środa, 20 marca 2013

Opowiadanie cz. 24

-Ok. Teraz chwila prawdy. - Alfie położył wisior na ziemi. - Mamy okazję dowiedzieć się, kto jest Wybawcą. Ej, gdzie jest Trixie?
-W kuchni, z Jerome'm. - wyjaśniła Amber szybko. - Poczułeś ból, tak? Czyli mamy dwie osoby: Ciebie i Grace. Eddie, Fabian i ja, odpadamy.
Lewis zawinął wisior w bluzę i schował do szuflady.
-Ma taką moc...

Tymczasem, Stella i Eddie, siedzieli w kuchni za blatem. Miller ostrożnie wychylił głowę.
-Już od trzech godzin tak siedzą...
-A Mara nic sobie z tego nie robi! Nawet pokazać się nie raczyła. O nie, a jak on w niej... Mój plan legnie w gruzach! - biadoliła Stella.
-Przecież oni się nawet nie lubili...
-Lubili, lubili. - mruknęła dziewczyna. - Wspomnienia mają dużą moc. Uduszę tą Jaffray... I jej spoconego chłopaka też! Gdyby nie miała takiej manii na punkcie jego zbzikowanej mordy, byłoby zupełnie inaczej! A Jerome nawet dupy nie ruszy, żeby cokolwiek zrobić! Leń pieprzony. - zazgrzytała zębami. - Wiem. Zadzwonię do tej jego Audrey i dowiem się, co tam z nim zrobić.
Gwałtownie wyparowała zza blatu, łowiąc zdziwione spojrzenia brata i Patricii.
-Wychodzę! - oświadczyła. - Miłej balangi, życzę.

Godzinę później, była już przy telefonie. Wyciągnęła, spod poduszki, komórkę Jerome'a i weszła w spis kontaktów. Jest. Kliknęła zieloną słuchawkę i przyłożyła telefon do ucha. Po paru sygnałach, usłyszała łagodny, ciepły, melodyjny głos.
-Halo?
Umilkła. Przez chwilę zupełnie nie wiedziała, co ma powiedzieć. Nabrała powietrza w płuca i rozpoczęła przedstawienie.
-Dzień dobry słoneczko! - zaszczebiotała do telefonu. - Z tej strony Joan Clarke.
-Dobry wieczór. Jest pani u Jerome'a? Wydawało mi się, że dzisiaj panią widziałam...
-Co?! Nie, nie... Stęskniłam się za synkiem, po prostu no. Kiełbaski mu przywiozłam... Ale mniejsza. No kochanie, sprawę mam. Bo widzisz... - ściszyła głos. - On się waha!...
-Nie bardzo rozumiem... Czy chodzi pani o Marę. O, to bardzo miła dziewczyna.
-Yhy. Ale czy on... lubił Patricię Williamson?
-Patt? No pewnie, przecież znamy się już od piaskownicy.
-WHAT?! Znaczy... Słucham?
-Nie pamięta pani? Codziennie się razem bawiliśmy. Ja, on, Patt, Avan i Joy.
-Tak...
-Byliśmy nierozłączni. Naprawdę pani nie kojarzy?
-Kojarzę, kojarzę...
-Pamiętam jeszcze - rozpędziła się Audrey - Takie nasze głupie zabawy z dzieciństwa. Avan stwierdził, że nigdy nie zakocha się w brunetce, Joy zarzekała, że zrobi wszystko dla jakiegoś fajnego chłopaka, a Patt i Jerome... cóż, przysięgli sobie, że jeśli do 18 roku życia nie znajdą prawdziwej miłości, to się ze sobą ożenią.
-ŻE CO?! - wrzasnęła Stella. - CO TY MI TU PIEPRZYSZ?! MÓJ SYNUŚ NIGDY W ŻYCIU NIE ZWIĄZAŁBY SIĘ Z TĄ RUDĄ DIABLICĄ! JA DZIĘKUJĘ ZA TAKIE WSPARCIE! ŻEGNAM!
-Ale pani Clarke, to tylko głupia zaba...
Trzasnęła komórką o ścianę. Ze złością wyparowała z pokoju, nołkatując przy tym biednego Alfie'go. Przechodząc przez salon, usłyszała tylko:
-Matko, przypomniała mi się ta nasza przysięga sprzed 11 lat.
-Haha, pamiętam! A osiemnastka za rok! - roześmiała się Williamson.
Stella pobladła. Wyglądała jak porcelanowa figurka.
-Ej Stellcia! - Benny zszedł po schodach. - Co to za minka? Nie przyjęli Cię do chóru kościelnego? Spróbuj ich zrozumieć...
Dziewczyna trzasnęła, pierwszym lepszym, wazonem o podłogę. Z niewinnymi oczami, stanęła przed obliczem wściekłego Victor'a.
-Masz pojęcie co zrobiłaś?! To miało tysiące lat!
-A ja mam tylko rok.
Victor posłał jej oburzone spojrzenie i wraz ze 'szczątkami' wazonu, udał się do swojego gabinetu.
-Na co masz tylko rok? - zainteresowała się, stojąca obok, Mara.
Stella spojrzała na nią z wyraźnym niezadowoleniem. Podeszła do niej i zabłysnęła tymi swoimi lodowatymi oczami.
-Na naprawienie tego co TO zepsuło!
Rozgoryczona wskazała na Mick'a, który właśnie zajadał Bakusia i nie bardzo wiedział o co chodzi.

-Nie, nie zagram z tobą w szachy!
-Ale to świetna gra! Kreatywna, logiczna...
-Uwierz mi: po 80 partiach, może się znudzić.
-Nie gadaj!
Fabian klęczał przed Grace, z pudełkiem szachów w rękach. Grali już od samego rana i nawet Rosie miała miała dość słuchania entuzjastycznych okrzyków Fabian'a. Rutter, ze smutną miną, odłożył grę na półkę.
-Weź, się nie załamuj. - roześmiała się Grace. - Dzwonił Alfie. On też w tym siedzi. Ma medalion, to poszuka innych Wybawców. Dziwne, że sekta go zgubiła... - zamyśliła się na chwilę. - Tak czy siak: teraz będziemy już skompletowani! I chyba już nawet wiem, kto jest Ozirionem Mary...

Śniadanie przebiegało w dość miłej atmosferze. O dziwo, Victor przymknął oko na brak Grace. Wydawał się nawet zadowolony, że liczba dzieciaków uległa zmniejszeniu. Kupił bajeczkę o nagłym wyjeździe do poszkodowanej ciotki i wrócił do swoich codziennych obowiązków. Mick usiłował wyprostować banany.
Mara, kątem oka, przyglądała się Patricii i Jerome'owi. Coś ją kuło... Jedno zapomniane wspomnienie, usiłowało zmienić całe dotychczasowe życie. Stella zauważyła jej wyraz twarzy i pokiwała głową, ze zrozumieniem.
-Mickuś...
-Słucham Cię?
-Co ty robisz?
-Prostuję. - wyjaśnił z uśmiechem, po czym ponowił czynność.
Mara westchnęła i wbiła wzrok w talerz.
-Stella... - zaczął Benny.
-ODPIEPRZ SIĘ!
-Ale...
-Powiedziałam nie!
-Przecież...
-NIE!
-Ale ja tylko o godzinę chciałem spytać. Ale spoko, możesz nie odpowiadać. Rozumiem, że temat czasu bywa drażniący, ale spójrz na Mick'a.
-NIE LICZĘ GODZIN I LAAAAT!
Stella lekko poczerwieniała. Wzięła torbę i z wyniosłym wyrazem twarzy, wyszła z kuchni.

-Spieprzyłam. Znowu. Zawsze uważałam, że nie powinno okazywać się swoich prawdziwych uczuć. W innym wypadku, należało liczyć się z porażką i zawodem. Jeszcze nigdy nie przegrywałam z tą zasadą, a teraz... jakby to ujął Benny "czarownica straciła wszystkie swoje umiejętności". Nie chcę wrócić do tamtego wcielenia. Do słodkiej dziewczynki, która tak bardzo kocha ludzi i naiwnie wierzy w miłość. Może to dlatego, tak bardzo lubię Grace. Przypomina mi siebie... kiedyś.
-Nie wierzę... - Mara pokręciła głową. - Ty?
-Blondynka, roześmiane oczy, brak czarnych elementów garderoby, taa. To byłam ja.
-Tak bardzo przypominasz mi Jerome'a... To wszystko... przez Eddie'go?
-Raczej przez moją krytycznie niską samoocenę. - poprawiła się na fotelu. - Nie wierzyłam w siebie. Nigdy. Kochałam innych i zawsze im pomagałam, ale siebie uważałam za kompletną idiotkę. Eddie nauczył mnie, że trzeba zaakceptować siebie, takiego jakim się jest. I prawie mi się do udało... Potem zadzwonił i znowu wszystko runęło. - wspomniała ze smutkiem. - Moi przybrani rodzice, mieli obsesję na punkcie szkoły i edukacji. Praktycznie całą podstawówkę, spędziłam zakuwając. Dopiero potem zaczęłam się buntować i rozpaczliwie szukałam kontaktu z mamą. Tą biologiczną. Wiedziałam, że widywała się ze mną, kiedy byłam mniejsza, ale potem zabronili jej się ze mną spotykać. W końcu ją znalazłam i przez jakiś czas było dobrze. Niedługo potem, zmarła. Co było strasznie dziwne, bo nigdy nic jej nie dolegało.
-Może Ci o tym nie mówiła...
-Powiedziałaby.
-No tak...
Przez chwilę siedziały w milczeniu. Do pokoju, weszła pani Andrews z notatnikiem w ręku.
-Witam was kochani. - uśmiechnęła się ciepło. - Jak dobrze wiecie, niedługo zaczyna się nowy semestr. Ostatnio, z powodu dobrze znanych wam sytuacji, znacznie spadła liczba uczniów. Jeśli znacie osoby, które byłyby zainteresowane uczęszczaniem do naszej placówki, poinformujcie je o naborach. Wszelkie zmiany dotyczące miejsca zamieszkania, nastąpią po wakacjach. Życzę miłego dnia.
Zapisała coś w notesiku i wyszła na korytarz. Mara wyglądała na zmartwioną.
-O nie. - westchnęła. - Nie chce zmieniać miejsca zamieszkania. Lubię Dom Anubisa. Chociaż swoją drogą, dobrze by było poznać nowych ludzi.
-Prawdopodobnie trafią do nas. - ziewnęła Stella. - Podobno cieszymy się najlepszą opinią. O dziwo. - mruknęła. - Nie wiem kto by chciał mieszkać z emerytowanym leśniczym i spoconym debilem, znaczy... Mick'iem.
-Daruj sobie. Mam dosyć...
-Mick'a?!
-Nie!
-Oo. W takim razie, zupełnie nie interesuję mnie, co masz do powiedzenia. - odparła wyniośle i wyszła z podniesioną głową, zostawiając zmartwioną Marę samą.

Jerome przewrócił całą zawartość szafek, w poszukiwaniu zaginionej komórki. Pokój wyglądał tak, jakby właśnie przed chwilą, przeszło tu tornado. Chłopak dopadł, w końcu do półki Alfie'go. Szybko przekopywał mu szuflady, wyrzucając różne bzdety na podłogę. Nagle w ręce wpadło mu coś metalowego. Jakiś tajemniczy ból, przeszedł całe jego ciało. Przez chwilę widział tylko zamazane barwy.
-Hej! - usłyszał kobiecy głos. - Słyszysz mnie?
Stała nad nim niewysoka dziewczyna, z długimi, brązowymi lokami.
-Taa... - wydusił z siebie. - Małe przepracowanie. Jest ok.
-To dobrze. - roześmiała się.
-My się chyba nie znamy?
-Nie. Jestem Gina. - podała mu dłoń. - Właściwie to pani Andrews kazała mi się tutaj zgłosić. Przyszłam do pana Victor'a, w sprawie drugiego roku, ale chyba go nie zastałam. Nie wiesz może, kiedy wróci?
-Powinien niedługo być. - odparł Clarke bez namysłu. - Chcesz tutaj mieszkać?
-Chyba jest najbardziej przyzwoicie ze wszystkich. Byłam w domu Izydy, ale tamtejsi ludzie to w większości punki i hipisy. A ja nie należę do żadnej z subkultur. - wyjaśniła ze śmiechem. - Chociaż... tu też mam pewne wahania. Przed chwilą staranował mnie jakiś spocony blondyn. Beknął Hello!, zrobił gwiazdę i pobiegł na górę. A przy tym wszystkim, odśpiewał mi "Odę do radości". Mam się dziwić?
-Nie. To tutaj normalne. - roześmiał się Clarke. - Poczekaj w salonie, Victor powinien zaraz być.


The end ^ ^ Kochani: bardzo chciałabym prosić was o komentowanie opowiadań. Uważam, że to miły gest i bardzo chciałabym wiedzieć, że komuś moje wypociny się podobają xd Patrząc na liczbę wyświetleń, myślę, że trochę was jest. Opowiadanie 25 jest już napisane, ale dodam jak będzie minimum 7,8 komentarzy (moje się nie liczą). W zamian za to, mogę włączyć do opowiadania jedną wybraną przez was scenkę. Na przykład ktoś będzie chciał czyjąś randkę, spotkanie z jakąś postacią, wydarzenie, to dodam to do części 25. Uwaga: nie spełniam próśb o włączenie Willow i K.T do opowiadania. Także: bardzo was proszę. A na koniec może coś optymistycznego:


Pozdrawiam ^ ^




3 komentarze:

  1. Zarąbiste! Taka rada ode mnie: nie wiem czy to zadziała, ale możesz zrobić tak, że można będzie komentować anonimowo. Wchodzisz w 'Projekt', 'Ustawienia', 'Posty i Komentarze'. Potem tam jest taka tabelka 'Kto może komentować?', no i wybierasz. Dużo osób trafia na blogi i nie może komentować, bo nie ma konta na Bloggerze. Także, mam nadzieję że będzie więcej komci ;)

    ZRÓB JAKĄŚ SCENKĘ Z JARĄ! ROZMOWĘ! NA PRZYKŁAD, WPADNĄ NA SIEBIE NA KORYTARZU, MARA ROZSYPIE KSIĄŻKI, JEROME JE POZBIERA I PRZEPROSI I BĘDĄ GADAĆ!

    Ten obrazek jest świetny, już go gdzieś widziałam, chyba na tumblr albo Ilovesibuna ^^

    Czekam na następne i życzę komentarzy!

    OdpowiedzUsuń
  2. OOO świetny ja chcę scenkę randki Pat i Jeroma znaczy niech to nie będzie randka prawdziwa tylko udawana,Niech Jerome się z nią umówi żeby wzbudzić zazdrość Mary a Pat Eddiego. I niech Eddie będzie taki zazdrosny że niech śledzi ich a na końcu Przywali Jeromowi za umówienie się z Patricią.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrealizuję w najbliższych scenariuszach ;)

      Usuń