wtorek, 14 maja 2013

Opowiadanie cz. 43

Czasem błądzimy w poszukiwaniu naszego świata... Naszego małego miejsca, w którym stłumimy wszystkie troski. Droga jest zawiła, co krok czyha na nas jakaś przeszkoda. A kiedy już dojdziemy do celu, okazuję się, że powinnyśmy szukać dalej. Każdy z mieszkańców Domu Anubisa uczestniczył we własnej, indywidualnej wyprawie. Tylko on wiedział o wszystkich rzeczach, które mogą go zatrzymać. I tylko on, mógł je ominąć...

-Muszę pogodzić się z tym, czego nie mogę zmienić. - westchnęła Grace, patrząc w okno. - W końcu mogę być szczęśliwa. W pewnym stopniu, przynajmniej...
-Nie rozumiem tych twoich filozoficznych gadek. - odezwała się Millington. - Chodzi o Fabian'a?
-A weź, nie przypominaj...
-Czyli o niego. - przytaknęła Amber z uśmiechem. - Powiedz mu.
-Przepraszam, nie chciałam się w Tobie zakochać? Taa pewnie. Już lecę.
-Zawsze jesteś taka złośliwa?
-To ja już nawet miła być nie potrafię? Ooo... - jęknęła. - Albo udzieliło mi się podczas mieszkania ze Stellą, albo już do reszty zwariowałam. Obstawiam to drugie.
-Paznokcie do góry! Zobaczysz, będzie ok, a teraz pomóż mi wybrać buty!
-Po głębszym zastanowieniu dochodzę do wniosku, iż wolę dalej się zamartwiać.
Millington chwyciła różowego balerina i cisnęła nim w Foster. Blondynka akurat mocowała się z szybą, toteż kiedy zrobiła szybki unik, but wyleciał przez otwarte okno.
-AUU!
Przerażona Amber szybko podbiegła na miejsce zbrodni. Wychyliła głowę i spojrzała w dół. Na ziemi stał obolały Max, który właśnie trzymał się za czoło.
-Za co to?!
-Za Fabian'a! - odkrzyknęła Grace z góry. - Możesz iść go tym walnąć!
-Daj mi tego buta! To najnowszy model, nie mogę go stracić! - piszczała Amber.
Chłopak podniósł balerina i wszedł z nim do Domu Anubisa. Pech chciał, że Abby właśnie wychodziła z kuchni.
-O, cześć Max! - uśmiechnęła się. - Idziesz ze mną do szkoły?
-Abby... he... znacz... dzien... ja... masz tego buta! - wręczył jej przedmiot, po czym czmychnął na dwór.
Dziewczyna osłupiałym wzrokiem wpatrywała się w różową część obuwia. W tej samej chwili, Amber z Grace zbiegły po schodach. Roye spojrzała na nie kwaśno.
-Dał mi buta... - oznajmiła cierpko, po czym zwróciła się do Millington. - To coś znaczy?
-Tak, tak kocha Cię, a teraz to daj! - blondynka usiłowała odzyskać swoją własność. - Nooo!
-Znalezione nie kradzione! - roześmiała się Grace. - Masz inne buty.
-Inne... inne... INNE BUTY?! - Amber była w stanie ciężkiego szoku. - Teraz mam tylko 5347 par! Chyba mi słabo...
-Ouu trzeba dzwonić pod 112. Abby, idziesz? Amberek musi się ogarnąć.
-Jasne. - brunetka skinęła głową. - A propo, czy Fabian...
-Dobra, dosyć! Idę sama! Grace Foster wychodzi! - oznajmiła i zatkała sobie uszy.
Amber spojrzała na zdziwioną Abby i wyjaśniła:
-U nas to normalne.

-Patrz, oni są szczęśliwi. - Grace wskazała na Fabian'a i Audrey. - Wydaję mi się, że powinnam zejść im z...
-Nie ma niczego głupszego niż odchodzenie dla czyjegoś dobra. - westchnęła Stella.
-Ale...
-Bo potem się oddalą, a ty będziesz idiotko żałować.
-Enfermé! - obraziła się blondynka. - Skąd niby jesteś taka doświadczona?
-Chodzę z Benny'm. Już nic mnie w życiu nie zdziwi. - brunetka poprawiła mankiet koszuli. - Czemu nosimy te cholerne mundurki? Samo mieszkanie z spoconym wyrzutkiem społecznym nie wystarcza? Żenua.
Grace już jej nie słuchała. Zamiast tego, wgapiała się w Fabian'a i Audrey. Stella pokręciła głową.
-Bido zrób coś z sobą!
-Ale że co?
-W jego oczach wydajesz się być dziewczynką... Taki typ urody, cóż poradzić.
-Mam się farbnąć na rudo?!
-Wystopuj trochę. Chodzi mi o zmianę... ej, tylko mi się tu nie rozrycz!
Grace wymusiła z siebie uśmiech. Kątem oka, spojrzała na Rutter'a:
-Widzisz.... Inni mają swoje drugie połówki przy sobie, a ja udaję, że nie potrzebuję niczego oprócz świętego spokoju. Taaak, udaję... Jestem głuuuupia.
-Zawsze mogło być gorzej. - roześmiała się Stella.
-Niemożliwe. Co z tego, że go lubię jak nie mogę z nim być. Zresztą... to nie ma teraz większego znaczenia.
-Jak na takiego zawziętego wredzielca, coś za szybko się poddajesz.
-Nie jestem wredna. - jęknęła blondynka.
-Jasne. Tak w ogóle nie rozumiem jak można zadurzyć się w takim kujonowatym czymś.
-Ja się wcale nie...
-Wmawiaj sobie.
-Ale serio... Ja nic już nie wiem! Skończę tak jak mój ojciec... Menel ze stoma numerami Playboya w zanadrzu.

Jerome, już od ponad godziny, walczył z geografią. Mara odmówiła pomocy, usprawiedliwiając się popołudniowym wypadem z Amber. Clarke został sam, modląc się na lekko podniszczonym podręcznikiem.
-Twoje towarzystwo mnie nie porywa. Jak Mara może to lubić?!
-Gadasz do książki? - usłyszał zza pleców.
Odwrócił się. Audrey. Chłopak uśmiechnął się ciepło. Dream zamknęła za sobą drzwi i usiadła na łóżku. Spojrzała na niego smutno.
-Chyba zrobiłam coś złego...
-Grace przecierpi.
-Aż tak to widać? - zaśmiała się nerwowo. - Chciałam tylko powiedzieć, że nie jestem w nim zakochana. Jeszcze nie. Szkoda tylko, że on myśli inaczej... - westchnęła. - Nie zrozum mnie źle, naprawdę bardzo go lubię, ale... na tym koniec.
-Jakbym słyszał Grace sprzed tygodnia.
-Naprawdę... Tym bardziej czuję się winna. Fabian ciągle przesiaduję ze mną, a ja nawet...
Clarke podarł podbródek i uśmiechnął się bezradnie. Lubił ją. Mimo, że jej życie nie było usłane różami, to i tak starała się wszystkim dogodzić. Kochała ludzi. I pragnęła ich szczęścia, jeszcze bardziej niż swojego.
-Myślę, że prawdziwa miłość rodzi się wtedy, kiedy zobaczymy w drugiej osobie coś czego widzieć nie powinniśmy. - powiedziała, po czym ciepło spojrzała na Clarke'a. - I to zaakceptujemy. Tak jak Ciebie Mara.
Znowu to robi. Bardzo ją lubił, choć czasami nie mógł zrozumieć. Jak można cieszyć się z związku byłego chłopaka? No tak, trzeba być Audrey...
-Niby tak, ale... co Ci się nie podoba w Fabian'ie?
-Jak tak Ci zależy to sam się z nim umów. Tak serio to... on nie jest osobą, z którą mogłabym spędzić resztę życia. Czekam na kogoś kto wreszcie otrze łzy z moich oczu i będzie tylko dla mnie. Nie szkodzi, że na razie jestem sama. Wierzę, że ktoś kto stworzył ten świat, wystawił mnie na liczne próby, bym mogła spotkać kogoś wyjątkowego.
-Nie jest Tobie smutno?
-Czasem jest, jak każdemu człowiekowi. - wyjaśniła spokojnie. - Sama postawiłam przed sobą mur, teraz muszę go zburzyć. Ktoś mądry, niedawno powiedział mi, że jestem silna i jeśli się postaram wyrwę się z krainy niepowodzeń.
-Nadzieja jest pierwszym krokiem do rozczarowania.
-Ale to dzięki niej udaje się nam zachować pogodę ducha. Wiara czyni cuda.
Na twarzy chłopaka pojawił się uśmiech. Od Audrey kipiała radość. Każdy kto na nią spojrzał, natychmiast się uśmiechał. Skrzywdzone osoby są pozbawione chęci do życia i ludzie zwykle ich unikają. Ona była inna. Nieważne jakie zło ją spotykało. Oczy nie traciły blasku, biła od nich empatia i optymizm. Takie osoby są prawdziwym cudem...

-Eddie?
-Coo? - spytał Miller ospale. - Wiem, że nie możesz wytrzymać długo bez mojej boskiej osoby, ale cóż. Zajmij się czymś, albo... o! Powyobrażaj sobie coś!
-Niby co? - Trixie uniosła brwi.
-Hmmm wiesz... W mojej wyobraźni na przykład, świetnie się bawimy. - zaśmiał się chłopak złośliwie.
-Nie chcę wiedzieć w co przygłupie. - usiadła koło niego.
Eddie zignorował dziewczynę i wstał z kanapy. Poczłapał w kierunku lodówki, która po 5 minutach, całkiem opustoszała. W końcu policzył wszystkie zebrane produkty i krzyknął:
-Benny! Robimy giga kanapkę!
Walker natychmiast zjawił się w kuchni. Chłopacy, z podejrzanymi minami, zabrali się za swoje dzieło. Chwilę później, do salonu wkroczyła Stella z nożyczkami w ręku.
-Gdzie jest ten idiota?! Miał...
-Chwila Stellciu! - odparł Benny, nie przerywając krojenia. - Pracujemy nad projektem "Lepszy świat"!
-To badziewie, które zadała Andrews w zeszłym tygodniu? - Patricia wygramoliła się z kanapy. - I... robicie kanapkę?
-Dokładnie! Giga kanapka jest połączeniem 10 kanapek, 20 bułek, 3 bagietek i...
-Zdradzasz im szczegóły naszego planu! - stłumił go Eddie. - Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów, będę miał zrobione zadanie domowe! Wy też powinnyście się zabrać. Termin jest za tydzień.
-Ooo już się boję. Zła Andrews wyślę mnie na Marsa i udusi na oczach zielonych krewnych Alfie'go. Straszne. - ironizowała Patricia.
-Ja mogę. - Stella wzruszyła ramionami. - Zabijmy Mick'a, świat od razu będzie mniej badziewny.
Kiedy uczniowie wymieniali się pomysłami, do pokoju cichaczem wkroczył Campbell. Zwinął nożyczki ze stołu i uciekł na korytarz.
-Można też powybijać kaczki.
-Czemu? - zdziwił się Eddie.
-Są żółte. I takie radosne. - skrzywiła się Stella. - I mają dzioby...
-Nie lubię żółtego. - Williamson skinęła głową. - I dziobów...
-Nie ogarniam was. - odparł Benny, oblizując łyżkę. - Poda ktoś nożyczki, nie mogę otworzyć tej torby.
Brunetka podeszła do stołu, po czym rozejrzała się po pokoju.
-Nie brałeś ich wcześniej?
-Mistrz Benny skupia się tylko Artystycznej Giga Mega Kanapce.
-Ja je wziąłem!
-Mick pacanie, co mówiłam Ci o... - Stella odwróciła się w stronę korytarza i niespodziewanie zamilkła.
Przed nią stał Campbell z nożyczkami w dłoni. Był uśmiechnięty, przepocony i... kompletnie łysy. Eddie z rozdziawionym dziobem przyglądał się blon... byłemu blondynowi.
-Oglądałem dzisiaj program 'Zrób to z Zdzisławem'! I tam mówili, że zmiana wizerunku, dobrze wpływa na dziewczyny. To pomyślałem, że jak zrobię takie bum cyk cyk to Gina mnie zechce. Smerfastyczny ze mnie spryciol, co?
Benny nie wytrzymał i wybuchnął śmiechem. Patricia wyjęła z kieszeni czerwonych rurek komórkę i podeszła do Mick'a.
-Taka okazja dwa razy się nie zdarza. Uśmiechnij się ładnie!
Campbell wyszczerzył zęby. Migawka błysnęła. Williamson podziękowała i postanowiła podzielić się z pozostałymi nowym wizerunkiem kolegi. Parę sekund później, ze schodów zbiegła Grace z telefonem w dłoni.
-Patt, co to ma być? Jakaś durna przeróbka czy... MATKO BOSKA CZĘSTOCHOWSKA ŚWIĘTA JEZUSIE MARYJO JASNA CHOLERA JAK BABCIĘ KOCHAM NA KROWIE KOPYTKO MOTYLA NOGA NA PANA ARKADIUSZA SPOD TESCO, CO TO JEST?!
-Ja! - Campbell udzielił najprostszej z możliwych odpowiedzi.
W kuchni pojawił się Jerome z zaciekawioną Marą. Dziewczyna pierwsza zobaczyła cudne zjawisko.
-Dostałam sms i... O Jezu. - przystanęła. - Jak ja mogłam z tym być...
Jerome, zamiast wygłaszać zbędne monologi, zaczął tarzać się po ziemi i śmiać jak głupi. Nie on jeden, Eddie zaczął czynność jeszcze długo przed nim.
-Wróciłam! - z korytarza dobiegł dobrze znany głos. - Ciesze się, że... MICK?!
-Ginuś! - ucieszył się Campbell. - Wróciłaś kapustko ty moja! Patrz jak się odstawiłem! Dla Ciebie!
Gina chwilę wpatrywała się w twarz adoratora. Po chwili, powoli przeniosła się na wolne krzesło, zręcznie omijając Eddie'go i Jerome'a.
-Chyba nie powinnam tu mieszkać. - powiedziała w końcu.
-Zgadza się! - przytaknęła Mara, po czym przygryzła wargi. - Znaczy... jeśli chcesz.
-Spoko, i tak będę do was przychodzić. Jesteście moimi idolami! Spisałam dzieje każdego z was w oddzielnym zeszycie! Mam ambicję... Sorry, że jestem taka roztrzepana i w ogóle, ale ja was tak uwielbiam! Jak skończycie szkołę, to wam je przyniosę! Muszę uwiecznić również projekt Giga Kanapki. - przeniosła wzrok na projekt Eddie'go i Walker'a. - To będzie nieziemskie... Oprócz tego czekam na narodziny Hershey. Uważam, że to bardzo intrygujące imię. Mogę zostać matką chrzestną?
-Oczywiście. - zgodził się Clarke, unikając wzroku rozzłoszczonej Jaffray. - Witamy w rodzinie!
-Serio? Jestem taka szczęśliwa! Od zawsze wielbię Jarę. A teraz mamy wspólne więzy krwi. Jakie to autentyczne! - Winchester zaklaskała w ręce. - Już kocham moją chrześniaczkę! Na drugie urodziny kupię jej neonowe kalosze!
-Ginuś, zostań z nami! - Mick skakał po pokoju. - Jesteś moją narzeczoną wiesz?
-Ooo... - szatynka dziwnie pobladła. - Chyba już pójdę. Odwiedzę was jutro. Ciao moi ulubieńcy. Oprócz Ciebie. - wskazała na Mick'a i zniknęła za drzwiami. - Nie gustuję w łysych!

MICK JEST ŁYSY, ALLELUJA! Gina i Jerome planują przyszłość Hershey, Benny z Edziem tworzą kanapusię, a Grace ma TROUBLE TROUBLE TROUBLE XD Obiecałam sobie, że dobiję minimum do setki ^ ^ Bydzie się działo. Ceremonia będzie dopiero w jednej z ostatnich części. Nie wiem z kim hajtnąć Ruttera, koncepcja zmienia mi się co 5 minut (komentarze są pomocne, ale wasza redaktorka ma burdel we łbie). Może Joy wró... NOŁ! 
Tak w ogóle jtr (środa) nie idę do szkółki, bo mam rozdanie nagród za konkurs poetycki. Stresuję się jak cholera, zapewne zaliczemm jakiś przykry wypadek, jak to ja ^ ^ Trzymajcie kciuki, żebym się tam nie skompromitowała. Będę dzielna: dla Hershey!
Następna cześć ukaże się bodajże w piątek lub sobotę. To samo tyczy się Teugene Story. No... To tyle c:

Żegnam. <3

Sapphire.






8 komentarzy:

  1. ŁYSY MICK???SERIOUSLY????-Pan Zdzisław jest mi winien odszkodowanie za rozjebanie mózgu za przeproszeniem ^^
    "NA PANA ARKADIUSZA SPOD TESCO"-hahahahaha padłam na klawiaturę xD zapisuję w złotych myślach^^
    Będą śluby?Ouuu,jak suooodko <3
    Grace kocha Fabiana trololololo,nie mam pytań,dobrze jest(*le daje like'a)
    Jeden z najzajebistszych rozdziałów :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział ;DD Czekam na kolejne ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie będę się rozpisywać. Kocham twoje opowiadania<3

    OdpowiedzUsuń
  4. Wypowiedzi Micka jak zwykle zwaliły mnie z nóg na dywan a potem z dywanu na podłogę.
    Haha, Grace: NA KROWIE KOPYTKO (...) I PANA ARKADIUSZA SPOD TESCO! No tym to mnie rozwaliłaś, szczególnie, że dość dziwnie reaguję na słowo 'kopytko'. A tak btw, mieszkam na takim zadupiu, że nawet Tesco nie ma, tylko jakieś 20
    kilometrów w stronę pewnego dużego miasta.
    Hehe nie zdradzę NIC! >:D
    Widziałaś.ostatnio Tumblr? "Jara shippers są
    silniejsi niż Jeroy shippers, bo oni czekali, mieli nadzieję i śnili, że Jara może być razem" ~ Jarashipper
    Aww, aż się łezka w oku kręci :')
    Ehh. Dobra, wiem, że wyżalanie się na cudzym blogu nic nie pomoże...
    Ahh, część jest doprawdy dobra, milordzie! Czekam na następną! <3

    Wielbię Cię za łysego Micka xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Thank you very much ^ ^
      Wow, u mnie (dupnej wiochy) również ni ma zajebczastego Tesco (so sad) i też jest 20 kilometrów do miasta... Czy my się przypadkiem nie znamy? xd

      Usuń
  5. Każda notka = miłość coraaaz większa :) Poważnie, świetne. najbardziej się ucieszyłam ze zdania " Zabijmy Mick'a, świat od razu będzie mniej badziewny" Hah, moje nowe hasełko :)))

    OdpowiedzUsuń
  6. super też ie lubię micka

    OdpowiedzUsuń