poniedziałek, 3 czerwca 2013

Opowiadanie cz. 48, Don't worry.

                Już od początku trzeciego roku w Domu Anubisa, Fabian wiedział, że Grace jest osobą pełną sprzeczności. Nie potrafił jej rozgryźć, choć bardzo się starał. Na co dzień była twarda i konkretna, jednak często znienacka wybuchała płaczem, Bóg wie dlaczego. Na przykład teraz: siedziała w kącie, nerwowo miętosząc krańce błękitnej sukienki. Co chwila pociągała nosem. Od paru dni, coś ją gryzło. Nie potrafiła wyrzucić z siebie dręczących ją emocji. Skoro tliła w sobie tajemnicę, przez dobry kawał czasu, mogła czuć się już zmęczona. Rutter podszedł do dziewczyny i lekko trącił ją w ramię. Blondynka jednak nie zareagowała i dalej patrzyła się w sufit. Kiedy chłopak rozważał rezygnację, dziewczyna znienacka przemówiła:
-Taak… Miałam dwóch braci. Jackson jest synem mojego ojczyma, ale wychowywaliśmy się razem. Toby urodził się trzy lata temu. Był takim małym aniołkiem, cała rodzina skakała wokół niego. Aż któregoś dnia… - tu na chwilę urwała, nerwowo przecierając oczy. – Rodzice mieli jakieś spotkanie w sprawach kredytu czy coś takiego… Mniejsza, to nie jest teraz ważne. Jackson był u kolegi, za nic nie chciał zająć się małym. No więc, padło na mnie.
-Zakładam, że zaraz powiesz coś o randce.
-Zachowanie wszystkich dziewczyn jest takie banalne? – usiłowała się uśmiechnąć, ale skończyło się na paru nieudanych próbach. – Byłam strasznie głupia… Najpierw działałam, potem żałowałam. Ten chłopak… Charles. Był parę lat starszy, poznałam go na jednej imprezie. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, jaki z niego podły człowiek… Pił. Nie tylko okazjonalnie, chyba mogę stwierdzić, że był uzależniony. Kiedy zamierzałam odwołać nasze spotkanie, zaproponował mi pomoc. Zgodził się na zabranie Toby’ego ze sobą. Co miałam zrobić? Wszystko było super, ale małe dzieci bywają irytujące… Zdążyłam się przyzwyczaić, ale Charles nie… Oprócz picia, słynął również z bijatyk i takich tam… Parę razy przyłożył małemu, dość solidnie… A ja się z tego śmiałam, jak jakaś idiotka… Chciałam zamówić taksówkę, bo chłopak sporo wypił. Ale wystarczyło tyko jedno jego spojrzenie i już byłam kupiona. Teraz żałuję, że wsiadłam do tego cholernego auta… W czasie jazdy, Charles puścił kierownicę. Zaczął się popisywać, był kompletnie pijany… a potem… zza zakrętu wyjechał jakiś tir. Chłopak gwałtownie skręcił, i wtedy samochód z całą siłą uderzył w drzewo. Jakimś cudem, udało mi się wydostać na zewnątrz. Pojazd stanął w płomieniach. Nagle, przypomniało mi się o Toby’m… - zaczęła krztusić się własnymi łzami. – Ciągle był w środku… Zaczęłam krzyczeć, ale oprócz mnie, nie było tam nikogo… Charles gdzieś wsiąknął, zostałam zupełnie sama. Potem obraz się urwał… Obudziłam się parę dni później, w szpitalu… Stała nade mną mama… Razem z ojcem i Jackson’em. Pamiętam, że zaczęłam pytać o Toby’ego. Mam… Mama zaczęła płakać i… powie… działa, że… że nie żyję. – nie wytrzymała i wybuchła płaczem. – Jakaś wścibska pielęgniarka, palnęła coś o złych więzach krwi… Wtedy dowiedziałam się o Rufusie. Fajnie co? Wszystko spieprzyłam i już nie mogę tego naprawić.
-… To nie Twoja wina. – wymamrotał Fabian cicho, bo nic innego nie przychodziło mu do głowy.
-A czyja?! – uniosła się dziewczyna. – Zabiłam go, rozumiesz? Zabiłam własnego brata! Nie zasługuję na to wszystko… To ja jestem tą złą, nie Rufus. Powinnam smażyć się w piekle.
-Nie mów tak!
-Nie zasługuję…
Grace poderwała się z podłogi i chwyciła za klamkę. Czuła się z tym strasznie. Sekret ciążył jej na sercu od trzech lat. Dopiero teraz, ujrzał światło dzienne. Miała do siebie żal... Zabrała życie komuś, kto nawet nie zdążył zaznać jego radości…

Patricia obrzuciła Eddie’go pogardliwym spojrzeniem. Nienawidziła go. Cierń w jej sercu, kuł coraz mocniej. Po tym, czego właśnie zaznała, nie pragnęła niczego, poza zemstą… Miller opierał się o framugę drzwi. Wyraźnie ucieszył się na widok Williamson, jednak ta gwałtownie go odepchnęła.
-Co ci jest? – zdziwił się chłopak, biorąc łyk napoju z pomarańczowej puszki. – Pattuś, weź!
-Zamknij się. – warknęła. – Myślisz, że o niczym nie wiem?
-O czym miałabyś… - nim zdążył dokończyć, Trixie już zniknęła w korytarzu.  Jego wzrok przeniósł się na Audrey, która przez cały ten czas, towarzyszyła jego dziewczynie (czy raczej już byłej, bo obecnie nie wiedział na jakim etapie jest ich znajomość). – Ty… Co jej nagadałaś?!
-Nie miej do mnie pretensji, Eddie. Prawdy się nie wywiniesz. – Dream spojrzała na niego z politowaniem i szybko wyszła z kroku, nie siląc się nawet na wymówkę.
Blondyn nie miał wątpliwości: Ktoś musi go wrabiać… Ta sama osoba, która zbajerowała Patricię i być może Audrey. Postanowił dowiedzieć się, kto za tym wszystkim stoi. Inaczej tajemniczy osobnik, nadal będzie czynił z jego życia jedno, wielkie kłamstwo.

-Nie wiesz może, co stało się Patricii? – spytała Amber, zamykając drewniane drzwi. – Kiedy spytałam co jej dolega, powiedziała żebym spadała na drzewo i cytuję: Jak ci zaraz… To dalej było bardzo niegrzeczne.
Fabian wzruszył tylko ramionami. Martwiło go co innego, a mianowicie Grace. Zamknęła się w pokoju i póki co, nie zamierzała stamtąd wychodzić. Ktoś inny, na pewno by ją skrytykował i głowił się na tym nieodpowiedzialnym postępowaniem, ale nie on… Co prawda sam nie dopuścił się podobnego czynu, lecz przecież każdy mógł poszczycić się tymi lepszymi i gorszymi wspomnieniami. Amber spojrzała na niego litościwie.
-Zdecydowałbyś się.
-W jakim sensie?
-Wiesz. Ej, ja też mam dylemat, kiedy wybieram kolor błyszczyka, ale heloooł! Kaszmirowa czerwień i wiśniowe lato są poważniejsze od Twojego łubu dubu! Mam rację, w końcu jestem najmądrzejsza z Domu Anubisa! Alfie powiedział, że mogę być nawet naukowczynią!
-Posunął się aż do tego stopnia? W takim razie, musi Cię serio kochać. – roześmiał się brunet. – To nie jest takie proste Amber…
 Millington westchnęła ciężko i złapała zmieszanego chłopaka za dłonie.
-Musisz wydobyć z siebie uczucia! Gina mnie tego nauczyła. – wyjaśniła blondynka z nieukrywaną dumą, po czym spojrzała w oczy bruneta. – Wydobądź… Ammm!
-Co ty robisz?
-To część terapii. – odparła dziewczyna, poprawiając włosy. – Oczyszczenia duszy, jeśli musisz wiedzieć.
-Wolę nie… - Rutter pokręcił głową i odsunął się od przyjaciółki. – Gdzie ten twój Alfie?
-Piecze ciasto. Razem z Jerome’m. Chcą udobruchać Marę. Zupełnie nie rozumiem o co jej chodzi, a jestem taka mądra! Przecież Hershey jest taka słodka…
-Ale oni nie mają…
-Nie pozwalaj sobie!

-A to właśnie Joy! – Mick postukał palcem w ekran monitora. – Jest naprawdę smerfastyczna.
-Doprawdy! – Gina przytaknęła mu z ożywieniem. – Serio Ci się podoba?
-No! Bogusław potrzebuję matki. – Campbell czule poklepał odkurzacz. – To co? Pomożesz mi?
-Jasne! Już zakładam konto na tym portalu. Jak to się nazywało?
-Samotni i porzuceni.com – westchnął rozmarzony blondyn. – Wchodziła tam codziennie, odkąd Fabian zaczął ją olewać…
-Fascynujące!
Gina, jak na dobrą pisarkę przystało, postanowiła wejść w głąb Mick’a Campbella. Okazało się, iż chłopak żywi silne uczucie do Mercer.
-Nie rozumiem tylko… no bo jeśli kochałeś się w niej od pierwszej klasy, to czemu chodziłeś z Marą?
-Bo mi się dziewczyny pomyliły…
Winchester pokiwała głową z zrozumieniem, po czym rzuciła się na klawiaturę i zabrała za tworzenie profilu na portalu randkowym.
-Jak Cię nazwiemy?
-TenMickusiowaty!
-To cudowne, ale Joy się zorientuję. Trzeba to zrobić tajniacko jak… Różowa Pantera! Mam! – energicznie zabębniła w klawisze – Ooo… Zajęte.
Mick zastanowił się chwilę. Sekundę później, zepchnął Ginę z krzesła i przejął komputer.
-Seksiak z Biblioteki!
-To jest… niesamowite! – brunetka klasnęła w ręce. – Fabian kocha bibliotekę, a Joy jego! To takie realistyczne!
-Miewam smerfastyczne pomysły.
-Muszę opisać to w Twojej osobistej biografii! „Mick Campbell: pot, kangur i nadzieja”! Zobaczysz, zdobędę Nobla! Sienkiewicz może się schować!
-Twoja smerfastyczność przechodzi granice Mickusiowatości.
-Ekscytujące… Ok, chcesz być ognisto płomiennym osiemdziesięciolatkiem, czy niezwykle ponętnym ośmiolatkiem z zielonymi podkolanówkami?
-Wolę rzeczywisty wiek. Chociaż nawet go nie znam…
Godzinę później, profil był już gotowy. Na awatarze Campbella, widniała podobizna jego ukochanego odkurzacza. Mercer szybko przyjęła zaproszenie, bo jak twierdził chłopak, spędzała na portalu większą część swojego życia. Rozwój konwersacji, wyglądał następująco:
JoyRutter: Hej!
SzB: Siemaneczko!
JR: Po co mnie zaprosiłeś?
SzB: Jajco.
JR: Ciekawe… Jaki jesteś?
SzB: Jak Fabian Rutter, którego nawet nie znam.
JR: Co? A sorry, piszę o nim na swoim profilu.
SzB: Se… znaczy tak!
JR: Mhmm… Lubisz się uczyć?
SzB: <Gina, co to znaczy uczyć?> Ubóstwiam! Kocham książki!
JR: Och…
SzB: Jestem kochany…
JR: Mmm…
SzB: I noszę swetry robione na drutach przez siostrę kuzynki bratanicy synowej sąsiadki szwagierki siostry mojej babci!
JR: … LOVE! <3333
SzB: Hehe!

Jeremy Winkler zacisnął pięści. Zapłacą mu za to… Gdyby nie oni, Jason nadal by żył. Zamierzał ich wszystkich zniszczyć. Jedną osobę już mieli… Teraz czas na kolejną. Greg musi być z niego zadowolony. Tylko on może pomóc w zemście na nich… Wszyscy byli fałszywi. Swój prawdziwy charakter, kryli pod maską sztucznych uśmiechów. Nie z nim te numery… Rozpracował ich, ot co. Nienawidził ich z całego serca…
-Czemu się nie uśmiechasz?
Jeremy podniósł głowę i zmierzył wzrokiem przybyłą dziewczynę. Była to szczupła brunetka z błyszczącymi oczami i promiennym wyrazem twarzy. Wyglądała na miłą, ale Jeremy podejrzewał, iż trzyma się z uczniami Domu Anubisa… Uniósł brwi, oczekując na dalsze wyjaśnienia.
-Jestem Gina! Pomagam Mick’owi!
-Sorry, nie znam.
-Każdy zna Mick’a! – roześmiała się dziewczyna. – Szukasz czegoś? – zapytała, po czym sama udzieliła odpowiedzi. – Radości?
-Nie. – odburknął chłopak, poprawiając brudnozieloną bluzę. – Odwal się.
-Ooo… Nie wstydź się! Jest tyle rzeczy, które cieszą oczy! Słońce, przyroda…
-Mam się naćpać kwiatkami? Śmieszna jesteś.
Spodziewał się dość wrogiej reakcji, lecz dziewczyna roześmiała się perliście i spojrzała w niebo.
-To wszystko jest cudne… Plany, marzenia…
-Najlepszym marzeniem, jest nie mieć marzeń.
-Najpiękniejsze wartości masz za darmo i dlatego powinieneś się uśmiechnąć. Na świecie są ludzie bogaci i biedni. Zauważ, że najważniejsze wartości jak miłość czy przyjaźń otrzymujemy za darmo. To jest piękne…
-Matko… - westchnął chłopak i wyjął z kieszeni paczkę papierosów. Wetknął sobie jednego do ust, po czym spojrzał na zniesmaczoną Ginę. – Przeszkadza Ci coś?
-Trujesz się. – stwierdziła stanowczo. – Wiem, że bardzo cierpisz po śmierci Jason’a, jednak ciągle się tego wypierasz. Nie mów, że się z tym pogodziłeś, bo to nieprawda. Zrozum.
Jeremy spojrzał na nią z rozdziawionymi ustami. Widział ją pierwszy raz w życiu, a ta wiedziała o nim praktycznie wszystko! Przecież nie znała jego brata…
-Skąd ty…
-Dobra pisarka, musi wiedzieć wszystko! – zakomunikowała Gina, po czym wyrwała mu z rąk papierosa i żwawo ruszyła przed siebie, zostawiając chłopaka w towarzystwie własnych myśli.

-Będzie miała na imię Hershey!
-Nie!
-Tak!
-Nie!
-Tak!
-Jerome!
-Marusiu, księżniczko ty moja marudna, Clarke'owi się nie sprzeciwia. Chociaż... Niedługo ty też będziesz dumna posiadaczką tego nazwiska, więc...
'Księżniczka' cisnęła w blondyna poduszką i skrzyżowała ramiona. Chłopak wyszczerzył zęby w uśmiechu, przyciągając do siebie rozgniewaną dziewczynę.
-Wiesz...
-Tak?
-Bo jakby to powiedzieć... Na Allegro była promocja dziecięcej kołyski i...

Benny siedział w pokoju, bawiąc się piłeczką ping-pongową. Leczył rany, po kolejnej nieudanej próbie zaimponowania Stelli. Zaprzysiągł sobie, że kiedy tylko zobaczy Joy udusi ją gołymi rękoma. Wiedział, iż dziewczyna ma manię pakowania się w cudze związki, ale żeby aż taką? Normalnie by się tym nie przejął, bo osobiście wyznawał zasadę „Jak nie ta, to następna”. Kiedyś. Oświecenia dostał całkiem niedawno, bo 2 godziny temu. Dostał wiadomość od niejakiego W…

„Idzie nie za dobrze, nieprawdaż?
Ciekawe co Stella zrobi, kiedy dowie się o zakładzie…
W.”


W tym momencie, coś w nim pękło. Jeszcze w trzeciej klasie, założył się z Eddie’m i Alfie’m, że uda mu się poderwać Stellę. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, iż ‘zupełnie przypadkiem’ naprawdę się zakochał. To wszystko co jej mówił… Wymyślał to na poczekaniu, jednak dopiero teraz zrozumiał jak bardzo jest dla niego ważna. Nie traktował jej poważnie, co było jednym, wielkim błędem. Zamiast cieszyć się wygranym zakładem, myślał o niej... Jego Stellci. Otworzyła przed nim serce, a on to zwyczajnie olał. Czuł się jak ostatni kretyn.
-Bardzo mądrze Benny, bardzo.
Chłopak podniósł wzrok. Nad nim stała Stella z zabazgranym świstkiem w dłoni. Uśmiechała się smutno. Walker wyrwał jej z rąk kartkę i szybko przeszył ja wzrokiem. Schował twarz w dłoniach. W. dopiął swego... Stella znała całą prawdę i najwyraźniej próbowała ją przetrawić.
-Stella...
-Zajęta jestem.
-Czym?
-Oddychaniem. - prychnęła, po czym powoli podeszła do drzwi. - Fajne to było?
-Co?
-Robienie ze mnie idiotki. - odparła smutno. - No leć! Pochwal się wszystkim! Jestem fajny, bo zła Stellcia na mnie poleciała! Fajnie...
Benny nie wiedział co robić. Właśnie doznał objawienia Bożego, a ta chciała się kłócić! Szykuję się na ko... chwila, przecież nie są już razem. Zrozumiał, iż wszystkie jego słowa, które padły pod jej adresem były prawdziwe. Tylko nie zdawał sobie z tego świadomości. Babcia miała rację: jełop z niego.
-Stellcia...
-No?
-Kakałka Ci zrobić?

PRZEPRASZAM! Wiem, miało być w czwartek, ale mam postanowiła zabrać mi komputer xd Spokojnie Sapphire nadal wbija po tajniacku ^ ^. Widzieliście zwiastun filmu? Było tam dużo Marusi. Ta, nowa dziewczyna Fabian'a -,- Nie tak wyobrażałam sobie zakończenie Anubisa... Jestem strasznie rozczarowana.
Ostatnia nadzieja. Może coś jeszcze będzie, bo ciągle zastanawia mnie ten gif:
Me gusta spojrzenie Jerusia ^ ^ Ojoj... To takie sÓitaśne. Obok Fabian i Joy: ich superaśne nowe połówki -,-
I kill you Waldzio. JE JURE!




10 komentarzy:

  1. Nieeee! JA MOWIE STOP MABIAN! (ŻAL) NIENIENIENIENIENIENIENIENIENIE!
    ONI SE TAK TYLKO STOJĄ KOŁO SIEBIE! Toć to zwykły przypadek !
    Genialny odcinek! Genialny Mick i genialna Hershey! Szkoda tylko Grace. :( *_*
    Kochana pisz dalej . <3<3<3<3<3

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak to dobrze, że weszłaś po tajniacku;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę, że zmieniłaś playliste :)

    Jestem w rozsypce. Przed chwilą czytałam nowy rozdział MClarke. popłakałam się. Szczerze. I u Ciebie też. Jak Grace opowiadała Fabian'owi... Przy twoich opowiadaniach najpierw płaczę, później śmieję się, później znowu beczę. Chciałabym tak pisać.
    "Zabrała życie komuś, kto nawet nie zdążył zaznać jego radości…"
    Dodałam to na tt. Uwielbiam ten cytat. Dodatkowo mnie rozkleił.

    Mara + Jerome = Love Forver

    A Fabian i Mara? Jeju... Mają podobne zainteresowania, ale przecież przeciwieństwa się przyciągają!

    -Wiesz...
    -Tak?
    -Bo jakby to powiedzieć... Na Allegro była promocja dziecięcej kołyski i...

    Hah, tu się uśmiechnęłam. Hershey będzie miała zajebistych rodziców <333


    Kocham, Joylitte
    XXXX

    OdpowiedzUsuń
  4. O.O Grace mnie zaszokowała. Chociaż to niezupełnie jej wina,ale bliznę na duszy ma na całe życie.
    "Bo mi się dziewczyny pomyliły" xD hahaha,padłam :D Joy Rutter,pfff...Joy jest Mercer forever!
    Oj Mick biedaku,jak znam Joy to odbije ci Bogusława i będzie taki finał.
    Czekam na next i kołyskę w pokoju Marusi :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Awwww, mi się zdaję, czy na tym gifie Jerome tak dżapi się na Marusię? * o *


    Rozdział genialny, jak zwykle ^ ^ Masz talent, nie zmarnuj go tylko c ;
    Huh, lubię tą Hershey * , * (Mara, nie denerwuj się tylko ^.^).
    Wszystko co wymyślasz jest takie... cudowne, piękne, genialne! Zazdroszczę Ci tego talentu.


    Czekam na następny i boję się, że nie wytrzymam <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj Benny Benny ty wiesz jaki jesteś superowy na tym gifie? ^ ^
    Joy i Mick? Słitaśnie, lubię Moy, czy jak to tam ludzie nazywają :D Pokój wszechświata zostanie zachowany - Jerome z Marą, Joy z Mickiem, Amen.

    Ty tak świetnie piszesz. U mnie to pomysły są praktycznie na wyczerpaniu, a tutaj BUM! wszystko takie przemyślane, tyle wydarzeń, szabada, ty i mydełko fa >_<
    Zazdrocha D:

    (aaale fajny wygląd playlisty)

    Jeruś gapi się na Marusię? Awww może wreszcie ze sobą normalnie pogadają, a nie - Z TEJ STRONY FABIAN, Z TEJ STRONY JOY I Z POGADUCH DUPA.

    Ja chcę Hershey! <3

    Twoja również wielka fanka,
    MClarke ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z krzyżem ^ ^: ZROBIMY PODOBNĄ AFERĘ!
      Stają obok siebie, ale są z kimś innym. Aj hejt ju Waldzio. Jeszcze jedna akcja i bydziesz miał mojego buta w przełyku!
      Jeśli Jeroy będzie na końcu razem, wyemigruję do Australii, poznam Mickusia i jego mudżyńskich kolegów. Noo i pójdę zaorać kangurowe pole: najlepszy sposób na otarcie łez.
      Toż to jest chaos, nie ma czego zazdrościć ^ ^ Nawet nie wiesz jak bardzo chciałabym Ci dorównać <3
      Dziękuję ♥
      Hershey pozdrawia ^ ^

      Usuń