poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Opowiadanie cz. 36

Audrey:
Ile bym dała żeby to wszystko się skończyło... Przed oczami miałam obraz ojca... Ta twarz, pełna nienawiści, prześladowała mnie każdego dnia. W uszach grzmiał mi jego donośny głos... Krzyk. Siedziałam na marmurowym parapecie, patrząc w rozgwieżdżone niebo. Zawsze myślałam, że gwiazdy są łzami anioła... Było tak spokojnie... Niektórzy widzą tylko białe kropki na granatowym tle. Ja wiedziałam, że to coś znacznie więcej... Nie palące się skały, tylko klucze do spełnienia naszych marzeń... Każda otaczająca mnie rzecz, zdawała się być niezwykła i piękna. Wierzę, że w nawet najdrobniejszym przedmiocie, drzemie jakaś mała historia. Nagle, przed oczami przemknęła mi srebrzysta linia. Spadająca gwiazda. Zawiązałam dłonie i zamknęłam powieki.

-Proszę tylko o zakończenie tego całego piekła... Teraz, jutro nieważne. Niech już mnie nigdy nie uderzy... Niech wreszcie zostawi mnie w spokoju i już nigdy nie podniesie głosu. Niech przestanie... Bardzo proszę... Nie mam normalnej rodziny. Jeśli ma tak być, to jestem gotowa to zaakceptować. Ale jeśli jest jakaś mała możliwość... Proszę.  Chciałabym w końcu dostać swojego Anioła Stróża. Proszę...
I mogłabym przysiąc, że usłyszałam czyjś szept:
-Już go masz...


Abby:
Miałam nadzieję, że letnia pogoda raczy zagościć jeszcze trochę na ziemi, ale niestety. Od wczoraj lało jak z cebra. O dziwo, chmur nie było prawie wcale. Słońce cały czas świeciło. Nastrój jak z wierszy... Wtem, usłyszałam podejrzane odgłosy z korytarza. Wychyliłam głowę z kuchni. W holu stali Gina z Mick'iem. Oboje mieli daszki na głowie, szorty i jaskrawe trampki. Campbell trzymał kabel od odkurzacza i zajadał się chipsami. Na mój widok, uśmiechnął się przyjaźnie.
-Jedziemy na wycieczkę! - oznajmił rozradowany. - W puszczę! Pani Andrews nam ufundowała! Mówi, że wtedy przyjmie Ginę do Anubisa! Superaśnie, co?
-No... tak. - zasłoniłam usta dłonią. - Mick też jedzie?
-Ratuj! - Gina przyczepiła się do mojego ramienia. - On chce się ze mną ożenić! Już nawet do ojca mojego zadzwonił! Abbusiu, proszę! Nie chcę! On jest straszny. Przypomina mi tego dinozaura z reklamy... Albo lwa Leona!
-Znacie Leona? Każdy go zna! ON ZAWSZE FAJNE POMYSŁY MA! - zawył Mick i wyjął z kieszeni kartonik z wizerunkiem reklamowego zwierzaka.
-Ooo, widzisz?! - Gina wskazała na pijącego soczek Campbell'a. - Nigdy nie lubiłam lwów. Kiedy byłam mała jeden chciał odgryźć mi rękę. Ale mu nie pozwoliłam! Wlazłam do tej klatki i sama chciałam go ugryźć, ale dozorca mnie wyjął. I mam zakaz wstępu do zoo, do ukończenia 140 lat.
-Mick stosuję podryw na Leona. - wyjaśniłam z uśmiechem. - Mogłabyś docenić te... oryginalne starania.
-No! - Campbell pokiwał głową z ożywieniem. - Mogłabyś!
-Nie! - Gina tupnęła nogą, niczym rozkapryszona ośmiolatka. - Nie jedziesz ze mną! Będę sama czyścić zęby małpą! - oznajmiła oburzona. - Może w ogóle nie wrócę! Zostanę Jane i poznam jakiegoś Tarzana! Żegnam!
Chwyciła walizkę i wymaszerowała za drzwi. Mick cisnął kartonikiem w podłogę, po czym oznajmił mi poważnie:
-Zostanę Tarzanem...


Max:
Grace mnie przerażała... Od paru dni, chodziła z tajemniczą miną i przymrużonymi oczami. Kiedy zapytałem ją co się stało, spojrzała na mnie spode łba i powiedziała tylko: ciemność... Chyba miała migrenę, bo... ehh, nie mam bladego pojęcia o dziewczynach. Może to jakaś ich nowa zabawa? Naczytały się "Zmierzchu" to teraz im odwala. Tak czy siak, postanowiłem się dowiedzieć o co chodzi z tą ciemnością. Zamierzałem zapytać o to Stellę i Benny'ego, którzy właśnie schodzili ze schodów.
-Hej, wiecie może...
-Może pojadę!
-Taa pewnie! Żeby zabiły Cię te menele z dworca PKP?!
-Nikt mnie nie zabiję!
-Nożyczkami się nie obronisz!
-Zamknij się, nie mam 5 lat! Zachowujesz się gorzej niż moja matka! Drzesz mordę na wszystkie strony!
-Może lubię!
-Może stul gębę!
-Przepraszam, ja...
-Zamknij się Max! - wykrzyknęli równocześnie.
-Nie powtarzaj po mnie!
-Ja? To ty wszystko robisz nie tak jak trzeba!
-Przynajmniej nie jestem jakimś czornym monstrum!
-Przynajmniej nie jestem jakąś słabą podróbą rockmana!
-Ośmieliłaś śmiać się z mojego wizerunku... - Benny przekrzywił głowę. - Naruszyłaś kodeks Benny'ego!
-Wiesz gdzie ja mam twój kodeks?! - zaśmiała się lekceważąco.
-A idź pruj wersalkę!
-Spadaj skubać tapetę.
-Wiecie może...
-CICHO!!!
-Znowu to robisz!
-Chyba ty!
-Przynajmniej nie mieszkam na cmentarzu!
-Przynajmniej nie prowadzę namiętnych dyskusji z harmonijką!
Chyba tak wygląda para 21 wieku... No nic. Ciemność musi poczekać. Stella i Benny zniknęli w kuchni, kłócąc się jeszcze bardziej niż przed chwilą. Usłyszałem dźwięk tłuczonego szkła. Biedna Trudy... Z pokoju wyleciała przestraszona Abby.
-Rzuciła w niego talerzem! - próbowała złapać wdech. - A on chlusnął ją kawą. MOJĄ kawą. - zaakcentowała z naciskiem.
-Wow... Jesteś taka ład... Znaczy nie! - zacząłem szalenie machać rękami. - Znaczy nie, że brzydka, ale nie ładna! Znaczy... spoko... ko!
Jak już wcześniej wspomniałem, nie umiałem zachować się w towarzystwie dziewczyny. Toteż Abby musiała przeżywać prawdziwą rewolucję, kiedy próbowałem ogarnąć wypływające ze mnie słowa.
-Ja... - spuściła głowę. - Nie wymyślę żadnej ciętej riposty, wybacz. Nabijaj się z kogoś innego. - szybko wyszła z korytarza i pognała na górę.
-Abby czekaj! Ja... Idiota! - pacnąłem się w czoło.
Zrobiłem jej przykrość. Niechcący, ale zrobiłem. Z kuchni było słychać jeszcze "Benny idioto, zostaw ten słoik!". Spławiłem dziewczynę, podczas gdy inne robiły to mnie. Jak widać, Abby była jeszcze bardziej nieśmiała ode mnie. Musiałem coś zrobić. Nie, nie zapytam Grace bo znowu będzie "ciemnoooość"! Na Benny'ego też nie mam co liczyć, obecnie szuka amunicji na dalsze starcie ze Stellą... Chyba tak teraz wyglądają związki...

Grace Foster zmierzała w kierunku pokoju Audrey. Szła powolnym, dostojnym krokiem. Zapukała do drewnianych drzwi. Czerwonowłosa dziewczyna wstała z łóżka i wyszła na korytarz. Spojrzała prosto w zaszklone oczy Grace... 
-Czujesz żal?
-Do czego?
-Do losu. - odpowiedziała szybko. - Zawsze byłaś słaba... Jesteś słaba! - prychnęła. - Nie winisz go za to? Za to, że kazał ci cierpieć i umierać w otchłani nieszczęść? 
-O czym ty mówisz? - Audrey była wyraźnie zaniepokojona. - Skąd wiesz?
-A jednak. - roześmiała się tajemniczo. - Możesz się zemścić... Jesteś panią swojego losu. Pokaż im. Niech inni cierpią tak jak ty. Nie mają prawa być szczęśliwi!
-Przestań, proszę... - w oczach drobnej osóbki, pojawiły się łzy.
-Zastanów się: kiedy ty przeżywałaś najgorszy ze wszystkich koszmarów, oni mieli uśmiech na ustach. Cieszyli się, podczas gdy ty umierałaś... Bądź tym koszmarem. Niech poczują ból, jaki czułaś przez te wszystkie lata!
Audrey pobladła. Chciała krzyczeć, ale nie mogła... jej dłonie zaczęły się trząść. Spojrzała błagalnie na Grace... i dopiero wtedy dojrzała wściekle czerwone ślepia... Jej dusza utonęła w piekle niebezpiecznych oczu... Blondynka wyciągnęła telefon i przyłożyła słuchawkę do ucha:
-Tato, mam już jedną... czas na następną. - powiedziała cicho, po czym spojrzała na krwistoczerwone oczy Audrey.
Żadna z nich nie miała pojęcia, że są potrzebne do czegoś śmiertelnie groźnego...

