środa, 24 kwietnia 2013

Opowiadanie cz. 37

Stella:
Dzwonili z Mediolanu... Powiedzieli, że mam czas do jutra. Inaczej sami po mnie przyjadą... Niby oferta nie do odrzucenia, a jednak coś mnie tu trzyma. Może ludzie? Po raz pierwszy czułam, że jestem, w jakimś stopniu miary, akceptowana. Ale... nie wiem jak zniosę towarzystwo Rosie przez cały rok szkolny. Victor też dostał od nich telefon. Zaoferował swoja pomoc do pakowania walizek. Chcę żebym wyjechała, ale to mnie akurat nie dziwi. Corbierre nadal się nie domył... Mimo to, miałam coraz więcej wątpliwości, a nie było nikogo kto dałby mi jakąś dobrą radę. Kieruj się sercem bla, bla, bla, bla. To mi kurczę nie pomoże. Każdy głupi może tak powiedzieć. Ale co to da? Nice. Po raz pierwszy miałam taką pustkę w głowie... Bo nieważne czy zostanę, czy pojadę, i tak będę żałować. Tylko, że w jednym przypadku mniej, ale do cholery nie wiem, w którym...

Fabian:
Grace ryczała już dwie godziny, a ja co chwila latałem do łazienki po chusteczki. Chodziło jej o Rufus'a... Okazało się, że jest... Nie, nie przejdzie mi to przez gardło.
-Dobrze się czujesz?
-Nie, umieram z radości! - chlipnęła żałośnie.
-No tak, głupie pytanie.- podrapałem się po głowie. - To nie Twoja wina... Nie chciałaś skrzywdzić Audrey ani nikogo innego... Może jest sposób wyzwolenia z siebie....
-Nie wiem. Rufusowi chodzi o tę całą ceremonię, pamiętającą jeszcze czasy sekty. - wzdrygnęła się. - Nie ma bladego pojęcia o jej przebiegu. To my mamy wszystkich Wybawców...
-Nie sądziłem, że będziemy wracać jeszcze do tego tematu...
-Niespodzianka. - mruknęła. - Tak czy inaczej: najprawdopodobniej ceremonia będzie reaktywowana. Musimy szybko znaleźć wszystkich członków i gdzieś ich schronić. Na razie mamy tylko mnie i Alfie'go. Gdzie jest ten amulet?
-Chyba Alfie go wziął...
-Ok. Zbierz Sibunę, widzimy się tu za moment. Trzeba coś ustalić...

Alfie:
-Zostały nam 3 osoby... W sumie jest pięć: Dziedzic, Wysłannik, Obrońca, Strażnik i Goniec. - wyliczałem. - Trzeba ustalić kim jestem ja.
-I pozostali.- wtrąciła Patricia, po czym wzięła do ręki wisior - Mi nic się nie dzieje.
W tej samej chwili, do pokoju wtargnął Jerome. Obrzucił nas podejrzliwym spojrzeniem.
-Co wy tu... Dobra mniejsza, Alfie widziałeś... O! - wskazał na naszyjnik. - Tu jest ta durna kupa żelastwa! Kopie prądem, wiedziałeś? Aaa rozumiem, to dla Amber? Sprytnie. - pokiwał głową z uznaniem.
Fabian i Patricia wymienili porozumiewawcze spojrzenia.
-Siad! - rozkazałem. - Zaraz usłyszysz historię pełną przygód, kłamstwa i...
-Wiem wszystko. - rozsiadł się na podłodze. - Nie podsłuchiwałem, słyszałem.
Kiedy Fabian zaczął prawić monolog o prywatności osobistej, ja wyciągnąłem pamiętnik jednego z archeologów. Pisało tam nieco o poszczególnych Wybawcach.
-Fabian, ucisz się na chwilę! - podniosłem palec do góry. - Każdy Wybawca ma swoje cechy charakterystyczne. O, na przykład Strażnik: chciwy, uparty, rozdarty...
-Jerome, to ty. - palnęła Amber bez namysłu. - Nie podejrzewam nikogo innego.
-Nie rozumiem o co Ci chodzi. Mam gołębie serce! - zaćwierkał Clarke. - Załóżmy, że jestem tym Strażnikiem. I co dalej?
-Są jeszcze Wysłannik, Obrońca i Goniec.
-Goniec to figura szachowa! - pochwycił Fabian. - Może nasz Wybawca ma wspólnego coś z jej rolą?
-Rolą? No Fabian, wykaż się. - roześmiał się Eddie i zarzucił ramię na plecy Patricii.
Rutter wziął do ręki księgę i kartkował strony. W końcu zatrzymał wzrok na jednej.
-Jezu... - zasłonił usta dłonią. - Wszyscy w tym siedzimy! Pięć osób ma utworzyć krąg, jednak wszyscy muszą być obecni. Każdy z nas jest wcieleniem...
-Czego? - dopytywała się Amber. - Gadaj!
-... Egipskiego bóstwa. - zakończył. - Piszą, że nadejdzie taki dzień, kiedy zostaną tylko ci "właściwi". Być może, część tegorocznych uczniów nie jest potrzebna. Ale... warto sprawdzić. Goniec może poruszać się tylko po określonych polach, na które nikt inny nie ma dostępu. Tylko on jeden, ma dostęp do wszelkich pomieszczeń... Jest kluczem.
-Ale mam burdel. - Patricia złapała się za głowę. - A więc, ta piątka musi utworzyć jakiś durny krąg, a reszta przy tym być, przy czym wszyscy są bóstwami? Jaka patologia! Co to za ceremonia?
Fabian przewrócił na następną stronę, po czym powoli podniósł wzrok.
-Przebudzenie...

Mara Jaffray wracała właśnie ze spaceru. Starała się uciec przed deszczem, który mógł pojawić się lada chwila. Niebo było zasłonięte szaroburymi chmurami... Wtem, na jej drodze pojawiła się czarna furgonetka. Wysiadł z niej kościsty mężczyzna, z siwą brodą. Jaffray przystała na moment. Facet zmierzał w jej kierunku.  Natychmiast poderwała się do biegu. Przyśpieszył kroku... Jej serce zaczęło szybciej bić. Wszystko toczyło się niewiarygodnie szybko...

Eddie:
Sprawa wydawała się być zamknięta, kiedy do pokoju wpadła zziajana Stella.
-Mara... - próbowała złapać wdech. - Goni ją...
-Kto?! - poderwał się Clarke.
-Nie wiem... jakiś facet. - złapała się za głowę. - Matko... Ona się boi, jest w niebezpieczeństwie!
-Yhy taa. - Patricia wbiła wzrok w sufit. - Nie udawaj, please. Co to jest, telepatia?
-Jezu, nie stójcie jak kołki, tylko lećcie jej pomóc! - wrzasnęła Stella, po czym spojrzała na Williamson. - Nie wiem... Ale jej życie jest zagrożone. Czuję to...
Jerome natychmiast wyleciał na korytarz. Za nim nim Fabian, Patt i Grace zawalona kurtkami przeciwdeszczowymi. Wyjąłem parasol spod łóżka i w milczeniu zamknąłem drzwi. Wolałbym wrócić do czasów kiedy byłem zdania, że :na tym świecie nic ciekawego się nie dzieję."

Patricia:
Mara była bezpieczna... Siedziała na łóżku Jerome'a, przykryta granatowym kocem. Trzęsła się z zimna i strachu. Clarke wszedł do pokoju z kubkiem kakao w ręku. Podał je Marze i pocałował ją w czoło.
-To by ten gościu z sekty... - oznajmiła Grace niewyraźnie. - Pamiętam tą okropną twarz... Czego od niej chciał?
-Jest Wybraną, może sądził, że jest potrzebna do ceremonii. - powiedział Eddie, po czym spojrzał na Marę z przerażeniem.
Puścił farbę. Jaffray pokiwała głową i wzięła głęboki wdech.
-Wiem... Przypomniałam sobie dzisiaj. O wszystkim... - odłożyła kubek na szafkę. - Nie wiem co...
-Spokojnie. - Jerome ścisnął jej dłoń. - Już jest dobrze...
-Patrz, jaki kochany! - szepnęła Amber do Alfie'go. - Ty też tak możesz! No zobacz, nawet taki idiota...
-Słyszałem Amber. - Clarke roześmiał się głucho. - Nie licz na to. Alfie'go stać tylko na zrobienie Ci kanapki. Wybacz.
Fabian doznał olśnienia. Widać było, po jego minie. Eddie spróbował wyglądać mądrze i zrobił to samo, jednak wyglądał sto razy głupiej. Nie do twarzy mu z mądrością.
-On nie chciał Mary... Chodziło mu o Obrońcę. Miała go do niego doprowadzić.
-Uzgodniliśmy wcześniej, że Obrońca to Ozyrion... - skojarzyłam fakty. - Ale... no tak, Wybraną i Ozyriona łączy więź! Stella wyczuła, że z Marą dzieję się coś niedobrego! Gdyby z nami poszła, już by ją miał.
Jaffray siedziała w milczeniu. Niby wszystko pamiętała, jednak te wszystkie paranormalne sprawy były dla niej kompletnie obce. Poklepałam ją po ramieniu i dodałam parę słów otuchy. Eddie zajadał rogala znalezionego pod łóżkiem. Kto wie, ile już tam leżał...
-Potem do niej pójdziemy. - oznajmił Fabian śmiało. - Teraz ustalmy to z tymi bós...
-Och, daj już spokój! - wywróciłam oczami. - Nie za dużo na dzisiaj? Zobacz, Mara nie ma siły, po kiego dodatkowo ją męczyć?! Poza tym coś tu nie gra.
-Ale, ale... - zajęczał Rutter. - Przecież...
-Spokojnie, to nie koniec świata. - roześmiała się Grace. - Wszystko ułoży się w logiczną całość, ale potem. Muszę iść do Audrey, zobaczyć czy otrzeźwiała. I uważać, żeby Rufus się do mnie nie dorwał. Muszę znaleźć na to lekarstwo. - wzdrygnęła się. - Bycie demonem w ludzkiej skórze, wcale nie jest pociągające. Nie wiem kiedy to 'coś' znów się objawi... Tak czy siak, trzeba nauczyć się panowania nad emocjami, bo demony nie są w tym najlepsze.
-Mówisz o tym wszystkim tak... - Amber szukała właściwego słowa. - Lekko.
-Jestem tylko w połowie demonem, póki co jest w porządku. Nie zrobię wam krzywdy.... Teraz. - przygryzła wargi. - Mam nadzieję...

Abby:
-Abby no błagam! Ja nie chciałem! To przez powietrze!
-Powietrze?
-No... robi ze mną jakieś cuda niewidy. Wtedy chodziło mi o to, że jesteś... super, znaczy... super strasz... nie no kurczę!
Już od godziny usiłował się wysłowić. Szło mu... no cóż, i tak było lepiej niż wczoraj.
-Ok. Trzeba się ogarnąć! - postukał się w czoło. - Lubisz muzykę? Bo ja bardzo. Albo spaghetti? Też lubię! Makaron jest taki fajny, no nie?! Taki bielutki, mięciutki i... No rany! - walnął głową o ścianę. - Ja nie umiem!
Nie wiedziałam co powiedzieć. Mogłabym kontynuować dyskusję o makaronach, jednak skompromitowałabym się jeszcze bardziej niż on.
-Już wiem! - ożywił się nagle. - Napiszę do Ciebie list! Będzie prościej! Poczekaj! - wykrzyknął i ruszył na górę.
Stałam na holu z kompletnie głupią miną, zastanawiając się czy nie uciec na koniec świata i uchylić się od dyskusji o wszelkich makaronach, dywanach czy kaloryferach. Może chłopacy mają teraz takie metody? Nie wiem.... Dziwny jest świat 21 wieku. Wtem, ze schodów zeszła przygnębiona Stella. W ręku trzymała komórkę. Wyglądała tak, jakby za chwilę miała rzucić nią o ścianę.
-Chcą po mnie przyjechać... - mruknęła pochmurno. - Idę się pociąć.
-Czym? Mydłem w płynie? - parsknęłam śmiechem. - Będzie... Aha, nie wolno tak mówić. Przemyśl sobie wszystkie "za" i "przeciw" no i... samo się rozwiąże.
W tej samej chwili, ze schodów zbiegł Max z różowym świstkiem w ręku. Za nim leciała oburzona Amber.
-Zostaw moją papeterię!
Chłopak zignorował jej błagania i uroczyście podał mi kartkę.
-Masz!
-"Jak pozbyć się trądzików"...?
-Co? - wyrwał mi zabazgraną kartkę. - Amber! Co to jest?!
-Idioto! - wrzasnęła Amber. - Teraz wszyscy wiedzą, że mam problemy z cerą! ... znaczy nie! Nie słuchajcie mnie! Zapomnijcie o tym! - biadoliła. - To nie moje, to Grace!
-What?! - Grace wychyliła głowę z kuchni. - Ja nie mam żadnych problemów, kurde no! To ty robiłaś sobie jakieś napary z...
-Nie! Nie słyszę Cię, bla bla bla bla! - Amber zakryła sobie uszy.
Tymczasem Max, wyglądał na dość onieśmielonego. Podeszłam do niego i powiedziałam:
-Ułatwię Ci to. Zacznij od początku. - wyciągnęłam rękę na zgodę.
-Yyy? - Stella uniosła brwi.
-Cicho! - trąciła ją Grace. - Każdy ma swoje metody. Nie mów, że jest inaczej, ty okazujesz uczucia, rzucają w w Benny'ego garnkami.
Podczas kiedy się kłóciły, Max zaczął mówić coś o starej szkole swoich upodobaniach i innych takich... Odetchnęłam z ulgą. Jednak, nie będzie kojarzył mi się wyłącznie z makaronem.

Ten grat (czyt. mój zacofany komputer) chodzi wolno jak cholera, 5 godzin czekam na załadowanie bloggera! Dzisiejsze takie sobie... Następne będzie FULL ROMANTIC, czyli to co tygryski lubią najbardziej ^ ^. Staramy się nie myśleć o tym dupnym Jeroy, które zepsuło mój świat. Nie, cofnij: trzymam się wersji, że Joy wpadła pod betoniarkę. Od razu lepiej ^ ^. Odpowiedziałam na wszystkie pytanie z zakładki "Rozmowa z postacią", także możecie walić następne. Sorry, że to tak długo trwało, jestem strasznym leniem ^ ^. Obiecuję odpowiadać szybciej C: 

Goodbye ^ ^

+Jakieś pomysły na następny rozdział? ;)


5 komentarzy:

  1. Fajnie,ze tak szybko dodajesz ^^
    Lubię tu wchodzić z myślą,że jest nowy rozdział ;)
    Ja mam pomysł ! Wiem,że nie spełniasz próśb odnośnie Willow,ale pomyśl o tym czy by ją nie zeswatać z Mickiem?Byliby szczęśliwi we trójkę:On.ona i Bogusław :D Hyhy byłoby śmiechowo ^^
    Bitch please,Jeroy nigdy nie było i nie będzie.Kropka.Amen.Ave Jara <4

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne, świetne, świetne <3 Uwielbiam Twoje opowiadanie, tak bardzo bardzo. Bardzo.
    Żadnych dupnych, naciąganych par. A do tego tak szybko dodajesz, nie to, co ja >_<
    Woohoo, następny rozdział, powiadasz? Cóż. Muszę przyznać, że sama nie wiem, no, ale pewnie z Jarą :D No przepraszam, ale tak ich uwielbiam... :c
    W ogóle, tu wszystko jest tak dobrze przemyślane.
    Cóż. To ja życzę weny c:

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział świetny jak zwykle z resztą :D
    Kocham twoje opowiadania

    OdpowiedzUsuń
  4. Skomentujesz i dołączysz do obserwatorów ? *.* Z góry dzięki ; http://fabinastoriesby-patrycja.blogspot.com/2013/04/28-odcinek-to-nie-tak-jak-myslisz-by.html

    Suuper rozdział *,*

    OdpowiedzUsuń