piątek, 15 marca 2013

Opowiadanie cz. 23

-Więc jesteś gotem... - Mick uważnie przyjrzał się Stelli.
-No. Powiedzmy. - dziewczyna przeciągnęła się na fotelu. - Czemu pytasz? Nie masz pomysłu na nowy image? Uuu, przykre. - wyjęła z torby butelkę coli.
-Wiesz, tak myślałem - ożywił się chłopak - Że zostanę... punkiem.
Stella gwałtownie wypluła cały napój, mocząc twarz rozmarzonego Campbell'a. Mick ściągnął marynarkę i wytarł nią mokrą buzię.
-Taki bez zasad... Bez kompromisów... Mówię Ci Stella, czad po prostu...
-Nie wątpię. - uniosła brwi. - Mickuś... czy ty masz coś z głową?
-Proszę? A, mokra trochę... - przetarł ręką przemoczone włosy. - No. To muszę kupić jakieś różowe ciuchy.
-Eee?
-Punki ubierają się na różowo, nie wiedziałaś? Ale z Ciebie głuptas! - roześmiał się Mick i wybiegł z salonu.
Stella westchnęła i kręcąc głową, wróciła do czytania.
-KUKU!
-BENNY! - upuściła z rąk książkę. - Co ty odpieprzasz?!
-Bawię się w Mick'a - chłopak usiadł koło niej. - Co czytasz?
-Nic.
-No pokaż. - wyrwał jej książkę z dłoni. - "Pragnienie". Kolejna książeczka o wampirach?
-Nie, wampirów tam nie ma. Wyjmij ten czosnek z kieszeni, nic Ci nie zrobię!
-Lepiej nie ryzykować. - mrugnął do niej Walker.
Po chwili delikatnie się przybliżył. Stella kawałek się odsunęła. Benny przysunął się z powrotem. Stella znów się oddaliła. Walker przesunął się znacznie dalej, na co dziewczyna gwałtownie posunęła się w bok i spadła z kanapy. Chłopak nie mógł przestać się śmiać. Stella powoli wstała z podłogi. Skierowała lodowate oczy, w jego kierunku.Benny podniósł wzrok.
-Spokojnie Stellciu, nic nie zrobiłem...
-Nie?
-Zrobił! - wyskoczył Mick zza drzwi. - Siedzi i oddycha! HA! No i co?! Kto tu jest głupi?!
-HAHAHAHA, nadal ty...
-Oo. Szkoda. - opuścił głowę Campbell i z smutną miną, usiadł na kanapie.
-Jesteście jeszcze młodzi. Nie to co ja. - westchnął. - Powinien myśleć już o pracy, założeniu rodziny... chciałem mieć też swój własny sklep: Garnki Mick'a. Jestem dobry w garncarstwie. Kiedyś zrobiłem taki ładny talerzyk. O, taki - pokazał rękami kształt. - Był naprawdę bardzo ładny. Wszyscy mnie chwalili. Byłem taki dumny. - w jego oczach pojawiły się łzy. - Teraz chce kontynuować naszą rodzinną tradycję. Mój sklep tak wiele osiągnie... Zostanę kimś... Może nawet zdobędę Nobla. - rozmarzył się. - Tak, tak wiem co myślicie: nieudacznik, oferma... A jednak, moi drodzy koledzy i koleżanki, mylicie się. Mogę wam zagwarantować, że będziecie regularnie korzystać z usług "Garnków Mick'a". Dla was będą zniżki, oczywiście. Przyjaciele, kochani! - objął ich ramieniem. - Mogę założyć sklep w garażu. Będzie smerfastycznie! - oznajmił rozanielony i pobiegł obwieścić wesołą nowinę Victor'owi.
Stella, która właśnie uwolniła się spod jego spoconych ramion, otworzyła szeroko okno i z trudem łapała powietrze.
-Ja... go... kiedyś... URŻNĘ! - wrzasnęła. - Co mu jest?! Zjadł pępowinę, przy porodzie?!
-On to chyba robi specjalnie. Żebyśmy go zauważali.
-Ja go nie zauważam. Ja go CZUJĘĘĘĘ! - jęknęła przeciągle. - Przypomnij mi: Czemu Mara go jeszcze nie rzuciła?
-Może się boi... Albo go k...
-What? Daj spokój, nawet świnia by go nie zechciała. - postukała się w czoło. - Ale przecież wiedział, że ona i Jerome byli razem... Schrzanił to. Ja mu kiedyś podpale, te cholerne "Garnki Mick'a"! Niech cierpi!
-Czemu Ci tak na tym zależy? Na jego życiu...
-Proste. Bo nie mam swojego. - odparła bez namysłu. - Słuchaj, wiem co przechodzi Jerome i chciałabym mu pomóc. Żeby nie czuł się tak jak ja kiedy Ed... Nieważne.
Benny roześmiał się i usiadł na kanapie.
-Stellciu przestań ciągle rozpamiętywać wydarzeń z przeszłości. Spójrz na Mick'a: on jest szczęśliwy, bez względu na wszystko.
-Taa. Gdyby był koniec świata, też by szczerzył tą gębę.
-Może, ale jest pozytywie nastawiony.
-Do wszystkiego?
-No raczej n...
-Mickuś! - zawołała go Stella. - Mara umarła!
-Ahh to życie! - dało się słyszeć westchnięcie. - Tak szybko mija! Ale to nie powód do załamki. Trzeba się śmiać, cieszyć i... o, Mara jednak żyję!
Jaffray weszła do Domu Anubisa w towarzystwie szkolnych gangsterów. Skała poklepał ją po plecach i powiedział:
-Elo ziomko. Do jutra. I pamiętaj: jesteśmy z tobą. - uścisnął ją na odchodne - łączymy się z tobą w bólu i cierpieniu. Pa Jaffray!
Mara, z lekko osłupiałym wyrazem twarzy, weszła do salonu. Rzuciła torbę na fotel i otworzyła lodówkę.
-Fajne masz towarzystwo! - rzucił Benny z uśmiechem.
-Masz pojęcie kim oni są?
-Pewnie. Rodzina Adamsów, w tym Stelli.
-Też tak najpierw myślałam. - przytaknęła Mara. - Ale nieważne: chodzą za mną, krok w krok i ciągle gadają coś o trudnych związkach, chorych ludziach i tym, że będą się za mnie modlić.
-Ja też! - Stella pokiwała głową. - Żeby twoja udręka wreszcie się skończyła.
-Jaka udr... Związek z Mick'iem nie jest żadną udręką!
-Taa. - mruknęła Stella. - Zobaczymy co powiesz, kiedy otworzy "Garnki Mick'a".