Fabian:
Audrey była dzisiaj jakaś nieobecna. Może przez te wczorajsze rozmowy... Było mi głupio, nie powinienem jej tego mówić. Byłem pewny, że zwyczajnie się wstydziła. Podszedłem do niej i położyłem jej dłoń na ramieniu. Gwałtownie odskoczyłem. Było zimne, niczym sopel lodu. Obróciła się powoli i spojrzała na mnie wściekłymi oczami.
-Chciałem przeprosić za wczoraj. - zaśmiałem się niepewnie. - To było... No sama widzisz tchórz ze mnie.
Dodałem to niby żartobliwie, jednak jej twarz przybrała poważny wyraz.
-Jesteś. Nie poradzisz sobie, nigdy. Pogódź się z tym. Odeszła... Bo chciała odejść. Spójrz prawdzie w oczy, jesteś nikim! - roześmiała się złośliwie. - Miałeś rację mój drogi... Jesteś porażką.
Zatkało mnie. Miałem nadzieję, że zaraz zacznie się śmiać i będzie zachwycona, iż tak łatwo dałem się nabrać, ale... Ona patrzyła na mnie lekceważącym spojrzeniem. Kpiła ze mnie. A ja powiedziałem jej o wszystkim... Wszystkim co ciąży mi na sercu. Czułem ból. Upokorzyła mnie, ale nie mogłem się załamać. Wczoraj wziąłem ją za mojego anioła stróża... który popełnia błędy, ale może wyprowadzić mnie na prostą. Dopiero niedawno złapałem ją z nią wspólny język... Patricia dużo razy mi o niej opowiadała, Jerome też coś wspomniał. Intrygowała mnie. Była strasznie tajemnicza. Patrzyła z miłością na wszystkich ludzi, kiedy z kimś rozmawiała, jej oczy nabierały blasku, a na co dzień zachowywała swój ciepły, miły wizerunek. I mimo, że miała dramatyczną przeszłość, nie dawała tego po sobie poznać. Starała się żyć normalnie. Szybko zjednała w sobie ludzi. Miała dobre serce... które znienacka skamieniało. Jakaś część mnie rozpaczliwie do niej ciągnęła, jednak byłem przekonany, że to tylko z poczucia samotności... Spuściłem głowę i zszedłem jej z oczu. Nie chciałem pozbyć się jej dawnego obrazu... Kiedy byłem przy drzwiach, zobaczyłem Grace. Uśmiechnęła się tajemniczo.
-Nie wyszło?
-Przestań... Wiesz przecież, że nigdy... Tobie też się coś stało? Wyglądasz...
-Daj spokój. - roześmiała się. - Wszystko jest dobrze.
-Wczoraj... martwiłem się. - spojrzałem jej w oczy. - Bardzo...
Grace odwróciła się tyłem. Tak jakby poczuła coś niewłaściwego, coś nie na miejscu...
-Wszystko w porządku?
-Musi być w porządku, musi! - krzyknęła płaczliwie, po czym natychmiast spoważniała. - Jest.
Byłem z lekka przerażony. w jej spojrzeniu było coś niezwykłego... Nie umiałem tego określić, ale wzbudzało we mnie strach. Usiadła przy stoliku i odwróciła głowę w moją stronę.
-Ratujesz mnie... - wyszeptała. - Nie poddawaj się.
Złapała się za głowę. Zupełnie jakby siedziały w niej dwie osoby i kłóciły się, co która ma powiedzieć. Położyła głowę na stole. Nagle dostrzegłem dziwny medalion, zawieszony na jej szyi. Moją uwagę przykuł wyryty na nim symbol.
-Grace... Co to?
Poderwała się gwałtownie. Barwa jej oczu, z powrotem kojarzyła się tylko i wyłącznie z błękitnym niebem. Naszyjnik leżał na ziemi.
-Fabian... Ja nic nie pamiętam. - jej głos drżał. - Jezu... Zrobiłam coś złego.
Usiadłem koło niej i pogładziłem po ramieniu. Z jej oczu spłynęła łza.
-Coś zrobiłam... Fabian, muszę iść!
-Dokąd? - spytałem zaskoczony.
-Do niego... - wzięła medalion do ręki. - Wrócę później.
Szybko wyciągnąłem komórkę z kieszeni i zrobiłem zdjęcie wisiorowi. Grace spojrzała na mnie dziwnie, ale nic nie mówiła. Szybko chwyciła naszyjnik i wyszła z Domu Anubisa. Miałem nadzieję, że szybko wróci...

Jerome:
-Siema Jaffray! - wszedłem do jej pokoju. - Zajęta?
-Idź mi stąd! - rzuciła we mnie poduszką. - Usiłuję odrabiać lekcję.Wyjdź!
-Ja Ci pomogę! - przechwyciłem jej podręcznik. - Jestem mistrzem w mat... JEZUSIE MARYJO CO TO ZA CHOLERSTWO?!
-Ułamki? - odebrała mi książkę. - Materiał podstawowy. Błagam, idź pobawić się z Alfie'm.
-Nic z tego. - pokręciłem głową. - Odbywa poważną rozmowę z Amber. Poszło o Abby. Znowu. Najlepsze jest to, że ona nie ma pojęcia o tej całej szopce.
-Mhmm spoko. - mruknęła. - Możesz iść?
-Czuję się zraniony.
-No wybacz.
-Wyjdę... jak to złapiesz! - krzyknąłem, po czym w mgnieniu oka gwizdnąłem podręcznik z jej biurka. - Ole Maruś!
Dziewczyna poderwała się z krzesła i zaczęła ganiać mnie po całym pokoju. Wskoczyła mi na plecy i zaczęła walić zeszytem po głowie. Rzuciłem podręcznik stronę drzwi, które otworzyły się na oścież.
-Wiecie może... MATKO!
Na podłodze leżał znokautowany Max. Obok niego spoczywał rozwalony podręcznik mojej dziewczyny. Mara rzuciła się ratować książkę, zupełnie olewając chłopaka. Ten zamrugał tylko oczami i powiedział:
-A ja się tylko o tą ciemność chciałem zapytać....

Hyhy 3 dni wolnego ^ ^ Jutro albo pojutrze będzie następne. Korzystam z metody Beansy Boo i trzymam się faktu, iż Jara nadal jest razem. Otóż po finale, Joy wpadła pod betoniarkę no i tak wyszło, że Jeruś spotkał Marusię, która otrzeźwiała po bitej śmietanie Fabian'a, noo i się tak jakoś zgadało, nooo i no i tak wyszło no. Ma swoją wizję (Tadzio song!) ^ ^! Mimo, że sprzedają Dom Anubisa, sezon może powstać, z tym że będzie kręcony w innych miejscach. No kurde cholera, jak TAJEMNICE DOMU ANUBISA mają nie być w DOMU ANUBISA? Kurde, na parkingu pod zerówką - kolejny genialny wymysł Waldzia. Jeśli by powstał nie grali by Alexandra, Ana, Nat, Eugene i Tasie. W sumie... niech powstaje! Zrobią, że gdzieś razem wyjechali, bo Klariza zostaję! Hyhy ^ ^, kręciolcie Tajemnice domu (nie)Anubisa 4 sezon! Jeruś i Mara wyjeżdżają do Polski, by ogarnąć wszystkich rozjuszonych fanów. Czekam! C:






4 komentarze:

  1. Masz tempo ^^
    Trololololo,mówiłam że to działa. Nikt mi nie wmówi,że jest inaczej. Mara jest z Jerome'm i kropka.Forever,siempre i jeszcze w setce innych języków świata.
    Gina z Mickiem?! o.O OMG!!! To by było coś :P
    "A idź pruj wersalkę!
    -Spadaj skubać tapetę."-padłam.Benny i Stelcia sa genialni :D

    OdpowiedzUsuń
  2. super ja nie ma wolnego ja ma egmnizmny nie dom aniubisa nie jest w Angli to nie to

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja wczoraj weszłam na angielską wikipedie na HoA i tam pisało w takiej tabelce 4 sezon 2014. Już sama nie wiem czy będzie kolejny sezon czy nie. ;/ Anonimek (Klaudia)

    OdpowiedzUsuń