niedziela, 30 czerwca 2013

Opowiadanie cz. 54, Friends Forever.

Tajemnicza ciemność spłowiła wszystkie zakamarki Domu Anubisa. Każdy kąt, był pod głuchą władzą mroku. Przestraszeni uczniowie, zebrali się w salonie. Niewyraźne kontury postaci, błądziły po pokoju szukając jakiegokolwiek dostępu do światła. Nadzorcą bagateli był rzecz jasna Victor, usiłujący uspokoić roztargnione towarzystwo.
-Wszyscy są? - dozorca zmrużył oko, próbując ustalić tożsamość właściciela drgających zarysów.
-Chyba tak. - głos należał do Fabiana. - Co tu się stało? Jerome znów bawił się korkami?
-To nie jest zwykła awaria. - tu odezwała się Grace. - Nikomu z nas nie działają nawet komórki. Padło zasilanie ogólnoświatowe. Poza tym, Jerome zawsze zostawiał na skrzynce bezpiecznikowej napis "Hershey rządzi!", więc tym razem, nie mógł to być on.
-Najważniejsze, że wszyscy są bezpieczni. - z mroku wyłonił się głos Trudy. - Nikomu nic złego się nie stało, nie widzę powodów do zmartwień.
Jaffray znieruchomiała. Do jej przemęczonego mózgu, dotarła straszna prawda. Błyskawicznie przecisnęła się przez wrzeszczący tłum (Mickuś dostał napadu padaczki) i odszukawszy Eddie'go, zaciągnęła go na korytarz.
-Jaffray, jeśli chcesz się miziać, to chyba pomyliłaś faceta!
-Eddie... - załkała cicho. - Nie ma go...
-Jerome'a? Niemożliwe. Zaraz pójdę po Patt i zapy... - odparł beztrosko, z gwałtownym nacięciem na końcu. Spojrzał na Marę przerażony. - Przecież jej też nie ma...

-Gdzie my, do jasnej cholery, jesteśmy?
Clarke i Williamson, znaleźli się w ogromnej, starej komnacie. Pajęczy powiły się na ścianach, z sufitu skapywała jakaś ohydna, czarna maź. Jerome postukał w latarkę, westchnąwszy z rezygnacją.
-Nie działa.
Patricia wzruszyła ramionami, usiłując zachować spokój. W głębi duszy, szalała z niepokoju. Poczucie bezpieczeństwo, niespodziewanie znikło, zostawiając po sobie, same obawy. Nie mogła się rozpłakać. Nie przy Clarke'u.
-Spokojnie. - Trixie poczuła czyjąś dłoń na ramieniu. - Jestem z Tobą debilko.
Williamson uśmiechnęła się słabo, rzucając blondynowi, pełne wdzięczności spojrzenie. Jej przyjaciel... Wtem, ich oczom ukazał się biały ekran. Jasne promienie, rozświetliły ciemne zaułki pomieszczenia. Komnatę wypełniło śnieżnobiałe światło.
-Co to jest? - Trixie wskazała na ogromną plamę przed nimi. - Jerome? Przestań się czesać! Wziąłeś grzebień, a nie pomyślałeś o głupiej latarce?
-No chyba nie będę chodził rozczochrany! - prychnął Clarke z oburzeniem. - I tak jest już jasno... Pożyczyłbym ci grzebień, ale Tobie już nic Patusiu nie pomoże.
-Jasne, Amber! - zakpiła Patricia, nie spuszczając wzroku z skupiska białych promieni. - Patrz, coś widać!
Biel zniknęła, ustępując miejsca bardziej pozytywnym barwom. Na ekranie, pojawił się obraz salonu. Przy drewnianym stole, siedzieli obecni uczniowie Domu Anubisa wraz z dwoma obcymi osobami.
-To chyba Willow... - mruknął Clarke, patrząc na skrzeczącego rudzielca. - Co tu robi ten chory psychicznie hipis?
-To ona... - rzekła Williamson chłodno, przyjrzawszy się ciemnoskórej dziewczynie z burzą ciemnych loków na głowie. Wszystko wskazywało na to, że jest ona jedną z dwóch nowicjuszek. - To z nią spotkałam się parę tygodni temu.
-Nie ma tu Amber. - trafnie zauważył blondyn. - Ani Niny. Może wtedy też...
-Może. - przerwała mu Patricia, usiłując wyrzucić z głowy tragiczne wspomnienie śmierci przyjaciółki.
Jerome przemilczał zły humor Trixie, gdyż wiedział, iż dziewczyna wciąż wini się za tragiczne odejście Martin. Nie lubiła o tym rozmawiać, wręcz nienawidziła. Czuła żal... Do samej siebie.
-Nie potrzebuję Twojej pomocy. Ja jestem wnuczką damy, a ty tylko synem złodzieja.
Clarke spojrzał na ekran i oniemiał. Nie, to niemożliwe! Mara nie mogła tak powiedzieć.
-Co ty wyprawiasz? Aż tak Ci odbiło? - wyimaginowana Joy wstała od stołu i pobiegła za urażonych chłopakiem.
Jaffray, niespecjalnie wzruszona, sięgnęła po kubek, wyraźnie dziwiąc się wrogą postawą innych. W końcu wzruszyła tylko ramionami, a na jej twarzy zagościł złośliwy uśmieszek.
-Ona nie mogła... - powiedział Jerome, naraz spoglądając na Williamson. - Nie mogła... no nie?
-Wiesz... teoretycznie tego nie zrobiła. - odparła Trixie beztrosko. - To trochę tak jak z kasowaniem plików w komputerze. Niby ich nie ma, ale jakiś ślad pozostaję. Mara zrobiłaby to tylko w razie nie cofania strefy czasowej. - tłumaczyła cierpliwie, uważnie wpatrując się w ekran. - O Mój Boże! Jezu!
-Co tam? - zapytał Clarke, z lekka przybity. - Eddie miał nową dziewczynę?
-Gorzej. - jęknęła Williamson, zakręcając na palcu kosmyk czerwonych włosów. - Zobacz tylko! Moje włosy, one... są kręcone! To straszne!

Dwie godziny później, mrok ustał i wrócił w ciemne zakamarki piwnicy. Uczniowie rozeszli się do pokoi, wzajemnie wymieniając się domysłami na temat dziwnego wydarzenia. Jedynie Mara i Eddie, czatowali pod piwnicą, czekając na swoje drugie połówki. Wtem, drzwi zaskrzypiały cicho, ukazując twarz zmęczonej Williamson.
-Gaduła! - Eddie ucałował dziewczynę w zimny policzek i delikatnie objął ją ramieniem. - Co tak długo? Taka straszna nie jesteś, nie musisz się ukrywać.
-Dzięki. - jęknęła Trixie, niespokojnie gładząc się po włosach. - Już nigdy więcej tam nie pójdę!
-Jerome!
Na buzi Mary, rozkwitł promienny uśmiech. Dziewczyna przylgnęła do zasapanego chłopaka, jednak o dziwo, Clarke wcale nie odwzajemnił uścisku. Mara poczuła dziwne ukłucie w sercu. Czyżby dziwne zachowanie blondyna, miało związek z Patricią?
-Coś się stało?
-Nie, ale... - Clarke odwrócił wzrok od Jaffray. - Co do pobytu mojego ojca w więzieniu, to...
-Jerome! - Mara wyraźnie posmutniała. - Tyle razy mówiłam Ci, że nie możesz się tego wstydzić! Twój tata jest bardzo dobrym człowiekiem i choć miał trudną przeszłość, potrafił wszystko naprawić. To godne podziwu. Nie zwracaj uwagi na tych przygłupów, którzy próbują go obrażać. Ty wiesz jaki jest naprawdę. I to wystarczy. Oni nic nie wiedzą... Serio.
Chłopak spojrzał na Williamson, próbując dyskretnie dowiedzieć się, jak powinien teraz postąpić. Trixie skinęła głową z uśmiechem, zapewniając o szczerych intencjach Jaffray.
-Kocham Cię. - powiedział Clarke cicho, przyciskając dziewczynę do siebie. - Przepraszam...
Eddie westchnął ciężko i przeniósł wzrok na zmizerniałą Trixie. Tak bardzo chciał jej to wyznać, jednak ciągle brakowało mu odwagi.

-To po prostu nie do wiary! - zirytowana Gina, uważnie przyglądała się czułej scence. - W. chce wszystko zniszczyć! O nie, nie! Misja musi zostać wykonana. Nie mogę zanieść pana Frobishera. Nie po to, dawał im drugą szansę.

1 maj 1936r.
Deyrua znów groziła Sarah. Nie mam pojęcia, co robić. Pan Frobisher nie mógł zakazać nam wspólnych poszukiwań. Widział, iż to tylko pogorszy sprawę. Deyrua chce zdobyć "Piętno Setha", gdyż uchroni ją to przed śmiercią. Znalazła już eliksir życia. Pan Robert powiedział mi dzisiaj, że wystarczy jej on na długie lata, lecz nie zagwarantuję nieśmiertelności. Kiedy tak się stanie, świat już nigdy nie będzie taki sam. Ojciec Sarah wyznał mi, że odbiera ona ludziom miłość i niszczy uczucia w człowieku. Prócz tego, robi o wiele gorsze rzeczy, o których nie wolno mi wspominać przy Sarah. Pan Smythe, kazał Angi nas pilnować. Angi jest jego, i pani Lousy, dobrą przyjaciółką. Obiecała nas chronić. Nie spocznie, póki Deyrua nie odejdzie. Obie, wzajemnie się nienawidzą. Jestem teraz w pokoju Sarah. Właśnie zasnęła. Jej złote włosy, tworzą piękną aureolę wokół głowy. Wygląda zupełnie jak anioł. Jest taka śliczna... Gdyby tylko wiedziała, ile dla mnie znaczy. Wyznała mi niedawno, iż bardzo chciałaby założyć kiedyś rodzinę. Chciałbym powiązać jej plany z moimi, ale przecież tego nie powiem. Żeby nie zapeszyć... Postanowiłem jedynie, że jeśli w przyszłości będę miał córkę, nazwę ją Grace...

Foster przerwała czytanie, by otrzeć swoje zapłakane powieki. Jednak darzył ją jakimś minimalnym uczuciem... Jednak nie była ofiarą fatalnego zbiegu okoliczności... Rufus, którego właśnie poznawała, ani trochę nie przypominał złego Zeno. Był tylko zwyczajnym nastolatkiem, ślepo zakochanym w swojej pięknej przyjaciółce. Nie za bardzo umiał wyrażać uczucia, jednak bardzo pragnął zdobyć uznanie w oczach jej najbliższych. Nie wiedział tylko, jak się do tego zabrać... Grace dobrze znała ten stan emocjonalny. Obecność Fabiana dawała poczucie bezpieczeństwo, jednocześnie trochę ją pesząc. Foster niesamowicie bała się porażki, więc postanowiła milczeć jak grób. To wszystko było dobijające... Strach przed spełnieniem marzeń.

Braco delikatnie uchylił drzwi, uważnie przyglądając się wyraźnie zmartwionej Grace. Znał ją. Doskonale. Jednak ta Grace, bardzo różniła się od dziewczyny z jego wspomnień. Tamta Foster była pewna siebie, arogancka z tajemniczymi iskierkami w oczach. Chodziła na wszelkie możliwe prywatki, wraz z wymalowanym dziobem i... Charlesem. Coleman nigdy nie rozumiał zadufanego w sobie chłopaka, gdyż sam posiadał wesołe uosobienie i nie zależało mu na opinii innych, a tym bardziej wypacykowanych lalek. Wyjątek stanowiła Grace, która pozornie wcale nie różniła się od pustych panienek. Braco wiedział, że w głębi duszy to bardzo inteligenta dziewczyna. Z początku jego stosunek do niej był raczej krytyczny, jednak starał się o tym nie myśleć, gdyż sam miał parę grzechów na sumieniu. Wykonywał naprawdę niewdzięczną robotę, lecz robił to tylko i wyłącznie dla pieniędzy. Chciał wreszcie wyrwać się z domu, uciec od rodziców i złośliwego brata. Z dala od tej całej patologii... Grace pracowała razem z nim, choć teraz nie miała o tym zielonego pojęcia. Jej demoniczny instynkt mógł sprowadzić na K.T i W. spore kłopoty, więc sekta postanowiła go unieaktywnić. Tylko na parę dni, rzecz jasna.
-Cześć Grace! - Braco wtargnął do pokoju, zupełnie zapominając o ponurym nastroju dziewczyny. - Mick, Mara i Eddie oglądają "Violettę"!
-I przyszedłeś mi to zakomunikować? - Grace uniosła brew, odgarniając włosy z czoła. - Super.
imageBlondynka nie miała szczególnej ochoty na zbędne dyskusje. Obecnie walczyła z silnym pragnieniem bliskości, które od paru dni, nie dawało jej żyć. Jeszcze trochę, a poleci do Fabiana, padnie przed nim na kolana i każe siebie nie zostawiać. Coraz bardziej przerażały ją własne myśli. Nie chciała się zakochać, broń Boże. Musiała przyznać rację Amber: uczucie dopada nas w najmniej spodziewanym momencie. Zaczęła poważnie zastanawiać się nad swym zamiarem. Chce ożywić dziewczynę chłopaka, na którym jej zależy. Nie zwróci to jego uwagi, wręcz przeciwnie. Nie miała pojęcia czemu to robi, ale nie zamierzała zrezygnować. Wizja kolejnej nieszczęśliwej miłości, nie bardzo jej pasowała, jednak nie miała innego wyjścia. Myślami, była przy Charlesie, który spowodował wypadek Toby'ego. Teraz nie mogła uwierzyć, że potrafiła obdarzyć uczuciem takiego obleśnego typa.
-To nie koniec świata. - Braco poklepał ją po plecach. - Dlaczego mu nie powiesz?
-Fabian, lubię Cię, bądźmy razem, ty, ja i biblioteka! Tak, to dość kiepski pomysł. - stwierdziła z niesmakiem. - Zaraz, zaraz skąd ty...
-Amber.
-Zamorduję. - mruknęła pod nosem, wracając do niefortunnego wypadku sprzed lat. I wtedy nawiedziło ją dziwne przeczucie, że już wkrótce, będzie z powrotem musiała zmierzyć się z prześladującym ją koszmarem.

Stella stała przy zlewozmywaku, i namiętnie szorowała brudne naczynia, nie zwróciwszy nawet uwagi na stojącego obok Benny'ego. Chłopak przyglądał się jej ze skruchą, niestarannie polerując ulubione szklanki Trudy. Na szkle pozostawały ciemne smugi, lecz Walker zupełnie nie zwracał na nie uwagi. Jego jedynym zmartwieniem było to, jak udobruchać Stellę (dziewczynę, na której kupno świata nie zrobiłoby nawet najmniejszego wrażenia). Głowił się nad tym dniami i nocami, nie zyskując żadnego dobrego pomysłu.
-Jesteś dla mnie ważna. - powiedział nagle, odkładając szklankę.
-Ważniejsza niż Twoja gitara? Cóż za zaszczyt. - zakpiła, nie przerywając szorowania talerzy. - Daj se spokój.
-Ale...
-Nie.
-A pieprz się idiotko!
-Wzajemnie.
-Nie masz serca.
-Nie masz mózgu.
-Przepraszam! - z salonu dobiegł cichy, pogodny głos. - Nie chciałabym przerywać tej niezwykle interesującej dyskusji, ale potrzebuję pomocy. Gdzie znajdę Jerome'a Clarke'a?
-W dolinie paproci. - prychnęła Stella, wcisnąwszy Benny'emu wypucowany spodek. - Czego?
Na progu stała śliczna, niewysoka dziewczyna o cienkich blond włosach, zebranych w niesforny koński ogon. Miała na sobie czerwona sukienkę w białe róże, serducha i jakieś tęczowe bazgroły. Uwagę Stelli, przykuły jej oczy. Tlił się w nich znajomy, szelmowski błysk, zupełnie jak u...
-Jerome!
-Nie obrażaj mnie. - burknęła blondynka, posyłając Stelli pełne wyrzutu spojrzenie. - Nie jestem ani trochę podobna do tego zadufanego farfocla.
Wright uniosła brwi, usiłując przypomnieć sobie coś, o młodszych koleżankach Jerome'a. Uśmiechnęła się ponuro, uważnie przyglądając się dziewczynie.
-Czego szukasz?
-Mówiłam już, Jerome'a. A właściwie to Stelli, obiecał mi ją przedstawić, ale teraz dureń nie chce.
-Znasz go?
-Niestety. - mruknęła niewzruszona. - To mój śmierdzący, starszy brat.
Brunetka odwróciła wzrok, roześmiawszy się w duchu. Już wiedziała, kim jest ta mała, blond włosa maruda.
-Poppy?
-No Poppy, Poppy. - przytaknęła dziewczyna, patrząc na nią wzrokiem zbitego szczeniaka. - Proszę, zaprowadź mnie do brata! Tak bardzo chcę poznać Stellę.
Wright uśmiechnęła się pod nosem. Dobrze znała takie bajery. W końcu, też kiedyś była dzieckiem.
-Przestań, na mnie to nie działa. A jeśli tak bardzo chcesz poznać Stellę, to proszę. Dzień dobry. - odparła spokojnie, po czym dodała z przekąsem. - Siostrzyczko.
Poppy ostrożnie spojrzała jej w ciemnoniebieskie oczy, po czym odsunęła się dwa kroki do tyłu. Kiedy już dokładnie przyjrzała się starszej siostrze, krzyknęła na cały dom:
-ALE CZAD!

Koniec Anubisa.
Koniec łez.
Koniec radości.
Koniec przekleństw na temat Jeroy.
Koniec przekleństw na temat Mabiana.
Koniec waldzia.
Koniec.
Dziękuję wszystkim, którzy nadal wierzą w stare HoA i czytają moje marne wypociny.
Dzięki serialowi, poznałam wielu niesamowitych ludzi na czele z MClarke, Joylitte, Beansy Boo, Savanną, Natalie i Stevie. 
Kooocham was <3
Dziękuje za to, że jesteście <3
PS: Następny rozdział we wtorek C:

22 komentarze:

  1. ale fajne, i tak koniec. ;(
    Jara Forever!

    OdpowiedzUsuń
  2. POPPY YEA! < 33
    Jeromciu, nie można tak po prostu nie przytulać Mary, ona jest taka fajniutka i mała i sweet. WIĘC TULAJ JĄ.

    Co do części, to chyba nie muszę się wypowiadać. Jest przepiękna, prześwietna i w ogóle superduper ♥
    Hmm. Trzeci sezon w HoA Story? Uważaj, bo Jerome zawału dostanie jak zobaczy kiss Jeroya. Biedaczek :<
    Chociaż w sumie, to był dobry pomysł, bo zobaczy, jakie to wszystko do dupy i jeszcze bardziej pokocha Marusię ^ ^
    Niech się Jeroye i Mabiany walą, tutaj rządzi Jara. Na Tumblrze też jakoś jej więcej, myślisz, że już się JeromexJoy znudziło? Jak tak, to mam zaciesz :DD

    Kurde, sama nie wiem, jak bym bez Twoich opowiadań wytrzymała. Tylko szkoda, że jest tak, że ty pewnie siedzisz teraz na drugim końcu Polandu i nigdy się nie zobaczymy :c

    A tak swoją drogą, wczoraj byłam w sklepie i widziałam taką babkę z torbą z napisem 'HERSHEY'. Kurde, prawie padłam xd

    Dziękuję, że jesteś. KC ♥

    Twoja fanka, Twoja Sapphirer,
    MClarke ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nic nie wiadomo ^ ^
      Padłabym na zawał, gdyby okazało się, że znam kogoś z bloggera w realu. very shock O_O
      Ja też mieszkam na wiejskim zadupiu, do większego miasta jest 20 km.
      O dziwo, ty również masz taką odległość, więc...
      Jesteśmy bloggerowe fejmy, mamy prawo głosu: jedziemy do Liverpoolu jako największe zwolenniczki Jary. Biba na sto pro!
      Możem się kiedyś spotkamy, kto wie c; Na wspólnej odsiadce za zabicie ekipy scenarzystów, na pewno siem poznamy C:
      KC ♥

      Usuń
  3. oooooooooooooooooo Poppy!<3 Tak się za nią stęskniłam.
    Genialnie świetne słodkie urocze cudowne opowiadanie!!!! <3
    Koniec Hoa to dla mnie i pewnie dla niektórych z nas bardzo dobra wiadomośc w końcu nie będziemy słyszeć o następnych durnych wymysłach Waldzia i jego "pomysłowej" ekipy.
    OJEJKUU<3 Zostałam wspomniana na Hoa Story jako niesamowity ludź! Wielki zaszczyt ;3
    Ja tobie także dziękuje,że jesteś podtrzymujesz nas na duchu, za Hershey i za to wszystko co dla nas robisz. <3 Chyba powinnyśmy założyć twój fanpejdż na fejsie, zostałabyś fejmem pojechaliśmy zgraną ekipką do Londynu zabili Waldzia,urządzili imprezę w Domu Anubisa zeswatali Eugene i Tasie a ty napisałabyś scenariusz do sezonu 4. Wtedy mogłabyyym umierać !
    Życzę udanych wakacji potoku weny i żebyś szybko coś napisała,bo już się doczekać nie mogę!

    OdpowiedzUsuń
  4. Łooj.. Geniusz. *-*
    Poppy mistrz. ^^ Tak bardzo się za nia steskniłam. <3
    Genialna retrospekcja. Taki cichy policzek w strone waldzia. Lajk a nindża. ^^ Pat i jej piękne włosy. [*]
    Byle do wtorku. :D
    Hershey 4 ever.

    OdpowiedzUsuń
  5. Geeniaalne *.*
    Do wtorku? Chyba wytrzymam ^^

    OdpowiedzUsuń
  6. O matko, o matko, o matko *.*
    Nie wiesz jak kocham twoje 'marne wypociny'
    O matko, napisałaś o mnie iashdfaksjddfgnvdakfjbgdfghfhfgj krzyczę i piszczę.

    Kiedy będzie kiss mojego Frace? Ja chce, hehe.
    Jerome tul Marę, to waldek kazał powiedzieć jej to paskudne zdanie, nie zrażaj sie! Nie zostaw mojej kochanej Jary na wymarcie, jejuuuu!
    Poppy <333 Wszyscy z rodziny Claków są tak zdrowo zajebiści <3333
    Ja nadal płaczę przy odcinkach HoA. Co z tego że już je wiedziałam? Budzą takie same emocje. Moja Fabina! Moja Jara!
    Ja i tak mam siekierę na waldka. Nie oddam jej, chyba że Brad poprosi.
    I tak nie ma cie szans na to, że przestanę przeklinać na temat Mabian i Jeroy. To wbrew mej naturze, skarbie.

    Jerome i jego cudna grzywka >>>>>>>>>>>

    Grace, Jezu, na to ty czekasz? Leć do niego i padnij na kolana, błagam!

    Kochająca i Sibuners & Sapphirer Forever
    Joylitte
    XXX

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ah i zapomniałam mojemu aniołkowi napisać, że cię nominuje do Versatile Blogger Award ♥ Zasługujesz, jak nikt inny. Mój płomyczek lśniący w ciemnej logice waldzia.

      Usuń
  7. Nowy odcinek! Zapraszam *.*
    http://fabinastoriesby-patrycja.blogspot.com/2013/07/odcinek-13-nie-chce-cie-znac-by.html

    OdpowiedzUsuń
  8. Zostałaś nominowana do Liebster Blog Award. Więcej na moim blogu. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Cuuuuuudo ♥
    Zawsze zanim napiszę u ciebie komentarz, zastanawiam się co tak właściwie mam napisać. I tak wszystko co tu napiszę wiesz. Ale i tak zawsze będę mówiła KOCHAM twoje opowiadania. Są mega!!! <3
    Najbardziej mi się w tym rozdziale podobało, jak Jerome i Patt widzieli siebie z 3 sezonu. To było świetne. Teraz Trixi'e na pewno nie zakręci włosów. Jeruś mógłby jeszcze zobaczyć kiss z Joy, chociaż może lepiej nie? Po tym na pewno by nie sypiał w nocy, a później by miał koszmary ;)
    Ja chcieć Frace!!! :3 Kiedy będzie ich całus? Ja już od początku jestem za tą parą. Oni są stworzeni dla siebie ♥
    No, cóż tu jeszcze mówić. A strasznie dziękuję, że jestem jedną z niesamowitych ludzi, których poznałaś. Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy. Big smile na całej gębie xD Po prostu skaczę z radości ;P
    Czekam z niecierpliwością na następny
    Twoja fanka Stevie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój blog został przeze mnie nominowany do Libster Blog Awards i do Versatile Blogger Award

      Usuń
  10. Cudo <33
    Twój blog został przeze mnie nominowany do Libster Blog Awards i do Versatile Blogger Award

    OdpowiedzUsuń
  11. Twój blog został przeze mnie nominowany do Libster Blog Awards i do Versatile Blogger Award

    OdpowiedzUsuń
  12. Zostałaś nominowana do Libster Blog Awards więcej na blogu!

    OdpowiedzUsuń
  13. "Hershey rządzi!" hłe hłe :D
    Oh,god why?Czemu chcesz w to swoje cudo wplątać Jeroy? :O Mam nadzieję,że jednak tego nie zrobisz,bo dostanę zawału!
    Aww,to ja powinnam podziękować Tobie. Dzięki Twoim opowiadaniom zdecydowałam się pisać swoje i nie żałuję tego. Thank you very much,muchas gracias i kirimvose <3
    Zastanawia mnie wypowiedź Giny odnośnie Frobishera. So mysterious ^^
    Kocham wszystkich Clarke'ów <3

    OdpowiedzUsuń
  14. SAPPHIRE SAPPHIRE SAPPHIRE! JEZU KOCHANY TY MASZ DZISIAJ URODZINY!
    Chciałabym Ci z tego powodu życzyć szczęścia, miłości, JARY, kaski (zawsze się może przydać ^ ^), radości, spokoju, wesołych wakacji, udanych wyjazdów, życia bez Jeroya, weny, Hershey i czego tam sobie jeszcze życzysz < 333
    Dzisiaj jest twój dzień, kup sobie ode mnie Picolo i kota, bo gdzieś tam pisałaś, że chcesz :D

    Jeszcze raz, wszystkiego najlepszego, kochana < 333
    Twoja MClarke

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ouuu,dołączam się z całego serca do życzeń ^^
      NIECH ŻYJE SAPPHIRE NAM!

      Usuń
  15. Wszystkiego najlepszego, marzeń spełnienia i ogólnie... Hłiiiii!

    OdpowiedzUsuń
  16. Ostatni odcinek mej historii. Zapraszam:)
    http://fabinastoriesby-patrycja.blogspot.com/2013/07/odcinek-15-kocham-cie-tak-mocno-ze-az.html

    OdpowiedzUsuń