środa, 17 kwietnia 2013

Opowiadanie cz. 34

Gina:
-Przepraszam, można?
-Wejdź proszę.
Pani Andrews siedziała przy starym, drewnianym biurku i popijała kawę. Usiadłam naprzeciwko niej, nerwowo zarzucając nogę na nogę. Poprawiłam lamparcią bluzę i nabrałam powietrza w płuca.
-Rozpatrzyła pani moją prośbę? Tą o przeniesienie...
-Owszem. - odłożyła filiżankę na miejsce. - Aa... Co Ci nie odpowiada w Domu Izydy? Spotkało Cie coś przykrego?
-Nie, ale... - odparłam przygryzając wargi. - Tylko... Ja po prostu czuję, że powinnam być tam.
-Kochana... - położyła dłonie na blacie. - Każdy może tak powiedzieć. Nie mam żadnego konkretnego uzasadnienia. A, że nie dzieje Ci się żadna krzywda...
-Proszę pani! - poderwałam się z miejsca. - Mieszkanie z jedno brwiowym mutantem jest krzywdą! Tak samo jak dziury w suficie i brak szyb, w pięciu oknach! Nie mamy nawet sprzątaczki! A nasz jedyny odkurzacz zabrał Mick. I żeby było ciekawiej nazwał go Bogusław!
-Czy tu jest jakaś ukryta kamera? - dyrektorka uniosła brwi. - Dziecko, to jest szkoła a nie przedszkole. Proszę, idź już.
-Ale...
-Do widzenia!
Do widzenia... Czyli znów przegrałam. Nadal mieszkam w zapleśniałym Domu Izydy z bandą dzikich, zarośniętych przygłupów. Świetnie... Ale, ale... Kto powiedział, że nie mogę tam przesiadywać? Victor nie ma na to najmniejszego wpływu, więc... Plan: Winchester się przeprowadza, wkracza na nowy tor!

Abby:
-Zrobiłaś matmę?
-No...
-To daj spisać.
-Już. - podałam Avan'owi zeszyt. - Ciągle w transie?
-Zobaczysz, jeszcze stąd wyjdę. Zniszczę mendę. - zazgrzytał zębami. - Mamy worek na śmieci? Najlepiej żeby był czarny. W taki pakuję się zwłoki...
-Fuuj! - wykrzywiłam usta. - To obrzydliwe.
-Ale zobacz: nikt się nie dowie. Zakopie się go pod jakimś krzaczorem i już! A Trudy powie się, że znalazł pracę w kopalni i se pojechał. I żeby było wiarygodnie, wyślę się kilof pocztą!
-Ok, nie wnikam! - machnęłam ręką. - Ale wiesz: musisz zatrzeć ślady. - dodałam niby żartobliwie.
-Hmmm... masz patyczki do uszu? Albo nie! Mick mi pomoże! W końcu ma ten swój odkurzacz, nie?
Tymczasem Mick, wykonywał dziwne kroki taneczne. Skaczą wokół Bogusława i potrząsając biodrami, śpiewał:
-LOCA LOCA LOCA!

Mara:
-Gina? Może odkujesz się od tej kanapy?
-NIGDY!
Już od ponad trzech godzin, Gina siedziała przykuta do kanapy. Nie mam pojęcia skąd wytrzasnęła kajdanki, ale dobrze się trzymały.
-Nie pójdę póki ta blond wiedźma nie pozwoli mi tu zamieszkać! Będę tu siedzieć, choćby całą wieczność!
W tym samym momencie, do holu wbiegła zaalarmowana pani Andrews.
-Gina! Rozkuj się, raz dwa!
-Nic z tego! - krzyknęła z triumfem. - Nie mam!
-To gdzie on jest? - dyrektorka uniosła brwi.
-Połknąłem go! - oznajmił Mick dumnie. - Znaczy... Najpierw to Bogusław, ale miał pewne problemy z trawieniem i... ja pomogłem! Trochę kwaśny był.
-Mick ty jełopie! - Stella podniosła głos. - Jakaś psychiczna baba przykuła się do kanapy, a ty żresz klucz! Dom idiotów, doprawdy.
-To co teraz robimy? - Trudy załamała ręce.- To takie kochane dzieci. Ja naprawdę nie wiem, jak...
Pani Valentine podrapała się po głowie. Poprawiła czarne okulary i oznajmiła:
-Rozważymy to. Gina?
Dziewczyna natychmiast rozmocowała zatrzask i w mig znalazła się przed panią Adrews. Ta westchnęła tylko i powiedziała:
-Jutro dam Ci znać... Chociaż myślę, że i tak nie będę miała innego wyjścia.
-JUHUUUU! - Mick zeskoczył z kanapy. - Gina zostaje!
-JESTTT! KONIEC Z ŚWIĘTYM MIKOŁAJEM! AWARIĄ RUR! PIJANYM DOZORCĄ! JESTEM WOOOOLNA!
Razem z Mick'iem, zaczęli wykonywać skomplikowany układ taneczny. Bogusław poszedł w odstawkę. Biedny. Tymczasem Trudy wyraźnie martwiła się poziomem inteligencji mieszkańców Anubisa. Gina szalała ze szczęścia, Mick razem z nią. To się nazywa empatia...

Max:
Lubiłem to miejsce. Choćby ze względu na wesołą atmosferę i miłych ludzi. Co z tego, że Trudy wiecznie latała za mną z mopem i odgrażała się za zbite wazony. Było śmiesznie. Jednym z moich ulubionych zajęć było podsłuchiwanie dziewczyn. Żeby je poznać...
-Nie wygłupiaj się! - donośny głos z korytarza, niewątpliwie należał do Stelli. - Gina wcale nie leci na Jerome'a!
-Nie, w ogóle! Widziałam jak na niego patrzy! Czemu miałabym się wygłupiać?
-Bo wczoraj myślałaś, że Benny się w nim zadurzył, więc...
-Ja wam pomogę! - wysunąłem się do przodu.
Akurat ich się nie wstydziłem. Mara była za miła, a Stella chodziła z Benny'm, więc nie czułem najmniejszego skrępowania.
-Jestem specem!
-To wytłumacz jej z łaski swej, że Gina nie kocha się w Jerome'ie!
-A nie? Znaczy, nie nie... - zaciąłem się.
-Widzisz?! - krzyknęła Mara z triumfem. - Mówiłam! O nie! Nie pozwolę, żeby ta flądra się tu wprowadziła! Po moim trupie!
To powiedziawszy, wymaszerowała z holu. Stella westchnęła tylko i pokręciła głową.
-Ale ją popieprzyło...

Fabian:
-Mam dosyć Amber. Cały czas wypomina mi, że powinienem sobie kogoś znaleźć...
-Witaj w moim świecie. - mruknęła Grace. - Chciała założyć mi profil na sympatia.pl. Effrayant.
-Co?
-To po francusku. - wyjaśniła. - Praktycznie całe dzieciństwo spędziłam we Francji. Tam mama poznała tatę... tego drugiego. Potem tak wyszło... przeprowadzka i... dalej już wiesz.
-Jakoś nigdy nie paplałaś w tym języku. - roześmiałem się. - Żeby się nie afiszować?
-No. Intégrer dans la foule, jak mówi moja mama. Trzeba wmieszać się w tłum.
-Pff. Też tak umiem.
-Zazdrośnik! - rzuciła we mnie poduszką. - Jestem w czymś lepsza od Ciebie, pogódź się z tym!
-Nigdy! - oddałem jej. - Grace... a ty... bo wiesz, Amber mówiła, że...
-Cholera, zabiję ją! Nie.
-Na pewno? - upewniłem się.
-Je jure. Przysięgam.
-Przestań, nic nie rozumiem! To... dobrze.
Spuściła głowę. Nie chciałem jej urazić, ale nic lepszego nie przyszło mi do głowy. Kompletnie nie wiedziałem co powiedzieć.
-Do ciebie pasowałby ktoś miły... delikatny. - wypaliła nagle. - Ktoś kto zaakceptuje wszelkie Twoje wady i zalety. Nie bezczelny, pewny i arogancki... Ktoś dla Ciebie.
-Czemu mi to mówisz? - zdziwiłem się.
-Chcę tylko żebyś wiedział. I nie popełniał niepotrzebnych błędów. Jak ja...
-Jakich?
-De telle sorte que vous pouvez vraiment le regretter et de détruire votre vie...
-Ej, nic nie rozumiem!
-O to mi chodzi. Sprawdź w słowniku. - puściła do mnie oko. - A, i to też możesz: Je vous aime...
-Odbiło Ci.
-Może. - roześmiała się. - Pamiętaj: lepiej dwa razy się zastanowić. Proszę...

Stella:
Po raz pierwszy od bardzo dawna odebrało mi mowę. Andrews zapragnęła urozmaić plan lekcji i do codziennych zajęć dorzuciła zajęcia muzyczne i teatralne. Podobno mieli takie coś w pierwszej klasie i nie narzekali. Ale to co zobaczyłam, przeszło moje najśmielsze obawy. Na scenie stała ona... Moja m... Rosie. W ręku trzymała brudnozielony dziennik. Parę chłopaków zagwizdało. To mnie akurat nie dziwiło, bo jak na swój wiek była całkiem ładna. Siedziałam na kanapie wpatrując się w nią z rozdziawianą gębą.
-Dzień dobry. - uśmiechnęła się ciepło. - Nazywam się Rosalinda Wright, ale proszę mówcie do mnie Rosie. Tak będzie prościej i sympatyczniej. Będę prowadziła z wami zajęcia muzyczne. Zapewne większość z was uważa, że to straszna 'wiocha', ale zrobię wszystko żebyście zmienili zdanie. Z muzyką spotykacie się każdego dnia. Na pewno każdy z was ma swój ulubiony gatunek np. pop, hip-hop... Będziemy poznawać historię wszelkich rodzai i obiecuję wam, że jeszcze bardziej pokochacie muzykę. Jakieś pytania?
Nie wytrzymałam. Poderwałam się z fotela i zaczęłam wrzeszczeć.
-Co ty sobie wyobrażasz?! Przychodzisz tu sobie, ot tak, nie zważając na to co mi, sorry NAM odpieprzyłaś?!
-Przepraszam na moment. - chwyciła mnie za łokieć i wyprowadziła z sali.
Kiedy wyszłyśmy na korytarz, ponownie się rozkręciłam.
-Ooo wstawisz mnie do kąta?
-Stella jestem na lekcji. - tłumaczyła mi, lekko poddenerwowana. - Rozumiem, masz do mnie żal... Porozmawiamy później, ale teraz bardzo proszę, pozwól mi pracować. Obiecuję, że wszystko Ci wytłumaczę. Tylko proszę...
Wywróciłam oczami i wróciłam na swoje miejsce. Benny wychylił się zza kanapy.
-Wszystko spoko?
-Taa. Cudownie. - uśmiechnęłam się kwaśno. - Mick, wyłaź spod tej kanapy!
-Odkurzam, nie widzisz?
-Dobra, nie pytałam. - machnęłam ręką.
Rosie wróciła na scenę. O dziwo, atmosfera szybko wróciła do normy. Była strasznie ciepłą osobą i szybko zjednała w sobie ludzi. Niestety, ze mną nie pójdzie jej tak łatwo... Znam ją jak nikt inny. Wiem jak zamierza mnie podchodzić, ale nic z tego. Niech się kobieta namęczy. Zasłużyła.

Grace:
-Mam już dosyć! - jęczała Amber. - Jeszcze te głupie zajęcia teatralne! Andrews zatrudniła pewnie jakiegoś starego oblecha... Fuuj! - wzdrygnęła się.
-Podobno ma podejście do uczniów. - odezwała się Abby. - Słyszałam jak pani Andrews mówiła o nim Valentine. Nie mogła wyjść z podziwu.
-Zakochała się? No, to na pewno jest osiemdziesięciolatek! - Amber padła na kanapę.
-Albo dyszkę więcej. - zasugerowałam złośliwie. - Pewnie najęli jakiegoś durnia z d... O Jezu.
Naszym oczom ukazał się nowy nauczyciel... O dziwo nie miał osiemdziesięciu lat ani chyba nawet czterdziestu... Jedno wielkie WOW.
-Alfie rzucam Cię. - wymamrotała Amber nieprzytomnie.
-Idę uściskać Andrews... - powiedziała podobnym tonem Abby. - A potem jego...
-Mam dodatkową motywację chodzenia do szkoły... - odparła Mara z delikatnym uśmiechem.
-Ej! - Jerome dał jej kuksańca w bok. - A ja to co?
-A ty to tam! - machnęła ręką. - Patrz: Czemu ty nie jesteś nim?
-Kochanie, on jest od Ciebie o 10 lat starszy.
-Chcę takiego męża!
Kłócili się 'aż' pięć minut. W końcu Jerome odwiódł jej od pomysłu operacji plastycznej. Martwił się o włosy. Fakt, ich nawet sama mu zazdrościłam. Eddie nie rozumiał zachwytu większości grona żeńskiego (Stella prycha na samego Pattison'a). Stwierdził, że facet jest brzydki, ma za duży zarost i daleko mu do niego. Mógł tego nie mówić, bo sporo dziewczyn rzuciło się na niego z pięściami... Na skutek tego, nowy nauczyciel musiał ich rozdzielać. Eddie skulił się na kanapie i nie pisnął słowa.
-Dziękuję za tak żarliwe powitanie. - roześmiał się nauczyciel. - Nazywam się Pablo Alonso. Jak pewnie zauważyliście, urodziłem się w Hiszpanii.
-Płynie w nim moja krew... - szepnęła rozanielona Abby. - Mój kraj wyprodukował GO...
-Będę prowadził tegoroczne zajęcia teatralne. Pani Andrews uważa, że trzeba zapałać w was miłość do sztuki...
-Ooo zapałał... - pokręciłam z niedowierzaniem głową.
Tymczasem Abby, ocucała wpół omdlałą Amber.
-Słyszałem, że mieliście podobne zajęcia w pierwszym semestrze. Bardzo mnie to cieszy, iż macie już jakieś pojęcie o grze aktorskiej. W tym półroczu, postaramy się poznać najważniejsze tajniki sztuki. Wcielicie się w role swoich kolegów i znanych osobistości. Każdy będzie mógł się realizować, na przykład poprzez napisanie własnej sztuki. Najlepsze, będą wystawione na ważnych uroczystościach. Na tych zajęciach, możecie dać ponieść się emocjom i wcielić w inną rolę. Uwolnić się od trosk i problemów życia codziennego. Nawet poprzez krzyk.
-JEZU!
Pablo i reszta klasy, obrócili się gwałtownie. Nad przemoczoną Amber, stała przestraszona Abby z wiadrem w ręku.
-Nie chciała oprzytomnieć... Ja tylko trochę, ale... Mick mnie trącił i...
-Była powódź! - oznajmił Campbell radośnie. - DOMEM MYM PODMORSKA TOŃ!
Pablo rozejrzał się wokoło i spojrzał na mnie.
-Proszę, skoczysz po jakąś szczotkę?
-Ja...? - zajęczałam. - Ja... Je ... Je vais, bien sûr, mais ... Je ... gee ... Excusez-moi, mais ... pas de la merde! - krzyknęłam i spojrzałam na niego przepraszająco. - Jak się denerwuję to gadam po francusku... Désolé, znaczy... przepraszam! - poprawiłam się szybko i wyleciałam z sali.
-Pasta de merde? - wykrzywiła się Amber. - A co to znaczy?
-Bodajże cholera. - wymamrotał milczący dotąd Eddie. - Lub gorzej. Francuzi są nieźle poryci...

Dwudziesta. Stałam pod wierzbą płaczącą, stojącą nieopodal Domu Anubisa. Czekałam na spotkanie z ojcem... Chciał powiedzieć mi coś ważnego. Myślę, że chodzi mu o te moje 'nie człowieczeństwo'. Ostatnio ciągle wałkujemy ten temat...
-Wiesz kim jestem, prawda? - usłyszałam głos zza pleców.
To on. Przyszedł.
-No nie wiem. Idiotą, wilkołakiem, demonem? - wyliczałam bezmyślnie.
-To ostatnie. Brawo. - wysyczał i zarzucił mi coś na szyję.
Chciałam krzyczeć, ale nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Widziałam tylko dwa, przerażająco czerwone ślepia, od których biła nienawiść. Ściskał wisior, który zawiązał na mojej szyi. Na łańcuszku wisiał niewielki kamień z błyszczącym czymś w środku... Moje ciało było całe we krwi. Zasłabłam. Powieki robiły się coraz cięższe. Powoli osuwałam się na ziemię. Zdążyłam tylko usłyszeć jego słowa:

Bądź nienawiścią, cierpieniem, wrogiem
Powal wszelkie cudze władze
Niech wizja niezgody, zła i potępienia
Będzie w Tobie, na nowej drodze...
Zbudź się Demonie!

***************************

Piekło ustało. Rufus stał nad leżącą na ziemi dziewczyną. Ta podniosła się i odgarnęła blond kosmyki z twarzy.
-Gotowa?
-Tak. - odpowiedziała, a jej oczy przybrały kolor, wściekle czerwonej nienawiści.

Nie podoba mi się... Chyba najgorszy jaki kiedykolwiek był (chyba, że będą jeszcze gorsze ^ ^). Postaram się machnąć coś w weekend. Jakoś mi nie idzie... Następnym razem bardziej się postaram. Obiecuję ^ ^. Słyszeliście, że sprzedają Dom Anubisa? Znalazłam ostatnio ogłoszenie... Czyli już wiemy, że 4 sezonu nie będzie. Zostawili nas z Walfie, Jeroy i Mabian'em. Super.
Rufus jest zły, niczym Dundersztyc ^ ^. Mick dalej hula z Bogusławem, Mara zamierza żenić się z nauczycielem... This is the life. 
To ja się z wami żegnam i zapraszam na nową część już w weekend :)

Gudbaj apetajl!
Sapphire.












6 komentarzy:

  1. DEEMONICZNYYYY RUFUUUUUUS! :D
    (przepraszam, że dawno nie komentowałam, ale przysięgam, czytałam wszystkie :<)
    Hehe, najpierw "Łaka Łaka" a teraz "Loca Loca". Mickuś chyba lubi Shakirę! xd
    Część jest prześwietna <3 Czekam następną! Z tym Rufusem to spoko, nie spodziewałam się, że jwst demonem ^^
    Marusia i Jeruś jak zwykle rozbroili shstem c:

    OdpowiedzUsuń
  2. super nie lubię zeno

    OdpowiedzUsuń
  3. "Loca loca loca" Haha,od kiedy Marusia znów jest z Jerrym to Mick jakoś mi nie przeszkadza,a wręcz przeciwnie xD
    Jednak piszesz,dobrze to słyszeć ;) Rozdział nie jest zły,wyobraziłam sobie Marę zakochaną w nauczycielu i machającą ręką na Jerome'a :D
    "Mój kraj wyprodukował GO" ahahahaha padłam ^^
    P.S Mam nadzieję,że mi nie wyjedziesz z prawami autorskimi z powodu Stellci na awatarze ? :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ciekawe opowiadanie, wiesz? Trafiłam tutaj wczoraj i już wszystko zdążyłam przeczytać. Cudnie piszesz. Jeśli byś mogła, to informuj mnie o dalszych rozdziałach. Tutaj:
    http://our-new-directions.blogspot.com/
    Przy okazji zapraszam do czytania mojego opowiadania, może Cię zaciekawi. Pozdrawiam. :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Supcio <3 Dodaj coś z Peddie.


    Sprzedają Dom anubisa ale jak ? Powiedz że żartujesz, spóźniony prima aprilis ? Podasz linka do tej oferty, może sama kupię ^^ haha ale jak mogą zakończyć ???
    Nie wierzę w to.

    magiczna-moda.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń