wtorek, 2 kwietnia 2013

Opowiadanie cz. 30

Grace:
Zapadł mrok. Wszelkie szumy i gwary ucichły, a korytarz świecił pustkami. Wszystkie światła (łącznie z tymi na dworze) były już pogaszone. Już powoli zamykałam oczy, kiedy usłyszałam cichy szmer. Delikatnie podniosłam głowę. Nad łóżkiem stała Nina.
-Cześć! - wyskoczyłam z łóżka i mocno ją uścisnęłam. - Stęskniłam się za Tobą!
-Ja też. - przyznała z uśmiechem.
Czułam się przy niej trochę głupio, ze względu, iż była ubrana w swoją piękną, długą, białą sukienkę, tymczasem ja miałam na sobie różową, rozciągniętą bluzę i bawełniane spodnie, w których najlepiej mi się śpi. Mimo to, cieszyłam się, że znów mogę ją zobaczyć. 
-Co słychać?
-Aaa po staremu. Jeszcze nie mogę odejść. - powiedziała ze smutkiem. - Nie wykonałam swojego zadania. Muszę coś zrobić... Potem wreszcie, ze ulgą na sercu, was zostawię. Tym razem na zawsze. - mówiła z dziwnym spokojem, jednak jej oczy drżały.
-Boisz się? - spytałam, patrząc na jej smutny wyraz twarzy.
-Trochę. Nie wiem jak to ma wyglądać. - zachichotała nerwowo. - Boję.
Chyba ją rozumiałam. Była prawie 'umarła'. Nie wiedziała co dalej z nią będzie. Niepokój w jej sercu rósł, z każdym dniem. Nic dziwnego, że tak bardzo pragnęła tych srebrnych łez. 
-Przepraszam za wtedy...
-To ja przepraszam. - wybuchła nagle. - Tak bardzo się bałam, że... zrobiłam Marze krzywdę. Jestem idiotką! - schowała twarz, w śnieżnobiałych dłoniach.
-To nie Twoja wina...
-A kogo? Ktoś inny dostał szału i zniszczył komuś życie?!
Płakała. Na szczęście Mara się nie obudziła. Złapałam Ninę za ramię i wyprowadziłam z pokoju.
-Dobrze się czujesz? Może... chcesz posiedzieć gdzie indziej.
Wzruszyła ramionami. Cichutko zeszłyśmy na dół i weszłyśmy do piwnicy. Victor'a nie było. Chwilę później, znalazłyśmy się w gabinecie Roberta Frobishera. Nina rozglądała się kątach.
-Pamiętam... Tu wiszą amulety. Tutaj Fabian znalazł pamiętniki.
Podchodziła do każdej rzeczy. Nawet najmniejszy przedmiot, nie uszedł jej uwadze. Wszystko było dla niej jednym wielkim wspomnieniem. W końcu, spojrzała na mnie, swoimi niespokojnymi oczami.
-Myślisz, że będę mogła wrócić? - spytała, chociaż obie znałyśmy odpowiedź.
Zamilkłyśmy. Nina, z westchnieniem, stwierdziła, że musi już ruszać. Machnęła ręką, po czym zniknęła w białej, gęstej mgle. Zostałam sama. I po cichu obiecałam sobie, że nie pozwolę jej odejść...

Abby:
-Dzień dobry! - rzuciła Amber wesoło.
Mój pierwszy poranek w Domu Anubisa... Uśmiechnęłam się pod nosem. Podobało mi się tutaj. Na początku, strasznie się denerwowałam, za nic nie chciałam iść do internatu. Ale rodzice byli nieugięci... 
-Myślisz, że mogę przemalować te ściany? - Stella uważnie rozglądała się po pokoju. - Po cholerę się pytam, i tak to zrobię.
Uwielbiałam ją. Imponowała mi stylem, podejściem do życia, śmiałością... Chciałabym być taka jak ona. Tymczasem jedyną rzeczą, która mnie z nią łączyła był podobny sposób ubierania. Ciuchy, jednak nie wyrażały mojej marnej osobowości. Byłam cholernie nieśmiała, bez życia.  Nabierałam kolorów, tylko wtedy gdy zaczynałam tańczyć. Było do dla mnie coś niesamowitego... Pasją, wyzwoleniem emocji... czymś fantastycznym. Powoli wywlokłam się z łóżka. Amber właśnie zmywała 'nocny makijaż' i robiła 'poranny makijaż'. Stella była już ubrana. Miała na sobie poszarpane rajstopy, oćwiekowane buty na koturnach i czarną bandankę na ręce. Amber, tak jak ja, była jeszcze w piżamie, ozdobionej główkami różowych misiów. Ściągnęłam z wieszaka czerwoną marynarkę i poszłam do łazienki, się przebrać. W drzwiach zderzyłam się z Alfie'm.
-Cześć. - uśmiechnęłam się. - Przyszedłeś do Amber?
-N... Znaczy tak, tak. - wyjaśnił pospiesznie. - Dobrze się... spało?
Już miałam odpowiedzieć, gdy z pokoju wyskoczyła Amber i jednym ruchem wciągnęła Alfie'go do środka. Nerwowym gestem, schowałam włosy za ucho i poszłam się przebierać.

Mara:
Przyszła. Ta ruda małpa. Z rozpuszczonymi włosami, falbaniastą spódnicą i balerinkami z różowymi kokardkami. Usiadła między nim a Patricią. Rozmawiali o czymś z ożywieniem. Tymczasem Benny miał ze mnie niezły polew. Miałam komiczną minę. Odwróciłam się do okna i udałam wielkie zainteresowanie niczym. Jedyną osobą, która zdawała się ze mnie nie śmiać, była Audrey. Tak jakby rozumiała wszystkie moje obawy i... Jezu, o czym ja myślę. Bo jeszcze zacznę ją lubić! 
-Kryjcie mnie! - usłyszałam donośny głos.
Do kuchni wleciała Gina i od razu wskoczyła pod stół. Lekko wychyliła głowę.
-Victor'a nie ma?
-Nie ma. - odpowiedział Fabian z rozbawieniem. - Co robisz?
-Uciekam z Domu Izydy. - wyjaśniła, gramoląc się na wolne krzesło. - Dzisiaj w nocy, znowu była awaria rur, a moja współlokatorka ma jakąś alergie i wydawała podejrzane dźwięki. Ja nie chce tak żyć! - walnęła głową o stół. - Nie chce mieszkać z bandą hipisów i babką, która ma już całkiem spory zarost. Wołają na nią "Święty Mikołaj". - stwierdziła z niesmakiem.
Gina była ładna. Niestety... Czemu nie mogli przyjmować jakiś paskudnych maszkarad?! Mam wielką nadzieję, że tutaj nie trafi. W tej samej chwili do kuchni wszedł Victor: wyposażony w mopa i długopis. Gina dała nura pod stół i w zawrotnym tempie wyleciała z Domu Anubisa. Victor pokręcił tylko głową i wrócił do gabinetu. Tymczasem Avan, grzebał coś w komórce.
-Muszę się stąd wydostać. - stwierdził z przekąsem. - Maruśka, stań na czatach.
-Co chcesz zrobić? - spojrzałam na niego ze zdziwieniem.
-Zabiję drania. - usłyszałam w odpowiedzi.
-Ale że kogo?! - zachłysnęłam się sokiem.
-Victor'a. - włożył nogi na stół. - zwłoki się ukryję. Spoko, nie wydam Cię.
Zrobiło mi się słabo. Przed oczami miałam obraz martwego Victor'a, w kontenerze. Szybko otrząsnęłam się z tych myśli. Rozległo się stukanie w szybę. Gina. Jerome podszedł do okna i uniósł brwi z rozbawieniem.
-Masz. - podała mu jakiś świstek. - To petycja, o przyjęcie mnie do Domu Anubisa. Napiszcie coś, że jestem fajna, ładna i zabawna i np, nie wiem, "Kocham Ginę", "Oddajcie nam Ginę". Kapujecie? No to pa! -  odeszła spod okna.
Jerome nabazgrał coś na kartce i podał dalej. W końcu doszło do Stelli. Podała zapisaną świstek Alfie'mu. Ten spojrzał na nią zaskoczony.
-To brzydkie słowo.
-Brawo. Wyrażam emocje. - przeciągnęła się na krześle.
Byłam już gotowa, napisać długą przemowę o tym, dlaczego nie powinna z nami zamieszkać, gdy nagle Eddie wpakował kartkę do torby i stwierdził, że tyle podpisów wystarczy. Zrobił to specjalnie! Spojrzałam na niego ze złością. Ten uśmiechnął się bezczelnie i przybił piątkę z równie rozbawionym Benny'm. Chyba też napiszę petycję. O usunięcie paru szkodników.

Audrey:
Po raz pierwszy, od bardzo dawna, jestem o coś wdzięczna losowi. Nie jestem już przy nim. Już mnie nie uderzy... przynajmniej na razie. Nie muszę już, każdego dnia, trząść się o swoje życie i zacierać ślady po uderzeniach. W uszach, cały czas, dźwięczy mi jego groźny, zachrypnięty głos. Ten, którego się tak bałam... Z każdą chwilą coraz mocniej. Rany przestaną boleć, wspomnienia nie. Gdybym mogła, nigdy bym już nie wróciła. Ale on mnie znajdzie... Zawsze mnie znajdywał. A potem bił. Groził. Nie mogłam nikomu powiedzieć. Mama by mnie znienawidziła. Ojciec też ją bił, ale za każdym razem przepraszał i obiecywał, że już więcej nie uderzy.  A ona naiwnie mu wierzyła... Co więcej, broniła. Mówiła, że to przez to, iż ojciec ma stresującą pracę, musi odreagować... Nic do niej nie docierało. Kochała go, jak głupia. Niektórzy pomyśleliby, że jest to prawdziwa miłość. Być może, ale widocznie jednostronna. Weszłam do pokoju wypoczynkowego. Było już po zajęciach, zgłosiłam się do sprzątania sali. Na scenie stało pianino. Coś we mnie zawrzało. Ale tak przyjemnie... Poczułam ciepło w sercu. Położyłam torbę u nóg instrumentu i otworzyłam wspaniałe, drewniane wieko. Przejechałam palcem po klawiszach. Cudne. Kiedy byłam mała, większość czasu spędzałam u ciotki. To ona nauczyła mnie grać. Wkrótce potem, rodzice się wyprowadzili i nasz kontakt się urwał. Była jedyną osobą, której mogłam zaufać. Nie śmiałam prosić rodziców, o kupno pianina. Wiadomo jak by się to skończyło. Chodziłam za to do szkoły muzycznej i tam mogłam grać. Tata mnie zapisał, kiedy uderzył mnie mocniej niż zwykle... A teraz... miałem je przed sobą. Zaczęłam grać, jeden z moich utworów. Napisałam go kiedy Jerome... wyjechał. Miałam mu to za złe, ale zrozumiał, że miał powód. Nie mogliśmy być razem, a jednak on cały czas mnie wspierał. Może nie wyszło nam jako parze, ale łączyła nas prawdziwa, bezinteresowna przyjaźń. Zamknęłam oczy i uderzyłam w klawisze. Zaczęłam śpiewać:
-You're as sharp as a knife and you fit like a glove. That is no way to live that is no way to love. Full of fear in your skin and the weakness in giving in. Stabbed in the back but you feel no pain. Push the heaviest doors that you can't open.Yeah they tied me up and my body lies still, again... 
Kiedy przestałam grać, usłyszałam klaskanie w ręce. Odwróciłam się gwałtownie. W progu stał Benny. No tak, miał pracować ze mną... Poderwałam się z miejsca, usilnie szukając jakiejś wymówki. Tymczasem on, wpatrywał się we mnie z niekrytym podziwem.
-Ekstra... Sama to napisałaś?
-Tak... - czułam, że się rumienie. - Przepraszam, ja tylko...
-Za co? - roześmiał się. - Byłaś fantastyczna. Zagrasz coś jeszcze?
Nieśmiało skinęłam głową. Ponownie zbliżyłam się do sprzętu. Postanowiłam sięgnąć utwór z górnej półki. Zaczęłam grać piosenkę Justin'a Timberlake "Mirrors". Tak jakoś pasowała mi do sytuacji.
-Aren't you somethin to admire, cause your shine is somethin like a mirror. And I can't help but notice, you reflect in this heart of mine. If you ever feel alone and the glare makes me hard to find. Just know that I'm always parallel on the other side
Chwilę później, on dosiadł się do mnie i zaczął śpiewać refren:
-Cause I don't wanna lose you now. I'm lookin right at the other half of me. The biggest scene is set in my heart. There's a space, but now you're home. Show me how to fight for now. And I'll tell you baby, it was easy. Comin back into you once I figured it out. You were right here all along. It's like you're my mirror. My mirror staring back at me.
Przeszedł przeze mnie, przyjemny prąd. Spojrzałam na niego z lekkim uśmiechem. Poczułam, że znalazłam przyjaciela.

Abby:Stella krążyła po pokoju, już ładne pół godziny. Denerwowała się. W końcu usiadła koło mnie i walnęła głową w poduszkę.-Co oni tam tak długą robią, do cholery?! Powinien już dawno być! Pewnie są...-Będzie ok... - lekko poklepałam ją po plecach, z obawą, że zaraz poderwie się z łóżka i wyrzuci mnie na drugi koniec świata. Na szczęście do pokoju wpadł Benny, z przepraszającym wyrazem twarzy. Odeszłam od Stelli i usiadłam przy toaletce Amber. 
-Gdzieś ty się szlajał?! - podniosła głos.
-Ogar Stellciu! - roześmiał się Benny. - Wiesz, że Audrey ma...
-Nie interesuję mnie co ma Audrey! - wrzasnęła. - Nogi, oczy, włosy, mam to gdzieś! Martwiłam się. - wyjaśniła już nieco potulniej. 
-Fajnie. - odparł bezmyślnie. - A my.. ten?
-Oficjalnie to nie. - założyła nogę na nogę. - Nie... raczej nie.
-Aha. Więc możesz mnie zostawić, a ja nie mam żadnych ograniczeń. - oznajmił radośnie i zostawił osłupiałą Stellę samą.
-Ja... ta menda ze mną zerwała!
-Nie byliście razem. - zauważyłam z lekkim uśmiechem.
-Jak to nie?! - poderwała się z miejsca. - Benny, wracaj tu! Nie możesz tak sobie wychodzić! Zabraniam Ci! Benny!


Patricia:
Wróciłam z kolejnej fikcyjnej randki z Jerome'm. Mara, pod byle pretekstem, ciągle nas nawiedzała. Nieźle to sobie zaplanował. Tymczasem Eddie, nic sobie z tego nie robił. Uśmiechał się bezczelnie i błyskał tymi swoimi złośliwymi oczami... Zapewne oczekiwał, że marzę o powrocie do niego. Zmęczona, padłam na łóżko. Nagle zorientowałam się, że moja twarz jest cała mokra. Nie wiadomo kiedy, zaczęłam płakać. A ja nigdy nie płaczę. Ale brakowało mi tego głąba sprzed roku. Poduszka była cała przemoczona. Widniały na niej czarne ślady, od tuszu do rzęs. Było mi głupio. Przed samą sobą.
-Trixie? - usłyszałam dobrze znany mi głos.
Jerome. Stał nad łóżkiem i patrzył na mnie pytającym wzrokiem.
-On mnie nie kocha. - wychlipnęłam.
Musiało wyglądać to żałośnie, jednak ciągnęłam swój wywód.
-Jestem głupia, durna, idiotka.
-Nie jesteś. - z pobłażliwym wyrazem twarzy, pogładził mnie po ramieniu.
-Nienawidzą mnie...
-Przecież wszyscy Cię lubią! - roześmiał się. - Ja też.
Spojrzałam na niego zapłakanymi oczami. Chciałam go pocałować... ale wiedziałam, że dość szybko mogłabym za tym zatęsknić i wstrzymałam się od planowanego czynu. Nie powinnam tego robić. Ale chciałam... Poderwałam się z łóżka i wyleciałam z pokoju. Wpadłam na Marę. Chciała pomóc mi się podnieść, ale ja, wyrwałam jej dłoń i wrzasnęłam:
-To przez Ciebie nie mogę! Bo jesteś moją przyjaciółką! Niestety!
Była oszołomiona moimi słowami. Jak ja sama zresztą. Rozpłakałam się jeszcze bardziej. Tego jeszcze nie było. Patricia Williamson tonie w morzu łez. Na korytarzu pojawił się Fabian wraz z zaciekawioną Grace. On i Mara pomagali mi dojść do ładu. Kiedy odprowadzali mnie do pokoju, usłyszałam jeszcze urywek rozmowy Jerome'a i Grace:
-Co jej jest?
-Zakochała się...

Jerome:
Patricia zakochała się we mnie. Wyśmiałem Grace, po tych słowach. Taa na pewno. Była wpatrzona w Eddie'go, czemu miałbym jej się podobać? Mara właśnie wyszła z jej pokoju. Miała nieciekawą minę.
-Nie wchodź tam. - poprosiłam.
-Za późno. - mruknąłem i otworzyłem drzwi.
Siedziała na krześle z lekceważącym wyrazem twarzy. Kiedy mnie zobaczyła, prychnęła pogardliwie.
-Wyjdź.
-Zaraaaa. - rozłożyłem się na łóżku. - To przez Edzia?
-Taaa. - odparła szybko. - Możesz wyjść?
-Pomyślę.
Usiadłem przy niej i szturchnąłem ją w ramię. Odpowiedziała mi tym samym. Zaczęła się śmiać.
-Mam głupie myśli. - stwierdziła. - Chciałam zrobić coś, na co nigdy w życiu bym się nie ośmieliła.
-Na przykład zakochać się we mnie? - palnąłem, niby ironicznie.
-Na przykład. - odparła prawie niedosłyszalnie, a jednak dostrzegłem zmieszanie w jej oczach.

Mara:
Wyszedł. W końcu. Za długo tam siedział. Zastawiłam mu schody. Uśmiechnął się tylko i delikatnie zdjął moją dłoń z poręczy.
-Nie masz mi nic do powiedzenia?! - wypaliłam nagle.
-No. - przyznał z tym swoim nieodłącznym uśmiechem. - Wiem, że mnie kochasz.
Osłupiałam. Roześmiał się, po czym zadowolony zszedł po schodach. Zostałam sama i poczułam dziwne ciepło na sercu. Chociaż byłam przekonana, że to tylko ciśnienie.


Skończyłam! Idę zrobić sobie kakałko xd Mam nadzieję, że raczycie skomentować, Sapphire się napiszoliła ^ ^ Rozdziały będą dłuuugaśne ^ ^ Chciałabym żeby się spodobało. Zabieram się za pisanie następnego, czyli konfrontacji Jerusia i Eddie'go. Jakieś sugestie co do opowiadań? Piszcie. Powstała właśnie nowa podstrona "Zapytaj postać", gdzie będziecie mogli pokonwersować sobie z jedną z postaci, zadać jej pytanie dotyczące fabuły... No więc, zapraszam :)

+Do której z nowych postaci czujecie największą sympatię? (Stella, Grace i Benny też się liczą)

Bye <3



7 komentarzy:

  1. Zarąbiste, zajebiste i zajedwabiste <33
    Ostatnio właśnie słuchałam 'Mirrors'.
    Aww, zazdrosna Marusia zawsze spoko ^_^
    Ja i tak zawsze będę wielbić Benny'ego ('Tylko Benny może Bennieć <3') i Audrey, zresztą tak samo jak Cat ^^
    Jakie super słodzieniaśne Marome.

    "Wyszedł. W końcu. Za długo tam siedział. Zastawiłam mu schody. Uśmiechnął się tylko i delikatnie zdjął moją dłoń z poręczy.
    -Nie masz mi nic do powiedzenia?! - wypaliłam nagle.
    -No. - przyznał z tym swoim nieodłącznym uśmiechem. - Wiem, że mnie kochasz.
    Osłupiałam. Roześmiał się, po czym zadowolony zszedł po schodach. Zostałam sama i poczułam dziwne ciepło na sercu. Chociaż byłam przekonana, że to tylko ciśnienie." Kocham <3

    Czemu tak nie ma w serialu ja się pytam?! Beansy Boo, Ty i ja byłybyśmy w sam raz na miejsce Waldzia, nie?
    Chociaż wtedy to zamieniłoby się w serial "M jak Marome".
    Ehh.

    Dużo wstawiam pedalskich serduszek (<33). No ale jak inaczej wyrażać uczucia?!
    Jeszcze raz: świetne. Czekam na następne ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Awww nasze zajebiste trio ^ ^
      Telenowela o Marome, zawsze spoko <3
      Będziemy świetne ^ ^
      Nowa era xd

      Usuń
  2. Super jest. Już się nie mogę doczekać. Ciekawe co ziemi stanie w konfrontacji chłopaków. Szybko następny proszę.

    OdpowiedzUsuń
  3. super nie peddie fover ,nie lubię patrome

    OdpowiedzUsuń
  4. Suuper. Lubiłam bym Stelle ale jakoś jej nie lubię bo myślę że ciągle ma coś do Eddiego. -.- A ja jestem za Peddie <3
    A Grace wydaje się fajna.
    Znajdź kogoś innego dla Stelli to wtedy ją polubię. Tylko nie Seddie :( Chcemy Peddie.
    Możesz zrobić coś takiego że Jerome i Pat będą udawać że są razem i się pocałują a Eddie w końcu bd zazdrosny.
    p.s oglądałaś odcinek 40 ? Był super. Fajny szablon z Lucy Hale. Ogladałaś Pll ?


    magiczna-moda.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Seddie? Nieee, Stella ma Benny'ego, już zapomniała o Eddie'm ^ ^.
      40... Nienawidzę Jeroy, więc może dlatego tak bardzo mi się nie podobał...

      Usuń