środa, 26 czerwca 2013

Opowiadanie cz. 53, Everytime.

-Czemu chcesz to zrobić? - Mel podała siostrze kubek gorącej herbaty i usiadła koło niej. - Jeśli Grace odzyska kontrolę, twój plan legnie w gruzach.
-Wiem. Dlatego zostawiłam to Greg'owi. - odparła K.T, upiwszy łyk napoju. - Mamy ważną sprawę do załatwienia. W. chce nas widzieć.
Melanie pokiwała głową i westchnęła cicho. Wtuliwszy się w biało-beżowy koc, pomyślała o mieszkańcach Domu Anubisa. K.T nie miała wobec nich, dobrych zamiarów. Chciała wszystkich zniszczyć. Mel nie mogła pojąć, podłych planów siostry. K.T była sympatyczną, normalną dziewczyną, ale nie potworem! Mimo to, ich bliźniacza więź, znacznie osłabła. Melanie czuła, że straciła połowę siebie.
-Kiedy wychodzisz?
-Za 10 minut. - stwierdziła Rush, patrząc na zegarek. - Albo szybciej. Nie wiem. Ale raczej nie powinnam się spóźnić.
-Mhmmm... - mruknęła Mel, wystawiając głowę spod koca. - Długo tam będziesz?
-Wrócę wieczorem. Uważaj na siebie. - ostrzegła ją K.T, będąc już przy drzwiach. - Tamci głupi nie są i prędzej czy później, Cię zauważą. Miej się na baczności.

-Cześć naleśniku! Wyglądasz jak moja mama.
Braco uważnie przypatrywał się talerzowi z deserem. Trudy pokręciła głową i westchnęła ciężko. W sumie, nie było tak źle. Dziesięć minut temu, porównywał schabowego do Victora... Rehman przyzwyczaiła się już do nietypowych dziwactw swoich podopiecznych, więc powstrzymała się od komentarza.
-Boli mnie głowa. - jęknęła Grace, padając na kanapę. - Dziwnie się czuję...
-Rozmawiałaś już z K.T?
-Kto to?
-Wiesz, w sprawie cofania czasu
-Trudy, o czym on mówi? - Foster uniosła brwi.
-Też chciałabym wiedzieć. - westchnęła gospodyni, czule wpatrując się w stos brudnych talerzy. - Nienawidzę tej pracy...
Braco podrapał się po głowie i usiadł koło z lekka przerażonej Grace.
-Rozumiem, to tajemnica.
-Bez urazy, ale trochę mnie przerażasz. - blondynka odsunęła się od uśmiechniętego chłopaka. - Przypominasz mi moją mamę. Wyglądasz dokładnie tak jak...
W tej samej chwili, z kuchni dobiegł dźwięk tłuczonego szkła. Trudy rzuciła fartuchem o ziemię i kierując się w stronę drzwi, burknęła cicho:
-Oni wszyscy, są tacy sami...

Grace usiadła na krawędzi łóżka, wyciągając bordowy notes spod różanej poduszki. Przewracając pożółkłe kartki, uświadomiła sobie, że tak naprawdę nie pamięta nic z ostatnich dni. Szybko pozbyła się wątpliwości, uznawszy je za skutek uboczny demonizmu. Ostatnimi czasy, sprawy Sibuny poszły w zapomnienie, gdyż Grace miała inne problemy na głowie. Szczególnie przygnębiające, było niechciane uczucie do Fabiana, które z dnia na dzień, nie ubłagalnie rosło. Dziewczyna wolała się z tym nie zdradzać: Rutter wiele przecierpiał, a takie krępujące wyznanie z pewnością pogorszyło by jego, wystarczającą już dobity, nastrój. Foster naprawdę nie chciała, by chłopak poczuł do niej jakikolwiek żal. Blondynce nie uśmiechała się myśl, wzajemnych uników na szklonym korytarzu. Trudno cokolwiek ukryć, kiedy mieszka się pod jednym dachem z bandą wścibskich rówieśników. Skoro już o tym mowa, Foster interesował ten dziwny Braco, który zdawał się mieć do niej jakiś nietypowy interes. Szczerze mówiąc, nie była to rzecz, która wzbudziła jej czujność. Twarz chłopaka wydawała się jej dziwnie znajoma... Z głębokim westchnieniem, przewróciła kolejną kartkę zeszytu. Dziennik należał do Rufusa Zeno. Dostała go od Jaspera, który swojego czasu, pracował dla mężczyzny. Grace miała okazję poznać prawdę o dzieciństwie ojca, a przede wszystkim odkryć jego zamiary, w stosunku co do niej.

23 kwietnia 1936r.
Sarah powiedziała mi, że jej ojciec nie toleruję naszych spotkań. Muszę za wszelką cenę, odwieść go od tej decyzji. Ona i ja, mamy wspólną tajemnicę. Musimy znaleźć Piętno Setha! Deyrua mówiła, że jest ono bardzo cenne i nie może wpaść w niepowołane ręce. Jeśli nie wypełnimy naszej misji, zabije rodziców Sarah. Dodała też, iż zawsze nas znajdzie. Nieważne kiedy i nieważne gdzie. Pan Frobisher chyba coś wie, ale...


-Grace?
Blondynka szybko wrzuciła dziennik pod łóżko. Nie chciała, by ktokolwiek odczytał jego treść. Nawet Fabian, który właśnie stał pod drzwiami wraz z nieodłącznym uśmiechem.
-Cześć. - odparła blondynka, dyskretnie zasłaniając nogami miejsce kryjówki. - Chciałeś coś?
-Właściwie to... - Rutter spuścił głowę, zupełnie tak, jakby informacja była czymś niezwykle osobistym. - Chciałem Cię przeprosić.
-Przeprosić? Ale za co? - szczerze zdziwiła się Foster.
Chyba nie chodziło mu o gumę, którą znalazł jakiś czas temu, pod swoją ławką w sali od algebry. Rutter urządził wielką awanturę, oskarżając ją o niszczenie szkolnego mienia, przez co tydzień siedziała w kozie, dotrzymując towarzystwa najpopularniejszym szkolnym dryblasom. Przy okazji, zapoznała się z monotonnym trybem życia Patricii, Stelli i Eddie'go - Wright trafiła za próbę skręcenia Campbell'owi karku, Miller zbił szybę w gabinecie dyrektorki, a Williamson... cóż, Trixie siedziała tam codziennie, bez żadnego konkretnego powodu. Niestety, był tam też Avan, który chwalił się siekierą zakupioną na Allegro. Foster stwierdziła z przykrością, że nie powinna już tak często go odrzucać, bo skończy z łbem rozłupanym na pół.
Nie możesz uratować Niny. -stwierdził Fabian, z trudem łapiąc wdech. - Przecież to niemożliwe...
-Co? Nie, przestań! Mogę...
-Jak? - Rutter posłał jej pełne bezradności spojrzenie. - Słucham?
Na to Grace już nie umiała odpowiedzieć. Mimo szczerych chęci, musiała przyznać mu rację. Fakt. Nie miała bladego pojęcia o wskrzeszaniu ludzi. Wiedziała jedynie to, że demony posiadają wielką moc o rozległych możliwościach. Blondynka nie umiała się nią posługiwać, a co dopiero zagłębiać jej zaawansowane stadium.
-Nie powinienem Cię o to prosić. - wyznał brunet ze skruchą. - Jak chcesz, możesz spróbować coś wymyślić, ale wątpię, że Ci się uda. Najlepiej o tym zapomnij... tak będzie najlepiej.
Kiedy Fabian kierował się ku wyjściu, Grace złapała go za ramię i gwałtownie szarpnęła. Chłopak jęknął z bólu, patrząc na nią z przerażeniem.
-Nie. - jej ton był stanowczy, jak nigdy dotąd. - Nauczę się, zobaczysz. I dam radę. Naprawdę!
Rutter posłusznie skinął głową, choć w jego oczach widać było cień wątpliwości. Doceniał starania Foster, jednak nie wierzył w sukces jej demonicznej działalności.
-Nie wierzysz mi... - zauważyła. - Czemu?
-Grace... To nie jest takie proste. Chodzi o przywrócenie komuś życia, nie zawiązanie sznurówek! Gdyby wszystko było tak niesamowicie banalne, ludzie w ogóle by nie umierali. Czemu miałoby się udać?
obrazGrace zamilkła. Fabian wiedział, że przyjaciółka nie ma już argumentów. Dziewczyna zacisnęła wargi i skierowała się w stronę okna. Oparła się o zimnych parapet, wciąż uparcie milcząc. Z jej intensywnie błękitnych oczu, spłynęły łzy. Łzy bezradności. Fabian podszedł do niej i ścisnął jej siną dłoń.
-Jeśli chcesz pogadać...
-Nie chcę. Proszę Cię, wyjdź. - otarła mokre powieki, po czym, już głośniej i wyraźniej, powtórzyła rozkaz. - Wyjdź.
Chłopak puścił rękę dziewczyny i rzuciwszy jej ostatnie przepraszające spojrzenie, zniknął za drzwiami. Kiedy kroki Rutter'a ucichły, Grace wybuchnęła płaczem. Tak bardzo pragnęła jego bliskości, a nie mogła jej przyjąć.

-To tutaj. - Patricia otworzyła starą, zardzewiałą klapę. - Możesz włazić.
Jerome wsunął głowę do środka, coraz bardziej zastanawiając się nad sensem poszukiwań "czegoś" w piwnicy.
-Jak to znalazłaś? - spojrzał na wyraźnie zadowoloną Williamson. - O ile mi wiadomo, komnata z maską zamykała wszelkie korytarze.
-Jak widzisz, nie. - oznajmiła Trixie z dumą. - Byłam tu ostatnio, no i ba. Będziesz tak marudził, czy raczysz ruszyć cztery litery i pomożesz mi zejść?
-Mam iść pierwszy? Alee...
-Cykor. - prychnęła Williamson, odsunąwszy blaszaną tarczę. - Patrz i ucz się.
Jerome wzruszył ramionami, oczekując na dalszy bieg wydarzeń. Pięć minut później, z niepokojem stwierdził, że Trixie nie wydaję żadnych oznak życia. Być może, leży tam teraz martwa na jakiejś brudnej posadzce (zarazki), a on siedzi jak gdyby nigdy nic i czeka na Zbawienie Boże. Nabrawszy powietrza w płuca, odsunął klapę i wszedł prosto do przerażająco pustej otchłani ciemności. Kiedy już poczuł grunt pod nogami, otworzył jedno oko, z zadowoleniem stwierdzając, iż jego twarz nie uległa nawet najmniejszemu uszkodzeniu.
-Patt! Żyjesz?
-Nie, umarłam! A to co słyszysz to jedynie wytwór twej popapranej wyobraźni.
Clarke odwrócił się na pięcie, ujrzawszy twarz zniesmaczonej Williamson, która chyba poznała jego plany, samotnej ucieczki z piwnicy.
-Bardzo śmieszne, Trixie. - naburmuszył się blondyn. - Czemu nic nie mówiłaś idiotko?
-Inaczej za nic w świecie, nie ruszyłbyś tu tyłka. - roześmiała się Patricia, wyciągając latarkę z kieszeni czarnej bluzy (zapewne należącej do Eddie'go). - A teraz przestań się mazać i chodź. To nie przedszkole.
-Ja się wcale nie boję. - oznajmił Clarke z wyższością, za chwilę wydawszy, histeryczny jęk. - Co to za dźwięk?
-Nietoperz dziewczynko. - stwierdziła Williamson, szydząc z przyjaciela. - Uważaj, bo wybierze sobie Twoje boskie kudły, na nowe mieszkanko.
Jerome przybrał poważny wyraz twarzy, po czym przejąwszy od Patricii latarkę, wysunął się na prowadzenie.
-Zaufajmy mojemu instynktowi. W końcu jestem mężczyzną. - to rzekłszy, uśmiechnął się do swojego odbicia w tafli kałuży. - Bardzo przystojnym mężczyzną, jak widać.

-Mam dosyć. - jęknęła Jaffray, rzucając zielony brulion na stół. - Czemu to właśnie ja, mam się z Tobą uczyć?
-Bo jesteś mądra. - westchnął Eddie, na chwilę oderwawszy się od telewizora. - Podobno.
-Eddie, wyłącz to pudło! "Violettę" obejrzysz później! - krzyknęła Mara, mocując się z Millerem o pilota.
-Zostaw Zbyszka! - zawył Mick zza blatu. - On nie jest niczemu winien!
Jak zdążyła się przekonać, każdy przedmiot w domu miał swą własną, oryginalną nazwę. Pralka była Panią Bilbordową VIII, dywan Cichym Lucjanem, a żyrandol Żanetą. Mara przywykła już do barwnego stylu życia Mick'a i jego, nie do końca normalnych, pomysłów. Obecnie, głowiła się nad marnymi umiejętnościami Eddiego, któremu groziła pała, a aż siedmiu przedmiotów. Jaffray wzięła to na siebie, spodziewając się dozgonnej wdzięczności kolegi. Niestety, chłopak nie wyrażał najmniejszego entuzjazmu w stosunku do wspólnej nauki, zapału nie miał za grosz, a o "dziękuję" Mara mogła najwyżej pomarzyć. Sprawę komplikował fakt, iż Jerome wraz z Patricią, krążyli po pustej piwnicy, szukając wszelkich wskazówek, związanych z zmianą strefy czasowej. Mara i Eddie mieli iść z nimi, jednak zaległości Milliera, musiały zostać nadrobione w ekspresowym tempie. Chcąc nie chcąc, brunetka siedziała przy stole wraz z stertą książek i nieogarniętym blondynem.
-Eddie, daj tego pilota!
-Zbyszka! - wtrącił Mick z namaszczeniem. - Proszę pamiętać!
-Zbyszka. - odparła Mara z zniecierpliwieniem. - Słyszałeś co mówiła Andrews! Mamy się uczyć!
-Zaraz! Nie widzisz, że Violetta jest na randce z Tomasem? Ten idiota Leon, na pewno wkróce im przerwie!
Mara pokręciła głową i skierowała się w stronę kontaktu. Kiedy wszelkie źródła elektryczności zgasły (wzbudzając dziwne reakcje u Mickusia), Jaffray wróciła na miejsce, podawszy Eddie'mu pokaźnej wielkości podręcznik.
-Poszli tam sami... - mruknął blondyn chłodno. - Pewnie już się do niej podwala...
-Jerome? - policzki Jaffray, oblały się pąsową czerwienią. - Raczej odwrotnie! Z tego co pamiętam, to Patt łaziła za nim krok w krok.
-Może. - odparł chłopak beznamiętnie. - Tak czy siak, nie podoba mi się to. Trzeba coś zrobić. Ej, a może ty i ja, będziemy udawać, że jes...
-No chyba Ci na mózg padło! - Jaffray postukała się w czoło.
-Racja. Głupieję. Sorry. - Miller usiłował stłumić ziewnięcie. - To co, pani profesor? Może jakaś przerwa? Coś ty taka przymulona? Tylko żartowałem!
Mara pokiwała głową ze zrozumieniem i wróciła do czytania zadania. Wiedziała, że Clarke ją kocha i na pewno nie zrobi jej żadnej krzywdy, jednak wciąż czuła jakieś zagrożenie ze strony Patt. Kiedyś przyjaciółki... Jaffray w życiu by się do tego nie przyznała, ale brakowała jej ich wspólnych rozmów i spotkań... Gdyby mogła cofnąć czas...
-Nie łam się. - Eddie uśmiechnął się zachęcająco. - Znam Patricię, nie zrobiłaby Ci żadnego świństwa. Już wszystko obgadaliśmy. Nie masz się czego bać. Serio.
Dziewczyna zmusiła się do uśmiechu, po czym szybko spuściła głowę, usiłując ukryć zmieszanie. Bardzo chciała uwierzyć w jego słowa...


W. uśmiechnęło się pod nosem, spisując coś w małym notesiku.
-Oni nic nie wiedzą. - uśmiechnęło się pod nosem. - Nie wiedzą, że wciąż tu jestem...
Mara i Eddie, nie mieli zielonego pojęcia o tajemniczym osobniku, czyhającym pod drzwiami. Postać znała ich wszelkie obawy. Żywiła się ludzkim cierpieniem.
-Niedługo wszyscy zginą. Zanim to jednak nastąpi, połkną haczyk i wezmą udział w mej ceremonii! Odzyskam Piętno Setha... Ktoś z nich je ma... Czuje to. Czeka mnie życie wieczne.
W. narzuciło czerwoną szatę na gołe, posiniaczone ramiona i weszło do piwnicy. Wiedziało, że prędzej czy później, los mieszkańców Domu Anubisa, znajdzie się w jego rękach.

Stella ostrożnie rozejrzała się dookoła i upewniwszy się, że w pobliżu nie ma żywego ducha, zdjęła z szafy srebrną szkatułkę. Ostrożnie postawiła ją na biurku, ponownie spoglądając w stronę drzwi. Otworzyła cudne, błyszczące wieko i odetchnęła z ulgą. Klucz nadal leżał na swoim miejscu. To dziwne, ale przez ostanie zawirowania, zupełnie o nim zapomniała. Była ciekawa, skąd Rosie wytrzasnęła 'to coś'. Oczywiście mogła ją o to zapytać (skoro już raczyła powstać z grobu), gdyby tylko umiały ze sobą normalnie rozmawiać. Ale nie. Stella wciąż pałała złością do kobiety. Przestała mówić na nią "mamo" i ignorowała wszelkie, dobre sygnały. Uznała Rosie za zupełnie obcą jej sercu osobę (to samo zrobiła z Benny'm, jednak cwany, wciąż siedział jej w głowie). Czuła do niej żal, gdyż zostawiła ją wtedy, kiedy najbardziej potrzebowała czyjejś bliskości. Nie przyjmowała żadnych tłumaczeń. Do dzisiaj. Zaczęła bowiem zastanawiać się, nad prawdziwą przyczyną odrażającego wyczynu Rosie. Co prawda, mówiła coś o jakiejś obronie, ale jeszcze wtedy, Stella nie wierzyła w podobne brednie. Zamierzała spotkać się z matką, by wyjaśnić sobie wszelkie niedomówienia. Bez gniewu, bez płaczu, ale jeszcze nie teraz. Tłumaczyła to zwyczajnym lenistwem lecz tak naprawdę, brakowało jej odwagi,

Patricia w milczeniu rozglądała się po krętych korytarzach. Szczerze mówiąc, spodziewała się mniej zawiłej drogi. Ponadto, dodatkową kulę u nogi, stanowił jęczący Jerome i jego boska blond grzywa, przykryta warstwą pajęczyny.
-Gdzie my jesteśmy...? - marudził chłopak, strzepując kurz z rękawów marynarki. - No?
-Stul gębę. - Williamson miała jeszcze coś dodać, ale do jej głowy, dotarła właśnie pewna przerażająca myśl.
Chyba zgubiła siebie i Clarke'a. Chłopak spojrzał na nią kwaśno, po czym krzyknął, klaszcząc powoli w dłonie.
-Brawo Trixie! Brawo! Powinnaś wiedzieć, że moje plany na przyszłość nie dotyczą mieszkania pod ziemią. I to jeszcze z Tobą. - żachnął się blondyn. - Zamierzam ożenić się z Marusią i wychować Hershey. Chcesz, to se tu siedź. Ja wychodzę.
-A widzisz tu gdzieś wyjście?
-Idiotka.
-Pacan.
-Wiedźma.
-Głąb.


Tę niezwykle interesującą wymianę zdań, przerwało echo dochodzące z sąsiedniego tunelu. A nie był to zwyczajny dźwięk. Ciemne pomieszczenie, wypełniły dziwne odgłosy. Niezrozumiałe słowa, odbijały się od ścian, usiłując znaleźć punkt wyjścia. Z lekka przestraszona Patricia, zbliżyła się nieco do Jerome'a, który zdawał się nie zauważać ogromnej powagi sprawy i nadal myślał o biednej, przepracowanej Jaffray. Wtem, światło latarki zgasło. Oboje nie widzieli nic, poza pogłębiającą się czarną otchłanią. Trixie kurczowo trzymała się czegoś wystającego z ściany, usiłując znaleźć jakiekolwiek źródło światła. Może Eddie zauważy jej brak i choć raz się do czegoś przyda? Williamson nie czuła z nim żadnych typowo romantycznych więzi, jednak potrafiła wyczuć, kiedy coś było nie tak. Miała nadzieję, że on też tak ma. Chociaż trochę... Największy strach wzbudzał ten tajemniczy, zimny głos, tliwszy się w niezrozumiałych dla nich zwrotach. Nagle, dostrzegli skrawek intensywnie czerwonego materiału. Jedynie co zdołali zapamiętać, to zimne spojrzenie rzucone spod szkarłatnego kaptura. Spojrzenie pełno smutku, złości i bezgranicznego cierpienia... Chwilę później, znaleźli się pod osłoną ostrego wiatru. Wokół nich, krążyły pewne kolorowe plamy. Łączyły się w niezdane im dotąd fotografie, przedstawiające Dom Anubisa, a dokładniej jego mieszkańców.Nie wiedzieli dokąd idą, ani w jakim celu. Wiatr ustał, zostawiwszy po sobie jedynie głuchą pustkę. W. czekało na następne ofiary przeszłości.

No i wreszcie skończyłam to dziadostwo! <3
Co do rozdziału mam mieszane uczucia (więcej jest tych negatywnych), ale nie mam ochoty go poprawiać.
Przepraszam, że trwało to trochę więcej czasu niż zazwyczaj miałam problem z pewną uciekinierką czyt. moją weną. Szukałam jej wszędzie: w lodówce, Trudnych Sprawach, koszu na śmieci (okazało się, że wypoczywa na Hawajach w towarzystwie nijakiego Pana Kokosa).
Teraz ma siedzieć na tyłku i się nie ruszać. Nawet do łazienki, gdyż ucieknie przez kanalizację.
Kiedy oglądałam 3 sezon, uznałam wszystkie odcinki z Jarą,  za przereklamowane i fałszywe: nie wiem jak wy, ale fajtłapowaty Jeruś i namiętnie flirtująca z nim Marusia, to nie jest to czego oczekiwałam (w sumie, lepsze to od wzajemnej nienawiści). I tylko w jednym odcinku, miałam okazję zobaczyć prawdziwą Jarę. Chodzi mi o ten z tronem i prezentacją. Oprócz tego, była sÓitaśna scenka jak Dżeruś podniósł Marze jakiś świstek. Ahh ten spojrzenie ^ ^
Okazało się, że odcinek napisała Diane.
Z początku nie mogłam tego ogarnąć, no bo dobra, była Jara, ale potem pojawiło się błyskawiczne hajtanie Jillow, dlaczego?
Podejrzewam, że wątek podwójnego życia, zaplanowała cała ekipa (ile ich tam było, z 10?). 
Diane miała zrobić wprowadzenie, jednak przedtem, dała nam szansę ostatni raz, zobaczyć prawdziwe Marome.
Podczas prezentacji Jerome powiedział Marze, cytuję:
"Jesteś najwspanialszą dziewczyną na świecie."
"Bez Ciebie nie potrafię nic zrobić."
"Chce być u Twojego boku, kiedy będziesz tworzyć historię"
Dorzućmy jeszcze, że na ekranie widniało zdjęcie z 2 sezonu, te zrobione z zaskoczenia c:
Oglądając odcinek, czułam gdzieś tam w moim masakrycznie zmasakrowanym sercu, starą magię Jary.
Myślę, że Diane dobrze wiedziała co robi.
Uświadomiła nam, że prawdziwa Jara nigdy nie zgaśnie. To nie był przypadek.
Po co przejmować się jakimś pieprzonym Willome, jak ma się dowód, że Jerome kiedyś i tak wróci do Marusi. Dowód od PRAWDZIWEGO twórcy HoA. I nie reszty przygłupów, uważających się za ludzi sukcesu.
Jerome i Mara będą razem. Na pewno. Jak powiedziała mi wczoraj moja rodzicielka, "Kiedy Bóg zamyka drzwi, to otwiera okno" ^ ^. Nadzieję trzeba mieć zawsze. Ja zwyczajnie wiem, że będą razem. Tak samo jak Amfie czy Fabina. 

18 komentarzy:

  1. Po co przejmować się jakimś pieprzonym Willome, jak ma się dowód, że Jerome kiedyś i tak wróci do Marusi.

    Tsa,a Tasie na twiterze napisala
    "Pytano mnie o to dużo razy. Więc myślę,że Mara skończy w Australii. Sami wiecie..."

    Ale to,że Tasie jest fanką Mickry,to nie przeżyję ;_;

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak ja kocham Cię za te opowiadania ! No po prostu nie mogę. <3
    Muszę stwierdzić,że jestem wielką fanką Fabiny ale...jakoś tak se myślę,że dobrze by było gdyby Fabes był z Grace. Tak jakoś zaczęli mi pasować. ;3
    Mick mój kochany głupol! Wiedziałam,że jego powołaniem jest nadawanie przedmiotom i nie tylko imion. Dobrze,że nie zabrał się za wymyślenia imienia naszej kochanej słodkiej Hershey której jeszcze na świecie nie ma;( No ja mam nadzieję,że w twoich opowiadaniach ona się tu znajdzie chociaż ...wzorowa Mara w ciąży to nie do końca realny pomysł :D
    Jerome kocha tylko Ciebie Maro, a Patricia tylko Ciebie Eddie. Nie macie się o co martwić. ;3 Sapphire nie pozwoli żeby tutaj znalazły się jakieś ułomne pary !
    Cudny rozdział .

    OdpowiedzUsuń
  3. BOŻE BOŻE BOŻE! JEROY, MABIAN, WALFIE SĄ THE BEST! TO NAJLEPSZE PARY EVER!
    Cóż, przestałam się przejmować takimi osobami. Ja tam wiem swoje.
    Ale tam, muszę skomentować Twój rozdział! ; )
    Więc powiem tyle: jest zajebisty! Jak każdy, zresztą ^ ^
    A ta końcówka... miałam wrażenie, że Patricia się przestraszy i wtuli się w Jerome'a xD
    Ale Jerome wie, jak będzie wyglądała przyszłość - on ożeni się z Marą i będzie miał z nią malutką Hershey ^.^ I tak trzymaj stary!
    A co do relacji Grace i Fabiana... W tym opowiadaniu widać, że powinni być razem. No i co ja mam tu zrobić, by namówić Cię do Fabiny? Chyba, że sama planujesz jakieś takie pozytywne zakończenie dla fanów Fabiny c ; Jeśli będzie Frace - postaram się wytrzymać. W końcu wydają się dobrą parką ^.*
    Cóż, zdaję się na Ciebie.
    No i czekam na więcej :) Mogę czekać, mam czas C : Poza tym rozumiem Cię, moja wena też odleciała gdzieś daleko. Ale Twoja została. Bo jeśli powiesz, że ten rozdział jest dupny, to ja wgl powinnam przestać pisać!
    Pamiętaj, że jesteś cudowną pisarką i nigdy nie przestawaj pisać <3

    Niech Jara, Fabina, Amfie i Peddie będą z Tobą.

    ~ Twoja Sapphirer, Savannae

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W najbliższych opowiadaniach będzie raczej Frace, ale na końcu wszystko może się zdarzyć ^ ^
      Chciałabym sprostać oczekiwaniom obu stron, więc... powiem tylko tyle, że pod koniec na pewno będziesz zadowolona :)

      Usuń
  4. Prawie się popłakałam przy twojej 'przemowie' Nasza Diane. Ona nigdy nas nie zawiedzie. Pamiętam ten odcinek. Nie oglądam z lektorem, widziałam z napisami, bo to zbyt boli. Siedzę sobie pod kocem z herbatą na kolanach i ryczę.
    Cudne i słutiaśnie włoski Jeroma *.* Mrooow =^.^=
    Cieszę się, że wena ci się odnalazła. Znaczy tak wywnioskowałam z teksu z pogrubioną czcionką. Więc, plaese mocno, znajdź moją! Gdzieś się szwenda. A ja za nic ją złapać nie mogę, grrr.
    Jeeeeju, jaką ja mam ochotę na pocałunek Frace, że o maj gasz. Ale nie zrobisz mi takiej jakieś ckliwej opowieści.
    Zbyszek. Matko, jak ja oglądam ten pieprzony trzeci sezon, mach ochotę Zbyszkiem walnąć w telewizor. I tak na przerwie zanosiłam się krzykiem (oczywiście w roku szkolnym) szlochając 'Fabina' albo 'Jara' lub 'waldek zabiję cię, jak mogłeś' Żebyś ty wzrok ludzi widzała. Tylko moja najlepsza przyjaciółka raz siadła koło mnie i powiedziała 'Wszystko będzie OK'
    Boż, jak ja o tym teraz myślę, to się płaczem zachodzę.
    Biedna ma, poryta psychika.
    Moja Grace. Taka niewina, chce zrobić wszystko, by Fabian był szczęśliwy. Weź ją Rutter obejmij i szepnij do ucha ' Będzie dobrze'. Zrób to. Proszę, zrób.
    Ja jak to czytałam, to się no, wiesz o co chodzi....
    Ten tajemniczy W. to waldzio, chcący wszystko rozpieprzyć. Rozgryzłam cię.

    Nie 'usuwaj' niektórych wspomnień, nawet jeśli chwilowo przywołują tylko tęsknotę i smutek...
    A to we mnie smutek przywołuje, lecz mam pewność, że to co się narodziło niedawno, zostanie.
    Tak jest z Fabiną.
    I Jarą.
    Amfie.
    Peddie.

    Kończę, bo się rozkleję. Pamiętasz, świecisz mi jak klejnot w tych egipskich ciemnościach, kochana Sapphire.

    Joylitte
    XXX

    OdpowiedzUsuń
  5. Genialny rozdzial i prześwietny wątek Patrome. <3
    Twoje opowiadania mają w sobie taką magię. Są strasznie realistyczne. Naprawdę miło się je czyta. ^^
    Zawsze podnosza mnie na duchu po Totalnej Klęsce Ludzkości zwanej potocznie trzecim sezonem HoA.
    Charaktery wszystkich postaci "zbielały". Nawet Fabes przestal być kujonkiem. :< A o Jeromie, Eddiem czy Trixi to już nawet nie wspomnie. Masakra. -.- Ponoć 3 sezon miał być "Premierą roku" , wszyscy tak się szykowali, a wyszedł jakiś totalny kataklizm, że aż płakać się chcę. -.- Została nam już tylko wyobrażnia. ;< Tak jak zawsze : Napsuli, napsuli i poszli. xd Teraz weź się człowieku i myśl.xd Przeklinam cie waldziu!
    Ja chcieć Frace! ♥

    OdpowiedzUsuń
  6. Powiało grozą... Czyli podobało mi się ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czy ja już ci mówiłam, że kocham twoje opowiadania? Jeśli nie to mówię : KOCHAM TWOJE OPOWIADANIA *.*
    Nadal się zastanawiam jak można pisać tak wspaniale. Rozdział jak zwykle prześwietny ♥
    Jak mi jest szkoda Grace ;c Zasługuje na szczęście. Tak samo jak Fabian. Oni są stworzeni dla siebie. Mam nadzieję, że kiedyś będą szczęśliwi jako Frace. Tak samo mam nadzieję, że Stella wybaczy Benny'emu i będą razem xd
    Bardzo mi się podobał wątek z Patrome. Nie jako 'para' ale jako przyjaciele, to oni są świetni. Mam nadzieję, że na przyjaźni się skończy. Bo nie wyobrażam sobie, by Jerome mógł zdradzić Marę i Hershey, a Eddie - Trixie.

    Każdy wie, że i tak pomimo to, że film skończył się przesłodzonym Jeroy, Jara wróci do siebie. Prawdziwi fani to wiedzą i nie potrzebują dowodów. Trzeba wierzyć, że Jerome przejrzał na oczy i wrócił do Mary. My to wiemy. To samo się tyczy Fabiny i Amfie. My to wiemy, wszystko tak naprawdę skończy się tak jak powinno. A Peddie odzyska to co straciło. Nie będą już tacy sztuczni, tylko będą prawdziwą, szczęśliwą parą. A później skończy to się poczwórnym ślubem,^^ waldzio nie zniszczy naszej nadziei na lepsze TdA. Nawet jeśli film był już serio zakończeniem serialu.

    No cóż, z niecierpliwością czekam na następną część.
    Pozdrawiam ;*
    Twoja Sapphirer Stevie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha xD z tym poczwórnym ślubem to mnie rozwaliłaś ,powinnaś pujść na scenarzystę tego serialu . Mimo ,ze serial dobiegł końca ty wciąż myślisz ,ze Jara się zejdzie. Nie ,ze coś ,ale to TYLKO SERIAL !!!!! I to taki który już dobiegł końca. Jak to mówią Jara dobiła do brzegu ,będą wspomnienia te dobre i te troszkę gorsze . Napewno ten związek był dla obojga ważny i czegoś ich nauczył ,ale jak to mówią trzeba iść dalej i nawet ,gdyby nakręcili 4 sezon to większe są szanse ,że Willow będzie z Fabianem ,niż ,że Jara się zejdzie. Gdyż z Jarą była na zasadzie tego przysłowia ,było miło,ale się skończyło. Z 2 strony zawsze mogą się przyjaźnić więc nie jest źle ;)) . Wola scenarzystów jest niezależna ,więc zamiast snuć plany o przejechaniu ich walcem( wiem ,ze któtyś mądry tak napisał) trzeba to zaakceptować i zrozumieć ,ze żadna miłość nie umiera do końca i napewno zostawi po sobie jakieś ślady w ich sercach już na zawsze. Moim zdaniem 3 sezon był ciekawy i brawa dla nich wszystkich za 3 sezony emocji ,łez,miłości,złości,rozczarowań,walki ze złem,szpilki Wiktora ,pomysłów Alfiego i wogule wszystkiego. Na końcu praktycznie każdy ( poza K.T) znalazł drugą połowkę ,jeśli nie wyjdzie kolejny sezon to raczej te ostatnią i prawdziwą drugą połówkę . Tyle odemnie i nara ;D

      Usuń
  8. Moim zdaniem rozdział super,ale jak to mówią nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem ( chodzi mi o Jeroy i Mabian.) Zaraz wszyscy będą na mnie krzyczeć ,ale trudno xD,ja osobiście wolę ( i poza mną jest jeszcze garstka takich osób ) co wolą te 2 pary od Jary i Fabiny. Chyba jestem jedyną osobą która tej drugiej pary nie lubiła. Pewnie spytacie czemu ?? ,moim zdaniem odpowiedz jest prosta,pachniała ta miłość od początku sztucznością i takim bajkowym zauroczeniem. Przybywa nowa i bum ,od razu zakochuję sie w niej kujonek i happy end (który tak na marginesie ma problem z okazywaniem jej uczuć) normalnie historia z życia wzięta :/. Jak chodzi o Jarę nic do niej nie miałam ,ale wolę Jeroy ponieważ wydaje mi się bardziej audentyczna ,jak to mówią przez nienawiść do miłości. Nawet u mnie w klasie była podobna sytuacja nie lubili sie za bardzo ,ale Anita (bo tak miała na imię ta dziewczyna) chciała dokuczyć jego siostrze ( za którą nie przepadała) i go w sobie rozkochać ,niestety tak się poplątało ,ze obydwoje się w sobie zakochali (oczywiście ona chciała mu złamać serce) ,ze do tej pory są razem. Może dla niektórych niezbyt audentyczne ,ale z życia wzięte. Pozatym wątek Mabian mi się podoba ,bo nie wiem czy zauważyliście ,ale Fabian nie denerwuje sie tak przy Marze jak denerwował sie przy Ninie (powiecie ,ze ją bardziej kochał) ale sama kazała mu pujść dalej więc poszedł,pozatym on Marze lepiej okazuje uczucia. A skoro obydwoje są kujonami to trafił swój na swego ;)) .troszeczkę sie rozpisałam ,ale naszczęście to koniec ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj się nie zgodzę, Jeroy buchnęło tak nagle. I 'zakochali się' bardzo szybko, co jest dziwne, bo jeśli uważnie oglądałaś tamte sezony, on bardzo kochał Marę.
      W serialu chodziło o to, że przeciwieństwa się przyciągają.
      Sorry, ale ja naprawdę nie wierzę, że można zakochać się w dziesięć minut. To wszystko musi rozgrywać się stopniowo, więc realność raczej leży.

      Usuń
    2. Wiesz moim zdaniem nie jest tak ,że Jerome już nie kocha Mary (i na odwrót) tylko ,że jużx nie kochają sie z ten sposób. Mimo wszystko Jeroy na końcu sezonu zeszło się tak jagby dzięki Marze,bo mimo wszystko to był jej pomysł. To świadczy o tym ,ze mimo wszystko ona wciąż chce jego szczęścia i jak to napisała koleżanka wyżej ,żadna miłość nie umiera do końca( moim zdaniem fajny tekst) i to nie prawda ,ze zakochali się w 10 minut tylko w parę odcinków ,przełożyć to na jakiś czas ,wyglądałaby wtedy ,że zakochali sie w sobie w przeszło tydzień ,albo więcej (nie liczę dokładnie xD) . I mówisz ,ze w serialu przeciwieństwo się przyciągają ,na jakoś u Patricii i Eddiego tego ja nie zauważyłam( chyba nie jestem zbyt spostrzegawcza ;))
      Bywa ,i przeciwieństwo sie przyciągają (czasami dobra,ale to nie jest jakaś reguła,bo gdyby tak było już dawno powinnabym zerwać z chłopakiem xD)
      Noe chce sie kłucić ,serial dobiegł końca ,ale moim zdaniem był fajny i napewno Mara i Jerome będą sie jeszcze przyjaźnić ,wie cie jest źle ;D

      Usuń
    3. Patrząc na inne pary, czas Jeroy i Mabiana był masakrycznie krótki.
      Nie chcę się kłócić, ale byłam strasznie związana z Jarą i to zwyczajnie boli. Rozbito coś co trwało przez długi czas, dla jakiegoś 'coś' w dwa dni.
      Scenarzyści zostali zmienieni, naprawdę nie rozumiem czemu rozwalili Marome, więc moje marudzenie jest uzasadnione. Co z tego, że Tasie odchodzi? Mabian jakoś powstał. Równie dobrze mógł zaistnieć Jabian, którego zbytnio nie lubię, ale byłoby to bardziej logiczne. Zakochane osoby nie odpuszczają tak po prostu (doświadczenie).
      Jarę pokochałam za to, że nie przypominała wcale ułomnych związków z podstawówki, tylko miała głębsze przesłanie. W dwóch poprzednich sezonach, nie popełniono by tak poważnej gafy.
      Co do Fabiny, to może rzeczywiście była trochę banalna, ale lubiła ją większość widzów.
      Z Peddie chodziło o to, że każda para miała swoją osobistą, cudną historię, o których potem niestety zapomniano.
      Jestem strasznie sentymentalna i nienawidzę zmian, więc może dlatego ciągle ryczę za starym HoA, ale kompletnie nie ogarniam logiki nowych scenarzystów. To wszystko.

      Usuń
    4. Nie no troszeczkę cię rozumiem,tez lubiłam Jarę ,ale ja nie mam za dużo uczuć (na tytaniku do którego obejrzenia zmusiła mnie moja mama krzyczałam : Wyłączcie to holer*two !!!! Tego chłamu nie da się oglądać!!! ,za co potem dostałam szlaban ;)) więc jak chodzi o związki w filmach i serialach szybko przyzwyczajam się do zmian,pozatym nie wiem czy można wierzyć w prawdziwą miłość w szkole średniej,ale wiesz ,ja lubię jak akcja toczy się szybko dlatego lubię ten sezon ,ty się przywiązujesz więc ci się nie dziwię ;).
      A jak chodzi o logikę scenarzystów to ja ją ogarniam ,bo mają w głowie taki burdel jak ja mam w swojej xD. Ja lubię Mabian ,ale na pocieszenie są słowa koleżanki z góry: żadna miłość nie umiera do końca,zawsze pozostawia jakiś ślad w sercach tych którzy jej doznali (jakoś tak to było xD)
      P.s. Super scenariusze !!!!! Masz talent dziewczyno !!!!!! ;***

      Usuń
    5. Dziękuję, choć wątpię w moje marne zdolności ^ ^
      Co do Titanica, to ja też nie uroniłam ani jednej łzy xd Wątek miłosny był dość oklepany, ale muzyczka mi się podobała ^ ^
      Słowem, specjalnie mnie nie poruszył.

      Usuń
    6. Mnie poruszył (do sprzątania pokoju ,taka kara za wulgaryzmy xD). Twoja opowiadania podobają mi się ,bo czasami wieje w nich grozą ,a to lubię coś jak książki Stephena Kinga ,którego uwielbiam. A jak chodzi o wątki miłosne najbardziej lubię Peddie <3.
      Czekam z zniecierpliwością na moment kiedy Eddie wreszcie powie Patt ,że ją kocha ;D
      A jak chodzi o muzykę z tytanika niezła,ale nie moja klimaty,ja wolę bowling for soup, czy Dj Antoniego ;P

      Usuń