sobota, 28 września 2013

Opowiadanie cz. 60, Skinny love.

HORRORYSTYCZNY ROZDZIAŁ BĘDZIE DOPIERO W NASTĘPNYM RAZEM, GDYŻ OPOWIADANIE WYSZŁO MI ZA DŁUGIE I MUSIAŁAM JE ROZDZIELIĆ. ZAPRASZAM DO CZYTANIA :)

Z perspektywy Fabiana

-Nie za dużo? - spojrzałem na Grace, która właśnie wcinała piątego hamburgera.
-Za mało. Trzeba chronić się przed anoreksją! - zakomunikowała z pełną buzią, po czym zatrzymała się gwałtownie. -Ej... Czyli uważasz, że jestem gruba? Więcej z Tobą nie rozmawiam!
Uśmiechnąłem się lekko i objąłem ją ramieniem. To dziwne, ile szczęścia może dać ci jedna osoba. Już chyba zapomniałem jak to jest z czegokolwiek się cieszyć. Najważniejsze jest to, że mam dla kogo żyć. Wreszcie...
-Wracamy? - Grace wyprzedziła mnie o parę kroków. - Trudy powinna już coś upichcić.
-A ty nadal głodna? - dałem jej żartobliwego kuksańca.
-Nie obrażaj mnie, jestem niesamowicie... Hej, czy to nie Stella z Patricią?
Odwróciłem głowę. Faktycznie. Sąsiednią alejką leciała Patt wraz z już mniej aktywną fizycznie brunetką. Poczułem dziwny niepokój w sercu. A co jeśli wszystko widziały? Czeka mnie jeszcze przeprawa przez Amber... Z wielką gulą w gardle, wysiliłem się na słaby uśmiech. Mam nadzieję, że Trixie da się nabrać.
-Co się tak szczerzysz? - spytała mnie Stella na przywitanie. - Zęby Cię bolą?
-Możliwe, ale... - Patt usiłowała odzyskać wdech w piersiach. - Uf... Wreszcie was znalazłyśmy! Victor kazał nam oblecieć mu miasta żeby was złap... Ale się zmęczyłam. Jesteś mi winny parę nowych butów! - oświadczyła, spoglądając w moją stronę. - Kurczę, gadam jak Amber. Źle ze mną. Tak czy siak, nie powiedziałam wam najważniejszego. Ktoś był w Domu Anubisa. Wszystko jest porozwalane, ktoś grzebał w naszych rzeczach. Nie wiecie, bo wyfrunęliście z autokaru zaraz po przyjeździe.
-Czo? - Foster zachłysnęła się hamburgerem i Patricia musiała solidnie poklepać ją po plecach. - Tfo nedopfuszczalne! Zgibnęło czość?
-Parę rzeczy. - odpowiedziała Stella niezrażona. - A Braco razem z nimi.

***********

-A więc przeżywamy to wszystko jeszcze raz? - Amber złapała się za klatkę piersiową. - I ty nic nam nie mówiłaś?
-Wolałam załatwić to sama. - odparła Trixie, nieco urażona.
Po niespodziewanym włamaniu, Jerome zmusił ją by powiedziała prawdę reszcie Sibuny. Coś tu nie grało. Clarke podejrzewał, że tajemniczy prześladowca jest coraz bliżej swojego celu. 
-Ja chyba mdleję. Znaczy, że kiedyś... O nie!
Millington przyłożyła dłoń do czoła, po czym upadła na kamienną posadzkę. Alfie od razu rzucił się jej do pomocy, nie zważając na irytujące piski blondynki.
-A więc... - Fabian usiłował nie zwracać uwagi na kotłującą się dwójkę. - Po co to wszystko? Wydarzyło się coś... wtedy?
Patricia rozejrzawszy się dookoła, złapała Ruttera za ramię. Spojrzała na niego z powagą, usiłując przekazać mu wielką wartość sprawy.
-Obiecaj, że nikomu o tym nie powiesz. I wy też. - odwróciła się do reszty Sibuny. - Między innymi dlatego nie zabrałam ze sobą Mary. Jerome i ja byliśmy tutaj rano. - wskazała na drzwi prowadzące do nieznanego grupie pomieszczenia. - Za każdym razem mamy okazję zobaczyć momenty naszej zapomnianej przeszłości. Czy przyszłości, nie wiem jak to ująć. W każdym razie dzisiaj... Może zacznę od początku. Amber wyjechała na początku semestru. Na jej miejsce weszła Willow Jenks. - na te słowa, blondynka zadarła nos i udawała obrażoną. - I teraz się nie przeraźcie. Powiem to jednym tchem, ok? Alfie był z Willow, Fabian z Marą, a do Eddiego zarywała ta psychiczna laska. Jerome... został chłopakiem Joy.
Na te słowa siedzący w kącie Clarke, spojrzał na Ruttera ze złością. Wyglądało na to, że bardzo poważnie myśli o uszkodzeniu mu pewnych części ciała.
-Byłem z Marą... Ale jak? - Fabian odsunął się parę kroków do tyłu, szczególnie, iż Grace zaczęła niebezpiecznie mierzyć go wzrokiem.
-No właśnie! Też się nad tym zastanawiam! - Jerome poderwał się z podłogi. - Jestem przystojniejszy, seksowniejszy, mądrzejszy, nie oszukujmy się jestem praktycznie idealny! Jak ona mogła wybrać Ciebie? I co ja robię z Joy? Jestem pewien, że to przez Micka.
-Micka? - Foster oderwała wzrok od chłopaka. - Znowu przerabiał zdjęcia w paintcie?
Patricia oparła się o ścianę i westchnąwszy ciężko, usiłowała doczekać chwili spokoju. Kiedy Jerome znalazł się w bezpiecznej odległości od Ruttera kontynuowała monolog.
-To tak: znalazłam...
-Ale, że co co co? - oprzytomniała Amber. - Czy ja dobrze słyszałam, że Alfie był z Willow? Alfie! Natychmiast stąd wyjdź!
-Nic nie zrobiłem! Znaczy... - zająknął się Lewis. - Coś tam zrobiłem, ale to zostało cofnięte!
-Zejdź mi z oczu? Co za pulpet! - fuknęła blondynka, odwracając się do chłopaka plecami.
-Chyba tupet.
-To to samo! - Amber odrzuciła do tyłu piękne, jasne włosy. - A ty co Pattusiu milczysz? Nie rozumiem czemu nadal nie mówisz!
Williamson burknęła pod nosem coś, czego nie należy powtarzać, więc nie dociekajcie znaczenia tych niemiłych słów. Tak czy inaczej, Sibuna definitywnie wróciła do gry...


