środa, 27 marca 2013

Opowiadanie cz. 28

Grace:
15 czerwca. Zostały już tylko dwa tygodnie szkoły. Tymczasem ja nadal tkwiłam w odrapanym, starym pomieszczeniu wraz z dziwnymi członkami sekty. Muszę przyznać, że moi koledzy nieźle się spisują. Jak na razie, nie złapali żadnego z nich. Czyli patent z porzuconym amuletem, nie wypalił... Kiedyś będą musieli mnie wypuścić. Nie mogę siedzieć tu całe życie. Mam ambicję na przyszłość! Na przykład... oglądanie telewizji i duża paczka chipsów, bo i o niczym innym nie marzę. Fabian szczęśliwy, przesiaduję sobie u Rosie i obżera się pączkami, a mnie skazano na głodówkę, na jakimś opuszczonym strychu. Jedyną żywą istotą, z którą mogę porozmawiać, jest szczur. Wychodzi głównie w nocy i wyżera pozostałości skąpych obiadów. Amber umarłaby ze strachu. Z członkami sekty, nie mogę rozmawiać, no chyba, że może o innych Wybawcach. Tak to, mam siedzieć cicho i 'czekać na wypełnienie swego przeznaczenia'. Taa... trzeba było słuchać mamy i iść do głupiej szkoły baletowej. Przynajmniej pachniałoby ładniej... eh, brakuję mi nawet swoistego swądu Mick'a. Ile bym dała, żeby ujrzeć ten jego zakichany dresik. Tymczasem siedzę z tonami pajęczyny na głowie, gadam ze szczurem i ryczę po nocach. O, szepczą coś za drzwiami... pewnie o mnie. Czyżby znów chcieli zabierać mnie na stół operacyjny? Wyobraźnia jest piękna, doprawdy... Do pokoju wszedł gościu od pogrzebu i drapiąc się po brodzie, oznajmił:
-Jesteś wolna. Możesz iść.

Patricia:
Już od paru miesięcy, Fabian był z nami. Wspólnie przebrnęliśmy przez miliony rozmów z policjantami, natarczywe pytania i wątpliwości innych. Gliny zajęły się szukaniem sekty i Grace. Nie kupiły bajeczki o ceremonii. Znaczy, nie na poważnie. Uznali, że to jacyś szaleńcy i muszą zostań natychmiast unicestwieni. Ostatnie tygodnie, zleciały w błyskawicznym tempie. Najbardziej ucierpiała Stella, która dowiedziała się, że Rosie zorganizowała całą tą scenkę ze śmiercią... Była wściekła. A przecież Rosie nie mogła powiedzieć jej o tej całej ceremonii... Chciała nas chronić. Kiedyś, wraz z ojcem Jerome'a i moją (!) mamą zajmowali się zjawiskami paranormalnymi, przy czym bardzo interesowali się Egiptem. Połączyli te dwie pasje i... odkryli dużo ciekawych rzeczy... Ale o nich nie chciała nam już mówić. Ma wiele rzeczy do ukrycia, ale myślę, że kiedyś nam to wyzna... W odpowiednim czasie. Zamknęłam szafę i zbliżyłam się do lustra. W sumie wyglądam całkiem nieźle... Eddie będzie... Znaczy...
-Kogo ja oszukuję... - westchnęłam i padłam na łóżko.
Zależało mi na nim. Bardzo. Ale nie mogłam mu tego powiedzieć. Pomyśli sobie, że jestem łatwa... Poza tym mnie skrzywdził. To chyba wystarczający powód, dlaczego nie powinnam już mu ufać, prawda? A jednak. Jestem tak głupio zakochana. Głupio, bo nierealnie. Na co ja liczę?! Że wszystko będzie tak jak dawniej. Wstałam z łóżka i zamknęłam drzwi od szafy. Z niewiadomych przyczyn, nie zdjęłam jeszcze zdjęcia swojego i Eddie'go. Durna... Zerwałam fotografię z szafy i wrzuciłam do kosza. Chociaż prawdę mówiąc, powinnam to spalić, bo Alfie z łatwością dostanie się pod biurko i wydobędzie to przeklęte zdjęcie. Nie chce, nie mogę na nie patrzeć. To tylko przypomina mi o tym, że życie mam spieprzone i już nigdy nie będzie lepiej. Ale... jest za dużo rzeczy, których czas nie zatrze. Nawet za milion lat. A serce czyni swoją powinność. Coraz bardziej kocha, więcej nienawidzi...

Fabian:
-Fioletowa.
-A nie ta? Brzoskwiniowa? Pomarańcz będzie najmodniejszym kolorem w tym sezonie. - oznajmiła Amber, tonem obeznanego projektanta mody. - Nie mogę wziąć zielonej.
-Czemu? Jest ładna.
-Ale zielona? Teraz? Latem? Trzymajcie mnie! - westchnęła rozpaczliwie. - Nie macie najmniejszego pojęcia o modzie.
-Jak widać.
Doczekałem się. Znów z nimi jestem. Po tylu tygodniach, spędzonych z dala od nich, już chyba całkiem zapomniałem o tym, jak fajnie się z nimi gada. Dopiero teraz, uświadomiłem sobie, jak bardzo mi ich brakowało. Ciągłej paplaniny Amber, żartów Alfie'go, docinków Patricii...
-Grace musi być bardzo ciężko. - Amber spojrzała w sufit. - Nie radzi sobie.
-Może już nie żyję?! - przeraził się Alfie.
-Mhmm. Wpadłam pod kosiarkę.
-JEZUS MARIA?! Zawsze mówiłem, że... chwila, Grace?
Stała w progu. Uśmiechnięta, z założonymi rękami. Nie zważając uwagi, na sensacją jaką uczyniło jej wejście, ze spokojem wzięła kubek herbaty z blatu i usiadła na kanapie.
-Żyjesz. - stwierdziła Amber.
-Brawo. - roześmiała się. - Sekciory mnie wypuściły.
-Ale że jak?
-Normalnie. Powiedzieli idź, to se poszłam. A co, miałam tam zostać? W sumie... Gienek został teraz sam.
-Kto?
-Szczur.
-AAAA! - pisnęła Amber i wskoczyła na fotel. - Alfie bierz gazetę i załatw szkodnika! A kysz!
-On jest daleeeeko. - Grace rozciągnęła się na fotelu. - A więc: Wnioskuję, że Stella już wie o Rosie.
-Wie.
-Czyli ma przerąbane.
-Ma.
-No. - uśmiechnęła się. - Nie mogłabym żyć bez dramatów. Swoją drogą: wiedziałeś, że jak się długo nie myjesz, to włosy są taaakie! - próbowała odwzorować fryzury porywaczy. - Takie kudłate afra, z jakimś dziwnymi rzeczami we włosach. Na przykład agrafki, gumy do żucia, papierki po lodach, marichuanę...

Jerome:
Słowo daję - już nigdy więcej nie zabiorę się za, jak to mawiała Audrey, 'kucharowanie'. Zepsułem kuchnie! Szkody jakie wyrządziłem, mogłoby spowodować tornado, powódź, tsunami i pożar równocześnie. Trudy będzie musiała pracować w nadgodzinach... Mara czai się przy drzwiach... Bardzo dobrze. To znaczy, że wie o 'randce' mojej i Patricii, którą, Bóg wie, gdzie wywiało.
-Sorry.
Odwróciłem się. Przyszła. Natychmiast zdjęła rondel z kuchenki i otworzyła piekarnik. Przy uchyleniu drzwiczek od mikrofalówki, była zmuszona pootwierać okna na oścież. Cóż... jak mówiłem nie jestem dobrym kucharzem.
-Początek fajny. - zakaszlała. - Planujesz jeszcze jakieś eksplozję?
-Nie!. - roześmiałem się, po czym natychmiast umilkłem,  bo z garnka zaczęły rozchodzić się jakieś niepokojące odgłosy.