-Ja tu dłużej nie mogę! - jęczała Amber. - Już 21! Gdybyśmy mieli telefon, czy coś to...
-Przecież masz telefon. - zauważył Alfie. - Można po kogoś zadzwonić.
-Ja... I dopiero teraz mi to mówisz?!
-Nie chciałem psuć atmosfery - Lewis znacząco uniósł brwi.- Było bardzo...
Milington trzasnęła go książką i poszła wzywać po pomoc Patricię. Alfie podniósł przedmiot i przekartkował. Natrafił na następną osobę.
"Strażnik - jeden na dziesiąte pokolenie, rozdarty między dwoma drogami. Można poznać go po zachowaniu i wyżej wymienionej sytuacji. Musi strzec czegoś bardzo ważnego..."

Grace i Fabian siedzieli w szarym pokoju, zawaleni tysiącami kartek i papierów. Od rana próbowali, znaleźć właściwych wybawców. Na próżno.
-Nie spaliśmy całą noc... I nadal nic nie mamy...
-Nie... - ziewnęła Grace. - Trudno. Idę spać.
-Nie możesz! Musimy znaleźć choć jedną osobę!
-Alfie będzie obrońcą.
-Skąd wiesz?
-Nie wiem, tak strzelam.
Fabian pokręcił głową. Grace wzruszyła ramionami i padła na kanapę. Przycisnęła do siebie miękką poduszkę. Zasnęła momentalnie. Fabian wziął łyka kawy z czerwonego kubka w grochy. Zupełnie inaczej byłoby z Niną... Znalazłaby na tą radę. Tak bardzo mu jej brakowało... Jej uśmiechu, włosów, w kolorze zboża, oczu... Bez niej wszystko traciło kolory. Świat stawał się szary i smutny. Najmniejsza chwila traciła wszelki sens. Już nie płakał. Zrozumiał. Przynajmniej tak mu się wydawało...

Patricia włożyła naczynia do zlewu. Przed chwilą wróciła z biblioteki (Amber była wniebowzięta) i padała ze zmęczenia. Z Eddie'm nie rozmawiała. Nie mogła. Zdrada bardzo bolała. I nawet taka twardzielka jak ona, musiała czasem popłakać.
-Chusteczkę? - usłyszała męski głos.
Odwróciła się. Za nią stał Jerome z pudełkiem chusteczek w ręku. Uśmiechał się lekko.
-Spadaj Clarke!
-Niee. Mamy razem dyżur. - przypomniał jej chłopak z uśmiechem - Co taka smutna Trixie? Chodzi o Eddie'go?
-Mhmm... - przytaknęła cicho. - Wiem o tej więzi... Ozirion, Wybrana, ale... gdyby naprawdę nie chciał, to by tego nie zrobił. A to jest silniejsze od jakichkolwiek klątw, czy czegoś... Aaa, pewnie Cię zanudzam. - rzuciła żółtą ścierką o blat. - Sorry.
Jerome oparł się o stół i podniósł głowę. Spojrzał na nią intensywnie niebieskimi oczami.
-Rozumiem. Mara... Wiem, że ma amnezję... A jednak ciężko jest patrzeć na nią i Mick'a. Rozumiesz? Mam  świadomość, że zapomniała o tym wszystkim. Ale nie mogę przestać, mieć o to do niej żalu. Chociaż to nie jej wina...
-Od odejścia Niny, wszystko się spieprzyło.
Przez chwilę siedzieli w milczeniu. Williamson przerzucała jabłko z jednej ręki do drugiej.
-A pamiętasz jak - zaczęła - zamknęliśmy ją na strychu? Byłam wtedy taka ześwirowana na punkcie Joy. - zaśmiała się niepewnie.
-I wywaliłaś klucz za okno. - przypomniał sobie Clarke z uśmiechem.
-Ahh ta młodzież! - powiedziała Patricia, głosem starej babci. - Nic, tylko piwo, fajki i ufoki!
-Alfie by się obraził. - roześmiał się Jerome. - Tak jak wtedy, kiedy leżał w szpitalu, a ty wyżarłaś mu winogrona
-Sam je zjadłeś idioto! - broniła się Trixie ze śmiechem. - Zarywałeś do pielęgniarek!
-Wyrzuciły mnie z oddziału.
-Jesteś kiepskim symulantem. - stwierdziła z przekąsem.
-Nieprawda! MAMO, UMIERAM AA! TONĘ! - parodiował Clarke, a Williamson pokładała się ze śmiechu.
Przez najbliższe dwie godziny, przypominali sobie wydarzenia z pierwszego roku. Zniknięcie Joy, 'chrzest' Niny, Sibunę... Przy drzwiach stała Mara z Mick'iem. Szatynka dyskretnie przyglądała się Clarke'owi. Campbell chyba zauważył jej zmartwiony wyraz twarzy, bo odciągnął ją od ściany i zapytał:
-Mara... Czy ty czujesz coś do Jerome'a?
-Nie. - odpowiedziała przez ściśnięte gardło.
-Na pewno?
-Tak... Proszę, mogę już iść? Mam dużo lekcji...
Jaffray szybko weszła na górę i zamknęła się w swoim pokoju. Nie miała pojęcia co się z nią dzieję, Nic ją z Jerome'm nie łączyło, więc... czemu gdzieś głęboko czuła silne uczucie zazdrości? Na to pytanie nie umiała sobie odpowiedzieć...

-No Trixie, robota skończona. - odetchnął Clarke. - Patrz jak ładnie wypolerowałem szklaneczki.
-Chyba ja! Ty leżałeś na kanapie i marudziłeś jaki to jesteś nieszczęśliwy!
-Jestem! I z tego nieszczęścia nie mogę myć naczyń!
-Taa, pewnie! - zdjęła gumową rękawicę i cisnęła nią w Clarke'a.
Chłopak podniósł ścierkę z podłogi i zaczął gonić Williamson, po całym pokoju. Dziewczyna szybko wyjęła ze zlewu, miskę z brudną wodą i zaczęła ochlapywać nią Jerome'a. Chłopak, bez namysłu jej oddał, także po półgodzinie, cała kuchnia była zalana. Victor zrobił awanturę na cały dom, dał im mopy i poszedł zbesztać Stellę, która rzeźbiła twarz Mick'a na drzwiach od piwnicy. Campbell był zachwycony arcydziełem i nawet sam próbował zrobić sobie takie nad łóżkiem. Niestety zamiast przyzwoitego malunku, wyszedł mu jakiś kulfon.
-Nie jest źle. - stwierdziła Stella. - Twój jest o wiele bardziej podobny.

Alfie wybrał się na nocny spacer. Musiał odpocząć od całego gwaru i hałasu. Poza tym, w Domu Anubisa, powstała mała 'powódź' i trzeba było szybko się ewakuować. Tylko nienormalny zostawia Williamson i Clarke'a, samych z mopami. Skutki mogły być więc tragiczne. Myślał nad wybawcami... Kto jest jednym z nich... Strażnik? Chyba jeszcze nikt nie miał takiej sytuacji. Trzeba uważnie im się przyglądać... Nagle Alfie, zobaczył leżący na trawie błyszczący medalion. Niewątpliwie należał do członka sekty... Rozejrzał się dookoła i podniósł wisior z ziemi. Przyjrzał mu się dokładnie. Zabolało... Szybko wsadził go do kieszeni i zdjął bluzę. Naszyjnik miał ogromną moc. Pospieszył do Domu Anubisa. Nie wiedział, że wpadł w pułapkę. Sekta cały czas ich obserwowała, a teraz mogli szybciej zebrać członków...


Koniec : 3 Dzisiaj trochę dla fanów Patrome, bo wiem, że tacy też się znajdą. Joy zmuszona została do rozkochania w sobie Jerome'a! Jak oni będą razem TO JA WYCHODZĘ I NIE WIEM KIEDY WRÓCĘ! Ale niestety Mercer, ktoś Cię ubiegł. Patricia była szybsza ^ ^ Ale ona chce tylko wzbudzić zazdrość Eddie'go... Czy Jeruś musi zaliczyć wszystkie dziewczyny z Anubisa? Jeszcze K.T została! Im się chce to tak ciągnąć... Spróbuję mi się w nim tylko zakochać... ohoho ni ma! Pojadę tam do nich! Zabiorę się z Justin'em Bieber'em ma teraz koncert w Łodzi, dwie godziny ode mnie. Hyhy Bieberku jadę z tobą! Wracając do Patrome: pomyszkowałam na różnych stronach i podobno Eugene kiedyś podkochiwał się w Jade! Jest takie zdjęcie...

W sumie fajnie razem wyglądają... Słodko <3 (PRZEPRASZAM FANÓW JARY!) Na Eugene & Tasie nie mamy co liczyć. Ma chłopaka (Fak ju boyfriend Tasie!), a jak już, to chyba wolałaby Alex'a... Na planie nie ma jakiś romansików, a szkoda... Najwięcej wiem tylko o Eugene'ie. Podobno chodził też na randki z Aną... Chłopak ma zakręcone życie uczuciowe. Przynajmniej nie prowadzi podwójnego życia, jak jego bohater. Chyba Burkely ma dziewczynę, Brad na pewno, Ana ma Austin'a, Tasie, Klariza, prawdopodobnie Louisa... I chyba na tym koniec. To czekamy do wtorku, na nowy odc., czyli Patrome date, Jeroy date, SQUEEEE! i Walfie. Nasz 'kochany' 3 sezon...  
Tak na pożegnanie:
I KILL YOU JOY!!!

Dziękuję ^ ^


3 komentarze:

  1. "Garnki Mick'a"! Dobree.
    Ale on zostanie lekarzem, będzie leczył chore garnki.
    Patrome? Fu. JARARARARARA!!! Mara, czujesz coś do niego! KOCHASZ GO!
    Świetny rozdział, czekam na kolejne <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Aaaaaaaaa boskie, kocham. Zajrzyj czasem na story-of-anubis-by-me.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń