piątek, 8 marca 2013

Opowiadanie cz. 21

-Chcesz coś na śniadanie? - Rosie przewracała naleśnika na patelni.
-Proszę.
Fabian siedział przy stole w szpitalnej koszuli i spranych dżinsach. W ręku trzymał kubek kakao. Rosie zwinnymi ruchami podrzuciła naleśniki na rozgrzanej patelni.
-Z dżemem czy serem?
-Dżemem.
Blondynka podała Rutter'owi błękitny talerzyk.Wrzuciła na niego naleśnika i położyła słoik dżemu na stole. Chłopak powoli odkręcił wieczko.
-Dobre?
-Pycha. Dziękuję. - odpowiedział Fabian z pełnymi ustami.
Rosie przyniosła sobie krzesło i usiadła koło niego.
-Dobrze się czujesz?
-Tak. Jak na ofiarę porwania, to fantastycznie.
Zaśmiali się oboje. Fabian wytarł usta chusteczką i odłożył talerzyk na blat.
-Mogę jeszcze jednego?
-Smakuję Ci? Pewnie, bierz ile chcesz.
-A więc teraz padło na Amber... - nałożył naleśnika na talerz. - To kto będzie następny?
-Nie mam pojęcia. - westchnęła Rosie. - Szukają pięciu osób. Tak naprawdę, tylko kilkoro z was jest im potrzebne.
-Nie rozumiem.
-To posłuchaj: Tylko nieliczne osoby, mogą im pomóc. Nazywani są "Potomkami Anubisa". Kiedy Robert Frobisher-Smythe, został przeklęty przez boga Anubisa, ten skupił się na jego towarzyszach, a raczej rywalach. Narzucił na nich klątwę. Bieg zdarzeń sprawił, iż pewni ludzie otrzymali dar, dzięki któremu mogli powstrzymać przebudzenie.
-Czyje? - zainteresował się Rutter.
-Tego nie wiem. Ale nie można ich lekceważyć. Los sprawił, iż potomkowie ludzi wybawców, spotkali się w jednym miejscu. I jak sam Anubis przepowiedział: "Gdy pięć osób wybawców, zetknie się ze sobą, klątwę mą zrzuci." Sekta chce pozbyć się klątwy,a do tego jesteście potrzebni im wy. Nie wiedzą jednak, kto jest tym właściwym. Zbędnych osób, po prostu się pozbywają.
-Tak jak mnie i Amber?
-Dokładnie. Wybawców rozpoznają za pomocą wisiora Ozyrysa. Osoba wybrana, która go dotknie, odczuwa głęboki ból wewnętrzny. Zwykłemu człowiekowi, nic się nie stanie. Kiedy członek sekty to sprawdzi, zabija ofiarę. Ty i Amber mieliście naprawdę sporo szczęścia.
-Faktycznie. Tuż przed kłótnią z Amber... - przypomniał sobie chłopak - Jakaś handlarka wcisnęła mi do ręki dziwny naszyjnik, po czym wzięła go i uciekła. A potem ten wypadek... Ten mężczyzna musiał dotknąć wisiorem Amber, zanim próbował ją udusić.
Przez chwilę siedzieli w milczeniu. Rosie kurczowo zaciskała usta.
-Chcesz mi coś powiedzieć?
-Chcieć, nie chcę. Ale muszę. Fabian, słuchaj... jeden z Wybawców jest skazany na śmierć.
-Co?!
-Tak musi być. Podczas ceremonii, jedna z osób wybranych, pożegna się z życiem...


-Wypsikałam na siebie chyba z dziesięć butelek perfum, a te obleśny zapach nadal nie chce zejść!
Zdenerwowana Milington nadal czuła na sobie zapach rąk mężczyzny. Przewróciła zawartość szafek do góry nogami, szukając jakiegoś dezodorantu.
-Nic już nie mam! NICCC! - Milington padła na łóżko - Moje życie jest skończone!
-Jeszcze 5 minut mamo. - Grace przewróciła się na drugi bok.
-EJJ TO JA! Nie lekceważ mnie, noo! Wstawaj!
-Pa mamo, spadaj stąd.
-No wiesz! - ściągnęła z niej kołdrę.
-Nie idę do szkoły, dzieci mnie biją.
-Grace...
-Mamo won.
-Nie jestem twoją mamą!
-Nie?
-Nie!
-A, to sorry. Babcia?
Amber zaczęła ciskać w nią poduszkami. Foster właśnie się podniosła, po czym znowu padła, gdyż wściekle różowy jasiek trafił ją w zaspany łeb.
-A co to wojna?! - zerwała się z łóżka. - Dziadku daj karabin!
-Grace obudź się! Wytrzeźwiej noo! - Amber waliła w nią poduszką.
-No to fajnie. Z Hitlerem do grobu. Wymeldowuję się, Niemcy rządzą. - opatuliła się pościelą - O znalazłam mój schron. Jest taki mięciutki...
Padła na łóżko i nie wypowiedziała już ani słowa. Zasnęła w błyskawicznym tempie. Amber ze złością pomaszerowała na strych, który obecnie był pokojem Stelli i Patricii. Blondynka wparowała do pomieszczenia, trzaskając drzwiami.
-Po jaką cholerę zgodziłam się na tę głupią wymianę! - zaczęła się wydzierać - Czemu mnie zostawiłaś?!
-Ponieważ - wyjaśniła Patricia spokojnie - Eddie dość często zaglądał by do naszego pokoju. A, jak dobrze wiesz, przez dłuższą chwilę nie mam zamiaru go oglądać.
-NIE ROZUMIEM!!! - warknęła Milington.
-Eddie tutaj nie przyjdzie. Boi się Stelli. - roześmiała się Williamson. - Poza tym tu są fajne klimaty.
-FAJNE?! JAK W GROBIE!
-No mówię przecież, że fajne.
Amber, zrezygnowana, usiadła na podłodze i zastanawiała się czy nie zacząć płakać. Stella zauważyła jej wyraz twarzy i otworzyła szufladę. Wyjęła z niej parę nauszników, fioletowy budzik, słownik, słuchawki i nożyczki. Podała je Amber i powiedziała:
-Nastawiaj jej budzik na 6.30. Nic nie rób. Musi zdążyć się wybudzić. W międzyczasie poczytaj sobie to. - wskazała na słownik. - Nauczysz się czegoś. Może. Kiedy nie dostosujesz się do instrukcji i obudzi się za wcześnie, warto założyć to - tu pokazała na słuchawki i nauszniki. - W razie zimy polecam to drugie. A jeśli zacznie gadać przez sen, co noc obcinaj jej po jednym kosmyku włosów. - spojrzała na nożyczki. - Kiedyś się zorientuję i przestanie. Życzę miłego poranka. - uśmiechnęła się kpiąco i popchnęła ją w kierunku drzwi.
-Chwilka! Macie jakieś perfumy?
Patricia wyjęła spod łóżka mały flakonik i rzuciła go Amber.
-Dzięki! - rozpromieniła się Milington i wybiegła na korytarz.
-Czekaj... - Stella uniosła palec do góry. - Robiłaś wczoraj z Alfie'm ten wasz 'wywar'?
-Zmiksowane zgniłe jabłka, woda z puszki sardynek, stary sok, jakiś przeterminowany syrop... Czemu pytasz?
-Gdzie go schowałaś?
-Pod łóż... Ouu.


