czwartek, 20 czerwca 2013

Opowiadanie cz. 52, You found me.

Stella trzasnęła drzwiami, zagradzając drogę wszystkim demonom umysłu. Rzuciła skórzaną torbę na łóżko, zastanawiając się nad aktualnym położeniem słuchawek. Znając Amber, schowała odtwarzacz w jakiś swoich święcących bibelotach. Myślała bowiem, iż wybawi to Stellę z pokoju, wprost przed oblicze skruszonego Benny'ego. Wright uśmiechnęła się pod nosem. Życie nie było przecież pieprzoną komedią romantyczną. To dziwne, ale żadne typowo filmowe gesty, nie robiły na niej najmniejszego wrażenia. Te całe kwiaty, kolacje przy świecach... Podczas gdy znaczna większość dziewcząt marzyło o podobnych bzdetach, ona pukała się w czoło i kpiła z sympatycznych zwyczajów. Odtwarzacz znalazła w toaletce Amber: blondynka wciąż typowała tą samą kryjówkę, więc drobne kradzieże (w celach dobroczynnych, rzecz jasna) nie stanowiły dla Stelli problemu. Wright usadowiła się na wielkiej, czerwonej poduchie i włożyła słuchawki do uszu. Wbrew temu, co sądzili inni, na jej playliście nie królowały heavy-metalowce (krwawi idole Patricii) lecz melancholijne piosenki o życiu. Lubiła też rap, wszystko co głosiło prawdę o trudach codzienności. Kiedy już wczuła się w ponury nastrój piosenki, drzwi otworzyły się na oścież i ukazały zakłopotanego Walker'a z gębą zapchaną pączkiem. Stella westchnęła zniecierpliwiona, cisnąwszy mp3 w kąt pokoju. Przeżyje.
-Czego chcesz? - burknęła, nie odrywając wzroku od sufitu. - No?
-Pogadać. - westchnął Benny, nerwowo przystępując z nogi na nogę.
-To bardzo mi przykro, ale spadłeś pod niewłaściwy adres. Chcesz się zwierzać, leć do Audrey. Tej co tak kocha cały świat. Na pewno cię pocieszy. Pa.
Chłopak pokiwał głową, jednak nie ruszył się z miejsca. Zaimponowanie Stelli graniczyło z cudem, więc byle co, nie zrobi na niej najmniejszego wrażenia.
-Wiesz co Stellciu? Przeprosiłbym, ale z ciebie to taka wredna baba, że się nie da. Jesteś walnięta jak kilo gwoździ bez łebków! Pisałam nawet piosenkę, ale trudno znaleźć rym do zołzy!
Brunetka oderwała wzrok od ściany i spojrzała na Walker'a. Chłopak cofnął się o parę kroków, by w razie czego, szybciej się ewakuować.
-Miałem przynieść Ci pizzę, ale nie! Jest moja, słyszysz? Moja!
-Jeśli chcesz mi dowalić, to coś nie wychodzi. - mruknęła Stella, odwracając wzrok. - A teraz nara. Idź do parku sufit malować.
-Stellciu! Raczyłabyś ruszyć swoje cztery litery i wszystko ze mną wyjaśnić? Widzisz? Znam takie skomplikowane słowa, wczoraj ukradłem słownik pierwszoklasistom! Wiedziałaś, że istnieje coś takiego jak apatia?
-Serio? Kosmos. - dziewczyna wywróciła oczami. - Benuś, weź stąd wyjdź, bo jak na ciebie patrzę to mi węgiel w piwnicy kiełkuje.
Chłopak chciał jeszcze coś dodać, lecz umilkł widząc chłodny wyraz twarzy Wright. Spuścił głowę i powłóczył nogami w stronę drzwi. Kiedy Stella miała zamiar pójść mu pomóc (wychodzenie szło dość opornie), Benny złapał ją za ramiona i spojrzał prosto w ciemnoniebieskie oczy dziewczyny.
-Nienawidzę cię. Tak w ogóle, to się wypchaj babsztylu bez serca. Ale wiesz co? - jego głos stwardniał. - Myślę, że taka zołza i taki idiota, nie znajdą dla siebie nikogo lepszego.

Jeremy usiadł na szarym murku, tuż obok opuszczonego dworku. Lubił tu przychodzić. Izolacja od ludzi, pomagała mu zmierzyć się z lękami codzienności. Chłopak nie mógł pozbyć się narastającego przygnębienia. Dzisiejszy dzień, był trzecią rocznicą śmierci Jason'a. Trudno uwierzyć, że tak długo go nie ma... Jeremy znał plany starszego brata, dlatego tym bardziej, dołował się jego odejściem. Zmarł, nie realizując najskrytszych marzeń. Winkler zacisnął pięści, czule spoglądając w niebo.
-Czemu Cię ze mną nie ma...?
Znajomi dawno się od niego odwrócili. Śmierć brata, miała ogromny wpływ na jego dotychczasowe życie i relacje z bliskimi. Stracił przyjaciół, opuścił się w nauce... Słowem, wszystko było na 'nie'. Nie wiedział, czy to co robi, ma jakiś głębszy sens, jednak K.T i Greg, zapewniali mu lepsze samopoczucie. O dziwo, czuł się znacznie gorzej. Każdy dzień, przynosił mu coraz więcej wątpliwości.
-Jeremy! Hej!
Chłopak podniósł wzrok. Ujrzał pędzącą Ginę z jakimś papierem pod pachą. Dziewczyna klapnęła obok niego i uśmiechnęła się promiennie.
-Dzień dobry! Żeby nie było Ci już tak smutno, przyniosłam to! - brunetka podłożyła mu różowy świstek pod nos. - Zrobiłam Ci laurkę! Żebyś nie był taki smutny! - powtórzyła.
-Oj Gina, Gina. - Winkler uśmiechnął się blado. - To miłe, ale dziękuję. Nie zrozumiesz. To wszystko... rozpieprza Cię od środka.
Winchester spojrzała na niego pytająco, po czym włożyła laurkę do kieszeni jego szarej kurtki.
-To, to zostaw.
-Gina, nie wszystko jest takie proste.
-Ja nigdy nie patrzę w dół. Wiesz, jakiej dostałabym depresji, przez tą ciągłe rozpamiętywanie smutków z przeszłości? Najważniejsze, to iść dalej. Wiesz dlaczego? Bo nawet jeśli ktoś rzuca Ci kłodę pod nogi, możesz ją zatrzymać. Nieważne są porażki. Grunt to wierzyć w siebie i zakopać smutki głęboko pod ziemią.
-Taaa...
Jeremy westchnąć ciężko i zawiesił wzrok na koleżance. Gina była zakręcona i nieprzewidywalna, jednak miała rację. Przez bezsensowne wracanie do śmierci brata, coraz bardziej się pogrąża... Z dnia na dzień, jest coraz bliżej dna.
-Gina? - bąknął cicho, spuszczając głowę. - Czemu ze mą rozmawiasz? Wcale mnie nie znasz, poza tym, nie jestem idealny do zawierania znajomości. Odkąd nie ma Jasona, wszyscy mają mnie za... ułomnego.
-Proszę? Jeremy, to bez sensu! Każdy jest trochę dziwny, ale nie ułomny! Nie ma człowieka, który nie potrzebuję miłości. Widzisz... W tym wszystkim jest jakaś dobra magia. Trafia do serc, wszystkich żyjących istot, a jak już złapię, to nie chce puścić.
Winkler pokręcił głową z uśmiechem. To wszystko wydawało się takie banalne, jednak pierwszy raz czuł, że te bzdety, którymi katowały go różne, psychologiczne źródła, są prawdziwe.
-Nadejdzie czas, kiedy wreszcie ruszysz się z miejsca. A wtedy będziesz dumny: ze swojej siły i mobilizacji. Z siebie.
To oznajmiwszy, Gina wstała z słupka i w podskokach skierowała się w stronę internatu.
Jeremy odprowadził ja wzrokiem, zagłębiając się w sensie jej słów. Nagle, uświadomił sobie jedną, ważną rzecz. Po raz pierwszy od bardzo dawna, uśmiech wreszcie zagościł na jego twarzy.
Duży krok naprzód.

Jerome Clarke, co chwila spoglądał na zegarek. Czekanie na koniec zajęć pozalekcyjnych Mary, okazało się złym pomysłem. Wiedział, że Jaffray wprost uwielbia siedzieć w szkole, jednak on raczej nie podzielał tej pasji.
-Jerome?
Chłopak rozejrzał się dookoła. Głos nie należał do Mary, miał bowiem nieco wyższy ton.
-Jestem tutaj!
Clarke spojrzał za siebie, ujrzawszy drobną dziewczynę z czarnymi włosami. Uniósł brwi, oczekując wyjaśnienia nawoływania jego boskiej osoby.
-Mam na imię Melanie. - przedstawiła się nieznajoma. - Czekasz na kogoś?
-Taa... - odparł Jerome, z lekka nieswojo. - Na dziewczynę, zaraz skończy zajęcia.
-Aha... Joy Mercer, tak? - Mel uśmiechnęła się lekko, zadowolona z dotychczasowego przebiegu rozmowy.
Zamiast miłej odpowiedzi na pytanie, Rush została świadkiem, gwałtownego napadu śmiechu blondyna. Kiedy zdążył trochę ochłonąć, spojrzał na dziewczynę z rozbawieniem.
-Z tym upośledzanym czymś? Za nic w świecie!
Mel odwróciła głowę, uświadamiając sobie, jaką gafę popełniła. Zupełnie zapomniała o fakcie, iż Jerome chodził wcześniej z Marą. Jak widać, zmiana biegu czasowego, zaprzestała niektórym wydarzeniom. Mel wiedziała o wszystkich miłostkach Clarke'a.  K.T zdradziła jej wszystkie szczegóły, trójkąta miłosnego. Szczerze mówiąc, chłopak wydawał się być w porządku. Zupełnie nie pasował do krytycznego opisu, którym obdarzyła go jej siostra bliźniaczka. Mel wciąż nie mogła pojąć tego, że dawne wspomnienia, tak po prostu zniknęły. Nie było ich. Wcale...
-Coś Ci powiem. - Rush stanęła na palcach, by dorównać chłopakowi wzrostu. - Cokolwiek by się nie stało, nie zostawiaj Mary. Nie pozwól, by ktokolwiek was rozdzielił. Rozstanie nie mogą być wynikiem problemów osób trzecich. Nawet jeśli dowiesz się o tym, jaki mógłbyś teraz być, nie rezygnuj. Proszę...
To powiedziawszy, uśmiechnęła się smutno i zginęła w tłumie innych uczniów. Clarke stał na środku placu, usiłując poskładać jakoś, usłyszane słowa. Po chwili uznał, że dziewczyny posługują się obcym dla niego szyfrem i za nic świecie, nie znajdzie sensu w wypowiedzi tej dziwnej osóbki.
-Jerome!
Blondyn podniósł głowę, posyłając uśmiech swojej spóźnialskiej dziewczynie. Jaffray była objuczona stertą  najróżniejszych książek, także tempo chodu, nie należało do szczególnie szybkich.
-Już jestem! - wysapała, chowając papiery do purpurowej torby. - Przepraszam, że tak długo.
Jerome spojrzał na nią z troską, naraz przypominając sobie słowa tajemniczej Melanie. On i Joy? Niemożliwe! Nie chodziło nawet o tożsamość dziewczyny, lecz fakt, iż mógł zostawić Marę samą.
-Muszę Ci coś powiedzieć. To ważne. - westchnął, łapiąc Jaffray za rękę. - Posłuchaj: Musisz wiedzieć o tym, że jesteś jedyną dziewczyną w moim życiu. Cokolwiek by się wydarzyło, masz o tym pamiętać. Ok? - spytał, patrząc w jej ciemnoczekoladowe oczy.
Mara wyglądała na nieco zaskoczoną, jednak posłusznie skinęła głową. Chłopak nabrał powietrza w płuca i kontynuował.
-Nigdy Ci tego nie mówiłem, ale jesteś dla mnie najważniejsza na świecie. Zabiłbym się, gdybym wyrządził Ci jakąkolwiek krzywdę. Nawet gdyby nasze drogi, jakimś cudem, się rozeszły, zawsze będę Cię kochał. Zawsze.
Dziewczynie chwilowo odebrało mowę, więc Clarke musiał zadowolić się jedynie jej głuchą obecnością. Wtem, wypuściła torbę z rąk i mocno przytuliła się do chłopaka.
-Jerome... Ja naprawdę... Naprawdę nie wiem... Jak mogłabym... - usilnie próbowała się wysłowić, jednak łzy zakłócały wszelkie podejścia. - Naprawdę... jestem... jedyn...aa...?
-Jesteś. - uśmiechnął się Clarke, mocniej ściskając jej dłoń. - Chociaż nie, jest jeszcze Hershey.
-Naprawdę? - Mara uśmiechnęła się przez łzy. - Będę musiała to zaakceptować.
Jerome odwzajemnił uśmiech i ujął jej twarz w dłonie. Pocałował ją lekko, zrozumiawszy już wszystko, co powiedziała mu Mel.


Eddie siedział obok Patricii, usiłując wydobyć z niej, jakiekolwiek szczegóły na temat dawnej przeszłości. Szczerze mówiąc, najbardziej intrygowała go dziewczyna, która ponoć była w nim zakochana. Wolał wiedzieć, kto ma do niego jakiekolwiek wąty. Nie prosił się o kłótnie, wbrew temu, jak uważali inni.
-Spadaj Miller! - warknęła Trixie odsuwając się na drugi koniec kanapy. - Nic Ci nie powiem! Mówiłam już, że nie wiem!
-Mhmm. A ładna była?
-Eddie!
Blondyn uśmiechnął się słodko i objął swoją rudą marudę ramieniem. Bez względu na to, co kiedyś miało miejsce, strasznie ją kochał. Nie śmiał jej tego wyznać, jednak miał nadzieję, że dziewczyna wie, jak bardzo mu na niej zależy. Patt różniła się od wszystkich pustych lali, które można było spotkać dosłownie wszędzie. Była dziewczyną, która nie obawiała się wyzwań i potrafiła dowalić bardziej, niż niejeden facet. I właśnie to, lubił w niej najbardziej...
-Gaduło?
-Taaa?
Kiedy Trixie odwróciła się by kazać mu zamknąć gębę, chłopak złączył ich usta w pocałunku. Williamson uniosła brwi, stwierdzając zwięźle:
-A zęby to domestosem myłeś?
Miller prychnął pogardliwie, ciągnąc dziewczynę za kosmyk rudawych włosów. Całe zajście, obserwował Campbell, siedzący za blatem. Po chwili, oznajmił głośno:
-Myślę, że miłość jest naprawdę fajowska! Postanowiłem, iż ożenię się z Joy. Jeśli tylko dowie się, że nie jestem Fabianem...

Umarłam. Cały tydzień haruję przy ocenkach. Siedzę nad matmą dobre parę godzin i co wleci jednym uchem, tu wylatuje drugim. Padam. Do szkoły wrócę za najbliższe 10 lat, mam dosyć. Jutro ostatnia poprawka i mam w miarę zadowalającą ocenkę. Trzymajcie kciuki, żebym jakoś dała radę. Marne szanse ^ ^
Na podstronie Postacie doszło do paru zmian. Resztę opisów bohaterów, zaaktualizuję jutro: dzisiaj nie mam już siły.
really? jeszcze tydzień? ohh...
Co do rozdziału... Jakiś taki ckliwy wyszedł (U Sapphire wszyscy się kochają). Potraktujcie to jako zaległy prezent na walentynki ^ ^
Tak w ogóle: oglądałam dzisiaj kiss Jeroy pl! Jestem jednak zdolna do poświęceń... Nie ryczałam... Może jedynie ze śmiechu, ale... mniejsza.
Naprawdę lubiłam Joy. Nie było osoby, której nie darzyłam sympatią (nawet do głupiego Micka w dresiku mam sentyment, taka prawda). A teraz... To tak sobie z siebie wychodzi: zwyczajnie zniechęciłam się do postaci, jednak w 2 sezonie, podobał mi się jej charakter.
Stwierdzam zgon, bo waldzio. Sibuners, od dziś piszemy to niegodziwe imię, z małej litery! Niech ma szuja.
PS: Chciałam bardzo podziękować za wszystkie komentarze! Przy ostatnim poście, każdy miał tak cudną treść, że aż się wzruszyłam ^ ^. Przepraszam, jeśli czasem nie odpowiem, ale jestem wdzięczna za absolutnie każdy wpis. Dziękuję wam, że nie straciliście wiary i cały czas podtrzymujecie pamięć o starym HoA. To dla mnie bardzo ważne. Jesteście niesamowici.

Kocham was ♥

16 komentarzy:

  1. Hhahahah ten Mick mnie rozwala normalnie!! :D Super rozdzialik!! :D Peddie <3 i Jara <3 :D Czekam na następny!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie noo... Po prostu... Boski *.*
    Oddaj no trochę swojego talentu.. przyda mi się na ostatnie chwile na blogerze i na blogu ;P

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten rozdział... genialny *__* Jak każde, zresztą ; 3
    Masz taki talent, dziewczyno każdy Ci zazdrości! No bo jak można tak genialnie pisać? Tylko wyjątkowe osoby tak potrafią - czyli Ty c ;
    Naprawdę podziwiam Ciebie i to jak piszesz.
    A waldzio (fuck yeaaah, jeb się! ^^) niech spada na zbity ryj z tymi Jeroyami, Mabiani, Walfie'ami no i SZTUCZNYM Peddie. Bo tu króluje Prawdziwa Fabina, Prawdziwe Peddie, Prawdziwa Jara, Prawdziwe Amfie. A nie jakieś cholerne związki, w ogóle nie realne.

    Twoja wielka fanka,
    ~ Savanna


    I'M SAPPHIRER!

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo fajny rozdział :) A z resztą co ja gadam .? Jest cuudoowny!
    Przepraszam, zbliża się koniec szkoły a mi odwala. :3 Czekam na więcej!! <33

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszyscy kopiują od mnie Sapphirer! Ja to wymyśliłam, prawa zastrzeżone, jasne! Wymyśliłam też MCfam, żeby nie było. Albo wiecie co: piszcie tak, niech wiedzą, że są wyjątkowe ^^


    Sibuners od zawsze są niesamowici. A ty się wybijasz, podtrzymując to, co kochaliśmy. Jerome jest taki kochany, to było naprawdę uroczę ( nie potrafię znaleźć innego słowa na wyraźenie zajebistości) jak powiedział Marze, że ją kochał, w oczy. Szczerze, bez zastanowienia. Bo on się nie zastanawia, że ją kocha, on to po prostu wie. Melanie thank you very much!
    Napisz coś o Grace i Fabianie. No i o Jarze. O Jarze ma być w każdym rozdziale, jasne! Mam taki pomysł. Jak będą trochę starsi, ma być podwójny ślub Mara&Jerome and Grace&Fabian. Awww :3 Ale po ślubie masz dalej pisać. Mam się dowiedzieć, czy Hershey ma takie zajebiste włoski po tatusiu.
    Rób nam częściej (tutaj wyrażam się za wszystkich SAPPHIRER) niespodzianki na waletynki. Bo mi się cholernie podobają. Są takie jhsdfkjasdklfajlkdskmgfkldajgfdn

    Dołączam się do akcji 'Stwierdzam zgon, bo waldzio' Nie byłabym Sibuners, jakbym tego nie zrobiła.
    Dziękuje za tak miłe komentarze pod moim blogiem, jesteś taka wspaniała i kochana, że normalnie jsdhkfsnfmdsnfjhdsfgh

    Twoja wielka Sapphirer
    Joylitte
    XXXX

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie to ujęłaś ♥

      Frace? Nadal nie wiem, jak to między nimi będzie xd Improwizacja everywhere. Nie chciałabym zranić fanów Fabiny, ale lubiem Fabiana i Grace. Zobaczymy jak to będzie... ^ ^

      Ja również dziękuję <3

      Usuń
  6. Rzeczywiście ckliwy, ale od kiedy waldzio zepsuł nasze pary rozklejam się na każdej takiej scence ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Fak ju waldzio, I'm Sapphirer ! :P
    Już miałam dać Mel wirtualnego plaskacza,ale jej stwierdzenie ją uratowało(dobrze gada,polać jej ^^)
    Ja tam nigdy nie lubiłam Joy. Na początku w końcówce 1 i na początku 2 sezonu byłam jej ciekawa,ale znienawidziłam ją po jakichś 3 docinkach -_-
    Ej!Ja chcem Stenny!Bez takich numerów no~! ;_;

    OdpowiedzUsuń
  8. Aj łil kil ju waldzo. Chociaż , gdyby nie waldzo , nie powstawały by opowiadania tak genialne jak to. ^^ Ale i tak masz wpierdziel.xd
    Stwierdzam zgon, bo Jara! *-* Tępić Jeroy'a. -.-
    Sapphirers! ♥

    OdpowiedzUsuń
  9. SPAM!!

    Zapraszam na scenariusz, skomentujesz ? : http://housee-of-anuubis.blogspot.com/2013/06/odcinek-79_7045.html

    OdpowiedzUsuń
  10. SPAM!

    Zapraszam na scenariusz, skomentujesz .? : http://housee-of-anuubis.blogspot.com/2013/06/odcinek-80-kilka-informacji.html

    OdpowiedzUsuń
  11. Zapraszam na kolejny odcinek ^^ :
    http://fabinastoriesby-patrycja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Twój Blog został nominowany przeze mnie do Versatile Blogger Award ! Szczegóły u mnie na blogu ;)) http://peddie-story-forever.blogspot.com/2013/08/the-versatile-blogger-award.html

    OdpowiedzUsuń