piątek, 30 sierpnia 2013

Opowiadanie cz. 58, What the hell.

Grace naprawdę chciała być z Fabianem, jednak jakiś dziwny głos, nie wyrażał na to zgody. Z bólem serca, oświadczyła, że nic do niego nie czuje i zostawiła go samego. Tak naprawdę, chodziło o Ninę. Dobrze wiedziała, iż była ona pierwszą, wielką miłością chłopaka... Nie chciała wpychać się na jej miejsce. Podczas gdy inne dziewczyny, komentowały wygląd pokoju, ona siedziała skulona w kącie i zastanawiała się, co ma teraz zrobić. Ogarnęło ją wielkie poczucie bezsilności.
-Powiedziałaś mu?
Foster uniosła wzrok. Obok niej stała Abby, wyraźnie zmartwiona samopoczuciem koleżanki. Usiłowała się uśmiechnąć, jednak bez skutku. Jej oczy napełniły się łzami.
-Jestem głupia, wiem. Ale nie mogę z nim być... Zrozum.
-Nie rozumiem. - Roye była nieugięta. - Jeśli się kogoś kocha, to nie wolno tego zmarnować. Dwa razy takiego Fabiana nie spotkasz. Możesz dać sobie z nim spokój, ale będziesz żałować.
-Już żałuję...

-No kochane! - Amber usadowiła się na beżowym materacu. - W związku z tym, że na pewno nie zasnę w tej obleśnej, cuchnącej norze. - tu wydała znaczący jęk obrzydzenia. - Urządzimy sobie nocną imprezkę!
Poza śliczną blondynką, żadna z dziewczyn nie wyrażała nawet cienia entuzjazmu. Grace nadal siedziała w kącie i narzekała na swój marny los, Abby ponownie nabawiła się depresji a Patricia powiedziała słowo, którego nie należy powtarzać. Millington prychnęła i odwróciła się plecami.
-Zero wdzięczności. W takim razie idę spać. - oznajmiła, po czym spojrzała na odrapany sufit. - Ohyda.
Wtem, zza ściany dobiegły podejrzane odgłosy tupania i hukania. Chwilę później, całe pomieszczenie wypełnił dźwięk hitów discopolo.
-Ooo to ta nieprzyzwoita piosenka! - Grace wyczołgała się z kąta. - Mój dziadek ją śpiewa kiedy on i babcia... a w sumie nieważne.
-Wyłączcie to! Muszę spać! Ogłuchnę! I nie będę już pięk... - wrzasnęła Amber, po czym uśmiechnęła się promiennie. - Nie, ja zawsze będę doskonała. Ale i tak nie chcę tego słuchać!
Patricia podniosła się z materaca i z ciężkim westchnieniem, skierowała się w stronę ściany. Sekundę później, rozległo się potężne łupanie. Williamson niewątpliwie miała krzepę w pięści.
-Edison! - wrzasnęła donośnie - Wyłącz to do cholery!
-Patt? Ledwo Cię słyszę! - zza ściany wypłynął niewyraźny głos blondyna. - Sorry, ale właśnie urządziliśmy bibę! Max jest DJ, Alfie tańczy... Boże, Lewis jak seksownie!
-Co?! - przerażona Amber poderwała się z podłogi. - Co ten niedorajda wyczynia!
-Nie chcesz wiedzieć. - śmiech Eddiego przeobraził się w dziki napad euforii. - Jerry, szalejesz! Dajesz jeszcze! Tak! Dowal mu tą gitarą! Sorry Gaduło - ponownie zwrócił się do Patt. - Ale zaczyna robić się ten... hehe. Alfie nie, nie gwałć mnie!
Millington osunęła się na posadzkę i wyglądała tak, jakby miała za chwilę zemdleć. Obok niej, siedziała przerażona Williamson z szeroko rozdziawionymi ustami.
-Jak myślisz? - obróciła się w stronę blondynki. - Co oni tam robią?
-Nie wiem Patt, nie wiem, ale... - Amber chwilowo odzyskała przytomność. - To na pewno jest złe...

Po trzygodzinnym wsłuchiwaniu się w przeboje disco, dziewczyny miały już serdecznie dosyć.
-I Andrews tego nie słyszy? - jęknęła Mara, przewracając się na drugi bok. - Nie wytrzymam.
-Siedzi w drugim domku. A na lekcji ta baba ma taki przeczulony słuch. - wymamrotała Abby w poduszkę. - Wszystko przez kierowcę... Pewnie zauważył jakiegoś bezzębnego szkraba, obudziło się w nim pożądanie i se pojechał...
-A widzicie! - rozradowana Grace klasnęła w dłonie. - Mówiłam, że to pedofil!
-To straszne! Bo wiecie... - Gina znacząco ściszyła głos. - Ja też znam takiego jednego... Siedzi w szkole i wyciera podłogę. Straszny z niego pedofil.
-A nie czasem woźny? - wtrąciła się Patt, ładując do ust kolejną dawkę chipsów.
-A to to nie to samo?
-Nie?
-Oh... Widzicie ja... - Winchester spuściła głowę. - On tak patrzył na tego mopa, że... To było chyba to pożądanie i jakby pedofil taki... Co nie?
-Jak zwą. - Mara wzruszyła ramionami i wstała z materaca. - Nie zasnę. Nie ma opcji. Ktoś musi ich uciszyć.
Wszystkie spojrzenia padły na milczącą jak dotąd Stellę, która bezstresowo wyżerała ciasta z torebki Mary.
-Hmm?
-Zrób coś! - Amber błagalnie złożyła ręce. - Jak nie ty, to kto? Ja nie mogę, za ładna jestem przecież!
Wright pokręciła przecząco głową, jednak po pięciu minutach żałosnych pisków, próśb i zawodzeń, ostatecznie dała się namówić. Dziewczyna wyciągnęła torbę spod materaca i wyciągnęła z niej telefon.
-Ale muszę?
-Tak!
-No weź Amber, nie powiedzieli niczego co wzbudziłoby...
-Chłopaki! - dało się słyszeć śmiechy Benny'ego. - Mick chyba się rozbiera!
-Dzwonię! - Stella natychmiastowo dorwała się do komórki i wykręciła numer. - A więc wojna rozpoczęta!

W tym samym czasie, męska część domu Anubisa bawiła się w najlepsze. Jerome tarzał się po podłodze, Benny tańczył na komodzie podśpiewując "kalinka kalinka kalinka maja", Alfie z Maxem szukali oryginalnych (czyt. psychicznych) hitów na imprezy, Eddie rysował na ścianie karykaturę Patt, a Mick zastanawiał się czy przypadkiem nie wyskoczyć z okna. Tak dla rozrywki.
-Chłopaki! - Jerome wstał z podłogi, usiłując złapać równowagę. - Oświadczam, iż to najlepsza impreza na jakiej w życiu byłem! Brakuję tylko jednego...
-Gorących lasek? - wyrwało się Alfie'mu. - Są za ścianą!
-A kogo obchodzą tę tępe idiotki. - Miller lekceważąco machnął ręką. - Chodzi o TO.
-Aa o to. - domyślił się Lewis. - No rzeczywiście.
-Bez TEGO nie ma dobrej imprezy. - przytaknął Benny, zeskakując z szafy.
-Chodzi wam o gorący towar. - Max opuściwszy stanowisko DJ-a, uśmiechnął się tajemniczo. - Chodźcie bliżej...
-Nie gadaj! - zdumiał się Clarke. - Masz?
-Cii! - brunet przyłożył palec do ust i włożył rękę pod burozielony materac.
Po paru minutach, wydobył upragniony przedmiot i uśmiechnął się z triumfem. Pozostała część grona męskiego, zaczęli wydawać dzikie okrzyki radości.
-Panowie! - Lewis usadowił się na parapecie. - Napijmy się!
-A jeśli Andrews przyjdzie i to skonfiskuję? - zmartwił się Edison.
-Luz. - roześmiał się Max, wzruszywszy ramionami. - Zrobimy to cicho... Tak tajniacko...
Podczas gdy dziewczyny zaczęły martwić się o zdrowie swoich nierozsądnych chłopaków, oni zajmowali się główną atrakcją imprezy, a mianowicie szklaną butelką z wyrazistym napisem "PICOLO".

-Stella dalej dzwoń!
-Nie mogę! - jęknęła brunetka, wciąż potrząsając telefonem. - Temu staremu gratowi pada bateria. Do (pewnych słów nie należy powtarzać) z takim czymś!
To mówiąc (a właściwie krzycząc, wrzeszcząc) walnęła komórką o ziemię z zadowoleniem patrząc jak odtwarzacz łamię się na pół.
-A podobno Nokie są trwałe... - Mara wychyliła się zza pleców Grace.
-Widocznie nie wszystkie. - westchnęła blondynka i powróciła do prób łapania zasięgu. - Jest! Jedna kreska! Stellcia dzwonisz!
Brunetka skinęła głową i przejęła aparat. Amber, po raz pierwszy od paru godzin, zdobyła się na promienny uśmiech.
-Czas zakończyć katorgę dla moich brwi, włosów, nóg, rąk, uszów, policzków... Wspominałam już, że jestem piękna?

Podczas gdy dziewczyny wcielały swój diabelny plan w życie, Mick gładził pustą butelkę po Picolo. Czule spojrzał na odkurzacz i westchnął ciężko.
-Chciałbym być butelką... Może wtedy Joy mnie pokocha... Tak jak ty Bogusławie.
Wtem, w pokoju rozległ się dźwięk telefonu. Max spojrzał na wyświetlacz i wyłączył muzykę.
-Ej, co jest? - Eddie przerwał swój komplikowany układ taneczny. - Włącz to! Właśnie prezentowałem...
-Moment! - Price odłożył słuchawki. - To Stella. Chcę żebym dał na głośnik.
Grono męskie zeszło z parkietu (czyt. podejrzanie skrzypiącej podłogi) i zebrało się dookoła telefonu. Dobrze wiedzieli, że chwilowe milczenie to tylko cisza przed burzą. Napięcie wzrosło.
-Jesteśmy koleżanko! - oznajmił jak zwykle pozytywnie nastawiony Campbell. - Co takiego chciałaś nam oznajmić?
-ZAMKNIJCIE SIĘ DO CHOLERY! MAM GDZIEŚ CO ROBICIE, KOGO GWAŁCICIE I JAK SPĘDZACIE POZOSTAŁY CZAS, ALE TE DEBILNE IDIOTKI NIE DAJĄ MI ŻYĆ, GDYŻ IŻ PONIEWAŻ PRZESZKADZA IM WASZ OBLEŚNY STYL ŻYCIA I INNE RZECZY, KTÓRE TAK BARDZO LUBICIE ROBIĆ, A NIE POWINNIŚCIE!
-Nie załamałem się. - odparł Clarke, pusząc się z dumy.
-Zaraz będziesz. Mara zwinęła ci odżywkę.
-Na pew... Tą waniliową?
-Kabum! - z telefonu wydobył się szyderczy śmiech Marusi.
-Moje życie własnie straciło sens. - Clarke skulił się w kącie i podobnie jak Grace, zaczął kołysać się na boki. - Myśl o Hershey, myśl o Hershey...
-No. Także powtórzę. ZAMKNĄĆ MORDY I IŚĆ SPAĆ! - krzyknęła Stella, po czym dodała już całkowicie spokojnie. - Dobranoc.

Stella była silną dziewczyną, a przynajmniej takie zdanie na jej temat wyrażali współlokatorzy. Nikt nie wiedział, że wszystkie te opinie, są zwykłym kłamstwem. Wbrew pozorom, dotykały ją wszelkie fałszywe słowa i oszczerstwa. Momentami miała ochotę płakać, jednak nie chciała zburzyć swego obecnego wizerunku. Umiała się bronić, ale nie wewnętrznie. W środku była zupełnie innym człowiekiem. Chciała pozbyć się tej słabej dziewczyny, wrażliwej na los świata i cierpienie ludzi. Nie mogła. Miała świadomość, iż często obraża innych, lecz złośliwość pomagała zapełnić tą nurtującą, cichą pustkę. Stella poświęciła całe życie by zbudować barierę, która nie pozwoli emocjom wydostać się na zewnątrz. A Benny te barierę zburzył. Jednym pstryknięciem. Na myśl o nim, Wright zacisnęła powieki. Było jej wstyd. Wstyd, że odważyła się zaufać człowiekowi, któremu wcale na niej nie zależało. To bolało, z każdym dniem coraz mocniej. Spuściła głowę i po cichu, tak by nie obudzić pozostałych dziewczyn, wyszła z pokoju. Usiadła na schodach, wsłuchując się w tajemniczą ciszę, która od jakiegoś czasu była jej jedynym towarzyszem.
-Nie płacz. - usłyszała znajomy głos. - Szkoda łez.
Stella podniosła wzrok, ujrzawszy Maxa opierającego się o drewnianą poręczę. Westchnęła cicho i otarła mokre policzki.
-Ja nie płaczę, nigdy nie płaczę.
-Właśnie widzę...
-To spadaj.
Nie poszedł. Usiadł obok niej i delikatnie trącił jej dłoń. Mimowolnie, położyła głowę na jego ramieniu, co chwila pociągając nosem.
-Chodzi o Benny'ego?
-Też.
-Widzisz... To wszystko wyszło nie tak. - oparł chłopak poważnie. - Nie zrobiłby ci takiego świństwa.
-Nie wierzę. - pokręciła przeczącą głową. - Gdyby naprawdę nie chciał, nie miałoby to miejsca.
-A dałaś mu wszystko wyjaśnić?
-O czym tu gadać? Wszystko jest jasne...
-Właśnie nie. Przyglądam się Tobie od dłuższego czasu i wcale nie jesteś taka twarda jak to się może wydawać.
-Od kiedy jesteś psychologiem?
-Mam wiele ukrytych talentów. - wyszczerzył zęby w uśmiechu, po czym niespodziewanie posmutniał. - Szkoda tylko, że nikt nigdy nie zwracał na to uwagi.
-Nie przejmuj się... Ja też tak mam.
-Wiem. Najgorsze jest to, że ja sam nie potrafię... pokazać, że w czymś jestem dobry.
-Zależy mi na dupku.
Max roześmiał się cicho i spojrzał na mnie z troską.
-Nie... On jest naprawdę fajną osobą, tylko musisz dopuścić go do głosu. Od znalazł Ciebie, teraz ty musisz znaleźć jego. Właśnie to na tym polega. Widzisz, Abby nigdy nie wierzyła w siebie, a obecnie jest coraz lepiej. Mam nadzieję, że chociaż w połowie przyczyniłem się do takiego sukcesu.
Obdarzyłam go lekkim uśmiechem. Sama z siebie, nic wymuszonego. Jego obecność była dziwnie kojąca, jednak nie chciała z nim rozmawiać. Nie mogła mu zaufać, mimo tego, że Abby zawsze nabierała chęci do życia po ich wspólnych rozmowach. Max był w porządku, ale wolała trzymać się z daleka. Bronić się przed kolejnym, durnym przywiązaniem do człowieka.
-Nic Ci nie zrobię. - roześmiał się chłopak. - Powyżywaj się, będzie Ci lepiej.
-Znaczy?
-Ochrzań wszystkich dookoła, będzie Ci lepiej.
-Ok. - Stella wzruszyła ramionami, jednak pomysł przypadł jej do gustu. - A więc: Fabian to życiowy nieudacznik, wszędzie łazi z tym durnym kalkulatorem, Gina mówi rzeczy, których nikt nie rozumie, Alfie siedzi w internacie bo rodzice go nie lubią, Jerome chce skakać z wieżowca kiedy odżywka mu się skończy, Grace podczas napadów stresu zrobi z 50 pierogów, w dodatku nadal nie umie gadać z Fabianem, Benny poufnie rozmawia z gitarą, Mara przeżywa kryzys kiedy zejdzie poniżej piątki, Abby jest dzieckiem depresji a Mick... Czekaj, co to za dźwięk?
Dziewczyna spojrzała w kierunku okna i wstała ze schodów. Price usadowił się na drewnianym parapecie, po czym wskazał na pewnego męskiego osobnika, który właśnie odpalał czerwony traktor.
-Mick? - brunetka uniosła brwi. - Co on odwala?
-Nie wiem, ale... Czy to zacne autko nie należy przypadkiem do naszego przewodnika?
Campbell przekręcił klucze w stacyjce (nikt nie wiedział w jaki sposób je zdobył) i uśmiechnął się szeroko. Silnik zaczął warczeć. W radiu leciała akurat najnowsza piosenka Seleny Gomez.
-ŁEN JU E E E! Joy! Odnajdę cię! - wykrzyknął blondyn, po czym nacisnął pedał gazu.
Traktor ruszył. Minutę później, pojazd zniknął za drzewami zostawiając za sobą jedynie smugi czarnego dymu. Max pokręcił głową z niedowierzaniem, po czym zwrócił się do dziewczyny.
-Stella... Dzwoń po gliny.


BOŻE, JESTEM PSYCHICZNA XD

Serducho mnie boli...
Właśnie obejrzałam ten filmik i jakoś tak się zdołowałam...



