sobota, 30 marca 2013

Opowiadanie cz. 29 (HoA Story 2)

Grace:
Kocham 'gonić' pociąg. Takie są skutki, pakowania się przy boku mojej mamy. Pół godziny przed odjazdem musiała sprawdzić co wpakowałam do walizki i wywaliła całą jej zawartość. Przez następne piętnaście minut, tłumaczono mi, że wzięłam za mało skarpet i babcinych sweterków na drutach.
-Nie jadę na Antarktydę. - burknęłam tylko.
-Ale tam jest zimno!
I tym magicznym sposobem, zmierzałam na peron, z prędkością światła i niedomkniętą walizką w ręku. Swetry porozdaję biednym dzieciom. Mama leciała za mną, z dwoma pudłami ciuchów na drogę. Dam głowę, iż ludzie myśleli, że właśnie nadchodzi Epoka lodowcowa i robimy zapasy dla naszej koloni. Musieli mieć niezłe widowisko, bo mama urządziła pożegnanie, jakbym wyjeżdżała na pewną śmierć do Afganistanu. Pociąg stał. Dobry konduktor. Najwyraźniej wie o biednych dzieciach z nadopiekuńczymi matkami. Pudła zostawiłam. Pewnie i tak przyśle mi je pocztą. Z dopiskiem 'Miłego pobytu w igloo!'.

Mara:
-Nie chcę tam jechać.
-Córciu musisz. To przecież jakby... twoja druga rodzina.
-Wiem mamo... ale...
-Poradzisz sobie, zobaczysz.
Ucałowała mnie przelotnie i wyszła z wagonu. Zostawiła mnie samą... Tak bardzo chciałam zostać w domu. Nie wiem czemu, ale strasznie bałam się powrotu do domu Anubisa. Od jakiegoś czasu, prześladowały mnie dziwne sny. Była tam pewna kobieta, z zamazaną twarzą. Jedynym słowem, jakie na dłużej zapadło mi w pamięci, jest Wybrana... Na początku byłam pewna, że to reakcja na przeczytanie jakiejś książki, czy obejrzenia horroru... Zaczęłam się bać, kiedy sny zaczęły się powtarzać. W dodatku pojawił się w nich Dom Anubisa... Widziałam jakieś dziwne pomieszczenie i krąg... Stałam na środku. Wokół mnie stali jacyś ludzie w kapturach i mówili nieznane mi dotąd słowa. Miałam wrażenie, że stał też tam Victor, ale... może mi się wydawało. Tak czy siak, wywoływało to u mnie mnóstwo obaw i najróżniejszych domysłów. Bo... przecież kiedyś mogłam tak być... Tylko nic nie pamiętam, przez tą głupią amnezję. Niektórych rzeczy nie dopuszczam do świadomości. Nie chcę... Ale teraz nie mam innego wyjścia i chcę przypomnieć sobie WSZYSTKIE zdarzenia sprzed wypadku. Pociąg ruszył. Byłam zdecydowana.