-Nienawidzę, nienawidzę, nienawidzę was... - Amber wycierała się białym ręcznikiem. - Coście mi zrobili! Ja cierpię!
-Przestań, pachniesz wprost... o faktycznie nieźle od ciebie jedzie. - Alfie zatkał nos. - Ale i tak jesteś śliczna.
-Tak jak ja. - roześmiał się Mick.
Ku jego zdziwieniu, nikt nie podzielał jego zdania.
-Możesz się przesunąć? - zapytała Stella.
-Jasne, ale czemu?
-Zasłaniasz mi.
-Co?
-Przestrzeń.
-Aaa... - przytaknął, po czym na jego twarzy wyskoczył krzywy grymas - Nie śmieszne.
-Nie rozumiem... - Trudy zdjęła fartuch. - Fabian zmarł, a wy jesteście w szampańskich nastrojach...
-Nie, skąd, umieramy z rozpaczy. - zakpiła Stella.
Trudy spojrzała na nią dziwnie i wyszła z salonu. Mieszkańcy Anubisa wiedzieli o Fabian'ie. Postanowili zachować to w tajemnicy.
-A właściwie... - zaczął Clarke - Po co ta cała akcja ze śmiercią? Czemu Fabian'a nie ma?
Patricia otworzyła usta, ale nie mogła znaleźć wymówki. Alfie napchał sobie do buzi banana, Eddie'go 'zaciekawiła' plama na serwecie. Amber spojrzała błagalnie na Grace.
-Fabian.Wyjechał. Na Hawaje. - powiedziała poważnie.
-A tak serio?
-Mówię. Że. Na Hawaje. Tańczy. Hula. O tak. - tu potrząsnęła biodrami. - Żre kokosy.
-Dobra, nie było pytania. - Clarke wzruszył ramionami.
-Ale z Ciebie głupek. Przecież było pytanie! LOL. - zauważył Mick z entuzjazmem - Niektórzy są tacy głupi.
-Błagam, powiedźcie, że żartuję. - jęknęła Stella.
-Jasne. - Campbell przyjacielsko klepnął ją po plecach. - Ale pytanie było no nie?
Stella powoli przeniosła wzrok na wyszczerzoną buzię chłopaka.
-Co ty przed chwilą zrobiłeś?
-Mrugnąłem.
-Wcześniej.
-Klepu, klep.- odrzekł wesoło, po czym zbladł widząc jej wyraz twarzy. - Nie powinienem tego robić prawda?
-Oj nie. - rzekła twardo i wylała zawartość 'perfum' Amber na głowę chłopaka.
Campbell siedział zdezorientowany i nie bardzo wiedział, co powinien zrobić. Z potulną minką wstał z krzesła i poczłapał do pokoju.
-To co mamy teraz robić? - zapytał Lewis z uśmiechem.
-Pogratulować Marusi gustu. - oznajmiła Stella.
-Dziękuję. - odparła Jaffray z ironią. - Nie każdy może być doskonały.
-Mick i doskonałość. Kolejne dwa, obce sobie pojęcia. - Stella uśmiechnęła się złośliwie.
-Przestań, to mój chłopak.
-A ty sama nie masz nikogo na oku? - zaciekawiła się Amber.
-Ma. Mnie! - oznajmił Benny z uśmiechem, po czym szybko się zamknął, bo dostał pomarańczą w łeb.
-Siostrzyczko, ogar. - powiedział Jerome uspokajająco. - To nic złego być... Dobra, nic nie mówię! - zamilkł, gdyż Stella już szykowała się do odpalenia owocu.
-Jerome... - zaczęła Jaffray nieśmiało - Kim była ta dziewczyna z wczoraj?
-Z wczoraj? Audrey.
-Dokładniej?
-Jego była! - oznajmił Alfie z uśmiechem.
Mara stuliła się na krześle i nie zadawała więcej pytań. Jerome chyba zauważył jej zmieszany wyraz twarzy, bo szybko ulotnił się z pokoju.
-Marusia jest zazdrosna! - olśniło Stellę.
-Nieprawda. - dziewczyna oblała się pąsowym rumieńcem.
-Wrócisz do niego? Cudownie! - rozpromieniła się Amber. - wiedziałam, że Jara nigdy nie podupadnie!
-Jaka Jara? O czym ty mówisz? -zdenerwowała się Mara.
-No o was! Patrz mam nawet zdjęcia! - Amber wyjęła z kieszeni komórkę z diamentową obudową - Zobacz tylko!
-Ta ciekawe na c... O Matko.
Mara oniemiała. Zdjęcia przedstawiały ją i Clarke'a w... dwuznacznych sytuacjach. Przytulał ją, trzymali się za ręce... Jaffray zerwała się z krzesła i wyleciała z kuchni. Wszyscy zamilkli. Jedynie Stella pokręciła głową i powiedziała:
-Brawo Amber. Teraz jeszcze bardziej pomiesza jej się we łbie! Chociaż nie, czekaj, czekaj... - myślała o czymś intensywnie - To dobrze! Dowie się, że go kocha i z nim będzie!
W tym samym momencie Jaffray weszła do kuchni i oznajmiła z uśmiechem.
-Mick uważa, że to fotomontaż.
-Mick uważa, że ziemia jest płaska.
-Stella, proszę... Umiem korzystać z photoshopa. Niezły chwyt, ale wam się nie udał. - powiedziała radośnie i wróciła do Campbell'a.
Stella wzięła pomarańczę i ścisnęła ją do tego stopnia, że zaczął wypływać z niej sok.
-Ja się... Ona po prostu nie chce w to uwierzyć! - oznajmiła głośno, rzucając pomarańczę za siebie - To wszystko przez tego spoconego ciamajdę! Trzeba go zabić i oddelegować w kosmos!
-Ufoki zrobią mu branie mózgu. - stwierdził Alfie poważnie.
-Bardziej się go popsuć już nie da. - odparła Stella z przekąsem. - Dobra, spadam stąd. Idę postraszyć pierwszoklasistów.
-Grace, powiedz prawdę- gdzie Fabian? - Joy zmiażdżyła ją wzrokiem.
-KOKOS, HAWAJE, JA NIC NIE WIEM! - poderwała się od stołu i uciekła z kuchni.


-Halo? - Fabian zobaczył na wyświetlaczu numer Grace.
Spodziewał się miłego i ciepłego powitania.
-Cieszę, się że...
-GDZIE TY SIĘ SZLAJASZ IDIOTO?! UMIERAĆ CI SIĘ ZACHCIAŁO?! TYLKO TU PRZYJDZIESZ, TO WYLECISZ W TE PIEPRZONE HAWAJE!
-Przepraszam, o czym ty mówisz? - nie orientował się Rutter.
-O CZYM? NO O HAWAJACH! HULA, BANANY, KOKOSY!
-Yyy...
-Dobra, mniejsza! JAK JA CIĘ TYLKO ZOBACZĘ RUTTER TO... A właściwie gdzie ty jesteś?
-Ukrywam się. - wyjaśnił Rutter ściszonym głosem. - Sekta chce nas dopaść. Posłuchaj...

-Ktoś na nas poluję? - jęknęła Amber - Ja nie chce umierać!
-Tobie już nic nie grozi. Pięć osób z domu Anubisa, w tym jedna skazana na śmierć, musi być obecna przy jakiejś ceremonii przebudzenia.
-Tylko dwóch jest sprawdzonych. - zauważyła Patricia.
-Właśnie. - przytaknął Eddie. - Może warto skupić się na Marze. W końcu ona jest Wybraną i...
-... i nie ma o tym bladego pojęcia. - przerwała mu Patricia.
-Nie możemy jej powiedzieć? - zdziwił się Lewis.
-Ooo no tak, pewnie! Hej Mara, słuchaj, jesteś Wybraną a Twoje życie jest zagrożone, ogarniasz? - sparodiowała Patricia. - Nie Alfie, to zły pomysł.
-Ja coś wymyślę. Jestem inteligenta. - powiedziała Amber dumnie.
-Ta, od razu, poprośmy Mick'a. - prychnęła Grace. - Swoją drogą, co on teraz robi?
Mick stał na scenie i wykonywał pajacyki. Pomachał do Grace i podskoczył jeszcze wyżej.
-Nie pytałam.
-Ciekawe co teraz robi Fabian... - Amber przeciągnęła się na kanapie.
-Właśnie! - obruszyła się Grace. - My tu walczymy o życie, a on bezceremonialnie wcina naleśniki!


Siedzę i ryczę xd Dzisiejszą noc przeznaczyłam na rozważanie ^ ^ Jest właśnie 2.30, a ja oglądole filmiki o Jarze i beczę xd Nastrój psuje chrapanie mojego psa - CICHO NO! Opowiadania od następnej notki mogą być pisane 'z perspektywy' kogoś. Ale wracając do tematu moich łez xd Otóż tak. Najbardziej ryczałam przy tym: KLIK. Need you now... Potrzebuję Cię... Wtedy Jara była jeszcze prawdziwa... I jak patrzy się na takiego Jerome'a z pierwszych sezonów, przez myśl by nie przeszło, że może tak postąpić wobec Mary. Tak bardzo ją kochał, a potem wystawił. I to dla WILLOW?! Jak ja tęsknie za tym starym TDA... Potem obejrzałam to i również tęskno mi do takiego Clarke'a:


Zwinął jej drożdżówkę ^ ^. Klimat świetny, pierwszy sezon jest zdecydowanie najlepszy, pod względem atmosfery i charakteru postaci. I jak tak sobie myślałam to doszłam do wniosku, że scenarzyści zignorowali dotychczasowe relacje, wspomnienia poszły w las i GIENEK ZRÓBMY COŚ NOWEGO! Jak już stworzyli taką piękną historię, to niech o niej nie zapominają! Jeśli teraz chcą to tak bardzo zniszczyć i zagmatwać, to po co w ogóle powstawała Jara? To wcale nie jest ciekawy wątek, tylko nierealny. Jerome potrafił zmienić się przy Marze, zrozumiał co jest w życiu najważniejsze. Otworzył przed nią serce i stał się lepszym, poważniejszym człowiekiem... Wydoroślał. Mara natomiast mogła być przy nim sobą. Nie jak w przypadku Mick'a - za wszelką cenę chciała się mu przypodobać, dopasować do niego... Ich związek był trochę banalny. Nie była przy nim sobą, uważała żeby nie zapeszyć... Mara i Jerome świetnie się uzupełniają. Ona robi się pewniejsza siebie, weselsza, on milszy, poważniejszy... Teraz nie wiem co się z nimi stało. Jerome jest inny. Mara jest inna. I nawet gdyby naprawdę zakochał się w Willow, to powinien jej się do tego przyznać. Tymczasem robi sobie listy, która lepsza. Mara zrobiła się inna, trochę taka dziwna... Rozchichotana, ogólnie nie jest sobą. Oglądałam teraz poprzednie sezony i muszę stwierdzić, że to są całkiem inni ludzie. Myślę, że nie będę rozpaczać kiedy się rozstaną. Prawdziwa Jara pozostała w sezonie drugim: szczera i szczęśliwa. A teraz? To podróba (MADE IN CHINA!) i naprawdę nie będę płakać jeśli na końcówce się nie zejdą. To już nie te same osoby. Równie dobrze mogę przyjąć do wiadomości, że 3 sezonu w ogóle nie było. Nie lubię TEJ Jary. Kochałam tamtą starą Jarę, która mimo przeciwności losu, w końcu dostała szansę na wspólne szczęście. I ich zawsze będę kochać, bez względu na wszystko <3

Sapphire.



3 komentarze:

  1. Super notka. Ogólnie świetny blog. A co do Jary, masz rację. W 3 sezonie oni są... sztuczni. To nie prawdziwa jara.

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział <3 Przepraszam że dopiero teraz komentuję, ale nie miałam dostępu do komputera ^^'
    JAKI FOTOMONTAŻ?! Marusiu, za dużo czasu spędzasz z Campbellem.
    "W tym samym momencie Jaffray weszła do kuchni i oznajmiła z uśmiechem.
    -Mick uważa, że to fotomontaż.
    -Mick uważa, że ziemia jest płaska."
    Mwehehehe. Zapraszam na nowe Jaffray Story ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Twoje zamówienie zostało wykonane.
    http://infinity-projects.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń