sobota, 20 kwietnia 2013

Opowiadanie cz. 35

Fabian Rutter już od ponad godziny stał w holu z zegarkiem w ręku. Była druga w nocy, a ona nadal nie wracała... Nie słyszał nic, oprócz głucho brzmiącej ciszy. Od czasu do czasu, rozlegało się pohukiwanie sowy. Dom wypełniał jedynie tajemniczy mrok. Biały księżyc wyglądał zza okna. Wtem, rozległ się cichy szmer. Drzwi zaskrzypiały.
-Gdzieś ty była? - chłopak podszedł do potężnych wrót. - Już dawno po północy.
-Przepraszam...
Stała przed nim niewysoka dziewczyna o intensywnie błękitnych oczach i spokojnym spojrzeniu. Grace Foster wróciła właśnie z tajemniczej nocnej wędrówki. Chłopak, złamał ją za ramię, oczekując wyjaśnień.
-Byłam się przejść. 
-Teraz?
-Wybacz... - mówiła dziwnie spokojnym tonem. - Pójdę się położyć. Jeśli nie masz nic przeciwko.
-Ja... skąd... - Rutter spuścił głowę. - To... ja przepraszam.
-Dobranoc.
-...dobranoc. - odparł szybko, po czym odszedł do swojego pokoju.
I gdyby się odwrócił, widziałby jej przepełnione nienawiścią, czerwone ślepia...

Stella:
Nie mam pojęcia co robić. Z jednej strony nie chciałam jechać do tego zakichanego Mediolanu, jednak... Jakieś nieznane siły wyraźnie zamierzały mnie stąd wypędzić. Kto wie, co przysłało tu Rosie. Bo na pewno nie chęć uczenia niedorozwiniętych nastolatków. Tak czy siak, miałam inny problem. Jak dotąd, tylko Abby wiedziała o tej nieszczęsnej ofercie. Szczerze, to miałam w nosie opinie innych. Chodzi mi tylko o Benny'ego. W końcu byłam zmuszona przyznać, że nie jest mi obojętny. Nie mogę tego zepsuć. Nigdy nie wierzyłam z związki na odległość. Z Eddie'm nie wyszło... to czemu teraz miałoby się udać? Właśnie. Oho, ktoś puka. Benny. Ma charakterystyczny sposób uderzania w drzwi. 3 razy szybko i 2 długo.
-Proszę!
Wszedł. Zatkało mnie. W ręku trzymał moją kopertę... Miał smutny wyraz twarzy.
-Wypadła Ci wczoraj. - podał mi świstek. - Czemu mi nie powiedziałaś?
-Nie czyta się cudzych listów. - unikałam jego wzroku. - Bo nie.
Westchnął i usiadł koło mnie. Posmutniał jeszcze bardziej.
-Zaskoczyłaś mnie... - zaczął. - Nie mogę zrozumieć czemu mi nie powiedziałaś. Ale mniejsza. Masz zamiar tam wyjechać?
-Może. - wzruszyłam ramionami.
Nie miałam pojęcia czemu to mówię. Nie chciałam sprawić mu przykrości, jednak słowa same płynęły.
-Nie żeby coś, ale... Ja naprawdę nie chce zabraniać Ci wykonywania pasji bo...
-Daj już spokój. - spuściłam głowę. - Wiesz co mi wychodzi najlepiej?
-Nie mam pojęcia.
-Komplikowanie sobie życia. Nie wiem co mam zrobić. Rosie strzeliłaby teksta w stylu "rób to co każe Ci serce". Żenua.
Nie odpowiedział. A szkoda. Ułatwiłby mi zadanie.
-To... jak podejmiesz decyzję, daj mi znać.
Nie patrząc na mnie, wstał z łóżka i wyszedł z pokoju. Podobnie czułam się kiedy Eddie wsiadał do pociągu. I już do mnie nie wrócił...  Historia lubi się powtarzać... Jak na złość. Nagle drzwi gwałtownie się otworzyły. Benny wrócił. I nie zważając już na nic, zamknął mnie w ciepłym uścisku i powiedział:
-Bardzo Cię kocham...


Patricia:
-Idiota.
-Debil.
-Pacan.
-Frajer.
-Kocham Cię.
-Ja Ciebie też.
W życiu nie pomyślałabym, że tak szybko pogodzę się z Eddie'm. Ale ani trochę nie żałowałam tej decyzji. Mara miała rację... Trzeba dawać ludziom drugą szansę... Szczególnie tym bliskim naszemu sercu... Inaczej nie siedziałabym teraz obok niego, z głową na jego ramieniu i konsolą w ręku. Śmiał się, że może tak zawsze. Jest idealnie. Nie jestem typem dziewczyny, która chce dostawać róże, czekoladki czy inne tego typu bzdety, które tak kochają dziewczyny. Wystarczyło mi, że on jest... I nigdy mnie nie zostawi. Nagle w  mojej głowie pojawiło się dziwne pytanie. Zanim zdążyłam się zastanowić, palnęłam bezmyślnie:
-Dlaczego mnie kochasz?
-Ba... - odwrócił się w moim kierunku. - A potrafisz żyć bez powietrza?
Poczułam przyjemne ciepło w środku. Zwykle byłam niepodatna na tego typu teksty, ale... Ale  teraz było inaczej, bo siedziałam przy chłopaku, który był dla mnie całym światem i dałabym się za niego pokroić. Kochałam go, znając wszystkie jego wady i nawyki. Uśmiechnął się do mnie, odkładając konsolę na stół. Zbliżył się do mojej twarzy i delikatnie musnął moje usta. I dopiero teraz odczułam, jak bardzo mi go brakowało...



Audrey:
Sala teatralna została moim drugim domem. Siedziałam przy pianinie, już 2 długie godziny. Wydrukowałam sobie zapisy nutowe ulubionych piosenek. To było piękne... kiedy zamykałam oczy i uderzałam palcami o klawisze. Odpływałam wtedy do własnego świata... Bez zobowiązań, grzechów... i pełnego szczęścia. Przypomniał mi się ojciec. Do melodii, natychmiast wkradł się drobny fałsz. Opuściłam piękne, brązowe wieko. Po policzku spłynęła mi zimna łza. Niedługo tam wrócę... i znowu mnie uderzy.
-Proszę, graj dalej.
Odwróciłam się. Przy ścianie siedział Fabian. Byłam tak skupiona, że w ogóle go nie zauważyłam.
-Co tu robisz? - spytałam cicho.
Rutter odsunął się od ściany i usiadł koło mnie. Nabrał powietrza w płuca i powiedział:
-Chyba mi na kimś zależy... Znaczy, tak myślę. - urwał niepewnie. - Ale jest Nina, rozumiesz? To nie jest takie proste.
-Nic nie jest proste. - odparłam. - Gdybyśmy wszystko dostawali na tacy, skończylibyśmy jako grupa zapatrzonych w siebie egoistów.
-Pewnie tak... - westchnął. - Ale... mi się nigdy nic nie udaję. Zawsze tak było.
-Ja wiem... nie mogła uciec od ojca... a bardzo chciałam. Nawet nie próbowałam. Wiedziałam jak to może się skończyć, poza tym bardzo się bałam.
-Skoro nie spróbowałaś, to skąd mogłaś wiedzieć, że Ci się nie uda? - zauważył.
-A ty? - odbiłam piłeczkę.
Zrozumiał. Oboje mieliśmy ten sam problem, a mianowicie okropny brak wiary w siebie.
-Jestem tchórzem... - spojrzał na mnie smutnymi oczami.
-Ja też. Ale się boje. On jest straszny. - na samą myśl o ojcu, dostałam dreszczy. - Zrobiłby mi coś okropnego... i mamie też. To zły człowiek. - wychrypiałam w jego sweter.
Miałam go na sobie, dopiero od paru minut. Chłopak zauważył jak się trzęsę i narzucił mi go na ramiona. Zaczęło padać. Deszcz melodyjnie bębnił o parapet. Kiedy byłam mała, zawsze myślałam, że krople to deszczowe tancerki spadające z swej areny, czyli chmury. Miałam mnóstwo takich dziecięcych skojarzeń i wiele z nich pamiętam do dziś.
-To... co z nią? - odwróciłam się w jego stronę. - Chyba wiem o którą chodzi... prawda?
-Bynajmniej. - wykrztusił. - Ja... ja nie jestem pewien czy... Nie, nie o nią. To tylko jeden element tej całej układanki.
-Aha... - spuściłam głowę. - Przepraszam, ale... nie wiem jak mam Ci pomóc. Nie mogę powiedzieć żebyś po prostu był szczęśliwy, bo tak się nie da. Nie wszystkie marzenia będą spełnione.
-Na dzień dzisiejszy moim jedynym marzeniem jest porządne odespanie ostatnich nocy... - odezwał się nieśmiało. - Nie mam pojęcia jak wyjść na prostą. Jestem jedną wielką porażką.
-Nie umiem się sprzeciwić... Zamiast wyjść, poprosić o pomoc, zawsze kuliłam się w sobie. Bił mnie. Pozwalałam mu na to. Dlatego chciałabym uciec i już nie wracać... Ale on mnie znajdzie. Wszędzie. To zły człowiek.. - powtórzyłam.
I wbiłam wzrok w szybę, podziwiając taniec deszczowych tancerek...

Mara:
-Odsuń się! Jesteś za gruby, nie zmieścimy się w drzwiach!
-Ja? Po tej czekoladzie w boki Ci poszło!
Lubiłam się z nim kłócić. Wiedziałam, że zawsze nastąpi pojednanie, które uwielbiałam. Nie musiałam tłumić w sobie uczucia do niego i to było najpiękniejsze. Właśnie wracaliśmy z poczty. Uparłam się, żeby wysłać list do Poppy. Wiele wspomnień wróciło i ona też... Chciałam do niej napisać, inną drogą niż przez komputer. Tak będzie sympatyczniej. Jerome mocno ściskał moją dłoń. Tak jakby chciał powiedzieć "już Cię nie puszczę". Nagle na nos spadła mi zimna kropla. A potem następna. Zaczęła się największa ulewa, jaką w życiu widziałam.
-Nie wzięłam kurtki! - usiłowałam przekrzyczeć głośno bębniące krople.
-No to pech! - roześmiał się. - Ja Ci swojej nie dam!
Chciałam go uderzyć, ale chwycił moje ręce i założył na swojej szyi. Pocałował mnie mocno, przyciskając mnie ciaśniej do siebie. Staliśmy roześmiani, między wszystkimi szarymi, uciekającymi przed deszczem ludźmi. Jedyni szczęśliwi i kolorowi...








Koniec :3 Dzisiejszy z lekka przesłodzony ^ ^ Jestem wniebowzięta, bo MClarke wróciła i dodała nowe cudne opowiadanie, przy którym chciało mi się płakać. Beansy Boo wytacza nowe teorie! Dojdziemy prawdy! Ocalimy naszą Jarę! W sumie... teraz i tak HoA się kończy i każdy może dopowiedzieć sobie co stało się poza kamerą... Także zakończenie należy do nas :) Uświadomiłam to sobie podczas słuchania piosenki Tadzia z Do Dzwonka Cafe "Ma swoją wizję". Od rana chodzi mi to po głowie. Dziękujemmm Tadziu za te mądre myśli ^ ^. 
Następne ukaże się już niedługo... za 2, 3 dni nie więcej... Do szkoły idę tylko w poniedziałek, reszta tygodnia (prócz piątku) wolna. A potem weekend majowy, więc... czasu na piszolenie będzie duużo. To ja się z wami żegnam i życzę miłej soboty :)

Ave <3


10 komentarzy:

  1. nie zabardzo widać wszystkiego przez te nutki

    OdpowiedzUsuń
  2. Super *_~
    Zapraszam na mojego bloga : http://fabinastoriesby-patrycja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Ou maj fakin gad, Mara i Jerome się pocałowali <3 Słodko ^^
    'Ja? Po tej czekoladzie w boki Ci poszło!' - nieładnie się tak zwracać do swojej przyszłej żony! No ale z drugiej strony... Jerusiu, kochanie, wiesz że uwielbiam twoje żarty ^^
    Opowiadanie jest świetne, prześwietne wręcz! Czekam na następne :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham przesłodzone opowiadania <3 Dzięki nim zawsze mam banana na twarzy ^^
    Awwww...dwie moje ukochane pary w cudownych momentach.To już nawet nie będzie <3 tylko <4 ;)
    Ja mam wiele teorii,ale nie wszystkie są cenzuralne,także się nie bój,Beansy Boo-poszukiwacz prawdy melduje gotowość do akcji :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A właśnie Beansy Boo kiedy Twój pomysł na 3 sezon HoA? Anonimek (Klaudia)

      Usuń
    2. To właściwie nie będzie mój pomysł na 3 sezon,lecz coś innego :) W zasadzie to nie wiem,na razie pisze na zapas żeby zobaczyć jak to będzie wyglądało

      Usuń
    3. Czekam z niecierpliwością. :) Anonimek (Klaudia)

      Usuń