piątek, 10 maja 2013

Opowiadanie cz. 42

-Wszystko dobrze?
Fabian spojrzał w tył. Audrey. Usiadła koło niego z zamyślonym wyrazem twarzy.
-Zastanawiałam się... - rzekła spokojnie. - Czy kiedykolwiek jest mi pisane coś dobrego. Nie jestem zła. Ale... chciałabym tego. Tak po prostu.
Rutter spuścił wzrok. Zawsze czuł się przy niej głupio. Jego problemy traciły znaczenie... To jej życie budziło strach i zmuszało do zastanowienia się nad sobą. Wiedział, że ją zranił. Jeszcze tydzień temu, nie mógł spojrzeć jej w oczy. Grace spławiła go w paru zdaniach: może nie spławiła, tylko przemówiła do rozsądku. Lubiła go, nic więcej. Nigdy nie byli w specjalnie zażyłych kontaktach, jednak bardzo ją lubił i zawsze wspierał. Oboje nie chcieli psuć swojej przyjaźni. Uznali, że tak będzie lepiej. Tymczasem Audrey siedziała koło niego i... i znów pojawiło się to miłe uczucie, które towarzyszyło mu za każdym razem, kiedy widział Ninę. Coś w tym było... Jej obecność była czymś wyjątkowym... Odganiała wszystkie złe myśli. W jednej chwili troski znikały gdzieś głęboko na dnie i jedynym problemem było to, jak jej pomóc.
-Przepraszam... - usłyszał jej ciepły głos. - Nie chciałam wtedy... sam wiesz. Myślałam, że... Chyba nie powinnam tego mówić. - dodała cichutko. - Jeszcze raz przepraszam.

-Dobrze się czujesz? - Abby spojrzała na Grace spode łba. - Nie wyglądasz najlepiej.
-Tak. - odparła blondynka cicho.
Oczywiście było to kłamstwem. Grace spojrzała na kalendarz. Już tydzień minął od jej poważnej rozmowy z Rutter'em. W krótkich słowach kazała mu spadać i nie kręcić z dwoma naraz. Miało wyjść inaczej, ale prowadzenie dyskusji nie było jej mocną stroną. Teraz czuła się strasznie. Okazało się, że jej głupia podświadomość pominęła jeden istotny szczegół... To, przed czym się tak usilnie broniła, nawet o tym nie wiedząc. I kiedy odeszła od chłopaka oczekiwała całkowitego wyzbycia się trosk. Zamiast tego dotarło do niej jakie straszne głupstwo popełniła. Wbiła wzrok w szybę, tak jakby czekała na przylot jakiegoś dobrego anioła, który palnie ją w ten głupi łeb i poradzi... Zakręciła na palcu kosmyk blond włosów. Siedział tam... z nią. Audrey była osobą tajemniczą i to właśnie go przyciągało...
-Grace? - Abby wstała z łóżka i podeszła do koleżanki. - Co się stało?
-Poza tym, że wszystko spieprzyłam to nic. - posłała jej fałszywy uśmiech. - Nie zaprzątaj sobie tym głowy.
-Chodzi o Fa...
-Nie! - Grace zatkała sobie uszy. - Nic nie słyszę, la la la!
Abby uśmiechnęła się lekko. Wiedziała w czym tkwi problem.
-Lubisz go?
-Nie wiem.
-Serio?
-Mówię, że nie wiem. - jęknęła i padła na łóżko. - Lubić lubię. Nic więcej.
-Czemu sobie zaprzeczasz?
-Nie zaprzeczam. - odburknęła.
Z wyniosłą miną wyszła z pokoju, zapominając o wszystkich niechcianych myślach. Postanowiła zrobić wszystko, by już nigdy nie wróciły.

-Jezu, nie rycz już. - westchnęła Stella. - Palnęłaś głupstwo i tyle. Przeżyjesz.
-Nie żyję. - jęknęła Foster. - Przecież mi nie wolno.... Ja nie mogłam! Jestem naidiotyczniejszą idiotyczną idiotką jaką kiedykolwiek widziała ta ludzkość.
Brunetka pokręciła głową i obróciła się w stronę drzwi.
-Oho, ktoś się dobija. - mruknęła, po czym wyjrzała przez szparkę. - Smutasie, weź się jakość ogarnij. Fabian przyszedł. A mówiłaś, że już nic nie da się zrobić.
Niestety nie miała racji, bo Rutter z zadowoleniem oznajmił:
-Grace! Miałaś rację! Postanowiłem spotkać się z Audrey.
-To straszn... strasznie fajne! - poprawiła się szybko.
-No... tego się nie spodziewałem. - chłopak zaśmiał się cicho. - Dziękuję.
-Ehe... - uniosła kciuk do góry. - Super.
Fabian uśmiechnął się ciepło i wymigując się myciem naczyń, wyszedł z pokoju. Obie dziewczyny wiedziały jednak, że zapewne poszedł do Audrey.
-Nie super. - załkała Foster i wbiła głowę w poduszkę. - Jest tragicznie. Może pół-demony tak mają... Wszystko chrzanią i są głupsze od Mick'a.
-Doskonale Cię rozumiem.
Stella ze zdziwieniem uniosła brwi. Podeszła do okna i odsłoniła zasłony. Przy kaloryferze siedział Mick, czule obejmując odkurzacz.
-Odbudowałem go. - oznajmił Stelli z dumą, po czym wstał i zwrócił się do Grace. - Fabian jest moim smerfastycznym kumplem. Pomogę Ci!
-To ja już wolę być sama. - jęknęła zmartwiona.
-Spokojnie koleżanko. Zajmę się Tobą. Fabian lubi mądre dziewczyny. Czytałaś "Muminki"?
-11 lat temu...?
-To świetnie. - blondyn klasnął w dłonie. - Jesteś bardzo mądrzejewska! A liczyć umiesz? 2 razy 2?
-Cztery?
-CO?! I ty chcesz zarywać do Fabian'a? - Mick złapał się za klatkę piersiową. - Każdy głupi wie, że to 5! Boguś idziemy! Nie będziemy zadawać się z tymi nieukowymi babciami. ODCHODZIMY! - chłopak chwycił rurę sprzętu i w poskokach opuścił pokój, wołając przy tym - A teraz robimy to co tygryski lubią najbardziej!

-Dzień dobry klaso! - Rosie otworzyła brudnozielony dziennik. - Jak samopoczucie?
-Gorzej być nie mogło. - mruknęła Grace pod nosem.
-Będzie dobrze. - pocieszyła ją Abby. - Myślę, że...
-Nic mnie nie uratuję.
Rosie poprawiła krańce popielatej sukienki. Kątem oka spojrzała na Stellę. Unikała jej wzroku. Kobieta westchnęła ciężko. To było dla niej trudne... Nie mogła porozumieć się z własną córką. Mimo to, niewskazane jest rozpamiętywać sprawy rodzinne na lekcji. Wyrwała się z zamyślenia i zwróciła do klasy:
-Wie ktoś może co znaczy 'Bel canto'?
Podczas gdy reszta klasy głowiła się nad zadanym pytaniem, Audrey już dawno miała rękę w górze. Grace zmarszczyła brwi.
-Tak Audrey?
-To styl w muzyce włoskiej. Chodziło to o uznanie warstwy muzycznej za element równoważny wobec warstwy tekstowej. Ważne było też zróżnicowanie arii, recytatywu i arioso.
-Bardzo dobrze. Zakładam, iż większość z was nie ma bladego pojęcia o co chodzi.
-Skąd, to grzech nie wiedzieć cóż to arioso. - odparła Stella ponuro. - Przykre.
Rosie spuściła wzrok, ale nic nie powiedziała. Benny szturchnął dziewczynę w ramię, próbując zmusić ją do lepszego zachowania w stosunku do matki. Kobieta wyciągnęła plik kartek spod fotela.
-Chodzi o rozbudzenie emocji w sercu słuchacza. Nie możecie śpiewać o smutnych rzeczach przy wesołej muzyce. Melodia jest tłem historii, którą chcecie przekazać słuchaczowi. Jeśli opowiadacie o pozytywnych rzeczach, wszystkie elementy muszą być ze sobą zgrane.
-Inaczej skończymy jak Selena Gomez. - podsumowałą Grace obojętnie. - Bez przesłania.
-Brawo! - pochwyciła Rosie. - Żeby wzruszyć serce słuchacza, piosenka musi mieć przesłanie. Oczywiście zależy to też od przeżyć tej osoby. Piosenka smutna wyjdzie nam o wiele bardziej realistycznie, jeżeli sami doświadczyliśmy wiele przykrych wydarzeń. Na przykład piosenki o miłości. Jest ich bardzo wiele, ale tylko nieliczne z nich są prawdziwe. Najtrudniej napisać piosenkę o uczuciu, jeśli się je zna.Wtedy autorem jest głównie wasze serce.  Inaczej wyjdą wam badziewia, jakich teraz jest milion. Nasz rynek muzyczny nie może pochwalić się wyśmienitą muzyką. Ludzie z prawdziwym talentem są niezauważani.
-Fakt, to strasznie irytujące. - przyznała Abby. - Nie słucham praktycznie żadnego z popularnych zespołów. Owszem, czasem jakaś piosenka wpadnie mi w ucho, ale sezon na nią zawsze przeminie.
-Masz rację. - nauczycielka skinęła głową. - Kiedyś muzyka była inna... Ludzie śpiewali sercem, a nie z playbacku. Na drodze sławy błądzą głównie młodzi wokaliści. Popularność staję się ważniejsza od talentu. Pasja zamienia się w formalność.
-Jak Bieber? - wychylił się Max. - Ludzie bardziej niż piosenkami, fascynują się tym, że zjadł kanapkę.
-Bieber poszedł do sklepu!
-Bieber oddycha!
-Właśnie. - roześmiała się Rosie. - Cieszę się, że rozumiecie. Czy pan Alonso mówił wam o planowanej sztuce?
-Ja zagram główną rolę! - zgłosiła się Millington. - Jestem najlepsza!
-Nie doceniasz talentu Bogusława! - Mick wytknął jej język.
-Spokojnie Amber, daj mi powiedzieć. - uspokoiła ich nauczycielka. - Pani Andrews postanowiła rozbudzić w was talent artystyczny. Słyszałam, że mieliście parę występów pod dowodzeniem pana Winkler'a. Powinno pójść gładko.
W tej samej chwili, to klasy wszedł Pablo, taszcząc tabun potrzebnych rzeczy. Audrey poderwała się z białej kanapy i rzuciła w stronę nauczyciela:
-Poniosę panu teczkę!
-A ja marynarkę! - Grace wyrosła przed nim, niczym Dżin z lampy. - Daj pan to!
-Ja biorę książki! - oznajmiła Mara, przejmując książki od mężczyzny. - Ale to... leciuteńkie! Proszę się nie martwić!
-Dziewczynki ja...
-Wezmę ten długopis! - Amber dorwała się do jego kieszeni. - Pewnie jest bardzo ciężki.
Rosie zanosiła się od śmiechu. Miała ładny, dźwięczny głos. Stella wywróciła oczami, a Eddie schował się za kanapą. Żeby go znowu wściekłe babsztyle nie napadły.
-Dziękuję. - mruknął nauczyciel rozbawiony. - Nie było to konieczne, ale miło mieć tak pomocnych uczniów.
-Mogę panu pomagać dzień i noc. - zaoferowała się Abby. - Przestanę jeść.
-Gdyby mnie pan poprosił nie odrobiłabym lekcji... - oznajmiła Mara rozmarzona, na co Jerome parsknął śmiechem.
-Na twoim miejscu zacząłbym się martwić. - szepnął do niego Alfie. - Mara lekcji? Serio?
-Przestań to tylko... o kurczę, racja. - Clarke niespokojnie potarł podbródek. - Hershey nie może wiedzieć o miłostkach jej mamy.
-Jeśli w ogóle...
-Się zdziwisz, już wkrótce zaistnieję!
Podczas gdy chłopacy kłócili się namiętnie, nauczyciele demonstrowali swój pomysł.
-Sztuka opowiada o dwójce ludzi, którzy muszą zmierzyć się z przeciwnościami losu.
-Wzruszające. - ziewnęła Stella.
-Historia niby banalna, ale to od was zależy czy będzie w stanie wzruszyć publikę. Jak już wspominaliśmy, najważniejsze są emocje. Wraz z Pablem, wybraliśmy już naszych faworytów do danej roli.
-Przepraszam! - Abby podniosła rękę do góry. - Może opowiedzieć nam pani coś więcej o fabule?
-Oczywiście. Główne role odrywa dwójka ludzi, z różnych warstw społecznych.
-On bogaty, ona biedna. Banał. - prychnęła Stella.
-Tak to wygląda, ale postacie mają barwne osobowości i wszystko zależy od waszych emocji. Dziewczyna ma na imię Valerie, chłopak Leon. Valerie, już od najmłodszych lat, ma podawane wszystko na tacy. Jest pewna siebie, opryskliwa i uważa się za lepszą od innych. Chłopak pochodzi z biednej rodziny, jednak jest strasznie dobrym człowiekiem. Cechuję go ogromna nieśmiałość. W sztuce chodzi o prawdziwy, realistyczny sposób pokazania rozwinięcia ich relacji. Musice to zagrać, całym ciałem. Nie zakochują się w sobie w ciągu godziny, to byłoby naciągane. Najpierw są wobec siebie neutralni, można by rzec, że ledwo się tolerują. Potem stopniowo przekonują się do siebie. Każdy przekazuje drugiej osobie część siebie. Historia niby pospolita, jednak możecie uczynić z niej coś fantastycznego. Dobrze - wyciągnęła białą kartkę z dziennika. - Teraz parę słów na temat obsady... Wierzę, że osoby, które wytypowałam świetnie sobie poradzą. Fabian, będziesz Leonem.
-Ja? - zdziwił się Rutter. - Przecież... - kątem oka spojrzał na Audrey.
Dziewczyna ma talent, na pewno ją wybiorą. W końcu jest niezła w tym kierunku.
-No dobrze, zgadzam się.
-To wspaniale! - ucieszyła się Rosie. - Wpisz się na listę.
Chwilę później, obsadzono też parę ról drugoplanowych. W końcu spojrzenie nauczycielki padło na nieobecną Grace.
-Grace?
-Tak? - ocknęła się blondynka. - Przepraszam, ja...
-W porządku. Chciałabyś być...
-Pokojówką? Spoko, matka kazała mi kiedyś harować całą noc. Czyściłam kuchnie, bo zepsułam mikrofalę.  Okazuję się, że podgrzewanie masła nie było najlepszych pomysłem...
-...Valerie.
-Eee?
Nie mogła. Jeszcze czego, nie będzie grać z Fabian'em. Żeby jeszcze bardziej się pogrążyć?
-Niee... A Benny nie może?
-Niewątpliwie byłbym atrakcyjną kobietą. - roześmiał się Walker. - Ale myślę, że będziesz świetna, więc...
-Nie! - jęknęła Foster. - Ja nie umiem... Audrey nie może?
-Sądziłam, że Audrey zajmie się dźwiękiem, ale jeśli...
-Spokojnie. - przerwała jej rudowłosa. - Grace będzie idealna. Bez dwóch zdań. - oznajmiła i posłała blondynce ciepły uśmiech.
Taki szczery i bezinteresowny... To właśnie było najgorsze. Bo jak można nie lubić kogoś, kto jest istnym wcieleniem anioła?

-Lubię kolację! - oznajmił Mick wesoło. - Jest taka kolacyjna!
Trudy właśnie wyszła. Przed chwilą ogłosiła strajk: miała już dość brudnych garów w zlewie. Jak na złość, Victor nie zamierzał inwestować w zmywarkę. Zamiast tego wszystkie fundusze poszły na środki oczyszczające (biedny Corbierre nadal był różowy). Mieszkańcy nie pilnowali swoich dyżurów, a Max i Stella większość talerzy zbili, więc... kuchnia zbyt wyposażona nie była.
-Stella, masz super mamę! - oznajmiła Abby.
-Yhy.
-Serio. - wtrąciła Amber. - Jedyna lekcja, na której słucham.
-A zajęcia z Pablo? - zainteresował się Rutter.
-Aaa... - rozmarzyła się blondynka. - Wtedy pracują tylko moje oczy...
-Oczy? Ktoś powiedział coś o oczach? - poderwał się Avan. - Widziałem taki horror, gdzie...
-Nie musisz opowiadać. - wtrąciła Foster. - Naprawdę. Nie musisz... - spojrzała na niego błagalnie.
-Ale był czadowy! - ożywił się chłopak. - Tylko znajdę łyżeczki!
-Ooo... - jęknęła Grace. - Czeka nas pięciogodzinna trauma. Ja spadam. - wstała z krzesła, po czym spojrzała na Stellę. - Nie rób takiej kwaśnej miny, Rosie jest naprawdę genialną nauczycielką. Wow, nigdy tak nie mówiłam. Znaczy, że musi coś w sobie mieć. Można z nią pogadać.
-Chyba, że znów zachce jej się umierać. - skomentowała brunetka zwięźle. - Dajcie już spokój.
Audrey milczała. No tak, temat rodziców, pomyślała Grace. Wzięła talerz i podeszła do zlewu.
-BUU!
-MATKO JEDYNA!
Naczynie z hukiem uderzyło o podłogę. Grace, która dziwnym trafem leżała na ziemi, próbowała złapać wdech. Przed nią stał Avan z plastikowym nożykiem.
-Mam nóż! - oznajmił podekscytowany. - Właśnie demonstrowałem wam scenę z horroru. Babka wracała z KFC, a tu jej taka menda wyskoczyła. Fajne, nie?
-To niebooo? Ooo... - majaczyła Grace. - Chyba widziałam anioła.... Ooo jaka ładna harfa!
Max wstał od stołu i pomógł dziewczynie wstać. Blondynka chwiejnym krokiem zbliżyła się do wejścia.
-To ja żegnam.... Czy żagluję? Ooo stateczek... - spojrzała w sufit. - Hehe. Ależ to milutkie... Takie słodkie... łódeczki. He. He. Łódeczki... - powiedziała rozmarzonym głosem i wyszła na korytarz, z którego chwilę później dobiegły niepokojące dźwięki. - Nic mi nie jest! Ooo to Jack Sparrow... Depp jest ze mną w niebie! Hehe!
Max spojrzał na resztki talerza. Beztrosko kopnął je pod lodówkę.
-Myślicie, że Trudy wierzy w gadające lodówki?
-Czemu?
-Bo miałbym na kogo zrzucić. - zamyślił się chłopak. - Trudno, co się będę wysilać. Mick! Czemu zbiłeś talerz?
-Może lubię!
-No. - uśmiechnął się sprytnie. - I po sprawie.
-Ej... - zaczęła Amber. - Jakbyście nazwali swoje dzieci?
-Ambrozja! - zakomunikował Alfie. - Ewentualnie Kaszanka lub Pani Naleśnikowa.
-Hershey! - odparł Jerome z uśmiechem, natrafiając na oschły wzrok Mary.
-Nie. Będzie. Hershey!
-Yhyy taa. Każdy tak mówi.
-Ja nazwę dziecko Toster lub Magnetofon! - oznajmił Mick. - To takie fajowskie i smerfastyczne!

Napisałam! Dla Hershey i jej domku na drzewie! ^ ^ Tak wgl gustuję w hiszpańskich piosenkach (jak słyszycie zresztą). Si niepodoba, trudno. Piątek bywa męczący... Miej tu zboczoną klasę alkoholików i bądź szczęśliwy! Jadę do Anubisa, tam skojarzeń nie mieli. Chyba, że kamera tego nie uwieczniła... Oł gad.
Jeroy niestety cały czas istnieję. So sad...
Obalmy Tuska/Waldzia! LEGIONY TOOOO ŻÓŁNIERSKA NUTAAAAA! 
Nie mam po co żyć... Tkwię wśród chorych psychicznie zboków, ni ma Jary... Załammy się.
No... to tyle :3
Sapphire.

+Pomysłyyyy? ^ ^




11 komentarzy:

  1. A mi me gusta espanol canciones tampoco(Czy jak to tam się poprawnie pisze ^^)
    "Nie zakochują się w sobie w ciągu godziny, to byłoby naciągane" Waldzio,coś dla ciebie -_-
    "Się zdziwisz, już wkrótce zaistnieje!" o.O czyżbyś zamierzała zrobić z Marusi nastoletnią matkę? :D
    Ambrozja mnie rozwaliła xD Czekam na next <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hyhy ^ ^ Kto wie, co przyjdzie Jerusiowi do głowy ^ ^

      Usuń
  2. Jejejej <3
    Mick mnie rozwala. <3 Mądrością to on nie grzeszy. :)
    Biedna Grace. Fabian ty debilu zdecyduj się!
    Zauważyłam,że wysłałaś Joy na księżyc. I dobrze jej. ;p Mogłabym się rozpisywać ale... za genialne na mój mózg.
    Czekam na next.

    OdpowiedzUsuń
  3. Niedawno natrafiłam na twoje opowiadania. I od razu sie zakochałam! Mick mnie rozwala, hah. Boż, normalnie uwielbiam twoją wyobraźnie. Czekam na następne! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Boże, rozdział jak zwykle cudowny *.*
    Jak ja uwielbiam te twoje opowiadania :)
    Heehh Mick, mój życiowy guru. Mówi tak mądrościowo ;-;
    Zazdroszczę mu. Też bym chciała być taka mądra.
    Biedna Grace, mam nadzieję, że będzie później z Fabianem
    Dziewczyno oddaj mi swój talent ♥
    No nic, czekam na next ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. super kiedy next

    OdpowiedzUsuń
  6. O jejku jaki miłosny trójkąt <3 haha Mick <3 Ty to maż wyobraźnie. Gustujesz w hiszpańskich piosenkach ? Ja też <3 Te amo <3
    Polecam Maite Perroni i zespół RBD <3 Ich piosenki są super.
    Ja teraz idę oglądać telenowele, Triumf Miłości <3 hehe, kocham wszystko co związane jest z meksykiem i hiszpanią <3
    Dodasz coś z Peddie w następnym rozdziale ?
    magiczna-moda.blogspot.com ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kocham twoje opowiadania! Czekam na następny.

    OdpowiedzUsuń
  8. Boże jak ty zajefajnie piszesz . Daj mi Swój talent ... ♥.♥
    Dodaj szybko nowy . Zapraszam do siebie : http://esprari-ambri.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń