poniedziałek, 25 marca 2013

Opowiadanie cz. 27

Grace:
Zatkało mnie. Jeszcze przed chwilą siedzieliśmy wszyscy razem i nie podejrzewaliśmy niczego złego. Gdyby tylko Rosie nie wychodziła... Ten facet z pogrzebu... trzymał Fabian'a i przykładał pistolet do jego głowy. Nie miałam pojęcia, co mam robić. Siedziałam przyparta do ściany, nerwowo skubiąc tapetę. Mężczyzna zbliżył się do mnie i przyłożył sine usta do mojego ucha.
-Pojedziesz ze mną... albo on pożegna się z życiem. - wskazał na Fabian'a.
Niewiele myśląc, pokiwałam głową. Patrzyłam się prosto w oczy starca. Mokre włosy, lepiły mu się do twarzy. Miał szarobure oczy i rysę na czole. Chwycił mnie za łokieć i wyprowadził z pokoju.
-Nie! Nie zgadzaj się! - krzyknął Fabian, ale mężczyzna przewalił go na ziemię.
Nie poruszał się.
-Jezu, co mu zrobiłeś... - przeraziłam się.
-Ocknie się. Może. - odparł bezmyślnie. - Chodź już.
Rosie, gdzie jesteś?! Już po mnie... Znalazł nas. Została mu tylko czwórka. I najwyraźniej jest pewien, że wszystko mu wyśpiewam.

Stella:
Siedziałam z nim w pokoju, już od paru dobrych godzin. O dziwo nie pisnął słowa o wampirach
(teraz przerzucił się na zombie). Powyciągał z szafy chyba z 15 pudełek ze zdjęciami.
-To jest Jenna. - podał mi zdjęcie jakieś dziewczyny.
Blondynka. Niebieskie oczy. Około, metr sześćdziesiąt. Malinowe usta i śniada cera. Ładna.
-Ok, ale... po co mi to pokazujesz? - odłożyłam fotografię do pudełka.
-Byliśmy kiedyś ze sobą. - wyjaśnił z przylepionym uśmiechem. - Rozstaliśmy się kiedy stwierdziła, że spotkała kogoś... dla niej. Na początku nie mogłem tego pojąć,a potem zobaczyłem jaka jest szczęśliwa i... odpuściłem.
-Czemu?
-Bo kiedy sądzimy, że jakaś osoba jest nam przeznaczona to... warto zaryzykować. Dlatego nie powinniśmy całe życie się załamywać ani winić drugiej osoby. To tylko pogorszy sprawę. Trzeba być szczęśliwym. Nie dla innych. Dla samego siebie.
-Coś jeszcze? - spojrzałam na zegarek.
-Nie.
Przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu. Spojrzałam w jego stronę. Przypomniało mi się coś, co kiedyś powiedziała mi moja mama.
-Wiesz, że... - rzuciłam od niechcenia. - Jeśli ktoś patrzy Ci się w oczy, dłużej niż 7 sekund, to Cię kocha?
-Kurde... Mój okulista mnie kocha! OMG.
Uśmiechnęłam się lekko. Lubiłam go. Podobnie czułam się kiedy, jeszcze parę lat temu, rozmawiałam z Eddie'm. Rozwalała mnie jego rozbrajająca szczerość i stosunek do ludzi. Podczas kiedy ja odcinałam głowy moim lalką, on zawierał nowe znajomości i nabierał dystansu do świata.
-Z czego składa się miłość? - palnęłam niespodziewanie.
Zawsze chciałam wiedzieć. I pytam akurat jego? Głośno myślę. Najchętniej walnęłabym się cegłą w łeb i straciła pamięć tak jak Mara. Ave złe wspomnienia!
-Ymmm no.... - zamyślił się, po czym wypalił. - Z sześciu liter. Poza tym to uczucie, stan emocjonalny, bagatela między dwojgiem ludzi... Słowem - nie ogarniesz.
-Aleś ty mądry. - uniosłam brwi z udawanym podziwem.
-Jestem inteligenty, inaczej. - roześmiał się. - Tak jak ty Stellciu.
-Weź przestań! Nawet babcia tak do mnie nie mówiła.
-To jak?
-Więc... kiedy zobaczyła mnie przefarbowaną na czarno, zamknęła mnie w komórce i krzyczała: Precz szatanie!
-Czyli wzrok jej jeszcze nie nawalił. - szturchnął mnie w ramię. - Wyciągnął Cię ktoś?
-Sama wyszłam. Babcia boi się złych duchów. - mrugnęłam okiem porozumiewawczo. - Wampir!
-Teraz jest sezon na Zombie. Potem będzie na mumie!
-To durne... - zaczęłam. - Wygłaszasz mi jakieś zbędne monologi... Do czego mi to?
-Głupia jesteś. Tylko drugi człowiek potrafi uszczęśliwić nas całych i uradować nasze serce...
-... tak samo jak je zniszczyć i porzucić.
-Nie rozpamiętuj już. To, że kiedyś było źle, nie znaczy, że tak będzie już zawsze.
-Jasne.
-Głupia jesteś. - powtórzył.
-Jeżeli jestem głupia to tylko dlatego, że bardzo Cię kocham. Więc, masz rację. Jestem kompletną idiotką...
-No to trafiłaś na idiotę...
Zamrugałam nerwowo oczami, po czym uśmiechnęłam się ciepło, zrzucając cały dotychczasowy ciężar z mojego brudnego serca.

Patricia:
Jest! Quo Vadis przeczytane. Dzięki Bogu, za ten wolny dzień. Chyba pierwszy raz, przeczytałam całą lekturę na czas. Byłam do tego zmuszona. Internet wysiał, a kiedy poszłam do pokoju Mary, żeby streściła mi całą książkę, ta siedziała pod łóżkiem i kazała powiedzieć Jerome'owi, że wyjechała na drugi koniec świata. Dam głowę, że mu uległa. W tej samej chwili, do mojego pokoju wparował Clarke i padł przede mną na kolana. Uniosłam brwi pytająco.
-Zostaniesz moją dziewczyną?
-Eee? - przeraziłam się.
Zapewne dziesięć lat temu, byłabym wniebowzięta, ale nie teraz.
-Nie na poważnie Trixie! - roześmiał się. - Spójrz: ty masz problem z Eddie'm, ja mam problem z Marą... Podsumowując więc: mamy problemy.
-Wow. - pokiwałam głową. - Bystry jesteś.
-Wiem. - przytaknął z uśmiechem. - I moglibyśmy... żeby byli zazdrości...
-Ok stoi. Ale najpierw trzeba wyciągnąć Marę spod łóżka.
-Plan A nie wypalił. - przyznał, drapiąc się po głowie. - To chodź. - złapał mnie za rękę i pomógł wstać. - Trzeba to...
-Ale, że ot tak, oznajmić? Nie, nie. Trzeba to robić stopniowoooo. - wyjaśniłam. - Wtedy Marusia będzie bardziej zazdrosna.
-I Edzio.
-Tfu.
-Taa jasne.
-Oj daj już spokój! To jak? Kiedy pierwsza randka? - rzuciłam żartobliwie i oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
Siedmioletnia ja, triumfowała.

Grace:
-Siedzi tu już trzy godziny. I nie pisnęła ani słówka!
-Jeszcze raz: powiedz nam, kim jest reszta, inaczej wrócimy i zabijemy tego Fabian'a!
-Spoko. - odparłam wesoło. - I tak go nie lubiłam.
Cackałam się z nimi już parę godzin. To byli chorzy ludzie... Mają zamiar zabić kogoś z Wybawców i go zjeść. Przynajmniej tyle udało mi się zrozumieć z ich pokręconych pogawędek. Nie chciałam skończyć jako zestaw Happy Meal w McDonald, chociaż frytki byłyby ze mnie całkiem dobre...
-Gadaj! - mężczyzna zawiązał ręce na mojej szyi. - Bo uduszę!
-I stracisz członka ceremonii? Dobry ruch. - pokiwałam głową z udawanym podziwem.
Facet splunął i podszedł do drugiego zbira z długą brodą i brudnym czołem. Mężczyzna podszedł do mnie i zapytał.
-Masz nam coś do powiedzenia?
-Tak - odparłam szybko. - Śmierdzicie.

Mick:
Łaka, łake ee ee!

Mara:
Kolacja przebiegała w miarę miło. Wszelkie obawy ogarnęły mnie wraz z przyjściem Jerome'a. Spodziewałam się jakieś akcji typu: "Ey Jaffray! Ale fajnie było!". Tymczasem on nawet palcem nie kiwnął. Zamiast tego, cały wieczór spędził na podwalaniu się do Patricii. I vice-versa. Wykorzystał mnie. Chciał tylko upokorzyć... Ale nic z mieszkańców, nawet wszechwiedząca Stella, nie miał najmniejszego pojęcia, o porannym występku. Eddie też nie wyglądał za wesoło. A oni... gadali coś o swoim dzieciństwie, tym, że ona kiedyś do niego... Z jakiegoś dziwnego powodu, strasznie mnie to denerwowało. Mózgu ogar! Aa... może to i dobrze. Trzeba zapomnieć o poranku... przecież to było niepotrzebne... pod wpływem chwili, emocji... Zapomnijmy. Tak będzie najlepiej. O... odwrócił się w moją stronę. Uwielbiam kiedy patrzymy w nasze oczy i pojawia się ten uśmiech, który pokochałam od razu. Tymczasem Stella zauważyła mój wyraz twarzy i oznajmiła:
-Jak nam na kimś zależy, to jesteśmy o tą osobę zaje.biście zazdrości.


Koniec! Już jutro zobaczymy jakże piękny pocałunek Jeroy! Uhuu! CIESZYCIE SIĘ?!
Bo ja nie.
Idę się zabić. Tak w ogóle, HoA wygrało w KCA! Nie zasłużyli ciule.
Mówię oczywiście o 3 sezonie, bo dwa pierwsze były cudne <3 Ale Eugene'a nie było na gali... WHERE ARE YOU GOING NOW?! No, ale... Amber była! Huhu <3 Ana wróóóóć!
Idę przygotowywać się na pocałunek Jeroy (czyt. wyjąć siekierę). Do napisania <3
Sappphire : 3



2 komentarze:

  1. WYPOWIEDŹ MICKA JAK ZWYKLE ZWALIŁA MNIE Z NÓG I TERAZ LEŻĘ I KWICZĘ NA ZIEMI

    Od kilku dni ślęczę nad blogami i angielską wikią pytając wszystkich o Eugene'a. Ostatnio widziałam zdjęcie jak siedział sobie w kawiarni, aww <3 Nie wiem, czemu się rozczulam... BO JEST TAKI ŁADNY

    Oglądałam sobie dziś filmiki na YT typu 'MaraxJeroen' i 'MaraxMagnus'. Słodziuchne.
    Szkoda, że nie było tak w naszej wersji... w obydwóch pierwsze pocałunki były w łazieńce, w czasie imprezy <3 Potem Mara z HHA śpiewała i paczała na Jeroena, słodko <3

    Ale się rozczuliłam.

    A co do Jeroy...

    ZABIĆ SCENARZYSTÓW ROZSZARPAĆ ICH ZWŁOKI WSADZIĆ DO MIKROFALÓWKI UGOTOWAĆ DAĆ PSOM NA POŻARCIE I CYKNĄĆ FOTKĘ NA FB.

    Rozdział jak zwykle świetny <333

    OdpowiedzUsuń
  2. Dawaj następne , a nie! <3 PATROME!AAA <33

    OdpowiedzUsuń