poniedziałek, 17 czerwca 2013

Opowiadanie cz. 51, Safe and sound.

-Nie rozumiem. - Mara zeskoczyła z blatu. - Jak to możliwe?
Patrząc na minę Patricii, można było śmiało stwierdzić, że dziewczyna nie chce kontynuować historii, jednak poczucie obowiązku zwyciężyło. Williamson nabrała powietrza w płuca i usiadła na parapecie, układając scenariusz przebiegu wydarzeń w głowie.
-Dostaliśmy drugą szansę, tyle wiem. Kiedyś było zupełnie inaczej… To tak jakby… ktoś cofnął czas, by naprawić błędy z przeszłości, ogarniacie?
Eddie nie wyglądał na ostatecznie przekonanego, jednak dla świętego spokoju, skinął głową. Wiedział jaka Patt potrafi być niecierpliwa, więc protest zupełnie nie wchodził w grę.
-Ok. Kiedyś doszło do fatalnej pomyłki. Całe to zajście jest zasługą Roberta Smythe.
-Trixie, czy ty aby na pewno dobrze się czujesz? – Jerome objął Jaffray ramieniem. – Gościu zginął dawno temu. Chyba, że był wampirem i umiał funkcjonować pod ziemią.
-Za dużo Zmierzchu. – Patricia popukała się w czoło. – Nie. Chciał odnaleźć swoją prawdziwą prawnuczkę.
Mara uniosła głowę, wnioskując, że ona również zamieszana jest w ten niecodzienny incydent. Szczerze mówiąc, tęskniła za pierwszą klasą. Podczas gdy Sibuna rozwiązywała wszystkie zagadki, ona toczyła beztroski żywot i odrabiała za Mick’a lekcję. To ostatnie, może nie było za miłym wspomnieniem, ale przynajmniej nie stanowiło zagrożenia dla życia.
-Wtedy… Z okresu czasu, który przeżyliśmy, ale guzik z niego pamiętamy… Matko, ale to głupio brzmi. – Williamson zmarszczyła brwi. – Były tu dwie, nowe uczennice. Wśród nich Willow…
-Ten hipis z rudymi włosami? Nie dołuj. – Miller oderwał wzrok od okna. – Co tu robiła?
-Mieszkała, głupku. Oprócz niej była jeszcze jedna, ale nie mogę sobie przypomnieć… No mniejsza. Ważne jest to, że to właśnie ona została uznana za prawdziwą wnuczkę Frobishera. Doszło do fatalnej pomyłki, którą odkrył sam Frobisher. Żeby wszystko odkręcić, znalazł sposób na cofnięcie czasu. Jakimś cudem, uniknęliśmy pojawienia się tamtych nowicjuszek. Dziewczyna, z którą rozmawiałam znała nas bardzo dobrze. Nie może pogodzić się z tym, że straciła… Ciebie. – tu wskazała na zdezorientowanego Eddie’go, który właśnie dobierał się do lodówki. -  Babka wkurzyła się do tego stopnia, że nagadała Audrey coś zdradzie. Ta przyleciała do mnie i zaprowadziła przed jej zacne oblicze. Ma tu swoich szpiegów. Obawiam się, iż jednym z nich jest jakiś członek Sibuny, ale pod żadnych pozorem, nie wolno im tego powtarzać. To co stało się kiedyś, ma zostać tylko i wyłącznie między nami.
-Skoro już o tym wspomniałaś. – Mara wysunęła się z objęć Jerome’a. – Co się wtedy wydarzyło? Możemy do niej iść?
-Wolelibyście nie wiedzieć. – Williamson pokręciła głową. – Nie chcę was narażać.
-Dajesz. – Clarke skrzyżował ramiona. – Nie będzie tak strasznie.
-Nie chcę… To może wszystko zmienić… Wierzcie mi, tak będzie lepiej. Dla was. W końcu i tak nadejdzie moment ostateczny i wszystkie wspomnienia wrócą. Nie mam pojęcia co się wydarzyło, ale jak mówiła ta babka, to odbiegało od obecnej rzeczywistości.
Mara spuściła głowę. Zaczęła się bać… Po jej głowie błądziła się pewna niesympatyczna myśl: co jeśli jej i Jerome’owi coś się stało? Wszystko na to wskazywało.
-Aaa… ta druga uczennica?
-Nie wiem. – Patt wzruszyła ramionami. – O niej nic nie mówiła. Tylko tyle, że była tą fałszywą prawnuczką Frobisherów. Tak czy siak, nadal nie znam tożsamości osoby, z którą miałam przyjemność rozmawiać. Wyglądała na zbiegłą z psychiatryka, czy coś…
-No więc… Mamy dowiedzieć się, jakie wydarzenia miały miejsce… no, właściwie dawniej teraz? – Clarke schował ręce do kieszeni. – Super.
-To bardzo niebezpieczne. Nie chcę tego wiedzieć, ale tylko to może uchronić nas przed tym durnym W. Musimy go ubiec. Jest jedyną osobą, która przetrwała zmianę czasu. Wchodzicie w to?
Mara spojrzała na chłopaków, którzy co prawda nie wyrażali żadnego entuzjazmu, ale byli gotowi do pomocy. Brunetka spojrzała na Patricię i skinęła głową.
-Wchodzimy.

Miasto zaszyła ciemność. Wieczór zanosił się na deszczowy, dlatego wszyscy pouciekali już do bezpiecznych domów. Na ulicach nie było żywej duszy. Jedynie przy jednym z starych sklepów, stała wysoka dziewczyna z zimnym wyrazem twarzy. W przeciwieństwie do większości mieszkańców, nie obawiała się ulewy. Rzucała chłodne spojrzenia każdemu przedmiotowi, który zetknął się z jej wzrokiem.
-Chodź do domu… - zza zaplecza wyszła drobna dziewczyna z włosami spiętymi w kok. – Zaraz będzie padać.
-Jeszcze chwila, Melanie. – odparła beztrosko, rozkoszując się widokiem pustych ulic. – Niedługo przyjdzie…
-Jak chcesz… - westchnęła jej towarzyszka, zamykając za sobą drzwi. – Tylko uważaj.
Kiedy tylko przekroczyła próg, od razu rzuciła się do okna. Z nosem przyklejonym do szyby, oczekiwała na przyjście Grace. Wiedziała, że siostra jest zdolna zrobić jej krzywdę. Po tym jak zawiązała pakt z Gregiem, zmieniła się nie do poznania. Mel odczuwała głęboką tęsknotę za przeszłością. Ją i K.T łączyła szczególna więź. Wszystko runęło z odkryciem tajemnicy ich… właściwie już nie, pradziadka. Rush bardzo przeżywała zmianę. Dlatego kiedy Robert przesunął wskazówki zegara, znalazła się poza jego kontrolą. Jako jedyna mieszkanka na Ziemi, pamiętała zniszczony okres czasu. Melanie znała plany siostry, co nie oznaczało, że była ich sprzymierzeńcem. Przeciwnie. Kiedy K.T mieszkała w Domu Anubisa, zmagała się z żałobą po dziadku. Ciotka nie chciała puścić jej do internatu, więc musiała dotrzymywać jej towarzystwa. Co dziwne, nikt już tego nie pamięta… Tylko K.T… I ona.
Kątem oka dostrzegła, niewyraźny zarys sylwetki. Grace. Przyszła… Mel przyłożyła ucho do dziurki od klucza, usiłując wyłonić parę słów z rozmowy.
-Wreszcie jesteś. – K.T odsunęła się od szarego muru. – Ktoś coś podejrzewa?
-Jestem profesjonalistką, zapomniałaś? – Foster uchyliła rąbek czerwonego płaszcza. – Fabian myśli, że wszystko jest ok. Reszta też. To co? Gdzie ta Twoja niespodzianka?
-Opowiadałam Ci wczoraj o Momencie Ostatecznym. Zrobię wszystko, by wrócili… Frobisher zniszczył mi życie, ale nie odpuszczę. Znasz mnie.
-Jasne, jasne. – blondynka rozejrzała się dookoła. – Zaraz muszę lecieć. No? Streszczaj się.
Rush rozciągnęła usta w uśmiechu. Złapała Foster za dłoń i przyciągnąwszy ją do siebie, szepnęła cicho:
-Jak dobrze wiesz, mam kontakty. W. wszystko dla mnie załatwiło. Wczoraj obczaiłam takiego idiotę… Avan’a, chyba. Zgodził się na zmianę. W każdym razie, jutro zjawi się u was Braco Coleman. Pracuję dla mnie i W. Zajmij się nim.
-Mhmm. O której przyjdzie?
-Rano. Mel go przyprowadzi. – Rush odsunęła się Grace. – Masz czekać, pamiętaj. Williamson już zaczęła węszyć.
Blondynka przytaknęła spokojnie i podniosła z ziemi krwistoczerwoną pelerynę. Nie minęła minuta, a już zniknęła w gęstej mgle.
-Źle robisz, K.T. Źle. – Mel wysunęła głowę zza drzwi. – Dobrze wiesz, że demony nie mają uczuć i łatwo nimi manipulować. A Grace prędzej czy później, otrząśnie się z otaczającej ją ciemności. Zobaczysz!
Rush spojrzała na bliźniaczkę, zanosząc się gromkim śmiechem.
-Nie byłabym tego taka pewna.


Mel nie znosiła poranków. Przysparzały jej jeszcze więcej obaw i trosk o nadchodzący dzień. Jej największą zmorą była K.T, niegdyś ukochana siostra bliźniaczka. A wszystko to przez pewnego chłopaka... Eddie bardzo podobał się Rush. Już po pierwszym tygodniu pobytu w Domu Anubisa, Melanie dostała długi email o nowym, rzekomo wspaniałym środowisku. Z czasem, wiadomości od siostry zaczęły ją z lekka niepokoić. Zawierały bowiem elementy, które można było zobaczyć jedynie w własnej wyobraźni. Ostatecznie dowiedziała się o tej całej Sibunie i mrocznej aurze otaczającej internat. Dotychczasową sielankę, zburzył pomysł Roberta, usiłującego odnaleźć swą prawdziwą wnuczkę. A wszystko to z powodu fatalnej w skutkach pomyłki. Mieszkańcy Anubisa popełnili poważny błąd... Mel znała dalszy ciąg, nietypowej dość historii lecz dla własnego spokoju, wolała o niej nie myśleć. Za dużo wspomnień.
-Melanie Rush?
To on. Kolejna ofiara K.T... Dziewczyna podniosła głowę, ujrzawszy przygarbionego blondyna z kryształowo niebieskimi oczami. Miał na sobie ciemną bluzę z kapturem i sprane jeansy. W dłoni ściskał ramię od brudnozielonego plecaka. Wyglądał na dość przygnębionego, jednak szybko przybrał beztroski wyraz twarzy.
-K.T mówiła, że Cię tu znajdę.
-Taaa. - odparł ponuro, rozglądając się po okolicy. - Idziesz? Chyba, że wolisz tu stać i gapić się jak ciele na malowane wrota.
Rush uśmiechnęła się lekko i ze spuszczoną głową, ruszyła naprzód. Nie podobał jej się ten typek. Był pazerny na pieniądze, tyle. W końcu, któż by inny przystał na chore pomysły K.T?
-Twoja siostra mówiła, że W. pozbyło się nowicjuszy. - przemówił dryblas ozięble. - Musi skupić się tylko na starych mieszkańcach.
-Fajnie...
-Co ty taka nadęta? Jesteś zupełnie inna niż...
-K.T? Tak. Wiem. I jestem z tego dumna. - oznajmiła twardo, po czym przeniosła wzrok na mosiężny budynek. - To już tutaj. Jesteśmy. Wiesz co masz zrobić. - dodała cierpko, kierując się w stronę miasta.
Za nic nie chciała wiedzieć, jakie nieszczęścia spotkają byłych 'przyjaciół' K.T...

-Wie ktoś gdzie jest Abby? - zapytała Stella, wchodząc do kuchni. - Nie ma jej od wczorajszego wieczoru.
-Mhmm. - przytaknął Benny, zajadając babeczkę. - Max też gdzieś wsiąknął. Zabrał moje 2.50! Co za szuja. Jak ja będę teraz funkcjonował?
-Ciebie nikt nie pytał, przymknij się idioto. To jak? Ktoś coś czai?
-Skoro już o tym mowa... - Fabian sięgnął po szklany dzbanek. - Avana również nie ma.
Zaostrzającą się dyskusję, przerwało wejście Trudy z nową dostawą ciastek. Alfie poderwał się z miejsca i szybko przechwytując talerz, poleciał do swojego pokoju.
-Ej! - Eddie wstał z krzesła, oblewając się przy tym mlekiem. - Oddaj to!
Trudy pokręciła głową i ruszyła do kuchni, szukać jakiejś czystej ściereczki. Amber oderwała wzrok od podręcznego lusterka i przeniosła spojrzenie na korytarz, obecnie miejsce gonitwy Eddie'go i Alfie'go. Skutek tego był taki, że Lewis zaliczył glebę na świeżo wypucowanej posadzce a talerz rozbił się w drobny mak.
-Przypomni mi ktoś, czemu ja z nim chodzę? - Millington odwróciła się od holu i westchnąwszy teatralnie, sięgnęła po kolejnego pączka. - Do diabła z dietą, piękne i mądre też muszą jeść!
Patricia zignorowała problem przyjaciółki. Miała swoje własne sprawy, o wiele poważniejsze niż komiczne troski blondynki. Prez całe śniadanie, spoglądała czujnym okiem na Jerome'a i Marę. Bała się, że której z nich puści farbę. W sumie to ufała Clarke'owi, natomiast zachowanie Jaffray postawiła pod znakiem zapytania. Dziewczyna była dość bojaźliwa, dlatego w razie jakiś poważnych zahamowań, od razu poleciałaby do Sibuny. A tego Williamson najbardziej się obawiała. Między innymi dlatego, że po pierwszym roku wyczerpała ich kredyt zaufania. Teraz chciała udowodnić, iż da sobie radę sama. Kto jak kto, ale ona zawsze dotrzymywała, danych sobie, obietnic.
-Trudy? - ciepły głos Audrey, wyrwał ją z zamyślenia. - Gdzie jest reszta?
-No własnie, zapomniałam wam powiedzieć. - gospodyni zamknęła drzwi od szafki. - Wieczorem przyszła po nich pani dyrektor. Tymczasowo zamieszkają w domu Setha.
-Ale czemu? - Dream wyraźnie posmutniała. - Czy coś się stało? Abby nic nie mówiła...
-Kochanie, naprawdę nie wiem. - Trudy rozłożyła bezradnie ręce. - Musicie porozmawiać z panią Andrews.
Fabian spojrzał na Patricię, lecz ta wzruszyła tylko ramionami. Nie ulegało jednak wątpliwości, że w tajemniczych przenosinach, maczał palce ich ukochany W. Jedynie Grace nie przejawiała żadnych zbędnych emocji. Jako pełnoprawny demon, ludzki los był jej zupełnie obojętny. Wtem, ze schodów dobiegły podejrzane odgłosy łupania. W holu pojawił się Victor. Towarzyszył mu niebieskooki chłopak z dość pokaźnym bagażem.
-To jest Braco. Coleman. - dorzucił z kwaśną miną. - Jeszcze jeden gamoń... Róbcie to... co tam sobie zwykle idziecie, ja idę do Corbierre. A, Stella. - woźny spojrzał na brunetkę z goryczą. - Rozpuszczalnik nadal nie działa!
Amber zmierzyła blondyna wzrokiem, po czym oznajmiła z pełnią zachwytu.
-Nie ma tu Abby, więc ja to powiem: Chyba się zakochałam!

-Patt?
Williamson zamknęła szkolną szafkę i uśmiechnęła się cierpko. Avan. Nie miała zbyt wielkiej ochoty z nim rozmawiać. Chciała iść do przyjaciół, poinformować ich o postępach w śledztwie, jednak zamiast tego, grzecznie stała w miejscu, oczekując na dalszy bieg wydarzeń.
-Coś taka naburmuszona, iskierko?
-Weź! - roześmiała się dziewczyna, tym razem już szczerze.
Avan'a znała od dziecka. Tą ksywką obdarzył ją już w piaskownicy. Mimo, że wyśmiewała jego manie ma punkcie zombie, horrorów i pił łańcuchowych, był dla niej jak brat. Ciągle pamiętała, jak wraz z Jerome'm kłócili się o tytuł "Pięknowłosego". Joy zawsze wtedy ryczała, bo odpadała na samym początku. Trixie często wracała do wspomnień z dzieciństwa. Wtedy wszystko było takie proste...
-Wszystko spoko?
-Ujdzie. Miałam Cię zapytać...
-Wiem. - przerwał chłopak i zaciągnął ją do kąta. - Chodzi o te nagłe przenosiny, mam świadomość. Wierz mi, sam nie wiem co się tu wyprawia. Andrews była strasznie dziwna, zupełnie tak jakby... ktoś ją zaczarował. Abby i Max też nie mają zielonego pojęcia, o co mogło pójść.
-Serio...? - Williamson poczuła wielką gulę w gardle. - Wow...
-To nie wszystko. Myślę, że coś wam grozi. Naprawdę... - rzekł poważnych tonem. -  Wiem, często przesadzam, ale nie teraz. Stanowiliśmy dla kogoś przeszkodę.
-A w tej bajce były smoki?
-Patt...
Trixie wierzyła Avan'owi, jednak za nic nie mogła się do tego przyznać. Jeszcze zacząłby węszyć, co stanowiłoby dodatkową komplikacje dla sprawy.
-Cóż... - chłopak cofnął się o dwa kroki. - Jak chcesz. Ale uważaj. Tylko o to Cię proszę.

Drogi waldziu (wybacz, nie napiszę z dużej z litery)!
Dziękuję bardzo za to, że spieprzyłeś całe TdA i pokazałeś mi jak psuć seriale. Ta wiedza nie będzie mi potrzebna, ale cóż. 
Dziękuje bardzo, że pokazałeś mi jak dobrze można poznać się przy wspólnym myciu psa. 
Dziękuję bardzo, że stworzyłeś takie coś jak Mabian, Jeroy i Walfie. Niemożliwe staję się możliwe!
Dziękuję bardzo, że raczysz wpaść pod tira, którym mają zamiar rozjechać Cię osoby o zdrowych zmysłach.
Mabian jest, Jeroy jest, Walfie jest.
Fajnie skończyli HoA, nie ma co.
Pary, które pokochaliśmy, zginęły. Tak po prostu. A Mabian ustanowił nowy rekord czasowy! Zróbcie 4 sezon, może Jerome będzie se z Trudy? Jeroy zginie i na nowo rozpocznie się paringowy szał.
A skoro już o tym mowa: wczoraj oglądałam odcinek z epicką kwestią Mary i Fabiana:
"- Maro, widziałaś gdzieś Ninę?
-Nie, a ty moją torebkę?
-Nie. <*le potrąca Jaffray i zapieprza szukać Martin>"
To była jedyna kwestia, którą zamienili w wszystkich sezonach. Nie przypominam sobie jakiejś innej konwersacji. Ale cóż: widocznie tak teraz powstają związki. Ehh...
Z góry przepraszam za dupny rozdział, ale jestem w fazie rozpaczy, a moja wena gdzieś spieprzyła i nie chce wrócić. 
No... To tyle.

14 komentarzy:

  1. Świetne! Zgadzam się z tobą. TDA to już nie to samo co kiedyś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się!! :D Super rozdział!! Ja czekam cały czas na Peddie ,będzie jeszcze u cb?

      Usuń
  2. Oooooł , mrraaaśnyy! Czemu ty musisz tak cudnie pisać, co? Jak ty możesz .? :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział cudowny! Podziwiam Cię i to, jak piszesz.
    I'm Sapphirers ♥
    Chciałabym, choć jeden rozdział, napisać tak wspaniale jak Ty każde. Choć jeden.
    Ale jestem za głupia, by coś dobrze zrobić :c Cóż, taka się urodziłam i nic nie zmienię - jestem jaka jestem, jestem sobą, sobą, więc dobrze mi z tym.
    I nie waż mi się więcej mówić, że jakiś rozdział jest dupny! (chyba, że chodzi Ci o moje, bo to prawda).
    A co do moich rozdziałów... cóż, mam pomysły na nowy rozdział, ale jestem całkiem w rozsypce (Mabian) i nie złożę nic w jakąś całość.
    Jeroy - dołujące. Oni nie są dla siebie stworzeni, ooo nie. No i ten, Waldzio jest po prostu śmieszny - że niby Jerome nigdy nikogo naprawdę nie kochał? A Mara? A Mara to kur*a co?

    Dobra, to koniec mojego (chyba całkiem długiego) komentarza.

    KOCHAM CIĘ! < 333
    Twoja Sapphirers ♥, Savanna.

    OdpowiedzUsuń
  4. TOBY TOBY TOBY <333
    Pięknowłosy jest tylko i wyłącznie Jeromek, Avanie, ty amatorze xd Kto spędza dwie godziny w łazience układając kudły? Chyba nie muszę odpowiadać ^ ^
    EMILY EMILY EMILY <333
    A już myślałam, że się Willow i KT nie pojawią. Widzę, że deczko im charaktery pozmieniałaś, bo Kara taka trochę niecna się wydaje, hehe.

    A co do Mary i Fabes'a, pamiętam jeszcze jedną kwestię z pierwszego sezonu:
    Fabian: A to nie przypadkiem Jerome i Alfie mieli mieć dziś dyżur?
    Mara: Nieee, to moja kolej. Poza tym, oni i tak są już czymś zajęci...
    Jerome: *Wpieprza się w kadr z zajebiaszczym uśmieszkiem*
    The End.
    No to się nazywa wielka miłość :I

    Jaki dupny rozdział?! No no no no CHYBA NIE.
    Już wiele razy Ci to mówiłam, ale piszesz świetnie. Uwielbiam każdy rozdział (a właściwie każdą część ^ ^), jest genialnie napisany. A w dodatku przy takiej dawce Jerusia i Marusi nie łatwo się skrzywić, więęc ^ ^
    Teraz, kiedy jestem w fazie rozpaczy (Jeroy, Mabian buu :c), miło tak sobie wejść do magicznego internetowego świata (koty grające na pianinie zawsze spoko) i zobaczyć, że zostało mi jeszcze parę osób, które w stu procentach rozumieją mój ból.
    Dzięki, Sibuners <3

    Twoja kochająca Saphhirer,
    MClarke ♥


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koty & pianino... Hmm, trzeba spróbować ^ ^
      Ja odreagowuję filma, gotując makaron (wpieprzanie makaronu z biedronki, jest dobre na łzy) i włócząc się po domu, mamrocząc coś o niszczycielach marzeń.
      Mama jest przerażona. Znów.
      Przez ten serial mam zjebany mózg. Znów.
      Kiedyś kupię ten czołg i pojadę do Liverpoolu.
      YOU BRING BEST IN ME JAFFRAY!
      pładże :c

      Usuń
  5. Cudny cudny cudny<3
    Chcę wam wszystkim tym anty Mabian Jeroy podziękować! Bo dzięki wam wiem,że jest ktoś kto rozumie i wie że nie tak powinno się skończyć to co dla nas było bardzo ważne! HOA które pokochaliśmy za pary,zagadki...za wszystko ale na pewno nie za to durne Walfie,Mabian,Jeroy. Nawet te nazwy ich są do dupy! :(((
    Czekam na kolejny <3
    Twoja faaanka <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie wypowiadam się na temat 'filmu' .Nie warto. Nie widzę sensu. Przez dwa sezony tyle się działo, Diane się starała, mogliśmy się cieszyć i płakać wraz z naszymi bohaterami, gdy Fabina się pocałowała, gdy Jerome wyznał miłość Marze, gdy Peddie się pogodzili. Kochamy te momenty. Pamiętamy, jak Jerome pocałował Marę na oczach swojego ojca i siostry, gdy Fabian wyznał Ninie, że jest jego Wybraną i złączyli usta w pocałunku. To już nie wróci. Zwykle kończy się Happy Endem, ale nie to. Nie nasz serial. Nie było nam to dane.

    I'm Saphhirer Forever, bitch.

    Jak tak piszesz, nie mając weny, to ja też tak chce.Zerknęłam na wiki :
    'Mara i Fabian nie spędzają dużo czasu razem, jednak są bliskimi przyjaciółmi. Kiedy pan Sweet chciał wydalić dziewczynę, Fabian powiedział, że zrobiła dla szkoły więcej niż oni wszyscy. W filmie całują się.'
    Jakim prawem do cholery, jak nawet się dobrze nie znają!
    Ja się tak nie bawię, to nie sprawiedliwe.

    Wmieszałaś K.T. i szepnęłaś słówko o Willow. Robi się bardzo ciekawie! Masakrycznie, rzekłabym (jakie słowotwórstwo >.<) . Amber mnie rozwala 'Nie ma tu Abby, więc ja to powiem: Chyba się zakochałam!'
    Dobrze, że ty i MClarke piszecie. Dajecie wiarę i na waszych blogach żyje Jara i Fabina. Kocham to, jest to naprawdę ważne, że potraficie trwać w jednym i przekazywać ludziom to, co kochali w dwóch pierwszych sezonach.

    Twoja wielkaaaa fanka, która jest załamana po kiss Mabiny
    Joylitte
    XXXX

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję waldziu za zburzenie we mnie wiary w prawdziwą miłość -_-
    Do dupy. Wszystko do dupy. Zostają tylko opowiadania takie jak Twoje i MClarke gdzie wszystko jest tak jak być powinno...Mroczna Grace muahahaha :D I K.T :O Tej to siem tu nie spodziewałam.
    Rozdzialik fajny^^ Brakowało mi tylko mojej kochanej Hershey :P

    OdpowiedzUsuń
  8. super ja też mam plan jechać do livperolu nie zgadzam się że to winna volemrodra

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie mam siły pisać długaaaśnego komentarza, więc powiem krótko: chcę więcej, chcę więcej i chcę więcej.
    WALDZIO, WIEMY GDZIE MIESZKASZ!

    OdpowiedzUsuń
  10. Tęsknię za starym sezonem :( Właśnie oglądam sobie stare momenty Peddie na youtube - https://www.youtube.com/watch?v=uiJzz56Rt2Q
    I smutno mi jakoś. 3 sezon strasznie się zmienił. Eddie nie jest już taki wyluzowany, stał się poważny i ta jego ulizana fryzura.
    No i Pat w kręconych włosach.
    Rozumiem twój ból jeśli chodzi o Jare ale ja tam lubię nawet Jeroy.
    Ale Mabian'a to już nie mogę strawić. Przecież on tak bardzo kochał Ninę :(

    OdpowiedzUsuń
  11. Rozdział ZAJEBISTY *.* Jeśli u ciebie to jest rozdział dupny, to ja w ogóle powinnam przestać pisać. Oddaj mi chociaż skrawek swojego talentu ;)
    Rozumiem Cię, jak się czujesz. Sama czuję się podobnie. Po prostu nie umiem uwierzyć, że powstało coś takiego jak Mabian, Jeroy i Walfie. Ostatnia nadzieja na poprawę serialu przepadła. TdA się skończyło. Próbuję wierzyć, że serial skończył się na 2 sezonie, albo później nowe pary się po rozstawały, a stare wróciły. Ja tego nieszczęsnego filmu nie widziałam, ale mam zamiar obejrzeć. Niestety na kiss Mabian się natknęłam. Mam taką ochotę kogoś zabić. Coś czuję, że pojadę na 100% do Waldzia, który zapoczątkował nowe pary i go zabiję.
    Ogólnie rzecz biorąc to już całkowity koniec TdA. Bo chyba nie wymyślą 4 sezonu. Mimo, że takie plotki już słyszałam. Nie mam pojęcia co zrobić ze swoim życiem. Wszystko jest bezsensu. Ale nie będę się wyżalać.
    Czekam z niecierpliwością na następny rozdział. Proszę cię, jakbyś wpadła na jakiś pomysł to napisz coś z Stellą i Benny'm ;3
    Twoja wieeeeeeeeeeeeeeelka fanka ♥
    Stevie

    P.S Zapraszam do siebie, dodałam nowy rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń