wtorek, 7 maja 2013

Opowiadanie cz. 41

Fabian był w bardzo dobrym nastroju. Po raz pierwszy czuł, że robi coś dla siebie. Może właśnie tego mu trzeba? Od śmierci Niny nie zwracał uwagi na żadną inną dziewczynę, dlatego też wiązał spore nadzieje z planowanym spotkaniem z Grace. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie pojawienie się Audrey, która wzięła sobie do serca niedawne słowa Foster. Uznała, iż musi przejąć inicjatywę w swojej relacji z Rutter'em. Kiedy chłopak urzędował w kuchni, podeszła do niego i powiedziała:
-Przepraszam za wczoraj, ale Amber... sam rozumiesz. - ucięła na chwilę i się roześmiała. - Dlatego żebyś nie musiał już powtarzać: chętnie się z Tobą spotkam. - na te słowa Fabian zakrztusił się sokiem i stojący obok Benny musiał solidnie walnąć go w plecy. - Zaskoczyłam Cię? Spokojnie, nie musisz odpowiadać. To jutro, dobrze? Będę czekać. Pa! - pomachała mu czubkami palców i znikła w korytarzu.
Rutter zbladł. Błagalnie spojrzał na Benny'ego, który zdawał się nie wyczuwać nadchodzącego rozgardiaszu.
-Widzisz? Sama podeszła! - cieszył się jak dziecko. - To moja zasługa!
Fabian, biały niczym mleko, podreptał do swojego pokoju. Zza kanapy wyłonił się Jerome wraz z rozemocjonowaną Marą.
-A mówiłem Ci? - oznajmił chłopak z triumfem. - Wiedziałem, że wybierze Audrey!
-Wcale nie! - obruszyła się Jaffray. - Ona sama się narzuciła. Chyba widziałeś jaki był zmartwiony, tak?
-No, ale... - kontynuował Clarke. - Było mu smutno bo nie stało się to wcześniej i boi się reakcji Audrey na wieść, że pod wpływem jakiś dziwnych emocji, umówił się z Grace. Idę o zakład, że poszedł to odwołać!
-A ja ci mówię, że...
Można by jeszcze długo opisywać przebieg tej dyskusji, ale skończyło się na obustronnym parsknięciu i fochu. Benny wyglądał na zachwyconego niespodziewanym przebiegiem wydarzeń. Podparł się łokciami o blat i rzekł z rozmarzeniem:
-Jestem genialny...

Grace miała wyrzuty sumienia i to nie tylko z powodu Audrey. Tylko Niny. Tak naprawdę Fabian był dla niej tylko dobrym przyjacielem, nikim więcej. Przynajmniej takiej wersji się trzymała... Rzadko zastanawiała się nad ich relacją. Większość czasu spędzała harując jak wół dla Sibuny i chowając się przed Avan'em, także zbyt dużo czasu nie miała. A kiedy znajdywała już wolną chwilkę przeznaczała ją na wylewanie łez lub wypad z Alfie'm do jego ulubionej naleśnikarni. Zastanawiając się nad dotychczasowymi wydarzeniami, coś sobie uświadomiła... Nie może spotkać się z Fabian'em. Nie zrobi tego Ninie. Dobrze wiedziała co czuł kiedy dowiedział się, że jego ukochana nie wróci. Jego oczy stały się nagle wielkim oceanem tęsknoty. Kiedy przypomniała sobie swój pierwszy dzień w Domu Anubisa, poczuła dziwne ukucie w sercu. Wtedy wszystko się zaczęło... Nikt nie podejrzewał, że niepozorna blond dziewczynka, jest córką podłego Rufus'a Zeno. Taa... Dziwne wspomnienie. Tak czy siak, miała coś do zrobienia. Musiała odwołać spotkanie z Fabian'em, zanim całkiem zeżrą ją te cholerne wyrzuty sumienia. I zdawała się nie słyszeć rozpaczliwego krzyku ze środka...

