niedziela, 7 kwietnia 2013

Opowiadanie cz. 32

Mara:
Zamurowało mnie. Stałam jak wryta, podczas gdy Patricia patrzyła na mnie jak gdyby nigdy nic. Miała poważny wyraz twarzy.
-Uznałam, że powinnaś wiedzieć. - odparła, chowając włosy za ucho.
Nie za bardzo wiedziałam, co powinnam teraz powiedzieć. Pogratulować jej? Zacząć się głupio śmiać? Płakać? Zacisnęłam wargi i spuściłam głowę. Tymczasem ona podeszła bliżej i zapytała ze spokojem:
-Co zamierzasz teraz zrobić?
Ba, żebym to ja wiedziała. Usiadłam na łóżku i głośno westchnęłam. Odwróciłam się do okna. Deszcz. Super, najwyraźniej nastał definitywny koniec lata. Ale co mam myśleć o takich bzdetach, kiedy moja podobno przyjaciółka, wyznaję mi takie coś...
-Przepraszam. - powiedziała Williamson cicho, unikając mojego wzroku. - Byliście razem... wiem, że nie pamiętasz, ale mimo to... trochę mi głupio. Przepraszam.
-Nie ma za co... Było, minęło... Tak mi się tylko wyrwało... Wybacz. Nic do niego nie czuję. Od dawna.
-Oo... To... dobrze. - odetchnęła z ulgą. - Muszę już lecieć. Siema!
Zostawiła mnie samą. I nagle zrozumiałam, że popełniłam największy błąd w swoim życiu. Którego nie da się łatwo odkręcić...

Grace:
Mara przepłakała cały wieczór. Najwyraźniej związek z Mick'iem jej nie służy. Tak czy siak, pogoda postanowiła dopisać jej nastrojowi i czekała mnie kolejna ulewna noc. Z zrozpaczoną Marą u boku. Na szczęście szybko zasnęła, wtulona w swoją różową, mokrą od płaczu, poduszkę. Niespodziewanie, moja komórka zaczęła szalenie wibrować. Rzuciłam się ku komodzie, próbując okiełznać urządzenie. Widocznie nie jest dane mi się wyspać. Szkoda.
"Stoję przed Domem Anubisa. Zejdź szybko. Rufus."
Co on tu robi, do cholery? Powinien siedzieć w domu, z piwskiem w ręku. Nie miałam najmniejszej ochoty do niego schodzić, ale co tam. Zobaczę czego chce tym razem. Może mu kasy zabrakło... Nie, on nigdy niczego ode mnie nie chciał. Nie zamierzałam spełnić jego oczekiwań, to znienacka stałam się zbędna. I ot cała historia. Szybko narzuciłam szarą, znoszoną bluzę, na zimne ramiona i włożyłam czerwone trampki. Cichaczem wymknęłam się z pokoju i wyszłam na korytarz. Słyszałam Audrey. Nuci nawet przez sen! Chciałabym jej posłuchać, ale mam inne zmartwienie. Victor zasnął, przywalony stertą papierów. Świetnie. Ostrożnie zdjęłam klucze z biurka i po cichu pognałam do drzwi wejściowych. Na dworze lało. Z daleka widać było pewien niewyraźny kontur. On już tam stał. Kiedy mnie zobaczył, przyśpieszył kroku.
-Czego chcesz? - warknęłam, kiedy był już dostatecznie blisko.
-Nie przywitasz się z tatusiem? - uniósł brwi ironicznie. - Nieładnie.
-O co chodzi? - niecierpliwiłam się.
-Otóż tak - złożył ręce. - Jak wiesz, jesteś dziedzicem. Odziedziczyłaś po mnie sporo umiejętności. Liczę, że pójdziesz tą drogą, co ja. Mogłabyś daleko zajść.
-No chyba do grobu. - prychnęłam. - Coś jeszcze? Chce iść spać.
-Tak. Jako moja córka, masz sporo...
-Mówiłeś już. - ziewnęłam. - Konkret.
-No już! - zaczynał się denerwować. - Jako moja córka, nie jesteś do końca człowiekiem.
-CO?! - oprzytomniałam. - Jaja sobie robisz? Nie w ogóle, jestem ufokiem, wiesz? Spadam stąd.
Już byłam przy drzwiach, kiedy on złapał mnie za ramię.
-Nigdzie nie pójdziesz. - wysyczał przez zęby. - Nie teraz. Posłuchaj: Nie jesteś taka jak inni. Masz wielką moc... Możesz unicestwić ich jednym ruchem. Grace... zrobisz to prawda?
-Sorry, ale nie chce nikogo unicestwiać.
-Niedługo odkryjesz swoje zdolności... Zobaczysz.
-Kto tam jest?! - rozległ się krzyk, z wnętrza domu.
Rufus poderwał się do biegu. Zniknął w gęstej mgle. Tymczasem z domu wypadł rozwścieczony Victor. Mam przerąbane...
-Pani Foster! - szedł, z uniesioną głową. - Może mi pani łaskawie wytłumaczyć, co pani robi na dworze o tak późnej godzinie?
-No... no bo ja... ja tylko... - zaczęłam się jąkać, po czym zauważyłam nadjeżdżający samochód i wykrzyknęłam z uśmiechem. - Chciałam powitać tego kogoś!
Tym kimś, okazał się być nowy uczeń. Z samochodu wyszedł dość niski chłopak w fioletowej bluzie i czapce skate'owej. Pod pachą trzymał niewielki plecak.
-Jestem! - oznajmił z uśmiechem. - Wow, ale rudera! Myślicie, że ściany mogą się zawalić? Byłoby czadowo!
-KTO SIĘ TAK WYDZIORA?! SPAĆ NIE MOŻNA! - Stella wystawiła łeb przez okno. - SCHODZĘ!
Chwilę później, przed domem stała nie tylko Stella, ale i wszyscy mieszkańcy Domu Anubisa. Cała gromadka, gapiła się na nowo przybyłego chłopaka.
-Max? Stary, co ty tu robisz? - Benny wychylił się zza pleców Eddie'go.
-Rodzice. - odparł spokojnie. - Wiesz troska o moją edukację.
-Może mi pan wyjaśnić, czemu dopiero teraz?! - denerwował się Victor. - Trzy dni spóźnienia!
-Jest już po północy, cztery. - odparł Max z uśmiechem. - Ale już jestem! Cieszy się pan?
-Matko jeszcze jeden przygłup. - Stella uniosła głowę ku niebu. - Dobra, koniec tej szopki. Idę do wyra, wy róbcie jak chcecie. To nara!
-To moja dziewczyna! - dumnie oznajmił Benny Max'owi.
-Nie podniecaj się. - ziewnęła dziewczyna. - Mick! Weź tą karimatę sprzed drzwi!
-Ale jak tu najlepiej mi się śpi! - bronił się rozżalony Campbell.
-Ouu. - przypomniało mi się. - Więc to go nadepnęłam, kiedy wychodziłam.
-Nie bolało! - Mick machnął ręką. - Lubię kiedy się mnie depcze.

Abby:
-Stella, do Ciebie.
Victor postanowił powierzyć mi funkcję listonosza i już od szóstej rano, latałam po całym domu roznosząc najróżniejsze paczki i koperty. Ostatni, który mi został, był zaadresowany do Stelli. Koperta była wykonana z błyszczącego papieru. Jej brzegi zdobyły biało-czerwone róże. Na górze kartki tkwił ozdobny napis: Mediolan. Stella rzuciła kopertę na łóżko i otworzyła złożoną kartkę.
-Pamiętasz jak... - mówiła, nie przerywając czytania. - Mówiłam Ci o tych rysunkach, co poszły na wernisaż?
-Noo... - skinęłam głową.
-Wernisaż był we Włoszech. Dokładniej Mediolan. - odparła, co wyjaśniło ozdobny napis na kopercie. - Są zachwyceni pracami i zapraszają mnie do "School Qualified for Artists". Wykwalifikowanej szkoły dla artystów.
-To świetnie! - zaczęłam, ale uświadomiłam sobie, że wtedy musiałaby nas opuścić. - Znaczy...
-Wiem. - odpowiedziała szybko. - Przemyślę to. A, i nie mów nic Benny'emu.
-Ok... - nieśmiało skinęłam głową.
I już wiedziałam, że przez najbliższy czas, będę nosić ogromny ciężar na sercu.

Jerome:
Eddie nie odezwał się do mnie ani słowem. Było mu głupio. Mi też, bo zamiast jakoś złagodzić sytuację, zachowałem się równie nieodpowiedzialnie jak on. Tymczasem, siedziałem w pokoju u Audrey, która najwyraźniej zamierzała zająć się moim życiem uczuciowym. Jakbym sam nie umiał... Na szczęście miałem chwilę wytchnienia, bo właśnie wyszła po coś do kuchni. Niestety, samotny moment nie trwał długo, bo do pokoju wparowała Patricia.
-Muszę Ci coś powiedzieć. - oznajmiła bez ogródek.
-Dzisiaj dzień przytulania, a Eddie nie chce się wykazać?
-A ty znowu o nim? - wywróciła oczami. - Skończyliśmy ten temat. Przynajmniej on. - na chwilę spuściła wzrok. - Chciałam Ci powiedzieć, że...
Wiedziałem co. Ale nie mogłem dopuścić tego do świadomości. Grace miała rację... Poderwałem się z łóżka i wyszedłem na korytarz. Ona poszła za mną. Zaczęła płakać. Co dziwne, bo Trixie bardzo rzadko okazywała jakiekolwiek emocje.
-Jerome... Ja nie chciałam, tylko... to samo przyszło.
Stałem z zawieszoną głową. Kątem oka, dostrzegłem wyglądającą zza sąsiednich drzwi, Marę. Najchętniej odszedłbym bez słowa, ale nie mogę tak się zachować. Pogładziłem Patt, po zimnym ramieniu.
-Nie płacz... Williamson jest twarda. - dałem jej lekkiego kuksańca w bok.
Roześmiała się cicho. Przez chwilę milczała. Aż w końcu nabrała powietrza w płuca i powiedziała:
-Ok. Przepraszam... Żartowa.. Aaa... - machnęła ręką. - Odbija mi. Po tym... wszystkim. Sorry. - wymamrotała i znikła w drzwiach.
Ledwo zdążyłem ochłonąć, przede mną już stała Mara z kolejną dawką pytań.
-Nie teraz Jaffray. - jęknąłem. - Ale z Ciebie natręt.
-A z Ciebie idiota! - wypaliła. - Po co biłeś się z Eddie'm?
-Jego zapytaj. - odwróciłem się. - Nic do niego nie mam. Kto wie, co mu odbiło.
-Bałam się. - oznajmiła cicho. - Bardzo.
-Trzeba było dzwonić pod 112. - mruknąłem. - Weź, idź do Mick'a, z nim sobie lepiej pogadasz.
-Nie. Muszę z Tobą...
-O czym? O tym, że mam dać Ci spokój i już Cię nie nękać?
-Nie. Przypomina mi się coraz więcej rzeczy. - przyłożyła palec do policzka. - Wszystko zaczyna układać się w jedną całość.
-To może o tym też sobie przypomnisz...
-O czym?
-Że bez Ciebie jestem nikim! - wypaliłem i zostawiłem ją na korytarzu.
I wtedy dotarło do mnie jak bardzo ją kocham...

Max:
Stara rudera. Jeden telewizor. Łby zwierząt na ścianach, zamiast plazmówek. Taaa, po prostu kocham Cię życie! Wsiadam w pociąg i wracam do domu. Rzucę się na kolana przed dyrem, może z powrotem mnie przyjmie. Od kiedy zrobiłem małą rewolucję na holu głównym, nasze relacje nie są dość dobre. A wszystko po to by zaimponować jednej głupiej dziewczynie... Co tu kryć, nie mam szczęścia w miłości. Dziewczyny to złooo! Victor, za trzydniowe spóźnienie, kazał mi zamieść cały korytarz. Myślałem już, że odpuścił, ale na tym nie skończyła się jego idiotyczna lista. W tej chwili, z blokiem papierów pod pachą, leciałem do biblioteki. Miałem zanieść wszystkie świstki jakiemuś Jasper'owi. Przez to całe zamyślenie, nie zauważyłem idącej z naprzeciwka Abby. Ona chyba też nie patrzyła przed siebie. W każdym razie, skutek tego był taki, że oboje, wraz z porozrzucanymi kartkami, leżeliśmy na ziemi.
Gif.gif-Przepraszam! - rzuciła się do pomocy. - Jesteś Max, tak?
-Mhmm. - podniosłem dwie kartki z ziemi. - Taa...
Abby była śliczna. Ogółem obecność dziewczyny sprawia, że brakuję mi języka w gębie. Nie mam pojęcia jak się przy nich zachowywać, dlatego postanowiłem szybko pozbierać wszystkie papiery i natychmiast się ulotnić. Podniosłem wzrok. Ona też była zmieszana. Co dziwne, bo dziewczyny zwykle są strasznie pewne siebie. Cud, że w ogóle się zatrzymała.
-Zamyśliłam się. Ostatnio tak mam, nie widzę nikogo i niczego. Niedługo będę musiała iść do psychiatryka. - podała mi pozostałe kartki. - Idziesz gdzieś?
-Do biblioteki. Victor kazał zanieść mi te papiery Jasper'owi. Gdzie jest kontener na papier? - rozejrzałem się dookoła.
-Po prawo. Mogę iść z tobą.
-Nie dz... - już miałem zaprotestować, kiedy przypomniało mi się, że wcale nie wiem gdzie to jest. - A w sumie to możesz.
-Nie znasz drogi, prawda? - roześmiała się. - Spoko. Zaprowadzę Cię. Ostatnio często tam bywam więc... Nie stanowi to naj... Rany, ale przynudzam. Nie umiem rozmawiać z ludźmi. - ucięła. - Trochę mi głupio.
Jej? To ja byłem cały czerwony, chciałem zapaść się pod ziemię i więcej nie wracać, a ta mi mówi, że jej głupio? Zagięła mnie. Chyba się bała... Tak czy siak, wzięła ode mnie połowę kartek i ruszyła do biblioteki. Pomaszerowałem za nią. I doszedłem do wniosku, że nie wszystkie są takie same...

Mara:
Patricia go kocha. Kocha Jerome'a. Nie mogłam się z tym pogodzić, tym bardziej, że nadałam jej, iż nic do niego nie czuję. Ironia losu, gdy potrafisz rozwiązać problemy sercowe wszystkich, poza sobą. Nie zrobię jej tego... Z tym, że naprawdę go lubię, i w sumie byłam pierwsza... Tak przynajmniej mówili inni. Usłyszałam pukanie do drzwi. Wiem kto to. Jerome wszedł do pokoju z telefonem w ręku.
-Masz. - podał mi komórkę. - Nieważne, co sobie o tym pomyślisz, chce tylko, żebyś znała prawdę.
Nie mogłam odmówić. Wiedziałam, że spoczywa tam cała moja zapomniana przeszłość. Bałam się, fakt. Ale nie mogłam ignorować rzeczy, które kiedyś były dla mnie bardzo ważne. Przejrzałam wszystkie. Wróciło parę wspomnień, niekoniecznie miłych. Przypomniało mi się jak cierpiałam, kiedy Mick wyjechał do Australii. Dziś, nie przejęłabym się tym wydarzeniem, jednak... To bolało. Jerome złapał za klamkę i dodał na odchodne:
-Pomyśl...
Nie. Tym razem nie dam mu odejść bez słowa.
-Zostań. - poprosiłam.
-Czemu? - spojrzał na mnie spode łba.
-Bo teraz należymy do siebie. Jesteś częścią mnie i serio, życie bez ciebie byłoby beznadziejne. Przepraszam, że zapomniałam. Obiecuję, że zrobię wszystko żeby przypomnieć sobie wszelkie zapomniane rzeczy.
-Przecież to nie Twoja wina. - roześmiał się. - Myślę o Tobie...
-Nie kłam.
-No naprawdę...
-Nie rób ze mnie idiotki, przecież obydwoje wiemy, że nie potrafisz myśleć! - roześmiałam się.
Moja twarz, była coraz bliżej jego. Rozchyliłam usta, kiedy do pokoju wpadł rozradowany Mick:
-KUPIŁEM NOWĄ KARIMATĘ! RÓŻOWĄ! TAKĄ ZAJEBIASZCZĄ! OOO PRZESZKADZAM? A TY NIE BYŁAŚ MOJA DZIEWCZYNĄ? TRUUUDNO, ŻYJE SIĘ DALEJ! TUTUTURUTURUTURU!


The end xd Mam dość dramatyczne pomysły na rozwinięcie HoA Story... Mwahahaha ^ ^ Będą łzy, rozpacz, gniew i wzruszenia, jak to mawia język filmowy. Tak w ogóle zapraszam na podstronę "Sugestie". Wyraźcie swoje pomysły na dalsze wątki. Dzisiejsze opowiadanie dosyć ciepłe, ale od następnego atmosfera się zmieni... Hyhy ^ ^. Tak w ogóle, dzisiaj mam dość marny nastrój z powodu śmierci Komisarza Bromskiego z serialu "Komisarz Alex". On umierał, a pies położył mu łepek na... Dobra, bo się znowu rozkleję xd To ja lecę odpowiadać na pytania. A i jeszcze jedno: jak dobrze wiecie, niezbyt lubię Jeroy, to też ucieszyło mnie to, że w najnowszym odcinku Mara mówiła o nim jakby cały czas byli razem. Znaczy, że nie używała słowa "eks". Pewnie i tak będzie z Joy, ale jakieś pocieszenie bynajmniej jest... Jara shipper <3 W następnym będzie duuużo Peddie ^ ^. Jeśli macie jakieś pomysły, wyrażajcie je na nowej stronie, a jeśli chcecie pogawędzić z postaciami, zapraszam do "Rozmówek".
Papa <3

Sapphire.


6 komentarzy:

  1. Super cześć a tak w ogóle kiedy next?

    OdpowiedzUsuń
  2. HAHAHAHAHHAHHAHAHAHAH. KONIEC MNIE ROZWALIŁ. ;*****
    Jakie ty piszesz genialne opowiadania <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham, kocham, kochamkochamkochamkochamkocham CIEBIE I CAŁE HOA STORY :DDD
    TO BYŁO TAKIE ZAJEBISZCZE ŻE NIE WIEM, NO, NO PO PROSTU SUPER...
    Tylko po co to blond cielę wparowało do pokoju w trakcie buzi Jary? ;____; No, ale jak będzie Peddie, to Marome pewnie też, nie? ^^ Nie?...
    To ja sobie pogadam z Jerusiem na rozmówkach, baj baj ^^
    Świetne opowiadanie, seryjnie ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. super niech patrcia będzie z eddiem kocham och

    OdpowiedzUsuń
  5. Ech jak Trixie może kochać Jeroma ? Napisałam coś na sugestiach o Peddie. Przeczytaj ;)


    magiczna-moda.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Droga Sapphire oficjalnie Ci oświadczam,iż przeczytałam wszystkie rozdziały Twego cudownego dzieła w 2 dni i niemal na każdym cieszyłam ryj do monitora jak debil xD Tak czy siak,dawaj następny,bo nie mam co czytać dalej ^^.MClarke to się tyczy również Ciebie ;)

    OdpowiedzUsuń