Wniosek: waldzio jest bezduszną małpą, która rozwaliła mi serce.
Doszłam do wniosku, iż jeroy pokochano przede wszystkim za ten PORYWISTY NAMIĘTNY SEKSOWNY POCAŁUNEK OGIEŃ ISKRY O TAK
Śmieją się, że Jerus nigdy tak Marusi nie pocałował, ale:
*Komu powiedział to, że wydobywa z niego to co najlepsze?
*Za kim uganiał się przez całe 2 lata?
*Kto otworzył mu oczy na świat i ludzi?
*Kto pomógł mu odnaleźć ojca i wybaczyć mu winy z przeszłości?
*Z kim odbył dużo szczerych i prawdziwych rozmów?
*Kogo zawsze chronił, i kto zawsze chronił jego?
Powie mi ktoś, że Joy to przyjdę i zadźgam.
Niech sobie robią nowe pary. 
Tylko nie kosztem tych starych.
Bez Niny i Ambs (nawet tego idioty kangura) to już nie to samo, ale zawsze dałoby się coś zrobić. Poza tym mogły wrócić choć na scenkę końcową.
Aach, jacy ci fani jeroya wierni. 
Siedzę sb na tumblrze i na stronie Jary wciąż są dodawane nowe gify itp.
jeroy (nasza ever parka) jest pusty.
PRAWDZIWI FANI nigdy nie odpuszczają.
Naprawdę uważam, że rozsądniejszym wyjściem mógłby być Jabian. Fakt, dla mnie byłoby lepiej, ale z ogólnego punktu widzenia to bardziej logiczne.
Moja zacna kuzynka Jucinka, również nie może znieść jeroya. Cytuję:
"Oni są chorzy! Jerome i Joy, to jak model i kontener!"
Krótka historia o tym jak Dżoj została koszem na śmieci.
Jadę do Liverpoolu, powystrzelam wszystkich złych (przy okazji pozwiedzam miasto, kraj czy co to to tam jest).
Dzisiaj miałam okazję podziwiać dyskusję na Filmwebie o fatalnej grze aktorów. Cóż:
Niektórzy mieli rolę, w której raczej nie mogli się wykazać. Jak Nina na przykład, wcielała się w "typową główną bohaterkę". TdA jest bez niej bardzo dziwne, ale fajniej ogląda się postacie z bardziej rozwiniętą osobowością. Joy też nie miała jakiejś specjalnej roli.
Oberwało się też Fabianowi. Tu się nie zgodzę, gdyż iż ponieważ Bradzio świetnie wciela się w rolę. Tak jajcarsko ^ ^
Burkely również był świetny, ale Edzia pogrążono, niestety. Jak dla mnie Eudżenek gra najlepiej (w końcu to mega seksbomba aachh). Może dlatego, że ma największe doświadczenie aktorskie.
Bo tutaj chodzi o to, że nie można wcielać się w postać tylko podczas mówienia kwestii. To się wyraża w gestach, ruchach itp. Niektórym rzeczywiście zdarzały się potknięcia, ale przemilczę. Nie będę taka niedobra :c
Nio :c W sumie... ZARZĄDZAM OBRÓT SPRAWY! LUBIMY JOY!
Ach, ja kocham BOSKĄ Joy, normalnie ogień namiętność, szał, iskry. Ogromnie romantyczna z niej dziewczyna (ej rzal ja cie kocham a ty jesteś z niną niefajnie nie?), ma poczucie humoru (Alfie zamknij buzie po mucha ci wleci - HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAAHAHAHAHAHAHAH padłam jakież to było epickie Karol Strasburger yeah), myje włosy płynem do naczyń ewentualnie brokatem (w 2 sezonie się buyszczała), myśli, że jest fajniejsza niż Nina i każdy pada na jej widok (serio).
Lócie, dżeroj jezt pszeciesz códofne:
-Kiedy Joy gada z Jerome'm lecą iskry (BUUUUUUM! TSSS!)
-Wokół nich (zamiast głupich pospolitych motylków) latały pchły, podczas mycia psa. Bardzo romantyczne.
-W ciągu 30 sekund uznali, iż są dla siebie stworzeni (truuu loff)
-Wgl ostatnio widziałam opis odcinka 3 sezonu "Jerome pisze list do Joy, ta jednak go nie czyta". Patrzcie, nasza kochana dżoy najwidoczniej nie opanowała jeszcze umiejętności czytania! A Dżeruś to kłamca (fuck you, ale i tak jesteś piękny <3) i pewnie brednie jakieś napisał. Albo wsadził do koperty ulotkę z Tesco, nie wiem.
-Dżerome powiedział, że dżoj jest jego pierwszą wielką miłością. Też jestem tego pefna gdysz pszes dfa dni mósial wzbudzić w niei korące uczócie.
W ogóle żal mi wszystkich którzy nie lubią Joy. Ona jest szfiiiitaśna i wgl hihihihihihi.
Sapphire pokemonie. Taki poziom reprezentują niektórzy wani naszego ukochanego dżeroj, o którym tak bardzo lubimy rozmawiać. Ło, coś się rozpisałam.
Jeruś, zawiodłam się na tobie, uznajmy, że Cię nienawidzę (wcale nie zachwycam się twoimi zdjęciami). Ale jak coś, jestem wolna. Ale cię nienawidzę. Ale jestem wolna. KC DŻERUŚ KŁAMCO PIEPRZONY <3
Cóż. Jeruś jest zbyt cudowny by go znienawidzić.
Czemu ja zawsze pisze to samo (Jeroy jest zły, kc eudżenek)?
Trzeba wyswatać Stenny, tylko nie wiem jeszcze jak (Stella, ten wredny babsztyl mi nie pozwala).
PS: Nadal nie wiem z kim będzie Fabian. Chyba hajtnę go z Mickiem, będzie Mabian w wersji męskiej. Poza tym chemia była kiedy danceowali w 1 sezonie. Bądźmy tolerancyjni, takie miłości się zdarzają.
KC Mick <3 Czemu go już nie ma? Z kogo będę się teraz śmiać. Kreci ryjec jest tylko jeden...
Cóż. Idę śmiać się z Violetty (jedyny patologiczny serial, który czyny moje życie warto... w sumie nie) i jej podbojów miłosnych. Normalnie beka jak rzeka.
Sapphire błyszczy niczym dżoj.
Papaty <3

niedziela, 18 sierpnia 2013

Opowiadanie cz. 57, Impossible.

-Znajdujemy się przy pomniku, pierwszego badacza w naszym regionie. Był on niesłychanie mądrym i inteligentnym...
-Trzymajcie mnie, bo zaraz padnę. - jęknęła Patt, opierając głowę na ramieniu Millera. - Ile on może tak nawijać?
-Jak widać, długoo... - Abby usiłowała stłumić ziewnięcie. - Generalnie... To już wolę siedzieć u Andrews i słuchać tego... o czym to tam ona gada, nawet nie wiem, nie słucham jej.
 -Ile czasu minęło? - zapytał Eddie, spoglądając na zegarek. - Mamy siedzieć tu dwie godziny a słuchamy go od... dziesięciu minut.
-Zabijcie mnie. Tu i teraz. Nie chce żyć. - wymamrotała Grace ospale.
-A kto kupi mi wazon? - przeraził się Rutter. - O co wam chodzi? To takie ciekawe!
Wszyscy (łącznie z Marą, która dotychczas uwielbiała zwiedzanie starożytnych miejsc) spojrzeli na niego z pogardą i powrócili do czynności takich jak: sapanie, ziewanie, zakupy przez internet (Jerome uparł się na nowe butki dla Hershey), przeklinanie (Stella i Patricia), odkurzanie (Campbell uważał, że podłoga jest brudna) czy robienie sweet foci z reliktami (Amber). Krótko mówiąc: wszyscy byli niemiłosiernie znudzeni i nie mogli doczekać się powrotu do domu.
-Chyba pójdę spać. - oświadczył Mick znienacka i rozłożył się na błyszczącej, muzealnej posadzce.
-Gdybym była idiotą... Też bym tam leżała. - odparła Stella z westchnieniem i odpięła zamek czarnej torby. - Poszukam nożyczek. Załatwimy dziada!
-Bez przesady, nie jest tak źle. - Audrey uśmiechnęła się zachęcająco. - Bywało gorzej.
-Posłuchaj, kwiatuszku... Wiem, że bardzo lubisz się cieszyć, słodzić, kochać itp,. ale łaskawie ZAMKNIJ TĄ PRZESŁODZONĄ JADACZKĘ CHOCIAŻ RAZ W ŻYCIU, BO INACZEJ UGODZĘ CIĘ BARDZO OSTRYM NARZĘDZIEM!
-Nie wierzę, że takie coś nosisz. - Alfie wzruszył ramionami i wgryzł zęby w kanapkę.
-Oj, zdziwiłbyś się. - westchnął Benny, obrzuciwszy dziewczynę troskliwym spojrzeniem. - Stellcia, spokojnie... Policz do dziesięciu i...
-KAZAŁ CI KTOŚ MÓWIĆ?!
-KAZAŁ CI KTOŚ WRZESZCZEĆ?!
-TURLAJ BERET!
-POGADAJ DO RYNNY, BĘDZIE WIĘKSZE ECHO!
-Dzieci, spokojnie. - przewodnik próbował przywrócić stan błogiej ciszy. - Zamilczcie i rozkoszujcie się pięknem, tych niezwykłych anty...
-Gdzie masz pan to piękno? - uniosła się Grace. - To tylko jakiś zapleśniały karton!
-To zabytek!
-Karton!
-Zabytek!
-Karton!
Podczas kiedy Foster kłóciła się z przewodnikiem, Stella i Benny opracowywali strategie wojenne.
-Wyglądasz jak kwit na węgiel!
-Jesteś czuły jak młot!
-Twój mózg chyba wyjechał na wakacje!
-Okej... Abby! Czas sięgnąć po zaawansowane środki.
Roye przestała pocieszać załamaną Amber (pamięć w aparacie się skończyła, a każde zdjęcie było zbyt cenne, by je usunąć) i ze spokojem skierowała się w stronę Benny'ego. Spojrzała chłopakowi prosto w oczy, po czym wygłosiła swą ciętą ripostę:
-Abstrahując od altruistycznych zagadnień metafizycznego pietyzmu adekwatnie jestem gotów pokusić się stwierdzeniem, że percepcja mojej mentalności nie obliguje mnie do dalszej konwersacji z tobą, ponieważ nie stoisz nawet w brodziku moich potrzeb intelektualnych, co nie koliduje z moją wysublimowaną wiedzą na ów temat, biorąc pod uwagę wszelkie aspekty tej kwestii.
Cóż. Stella widocznie miała farta w życiu, bo Max wpisał drugi punkt przy jej imieniu, w koślawo narysowanej tabelce. A, i Benny zdębiał. Widocznie faceci nie są stworzeni, do szybkiego rozumowania.
-Udało się! - stwierdziła Abby z uśmiechem. - Piąteczka!
Chłopak obrzucił ją zimnym wzrokiem i oddalił się o parę kroków, mrucząc tylko:
-Precz szatanie...

Po dwóch godzinach ciężkiej, męczącej, usypiającej katorgi (czyt. przyjaznej wycieczki szkolnej), nadszedł czas na obejrzenie ostatniego antyku. Co prawda, czekała ich jeszcze wyczerpująca przemowa, jednak nie było to już takie ważne.
-Młodzieży! Znajdujemy się przy ostatnim eksponacie. Jest to kopia Piętna Setha, jednego z najważniejszych przedmiotów w historii Egiptu.
Grace przestała ziewać i odwróciła się w stronę gabloty. A więc to na tym zależało Deyrui! Rufus Zeno, musiał coś o tym wiedzieć.
-Ten niezwykły klucz, służył do otwierania Cubiculum Salútis, czyli Komnaty Wybawienia. Legenda głosi, iż egipskie bóstwa, znajdą swe wcielenia i pewnego dnia, wezmą udział w ceremonii. Na pewno słyszeliście o Robercie Frobisheru, prawda? Podczas jednej z jego licznych wypraw, towarzysze podróży, chcieli wykraść mu ten wyjątkowy klucz. Niestety, nie mieli pojęcia, że on wcale go nie posiada. Piętno było przekazywane z pokolenia na pokolenie, przez rodzinę Osiriona. Pewnie nie wiecie kto to taki, jednak oszczędzę sobie tłumaczeń. Klucz ten, chciała posiąść Deyrua, jedna z najgorszych istot chodzących po ziemi. Była mistrzynią kłamstwa, oszukiwała nawet same bóstwa! Co więcej... Podobno, nadal jest wśród nas. Nie dajcie się zwieść pozorom. To bestia. Czyha w ciemności, znając wasze słabości. Strzeżcie się. - powiedział poważnym tonem, po czym wyszczerzył zęby w uśmiechu. - Spokojnie, to tylko legenda. Znaleźliśmy ją w jednym z dzienników Roberta. Fascynująca historia, nie uważacie? On to miał wyobraźnie... Czemu jesteście tacy przestraszeni? Bez obaw! Nawet, gdyby jakimś cudem okazało się to prawdą, nie macie się czego bać. Zagrożony byłby tylko Osirion.
W. uśmiechnęło się złowrogo. Nareszcie! W końcu wie, kto posiada klucz. Pozostało już tylko jedno zadanie... Wytypować właściwego Osiriona i go unicestwić... Stellę i Eddie'go, czeka bardzo ciekawy okres... Czas zakończyć grę.

Z perspektywy Mick;a

Zasnąłem.

Z perspektywy Patricii

Patrząc na Marę, zawsze zastanawiałam się jak to jest być... idealną. Owszem, każdy ma swoje wady i zalety, jednak ona była postrzegana jako "ta najlepsza", przy czym w ogóle nie była samolubna. Dla każdego miała jakieś dobre słowo. Dziewczyna wyjątkowa... Między innymi, dlatego tak bardzo za nią tęskniłam. Zawsze była przy mnie. Nawet wtedy, kiedy przechodziłam napady furii i lepiej było się do mnie nie zbliżać. Zamiast tego, siadała na krawędzi łóżka i w milczeniu przyglądała się mojej gorszej wersji. Chwile później, obie zaczynałyśmy się śmiać, chrzaniąc wszystkie problemy dookoła. Podczas gdy Joy uganiała się za Fabianem, ona zawsze miała dla mnie czas. Tłumaczyła mi wiele istotnych spraw. Dzięki niej, zrozumiałam, że warto żyć i... Jezu, jak to ckliwie brzmi. Czemu zebrało się na takie wyznania? Tak czy siak: ona pomogła mi z Eddie'm, ja pomogłam jej z Jerome'm, w skrócie mówiąc: byłyśmy jak siostry (bez jaj, co to za słodziaśne słownictwo?). A potem... Potem powstał problem w postaci amnezji, ja rozpaczałam nad zdradą Juniora, zakochałam się w Clark'u i... Nie, wróć. To za dużo powiedziane. Najzwyczajniej w świecie potrzebowałam towarzystwa. Zawsze będzie moim najlepszym przyjacielem, jednak pewnych rzeczy, wolałabym mu nie mówić. Chciałabym pogadać o tym z Marą, ale nasze relacje się spieprzyły. Bywa. Życie.
-Patricia?
No proszę, o wilku mowa. Jak widać, potrafi oderwać się od Jerome'a. Nie chce mówić o niej złego słowa, ale pamiętam jakie cyrki odwalała wcześniej. A może po prostu jestem zazdrosna, bo jej się ułożyło, a mi nie?
-Wtedy... Jak byliście w piwnicy... - a więc o to jej chodzi. - To... wydarzyło się coś? Może widzieliście jakieś...
-A co? Jerome Ci powiedział?
-Nie, właśnie nie...
Przyjaciel. Chyba go nie doceniam... Nie mogę powiedzieć jej o tej scenie z Joy, to złamałoby jej serce. A nie lubię jak płaczę. Zresztą: ja i Jerry sami nie wiemy, co to do końca znaczyło. Planujemy iść tam zaraz po powrocie.
-Nic się nie wydarzyło.
-To dobrze. Wiem, że nie kłamiesz, zawsze waliłaś prosto z mostu.
-... No co ty.
-Mhmm. Przecież jesteś moją przyjaciółką. - odparła z promiennym uśmiechem na ustach. - Ja lecę, Amber mnie woła.
-Taa...
Ona nadal uważa mnie za przyjaciółkę? Mimo tego, co jej zrobiłam? Super, wszystko świetnie, ale ją okłamałam. I strasznie mi z tym źle. W innym przypadku, pewnie machnęłabym na to ręką, ale nie teraz. To moja przyjaciółka. Nie chce jest znowu stracić...


Z perspektywy Jerome'a

Koniec! Wreszcie! Myślałem, że nic nie przebije nudnych lekcji z Andrews (kochajcie się, szanujcie, bla bla bla), a tu taka niespodzianka!  To już Marusia, podczas odrabiania lekcji, jest bardziej przebojowa. Nie wiem, co się z tymi ludźmi dzieje.
-Uwaga! - oho, Andrews będzie przemawiać. - W związku z tym, że nie mamy czym wrócić do domu, musimy spędzić noc tutaj.
-Że co?! - poderwała się Trixie. - Nie!
-To już wolę zapieprzać na piechotę. - jak dotąd grzeczniutkiej Abby, udzielił się charakterek Stelli.
Grace nic nie mówiła, tylko cichutko podreptała za pobliskie drzewko i chyba zaczęła płakać.
-Przykro mi, ale... - głos dyrki nieco ucichł. - Nie mam pojęcia, gdzie jest kierowca.
-Pewnie gwałci inne dzieci! - załkała Grace, zza krzaka. - Pedofil cholerny!
-Naprawdę, nie wiem jak to wytłumaczyć. Sama nie rozumiem... Próbowałam się do kogoś dodzwonić, ale tu nawet nie ma zasięgu i...
W tym momencie, Max dołączył do załamanej Grace i również zaczął zawodzić nad marnym losem dzisiejszych środków komunikacji.
-Jak ja mam funkcjonować bez neta? Jebane PKP!
-Dzieciaki, spokojnie! - nauczycielka starała się zapanować nad sytuacją. - Ja również, nie rozumiem o co w tym wszystkim chodzi! Zasięg był, tak jak i kierowca, ale nagle wszystko znikło... To pewnie zwykły pech.
-Albo Deyruaaaa! - stwierdziłem z ironią, patrząc na przestraszoną Marę. - Taka aluzja, kotku.
-Pewnie, śmiej się. Nie zrobisz zakupów przez internet!
-No to już jest bezczelność!
-Co ty masz z tą Hershey?!
-Czemu nie chcesz jej pokochać?!
Pani Andrews pobladła i poczłapała z powrotem do przewodnika, by uzyskać informację o noclegu. Kto jak kto, ale ona na pewno sobie poradzi. Oboje są nudni jak flaki z olejem, muszą się dogadać. To przeznaczenie.
-Jerome...? - Mara złapała mnie za dłoń. - Myślisz, że to wszystko to... to przez Deyruę?
-Co? Gdzie tam! - roześmiałem się ciepło i przycisnąłem ją do piersi. - Nie bój się kochanie, ona nie istnieje.
-Ale...
-Wszyscy się boimy. - usłyszałem dźwięczny głos Audrey. - Ale nie wolno się przejmować. To zwyczajny zbieg okoliczności... Prawda?
Mara również podniosła głowę, jakby obie oczekiwały ode mnie odpowiedzi. Nie wiem czemu, ale ogarnęło mnie dziwne uczucie. Nagle, znalazłem się w jakiejś dziwnej czarnej otchłani umysłu. Byłem bezradny.
-Jasne, - odparłem cicho, chociaż oboje wiedzieliśmy, że to nieprawda.


Z perspektywy Fabiana

W związku z tym, że dzisiaj raczej nie wrócimy do domu, wyciągnąłem Grace na mały spacer. Rozłożyła się na trawie i cierpliwie wysłuchiwała moich żałosnych wyżaleń na różnorodne tematy.
-Bo widzisz... Życie, po części polega na tym, by przekraczać granice.
-Nie umiem łamać zasad. - westchnąwszy, obróciłem się w jej stronę. - Nie chcę, chociaż... W sumie nie wiem. Chyba się boję...
-Ja też. - odparła nagle, kompletnie mnie zaskakując. - Ale próbuję i to mi wystarcza. Przynajmniej wiem, że dałam z siebie wszystko. To fajne uczucie...
-Chciałbym powiedzieć to samo o sobie. Nie mogę... - zamknąłem oczy, usiłując przegonić ogarniający mnie smutek. - Od czasu śmierci Niny, wszystko jest nie tak... Myślałem, że już zawsze będziemy razem... Wiem, to ckliwie brzmi, ale...
-Nie zawsze czeka Cię szczęśliwe zakończenie. Każdą miłość, musisz czasem pogrzebać... Trzeba żyć dalej, bo co można zrobić?
-Przecież Nina nie żyje. Jak może być normalnie?
Nie żyje. Ledwo przeszło mi to przez gardło. Grace miała rację, ale ja nie potrafiłem zapomnieć. Czułem się winny, bo powinienem tak poufnie rozmawiać z innymi dziewczynami... A konkretnie z nią. Czegoś się bałem, ale nie umiałem tego nazwać.
-Naprawdę chcesz tak żyć? Męczyć się całymi dniami i zastanawiać "co by było gdyby"? Wiem, że bardzo Ci na niej zależało. Dlatego pomyśl: Co teraz odczuwa Nina? Patrzy na Ciebie, a ty zamiast wychodzić na prostą, jeszcze bardziej się pogrążasz. Może dlatego, że stale szukasz wytłumaczenia. Fabian, nie wszystko da się wyjaśnić. Dla każdego z nas, jest napisany oddzielny scenariusz, więc to od nas zależy, jak odegramy daną rolę.
Oho, chyba wzięło jej się na monologi życiowe. Wszystko co mówiła, było prawdą, jednak ja wciąż nie mogłem zapomnieć.
-Nie musisz o niej zapominać. - chyba czyta w moich myślach. - Tylko pamiętaj o tym, że to nic złego być szczęśliwym.
Właśnie. Nie wiem czemu, ale budziło to we mnie lęk. Szczególnie wtedy, kiedy znajdowałem się w tłumie własnych myśli. Miałem wyrzuty. Nina nie żyje, nie mogę się cieszyć, uśmiechać, żyć normalnie. Ależ mogę... Grace podniosła się z ziemi i otrzepała turkusową spódnicę. Sięgnąwszy po torbę, uśmiechnęła się ciepło i oznajmiła:
-Nigdy nie jest za późno, by wejść na dobrą drogę. Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć i... Ej, gdzie jest moja drożdżówka?
-Zjadłem! - roześmiałem się, puściwszy do niej oko. - Dobra była.
-Cooo? To ja poświęcam swój cenny czas, a bezczelnie wpitalasz mi drożdżówkę? Zawiodłam się Rutter, to koniec naszej znajomości.
-No wybacz.
Tak. Ona zawsze tu jest i zawsze będzie. Bez względu na to, w jakim jestem nastroju. To dziwne, bo nigdy nie wyobrażałem sobie, że człowiek może być tak bardzo komuś wierny.
-Grace... Czemu nie odeszłaś?
-Przyjaciele nie odchodzą. - odparła potulnie, wybaczywszy mi już kradzież drożdżówki.
obrazNigdy.
-To...
-Hmmm?
-Masz jeszcze jakieś słodycze?
-Won komunistyczna świnio, to moje żarcie!
Taa... Doszedłem do wniosku, iż wyznawanie uczuć, nie jest moją mocną stroną. Może kiedyś jej to powiem... Chociaż szczerze mówiąc... W życiu nie pomyślałbym, że nadejdzie taki moment kiedy... Nie mam już żadnych wątpliwości. Po prostu chcę zacząć wszystko jeszcze raz. Jeszcze raz być szczęśliwym, jeszcze raz budować relacje, jeszcze raz kochać...
-Grace?
-Tak?
-Chce tylko Ciebie...

Nareszcie wśród żywych c;

Przepraszam za tą tragedię życiową, ale obecnie przechodzę fazę rozpaczy, więc musicie mi to wybaczyć ^ ^
Moja kuzynka wyjechała i muszę czekać kolejne pół roku, zanim się zobaczymy. Życie jest okrutne.
Nie ma mi kto zrzędzić.
Ogólnie tak cicho teraz jest.
A nie, sorry, mój pies pochrapuje pod łóżkiem. Pocieszenie.
Żulu, wracaj do mnie <3 Zostałam sama z pierdzącym psem, dżemem i pająkiem na suficie (Boże, zje mnie).
Nie mam już z kim, śmiać się z Joy. Oh good, biedna Dżoj.
Nie mam już z kim, zachwycać się i smutać losami Jary. Oh good, biedny Jeruś.
Udostępniłam na tumblrze gify z Joy. Jezus Maria, coś ze mną nie tak.
Czemu wszędzie piszę o joy? 
........
Tak sobie czytam te moje rozdziały i dochodzę do wniosku, że coś mi nie wyszło. 
Nie odtworzyłam tego co bym chciała. Wstyd Sapphire, wstyd.
Ostatnio na tumblr znalazłam wpis: "Jeśli Jerome'a naprawdę kochałby Marę, nie zakochałby się w innych".
Jeśli scenarzystą, nie zostałby ograniczony matoł, też by do tego nie doszło.
Co do dzisiejszego rozdziału: nie jestem nim oczarowana, aczkolwiek uważam, że tak bardzo źle nie jest. Trochę wyszłam z wprawy i muszę popracować nad stylistyką. Dajcie mi trochę czasu, to wszystko ogarnę ^ ^ Rozdzialik trochę nudny, ale gwarantuję, że w następnym będzie się działo :)
Tak wgl jem dźemik malinowy ^ ^
Ooo ktoś napisał, że "JEROY TO NAJLEPSZY PARING EVER"!
urocze c; aż mi się narządy poprzewracały.
Dla wszystkich fanów Jary, proponuję obejrzeć cudny film "Trzy metry nad niebem". Charaktery głównych postaci przypominają trochę Jerusia i Marę (przynajmniej dla mnie, ostatnio wszędzie ich widzę ^ ^).  Wątek tutaj również polegał na zmianie pod wpływem drugiej osoby. Kochane takie ^ ^
Macie jakąś dupną scenkę Frace, szczerze mówiąc, ich też nie zrobiłam tak jak chciałam. Trudno, spróbuję uratować sytuację. Może coś z tego wyjdzie, kto wie. Wszystko może się zdarzyć, Bóg wie  kim będzie Fabian.
Na pewno nie z Marą, nie zrobię im tego.
Czytając cały wpis końcowy, doszłam do wniosku, że jestem zrzędą. Wybaczcie :C
Aach i chciałam z całego serca, podziękować wam za komentarze <3 Szczególnie Joylittle, która strzeliła taką długaśną wypowiedź. Hehe, KC <3 ^ ^
Kocham was najbardziej na świecie <3

środa, 7 sierpnia 2013

Opowiadanie cz. 56, Stronger.

-Czy normalny młody byk, może z krówką cyk, cyk, cyk! Ależ owszem, czemu nie? Jemu też należy się!
Pani Adrews poprawiła zatyczki w uszach i powoli zsunęła się z siedzenia, chyłkiem unikając wzroku zniesmaczonego kierowcy.
-Nigdy więcej żadnych wycieczek. Nigdy! - obiecała sobie po cichu, modląc się o natychmiastowy postój.
Proponując uczniom wyjazd do muzeum, spodziewała się spokojnej wyprawy w miłym towarzystwie. Chciała zaszczepić w nich miłość do zdobywania wiedzy, jednak zamiast tego, dane jej było słuchać różnych nieprzyzwoitych piosenek (ponowne zbratanie się Jerome'a z Eddie'm, miało swoje plusy i minusy). Los nauczycieli, nie był usłany różami, niestety. Postanowiła nie odwracać się do tyłu, gdyż mogła bardzo pożałować tej nierozsądnej decyzji. Skuliła się pod siedzeniem i udała wielkie zainteresowanie podłogą.
-A tu Bogusławie widzisz krowy... - Mick czule gładził odkurzacz. - Zupełnie takie, jak z naszej ulubionej czekolady Milki. Nie stresuj się, okna nie są straszne. Jestem przy Tobie.
-Jak ja kocham Delicje! - krzyknęła Gina, wymachując fioletowym pudełkiem. - Mój wujek też, tylko zawsze ma po nich zatwardzenie!
-Jest! Już piąty gościu mi odmachał! Jerome, notuj! - rzuciła Grace, z oczami wbitymi w szybę. - Szósty! I to jeszcze robotnik! Uniósł łopatę!
-No, no, cóż za figurka! - zagwizdała Patt, podziwiając niezbyt zgrabną sylwetkę mężczyzny. - Jeszcze brzuszek uformować i good!
Dyrektorka jęknęła bezgłośnie, zaciągając firankę na głowę.
-Nie śmiejcie się z niego. - Jaffray pokręciła głowę, przewracając stronę w książce. - To wcale nie jest zabawne. Nie wolno oceniać ludzi po wyglądzie.
-Wyluzuj Jaffray! - Patricia uśmiechnęła się lekko, kładąc dłoń na ramieniu Millera. - To tylko żarty, bądź trochę mniej poważna, co?
Mara westchnęła cicho i wróciła do lektury, co chwila rzucając okiem na Jerome'a. Nadal śmiał się z wygłupów Eddie'go i Patt, jednak nie wymyślał już tych obrzydliwych przezwisk. Dziewczynę dopadły wyrzuty sumienia: nie chciała psuć mu tej nietypowej zabawy, lecz wprost nienawidziła naśmiewania się z ludzi z problemami. Dla niej, traktowanie ludzi po tym, jak się wygląda, było wprost niedorzeczne. Owszem, może trochę przesadzała, ale nie chciała patrzeć na niemiłe żarty tych idiotów.
-Benny, weź śmierdzące giry z oparcia!
-To się grubasie nie rozkładaj na tym fotelu, bo miejsca nie mam!
-Taa, tak. Słucham Cię jak zgaszonego radia.
-Masz gębę jak tłuczek do ziemniaków.
-Turlaj dropsa do Betlejem!
-Idź, powąchaj mój szampon!
Klasową wycieczkę, 'umilały', również interesujące dyskusje Benny'ego i Stelli (opierające się głównie na wzajemnych wyzwiskach). Siedzący z nimi Abby i Max, zapisywali punkty do koślawej tabelki narysowanej na pomiętej kartce. Obecnie, na podium usytuowała się Stella i (ku wielkiej radości Abby) na jakiś czas dała sobie spokój z kłótniami.
-Benny? - Max ściszył głos, w obawie przed kolejnym napadem furii siostrzyczki Jerome'a. - Niedawno mówiłeś, że nadal się w niej...
-Mhmmm...
-To czemu...
-Bo widzisz - Benny przybrał dumny wyraz twarzy. - Stellcia to bardzo lubi.
-Really?
-Nie śmiej się. - bąknął urażony. - Nie znasz jej.
-Może, ale... - Max wciąż zamierzał dowodzić swoich racji. - Nie uważasz, że lepiej wyjechać jej z jakimś fajnym komplementem?
-Ciągle ją komplementuje!
-"Masz krzywy ryjec" to komplement?
Benny już otworzył usta, by kolejny raz zaprotestować, jednak po chwil namysłu, odwrócił się do tyłu i burknął:
-Nie znasz się.


Z perspektywy Abby

Każdy z ludzi, choć raz w życiu doświadczył poczucia beznadziei. Mnie prześladuję to na każdym kroku. Patrząc na innych ludzi, przysparzam sobie jeszcze więcej kompleksów na temat swojego wyglądu i charakteru. Tak, tak liczy się to co jest w środku, elementy zewnętrzne nie mają znaczenia, bla bla bla. Łatwo mówić to komuś, kto ma ładną buźkę i wianuszek znajomych. Nie posiadam żadnej z tych rzeczy. Całe szczęście, że uczniowie z Domu Anubisa są naprawdę tolerancyjni, w przeciwieństwie do moim obecnych współlokatorów. Szczerze mówiąc, chodzi tu o mój wygląd, a ściśle mówiąc, sylwetkę. Wszystkie dziewczyny w moim wieku, były fantastycznie szczupłe, a ja... A ja nie. Nadwaga przysparzała mi wiele problemów, szczególnie jeśli chodziło tu o cele towarzyskie. Który chłopak pokazałby się z tak grubą dziewuchą na ulicy? Oczywiście, są dobrzy ludzie, jednak to nie to. Każdego dnia, słyszę 'komplementy' w stylu 'nie mieścisz się w drzwiach grubasie' czy 'zmień twarz'. Chciałabym być wytrzymała psychicznie. Tak jak Stella... Ale niestety. Nawet najmniejsza krytyka, kompletnie mnie przybija. Zawsze uważałam, iż los nie jest do końca sprawiedliwy. Podczas gdy ja borykam się z nadwagą, wredne dziewczyny z mojego otoczenia posiadają figurę modelki i ładne buźki. W szkole ciągle prowadzono akcje typu: "Uwierz w siebie", "Szanuj innych", które, tak naprawdę, polegały jedynie na wyklepaniu popularnej formułki. Każdy z nas, zwraca uwagę na wygląd drugiej osoby. Są ludzie, którzy mają w nosie wszelkie zniewagi i nie obchodzi ich opinia innych. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Ja tak nie potrafię... Stella ciągle nawija mi o rzeczach ważniejszych od urody. Ma rację, oczywiście, lecz nie zmienia to faktu, iż wciąż jestem kozłem ofiarnym. Nigdy nie brałam udziału w sporach, debatach i takich tam... Siedziałam cicho, a przez to milczenie straciłam jedną, ważną rzecz. Zapomniałam poznać siebie.

-Kiedyś wszystko się zmieni. Zobaczysz. - oznajmił Charles, wpatrując się w oddalone miasto. - Niedługo wszystkich ludzi, wciągnie otchłań własnych pragnień. Nie będą mieli czasu dla innych. 
-Nie rozumiem. - drobna blondynka, spojrzała na niego ze zdziwieniem. - Teraz jest idealnie...
-Nigdy nie będzie dobrze, Grace. Zawsze znajdzie się powód do smutku.
-Przecież...
Chłopak pokręcił głową i włożył do ust papierosa. Dziewczyna spojrzała na niego z podziwem. Imponował jej... Postawą, wyglądem, silnym charakterem... Przylgnęła do jego ciepłego ramienia, oczekując choćby jednego ciepłego gestu.
-Odsuń się. - poprosił, ciągnąc ją za złocisty kosmyk włosów. - Nie lubię kiedy wciągasz to świństwo.
-To czemu palisz?
-Dobre pytanie. - roześmiał się, ściskając jasną dłoń Foster. - Pewnych rzeczy nie da się wyjaśnić.
To powiedziawszy, ujął dłoń blondynki i zaciągając się po raz kolejny, posłał smutne spojrzenie oddalonym budynkom.

Z perspektywy Grace

Matko Boska, co to za pojebany sen? Jaką trzeba być psycholką, by myśleć o swoim durnym, byłym chłopaku? W sumie, pamiętam jeszcze ten wieczór, było naprawdę świe... Nie, nie było świetnie Grace, przestać wysilać swój głupi, mały mózg, idiotko! Wolałabym nie wracać do czasów kiedy byłam głupia, dziecinna i... Mówię zupełnie jak moja babcia. Albo mi odbiło, albo się starzeję. Zdecydowanie, pierwsza opcja przeważa. Jak mogę myśleć o tym niedorobionym alkoholiku, siedząc obok Fabiana (który, swoją drogą, zachwyca się planem zwiedzania)? Nie mogę ciągle siedzieć cicho... Zrobię to i Amber będzie ze mnie dumna (chyba, że znowu palne coś w stylu "ale ładne szyby są w tym autobusie)! Nie spudłuję!
-Fabian.- nabieram powietrza w płuca, szybko powtarzając w myślach, cały monolog. - Muszę ci coś powiedzieć?
-Słucham?
-No więc, ja...
-Wow! Ale piękne wazony! Zobacz tylko! - podsuwa mi pod nos ulotkę. - Co za przepiękne cuda historii!
Słowo daję, kiedyś go zastrzelę. Ok, jeszcze raz, Foster.
-Bo jest coś, o czym powinieneś wiedzieć już od dłuższego czasu i...
-Cudowna ceramika!
Bez nerwów Grace, bez nerwów.
-Ok. Jeszcze raz. - mówię spokojnie. - Chodzi o to, że...
-Popatrz, jaka zabawna miotła!
Zgon.
-SŁOWO DAJĘ RUTTER, TY NIC NIE ROZUMIESZ, TĘPOTO JEDNA! NIE SŁUCHAJ MNIE PEWNIE! JAK TAK BARDZO CI ZALEŻY, TO KUPIE CI TEN WAZON, TYLKO BĄDŹ CICHO PRZEZ RESZTĘ DROGI!
Musiało podziałać, bo Fabian posłusznie skulił się na swoim fotelu, starając się nie patrzyć na upadłą ulotkę. Dopiero po chwili, nieśmiało podniósł wzrok i zapytał:
-To kupisz mi ten wazon?


Z perspektywy Max'a

Po bardzo, bardzo, baaaaardzo długiej jeździe autokarem, wreszcie stanęliśmy na lądzie. Całe szczęście, bo Mick miał małe problemy z gastronomią i... cóż. Powiem tylko, że pojazd nie pachniał zbyt ładnie. Alfie, rzucił się na beton z ogromną ilością namiętnych pocałunków. Biedna Amber, postanowiła, iż na czas wycieczki, powinni się rozstać. Kiedy wszyscy zaczęli dzielić się swoimi interesującymi doświadczeniami sprzed paru godzin, postanowiłem iść porozmawiać z Abby. Wydawała się dość przygnębiona, a mnie strasznie dołuje jej złe samopoczucie.
-Abby? - spytałem cicho, siadając koło niej. - Stało się coś.
-Taa...
-Znowu kryzys osobowości?
-Skąd wiesz?
-Wy dziewczyny tak macie, no nie? Jestem gruba, brzydka, Boże, oh! - dopiero po sekundzie, uświadomiłem sobie co zrobiłem nie tak.
Już wiem. Chodzi jej o sylwetkę. Co prawda, nie należała do najszczuplejszych, ale żaden rozsądny człowiek, nie zwróciłby na to uwagi.
-A więc Tobie też to przeszkadza. Może już pójdę... - wyszeptała płaczliwe.
-Nie, poczekaj!
-Daj mi spokój, dobra? Wiem: liczy się piękno wewnętrzne i tego typu bzdety, ale ja tak nie potrafię! Wszyscy się ze mnie śmieją!
-Wszyscy, czyli kto?
-No wszyscy! Osoby, które mijam na ulicach, jakieś matoły ze szkoły... To masakra...
-Cicho, nie płacz. Mam tu chusteczkę. - podałem jej foliowe opakowanie. - Skoro to matoły, to czemu się przejmujesz?
-Bo ja nie potrafię inaczej! Słuchaj... kiedy ktoś mówi ci, że jesteś nikim to... to nie jest dobre uczucie.
-Wiem.
-... serio?
-Tak. Wiesz, ja też nie miałem łatwego życia. Mój ojciec ma strasznie głupią pracę i cały czas się przeprowadzamy. Zaliczyłem już około 30 szkół i w absolutnie żadnej, nie było człowieka, który nie powiedziałby złego słowa. Czepiali się różnych rzeczy, nawet głupot. Wzrostu, ocen, wyglądu również. Wyzywali mnie od lalusiów i egoistów, wszystko przez kasę rodziców. Jesteś biedny: jest źle, bogaty: też źle. Z czasem, nauczyłem się akceptować siebie, takiego jakim jestem.
-Stella też mi to mówiło. Z tym, że ona jest ładna...
-Abby... Tak naprawdę, nie liczy się to jak wyglądasz. Co z tego, że jacyś idioci powiedzą ci coś przykrego? Zwykle robią tak, bo chcą zaimponować grupie, ale jeśli mówią to sami z siebie, są zwyczajnie głupi. Żaden człowiek nie powinien odnosić się tak do drugiej osoby. I tutaj masz pełne prawo, czuć się lepsza od nich. Bo widzisz... wygląd nie będzie potrzebny Ci do znalezienia osoby, z którą spędzisz całe swoje życie. Ma pokochać cię za charakter a nie za to, jakie masz nogi czy twarz. Jeśli się kogoś naprawdę kocha, osoba ta jest dla ciebie najpiękniejsza na świecie. Choćby wyglądała jak monstrum. - roześmiałem się bezgłośnie, ukradkiem spoglądając na jej minę.
-Nie wiem. Co to zmieni?
-Twoje nastawienie. I wiesz co? Popatrz, ile osób Cię lubi. W szczególności Alfie!
-Taa. To było kiedyś i... ja mu się wcale nie podobałam.
-Mhm. Abby, jesteś śliczna i spróbuj chociaż nie przejmować się obelgami ludzi, którzy nie mają pojęcia o tym co najważniejsze. Poniżając ciebie, poniżają również siebie. Los bywa zgubny, ale sprawiedliwy. Prędzej czy później, każdy dostanie to, na co zasłużył. Jesteś piękna, nie ważne co inni mówią. Dla mnie... Jesteś najpiękniejsza na świecie.


Podczas gdy Amber, opłakiwała nadzwyczajne wyczyny Alfie'go, Grace zmagała się z kolejną porażką próby wzbudzenia zainteresowania w Rutterze. Nie było to zbyt łatwe, choćby ze względu na to, że Eddie wciąż miał ją na oku. Chyba wyczuł, że coś się święci. Nie ma Joy, więc ktoś musi być na bieżąco... Wtem, z kieszeni Foster dobiegła dość krępująca piosenka... Chwilę później, cała wycieczka podśpiewywała "Baby, baby, baby ooohhh!".
-Really? - blondynka spojrzała na wyświetlacz i rzuciła Clarke'owi karcące spojrzenie. - Jerry... Lepszych pomysłów nie było? Serio?
-O? A więc to twój telefon... Sorry... Eddie miał taki sam i... Obraził Hershey, gdyż iż ponieważ, oznajmił, że to tylko wytwór mojej wybujałej wyobraźni. O dziwo, Marusia mu przytaknęła. - oznajmił, smutno spojrzawszy na Jaffray. - Tak, do ciebie mówię, kobieto bez uczuć!
-Z różową obudową?
-Cicho, bo się wyda! - syknął Miller przez zęby.
-Masz różowy telefonik? Też taki miałem. Chyba w przedszkolu. - roześmiał się Benny.
Następne minuty, kręciły się wokół Eddie'go i jego perłowo różowej komórki. Cóż, o gustach się nie dyskutuję. Grace pokręciła głową i zaakceptowała połączenie.
-Halo? O, cześć Braco! Co sły...
Nie minął moment, kiedy Fabian znalazł się za jej plecami i wyrwał dziewczynie z rąk telefon
-No właśnie Braco, co słychać? Nie przeszkadzaj nam!
-Ej! - Foster szturchnęła bruneta w ramię. - Chcę z nim pogadać!
-Grace mówi, że jesteś obleśny i nie chce z Tobą gadać.
-What? Rutter daj to!
Fabian zręcznie wyminął przyjaciółkę i wskoczył na pobliski murek.
-Zaraz zaczynamy zwiedzanie, tak. Masz nie przesz...
-Powiedz mu, żeby zadzwonił później!
-Grace mówi, że masz już nie dzwonić. No. Pozbyłem się dziada! - stwierdził z dumą, podając Foster telefon. - Proszę bardzo!
Blondynka zbladła i obdarzyła Ruttera spojrzeniem z cyklu: "Jesteś idiotą, boję się ciebie". W tym samym czasie, Amber wyciągnęła z torby wielgachny album w srebrne gwiazdki. Przewróciła parę stron, po czym oznajmiła głośno:
-Symptomy zakochania! Pierwszy: niepokojąca zazdrość. Wooow... Muszę to uczcić!


Z perspektywy Grace

Amber, zabiję cię kiedyś! Podczas gdy mój kochany Amberek czytał jakieś bzdety ze swojej dużej, błyszczącej księgi, Fabian przybrał minę matoła i wrócił do starego wcielenia. Uznałam jednak, że jest to dobry moment, by wyznać mu wszystko co chcę powiedzieć. Pociągnęłam go za rękaw i oddaliśmy się o parę kroków.
-Fabian, muszę ci coś powiedzieć. Znowu. - dorzuciłam od niechcenia. - Tym razem, nie ględź o wazonach, ok?
-Ehe... Tak?
-Bo widzisz...
-No słucham.
-Ja chciałam powiedzieć, że...
-Śmiało.
-Bo... Stella Cię kocha i uważa, że nosisz niesamowicie sexy swetry!
Trudno powiedzieć, kto był bardziej zdziwiony. Fabian, czy Stella, która właśnie dowiedziała się o swoim domniemanym zauroczeniu. Foster, wstyd!
-Stellcia! - Benny poczuł się urażony. - Co ty wyczyniasz? Mówiłaś, że Fabian to nieogarnięty idiota, który nie może zro...
-Zamknij się! - huknęła Stella, obdarzywszy mnie zimnym wzrokiem. - Grace? Mówiłaś coś?
-Aa... to ty ten... Nie kochasz go? Co za pech, rozstali się! Nie no, naprawdę mi przykro, ale...
-Lubisz czerwony kolor?
-A no w sumie.
-To dobrze, bo ZARAZ BĘDZIESZ PŁYWAĆ WE KRWI!
Ups. To chyba koniec naszej przyjaźni. A więc, pora wziąć nogi za pas i czerpać radość z ostatnich chwil mojego życia...


Z perspektywy Melanie

Czasami żałuję, że nie urodziłam się w jakiejś innej, normalnej rodzinie. Takiej, gdzie rodzice wciąż żyją, dziadkowie normalni a rodzeństwo jak rodzeństwo, bez myśli typowych dla morderców. Z każdą chwilą, K.T coraz bardziej pogrążała się w swoich chorych planach. Dzisiaj miała mieć miejsce, realizacja jednego z nich. W związku z tym, że reszta uczniów pojechała na wycieczkę, W. kazało Braco poszukać "Piętna Setha". Być może, posiada je któreś z uczniów Anubisa.
-Mel, jesteś już? - usłyszałam ospały, męski głos. - K.T nie przyjdzie?
-Ma ważniejsze sprawy na głowie. - odparłam zgodnie z prawdą. - Dopiero wstałeś, prawda?
-Nie... skąd. - posłał mi lekki uśmiech, nerwowo rozejrzawszy się wokół. - Wow. W. nie ma w pobliżu. Fajne uczucie.
-Wiem, też się cieszę.
-To co? Robimy imprezę? - wyszczerzył zęby w uśmiechu, pozbywszy się grymasu z twarzy. - Chyba, że to też jest 'nielegalne'.
-Jeden niewłaściwy ruch i zginiecie! Tragicznie, mwahahaha! - dołączyłam się do zabawy. Parodiowanie W. wyszło nam całkiem nieźle, przyznaję. - To co zamierzasz teraz robić?
-Jak to co? Idę szukać tego cholernego klucza.
No tak. Znowu się zaczyna. Mam już jej dosyć, zrujnowała wszystkim życie. Nie sprzeciwiłam się idiotce tylko dlatego, że może uśmiercić mnie jednym ciosem. Braco to fajny chłopak, a ona sprowadza go na złą drogę. Tak samo jak moją nieszczęsną K.T.
-Nie. - powiedziałam stanowczo. - Nie będę nikomu grzebać w rzeczach. Nie musimy tego robić.
-Ale...
-Powiemy W., że nic nie znaleźliśmy. Proste?
-Właśnie chodzi o to, że nie. Mel, musisz to zrozumieć...
-Nie. Jak możecie dawać tak sobą pomiatać? A wiesz co? Rób sobie co chcesz! Ale jeśli W. zrobi ci coś złego. - tu urwałam na chwilę, jeszcze raz zastanawiając się nad wypowiedzianymi słowami. - ...powiem o wszystkim Sibunie.



A więc HoA cioly powróciło <3
Cóż.
Nie jestem zachwycona, ale mam nadzieję szybko wrócić do wprawy.
Przepraszam, że musieliście tyle czekać na rozdział. Jest u mnie moja kochana kuzynka Jucinka (razem wspominamy Jarę i obrażam Joy heee radocha), z która widzę się praktycznie dwa razy w roku, więc szkoda mi czasu na pisanie tych nieszczęsnych wypocin. Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe ^ ^ Obiecuję, że regularne pisanie, powróci gdzieś w połowie sierpnia. Póki co, musicie zadowolić się tym badziewiem.
Udało mi się znaleźć jakiegoś nowego paringa, choć nawet w połowie nie jest tak fantastyczny jak Jara. Jeszcze nigdy nie miałam sytuacji, iż tak bardzo przeżywałam serialowy wątek. A tu proszę, Jara okazała się wyjątkowa :)
Nadal nie pogodziłam się z istnieniem jeroya (patologicznej pomyłki życiowej). Po prostu nie mogę zrozumieć jak ludzie, którzy wiedzieli o sobie wszystko, byli dla siebie oparciem i daliby się za siebie pokroić, nagle przestają się znać i wszystkie piękne wspomnienia wędrują do kosza. To boli. Bardzo...
Jara była inna od wszystkich typowo serialowych par. Było w niej coś, co odróżniało ją od innych. Pokochałam ją całym serduchem, mimo, że to wszystko działo się jedynie w 'durnym' serialu. Ale Jara była wyjątkowa. Dla mnie... 
Miłość do jeroya rozpoczęła się z momentem wydania na świat słów "Dziewczyna, która zawsze wszystko robi źle i Król Bałaganu". Brzmi razem prześlicznie, otwarcie przyznaję, ale gdzie uzasadnienie tego zwrotu? 
Bo słowa to nie wszystko. Trzeba jeszcze działać. I kochać...
Trudno mi w to wszystko uwierzyć. Patrząc na wcześniejsze odcinki, chce mi się płakać. Mimo, że Jerome i Mara już nie są razem, wciąż zostanie to jedno, niezwykłe zdanie: "Wydobywasz ze mnie to co najlepsze". I tego ani waldzio, ani nikt inny nie zmieni. Nawet jeśli bardzo by tego chciał..
Dzisiejszy rozdział taki filozoficzny... Aby każdy uwierzył w swoją wyjątkowość :)
Cieszę się, że wreszcie wróciłam ^ ^ 
Tak wgl, przeglądałam sobie dzisiaj wszystkie opowiadanka na tym blogasie  (przy okazji dowiedziałam się o paru wątkach, które powinnam zakończyć a mądra zapomniałam). Podłamałam się psychicznie, mój poziom umiejętności pisarskich jest tragiczny xd Patrząc na komentarze, prawie się poryczałam, gdyż iż ponieważ, jesteście tacy kochani i piszecie mi takie miłe rzeczy, mimo, że opowiadania są naprawdę dalekie od ideału.
Dziękuję za to, że jesteście :)
KC KC KC was bardzo bardzo <3