wtorek, 28 maja 2013

Opowiadanie cz. 47, Smile.

Życie Patricii, nigdy nie było przesadnie kolorowe. Wielokrotnie miała dość swoich ciągłych kłótni z Eddie'm, nieustającego szumu wokół Sibuny i paru innych rzeczy, o których nawet nie warto mówić. Kiedy doszła sprawa tajemniczych wiadomości, prawda wydawała się oczywista. Eddie ją zdradza. Znów. Przecież dobrze wiedziała, że jest do tego zdolny. Kochała go, fakt, ale odbudować zaufanie sztuką jest niełatwą. Williamson przyłożyła policzek do zimnej szyby. A wszystko zmierzało w dobrym kierunku... Była z nim, bez zbędnych nieporozumień... Jeszcze tak niedawno, miała słabość do Jerome'a. Wiedziała, że był to skutek jej wielkiej samotności. Dosyć często odczuwała pustkę w sercu. Lubiła rozmawiać z Audrey, choć szczerze mówiąc była wykończona tekstami w stylu 'świat jest piękny' nanana. Nie potrzebowała tego... Sama potrafiła o siebie zadbać. Nie była osobą, która wzruszała się na widok byle kwiatka. Nie każdego koi widok zachodzącego słońca, czy widok szczerbatych bachorów.
-Nie zimno Ci?
-Spadaj!
Jerome. Stał obok niej z nieodłącznym uśmiechem i tajemniczym błyskiem w oku. Nadal wstydziła się spojrzeć mu w oczy. Po tych akcjach, które odwaliła? W życiu.
-Coś Cię gryzie, Trixie?
-Spadaj!
-Powtarzasz się. - roześmiał się blondyn i dał jej lekkiego kuksańca w bok. - No co? Przyjacielowi nie powiesz?
-Noo...
-Aaa, tamto. Zapomnijmy. - chłopak machnął ręką lekceważąco, choć nie mógł pozbyć się zmieszania, które z sekundy na sekundę, stawało się coraz silniejsze. - Było, minęło. Nie ma co wspominać.
-Wiem, ale... Ej, czy ty się rumienisz? Clarke! - dziewczyna dostała nagłego napadu śmiechu. - Przestań!
-To było specjalnie. - burknął Jerome. - To co? Chodzi o ten list, czyż nie?
Williamson nagle spoważniała. Oderwała wzrok od okna i oparła się o krawędź łóżka. Złe myśli z powrotem do niej wróciły. Niektórych demonów umysłu, nie można okiełznać...
-Trixie?
-Jezu, tak no! Jakiś pacan napisał, że Eddie na pewno ma kogoś na boku. Jakby znał wszystkie moje obawy... Dasz wiarę? Już raz mnie zdradził, czemu miałby nie zrobić tego ponownie?
-Bo Cię kocha, rudzielcu. - Clarke pociągnął przyjaciółkę za kosmyk czerwonych włosów. - Serio tego nie widzisz?
-Od kiedy jesteś ekspertem w sprawach sercowych?
-Alfie udzielił mi kursu.
-Woow.
-Wieeem. - Jerome wyszczerzył zęby w uśmiechu. - Myślę, że to cholerne W. to Trudy, która mści się za Twoje ciasto.
-Dobre wyszło! - obruszyła się Trixie.
-Amber dostała wysypki, Fabian się struł, nawet Alfie stwierdził, że chyba mózg rozpada mu się na pół. A Mick... nieee, w sumie nie widziałem żadnej różnicy.
-Weź się stul! Spróbuj zrobić lepsze.
-Ok. Alfie udzielił mi kursu...
Williamson cisnęła w chłopaka poduszką, i tym magicznym sposobem, obroniła się przed wyznaniami blondyna. Tymczasem Mick siedział pod łóżkiem, tajniacko nadsłuchując rozmowy. Udało się. Patt nigdy nie pozna prawdy, o zatrutym cieście.
-Gdzieś trzeba było wrzucić zawartość odkurzacza. - mruknął blondyn sam do siebie, po czym cicho wycofał się z fortecy Williamson.

Grace rozglądała się po ciemnych korytarzach. Z niewiadomych przyczyn, naszła ją wielką chęć wycieczki po piwnicy. Szybko pożałowała tej decyzji, bo od ponad dwóch godzin krążyła w kółko, usiłując znaleźć wyjście. Rozejrzała się wokoło. Po zakurzonych ścianach, chodziły pokaźnej wielkości pająki. Na suficie rozciągały się pajęczyny. Gdzieniegdzie prześwitywały elementy marmuru. Pomieszczenie wyglądało na opuszczone, jednak Grace nie mogła pozbyć się wrażenie, że ktoś niedawno je odwiedził. Nagle, usłyszała dziwne odgłosy, dochodzące z tyłu. Dziewczyna ruszyła przed siebie. Tajemnicze głosy były coraz bliżej. Otaczały ją ze wszystkich stron. Ktoś tu był... Czyhał właśnie na nią... Grace stanęła w miejscu. Nie da rady uciec. 'To' jest wszędzie. Poczuła woń wypalanego drewna. Wiedziała co oznacza... Zapach demona... Może to ona...? Co prawda, nie była nim w całości, gdyż wciąż nie użyła swojej, podobno potężnej, mocy, ale kto wie? Nagle poczuła dziwne drganie, pod stopami. Nim zdążyła się obejrzeć, posadzka pękła, a ona sama runęła w dół. Jedyne co zapamiętała to czyjeś czarne łapska i wściekle czerwone oczy. Potem był tylko ból...

Audrey spięła rozczochrane włosy w niesforny kok. Zdjęła przyciasne baleriny i rzuciła je w kąt. Przyjrzała się dziewczynie uwięzionej w lustrze. Lekko uniosła kąciki ust. Od jakiegoś czasu, czuła się coraz lepiej. Niewątpliwie, była to zasługa przyjazdu do Anubisa. Inaczej nigdy nie wyrwałaby się z łask swojego okropnego ojca. Teraz było lepiej... Dużo lepiej. Jej rozmyślenia przerwała Williamson, która właśnie wróciła z zebrania Sibuny.
-Widziałaś Grace? Nigdzie jej nie ma.
-Nie. - Audrey nie odrywała wzroku od lustra. - Ale pewnie zaraz wróci, prawda? Ta sprawa z W... Musi być wam bardzo ciężko.
-Jest. - westchnęła Patricia. - Nie wiem co o tym myśleć... Przecież Eddie... To bez sensu.
-Niekoniecznie. - Audrey odwróciła się w stronę przyjaciółki. - Znam kogoś interesującego... Może wiedzieć dużo więcej, na ten temat...
-Co? Chyba żartujesz!
-Dobrze wiesz, że ja zawsze mówię serio.
-Czemu nam nie mówiłaś?!
-Nie było okazji. Nie wiem jak toczą się wasze sprawy, ale mogę Ci pomóc. Tylko chodź ze mną...

Grace otworzyła oczy. Potarła obolałą głowę i spojrzała na dziurę w suficie. No tak... Pomieszczenie było stare, więc nie wolno się dziwić. Usiłowała wstać, jednak nie miała siły. Jej dłonie, cały czas drżały. Przed oczami miała te wściekle czerwone ślepia. Było w nich tyle żalu, nienawiści... Dziewczyna obeszła wzrokiem pokój. O dziwo, wszystkie meble stały na swoim miejscu. Pościel w bladoróżowe kwiaty, pokrywała warstwa kurzu. Grace powoli przesunęła się w stronę drewnianego regału. Na jednej z półek, stała stara pozytywka z baletnicą na szczycie. Figurka miała nieskazitelnie czystą, białą sukienkę i lśniące baletki. Dopiero teraz, blondynka uświadomiła sobie, że jest w pokoju dziecięcym. Jej uwagę przykuł dziwny napis na ścianie. Dziewczyna zmrużyła oczy, usiłując odczytać treść:

કેટલાક બચાવકર્તા શોધવા માટે, કે જ્યાં
કુમાર્ગે એક અને રસ્તાઓ લાંબા સમય સુધી તે શોધો.
તે શેતાન, ગુસ્સો, બહાર કરે છે.
પ્રેરવામાં એક સંપૂર્ણ જૂઠાણું.
તેમણે મધરાત વિશે એક વાર મને કહ્યું હતું કે, જેમ
આ જોડણી વિમૂઢ કરવું અને દુશ્મન રાહ અનુગ્રહ કરવો નથી.

Grace parsknęła śmiechem. Była zielona, jeśli chodziła o hieroglify. Wtem, w jej głowie zaświtał pomysł. Abby! Kiedyś wspominała, że interesuję się pismem starożytnym. Musi zaraz do niej iś... No tak. Jak stąd wyjdzie, to jest problem. Telefon nie miał zasięgu i możliwość powrotu na górę, była mało prawdopodobna.
-Grace! Tutaj!
Blondynka podniosła głowę. Uśmiechnęła się szeroko. Nad nią stała rozradowana Gina wraz z Mick'iem.
-Wyciągniemy Cię! - zakomunikowała brunetka. - Mick, daj odkurzacz!
-Jak się tu dostaliście? - zdziwiła się Foster. - Przecież nie wiecie o...
-O Sibunie? Dobry pisarz musi wiedzieć wszystko! - roześmiała się Gina. - Mickuś jedziesz!
-Ok. - spoważniał (prawie) Campbell. - Za ciasto. Kangury. I Bogusława!

Po około pół godzinie, Grace była cała i bezpieczna. Gina oraz Mick, dostali nagrodę w postaci zgniłych bananów (Jerome nie umiał robić zakupów). Campbell pobiegł wyczyścić odkurzacz, którego dotknęły drobne obrażenia. Abby siedziała przy stole, usiłując rozwiązać zadanie z matmy. Nerwowo przygryzała ołówek i bębniła nim o zeszyt. Foster usiadła koło niej i podsunęła jej komórkę pod nos.
-Patrz!
-Na co?
-No na zdjęcie!
-Czemu tu jest Fabian?
-... ooo.... hahaha... skąd to się tu wzięło... - blondynka szybko przejęła telefon i nerwowo postukała w ekranik. - Już. Nie ma już Fabian'a? Znaczy, nie że mam tego więcej, ale...
-Dobra, dobra. - roześmiała się Abby. - To hieroglify?
-Too.... Na projekt, do pani Andrews!
-Z historii? Mogę też się zapisać?
-Nieee....! Znaczy... hehe. Jasne, ale... ja muszę bo... mam problem i....
-Ok, nieważne. Sama się zapytam. Mhmmm.... Interesujący tekst.
-No?
-Posłuchaj - Abby wstała z krzesła i jeszcze raz spojrzała na wyświetlacz. -
Tam gdzie kilkoro wybawców się znajdzie,
jeden zbłądzi i drogi już nie odnajdzie.
Okaże się diabłem, wściekłym, płaczącym
Kuszącym o kłamstwie doskonałym.
Jak powiedział mi kiedyś ojciec o północy,
czar pryśnie, a wróg czekać nie raczy.
To jest bez sensu. Jakieś dziecko to pisało? - dziewczyna oddała blondynce telefon. - Hmmm?
Grace pokiwała głową i szybko zniknęła z kuchni. Zza kanapy wyłoniła się Mara z uśmiechniętym Jerome'm. Clarke upewnił się, czy Foster nie będzie słyszeć dalszego przebiegu rozmowy i ostrożnie przymknął drzwi.
-Myślę, że to jej dzieło!
-Cooo?
-Napisała wiersz! Dla Fabian'a.
-Dobre sobie. To Audrey lubi takie żałosne smętki.
-Nieprawda Jaffray! Znam się na tym.
-Niby skąd? Pięciominutowego kursu Alfie'go?
-... Niee.
-A widzisz?
-Nie pyskuj kochanie! Hershey chce mieć wychowaną matkę, a nie jakąś szuję spod kontenera?
-Coś ty powiedział?
-Ze Cię kocham skarbie.
-Nie będziemy mieć żadnej Hershey!
-Ta ta, jasne. Wolisz niebieski czy czerwony?
-Czerwony. A co to ma do rzeczy.
-A bo widzisz... - Clarke wyszczerzył zęby w uśmiechu.. - Jest taka sprawa... Znalazłem katalog z ubrankami dziecięcymi i tak jakoś wyszło... Gina!
Brunetka natychmiast poderwała się z blatu i wyjęła z szafki pękatą torbę z uśmiechniętą buźką na przodzie. Podsunęła ją Jaffray i z dumą oznajmiła.
-Dla Ciebie!
Mara spojrzała na nią zdziwiona i położyła pakunek na podłodze. Z torby wysypały się śpioszki, buciki i wzorzyste śliniaczki. Na samym dnie, dziewczyna znalazła smoczek.
-Były dwa. - Gina wychyliła się zza pleców Jerome'a. - Ale Mick ukradł.
Mara podniosła wzrok znad dziecięcych ubranek i posłała chłopakowi wściekłe spojrzenie.
-Clarke...
-No co? Kiedyś możemy mieć słabą sytuacje finansową, zapanowałem nad tym! Ale patrz: kupiliśmy sweterki, sukienki....
-Nawet pieluchy! - włączyła się Winchester. - Ale je też Mick zabrał.
-Czy wyście wszyscy powariowali! - uniosła się Mara. - Wiecie co to znaczy...
-Hershey?! Ooo ja wiem! - Gina klasnęła w ręce. - To wasza córeczka i moja chrześniaczka. Nie mogę się doczekać, kiedy razem pójdziemy karmić łabędzie.
Mara westchnęła ciężko i ze spuszczoną głową udała się do pokoju. W drzwiach minęła się z uśmiechniętą Amber.
-Słowo o tym czymś, a uduszę...
-Hershey? Ahh, uwielbiam ją! Na chrzciny kupię jej lakier do... Mara? Czemu tak dziwnie na mnie patrzysz? Mara? Zaczynam się bać... Mara...? MARA!

Skończyłam! Przepraszam, że tak późno, ale pięć godzin wpatrywałam się w pustą kartkę, zastanawiając się nad skutkami działalności auto przestrzeni. Mniejsza. 
Hieroglify, nie są hieroglifami, tylko jakimiś bzdetami po 'gundżarsku' xd 
Następny ukaże się bodajże w czwartek lub piątek. W związku, z tym, że nie mam za bardzo o czym pisać proszę was o wyrażenie pomysłów (na podstronie Sugestie) co do opowiadań, bo Sapphire ma kompletną pustkę we łbie ^ ^
Na 100% z jakiś skorzystam, bo sama nie mam weny za grosz xd
Aa i dziękuję wam mocno za 'tymczasowe' 1 miejsce w sądzie. Naprawdę, nie zasłużyłam, bo są o wiele wiele lepsze blogi (z ankietowanych liczyłam na The Jaffray Story i Sibuna Peddie <3). No nic... Fajnie, że się podoba, bardzo mnie to cieszy :) Nie wiem za co lubicie moje nieszczęsne wypociny, ale i tak dziękuję <3 TULIIIMY! xd
Jeroy jest wszęęęęędzie. Nawet jak na yt wpisuję jara w wyszukiwarkę, to mi morda Joy wyskakuję. Ehh. Trzeba iść po żelazko...
Noo.... To tyle ^ ^
Bye <3
Wasza Sapphire.



11 komentarzy:

  1. Podbiło Mont Everest! :3 ♥ Extraa!

    OdpowiedzUsuń
  2. hahahaha.Cudne ;3
    Mama kazała mi zejść z komputera. Wchodzę na blogerą i patrzę..Sapphire dodała opowiadanko. Mama dalej się drze że jutro nie wstanę,po czym stwierdziła,że mogę do 23 ale dostaje karę na jutro na komputer za niesłuchanie.Biedna ja ;_; Ale nie żałuje! Zamiast płakać nad moim marnym losem... HERSHEY ;3
    Mam nadzieję jednak że poczekają oni z dzieckiem do ukończenia szkoły,a Mara nie będzie nastoletnią matką. Ale Jerome i tak by się ucieszył z pięknej córeczki . Jakby miał mieć ją z Joy to... świeć panie! Drugi Mick by się urodził ;)
    Życzę duuużo weny. ;3

    OdpowiedzUsuń
  3. o.O Jerome,jak śmiesz nazywać Marusię "szują spod kontenera" xD
    Mniejsza. Co się stało Marze na koniec?Zemdlała czy co?Boję się :O
    Haha,Mara nastoletnią matką?Rodzice chybaby ją wydziedziczyli ^^
    Jeruś jak zwykle przygotowany po mistrzowsku xD Kto w jego wieku chciałby już mieć dziecko? o.O
    Biedna Pat ;c Mam jakieś dziwne przeczucie,że to całe W. to Willow :O Wiem,nienormalne,ale pierwsze co mi do głowy przychodzi ^^
    Oczekujem na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  4. "Hershey chce mieć wychowaną matkę, a nie jakąś szuję spod kontenera"
    Hah, rozwaliłaś mnie również "Ale je też Mick zabrał" Na morce odrazu się uśmiech pokazał. Omomom. Nie wiem czemu się dziwisz, że masz 'tymczasowe' 1 mejsce. Przecież świetnie piszesz!

    P.S. Ja na miejscu Mary wybrałabym niebieski :3

    OdpowiedzUsuń
  5. SPAM!

    Zapraszam na mój [5] odcinek :)
    http://fabinastoriesby-patrycja.blogspot.com/2013/05/odcinek-5-cz2-zalezy-mi-na-tobie-by.html

    OdpowiedzUsuń
  6. SPAM !

    Zapraszam na mój [6]Odcinek... Skomentujesz ? :D
    http://fabinastoriesby-patrycja.blogspot.com/2013/05/odcibek-6-szczescie-by-nathalia.html

    OdpowiedzUsuń
  7. Boże, jak można tak cudnie pisać? ♥
    Sapphire, jesteś the best! Piszesz takie wspaniałe opowiadania, że brak słów!
    Awww, Hershey! ^ ^
    Dodawaj jak najszybciej następny, bo nie wytrzymam ; D

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeśli chcesz dowiedzieć się co dalej potoczy się między Niną a Fabianem zapraszam na [7] Odcinek pt " Wiedziałem, że będziesz kimś wyjątkowym w mym życiu"... na blogu : http://fabinastoriesby-patrycja.blogspot.com/2013/05/odcinek-7-wiedziaem-ze-bedziesz-kims.html

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak można tak genialnie pisać? Ja się pytam. ;)
    Ja kocham te twoje opowiadania ♥ Mam nadzieję, że szybko dodasz nowy.
    Jakie "tymczasowe" pierwsze miejsce w tej sondzie? Całkowicie na to sobie zasłużyłaś.
    Coś mi w opowiadanku brakowało Stelli i Bennie'go. Mam nadzieję, że później oni się zjawią.
    Problemy u Peddie. Kocham ich... Nie mogę się doczekać tego filmu, ale z jednej strony obawiam się tego. Dodali jakiś nowych bohaterów. Ja jeszcze nie przetrawiłam Willow i K.T.;-; Coś sądzę, że Waldzio nie zmieni swojej taktyki. Jak Pat będzie miała lokowane włosy, Eddie nie będzie tym Eddie'm z drugiego sezonu, a Jerome będzie z Joy to... Idę się zabić.
    Chociaż może zabiję się jak przeczytam wszystkie twoje opowiadania. No nic czekam na next'a
    Pozdrawiam Twoja fanka
    Stevie ;3

    OdpowiedzUsuń