czwartek, 14 marca 2013

Opowiadanie cz. 22

-I mamy szukać wskazówek, właśnie tu? - jęknęła Amber.
Jasper robił ostatnie porządki, przed wielkim otwarciem nowej wystawy. Na widok studentów, odłożył zmiotkę i uśmiechnął się zachęcająco.
-Wchodźcie. Fabian wszystko mi powiedział. Cóż, to był niezły szok, kiedy...
-Zmartwychwstał? - Patricia uniosła brwi.
-Właśnie. Też na pewno ucieszy was wieść, że mam coś, co na pewno wam się przyda. - podniósł z ziemi kartonowe pudełko. - To pamiętniki rówieśników Frobisher'a - Smythe'a. Przejrzałem parę i są tam również zapiski członków sekty.


Po półgodzinnych poszukiwaniach, Sibuna była wykończona.
-Już... nigdy więcej... - sapała Amber - Nie... przeczytam... żadnej...książki!
-Mi to nie grozi. - ziewnął Eddie.
-Potrzebuję chyba z 10 litrów kawy. - oświadczyła wyczerpana Patricia. - Zasypiam!
-Umie... Znalazłam! - ożywiła się nagle Grace. - "Do ceremonii przebudzenia i zrucenia klątwy, potrzebnych jest 5 osób: strażnik, dziedzic, obrońca, wysłannik i goniec. Jeden z nich, jest także skazańcem. Gdy zetkną się ze sobą, nastąpi...". Dalej nie widzę, zamazane.
-A więc trzeba ustalić, kto jest kim. - zauważyła Patricia. - Najgorszy los ma skazaniec...
W tej samej chwili, do biblioteki wszedł wysoki mężczyzna. Jasper wyszedł z zaplecza, objuczony ciężkimi kartonami.
-Przepraszam pana, do otwarcia nowej wystawy, nie wypożyczamy żadnych książek.
Sprawca uśmiechnął się dziwacznie. Z kieszeni wypadł mu tajemniczy wisior.
-To chyba pana. - Grace podniosła przedmiot z podłogi.
I wtedy przeszedł przez nią, ogromny ból. Wypuściła, z rąk, naszyjnik i złapała się za głowę.
-Grace, dobrze się czujesz? - Jasper spojrzał na nią z troską.
-Nic Ci nie... - odwróciła się Amber, po czym zamarła.
Przed nią stał ten zbir z pogrzebu... Zaśmiał się szelmowsko, szarpnął Foster za ramię i odpychając Eddie'go, szybko wyprowadził ją z biblioteki. Grace nie miała siły się wyrywać. Ledwo słyszała, widziała jak przez mgłę... Mężczyzna już otwierał bagażnik, aż nagle... zza krzaków wyskoczyła zziajana kobieta i w błyskawicznym tempie, wsadziła Grace do swojego auta. Odjechała z piskiem opon, ledwo wyrabiając na zakręcie. Typek nie zdążył jej już dogonić. Kobieta zniknęła. Sibuna wybiegła z biblioteki.
-Gdzie on teraz pojechał? - rozejrzała się Amber.
-Nie wiem. - odparła Williamson. - Ale Grace jest bezpieczna.


-Mick jest dziki! Mick jest zły! Mick ma bardzo ostre kły! - śpiewał Campbell, podczas wykonywania pompek.
-Stella stała obok i przyglądała się temu z politowaniem.
-Biedne 'coś'... Ja mu sama opłacę jakąś terapię, tylko please, niech stąd wyjedzie!


-Utknęłam tu. Z Tobą. Prawdopodobnie na zawsze. Gorzej być już nie może.
-Przynajmniej jesteśmy razem...
Amber i Alfie, już od ponad godziny, tkwi zamknięci w bibliotece. Jasper siedział na jakimś ważnym zebraniu, a biblioteka miała być otwarta, dopiero rano. Jedyna nadzieja w tym, że ktoś zauważy ich brak.
-Nie mama szczotki. Ani kosmetyków. Ani niczego. Chce stąd wyjść! - zaczęła walić pięściami w drzwi.
-Amberku, ogar, spokojnie!
-Nie! Tu jest tak... mądrze.
-Wiem. Też mnie to przeraża. - wzdrygnął się Lewis.
-To może... Spróbujemy ustalić tych 'wybawców'! - zaproponowała Milington. - W końcu i tak nie ammy nic lepszego do roboty.
-Możemy się...
-Nie! O, tu są jakieś kartki! - blondynka usiadła przy drewnianym stoliku. - Dobra, czyli tak: mamy dziedzica, strażnika, obrońcę, wysłannika i gońca. Jedna z tych osób jest skazana na śmierć. Kim mogłaby być Grace?


-To już tutaj. - Rosie otworzyła drzwi. - Wejdź do środka.
Grace rozejrzała się po mieszkaniu. Było w nim kilka niewielkich pokoi. Z jednego z nich wyszedł Fabian.
-Powstałem. - roześmiał się Rutter.
Grace oniemiała. Wiedziała, że nie odszedł, ale zobaczenie jego i tak było szokiem. Fabian żył. Nie był trupem. Ani wampirem. Ogólnie, trzymał się dobrze. Właśnie pałaszował pączka.
-Rosie jest dobrą kucharką. - wyjaśnił, oblizując palce.
-Apty...um...ałeś...
-Eee? Żyję i mam się dobrze. Przecież wiedziałaś.
Grace rzuciła się Rutter'owi na szyję, wytrącając mu z ręki pączka. Chłopak z krzykiem, padł na podłogę, dmuchając na słodycz. Po wciągnięciu całego pączka (wraz ze sporymi ilościami kurzu), zaprowadził dziewczynę do drugiego pokoju.
-Zobacz. - pokazał jej zabazgraną kartkę. - Zrobiłem listę: kto mógłby być kim. Na razie mam tylko Eddie'go na obrońcę.
-Eddie'go?
-No tak. - pokiwał głową. - Ozirion to obrońca. Logiczne, prawda?
-Być może, ale Eddie nie jest potrzebny do ceremonii.
-Jak to?
-Kiedy ten gościu uciekał, popchnął naszego Edzia, tym samym, dotykając go amuletem. I nic mu się nie stało.
-To mam związane ręce. - Fabian rzucił zeszycik na stół.
Przez chwilę siedzieli w milczeniu. Nagle Grace doznała olśnienia i potrząsnęła Rutter'a za ramię.
-A Ozirion Mary? W końcu ona też musi mieć swojego. - zauważyła.
-Racja. Myślisz, że to Jerome? Wybraną i Oziriona musi łączyć silna więź emocjonalna.
-Może. Chociaż... Wtedy pewnie wcześniej odeszłaby od Mick'a. A teraz jakoś nie pali się na powrót do Jerome'a.
-To może Mick?
-Nie! - zaprzeczyli naraz.
Wizja Campbell'a jako superbohatera obrońcę, był zbyt przerażający.
-Chciałam zauważyć - odezwała się Rosie - Że Ozirion nie musi być mężczyzną...


-Eddie odpada. - ziewnęła Amber. - Niczego nie mam.
-A ja tak. Grace jest dziedzicem.
-Alfie, losowanie nie wchodzi w grę.
-Ale zobacz tylko - podsunął jej pod nos starą książkę - "Potomek Oziriona ,dziedziczy po nim wiele cech charakteru, niekoniecznie pozytywnych. Ma w sobie ogromną ilość energii witalnej. Osobę taką, nazywa się dziedzicem."
-Super! - zapiszczała Milington - Zadzwonię do Fabian'a i powiem mu, że już coś mamy!


-Jakie cechy charakteru?! Ja nie lubię oglądać gołych bab!
-Nie jesteś zła.
-Owszem, jestem. Teraz jestem wściekła. To co? Też kiedyś zwariuję, tak jak on? Zamknę się w jakiejś wieży i będę bawić się w kucyki Ponny, ze swoim lustrzanym odbiciem?! Oł gud...
-Oby nie. - roześmiał się Fabian. - Rosie, jak to możliwe? Przecież Ozirion i Wybrana żyją w nienawiści lub...
-Nie zawsze. Tak jest tylko raz, na dziesięć pokoleń. Akurat był to przypadek Eddie'go i Niny. Marze nic nie grozi.
-To dobrze. - odetchnął Rutter.
-Tylko... Kto jest jej Ozirionem?


Mara (nieświadoma koszmaru, jaki właśnie przeżywali jej przyjaciele) szła przez szkolny korytarz, z książkami pod pachą. Właśnie skończyła odrabiać pracę domową Mick'a (który, zdaniem Stelli, nie umiał pisać i opisywał lekcję rysunkami). Otworzyła jego szafkę. Nagle ktoś złapał ją za ramię. Zamknęła szafkę w popłochu. Przed nią stali popularni, szkolni gangsterzy. Skała, Avan i Plujka (krążyły różne legendy na temat tej ksywy). Wyrwali Jaffray torbę z rąk i przycisnęli dziewczynę do szafek.
-Wyskakuj z kasiory, mała!
Mara zaczęła wrzeszczeć, wywołując imię Mick'a. Ten jednak ćwiczył tańce ludowe w pokoju wypoczynkowym i przez głośną muzykę, nie słyszał krzyków Jaffray.
-Boisz się, co? - roześmiał się Plujka - Dawaj mocniej!
-Zostaw ją... - usłyszeli damski głos.
-Taa jasne! - Skała zaśmiał się szyderczo. - Zobaczymy kto ma czelność... MATKO BOSKA!
Przed nim stała Stella z skrzyżowanymi ramionami i promiennym uśmiechem.
-Witam. - ukłoniła się. - Marusia nie bij ich, to tylko biedne, zagubione dzieci, bez pieniędzy i bez portek.
-Przecież mamy po... KURDE! - Plujka spojrzał w dół. - Precz szatanie! Chłopaki, toż to czarownica! Wiejemy!
-Daj spokój... - zaczął Avan niepewnie. - Przecież ona nie może nam nic zrobić... prawda, chłopaki...?
Mara stała zdębiałą i nie bardzo wiedziała co robić. Nagle z pokoju, wyskoczył Mick.
-I NEED A HERO! Uratuję Cię!
Campbell w podskokach ruszył w stronę chłopców.
-I co? Myślisz, że jak nie masz spodni to jesteś fajny, co? Ja też nie mam, i co? O żal.pl. Lol mi cię. ŻALOL! Hyhy, to połączenie słów żal i lol fajne, nie? No, to zostaw tą... jak ty miał... o, Mara! No, to zostaw Marę. No. To pa. Hyhy, pa.
Pomachał wszystkim, zrobił gwiazdę i wyszedł z budynku. Avan spojrzał pytająco na Stellę.
-Kto to był?
-Mój chłopak... - bąknęła Mara
-I przyznajesz się do tego?! - zdziwił się Skała - Biedna mała... Chłopaki, zostawmy ją. I tak ma już wystarczająco zjebane życie.
Gangsterzy, po kolei, przytulali Jaffray, wygłaszając słowa otuchy i współczucia.

THE ENDD xdd

6 komentarzy:

  1. Biedna Marusia. Mickuś zamienia się powoli w dziecko internetu ;_;
    A ja tam miałam nadzieję, że Marę obroni Jeruś |'D
    Cóż. Koniec mnie rozwalił xd Czekam na następne ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jednego nie rozumiem , skoro Amber miała komórkę to czemu nie zadzwoni żeby ktoś ich uwolnił? ; o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Amber Genius xd
      Wiem ^ ^ Ale zorientuję się dopiero w następnym opowiadaniu c;

      Usuń
    2. Aaaaaa :D i tak super piszesz < 3 xd

      Usuń
  3. Hahahhaha.Koniec rozwalający. <3
    Ogolem swietnie ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Twoje opowiadania są tak zajebiste, że się tarzam po podłodze ze śmiechu! KOCHAM CIĘ NORMALNIE!

    xoxo,
    Lost in dreams

    OdpowiedzUsuń