środa, 1 maja 2013

Opowiadanie cz. 39

5.30. Grace Foster była już na nogach, w przeciwieństwie do innych mieszkańców Anubisa, którzy nadal beztrosko spali. Dziewczyna miała na sobie jedynie przydługą, beżową koszulę. Długie, blond loki opadały jej na sine ramiona. W ręku trzymała białą filiżankę kawy. Siedziała na parapecie i wyglądała za okno. Słońce powoli się budziło. Gdzieniegdzie słychać było ciche poćwierkiwanie ptaków. Grace przeniosła wzrok na sąsiednie łóżko. Mara jeszcze spadła. Ciemne włosy zajmowały większą powierzchnię poduszki. Lekko uchylała kąciki ust. Oczy blondynki zaszyły się łzami. Wiedziała jaki los czeka Jaffray. Odnosiła wrażenie, że gdyby nie jej przyjazd do Anubisa... Wszystko byłoby inaczej. W końcu to na nią czyhał Rufus. W uszach dźwięczały jej jego wczorajsze słowa: "Jesteś demonem. To czyni Cię dużo silniejszą od pozostałych. Wykorzystaj swoją moc przeciwko nim". Nie mogła tego zrozumieć... Demony kojarzyły jej się głównie ze złymi rzeczami. Kto wie, może da radę obrócić działanie piekielnej mocy... Rufus zamierzał posłużyć się nią i paroma innymi uczniami, do schwytania Wybawców. Na szczęście, w porę udało się temu zapobiec. Trzeba było poinformować o wszystkim oszołomioną Audrey... Ją pierwszą dotknęła demoniczna moc. Okazało się, że dziewczyna jest wcieleniem bogini Hathor, także znała już całą historię. O dziwo, wcale jej to nie zdziwiło. Po tylu incydentach z ojcem, wizja brutalnej ceremonii była bardziej do zniesienia. Obecnie, wszystkie problemy dotyczyły Mary. Jerome wychodził z siebie, żeby wymyślić jakieś sensowne wyjście. Bezskutecznie...

-Nie śpisz?
Audrey obróciła się gwałtownie. Do kuchni wszedł Fabian, próbując zapiąć czarne guziki w lekko przybrudzonym swetrze. Dziewczyna uśmiechnęła się ciepło i podała Rutter'owi kubek.
-Proszę. Słodzisz?
-Nie, dziękuję.
Chłopak usiadł na kanapie i popijając herbatę, myślał nad przebiegiem ceremonii. Audrey spięła włosy w kucyk i wrzuciła grzebień do kolorowej torby. Spojrzała na Rutter'a nieśmiało.
-Fabian... Przepraszam.
Chłopak przeniósł wzrok na zmartwione oczy dziewczyny.
-Za co?
-Za wtedy... - zakręciła włosy na palcu. - Wiesz... Kiedy Grace...
-Aa... - chłopak spuścił wzrok. - Nie przepraszaj, nie Twoja wina.
-Ja naprawdę nie chciałam! Pamiętam tylko, że byłam wściekła... Za ojca i wszystkie inne... Demony żywią się cierpieniem i nienawiścią innych. Dobrze, że Rufus w porę się opamiętał. Współczuję Grace, bo jest naprawdę miła i nigdy nie zrobiłaby niczego złego... Myślę, że jest w stanie pokonać swoją czarną stronę. Ale... najbardziej boję się o Marę. Jerome nie może jej stracić... - jej głos nagle ucichł.
Fabian był szczerze zdziwiony. Clarke był jej byłym chłopakiem, powinna życzyć mu jak najgorzej, jednak robiła zupełnie inaczej...
-Przecież Cię rzucił...
-To nie tak. - westchnęła. - Kiedy zadzwonił... Powiedział mi, że spotkał kogoś naprawdę wyjątkowego. Wiedział, że takie zauroczenie może źle się skończyć, jednak chciał zaryzykować. I dobrze zrobił, bo teraz jest szczęśliwy, znaczy... Teraz może nie za bardzo, lecz w każdym razie nie pożałował swojej decyzji. Zawsze wiedział czego chciał.
-I nie byłaś zła?
-Raczej smutna, ale nie mogę go za to winić. Na miłość skazujemy się sami... Nie wiadomo kiedy nas dopadnie, więc czemu miałabym być zła? Tak wyszło... Coś kończy się, żeby coś mogło trwać... Zawsze tak jest. Nigdy nie wiadomo jaki wyrok wyda los.
Rutter spojrzał na nią z podziwem. Każde słowo płynęło prosto z jej serca. I mimo tego całego piekła, które przeszła, potrafiła pozytywnie mówić o życiu. Chłopak wstał z krzesła i przyciągnął ją do siebie. Dziewczyna uśmiechnęła się lekko i pogładziła go po szorstkim policzku.
-Pamiętaj... Nigdy nie wolno być złym na los. Zobaczysz, że w pewnym momencie nas zaskoczy i jeszcze nie raz będziemy mu wdzięczni. Trzeba mu pomagać... Wiara czyni cuda. Myślę, że on dobrze o tym wie. - mrugnęła porozumiewawczo.
Tymczasem Grace stała w kuchni i kręciła głową z uśmiechem.
-Ale z niego Don Juan. - pomyślała z rozbawieniem i poszła obudzić resztę anubisowych śpiochów.

-Ciociuuuu!
-Nie! - pani Valentine była stanowcza. - Ja nie bank, nie będę wypłacać Ci kasy.
-Ale, ale... - zajęczał Max. - Tata mówił, że ciocia jest od tego żeby...
-Max! To, że Twój tata wiedzie życie milionera, nie znaczy, że ja też...
-Kłamstwo! - prychnął chłopak. - Ciocia zazdrości, bo tata zrobił karierę, a ciocia się w tej szkole obija jak bezdomny jakiś!
Max od ponad godziny usiłował wybłagać panią Valentine o wypożyczenie środków finansowych. Wszystkie jego pieniądze poszły na mordoklejki, cukierki które zawsze sprawdzały się podczas lekcji pani Andrews. Zaklejały jej usta na dobre 2 godziny, także klasa mogła swobodnie konwersować.
-Ciociu, no we... Oo, Abby!
Chłopak w mgnieniu oka, wziął zaskoczoną dziewczynę pod ramię i przyprowadził ją przed obliczenie pani Valentine.
-Ciociu! Ja na dziewczynę... potrzebuję.
-Ale ja nie jestem Twoją...
-...Własnością! Wiem, Abusiu kochana, ale ja to bym Ci ziemi uchylił!... nieba, znaczy.. Ciociu?
Pani Valentine spojrzała na Abby zaskoczona. Była sympatyczną, inteligentną dziewczyną, więc co miała robić z jej głupim bratankiem?
-Ciociu... - zaczął Max uroczyście. - Jak widzisz Abby nie jest zadowolona Twoim niegodziwym zachowaniem. Zawsze miała Cię za dobrą nauczycielką i nieustannie słyszałem z jej pięknych wiśniowych ust, pochwały na Twój temat. Wstyd!
Abby oblała się pąsowym rumieńcem. Nie wiedziała co robić. Nauczycielka najwyraźniej zmiękła, bowiem Roye była jej ulubioną uczennicą. Z westchnieniem sięgnęła do kieszeni białej torby i wyjęła z niej brudnozielony portfel. Max uśmiechnął się z triumfem i zarzucił rękę na ramię przerażonej dziewczyny. W końcu odsunął ją od zawstydzonej Valentine i spojrzał na nią przepraszająco.
-Ja musiałem...
-W takiej błahej sprawie? Teraz wszyscy myślą, że jesteśmy razem!
-No gdzie! Nikt nie słyszał...
-Aa.. - westchnęła Abby. - To dobrze.
Nagle, z narożnika wyskoczył roześmiany Benny i szturchnął dziewczynę w ramię.
-Abby? Szczęścia!
Zanim dziewczyna zdążyła zaprzeczyć, na korytarz wbiegła rozanielona Amber.
-Tak! Teraz Alfie nie będzie mógł do Ciebie... eee... Mniejsza! Znowu jestem jedynym słoneczkiem jego życia! Trzeba to uczcić! Zabieram Cię na zakupy! Potem wpiszecie się do "Księgi miłości Amber Millington", jako... Mabby! Ouuu to takie słodkie! Chodź! - zakomunikowała i pociągnęła rozżaloną Abby do siebie.
Max wzniósł oczy ku niebu i oznajmił przeszyty pełnią szczęścia:
-Mam 'żywą' dziewczynę...

-Więc tak: przebierzemy Mick'a za Marę, damy go sekcie i po sprawie! - Amber klasnęła w ręce. - Jestem geniuszką!
Sibuna usiłowała znaleźć sposób na ocalenie Jaffray. Jak dotąd, tylko Amber wpadła na 'sensowny' pomysł.
-Niee? Wątpię żeby dali się na to nabrać. - roześmiała się Grace.
-Czyżby? - Jerome uniósł brwi. - Czy sama nie nazwałaś ich, cytuję: "śmierdzącymi, tępymi dziadygami"?
-Jak zwą. - blondynka machnęła ręką. - Jakieś inne pomysły?
Fabian namiętnie zapisywał coś w swoim zielonym notesiku. Grace usiadła koło niego i odebrała mu zeszyt.
-Piszesz wiersz?!
-Nie! - zaczerwienił się Rutter. - To...
-Wiem dla kogo. - puściła mu oko. - Nie pow...
-Co? Dla kogo? Gdzie? Ja muszę to wiedzieć! - Amber poderwała się z kanapy.
-To... to... - jąkał się chłopak, pośpiesznie szukając jakieś wymówki. - To dla... Patricii!
-Mhmm?! - Williamson zachłysnęła się colą. - Że niby jak?!
-No... No... - gorączkował się Rutter, co chwila spoglądając na ogłupiałego Eddie'go. - Posłuchaj:
Twe rude włosy jak papierosy...
Twa biała cera jak tapicera...
Twój mały nos jak zdechły kos...
Twe usta czerwone jak poparzone...
Twe brzydkie lica jak popielnica...
Williamson patrzyła na niego z rozdziawionymi ustami. Jerome, Amber, Grace, Alfie i nawet Mara zanosili się szaleńczym śmiechem. Eddie pokręcił tylko głową i dodał z uśmiechem.
-Czemu ja na to nie wpadłem?
W tym samym momencie, do pokoju wpadła Audrey z naręczem książek w ręku. Tłum natychmiast ucichł, od czasu do czasu rzucając sobie rozbawione spojrzenia.
-Prezent od Jasper'a. - powiedziała, kładąc biblioteczne wyposażenie na stole. - Bogowie egipscy, dzienniki Frobishera... Trochę tego jest, ale podobno lekko się czyta.
-Jak dla kogo. - prychnęła Amber. - Gdzie są Stella i Benny?
-W kozie. - wyjaśniła Audrey z uśmiechem. - Benny 'niechcący' wybił szybę w gabinecie pani Andrews, a Stella wyrzuciła odkurzacz Mick'a przez okno. Tak czy siak, nie był zadowolony.

Kiedy cały tłum się ulotnił, w kuchni została tylko Grace z Abby. Rudowłosa dziewczyna czytała jeden z dzienników Smythe i nuciła coś pod nosem. Blondynka planowała przejść się na spacer i choć na chwilę zapomnieć o otaczających ją problemach. Usilnie mocowała się z zapięciem turkusowego płaszcza.
-Audrey... - odwróciła się do koleżanki. - Czy ty i Fabian...
-Słucham? A nie, nie... - oderwała się od lektury. - Bardzo go lubię, ale...
-On Ciebie też. - uśmiechnęła się Grace. - Baaaardzo.
Twarz Audrey pokrył czerwony rumieniec. Odgarnęła, za ucho, kosmyk rudych włosów. Blondynka roześmiała się serdecznie.
-Nie wstydź się! Tu dobrze bo... Od czasu śmierci Niny, nie chciał otwierać się na nikogo innego. Cieszę się.
-Ale... - zaczęła Audrey nieśmiało. - Myślisz, że ja mu się podobam?
-Ja nie myślę. - Foster odrzuciła złociste włosy na plecy. - Ja to wiem.
-Ach tak... - dziewczyna uśmiechnęła się lekko. - Wiesz... Nigdy o tym nie myślałam, ale... chyba mi miło.
-Jemu też. - zauważyła jej znajoma. - Z tym, że jest chorobliwie nieśmiały. Wczoraj pół nocy wypytywał o Ciebie Jerome'a. Sam raczej nie podejdzie... Jest naprawdę świetnym chłopakiem, z tym, że musi kogoś dobrze poznać, zanim się otworzy. Z Tobą nie powinien mieć wielkich problemów. Co będę kryć... wzbudzasz zaufanie.
-Ja? Dziękuję, tylko... za bardzo nie wiem co o tym sądzić. Przepraszam, ale...
-Przecież do niczego Cię nie zmuszam. Spokojnie. Od Ciebie to zależy...
Audrey uśmiechnęła się z wdzięcznością i przytuliła blond włosom koleżankę. Przez okno wyjrzał promyk słońca. Zupełnie tak, jakby wiedział co właściwie się stanie...

-No nie! - tupnęła Amber ze złością. - Fabian miał być z Grace! A ta idzie i załatwia mu inną dziewczynę! To wbrew kodeksowi Millington. Alfie!
-Hmm? - burknął Lewis z ustami zapchanymi pączkiem. - Uszpkuj sze on moż bydż ż kym...
-Milcz jak do mnie mówisz! - obraziła się blondynka. - O nie!  Chce walki? To będzie ją miała... - uśmiechnęła się chytrze i poleciała do pokoju, zostawiając Alfie'go buszującego w poszukiwaniu pączków.

-Jerome? - odezwała się Mara. - Już późno. Możesz iść do siebie?
-Zaraz. - ziewnął Clarke. - Grace jeszcze nie wróciła. Szukam sposobu na...
-Daj spokój! - Jaffray usiadła na łóżku. - Nic mnie już nie uratuję. Nie ma sensu...
-Mam! - krzyknął chłopak! - Wiem! Jestem mądrzejszy od Amber!
-Toż to osiągnięcie. - uśmiechnęła się dziewczyna i usiadła koło niego, przytulając się do jego ramienia. - No?
-A gdyby tak... - Clarke ujął jej zimną dłoń. - Kogoś podmienić?

Aleeż długaśne ^ ^ Moja kuzynka już od dwóch godzin pieje mi nad głową, żądając przyjścia do kuchni. Mama robi ciastooo J- w porównaniu do innych mam, nie ma do tego talentu. Niestety na mnie testuję wszystkie swoje wypieki... Ehhh... Trudno idę się struć. Od kiedy córki mają być królikiem doświadczalnym to ja nie wiem, ale dobra. Widocznie tak musi być. Jakby to powiedziała Audrey: nie bądźmy źli na los! Ok, lecę do ciasta (czyt. na pewną śmierć). Jak przeżyję, to napiszę.
Bye <3
Sapphire.





11 komentarzy:

  1. Suuuuper ;*
    Zapraszma na mój blog ;) Zaobserwujesz ? ; >
    http://fabinastoriesby-patrycja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Boskie! Ten wiersz... Mnie rozwalił ! Cały czas się śmiałam, aż siostry się na mnie dziwnie patrzały.. Jak na jakąś psychicznie chorą. Ale spokojnie - wątpię, żeby Mick miał konkurencję. : D. Dodaj szybko kolejny : *

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale superooowe :D
    Hah, Fabes ma szorstkie policzki >_< Twarz się myje, Rutter!
    Wiersz przezajebisty. No. Fabian nadrobił nim tą szorstką cerę, nie ma co.
    Muszę powiedzieć, że tak samo, jak dla Ciebie jest ważne The Jaffray Story, tak dla mnie HoA Story. Jest Jara, jest Peddie, i do tego wszystko ciekawe, ułożone w zgraną całość. U w i e l b i a m.
    FabianxAudrey? Ohohoho, świetnie <3 Od początku podobała mi się ta dwójka.

    Życzę Ci szczęścia w jedzeniu ciasta... nie umrzyj, bo nie będzie kto mi miał pisać opowiadani D:
    Czekam na next i trzecią część Teugene Story!
    MClarke ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie umarłam! Jeszcze... (wyrodna matka nauczycielka chce mnie otruć)
      Teugene Story piszolę :3 Póki żyję.
      Fabian zbłądził w drodze do łazienki (niestety, niektórych nie stać na GPS)
      Ciekawe? HoA Story jest tragiczne, nawet nie wiesz ile razy miałam zamiar to usunąć ^ ^ Do dziś trudno mi uwierzyć, że ktoś to czyta... Szczególnie teraz, kiedy nieźle namieszałam i wyszło jak wyszło. TRUDNO, JA TO SKOŃCZĘ! Nie porzucę serialu tak jak Waldzio (złodziej serc i niszczyciel Jary). Ależ to chirurgicznie zabrzmiało...

      No nic, dziękuję bardzo ♥
      Czekam na następne The Jaffray Story ;)

      Usuń
  4. "Nie uda nam się mieć wszystkiego na raz,Coś kończy się, żeby coś mogło trwać" ^^ kocham tą piosenkę <3
    Audrey i jej złote myśli mnie zaskakują.Myślałam,że jej nie polubię,ale jednak.Pomimo to,również wyznaję kodeks Millington.Ja chcem Grace i Fabiana <3
    Powodzenia z ciastami :3

    OdpowiedzUsuń
  5. Genialne to mało powiedziane.
    Ale w twoich opowiadaniach jest to coś.Są zagadki,problemy miłosne i oczywiście humor.
    Muszę z przyjemnością stwierdzić,że wolałabym o 10000 razy bardziej czytać do końca życia czytać twoje hoa story niż oglądać 3 sezon hoa.;3
    Ciasto już pewnie zjadłaś więc życzę Ci tylko weny ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S jak jeszcze żyjesz oczywiście... ;p

      Usuń
  6. Super *,*

    Nowy rozdział :) Zapraszam:
    http://fabinastoriesby-patrycja.blogspot.com/2013/05/31-odcinek-zblizamy-sie-do-konca-moj.html

    OdpowiedzUsuń