Z perspektywy Abby

Miałam już dość. Tak bardzo chciałabym znaleźć sposób na przetrwanie całego roku szkolnego. Nie mogę dłużej tu być. Nie mogę być przy nich... Każdego dnia wymyślano dla mnie nowe wyzwiska i chociaż niektórych z nich jeszcze nie słyszałam, dobrze wiedziałam o ich istnieniu. Od kiedy zostałam wypisana z Domu Anubisa wszystko się posypało. Nie miałam już żadnych przyjaciół, otaczały mnie jedyne mniej miłe osoby. Dla niektórych sprawa wydaję się być prosta, lecz to wcale nie takie zwyczajne. Trudno jest żyć, kiedy ktoś ciągle cię poniża. Mimo, że nie zrobiłaś mu nic złego.
Zawsze byłam niewidzialna. Raniono mnie różnymi, przykrymi słowami. I nikogo nie obchodziło to jak mogę się teraz czuć. A było strasznie.
Oglądałam różne filmy o prześladowaniu ludzi, jednak każdy kończył się wzruszającą przemową głównego bohatera i nagle wszyscy wrogowie zdawali sobie sprawę z fatalnych błędów. Naprawdę tak nie jest. Bo co mi da to, że zacznę krzyczeć czy płakać? Kolejną okazję do poniżenia? Tego bym nie chciała.
A może problem tkwi we mnie. W tym, że nie jestem przerażająco chuda i nie noszę ciuchów za całą górę kasy? I pomyśleć, że jedna, mała metka na ubraniu, może tyle zdziałać na ocenie człowieka.
Można to olać, oczywiście.
Nie umiem. Nie jestem typem osoby, która potrafi mieć wszystko gdzieś i nie dać zbić się z tropu. Jestem śmieciem. A nim się pomiata. On nie ma uczuć.
-Abby? Ty płaczesz?
Stella. Nie może mnie zobaczyć. Będzie się śmiała.
Kiedy usiłowałam znaleźć jakiś dobry punkt ucieczki, złapała mnie za ramię i pociągnęła w stronę ławki.
-Co się stało? - zapytała z nietypową dla niej troską. - Źle się czujesz?
-Można tak powiedzieć. - pociągnęłam nosem, wciąż uciekając od jej spojrzenia. - Nic wielkiego.
-To ci z Domu Ozyrysa? Znowu pieprzyli ci jakieś głupoty?
Pokiwałam głową, już licząc się z konsekwencjami. Stella potrafi dokopać, jednak potem wszystko obróci się przeciwko mnie. Jak zwykle...
-Tak nie może być. Powinnaś...
-Zgłosić to komuś? Ignorować? To nic nie da, Stella. Z każdym takim krokiem coraz bardziej staczam się na dno. Z tego nie można się wyleczyć. Pozostanie Ci tylko wielka rana na sercu. Cokolwiek zrobię, będzie gorzej. To nigdy nie odejdzie...
Stella gwałtownie wstała z ławki i mocno ścisnęła mój nadgarstek. Spojrzałam na nią z lekkim niepokojem. Nie miałam pojęcia, co zamierza zrobić.
-Idziemy. - oświadczyła krótko. - Dłużej tam nie zostaniesz. Nie wiem jak to odbierzesz, ale od dzisiaj obie zapominamy o tym co bolało i nadal boli. Bo są ważniejsze rzeczy. Prawda?
Prawda...


-Przepraszam... - odparła Williamson ze skruchą. - Nie powinnam.
Jerome Clarke podniósł wzrok i obróciwszy się w stronę Patt, pokręcił głową.
-Musiałaś im powiedzieć. O Marze i... Joy też. - dwa ostatnie słowa nie chciały przejść mu przez gardło. - Nie wierzę w to Trixie. Jakim cudem?
-Bo wiem. - rudowłosa wywróciła oczami. - Tak bywa w życiu.
-Ale to nie o to chodzi... To nie mogło się stać, za bardzo ją kocham. Marę. - powiedział cicho, prawie niedosłyszalnie.
Dziewczyna usiadła koło niego i delikatnie ujęła jego dłoń. Zraniła go, choć bardzo tego nie chciała. Ktoś inny pomyślałby, że chodzi tu o wielkie upokorzenie ze strony innych. Jednak Jerome'a nie obchodziło zdanie współlokatorów. Mara. Kiedyś obiecał sobie, że jeśli kiedykolwiek będą razem to nigdy jej nie straci. Chciał iść z nią przez życie, spełniać wspólne marzenia, realizować się... Wszystko zniknęło jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
-Wiesz co? - w oczach Trixie pojawił się entuzjastyczny błysk. - To wszystko ma sens! Może jest w tym jakieś głębsze podejście? Cofnięto czas, byśmy mogli uniknąć wszystkich błędów, które popełniliśmy. Nie zostawiaj Mary. Masz drugą szansę, nie zmarnuj jej.
-Nie zostawiaj... To zabawne, bo widzisz - blondyn wzniósł oczy ku niebu. - Całkiem niedawno usłyszałem to od takiej dziewczyny... Kazała mi zawsze być przy niej, chociaż na początku palnęła coś o mnie i Joy... - jego błękitne oczy przybrały kształt spodków kosmicznych. - Skąd ona mogła to wiedzieć? Myślisz, że...
-Jest jedną z nielicznych, która pamięta naszą przyszłość? - Williamson szybko załapała temat. - To K.T?
-Nie, ale mają podobne rysy... Gdzie ją spotkałaś?
-K.T? Obok takiego rozwalonego budynku...
-Dobrze. - Clarke wstał z murku i oznajmił stanowczo. - Pójdziemy tam jutro. Nie mogę tak tego zostawić. Naprawimy wszystko. Musimy, Patt. Musimy.



-Ale tak nie może być. - Panna Andrews westchnęła zza biurka. - Przenosin nie da zorganizować się ot tak.
-A spędzać czas w towarzystwie chorych psychicznie plastików to można?
Stella potrafiła być natrętna, czasami aż za bardzo. O dziwo wstawiło się za nią większość uczniów Domu Anubisa. Mick nawet zechciał towarzyszyć jej w gabinecie dyrektorki. Oczywiście z nieodłącznym Bogusławem.
-Abby to moja smerfastyczna kumpelka! Chcemy ją z powrotem! - oświadczył Campbell, tuląc urządzenie do piersi. - Na krowie kopytko, pani musi nas wysłuchać!
Dyrektorka złączyła koniuszki palców i podumała chwilę. Po paru minutach, wyrwała się z zamyślenia i zwróciła wzrok w stronę dziewczyn (i istoty człekopodobnej).
-Obawiam się, że to nie możliwe. Przykro mi.
Kiedy Abby była gotowa zawrócić, Stella chwyciła ją za bluzę i pociągnęła do tyłu. Widząc niepokojący smutek w jej oczach, postanowiła spróbować jeszcze raz.
-Przepraszam, ale to pani powinna się tym zająć. Nie rusza to pani? W takim razie wybrano nam złą dyrektorkę. Ona cierpi, naprawdę to nic dla pani nie znaczy? Ze mnie też się śmiano. Wiele razy. Ale nie w tym domu. Tutaj ludzie są tolerancyjni i nawet jeśli na pozór trudno ich czasem zrozumieć, można im zaufać. Stoimy za sobą murem, zawsze. Abby powinna być z nami, bo tylko u nas znajdzie to, czego potrzebuje każda osoba. I mówię to ja. Mogłaby zwrócić na to pani uwagę.
Andrews pokiwała głową, upiwszy łyk kawy z pistacjowej filiżanki. Stojąca obok Valentine uznała, iż musi wtrącić swoje trzy grosze.
-To może sprawić dużo problemów. Może da radę się z nimi dogadać. Osobiście jestem za tym, żeby Abby została w Domu Ozyrysa.
Policzki Stelli zajęły się ostrym odcieniem czerwieni. Mick, widząc zmartwienie na twarzach koleżanek, chwycił rurę od odkurzacza i skierował nią w stronę Valentine.
-W takim razie nie mamy wyboru. - rzekł blondyn ze złością. - Bogusławie! Żryj tą dziewkę!
Nauczycielka spojrzała na chłopca z lekkim przerażeniem i szybko wycofała się o parę kroków do tyłu. Campbell roześmiał się złowieszczo. Zaczął skakać po pokoju, podśpiewując coś o niebieskich żyrafach.
-Możemy na słówko? - Stella wychyliła się zza pleców Valentine.
Kobieta skinęła głową, gdyż Mick właśnie planował strategię ataku i pozostanie w bliskiej odległości mogło mieć poważne konsekwencje zdrowotne.
-Pani jest ciocią Maxa, no nie? - Wright uśmiechnęła się słodko. Niepokojąco słodko.
-Taak... A co? Znowu coś zepsuł? Mam dosyć. - przyłożyła dłoń do czoła. - Wysiądę zaraz. Mój brat wierzył, że dam radę się nim zająć, a on mnie tylko z kasy okrada. Zachłanny chłopak.
-Tak, tak. Wyznał mi ostatnio... że jeśli nigdy nie znajdzie dziewczyny... to zamieszka razem z panią... w końcu rodzina zawsze pomoże. A pani nie potrafi odmawiać. - w wypowiedzi brunetki przewinęła się niewidoczna stanowczość. - Jeżeli Abby z nami zamieszka jest szansa, że Max wreszcie się ustatkuję a pani będzie mogła wieść spokojne życie ze swoimi kotami. Jego przeniesiono do Izydy, lecz w Anubisie jest sporo miejsca... Ale oczywiście jest to niemożliwe, bo macie swoje kaprysy. Uszanujemy to.
Wargi Valentine zaczęły drżeć. Jej przyszłość stała pod wielkim znakiem zapytania. A co jeśli... przyjdzie spędzić jej resztę życia w towarzystwie tego niedorobionego syna swojego jeszcze gorszego brata? Nie tak zaplanowała sobie wszystkie swoje lata.
-To co? Rozumiemy się? - Stella wciąż miała ten irytujący uśmiech na ustach. - Tak?
-Daphne! - Nauczycielka walnęła dłonią o blat. - Nie zostawisz Abby w Domu Ozyrysa do cholery! Nie zachowuj się jak kretynka, nie widzisz, że to dziecko cierpi! Jesteś nienormalna, przenoś ją natychmiast! NATYCHMIAST!
Andrews pospiesznie zbierała wszystkie papiery z biurka, usiłując dokopać się do właściwego dokumentu. Kiedy wydobyła kartę ucznia, zrobiła parę poprawek w miejscu zamieszkania i wręczyła Abby kopertę.
-Proszę. Idźcie już. Muszę poważnie porozmawiać z moją koleżanką. - spojrzała na Valentine chłodno. - Niedopuszczalne... Jak można...
Nie dokończyła, bo do sali wpadła zasapana Gina. Wskoczyła na biurko nauczycielki i zaczęła wrzeszczeć.
-Mnie też przenieście! Nie zostanę w Domu Izydy ani chwili dłużej! Weźcie mnie stamtąd! W tej chwili! Oni jedzą swoje organy i płatki z dywanu! Ratujcie kochani!
Pani Daphne popatrzyła na nią z troską, po czym wraz z rozemocjonowaną Valentine, wyszła z gabinetu. Abby rzuciła się Stelli na szyję i uśmiechnęła się z promienną wdzięcznością.
-Dziękuję Ci bardzo! Nie wiem jak to zrobiłaś, ale jesteś niesamowita.
-No wiem. - Wright wzruszyła ramionami. - Komplementuj mnie dalej.
-Skromna. - roześmiała się Roye, kątem oka spoglądając na zrozpaczoną Ginę, która tarzała się po biurku. - Aa... Co powiedziałaś Valentine? Zmieniła zdanie tak szybko...
-Wiesz... Takie tam. - Stella szybko odwróciła wzrok. - Ale jest duża szansa na to, że zostaniecie rodziną...



Wyprowadzkę z Domu Anubisa można było uznać za jedną z szczęśliwszych chwil w życiu Abby. To było magiczne, bo wszystkie złe słowa nagle przestały mieć znaczenie. W jednej chwili cały niepokój opuścił jej zmartwione serce i rozpłynął się w powietrzu.
-To już wszystkie? - Max położył walizkę na łóżku.
-Brakuję jednej, Jerome ją tacha. Zaraz powin... - umilkła, bo wyjrzawszy za barierkę, ujrzała leżącego na podłodze Clarke'a, przygniecionego ciężarem jaskrawozielonej walizki.
Brunetka szybko zbiegła po schodach (taranując przy tym zziajaną Marę, która w zamian za porady miłosne, zgodziła się przenieść kilka toreb) i zdjęła z chłopaka torbę. Blondyn wstał z podłogi, po czym otrzepawszy się z kurzu (te zarazki), wysapał:
-Kiedy ja i Marusia będziemy kupować dom... To ona zajmie się przenoszeniem tych wszystkich gratów!
-W ciąży to raczej nie wypada. - odparła Roye, puściwszy oko do kolegi. - Nieprawdaż?
-W ciąży?! Czyli wierzysz, że będziemy mieli Hershey? - zapytał wyraźnie uszczęśliwiony chłopak. - Słyszysz Marusiu? To przeznaczenie!
-Ta. - mruknęła Jaffray, odstawiając beżowy karton. - Na pewno.
-Marusiu, czuję sarkazm w twym pięknym głosie!
-To bardzo dobrze czujesz, kochanie. Bo żadnej Hershey nie będzie.
-Ranisz me serce!
-Ranisz mój rozum!
Abby uśmiechnęła się pod nosem i pozbierała porozwalane rzeczy. Mara wciąż darła koty ze swoim niezwykle przystojnym (nadużywanie epitetów dla boskiej osoby dżerusia) chłopakiem.
-Daj z tym wreszcie spokój! Nie będziemy mieli dzieci! Prawda, Max? - zwróciła się do przechodzącego chłopaka. - Powiedz mu!
-Nie planujecie więcej dzieci po jego junior Marusi? - tu wskazał na wyszczerzonego Clarke'a. - Hershey będzie jedynaczką? No trudno, tak też bywa.


-Co to za nowa? - Amber wychyliła głowę zza drzwi szafki. - Nie znam jej.
-Valerie, czy jakoś tak. - oburknęła Jaffray. - Mieszka w Domu Izydy. Dzisiaj pytała Jerome'a o godzinę. Zdzira.
Obiektem rozmów uczennic Anubisa była nowa mieszkanka sąsiadującego domu. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że dziewczyna wyglądała naprawdę super, co nie podobało się naszym ukochanym bohaterkom.
-Eddie się na nią gapił. - mruknęła Patricia z odrazą. - Kretyn pieprzony. Jakby nie wiedział, że patrzę.
-Fabian pożyczył jej podręcznik do matmy. - Grace nerwowo przeżuwała kanapkę. - Zdrajca.
-Alfie przytrzymał jej drzwi! No nie mogę! Najpierw Willow a teraz to babsko? - Millington zmarszczyła brwi. - Nie mogę na to patrzeć! A stres źle działa na cerę? Co mam robić? Dziewczyny!
-Max z nią mieszka. A teraz do niej podszedł! Rozmawiają! - przeraziła się Roye.
-A nie zapraszał Cię gdzieś ostatnio? - zauważyła Amber, zaczesując włosy. - Przecież ty ciągle go olewasz.
-To nie upoważnia go do rozmawiania z innymi dziewczynami. - Abby zacisnęła wargi, nie spuszczając wzroku z chłopaka. - Uśmiecha się! A powinien płakać!
Podczas gdy inne dziewczyny ubolewały nad losem swoim związków, Stella popukała się w czoło i usiłowała ogarnąć załamane towarzyszki.
-Pogrzało was coś? Ona nic nie robi. Ja na waszym miejscu nie byłabym zła. Rozstałam się z pewnym idiotą już dobre parę miesięcy temu i nie jestem ani trochę zazdrosna. Powinnyście wreszcie się ogarnąć i... - tu urwała, bo właśnie zobaczyła jak rzekoma Valerie kładzie dłoń na ramieniu Benny'iego. - Zaraz ją stłucze.
Amber westchnęła teatralnie, po czym wręczyła Marze różową szczotkę do włosów.
-Proszę, przyda ci się. - oświadczyła uroczyście. - Dziewczyny! Widzimy się jutro, punkt ósma. Przynieście wałki, suszarkę, toporek, ewentualnie patelnię. Wojnę czas zacząć!


Stella wpatrywała się w swoją szafkę już od dobrych pięciu minut. Nie wiadomo z jakich przyczyn znalazło się w niej zdjęcie roześmianej Poppy. Dziewczyna westchnęła ciężko, po czym jednym szybkich ruchem zdarła fotografię. Dobrze wiedziała, że Poppy ma na jej punkcie bzika, jednak w życiu nie posądziłaby jej o włam do cudzej szafki. Widocznie jej nie doceniała. Młoda szybko się uczy.
-Hej Stellciu. - za drzwiami szafki rozległ się znajomy, niezwykle denerwujący głos. - Słyszałem co zrobiłaś dla Abby. Ładnie postąpiłaś.
-Zamknij się. - odburknęła brunetka gwałtownie zamykając szafkę. - Nara.
Kiedy Wright miała odmaszerować do punktu wyjścia, chłopak zagrodził jej drogę i chwycił za nadgarstki.
-Puszczaj do cholery! - wysyczała, usiłując nie patrzeć w jego oczy. - Jeśli chcesz się pochwalić swym powalającym oddechem to coś ci nie wyszło.
Chłopak pokręcił głową z uśmiechem. Brunetka westchnęła cicho i zaczęła błądzić wzrokiem po suficie. Będzie musiała znieść kolejne wyżalenie tego idioty. Znowu.
-Zrobiłem Ci kanapkę, ale byłem głodny i zjadłem.
-Ahmm.
-Rozmawiałem dzisiaj z Abby i uznała, że powinniśmy porozmawiać.
Co? Widocznie to jest jej forma odwdzięczenia się za przeprowadzkę. Coś nie wyszło, bo Stella cały czas walczyła z odruchem wymiotnym, a Benny opisywał wszystkie składniki jego boskiej kanapki. Kiedy skończył historię o swoim największym dziele życiowym, spojrzał na nią z dziwnym lękiem. Bał się, sam do końca nie wiedząc czego.
-A więc Stellciu... Przyszedłem pogadać.
-No a co robimy? - dziewczyna wywróciła oczami. - Dalej, streszczaj się bo mam jeszcze coś do roboty.
Chłopak puścił jej dłonie i rozejrzał się dookoła. Korytarz świecił pustkami, co było mu bardzo na rękę.
-To co stało się...
-Ta, ta wiem. Założyłeś się, było fajnie i w ogóle, ale jakiś idiota w pelerynie cię rozszyfrował. Wiem jak było. Bardzo dobrze. - dodała z naciskiem. - Jak chcesz urządzać sobie jakieś flirty to leć do Giny. Jest wolna i do wzięcia. Jeszcze przez długi, dłuuuugi czas.
Stella nie dała zbić się z tropu. Była twarda, poświęciła dużo czasu na zbudowanie osłony dla serca. Tym razem nie pęknie. Mimo tego, że nadal naiwnie patrzy na ich relacje.
-Daj mi dokończyć. Wcale Cię nie znałem i nie byłem wobec Ciebie fair, ale to nie zmienia jednej ważnej rzeczy. Wszyscy mnie już ochrzanili, nawet moja własna babcia! Przestała przesyłać mi słodycze! - oświadczył z urazą. - Zacząłem kiepsko. Skończyłem w sumie też. Nie jest jeszcze za późno, żeby coś zmienić. Szczerze to wątpię, że ktokolwiek będzie chciał hajtnąć się z taką jedzą jak ty...
-I nawzajem. - burknęła urażona. - Przystojniaku.
-Bez ironii, Stellciu. Jestem niezwykle urodziwy, ot co. Wiele kobiet mi to mówi!
-Przyjaciółki babci z ławeczki się nie liczą. - rzuciła z złośliwym uśmiechem. - Mama też nie.
-Pff. To też dziewczyny... - oparł nieco przygaszony. - Tak czy inaczej: Zraniłem Cię. Obiecuję, że postaram się już nigdy w życiu nie popełnić tego błędu. Patrz jakie mam rozwinięto słownictwo, spisałem z Google! Nic nie trwa wiecznie, jednak możemy to zmienić. Szczerze mówiąc... pozwoliłbym Ci nawet dotknąć gitary!
-Wow. - brunetka spojrzała na niego obojętnie - To się wzruszyłam.
-Cichutko Stellciu, ja ci tu przekazuje ważną informacją. Kurczę, ale jestem głodny. Ta kanapka to była jednak za mała.
Stella westchnęła z pobłażaniem i kiedy chciała opuścić arenę nieudanego podrywu, Benny nadal nie dawał jej przejść.
-Tak szczerze: Nie wiem jak Ci to powiedzieć, ale wiedz, że naprawdę nie chciałem zrobić Ci nic złego. Jesteś jedyną osobą, która zna mnie do podszewki, dlatego powinnaś mi uwierzyć. Jeszcze nigdy w życiu nikt nie był ważny dla mnie tak jak ty teraz. Tęsknie za Tobą. Za Twoim marudzeniem, za wiecznie nieobecnym uśmieszkiem. Wolałbym tego uniknąć, ale dobrze, że W. powiedziało Ci prawdę. Nie znałem Cię wtedy. Nie wiedziałem, że za tą straszną, irytującą, zrzędliwą, marudną, złośliwą, agresywną, egocentrycz... - tu przerwał, bo Stella zaczęła świdrować go wzrokiem bazyliszka. - No co, prawda miała być!
-Za dużo mówisz.
- Tak czy siak: nie będę kłamać, nie chciałem się zakochać. Ale wyszło jak wyszło i teraz wiem, że to jedna z najlepszych rzeczy jakie mnie w życiu spotkały. Jesteś tuż obok Nutelli i gia kanapki. Gitary nie dościgłaś, trudno. Jesteś wspaniałą, piękną dziewczyną, z którą można pogadać o wszystkim. Widocznie los chciał żebyśmy się spotkali, bo nie wyobrażam sobie żebym mógł być z kimkolwiek innym. - widząc zadowolenie malujące się na twarzy dziewczyny, uśmiechnął się i powiedział - Kocham Cię, Stella.




Z perspektywy Abby

Wspominałam już, że nigdy nie miałam chłopaka? Wszystkie moje rówieśniczki zaczęły podboje już w podstawówce a ja właśnie kończyłam 18 lat i nie mogłam pochwalić się niczym szczególnym. Najpierw trzeba być chudym, potem fantazjować o romansidłach, które i tak nigdy się nie spełnią. Naprawdę chciałabym znaleźć osobę o dobrym sercu, patrzącą w głąb. Bo nie trzeba być perfekcyjną od zewnątrz żeby wzbudzić czyjeś uczucie. Miłość nie powinna tak wyglądać. Kiedy kocha się prawdziwie, nie liczy się nic prócz wspólnego szczęścia.
-Co ty trzymasz w tych walizkach? - Max ledwo trzymał się na nogach.
-Ciuchy.
-I mówi to dziewczyna, która wiecznie narzeka na inne lalusie? - mrugnął do mnie porozumiewawczo. - Interesujące.
Możliwe, że zaraz przechrzci mnie za niebywale ciężkie walizki. Ma ładne oczy... Nie, nie patrz się tak na niego, ucieknie a ty będziesz ryczeć przez tydzień. Czemu tak się tym przejmujesz? Ou. Nie. Nie możesz. Nie rób mi tego idioto, nie patrz się tak na mnie!
-Stało się coś?
Poza tym, że masz ładne oczy to chyba nic. Cicho Abby, pod żadnym pozorem nie myśl o rzeczach, które podsuwa ci twoja chora wyobraźnia.
-Dobrze się czujesz?
Głos też ma ładny, taki ciepły... Myśl o Hershey, myśl o Hershey... Jerome miał rację, to faktycznie pomaga!
-Jakbyś czegoś potrzebowała, jestem tu obok.
Hershey, Hershey, Hershey.
-Zawsze możesz na mnie liczyć.
Hershey, Hershey, Hersh... Zaraz, czemu myślę o cudzym dziecku, które (swoją drogą) jeszcze nawet się nie urodziło?
-Stella obiecała mi, że się Tobą zajmie - Stella? Maxiemu? Prosił ją o to? - Nie zostawiłbym cię samej. - Jak słodko. Nie, nie wyobrażaj sobie czegoś co i tak się nie wydarzy. - Poradzisz sobie słoneczko. - Nie, nie, nie. - Zaczniesz się uśmiechać. Tego chciałaś, oboje chcieliśmy. - Teraz chcę czegoś czego nie powinnam chcieć. - Trzeba wreszcie zacząć żyć, tym razem z dobrymi ludźmi. Będzie dobrze, naprawdę. - Muszę zamknąć oczy, nie mogę na niego patrzeć. - Nie martw się, dasz radę. - To za trudne. - Zawsze byłaś, jesteś - Teraz to powie, powie to. - Jesteś dla mnie jak młodsza siostrzyczka.
Bum. To ja tu dochodzę do pewnych ważnych wniosków, a on wyskakuję mi z więzami rodzinnymi? I co mam teraz zrobić! Walnąć go w ramię i rzucić "daj miśka bracie"? Siostra... Mam siostrę i to określenie raczej nie kojarzy mi się z niczym miłym. Uśmiecha się, bezczelny. Jakby nie wiedział, że właśnie mnie obraził.
-Coś nie tak? - powtórzył, patrząc na mnie z niepokojem. - Abby?
-Nie, nie, wszystko spoko. - rzuciłam się w stronę drzwi, po czym rzuciłam na odchodne, tak żeby go pogrzało do reszty - Braciszku.


Drodzy rodacy!
Na początku chciałam was bardzo przeprosić za ciągłe odwlekanie publikacji rozdziału. Naprawdę nie mam za dużo czasu, jedynie wbiję na 10-20 minut poczytać opowiadania moich koleżanek blodżerkowych.
A jak mam już ten czas, to nie mam weny. I na tym polega mój problem, bardzo nie chce wypuszczać na światło dzienne nieudanych treści. HoA się skończyło, nie mam z czego czerpać inszpiraczji ani innych czynników twórczych. Przepraszam was mocno, ale nic nie poradzę. Dociągnę to do końca, obiecałam sobie kiedyś, że na pewno dokończę pisać HoA Story. Nie mogłabym go zostawić. I chociaż nie wiem w jakich okresach dodawane będą rozdziały, cała historia zostanie opisana. Obiecuję :) 
Miałam zabrać się za to w piątek wieczorem, jednak rozumiecie shrek, żarcie i te sprawy (weekendy Sapphire). Wena wypłynęła z mikusiowej euforii, mianowicie mój paring ma za sobą pierwszego kissa (epically). Dziękuję <3 !
I tak Marome było lepsze... Trudno, stało się. Giń dżoj.
Przeglądałam sobie właśnie wszystkie komentarze i chcę wam z całego serca podziękować. Jesteście cudowni <3
Za trzy miesiące HoA Story kończy roczek ^ ^
Wszystko zaczęło się od jednego bloga informacyjnego (kiedy do wysłałam autorkom swą urozmaiconą biografię, lizus na sto pro). Potem powstało HoA Cioly, poznałam Emcie Clarke, potem resztę ferajny, przeżywałam zawały oglądając 3 sezon a dalej to dzeroje sroje itp.
Dziękuję wszystkim, którzy czytają ten chłam i mimo wielu błędów, wciąż czekają na nowe rozdziały. 
Kocham was bardzo <3 

13 komentarzy:

  1. Jakie tam błędy, masz genialny blog, a sama jesteś geniusz *-* Też oglądałam Shreka! Chamstwo, żwirek kręci z muchomorkiem *czai się* Ile czekałam na ten rozdział, ale się doczekałam! No i już z wyprzedzeniem gratuluję roczku, który będzie za te trzy miechy ^^ Jako tako, że uwielbiam czytać zawsze końcówki, to mój mózg ubzdurał se, że pod koniec tego rozdziału powstało Frace, a jednak moje życie zamieniło się w czysty, szary gruz... No nic, tylko czekać <3 A ja czekam na horrorystyczną rozdział *-* A Hershey i tak powstanie! <3 Nie wiem, czy wywnioskowałaś coś z tego koma, więc jeszcze raz: genialny rozdział, jak zawsze *-*

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham Cię, Sapphire, dobrze o tym wiesz ♥
    Dziękuję za wsparcie, w Tobie wiadomej sprawie. Nie zrobiłam tego. Dziękuje.
    Frace,Frace,Frace,Frace,Frace,Frace,Frace,Frace ♥ hjdfgjhzsgzjdfg Mam zacieszek, Grace wsuwa pięć hamburgerów w ciągu minuty. Mam new rekordzik.
    *tu następuje przerywnik, gdyż kochana Joylitte była głodna i zaiste musiała pójść sobie zjeść frytki*
    Blogger nie pokazał mi, że napisałaś rozdział. Ta zniewaga krwi wymaga. Jaki chłam?! Wiesz jak ja piszę, i to się nazywa chłam. Kupię ci słownik, bo najwyraźniej nie znasz znaczenia tego słowa.
    Nie oglądałam Shreka. Wstyd i hańba! Oglądałam Epokę Lodowcową. Zdzichu i Edek mym bogiem. Oh yeah, postawię im pomnik w tej zacofanej wiosce, w której mieszkam.
    Stellcia i Benny. I kolejny zacieszek. Ja się tu na krwawy rozdział emocjonalnie przygotowuję przez cały tydzień. lol. popłakuję sobie za Jarą i Fabiną, znalazłam kilka filmików i rycze jak idiotka.
    Byłam sobie na wycieczce. Weszliśmy na górę ( ok. 500m ale i tak czuję się spełniona) Zimno bardzo zimno, nie wzięłam rękawiczek. Weszliśmy na krzyż, ( 10m nad ziemią, umarłabym!) rozpostarłam ramiona i wrzasnęłam "BRAD KAVANAGH RZĄDZI, YEAH!" Wzrok uczestników wycieczki - bezcenny.
    No i się przebiłam. Czeka mnie emocjonująca niedziela z nauką, herbatką , kocykiem i pierwszym sezonem HoA. A ja nadal beczę przy odcinkach. Wstyd, Fabian, nie umiesz maskować uczuć xD
    Cza naprawić stosunki z ludźmi z klasy. kogo ja oszukuję... Jeden rok idioci i nara, do Whitehaven wyjeżdżam! Na ślub as nie zaproszę!
    Droga Marusio, pozwolisz że udzielę ci lekcji miłosnej : Przed przyszłością nie uciekniesz. Więc ja chce nie jedną Hershey tylko przynajmniej pięć Hershey. Jerome musi się spełnić w roli tatusia.
    Gina oh yeah, tańczymy razem na biurkach, umca umca.
    Stella wobec Abby zachowała się woow. Lol, nie bij Stella, proszę, po co ci patelnia? Możemy to załatwić w nieco inny sposób!
    Oh, nowa studentka. FABIAN NA KROWIE KOPYTKO! POŻYCZYŁEŚ TEJ ZDZIRZE PODRĘCZNIK! PRZECIEŻ POŻYCZASZ TYLKO MI, A BĘDZIESZ COŚ CHCIAŁ!
    Oh yeah Sibuna wraca do akcji. Dżeruś, ja też jestem załamana, że miałeś być z dżoj, nie martw się skarbie jakoś to będzie.
    Jakie włamanie do domu Anubisa! Imprezę zrobili sobie pod nieobecność nauczycielki, a Braco w rowie leży, nawalił się Picolo i zapachowymi świeczkami Willow! Buja!
    Jerome przygnieciony przez walizkę! AMBULANS, DZWOŃCIE NA POLICJĘ, POGOTOWIE, STRAŻ POŻARNĄ! Jeruś, staraj się nie umierać! Proszę!
    Mikuś, pożycz mi Bogusława, mam parę osób w klasie, które trzeba nauczyć kultury. Oh yeah!
    Spamuję sobie do Bradzika, nie odpowiada, kochany, nie wie co mi odpisać, za bardzo się wstydzi mój aniołek.
    Też nie mam za dużo czasu, myślę nad tymi 5 konkursami (o HIV, geografia, chemia, może polski i historia) Chyba za dużo na siebie wzięłam. Trudno.
    To teraz ja się biorę do mojego rozdziału. Życzcie mi weny!

    Rozdział genialny, nie trzeba pisać, c'nie?
    Fanka nr 1 pod słońcem
    Joylitte
    xoxo


    OdpowiedzUsuń
  3. Genialny rozdział ;*
    Czekam na nexta ;3

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jest!! KOCHAAM CIE!!! Od baaaaardzo dlugiego czasu wchodze cnm. 5 razy dziennie na twojego bloga i sprawdzam, czy jest rozdzial. Dzisiaj wchodze z "mina" NA PEWNI NIC NIE BEDZIE, a tu... JUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUPI!!Jest, jest, jest :) Zaczelam skakac po calym pokoju. Hershey (tak, tak, jestem z przyszlosci) zaczela sie patrzyc na mnie z mina "WTF?!", rodzice tez, a ja glupia sie brechalam i turlalam po ziemi... Moja zryta bania plata mi figle... :(
    Co do rozdzialu:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To byla pierwsza czesc. Teraz druga, o rozdziale:
      Fabian, gratuluje! Objales Grace!! :) A wy, Pat i Stellciu: W TAKIM MOMENCIE FRACE PRZESZKADZAC?!! Wstyd i chanba! Amber wdech, wydech. Wdech, wydech. Pamietaj! Abby, wez mu KURNA powiedz, ze go kochasz!! A ty Marusiu? Nie wierzysz w Hershey?! Jakim cudem?!?! Ona teraz siedzi obok mnie i placze! Dzerus, wez jej cos powiedz! Grace, nie boj sie! Mnie tez nie przydzielili do Anubisa, ale wciaz czekam jak i czekam na list z Hogwartu! :))
      A TY, NOWA TRZYMAJ SIE OD MOICH CHLOPCOW Z DALEKA!! No to chyba tyle. Aha! Musze Ci sie do czegos przyznac Sapphire *po cichu* nie ogladalam ani Shreka, ani Epoki Lodowcowej :'(

      xoxo,
      najwieksza fanka (zaraz po Joyliittle)-Lost in dreams


      PS: Sorki za bledy ortograficzne, ale pisze z telefonu...
      PS2: Kiedy dodasz jakis rozdzial na drugiego bloga o HOA i "Przyjaciele sa jak ciche anioly..."?

      Usuń
  6. pisz wcąż jest super a jak nie masz czasu pisz na kartke a potem przepisuj tutaj

    OdpowiedzUsuń
  7. Jest! Nareszcie dodałaś ;3 Ile można czekać? Nie,no rozumiem, też nie mam czasu, albo mi się nie chce zacząć pisać. Tylko, że pomiędzy moimi a twoim opowiadaniami jest taka różnica, że bez twoich nie da się żyć. Boże jak ja kocham twoje opowiadania ♥ Dobra przechodząc do rozdziału. ( Cały dzień się zbierałam, żeby skomentować paroma zdaniami twój rozdział)
    Fabian na randce z Grace! Oł je, oł je. GICZI GICZI GU - znaczy kocha cię!!! Fabian zacznij jej tak śpiewać i już cię nie opuści. Będziecie razem na zawsze. Mówię ci zrób tak. Fineasz i Ferb zawsze spoko xD
    Patricia, Stella kocham was, ale żeby tak przeszkodzić Frace? Może jeszcze my się pocałowali? Wstydźcie się. A skoro już mowa o wstydzie. Moja droga Marusiu ty też się powinnaś wstydzić. Jak możesz nie przyznawać się do Hershey? I tak będziesz ją mieć z Dżerusiem. Więc nie ma co się o to kłócić.
    Biedny Jerry, łączę się z tobą w bólu na myśl, że mógłbyć być z Joy. Jeroy mówimy stanowcze NIE!!!
    Stella i Benny. Oł je, oł je. Wiedziałam, że jeszcze się pogodzą. Benny ta twoja przemowa. Taka słodka. Ja już bym była twoja ♥ Szkoda, że droga Sapphire nie napisałaś reakcji Stelli. Przez to nie mogę się jeszcze bardziej doczekać następnego rozdziału. Do tego jeszcze Frace.( A tak w ogóle *le pochyla się do Benniego i szepcze : Jakby ze Stellą ci nie wyszło, to wiesz, ja jeszcze jestem, i tak mnie nikt nie chce. Więc spokojnie możemy być razem. Chyba, że wolisz być z Joy, bo została wolna^^ Wybieraj. Pamiętaj jak ze Stellą nie wyjdzie, jestem pierwsza w kolejce)
    Ktoś się włamał do Anubisa? Niedopuszczalne! Ale ja wiem jak było naprawdę. Po prostu uczniowie lekko z alkocholem przesadzili, wychucili gdzieś parę rzeczy, nie wiedzą, gdzie je podziali, była dżampreza, wszystko się sypie. To normalne po dżamprezach. A co z Brace'm? Barco się jeszcze zatacza gdzieś po okolicy. Biedulek nie wytrzeźwiał jeszcze. Za dużo Picolo. A mówiłam nie pij tyle. I na co ci to było? Trzeba było słuchać.
    O oglądałaś Shreka? Me too. *le zaczyna śpiewać: Jestem taki sam jak palec albo coś tam. Problemów rośnie stos, samotność ciężki looooos.
    No cóż, czekam z niecierpliwością na następny rozdział. Mam nadzieję, że pojawi się szybko
    Pozdrawiam,
    Twoja wieeeeeelka fanka
    Stevie ;***

    OdpowiedzUsuń
  8. fajny
    wróciłam na blog http://moja-wersja-hoa.blogspot.com/
    zapraszam

    OdpowiedzUsuń
  9. Zapraszam na nowy 16 Odcinek Cz. 1 pt "Nie płacz."
    http://fabinastoriesby-patrycja.blogspot.com/2013/10/stracone-marzenia-odcinek-16-cz1-nie.html

    OdpowiedzUsuń
  10. świetny jak zwykle :) Mam prośbę dasz jakąś scenkę z peddie bardzo bardzo
    plis ;)

    OdpowiedzUsuń