Fabian:
-Trudy nie wiesz kiedy ktoś przyjedzie?
-Prawdopodobnie późno. - Trudy krzątała się w kuchni. - Strasznie wcześnie przyjechałeś, wątpię żeby ktoś zjawił się o podobnej porze. Ale z Ciebie ranny ptaszek!
-Mam stąd najdalej. - wyjaśniłem. - Wyjechałem o 22.
-Jest szósta. - Trudy spojrzała na zegar. - To może chcesz się przespać? Chociaż za bardzo nie ma gdzie...
Zgłosiło się sporo nowych osób i musimy przydzielić wszystkim pokoje. To cud, że aż tyle dzieci, zgłosiło się  po tym... Przepraszam.
-Spoko. - wbiłem wzrok w podłogę. - Nic się nie stało. Naprawdę. Serio...
Trudy stanęła naprzeciwko mnie. O nie. Rozpocznie się kazanie. Monolog. O cierpieniu, szczęściu i innych takich... Błagam niech zdarzy się cud! Proszę, proszę, proszę...
-Przepraszam, może mi ktoś pomóc?!
Jest! Ocalony! Trudy pognała do holu. Postanowiłem iść za nią i sprawdzić, kto jest moim wybawcą. W drzwiach stała, objuczona pudłami dziewczyna, o śniadej cerze i ciemnych, krótkich, kręconych włosach. Miała na sobie czerwoną spódnicę, skórzaną kamizelkę i ciemne buty na koturnach. Wyglądała na dość zaspaną, podobnie jak ja.
-Już Ci pomagam kochanie. - Trudy rzuciła się ku nowej przybyłej. - Jak Ci na imię skarbie?
-Abby Roye. - uśmiechnęła się dziewczyna. - Przepraszam, że tak wcześnie, ale nie mogłam jechać późniejszym pociągiem.
-Nic nie szkodzi. Przynajmniej Fabian nie będzie sam. - roześmiała się Trudy.
Oho. Teraz będę musiał się przywitać. Nigdy nie lubiłem powitań. Zawsze się denerwowałem i nie wiedziałem co powiedzieć. Czułem, że wyglądam jak ostatni pajac. Abby lekko skinęła głową i wzięła resztę walizek.
-Pozwoliłam sobie zajrzeć do dokumentów Vicior'a... - Trudy wyjęła talerze z szafki. - Chyba jesteś z Hiszpanii, tak?
-Od strony mamy. Dwa lata mieszkaliśmy w Madrycie.
-Widać. Taka ładna z Ciebie dziewczyna. - zachwycała się Trudy. - Jestem pewna, że Ci się tu spodoba. Wszyscy się tu kochamy, szanujemy siebie nawzajem...
-CHOLERA ALFIE, WEŹ MI TEN PLECAK SPRZED RYJA!
Trudy poczerwieniała. Udawała zainteresowanie poplamionym sufitem i wróciła do robienia kanapek.
-Stella przyjechała. - wyjaśniłem.
Dopiero potem zorientowałem się, że przecież ona nikogo tu nie zna. Czyli znowu wyszedłem na idiotę...
Do salonu wparowała Stella i z głośnym hukiem, usiadła na kanapie. Torbę walnęła w kąt pokoju. Za nią wszedł Alfie, z mokrymi włosami.
-Chciałem wody...
-Nie sprecyzowałeś. - Stella okręciła włosy na palcu.
-Ale to chyba jasne, że jak prosiłem o wodę, to nie chodziło o to, żebyś wylała mi ją na głowę!
-Och, no wybacz. - powiedziała lekceważącym tonem. - Trzeba było konkretniej.
Abby stała z boku, z rozbawioną miną. Uprzejmie byłoby ją przedstawić... Może wtedy zmieniłaby stosunek do mnie i...
-Ale super! - Stella już stała przy niej i podziwiała jej oćwiekowaną kamizelkę. - Muszę sobie taką kupić... Jack uważa, że jestem satanistką, nosząc takie rzeczy. Pamiętam jak kiedyś zakazał mi robić piercing... Zrobiłam go pięć minut po tym, jak mi zabronił. Dla niego powinnam chodzić w ogrodniczkach, koszulach z kołnierzykiem i warkoczami. Podobno miałoby mi to przynieść, większy szacunek na ulicy. Bo ja tak pragnę być podziwiana przez babcie z ławeczki! - zakończyła dramatycznym tonem.
Dziesięć minut później, ja nadal zastanawiałem się nad tematem do rozmowy, Stella wciąż gadała z Abby, a Alfie, jak zaczarowany, wpatrywał się w nową przybyłą. Jestem ciekawy, co powie na to Amber...
-W Madrycie są murzyni? - Alfie zamrugał rzęsami.
-Sam jesteś murzyn! - wypaliłem nagle.
Abby i Stella spojrzały na mnie ze zdziwieniem. Zamilkłem. Psuję sobie opinię, nic poza tym. Chyba nie jestem, duszą towarzystwa...
-Puk, puk!
Do salonu weszła Grace, obładowana kilkoma walizkami.
-Nie pytaj. Mama. - puściła mi oko.
W mgnieniu oka, wyciągnąłem ją na korytarz.
-Błagam Cię wyprowadź mnie stąd! Chyba się skompromitowałem...
-Aleee dziwne! - roześmiała się. - Ok. Później się rozpakuję.

Grace:
Fabian, od ponad godziny, nawijał o swoich marnych umiejętnościach nawiązywania kontaktów. Cóż... jeśli chciał poderwać tamtą dziewczynę, to chyba się spóźnił, bo Alfie nie spuszczał z niej wzroku. Amber wróci, to oprzytomni. Doszliśmy do biblioteki. Jasper miał przyjechać, w ciągu najbliższego tygodnia. Obiecał przywieść mi coś o bogach egipskich i parę pamiętników archeologów. Lubię czytać takie 'nudne' brednie.
-... no i wtedy chcieli mnie wyśmiać. - Fabian kontynuował swój tragiczny monolog. - I pomyślałem, że... Chwila, co to było?
-Ale że co? - na chwilę się wyłączyłam.
-Czyjeś kroki. Ktoś tu idzie.
-Pewnie tatuś. Zgubił się listonosz, z prenumeratą Playboy'a. - odparłam krótko.
Fabian uśmiechnął się szybko, po czym ukrył się za budynkiem.
-Gdzie ty leziesz? Nic nam nie będzie!
-No nie wiem...
-Wyjdź.
-Słyszę kroki.
-Ja też. I co?
-Myślę, że to ktoś z sekty.
Przełknęłam ślinę. Zaczęłam się bać. Pamiętam jak więzili mnie na strychu... Brudnym, wilgotnym, cuchnącym... Było strasznie.
-To nie ich kroki... - zorientowałam się. - Są o wiele lżejsze.
Wystawiliśmy głowę zza muru. I wtedy spostrzegliśmy ją. Drobną, chudą z czerwonymi włosami... Ubrana była w cienką sukienka, a na ramionach miała zarzuconą szaroburą bluzę. W ręku kurczowo trzymała starą, odrapaną walizkę. Twarz miała bladą i zapuchniętą od łez. Szła wolno, jakby każdy krok stanowił dla niej ryzyko. Deszcz muskał ją w posiniaczone ręce. Na jej biednej twarzy, zatrzymywały się zimne podmuchy wiatru. I pomimo rzewnie lejących się kropel, widać było, że płacze... Chciałam wyjść zza budynku, ale Fabian chwycił mnie za łokieć.
-Co ty robisz?
-Spoko, znam ją. Audrey! - podleciałam do dziewczyny.
Pamiętała ją z pogrzebu. Odwróciła się. Spojrzała na mnie tymi swoimi biednymi, smutnymi oczami... Wyglądała jak zbity szczeniak. Właśnie, zbity... Miała posiniaczone ręce i kolana. Na twarzy było parę ciemniejszych plam. Ledwo trzymała się na nogach... Zaczęła płakać. Chciała coś powiedzieć, ale nie mogła. Dławiła się własnymi łzami. Fabian wyszedł zza biblioteki i zarzucił ją na plecy. Wzięłam jej walizkę. Na brązowej skórze bagażu, widać było drobne plamki krwi. Musieliśmy zabrać ją do Domu Anubisa.

Eddie:

-Wezwijcie pogotowie! - darł się Fabian, ledwo wszedł do domu.
-Nie... - zajęczała ruda dziewczyna. - On mnie znajdzie... i zabiję.
Razem z Grace, ułożyli ją na kanapie. Dopiero pięć minut temu przyjechałem, a już zdążyło się tyle wydarzyć. Trudy szybko opróżniała zawartość szafek, w poszukiwaniu wody utlenionej i innych takich bzdetów. Rudzielec był cały posiniaczony. Ale buźkę miał ładną... Podszedłem bliżej. Śliczna.
-Fabian, może Cię wymienię w funkcji pielęgniarza. - zażartowałem.
W odpowiedzi, obdarzył mnie spojrzeniem o treści "Możesz se pomarzyć". Wzruszyłem ramionami i wgryzłem się w kanapkę (dzieło moje i Alfie'go).
-Będzie z nami mieszkać? - rzuciłem od niechcenia. - Po stanie ogólnym wnioskuję, że nie ma gdzie się podziać.
-Eddie, proszę... - Trudy odkażała rany. - U nas jest komplet. Nie zmieści się...
-Można wy*ebać Eddie'go. Zmieści się. - zaproponowała Stella.
Roześmiałem się. Stellcia zawsze miała cięty charakter. Między innymi za to ją lubiłem. Aż pojawiła się Patt... Obiecałam sobie tego nie wspominać, więc... Myśli won!
-Ja jestem zapisana... tutaj. - wydukała ruda. - Do Domu Izydy.
-Do tych ćwoków? Współczucie. - poklepałem ją po obolałym ramieniu. - A, sorry...
-Spoko. - próbowała się uśmiechnąć. - Już prawie nie boli.
-Biedaczka... kto cię tak urządził, co skarbie? - Trudy pogładziła ją po włosach.
Dziewczyna spuściła wzrok. Jak na moje przypuszczenia, to ofiara przemocy domowej. Postanowiłem się z tym nie zdradzać, ale... wszyscy wiedzą jak jest. Swoje przeżyłem i pewne pojęcie o relacjach rodzicielskich mam.
-Upadłam.
-Upadła... - powtórzyłem, niczym echo.
Trudy nie uwierzyła. Nikt by nie uwierzył. Na szczęście do kuchni wparowała Patricia.
-Siemia idioci! Co tam u... Audrey! - pochyliła się na dziewczyną. - Jezu, co ci się stało?
-Ty wiesz... - odpowiedziała ruda bezgłośnie.
-Znacie się? - zdziwiła się Trudy.
-Pewnie. Od dziecka. - Patricia usiadła koło niej. - Ja, Jerome, Audrey i Joy, mieszkaliśmy obok siebie. Był jeszcze Avan, ten z Izydy. Przyjaźnimy się od piaskownicy. Znamy się najdłużej ze wszystkich mieszkańców. Postanowiliśmy też iść, do jednego internatu. Co się dziwicie? To normalne.
-Miałaś przyjaciół. Wow. - uniosłem brwi.
-Za to ty miałeś 'przyjaciółkę' - odgryzła się. - I to bardzo bliską.
Zamilkłem. Do tematu Niny, mieliśmy nie wracać. Nigdy. Chce wojny, to będzie ją miała. Nic nie poradzę na tę jej manię. Ozirion i Wybrana się połączeni więzią. Nie moja wina. Mogłaby dać spokój. Ale nie. Zawsze musi wyjść na jej zdanie. Trudno. Gaduła sama tego chciała. Jeszcze do mnie wróci. Na kolanach.

Patricia:
Kolejny wspaniały rok w tej pieprzonej szkole... Audrey zamieszka z nami, do czasu przyjazdu Joy. Jej starzy moją jakieś problemy w pracy i musiała odłożyć wyjazd. Przynajmniej nie wariuję, jak przed dwoma laty. Sama bym się siebie bała. Byłam okropna. Co akurat podobno jest moim atutem. Nie dla wszystkich rzecz jasna. Prawie wszyscy byli na miejscu. Alfie'mu mocno się dostało na wgapianie się w Abby, która, swoją drogą, jest całkiem, całkiem. Postanowiłam jej nie oblewać, jak nakazuję moja tradycja. Chyba, że zalezie mi za skórę. To poleje się... sok. Lub inny płyn. Abby przyczepiła się do Stelli. Dosłownie, została jej fanką nr 1. Jest jej inspiracją i wzorem. Do jej postaci dąży. O dziwo, Stellci to nie przeszkadza. Przeciwnie. Cieszy się, że będzie miała kogoś, jako swoją pomocną dłoń. Edzio właśnie zajadał batona. Patrzy na mnie tym pięknym, bezczelnym spojrzeniem...
-HEJ KOLEDZY I KOLEŻANKI!
-Jezu! - Stella rozbiła szklankę. - Dziecko Neo wróciło!
Dziecko Neo, czyli Mick. Z podusią pod pachą i dwoma różnymi skarpetkami, wyglądał zupełnie jak uciekinier z cyrku. Nie przejął się tym faktem i szerokim uśmiechem, wskoczył na stół.
-Eee macarena!
Witamy w Anubisie.

Mara:
Dotarłam. W końcu. Kiedy weszłam, Mick robił salto na stole. Czyli normalka.
-Hej wszystkim! - weszłam do środka.
-Mara! - zapiszczała Amber. - Pokaże Ci moje zdjęcia! I kosmetyki! Mam nowe! I buty! Też mam nowe!
-Nie mogę się... co ty tu robisz?
Na kanapie siedziała ona... ta z pogrzebu. Audrey. Jego była... Patrzyła na mnie błyszczącymi, brązowymi oczami. W ręku trzymała kubek kakao.
-Audrey będzie z nami mieszkać. - wyjaśniła Amber.
Jakby to ujął Eddie 'wryło mnie w ziemię'. Ona nie może... Eh, przez te głupie sny, zupełnie zapomniałam o Jerome'ie... Pomachała mi nieśmiało. Głupia krowa. Nie stać mnie na bardziej ciętą ripostę. Zaczynam zmieniać się w Fabian'a. Zmusiłam się do uśmiechu i wyciągnęłam do niej dłoń.
-Cześć. Fajnie, że będziesz... z nami.
Liczyłam, że nie poda ręki i będę mieć wyraźny powód, żeby jej nie lubić. No niestety. Uścisnęła mi dłoń i ozdobiła twarz, jednym z najbardziej uroczych uśmiechów. Nie był sztuczny... O dziwo. Była słodka jak miód, tak sama z siebie. Postanowiłam, że będę jej nie lubić. Mimo wszystko. Usłyszałam skrzypnięcie drzwi. Odwróciłam się. Wrócił. Ze swym beztroskim śmiechem i przebiegłym wyrazem twarzy. W oczach miał znajomy szelmowski błysk. Powrócił... Wydawało się, że resztki tego dobrodusznego Clarke'a, który jeszcze niedawno wszystkich przepraszał, zostały gdzieś pomiędzy drugim a trzecim rokiem szkolnym. I zadowolony był z tego chyba tylko Alfie. Wspomnienia sprzed trzech lat, okazały się silniejsze od czegokolwiek innego. Natychmiast podbiegł do kumpla i wyszeptał mu coś na ucho. Pewnie planowali kolejny wspaniały dowcip... Ze mną nawet się nie przywitał. Było mi trochę przykro, ale... przecież to nie koniec świata. W ciągu kolejnych dziesięciu minut, zgadał się z Audrey. Super. Jeszcze jego byłej tu brakuję... Nie żebym była zazdrosna, czy coś, ale... No właśnie, ale.
-Nie! - usłyszałam krzyk z przedpokoju.
-Panno Winchester! Proszę natychmiast stąd wyjść!
Wszyscy pobiegli do holu. Przy drzwiach stał Victor z obrażoną Giną.
-Nie chce iść do Domu Izydy. - biadoliła. - Tam są ćpuny, punki, hipisy i młodociani przestępcy! A dozorca ciągle psuję rury i łazienka non stop jest zalana. Myślałam, że się dogadaliśmy!
-Przykro mi, jest już komplet.
-Ale proszę no! Ja nie mogę nie chcę! Trudy! Uratuj mnie! Nie chcę mieszkać z jakimś niedorobionym hydraulikiem! Moja współlokatorka ma zrośnięte brwi! Proszę! Niee! - wydarła się, kiedy Victor chwycił ją w pasie i wystawił na zewnątrz.
-To się tak nie skończy! Znam dobrych prawników! Spotkamy się w sądzie! A może chce pan łapówkę z kapsli po tymbrakach? Albo paluszki? Cebulowe? Zwinę jednemu hipisowi. Taki gangster mnie nauczył. O, Dom Izydy, jednak do czegoś się przydaję. Tak czy siak, muszę...
Victor trzasnął mosiężnymi drzwiami i mrucząc coś pod nosem, ruszył do salonu. Stanął na środku pokoju.
-Wszyscy są?
Nagle ktoś trzasnął drzwiami wyjściowymi. Do salonu wbiegł Benny, objuczony masą instrumentów i plecakiem.
-Siema. Nie chcę nic mówić, ale jakaś babka rysuję nam graffiti na ścianie.
-Cholera jasna! - ryknął Victor i wyszedł z domu.
Benny 'podarował' połowę bagaży Fabian'owi, a sam zwinął kanapkę Eddie'mu. Szukał wzrokiem Stelli, która właśnie chowała się za blatem i nie miała specjalnej ochoty z nim rozmawiać. Nie przy nas.
-Marusia nie w humorze?
Odwróciłam się. Jerome. Z tym głupim, złośliwym uśmiechem.
-Czego chcesz?
-Miłości! - palnął teatralnie. - Jak tam Mickuś?
-Cudownie, dziękuję. - starałam się zabrzmieć luzacko. Nie szło mi za dobrze..
-Mara! - Mick nagle wyrósł pode mną i ukazał twarz umazaną majonezem. - Kupiłem Ci pamiątkę! Z Chin! Bo ja byłem w Chinach! Z tatą! Zabrał mnie za sukcesy sportowe! Kupiłem sobie skarpety z napisem Made in China. Fajna pamiątka, co? Wiem, wiem. Mam jeszcze masło.
-Masło.
-No. Z Biedronki. Superaśnie, co?
Nie mogłam  na to patrzeć. Jerome pokładał się ze śmiechu. Mick spojrzał na niego zdziwiony. Czy on nie może się normalnie zachowywać?! Najwidoczniej nie. Usiadłam na kanapie i sięgnęłam gazetę ze stołu. Z dworu dobiegały kolejne groźby o prawnikach i sądzie. Gina jest mocna. W końcu Victor wrócił. Bez Giny, ale za to... z Avan'em Moon'em! Jednym z tych 'gangsterów'.
-Chce wrócić do Domu Izydy! Nie zamieszkam w tym zadupiu.
-Już go lubię. - Stella wychyliła się zza blatu.
-Mogę zamienić się z Giną!
-Nie! - wrzasnął Victor.
-Ta menda ruska paździochowa przemalowała nam domek! - ogłosił Benny dramatycznie. - This is paranoja!
-Sam jesteś paranoją! - powiedział Fabian z wyższością.
Nie udało mu się. Znowu. Biedak. Nagle podszedł do mnie Avan i objął mnie w pasie.
-Maruśka, zrób coś! Jesteśmy kumplami!
Jerome nie wyglądał na zadowolonego, co dało mi pewną satysfakcję. Mimo, że Avan nic do mnie nie czuł, mógł jeszcze zrobi coś podobnego... Niestety Jerome był szybszy. Usiadł koło Patricii, zarzucił jej rękę na ramię i powiedział coś po cichu. Oboje zaczęli się śmiać. Zmizerniałam.
-Jak 'chodziłem' z Joy, też miałaś taką minę. - oznajmił Benny z uśmiechem.
-No gdzie. - Stella machnęła ręką. - My nie chodzimy.
-Nie?
-No... raczej nie.
-Powinniście. - powiedziała, milcząca dotąd Abby. - Z tego co mówiłaś to... Ok już się zamykam!
Benny usiadł na kanapie z zamyśloną miną. Stella usilnie starała sobie przypomnieć jakiś moment, świadczący o zawarciu związku. Wzruszyła ramionami i walnęła nogi na stół.
-Pech.
-Jesteśmy forever alone'y. - przytaknął Benny.
-Ale co ze mną? - przeraził się Avan. - Ja nie chcę tu mieszkać!
-Cicho! - warknął Victor. - Pokoje! Zaczynamy od dziewczyn. W różowym zamieszkają Abby, Amber i... Stella.
-NIE! - wrzasnęła. - Nie chcę mieszkać w jakiejś różowej dolinie jednorożcy! Nigdy nie lubiłam kucyków Ponny. Odrywałam im łby. I wrzucałam sąsiadom do ogródka.
-Możesz spać na dworze. - zasugerował Benny.
-Mogę nawet w pralce.
-Nie marudzić. - krzyknął Victor. - JA przydzielam pokoje! W pokoju naprzeciw: Mara i Grace. I ostatnim, czyli dawnym strychem: Patricia i Audrey. Teraz chłopcy! - przewrócił kartkę. - Alfie, Jerome i Benny: zostajecie na miejscu. Avan przeniesie się do Eddie'go oraz Fabian'a. Mick... ty nawet nie jesteś zapisany! Mam to gdzieś, bierz materac i maszeruj do Fabian'a! Mam szczerze gdzieś, czy komuś to się podoba, czy nie. Stella: Corbierre nadal jest różowy, lakier nie da się zmyć. Będziesz czyścić! A teraz won do łóżek! Życzę koszmarnej nocy!