Audrey siedziała na ławce, przed Domem Anubisa. Rysowała po ziemi, jakimś długim, cienkim patykiem. Była smutna. Grace powiedziała jej o Fabian'ie... W pewnym sensie to nie była jego wina, bo sama się narzuciła, ale... coś ją bolało. Bardzo chciała zając miejsce w czyimś sercu. Czuć się potrzebna i kochana. Dorastała bez miłości rodziców. Jedyne co zostało jej z dzieciństwa, to parę rys na twarzy, które nie do dziś nie chcą się zagoić. Co do Jerome'a, nie była pewna. Może tak naprawdę nigdy jej nie kochał? Nie wiedziała, ale bardzo cieszyła się, że ma Marę. On zasługiwał na szczęście... Ona nawet nie ośmielała się o nie prosić. Nie wprost. W uszach ciągle dźwięczały jej słowa matki, kiedy prawie wydała złe postępowanie ojca.
"-Masz pojęcie co zrobiłaś?
-Przepraszam mamo. - ciemnowłosa dziewczynka siedziała skulona w kącie, tuląc szmacianego misia. - Nie chciałam...
-Jesteś okropna! Nie widzisz ile ojciec dla Ciebie robi? Ty paskudna niewdzięcznico! - wbiła szpiczaste paznokcie w jej policzek. - I co? Boli?
-Mamo, przestań! - dziecko zaczęło płakać. - Proszę.
-Głupia. - warknęła kobieta, ale puściła córeczkę. - A, to zabieram. - wyrwała jej z rąk maskotkę. - Skoro nie umiesz okazać wdzięczności, nic już nie dostaniesz. Idź do pokoju.
-Mamo oddaj, proszę!
-Zamknij się! - wrzasnęła kobieta. - Jesteś nikim! Nie mam pojęcia czemu się tak źle zachowujesz. Ojciec nie zachowuję się źle, nie rób tragedii. - po tych słowach, wrzuciła misia w ogień.
Dziecko podbiegło do kominka i zaczęło płakać..."
Audrey zacisnęła powieki. Po policzkach spłynęły jej łzy. Przed oczami miała obraz płonącej w ogniu szmacianki. Pamięta jak wtedy cierpiała... Jako dziecko, nie miała żadnych przyjaciół, poza gromadką uczniów z Anubisa. Niestety, ojciec stale ograniczał ich kontakt, aż w końcu zażądał wyprowadzkę z osiedla. Potem już nie miała z kim rozmawiać. Teraz z bólem serca słuchała opowieści o tym wspaniałym okresie życia. W przeciwieństwie do innych nie miała żadnych miłych wspomnień. Patrzyła przez szybę na bawiące się dzieci. Było jej przykro, ale dopiero kiedy do zabawy dołączali się rodzice, rozpoczynało się prawdziwe piekło. Podobno miłość matki jest najsilniejsza na świecie... Była jedyną osobą, której to nie dotyczyło. Matka jej nienawidziła. Chyba jeszcze bardziej od ojca. Fakt, bił ją, ale... takie rany potrafią się zagoić. A słowa mamy , zapamięta już do końca życia...

-Jedź.
Stella rzuciła Benny'emu niezrozumiałe spojrzenie. Chłopak siedział obok niej z skrzyżowanymi ramionami.
-Dzisiaj sobie uświadomiłem, że nie mogę powstrzymać Cię przed spełnieniem marzeń. Jedź.
-Benny, już to przerabialiśmy. - westchnęła dziewczyna. - Nie jadę. Poza tym ceremonia i...
-Właśnie! - pochwycił Walker. - Bez Ciebie nic nie zdziałają, tak to będziemy mieli więcej czasu nad zastanowieniem się co do Mary. Mogą złapać nas w każdej chwili, ale kiedy Obrońca się nie pojawi: z ich szatańskiego planu nici. Nawet nie wiedzieliby gdzie Cię szukać. Nie mogą nam grozić: potrzebni są prawie wszyscy z Anubisa. Proszę...
-Aż tak Ci na tym zależy?
-Zależy mi na Tobie, zabiłbym się gdyby coś Ci się stało. - złapał ją za zimną dłoń. - Nie chcę żebyś wyjeżdżała, ale to jedyne wyjście. Rozmawiałem już z Sibuną. Zgadzają się.
-Ale ja nie... - powiedziała cicho, prawie niedosłyszalnie.
Wstała z łóżka i podeszła do okna. Zapatrzyła się w pochmurne niebo. Zacisnęła pięści.
-Muszę być z nią... Chronić ją, rozumiesz?!
-Ale...
-Jeśli ja wyjadę, stanie jej się coś złego.
-Przecież...
-Czuję to. Oni się mnie boją. Ozirion ma moc... - przyłożyła dłoń do zaparowanej szyby. - Nie wiem. Pomyślę, ale wątpię. Chcesz się mnie pozbyć, czy co? - prychnęła. - Sorry, nic z tego.
Chłopak roześmiał się bezgłośnie i pociągnął dziewczynę za kosmyk ciemnych włosów.
-Mówiłem, że nie. Tylko...
-Starałeś się być mądry? Nie wyszło, przykro.
-Jestem inteligenty! Kiedyś wymyślę 4 pizze w 1 pizzy. - rozmarzył się.
-What?
-A idź babo, nie znasz się! To będzie hicior. Większy niż "Garnki Mick'a"!
-Reklama dezodorantu jest bardziej pociągająca! Idiota. - skwitowała i pstryknęła go w ucho. - Nie rozumiem czemu...
-Bo jestem taki fajny i w ogóle, noo! - zamrugał rzęsami. - Zaprzeczysz?
Stella pokręciła głową i złapała go za ramię. Zostanie. Nie tylko ze względu na Marę: Benny, bez jej nadzoru, zdemoluję cały Dom Anubisa. Łącznie z Trudy, wazonami i odkurzaczem Mick'a.

Audrey już od ponad godziny krążyła po lesie. Nie mogła znaleźć sobie miejsca. Nie chciała wracać do Domu Anubisa... Było jej głupio. Nie chciała spojrzeć Fabian'owi w oczy. Najchętniej wczołgałaby się do jakiejś ciemnej dziury i już tam została. Kiedy była już blisko wyjścia, jej oczom ukazało się białe światło. Dziewczyna zatrzymała się gwałtownie. Na drodze pojawiła się wysoka kobieta o głębokim spojrzeniu. Patrzyła wprost na nią. Skinęła głową i gestem przywołała do siebie. Audrey stała jak wryta. A była pewna, że już nic ją w życiu nie zaskoczy. Ostrożnie podeszła do białej postaci. Kobieta uśmiechnęła się przyjaźnie. Dopiero teraz, Audrey zauważyła jej piękne, łagodne, brązowe oczy. Miała takie same...
-Witaj kochanie. - przywitała się.
-Ja...
-Powinnaś być w Domu. Powoli się ściemnia.
-Tak, ja... już idę.
-Zaczekaj.
Kobieta patrzyła na nią z troską. Przez chwilę wydała jej się bliższa niż własna matka. Co akurat nie było nowiną, nawet obcy ludzie z ulicy potrafili okazać więcej czułości niż właśnie rodzice.
-Przepraszam... Kim pani jest?
-Kochanie - roześmiała się kobieta. - Jestem Hathor.
Nagle wszystko ściemniało. Jedynie ona stała na środku, śmiejąc się perliście. Kiedy uniosła dłonie z nieba poleciało coś w rodzaju płatków śniegu. Akcja rozgrywała się w jakimś dziwnym miejscu... Była ona, Audrey i jej moc... Hathor... Bogini Hathor!
-Ty jesteś...
-Hathor. - powtórzyła z uśmiechem. - Jesteś moim wcieleniem, gwiazdko. Wiem o Tobie wszystko.
Audrey nie widziała w tym żadnych powodów do dumy, bo jest wiele rzeczy, które wolałaby wykreślić ze swojego żałosnego życiorysu.
-Kochanie, jesteś taka piękna! Jak anioł... - jej dźwięczny głos spoważniał. - Zobacz, jak daleko już zaszłaś.
-Naprawdę? A mi się wydaję, że stanęłam w miejscu... Jestem słaba.
-Nie widzisz, że sama pokonałaś wszystkie przeszkody? Nie daj się tak traktować. Jesteś dużo silniejsza od ojca. Wkrótce się o tym przekonasz...
Audrey patrzyła na nią z zachwytem. Mówiła prawdę. Mnóstwo ludzi mogło jej wmawiać takie bzdety, ale pewnie by nie uwierzyła. Natomiast ona... Napełniła jej smutne serce nadzieją.
-Czemu tu jesteś?
-Żebyś nie czuła się samotna. Zawsze jestem przy Tobie księżniczko. Jestem pewna, że Twoi przyjaciele też spotkają swoich opiekunów.
-Jak to?
-Jesteście naszymi potomkami. Czekaliśmy na wasze spotkanie. Tylko wy możecie nam pomóc. Dom Anubisa został wybrany do zjednoczenia następców. Sekta chce pozbyć się kary Anubisa i zrobi wszystko żeby wam przeszkodzić. Wiem o skazańcu... Jestem pewna, że Izyda już zmierza do Mary. Wiedz jedno: Nikt nie może ukraść magii Domu Anubisa. To nasze jedyne schronienie. Może nie wiesz, ale od tego zależy dalszy los... wszystkiego.

Mara właśnie wracała do pokoju. Jerome cały czas paplał coś o Hershey. Zaoferował się nawet, że zrobi jej domek na drzewie. Ma chłopak plany na przyszłość. Osobiście nie śpieszyło jej się z wychodzeniem za niego za mąż. To były tylko żarty, ale ciągle zadawała sobie pytania typu: co czeka ją za 10 lat? Jeśli w ogóle przeżyje, bo od ceremonii uciec się raczej nie da. Kiedy gwałtownie otworzyła drzwi, oślepiło ją białe światło. Szybko zasłoniła oczy.
-Maro... - usłyszała ciepły głos.
Już nie była w swoim pokoju. Znalazła się w jakiejś dziwnej czarnej strefie, z której nie ma ucieczki. Wytężyła wzrok. Wśród białych płatków, stała kobieta o śnieżnobiałej cerze. Jaffray, z niewiadomych przyczyn, nie bała się dziwnej towarzyski. Wręcz przeciwnie: czuła się jakby znały się od zawsze.
-Witaj... - uśmiechnęła się kobieta. - Przyszłam porozmawiać z Tobą o ceremonii.
-Skąd wiesz?
-Jesteś moim wcieleniem, jak mam nie wiedzieć? - oznajmiła z uśmiechem.
-Izyda...? Nie, to niemożliwe.
-Możliwe. - roześmiała się - Jesteś skazańcem...
-Nie ma odwrotu. - westchnęła Jaffray, zapominając o obawach. - Skoro tak musi być...
-Nie musi. - głos bogini stwardniał. - Masz Ozyriona.
-Co Stella może zdziałać? - spytała Mara płaczliwie. - Umrę. Już wiem.
Kobieta pogładziła ją po ciemnych włosach. Spojrzała na nią roześmianymi oczami.
-Będzie dobrze, zobaczysz. Jestem pewna.
-Co...? - spytała płaczliwie.
-Wierz mi, Stella jeszcze nie raz Cię zaskoczy. Wiem, że masz plany. Spokojnie, niedługo będzie po wszystkim. - nadal głaskała ją po głowie. - Musisz być silna... Nie możesz się załamywać... Myśl o tych, których kochasz. To oni dadzą Ci siłę.
Mara lekko skinęła głową. Jej nastawienie, lekko się poprawiło. Chociaż... może ma jakieś zwidy...
-To nie sen Wybrana. - roześmiała się jej opiekunka. - Widzę, że się boisz. Ale musisz bronić Domu Anubisa: to miejsce jest sercem wszelkiej... a zresztą wkrótce sama się dowiesz. - pogłaskała jej policzek i zniknęła w białym kłębie dymu. Mara z powrotem znalazła się w swoim pokoju. Rozejrzała się wokoło. Po tajemniczej bogini, nie zostało ani śladu. Szybko zbiegła na dół. Jerome przerwał randkę Patricii i Eddie'mu. Stwierdził, iż kuchnia nie jest zbyt intymnym miejscem i jeżeli chcą się miziać, to łazienka jest wolna. Jaffray zignorowała kłócącą się parę. Dopadła do chłopaka i oznajmiła:
-Muszę Ci coś powiedzieć!
-Uważasz, że Hershey nie powinna mieć domku na drzewie?
-Weź, nie będziemy mieć żadnej Hershey! Izyda mi się ukazała.
Na te słowa, wszyscy zebrani ryknęli śmiechem. Jaffray wywróciła oczami.
-Myślcie, co chcecie. Ja naprawdę ją widziałam.
-Jasne, jasne. - roześmiał się Sweet i cmoknął Williamson w policzek. - A myślałem, że to ty masz tu najbardziej nierówno pod sufitem. Myliłem się, wybacz.
-Idiota. - mruknęła Trixie, ale po chwili znów się uśmiechnęła.
-Jerome, mówię prawdę! - Mara odciągnęła chłopaka na bok. - Czemu mi nie wierzysz?
-Ooo... sam nie wiem, ale Izydy to... Weź, nawet nie wiemy czy ona żyła! - zawył chłopak.
-Ale...
-Przysięgnij.
-Na co?
-Na Hershey. - oznajmił Clarke poważnie. - Wtedy uwierzę.
-Odbiło Ci?
-No to nara.
-Nie, czekaj! No dobra... przysięgam na Hershey, że widziałam Izydę. Mówiła mi o ceremonii.
-Żartujesz?! - ożywił się jej chłopak. - I co?
-No i... w sumie nieważne, ale wiesz co? Mówiła, że mam szansę przeżyć, tylko...
Nie dokończyła bo chłopak już trzymał ją w swoich ramionach. Tylko na to czekał. Wiedział, że jest jakiś cień nadziei. Spojrzał na zaskoczoną Marę i powiedział:
-Wszystko zmierza ku Hershey!

Nom :3 To by było na tyle. Smutno mi się robi kiedy patrzę na ten 3 sezon... Brzyyyydka Joy ;c Kiedyś ją lubiłam... Wstyd Sapphire, wstyd! Idę jeść mozzarelkę i zastanawiać się nad życiem (czyt.  nieopisaną tragedią). 

"SPRAWIEDLIWOŚĆ ZWYCIĘŻY CHOĆBY ZIEMIA MIAŁA RUNĄĆ!" - Jonh Clarke (mój mentor życiowy)

Pieprzyć Jeroy'e. Bye.

Sapphire.







10 komentarzy:

  1. Po prostu... suuper ;);*
    Kiedy kolejny ? : >

    OdpowiedzUsuń
  2. Hehehe! Wzięłaś gidy ze śniegiem z jakiegoś Dżapańskiego teledysku? xd
    Świetna część! Pieprzyć Jeroy. John Clarke zawsze spoko! ;d Coś czuję, że jakby tak przyjechał w finale, to by naprostował tego swego syna dupka i po chwili zobaczylibyśmy Jerusia przepraszającego Marę. No!
    Hershey w domku na drzewie? Słodzieniaśnie. Wyobrażam sobie połączenie Marusi i Jerrego (czyt. bladą istotkę o ciemnych włoskach i wielkich, błękitnych gałach odzianą w fioletowy, puchiasty (MClarke wymyśla nowe słowa!) sweterek z napisem: "Aj em Hershey. Maj parents ar Marusia end Jerusiek. Not Dżoj end Jerusiek" w takim serduszku) bawiące się sweet plastikowym konikiem. Wśród lalek i misiów.
    Na drzewie.

    Matko, ale ty masz ogromny talent <3 Też taki chcę!
    A tak wgl., mam w planach (po napisaniu Jaffray'owej trylogii ^ ^) stworzenie "Dalszych losów Mary i Jerome'a". No i marzy mi się taki słodziaczek o imieniu Hershey X3
    Mogłabym?.. ^ ^"

    Aww, Marusia w ramionkach Jerusia! <3

    MClarke (Hershey Clarke) ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początku powinno być "gify" ^ ^'

      Usuń
    2. Haha, byłam ciekawa czy ktoś zauważy xd ^ ^ Japończycy ever.
      Hershey zostaje oficjalnie (zgodnie z prawem ^ ^) ogłoszona rodzonym dzieckiem Jerusia i Marusi! Można wykorzystywać ^ ^
      Hershey pozwala się udostępniać. Pozdrawia.
      Z drzewa.
      No C:

      Usuń
  3. Hershey rządzi! Chyba dam tak na drugie Megan xD To byłby hit^^
    Mam pisać wniosek o prawa autorskie?Mogę ci złożyć kiedy chcesz :D
    Ojejku rozdział świetny,tylko zrobiło mi się szkoda Audrey...się biedaczka w życiu nacierpiała :'c
    Niech Joy idzie w cholerę kierować szkołą(ktoś musi,tylko niekoniecznie dobrze^^).Jak zawsze wyczekuję następnego jak i Teugene Story <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście ^ ^
      Hershey jest prawnym dzieckiem Jary, toczące szczęśliwy żywot w domku na drzewie (który znając talent Jerome'a, w każdej chwili może się zawalić).

      Usuń
    2. Podziękował ^^ Na pewno wykorzysta w swoim "dziele" :D

      Usuń
  4. Cuuudowne. *_*
    Uwielbiam,uwielbiam. ;3
    Tak se myślałam czy w połowie 3 sezonu HOA w Polsce niee wyjebać za przeproszeniem tv ale se pomyslałam,że szkoda go na durne Jeroy.
    Czekam na kolejny. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cofam swoje poprzednie słowa. Genialnie piszesz!!! Hershey ♥ Nie mogę się doczekać następnego ;)

    OdpowiedzUsuń