność.
-Nie próbowałaś uciec?
-Dokąd? Wszędzie by mnie znalazł.
-A matka?
-Wpatrzona w niego jak w obrazek. Uważa, że powinnam być mu dozgonnie wdzięczna. Nawet jak wyciąga pasek...
-Jasne... Ale powinnaś komuś o tym powiedzieć.
-Po co? Żeby jeszcze bardziej zrujnować sobie życie? Matka by mnie zabiła, jesteśmy bez grosza przy duszy, a ojciec jedyny zarabia. Trafiłabym pod most.
-A myślałem, że to ja mam najbardziej zrypane życie...
-Twój tata wyszedł z więzienia?
-Skąd wiesz, że siedział? - zdziwił się Clarke.
-Poppy. - uśmiechnęła się dziewczyna.
-No tak...
-Całe miasto o tym gada. Nie dziwię się, że już tam nie mieszka... Ale z tego co mówiła Poppy, wydaję się, że to dobry człowiek. Szkoda, że ludzie na wszystko patrzą z góry...
-Szczególnie u nas...
-Te słynne babcie-szpiegi z ławeczki - roześmiała się dziewczyna - Brakuję mi Ciebie... Rzadko jesteś w domu.
-Nieustannie kursuję po internatach - uśmiechnął się Jerome.
Do kuchni weszła Mara. Zastała Jerome'a w towarzystwie jakiejś obcej dziewczyny i... poczuła ukłucie zazdrości. Oblała się rumieńcem. To było nie na miejscu. Przecież nic do niego nie czuła... A jednak. Jakieś zapomniane wspomnienia, nie chciały jej dać spokoju. Przez chwilę pomyślała, że rzeczywiście ją i Clarke'a mogło coś łączyć, ale szybko zeszła na ziemię.
-Cześć. - starała się zachować spokój. - Ty...
-Audrey. - uśmiechnęła się dziewczyna i podała jej dłoń.
-Mara. - odparła Jaffray już cieplej.
-A więc to jest Mara... - pomyślała Audrey i uważniej przyjrzała się dziewczynie.
-Nie miałyśmy okazji się poznać... - zaczęła Mara.
-No nie. Jesteś dziewczyną Jerome'a, tak?
Jaffray otworzyła usta, ale nic nie powiedziała. W milczeniu skierowała się do stołu. Clarke wbił wzrok w podłogę.
-Powiedziałam coś nie tak?
-...
-Macie jakieś problemy?
-Mniej więcej - wydusił z siebie Clarke - Zapomniała o mnie... amnezja.
-Aaa... - Audrey spojrzała na niego z niedowierzaniem - Coś się stało?
-Uderzyła się i... długa historia.
-Rozumiem. - pokiwała głową. - To czemu nic z tym nie zrobisz?
-Następna! - zirytował się Clarke - Wam się nudzi, czy jak?!
-Przecież widzę jak na nią patrzysz! - roześmiała się dziewczyna.
-Daj spokój. A ty... nie masz do mnie żalu?
-Czemu miałabym mieć? - spojrzała na niego spokojnie łagodnymi, miłymi oczami.
-O to, że Cię wtedy zostawiłem... - zaczął niepewnie. - Ja...
-Stare dzieje. Spotkałeś kogoś wyjątkowego i...
-Nie było Ci przykro?
-Było. - przyznała - Na początku. Potem to przemyślałam i na twoim miejscu zrobiłabym to samo.

-Audrey! - wrzasnął spasiony mężczyzna - Jedziemy!
-Zaczyna się. - mruknęła - To dzięki. Uważaj na siebie. I walcz o Marusię. - puściła do niego oko
-Bardzo śmieszne.
-Ojjj wiemmm. Może wkrótce się spotkamy - uścisnęła chłopaka na pożegnanie - Trzymaj się.
-Ty też. - uśmiechnął się.
Dziewczyna, wraz z ojcem, wyszła z Domu Anubisa. Mara, kątem oka, obserwowała całe zajście. I za nic nie mogła się przyznać, do wyraźnie odczuwalnej, zazdrości...


-Nie wiem czym być bardziej zszokowana. - Patricia usiadła na kanapie - Napadem, czy faktem, iż Fabian nadal żyję.
-Ta babka, o której wam mówiłam... Gadała coś o tym, że mamy trzymać się razem, ktoś na nas czyha... Myślałam, że pomieszało jej się coś we łbie, ale... Wychodzi na to, że miała rację.
-W takim razie... - odezwała się Amber - Kto będzie następny...?


Koniec : 3 Nie mogę oderwać się od słuchania tej piosenki:


Przyjaciel nic więcej, nic więcej, nic... Przypomina mi relacje Mary i Jerome'a w pierwszym (i trochę drugim) sezonie. Zauważała go tylko, kiedy Mick'a nie było, byli dla siebie oparciem. Strasznie lubiłam na nich patrzeć... Byli tacy prawdziwi. A teraz to... Mara, Willow i Joy najwyraźniej planują zemstę na Clarke'u. Na końcu odcinka był zwiastun ukazujący wszystkie te momenty. Na wiki, w opisie odcinak czytałam, ze Jerome będzie myślał, iż bierze udział w konkursie śpiewu... What the fuck? Bydzie, mów ma lalalalalove! Zauważyłam, że coraz mniej osób czyta i komentuję opowiadania. Trochę przykro mi z tego powodu, ale jeszcze się nie załamuję. Co do projektu filmowego: Blog już jest (KLIK). Czekam tylko na chętnych do współprowadzenia. Sama rady nie mam xd Samotność Sapphire nie wchodzi w grę. ^ ^ Powstała zakładka Postacie (4 sezon) i jest na bieżąco aktualizowana. Są tam m.in przedpremierowe fragmenty z HoA Story 2. Bohaterów jeszcze wszystkich nie ma, ale wkrótce lista się uzupełni. Wskrzesiłam Fabian'a, yeahh! Nie mam pojęcia co stanie się z Jarą na końcu... Bo popatrzcie: producenci za wszelką cenę chcą obrzydzić nam Clarke'a (z powodzeniem). Odejście Tasie było planowane i scenarzyści o ty m wiedzieli. 3 sezon niekoniecznie miał być tym ostatnim. W wywiadzie z Alex Shipp, było wyraźnie napisane "Mamy nadzieję na 4 sezon". Jeśli oglądalność byłaby dobra to z pewnością mogliby na to liczyć. Więc wątek Jerome'a i Mary mógł być zakończony... NIEE! Jak oni nie będą razem to... to do widzenia, ja idę w świat! Zamieszkam w kontenerze, ożenię się z jakimś śmierdzącym bezdomnym, urodzę dziecko mutanta i będę szczęśliwa! No. Jeśli Jerome KONIECZNIE musiał by z kimś być to chyba z Patricią... W pierwszym sezonie myślałam, że będą razem (kiedy była jeszcze Mickra), więc... zdążyłam się oswoić z myślą, że taki związek mógłby zaistnieć. Oczywiście jeśli nie byłoby także Eddie'go lub byłby on w związku z K.T (kluczyk yeahh). Ale to tylko w razie koniecznej konieczności xd Tak to Jeruś i Marusia ever forever <3 

Zapraszam na nową podstronę i zachęcam do pomocy przy filmie. Żegnam <3
Sapphire.


1 komentarz:

  1. Świetny! Zazdrosna Marusia zawsze spoko ♥
    No weź! Przecież te 4444 (lololo) wejść to nie tylko ja i Ty c;
    Czekam na kolejne z niecierpliwością :D

    OdpowiedzUsuń