Mick:
JESTĘĘĘ PUNKIEM ;C

Stella:
Miłość matki do dziecka... Podobno największa siła na świecie. Tymczasem moja rodzicielka wcisnęła mi kit, że... nie żyję. Śmiechu warte. I jeszcze ma czelność mówić, że zrobiła to dla mojego dobra. Taa pewnie. Z pewnością będę szczęśliwa, kiedy nie będzie jej na świecie! A jeśli to jest jakiś sposób wyrażania uczuć w 21 wieku, to chyba już zupełnie nie ogarniam rzeczywistości. Pewnie dalej bym żyła w niepewności, gdyby nie porwanie Grace (która pije właśnie kakao i raczej nie grozi jej żadna kosmiczna siła). Wtedy przyszła tu z Fabian'em i zaczęła prawić jakiś monolog o miłości, poświęceniu... czyli tym, czego ona nie ma za grosz. Okłamała mnie... ta cała sprawa z Eddie'm, to przy tym pikuś. Przyzwyczaiłam się, że na ogół nikt nie liczy się z moimi uczuciami, ale to bolało. Bardzo... I choćby nie wiem co, nigdy nie będę mogła jej tego wybaczyć.


Koniec... Do zakładki Postacie (2) dodałam resztę osób typu: Alfie, Patricia. Niedługo rozpocznie się HoA Story 2. Następne opowiadanie będzie za około 3 dni. Przepraszam, ale na prawdę nie mogę wcześniej. Kompletny brak weny, nie wiem o czym pisać. A nie chciałabym zrobić czegoś takiego jak producenci w 3 sezonie. Więc jeśli macie jakieś pomysły to... Dawajcie, wszystko się przyda. Mało osób to czyta, a ja niestety taletnu nie mam, więc wychodzi jak wychodzi. W następnym opowiadaniu wywiążę się z życzenia jednego z Anonimków. Myślałam ostatnio nad Jarą i... chyba już mi tak nie zależy żeby byli razem... Nie zrozumcie mnie źle - kocham Jarę z 1 i 2 sezonu, ale 3... Mara jest chamska, zapatrzona w siebie, złośliwa, spragniona zemsty... Ma gdzieś to, że kiedyś próbowała pogodzić Clarke'a z ojcem, nauczyć go dawania drugiej szansy... Co się stało z jej dawnym charakterem? Proste. Trafił do Joy. A przecież to ona zawsze chciała się mścić, była złośliwa... Mara natomiast wierzyła w dobre intencje ludzi, a teraz uważa się za, jak to sama ujęła, 'Lady Marę', i ważne są dla niej tylko dobra materialne. Więc... czemu mieliby być razem? To są już inne osoby. Dla mnie Jara, zawsze będzie wzorem, mowa o 2 pierwszych seriach. I w to Marome będę wierzyła zawsze <3





5 komentarzy:

  1. Proszę, nie opuszczaj Jary :c Jest nas coraz mniej, wszyscy przeszli do Jeroy i Willome.
    Przecież u Ciebie Marome nie musi być takie jak w trzecim sezonie HoA, można zachować ich charaktery (oczywiście to Twoje opowiadanie, więc rób co chcesz, ale dla mnie The Jaffray Story i HoA Story są jedynymi pocieszeniami po trzecim sezonie...).
    Opowiadanie bardzo mi się podoba c: Takie pytanie: kiedy Jerome był w kuchni, to weszła tam Mara czy Patricia? ^^'
    Czekam na następne ^^ Ja też dodaję co trzy dni :3
    Obrazki z Marome na końcu... <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, już rozumiem ^^ Czyli Mara ^^

      Usuń
    2. Do kuchni wlazła Patt, Marusia szpiegowała przy drzwiach ^ ^

      Usuń
  2. super ale masz związać peddie

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie masz talentu !? No błagam... Piszesz świetnie <3 masz rację, co do Jary i w ogóle do "Lady Mary" zmieniła się strasznie. Ok Jerome ją skrzywdził i boli ją to, ale przesadza z tymi swoimi "przedstawieniami" i teraz faktycznie Joy jest jak ona -pomocna, radosna i miła. A Mara, a nie, przepraszam "Lady Mara" ma tylko jeden cel -upokorzyć Jerome'a.

    Zajrzyj czasem na story-of-anubis-by-me.blogspot.com (:
    xoxo

    OdpowiedzUsuń