poniedziałek, 8 lipca 2013

Opowiadanie cz. 55, Libre soy.

Z perspektywy Grace

Muszę szczerze przyznać, iż tęsknie za beztroską cząstką mnie, która zginęła wraz z moim młodszym bratem.  Specjalnie nie tęsknie za mokrymi wieczorami, kiedy narzuciłam na siebie winę za całe to niefortunne zdarzenie. Musiałam się nieźle wysilić, bo blizna na duszy pozostała do dzisiaj, a Toby raczej nie jest zadowolony ze swojej głupiej, naiwnej siostry. Wcale mnie to nie dziwiło, gdyż patrząc na moja marne zaloty do Fabiana, można było tylko kręcić nosem. Z Charlesem poszło trochę łatwiej, ponieważ sam zaczął temat i  sprawiał wrażenie bardzo wyluzowanego, więc... Nie czułam nawet najmniejszego skrępowania. Obecnie, patrząc w lustro, widzę jedną, wielką porażkę, występującą także pod nazwą: Grace Foster. Po wczorajszym odczytaniu fragmentu dziennika mojego ojca, sprawdziłam znaczenie swojego imienia. Obleciałam całą bibliotekę, lecz nie nie znalazłam nic co mogłoby mi się przydać. Uznałam, iż w takim razie, jestem skazana na internet, w którym niestety nie jest mi dane 'przypadkiem' zetknąć się z Fabianem (moje ciągłe wyprawy do twierdzy Jaspera, miały podłoże psychologiczne). Ostatecznie dowiedziałam się, że z imieniem wiążą się wdzięk i powab (dwie cechy, których przenigdy nie posiądę), wieczna radość, a moją osobistą planetą jest Saturn. Poczułam się strasznie rozczarowana tym, iż moja planeta, nie spełnia swego obowiązku. Jak widać, Saturn też nie zamierza mi pomagać.Najbardziej dobijającą informacją, była skłonność do samokrytyki. Widocznie wszystkie Grace tak mają, nie tylko ja. Stanowiło to lekkie pocieszenie, lecz nie zmyło nasilającego się poczucia beznadziei. Kiedy rozmawiałam wczoraj z Braco, uświadomiłam sobie, że powinna być choć trochę bardziej wdzięczna losowi. Lubiłam Dom Anubisa, tych mega pozytywnych ludzi, tajemniczą aurę... I nawet przez myśl mi nie przyszło, że to wszystko może się nagle zburzyć. Nie wiedziałam, że niedługo będę miała okazję zrozumieć, jak bardzo się myliłam...

Z perspektywy Melanie

Wiele osób nie rozumie, jak można znienawidzić własną siostrę. Patrząc na mnie, wszelkie wątpliwości uchodzą. Można. Od kiedy pamiętam, K.T była bardzo za wzięta i dzielnie walczyła o swoje, jednak w życiu nie pomyślałabym, że spadnie na tak niski poziom. Nasza bliźniacza więź, przeminęła z wiatrem, zupełnie jak zapewnienie o wiecznej wierności. Tak, K.T często nie dotrzymywała obietnic. Nie przeszkadzało mi to zbytnio, bo wiedziałam, że i tak przeprosi. Teraz wszystko się zmieniło. K.T siedziała naprzeciwko W. z zachwytem wpatrując się w zimne oczy, właściciela szkarłatnego kaptura. Burknęłam pod nosem, mając cichą nadzieję, iż nikt tego nie słyszał. Obok mnie siedział Jeremy z Braco, który po bliższym poznaniu, okazał się być całkiem fajnym chłopakiem. Szkoda tylko, że wpakował się w takie bagno...
-Prawie mnie nakryli. - warknęło W., płosząc tym całe zgromadzenie. - Braco, musisz ich pilnować. Grace Ci nie ucieknie.
Coleman zarumieniwszy się lekko, spuścił głowę. Spojrzałam na W. ze złością. To było okrutne. Braco to naprawdę miły chłopak, tyle, że z trudną przeszłością. Wychowywał się w patologicznym środowisku, żył w cieniu złośliwego, starszego brata. Dobre relacje z rodzeństwem są bardzo ważne. Szkoda tylko, że K.T o tym zapomniała.
-A ceremonia będzie...? - spytał, milczący dotąd Jeremy.
-Pod koniec roku szkolnego. Macie dużo czasu. - stwierdziło W. zwięźle, po czym dodało z przekąsem. - Nie możecie go zmarnować. Inaczej czeka was taki sam los. Przysięgam.
Zważając na jego ton głosu, można było stwierdzić, iż wcale nie żartuję. Jeremy posłusznie skinął głową, a nadal zawstydzony Braco, burknął coś w stylu "jasne". W. podeszło do mnie, chwytając mój zimny podbródek. Zamarłam.
-Melanie. - niepokój niebezpiecznie rósł. - Nie wolno Ci zbliżać się do kogokolwiek z Domu Anubisa. Dobrze wiesz, że widzę wszystko. Absolutnie wszystko.
K.T posłała mi zawistne spojrzenie. A przecież nic złego nie zrobiłam! Wcale nie chciałam tutaj przychodzić. Chciała, to ma. Nagle, W. odsunęło się gwałtownie, łapiąc Braco za szarą bluzę. Chyba przypomniało mu się coś ważnego, bo na twarzy chłopaka, ponownie zagościły dwa, czerwone rumieńce.
-Nie wolno Ci, spoufalać się z Grace, czy to jasne? Wiem, że długo się znacie, ale to nie ma teraz większego znaczenie. Mam nadzieję, że dobrze zdajesz sobie sprawę, jaka kara czeka Cię za opuszczenie drużyny. - kiedy Coleman w popłochu pokiwał głową, W. przytaknęło - Dobrze. Teraz wracaj na swoje miejsce. Grace ma wielką moc, która jest mi bardzo potrzebna. Przejmę ją w swoim czasie.
-Przepraszam! - podniosłam rękę, nieco obawiając się reakcji siostry. - Co wtedy stanie się z Grace?
-Jak to co? - W. wywróciło oczami, tak jakby było to zupełnie oczywiste. - Zginie, cóż by innego?
W tym momencie straciłam cały szacunek do K.T i całej tej patologicznej zgrai. Wiedziałam już tylko jedno:
Muszę chronić Grace i pozostałych mieszkańców Anubisa.

Jerome podniósł ociężałe powieki, odwracając się w stronę zegarka. 5:23. Ładnie. Do tej pory, budził się sporo po czasie, a tu proszę. Nie ulegało wątpliwości, że jego powolny mózg, nadal przetwarza wszystkie smętne wydarzenia z wczoraj. Najpierw ta scenka z Marą (Jerome nigdy nie widział jej wybuchów złości), potem nieoczekiwany przyjazd Poppy (szczerze mówiąc, już planował, jak by się tu jej pozbyć) i dość męczący wieczór w towarzystwie zrzędliwych siostrzyczek. Clarke westchnął ciężką i ponownie ułożył się na  swojej ulubionej, 'brytyjskiej' poduszce. Przyszłość go przerażała. Rzecz jasna, nic nie trwa wiecznie, ale pewne rzeczy nie powinny kończyć się po tak krótkim czasie. Kiedy blondyn błądził wzrokiem po ścianach, natrafił na tablicę ze zdjęciami. Uśmiechnął się pod nosem, siadając na brzegu łóżka. Fotografie gromadził już od najmłodszych lat. Na jednej była rozwścieczona Poppy, na drugiej Mara ciskająca w niego zeszytem, a trzecia przedstawiała zdjęcie grupowe. Oczywiście, było ich więcej, jednak te trzy lubił najbardziej. Zakrywszy usta dłonią, tłumiąc ziewnięcie, spojrzał na śpiącego Alfie'go. Lewis nie wyglądaj bynajmniej tak słodko i uroczo jak Jerome (nie ma to jak wysoka samoocena). Poduszka leżała na brzuchu chłopaka, kołdra ocieplała podłogę, a prześcieradło wylądowało na parapecie. I takie są wszystkie noce, fana dziwnych przybyszy z kosmosu.

-Uciszcie się, bardzo was proszę!
Pani Andrews kochała młodzież, jednak bywały dni, kiedy gromadka rozwrzeszczanych licealistów mocno dawała się jej we znaki. Na przykład teraz: Alfie żarł gumki do mazania, Mick siedział na parapecie, wrzeszcząc "Kangury to bogowie!", a Stella najwyraźniej zamierzała cisnąć w Benny'ego krzesłem. Nauczycielka westchnęła ciężko i usiadła przy biurku. Poprawiła okulary, czekając na jakiś Cud Boży, który uspokoi chmarę krzyczących dzieciaków. Kiedy zamieszanie ucichło, Daphne odchrząknęła i wyjęła z szafki czerwony brulion.
-Moi Drodzy! - zaczęła. - Jak dobrze wiecie, naszą szkołę obejmuję specjalny program nauczania. Dzięki niemu, mamy okazję zwiedzić starożytne muzeum "Aerario" położone w hrabstwie Sandwell. W związku z tym, że koszty takiej wycieczki są dość poważne, możemy pozwolić sobie zabrać tylko jedną grupę uczniów. Zrobiliśmy więc losowanie i zwycięzcą został - tu zrobiła teatralną przerwę. - Dom Anubisa! Gratuluję!
-Huuura! To niesamowite! Już nie mogę się doczekać! - krzyknął rozradowany Fabian. - Najlepszy dzień w moim życiu!
Ku zdumieniu pani Andrews, reszta klasy nie przejawiała nawet cienia entuzjazmu. Amber nadal z zachwytem wpatrywała się w malutkie lusterko, Mick zastanawiał się nad skoczeniem z okna, a Grace chyba zasnęła (skutki siedzenia z Fabianem).
-Foster! - Daphne stuknęła obcasem, krzyżując ramiona. - Pobudka!
-Co gdzie, kiedy? - Grace natychmiast poderwała się z krzesła. - Nic nie zrobiłam! To nie ja przykleiłam tą debilną gumę, mówiłam już!
-Urządziłaś sobie drzemkę na lekcji. Znów. - Andrews wywróciła oczami.
-Ja? Skąąąąd! Słyszałam wszyściuteńko!
-Tak? - nauczycielka postukała palcami o powierzchnie biurka. - W takim razie, na pewno jesteś zachwycona perspektywą naszej wycieczki.
-Oh, no jaaasne! Aa... gdzie dokładnie jedziemy? - blondynka znacząco ściszyła głos. - Nie to, że nie słuchałam, ale... gdzie?
-Muzeum starożytne "Aerario". Cieszę się, że mam tak pilną...
-COOO? - oczy Foster przybrały kształt spodków kosmicznych. - NIEEE! Nie będę chodzić po jakimś zapleśniałym muzeum! Przewodnikiem będzie pewnie jakiś stary menel, który nie ma życia towarzyskiego, a jego jedynym przyjacielem jest jakiś zakurzony eksponat! I nie można pluć na posadzkę, bo sprzątaczka da ci po łapach! - przerwała na chwile, patrząc na przerażona minę Fabiana. - Jak sama pani widzi: tylko Fabian chce jechać do tego czegoś. A teraz przepraszam, ale wracam spać, bo tu nic ciekawego się nie dzieję. - to powiedziawszy, wróciła na miejsce i walnęła głowę na ławkę. - Dobranoc!

-Co ja tu robię. - mruknęła Foster, przyglądając się niewielkiemu busikowi, zaparkowanemu przed szkołą.
Fabian miał na sobie sweterek wycieczkowy (sam tak go nazwał), plecak obładowany najróżniejszymi przewodnikami i wielgachną mapę hrabstwa. Stojąca obok niego Amber, porównywała kolory dziesięciu błyszczyków, które stanowiły jej bagaż podręczny.
-Myślę, że "Perłowy róż" jest całkiem niezły, ale bardziej podoba mi się "Kolorowa Czerwień". Chociaż... Z ogólnego punktu widzenia, "Karminowe niebo" może naprawdę zachwycić.
-Kogo? Przewodnika z niską emeryturą? - mruknęła Grace, odgryzając kawałek pączka. - Nasz kierowca wygląda jak pedofil.
-Serio? Oh nie! Bardzo nie lubię ludzi, którzy są tymi pedziami.
Dziwna wypowiedź, należała niewątpliwie do Giny. Winchester w podskokach zbliżała się do niewielkiej grupki uczniów. Jej tęczowa walizka, była wypchana różnorodnymi bibelotami, choćby plastikową figurką Batmana, żółtym, połamanym latawcem czy flagą z napisem "Ave Papa Smerf!" (prezent dla Mickusia).
-Gina? Co ty tutaj robisz? - Eddie na chwilę oderwał wzrok od konsoli. - Z tego co wiem, to nie mieszkasz w Domu Anubisa.
-Nie, ale Braco i Avan nie jadą! Zostały miejsca, to jestem!
-Chwila? To można zrezygnować? - Grace nadstawiła uszów. - Pani Andrews! Ja nie chce jechać!
Mick zignorował nadchodzącą aferę, gdyż był zajęty czymś bardzo ważnym. W wielkim skupieniu, rysował na swojej maciupciej walizce, podobiznę wesołego kangura. Obok bagażu, stał również Bogusław.
-Campbell! - nauczycielka na chwile oderwała się od beczącej Grace i podeszła do chłopaka. - Po kiego przytachałeś tu ten odkurzacz? Natychmiast go odnieś!
Blondyn spojrzał na nią zimno i zacisnął ręce w pięści. Odsunąwszy się o parę kroków, chwycił sprzęt za rurę, po czym oznajmił zdecydowanie:
-NIGDY!
Kiedy Mickuś bawił się w berka z zziajaną Andrews, Gina demonstrowała Marze taniec deszczu. Jaffray uśmiechnęła się cierpko, dyskretnie obserwując Jerome'a i Patricię, wyraźnie pochłoniętych w rozmowie.
-Za bardzo się przejmujesz. - oświadczyła Gina, kładąc jej dłoń na ramieniu. - Zazdrość niszczy! Bądź radosna!
-Matko. - jęknęła Jaffray, ujmując rączkę od walizki. - Gina, zachowaj te wszystkie mądrości życiowe dla siebie. Proszę?
-Jasna sprawa. - Winchester pokiwała głową ze zrozumieniem. - Ale pamiętaj: Jak to mówił mój wierny kolega Robcio Smythe, zazdrość nie rodzi się z braku zaufania , lecz ze strachu utraty bliskiej nam osoby.

Stella nie miała zbyt wielu powierników w Domu Anubisa, dlatego też bardzo ucieszyła ją niespodziewana wizyta Abby (brunetka mogła jechać z nimi na wycieczkę: ku rozpaczy pani Andrews, nie wyraziła entuzjazmu). Strasznie lubiła nieporadną Roye z masą kompleksów i burzą loków na głowie. Nie miała pojęcia, czemu wyemigrowano ją do domu Setha, jednak starała się o tym nie myśleć. Dobrze wiedziała, że Anubis nie jest zwykłym miejscem i w jego wnętrzu, czyhają różne demony. Ostatecznej pewności nabrała wczoraj, kiedy klucz przybrał biały kolor i biło od niego jakieś tajemnicze światło. Nie miała bladego pojęcia, do czego może on służyć, jednak ktoś z pozostałych mieszkańców domu, szuka go już od dawna. I nie jest to dobra osoba...




Versatlie Awards
Nominowany powinien:
1. Podziękować nominującemu blogowi.
2. Pokazać nagrodę na swoim blogu.
3. Ujawnić 7 faktów dotyczących siebie.
4 Nominować 10 blogów, które jego zdaniem na to zasługują.
5. Poinformować o tym fakcie autorów.
Dziękujem ^ ^

7 FAKTÓW O MNIEEEE!
1. Trzymam w domu dżyrafe, ale ciii!
2. Mam młodszego brata, który jest poryty ;c
3. Kocham jeść <3 !
4. Lubię makaron z Biedronki.
5. Mam taką dużą, słodziachną labladorkę, która ciągle śmierdzi i ma takie kochane kłapciate uszy <3
6. Kiedyś śniło mi się, że biorę ślub z Burkely'em Duffield. Bieeedny.
7. Czuję się dobita, kiedy czytam opowiadania innych. Nie umiem pisać z uczuciem i to mnie gnębi. Sapphire jest bardzo skomplikowanym ludziem.

Liebster Awards:
Zostałam nominowana przez dużo ludziów, więc dziękuję wszystkim ^ ^


1. Ulubiona książka?
Omnomnom chyba "Dwa serca do płaczu", ewentualnie "Prawie Dobra Wróżka" ^ ^
2. Jakie jest Twoje największe marzenie?
Omm dużo ich... Chyba to o udanej przyszłości, ale nwm ^ ^
3. Ulubiona postać z HoA?
Jeromee <3
4. Ulubiony sport?
Pływolenie ;c
5. Ulubione partingi? ( nie tylko z HoA )
Jara, Naxi, Bennica ^ ^
6. Ulubione zespoły?
The Fray, Hedley <3
7. Od kiedy interesujesz sie HoA ?
2 latka już ^ ^
8. Ulubiony cytat?
"Jeśli ktoś kocha nas aż tak bardzo, to nawet jak odejdzie na zawsze, jego miłość będzie nas zawsze chronić."
9. Gdzie chciałbyś/chciałabyś mieszkać?
W jakimś cywilizowanym mieście (obecnie mieszkam na jakimś wiejskim zadupui)
10. Kto jest dla Ciebie autorytetem?
FINEASZ I FERB!
Wiele osób jest dla mnie w jakimś sensie wzorem, ale takiej jednej jedynek raczej nie potrafiłabym wybrać.

Pytania i nominacje podam w następnej notce, teraz muszę już lecieć ^ ^Dodam tylko, iż następny rozdział dodam jutro, bo w środę wyjeżdżam do mojej kochanej, szajbusowej kuzynki do Krakowa, także jeśli ktoś tam mieszka to chętnie przejadem się z nim dorożką ^ ^ Patataj!
Dzisiejszy rozdział dosyć kiepski, bo nie miałam weny, ale następny powinien się wam spodobać ^ ^
BYDZIE WYCIECZKA!
Nie mogę znaleźć serialu, który zastąpiłby mi Anubisa. So sad...
Obecnie, siedzę z Nikuną (moją młodszą psychiczną kuzynką) oglądając patologiczne losy nijakiej "Violetty". Serial jest niesamowicie głupi i niesamowicie wciągający xd
Także, jeśli kogoś fascynują losy dziewczyny, w której kocha się cały męski świat, to polecam C:
Goodbye Sapphirer <3!
PS: Z CAŁEGO SERCA DZIĘKUJĘ ZA ŻYCZONKA <3