środa, 20 marca 2013

Opowiadanie cz. 25

-Dziedzic, Wysłannik i Strażnik odnalezieni. Na moc boga Anubisa: przeklinam was Wybawcy! Jeden z was to skazaniec... Zapłaci za nasze winy! Jego krew będzie naszym ratunkiem, oddech błogosławieństwem, ciało ofiarą. Skóra jego, będzie zdarta i każdy w nią przyodziany, dostąpi zaszczytu i pokory. Jego ciało rozerwane, przeznaczymy na ucztę. Anubisie! Ceremonia właśnie się rozpoczęła...

Grace:
Od samego rana lało. Dosłownie. Woda płynęła strumieniami. Nie zostało, ani śladu po wczorajszych promykach słońca. Lubię deszcz. Kiedy byłam mała, razem z tatą i bratem, chodziliśmy do parku, właśnie w takie deszczowe dni. Nie odpuściłam ani jednej kałuży. Rozchlapywałam wodę na wszystkie strony, uderzając swoimi różowymi kaloszami o posadzkę. Brakuję mi tego... Moje relacje z tatą chyba już nigdy nie będą takie same. Omijałam go szerokim łukiem, w końcu to był dla mnie obcy człowiek. Okazało się jednak, że jest mi bliższy niż ktokolwiek, nie mówiąc już o moim biologicznym ojcu. Chciałabym dalej naiwnie wierzyć, że mój prawdziwy tata, który wcale nie chciał mnie zostawiać, tylko okoliczności go zmusiły, i cały czas bardzo dużo o mnie myślał. Puuf. Moje durne wizje zniknęły. A o miłości to mogę chyba tylko pomarzyć. Ciekawe czy Rufus kogoś kocha...? Taa, pewnie te swoje fotomodelki z okładki. Nie zależy mi na jego miłości. Wcale. Czemu miałabym tego chcieć? Po co mi miłość jakiegoś starego oprycha? A jednak. Mimo wszystko był moim ojcem i wiele bym dała żeby, okazał mi, choć trochę, tego rodzicielstwa... Wiem, że to głupie. Niestety to jedna z wielu moich wad... Kocham ludzi i jestem cholernie naiwna. Wierzę w zmianę człowieka... Właśnie przez to rozpadło się większość moich związków. Jeden za drugim, mydlili mi oczy, aż w końcu zostawałam całkiem sama. A potem były nieustanne zastanowienia, czy powinnam dawać komuś drugą szansę... Niedługo wytrwałam w tym postanowieniu. Są dwie grupy ludzi: Sprytni i naiwni. Zdecydowanie należę do tej drugiej. Pamiętam każdą wspólnie spędzoną z kimś chwilę, a w każdej było coś wspaniałego. Dlatego nie potrafię wybrać żadnej z nich i powiedzieć, że znaczyła więcej niż pozostałe. Mama zawsze twierdziła, że jestem niepoprawną romantyczną (co moim zdaniem, brzmi okropnie). Niestety mam skłonność do zakochiwania się (zazwyczaj nieszczęśliwie), ale nie ryczę przy zachodach słońca. Co nie znaczy, że nie lubię na nie patrzeć. Zawsze marzyłam, żeby przeżyć uczucie... jak w komedii romantycznej. Tymczasem moje życie można uznać za dramat obyczajowy. Ha, no i kolejna wada: lubię się wyżalać. Może nie lubię, tylko muszę. Nie lubię długo nosić ciężaru w sercu i często mam potrzebę komuś się wypłakać. Fabian właśnie się wybudzał. Drgały mu powieki. Lubiłam go. I rozumiałam. Wszyscy mieli dosyć jego ciągłych wywodów o Ninie. Tymczasem jemu to pomagało. Wiedziałam, bo sama tak mam. Oboje potrzebujemy ramienia do wypłakania. O, podnosi się. Otwiera oczy.
-Miałem taki fajny sen...
-O Ninie? - zgadłam.
Przytaknął. Podszedł do okna i zamyślił się głęboko. Chciałabym wiedzieć o czym myśli. Fabian żył w swoim świecie i chyba tylko Nina, miała do niego jakąś specjalną przepustkę. Stanęłam obok niego, nerwowo spoglądając w jego ciemnoniebieskie, nieobecne oczy.
-Przepraszam. - ocknął się. - Znowu... zbłądziłem.
-Wiem... - pokiwałam głową. - Rosie jeszcze śpi. Zrobić Ci herbatę?
-Później.
Znowu 'odszedł'. Zawsze działo się to w najmniej spodziewanym momencie. Zacisnęłam wargi i oddaliłam się od okna. Chciał zostać sam. Niech pomyśli. Tak na dobry początek dnia. Ja też muszę. Usiadłam na parapecie w kuchni i zamknęłam powieki. Powoli przenosiłam się do mojego świata...

Mara:
Matko, znowu to uczucie. Wczoraj wieczorem była u nas Gina. Chciała zapisać się do internatu, na następny semestr. Myślę, że zrobiliśmy na niej w miarę dobre wrażenie, pomijając fakt, iż Mick nadal zgrywał idiotę. Poza tym, było całkiem sympatycznie. No właśnie, było. Rozmawiała z Jerome'm. Ba, niby nic złego, ale... Czułam się dość nietypowo na to patrząc... To dziwne, ale od ostatniego czasu nękają mnie jakieś dziwne obrazy z przeszłości. Zapomniane wspomnienia, za wszelką cenę chcą wrócić... Jakby było w nich coś bardzo ważnego. Ale co mogło się zdarzyć? Nadal jestem z Mick'iem, naprawdę nic się nie zmieniło. Eddie'go pamiętam ledwo, ledwo. Pozostali dojechali dopiero na początku roku szkolnego, więc ich już kompletnie nie kojarzyłam, ale teraz nadrobiłam wszelkie straty. Bardzo lubiłam Grace, Stellę (choć nieco mnie przerażała) no i Benny'ego. Nie chciałam zaglądać do żadnych albumów, wykasowałam wszystkie zdjęcia z telefonu. Na początku wmawiałam sobie, że to tylko niepotrzebne śmieci, ale teraz otwarcie przyznaję, że po prostu się boję. Boję się własnych wspomnień. Nie mam pojęcia co robiłam. Jeszcze te zdjęcia Amber... co ja gadam, to na pewno fotomontaż! Przecież ja nigdy w życiu nie mogłabym być z Jerome'm. Owszem, pomógł mi w wyborach, rozmawiał ze mną, dość często... ale żeby z nim być? Niee. To nieprawdopodobne, nierealne i niemożliwe. Włożyłam książki do torby. Dzisiaj zaliczenie z lektury... Założę się, że większa połowa klasy nie przeczytała. Od zawsze lubiłam książki. Moi rodzice byli sportowcami i większość czasu nie było ich w domu, ale zawsze znaleźli chwilę, żeby mi coś przeczytać. Kiedy ich nie było, robiła to babcia. Siadała w bujanym fotelu, brała mnie na kolana i czytała. Wspólnie pisałyśmy różne teksty, bajki... Wkrótce potem zmarła. Zabrała do nieba nasze wspólne baśnie i jej słodki zapach imbiru. Pamiętam jeszcze jak pisałyśmy bajkę o królewnie i księciu. Byłam rozczarowana zakończeniem, bo księżniczka nie wyszła za księcia, tylko za jej najlepszego przyjaciela, giermka. Byłam oburzona. Babcia powiedziała, że można kierować się rozumem, ale to serce, ma ten decydujący ruch. Ktoś puka. Pewnie Victor, czepia się o niezgaszone światło w łazience...
-Wejść.
W drzwiach stanął Jerome... Rzucił marynarkę na łóżko i rozłożył się na tapczanie.
-Co ty robisz? - marudziłam. - Muszę iść do szkoły.
-Nie pamiętasz? Dzisiaj ostatnie klasy mają testy.
-Zupełnie zapomniałam. - wymamrotałam.
Czyli niepotrzebnie, całą noc, siedziałam nad referatem z historii. Usiadłam koło niego. Nie bardzo wiedziałam, co mam zrobić. Wygonić go? Nie, nie będę taka wredna.
-Masz jakieś plany na dzisiaj? - wypalił niespodziewanie.
Osłupiałam. Chodzi mu o randkę? Odgarnęłam włosy za ucho. Głos stanął mi w gardle. Nie mogłam wydusić z siebie, ani słowa.
-Nie słyszę odmowy! - roześmiał się Clarke.
-Jerome... - wydusiłam z siebie. - Mick... Ja naprawdę nie...
Naprawdę chce. Tylko za nic mu tego nie powiem. Czasem chciałabym serce zostawić w szufladzie, a sumienie zakopać w ogródku. Jezu, o czym ja myślę? Odbija mi, pewnie przez tą pogodę. Ciśnienie, to wszystko.
-Taa on. - przypomniał sobie szybko. - To porobimy coś innego. Pobawimy się! - oznajmił z uśmiechem.
-Nie mamy pięciu lat. - przypomniałam mu.
Jestem opętana. Myślę o Tobie. Ciągle. Nie wiem czemu. Tak po prostu.
-Wszystko dobrze?
-Tak.
Nie. Wysiadł mi rozum. Błagam wyjdź. Nie, nie wychodź.
-Przepraszam za to, co teraz zrobię. - jego oczy były coraz bliżej mojej twarzy.
Już nie było odwrotu. Pocałował mnie i wyszeptał tylko:
-Cały czas pamiętałem twój zapach...

Benny:
Siedziała u mnie w pokoju z dwoma pudełkami chusteczek i twarzą zalaną łzami. Stellici zebrało się na wspomnienia... Nie wiedziałem jak jej pomóc. Ciągle uciekała, ale zawsze wracała. To był taki jej sposób przeprosin. Inaczej nie umiała. Już od ponad godziny zawodziła coś o nieszczęśliwej przeszłości, Eddie'm, błędach, których nie da się naprawić... Chciałam mi coś wyznać... miała to wypisane na twarzy. Wstała z łóżka i stanęła przede mną z poważną miną.
-Ok. 9 liter, 2 słowa. Masz do wyboru: Kocham Cię albo Pieprz się.


Dzisiaj krótkie, może jeszcze coś dopiszę. Anonimki mogą już komentować ^ ^ Pozdrawiam <3


6 komentarzy:

  1. Świetne, świetne i jeszcze raz świetne <333

    OdpowiedzUsuń
  2. ŁO JEZU JARA KISS <3333333 Kocham.
    Pisze się opowiadanie na The Path of the Seven Deadly Sins. Niech żyje kreatywność :D
    Super rozdział ♥
    Mmm. Zapach Marusi xd
    Myślałam że znowu będzie akcja typu "Jestę z Mickię", ale się pocałowali i Mara nie odepchnęła go jak zboczucha >_<
    No cóż. Czekam na następne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekam ^ ^
      Już nie mogłam z tym zwlekać xd

      Usuń
  3. GENIALNE.
    Jak najszybciej prosze o next. <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Aaaaaaaaa kolejny pisz już teraz ;*** a Stella i Benny huhuhuhu <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Kolejna część, już jest :P

    OdpowiedzUsuń