Ufff, skończyłam! Błagaaam skomentujcie, parę godzin nad tym siedziałam xd Tak w ogóle, życzę wesołych świąt wielkanocnych <3 Z tej okazji opowiadanie jest meeega długie i zaczęłam nowy sezon. Tamtego nie chciało mi się ciągnąć. Ale spoko, wszystkie niewyjaśnione sprawy z 1 części, będą wyjaśnione. Jeśli ktoś ma jakieś wątpliwości, proszę pisać pod postem lub w zakładce pytania. 2 sezon będzie miał o wiele więcej części od pierwszego. Anonimku: konfrontacja Jerome'a i Eddie'go nastąpi właśnie w tej części, więc nie martw się, nie zapomniałam o Tobie ^ ^. Jestem przerażona 3 sezonem Anubisa (Jeroy O_O). Dzisiaj wstałam o 6.40 żeby zobaczyć na nickuj HD starą Jarę. Było o tym jak poszli do jego ojca, do więzienia... Teraz Marusia ma to w dupie, Jeruś jej nienawidzi i vice-versa.


"Jesteś jedyną, którą widzę"

"Zawsze będziesz moja, zawsze"

"Weź mnie za rękę. Weź całe moje życie, bo ja nie mogę się w tobie zakochać."

"Ty jedyna mnie akceptujesz."

 Jedyna... ta chyba jedna z czterech. Scenarzyści spieprzyli. Szukam jakiegoś nowego serialu i rozglądam się za innym fajnymi parami. Jary mi chyba nic nie zastąpi... Ale zawsze lubiłam też te:

Erica & Benny - Moja niania jest wampirem
Naty & Maxi - Violetta
Pablo & Angie - Violetta
Sam & Freddie - iCarly
Candace & Kirby - Brygada

Dużo wątków wzoruje właśnie na tych parach. Ale i tak Jara na pierwszej pozycji ^ ^. Ktoś ma jakieś życzenia, propozycje co do następnych opowiadań? Postaram się zrealizować (nie obiecuje kiedy, zależy mi żeby nie kontrastowało z fabułą). Przypuszczam, że po HoA zainteresuję się dwoma pierwszymi parami z Top Listy Sapphire ^ ^. Znacie, lubicie jakąś z wypisanych? Piszcie. Bardzo proszę o komentarze, dłuuuugo nad tym siedziałam C:

Sapphire.









5 komentarzy:

  1. super wesołych świąt

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne. <3
    muszę powiedzieć,że twoje opowiadania zawsze poprawiają mi humor.

    OdpowiedzUsuń
  3. Super, zajebiste, świetne, fajne, dobre, genialne, fantastyczne! ZAJEBISTE jeszcze raz!
    Ohoho. Ocenę opowiadania sobie daruję, jest cudowne, jak zwykle <3

    Jeśli chodzi o Moja Niania jest Wampirem, lubię BennyxSarah (a przynajmniej AtticusxVanessa). W iCarly Creddie, ale Seddie też jest super ♥
    Violettę rzadko oglądam. Chyba jeszcze jedyną parą którą lubię jest AustinxAlly - Auslly <33

    Ahh, lubię Audrey <3 Jeśli chodzi o Audrey z moich opowiadań, to wiedz, że nie ściągnęłam jej imienia od Ciebie. Postacie z Domu Hathor (który miał być kiedyś Domem Izydy) wymyślałam dawno. A do Keke Palmer inne imię niż Audrey mi nie pasowało, po prostu ;)

    AHAHAHA, ALE TO JEST ZAJEBISTE.

    MClarke ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Ojj dziękuję ^ ^
    Właśnie, Auslly też uwielbiam <3
    Audrey będzie hajtać Jerusia i Marę ^ ^ Sapphire sięgnęła po ciężką altylerie! Idziemy na wojnę.
    Joy musiałam chwilowo usunąć (nie mogłam na nią patrzeć xd). Inaczej zginęłaby śmiercią tragiczną. TRZEBA BYŁO NIE CAŁOWAĆ JERUSIA! Może wróci. Niekoniecznie żywa. Mwahahaha ^ ^

    OdpowiedzUsuń