sobota, 5 października 2013

Opowiadanie cz. 61, Me and you.

"Poczekam bo nauczyłaś mnie żyć
Pójdę z tobą dlatego, bo chcę dać ci mój świat
Będę czekać aż wrócisz
I zrobię wszystko, żeby znowu Cię zobaczyć"

(Te Esperare)

Z perspektywy Jerome'a

Samotność jest irytująca, nie uważacie? Najgorzej jest wtedy kiedy chcecie zwrócić się o pomoc, ale nie macie nikogo kto mógł by wam jej udzielić. Nie mogę narzekać na brak towarzystwa, jednak patrząc na Audrey dochodzę do wniosku, że od pewnego czasu bardzo się ode mnie oddaliła. Niby nic się nie zmieniło. Wciąż jest tą samą dziewczyną o ciepłym spojrzeniu potrafiącym przełamać nawet największe lody. Coś było nie tak, tylko jeszcze nie wiedziałem co.
-Coś się stało? - zauważyła, jak zawsze. - Jerome?
-Nie, co ty. - usiłowałem uciec przed jej wzrokiem. - Nie nudzi Ci się czasem? Wcześniej tyle czasu spędzałaś z Patt a teraz...
-Muszę przemyśleć parę rzeczy. - wyjaśniła, posyłając mi typowy dla niej uśmieszek. - Nadal ze sobą rozmawiamy. Dzielenie pokoju do czegoś zobowiązuję. Po prostu martwi mnie to, że czas tak szybko leci i niedługo będę musiała wrócić do domu... Sam wiesz.
Wiedziałem. Audrey płakała wiele razy, jednak nie chciała zdradzać mi większych szczegółów zatargów z ojcem. Może wyda wam się to dziwne, ale nigdy nie byłem u niej w domu. Z jasnych przyczyn. Jej tatę widziałem zaledwie kilka razy. Od samego początku wydawał mi się nieciekawy. Co mogłem zrobić? Audrey nie chciała słyszeć o żadnych interwencjach. Musiałem to zaakceptować, lecz w głębi duszy czułem, że źle robię. Nie mogłem jej pomóc i to mnie męczyło.
-Nie smuć się. - powiedziała ze spokojem. - Dla mnie to rutyna. Normalka.
Chciała mnie pocieszyć. To miłe z jej strony, jednak nie zmieniało to faktu, iż sytuacja była kompletnie bezsensowna. Ani w te, ani we wte. Utknęliśmy na samym środku.
Audrey spojrzała na różowy zegarek, po czym podniosła się z krzesła.
-Muszę lecieć. - wyjaśniła, wyprzedzając moje niezadane pytanie. - Zgadamy się kiedy indziej. Do zobaczenia!
-Cześć. - zmusiłem się do uśmiechu, ale chyba nie dała się nabrać.
Kiedy tylko wyszła, zrzuciłem maskę z twarzy i odetchnąłem. Jak ona może to znosić? Nim zmieniłem styl myślenia na refleksyjny, do kuchni przywędrował Alfie w jakimś dziwacznym kapeluszu na głowie.
-Amberek bawi się w projektantkę. - odparł, zauważywszy moje zdumione spojrzenie. - Fabian pyta się czy masz jakieś pomysły dotyczące prawdziwego przebiegu ceremonii.
-Nie. - ziewnąłem. - Jak mu zależy, to niech se sam szuka. Ważne, że Marusia nie jest Skazańcem.
Naprawdę się z tego cieszyłem. Perspektywa życia bez niej nie dawała mi spać po nocach. Jedyny minus był taki, że teraz inną osobę czekają podobne obawy. Tym razem już na poważnie...


Kiedy nadejdzie fala ciemności
A Twoją duszę opęta mrok
Pamiętaj, że obok jest osoba
W której sercu panuję chłód...

Odrodzić się może
i pokój wasz zburzyć
kto znamię posiądzie
umrze tuż tuż

-Bez sensu. - skomentowała Millington. - Jak ktoś mógł wyryć tu coś tak brzydkiego? Nawet nie rozumiem tych słów!
Kto by pomyślał, że zdzierając tapetę w gabinecie Roberta, można natknąć się na takie cudo. Fabian przepisał przepowiednie do swojego nieodłącznego zeszyciku, po czym rozejrzał się dookoła.
-Myślę, że Frobisher doskonale wiedział komu powierza zadanie. - stwierdził Rutter, lekko się rumieniąc. - Możemy być dumni.
-Wiedział? Stary, on chyba był pijany. - mruknął Jerome, przybijając piątkę z Alfiem. - Nikt normalny nie kazałby nam nawet wyrzucić śmieci, a co dopiero świata ratować. Myślisz, że od czego mamy Trudy?
Fabian oczywiście się obraził i postanowił milczeć przez następne minuty przebyte w towarzystwie Clarke'a. Od czasu jego domniemanego związku z Marą, chłopak nie dawał mu żyć.
-Wracając do tego włamania... Nic nie zginęło, ale Braco na pewno czegoś szukał.
-Stanika może? Jakbym został sam w domu zacząłbym poszukiwania od szafy Marusi!
-Masz szczęście, że ona tego nie słyszy. Alfie nie jest taki zboczony, prawda słoneczko? - rozpromieniła się Amber.
Chłopak nie odpowiedział, gdyż właśnie zajęty był rozmyślaniem na temat różnych elementów garderoby swojej dziewczyny. Millington zacisnęła wargi i udała, iż rozmowa nigdy nie miała miejsca.
-Był tutaj tylko przez parę dni, ale... - odezwała się, milcząca dotąd Grace. - Kurczę, wydaję mi się, że znam skądś te twarz.
-No, ja też. - przytaknął Jerome. - Chyba w tej reklamie o zupie Romana.
Foster puściła to mimo uszów i rozpoczęła poszukiwania wewnętrzne, wertując każde wspomnienie, które mogłoby pomóc poznać jej prawdę o chłopaku.
-A może się nachlał i leży gdzieś pod zlewem? Ja sprawdzę! - zaoferował się Miller, a po chwili już go nie było.
Nie dało się ukryć, iż blondyn nie przepadał za poszukiwaniami niczego. Nie tylko on zresztą, Jerome zaczął ziewać pół godziny temu.
-Dzisiaj już nic nie znajdziemy. - Fabian ostatecznie wybaczył Jerom'owi. - Możemy wracać. Grace, przestań myśleć o tym Braco! Naprawdę nie ma fajniejszych rzeczy?
-Jeeest...
-Weź, bo się zarumienię!
-Lodówka, internet i niebieskie żyrafy. Czemu masz się rumienić?
-... Nienawidzę Cię.

-Dzisiejszego dnia oficjalnie przydzielamy rolę do naszej, wcześniej już zapowiadanej sztuki "Kochać bardziej". Ktoś jest zainteresowany? Las rąk widzę.
Rosie przejechała wzrokiem po klasie, z ulgą uznawszy iż, wszystko zostanie przeprowadzone drogą losowania. Jeszcze w żadnej szkole nie spotkała się z entuzjazmem dla dzieł artystycznych. Jej obecne miejsce pracy nie było wyjątkiem.
-Masakra. - usłyszała jęki Patt z końca sali. - Nie chcę grać jakiejś słodkiej niuni.
-Nie będziesz. - uspokoiła ją nauczycielka. - Grace, Fabian macie może pomysły? W końcu gracie główne role.
Foster i Rutter wymienili ze sobą porozumiewawcze spojrzenia. Wstali z krzeseł i przybierając miny grzeczniusich berbeci przystąpili do działania.
-No bo widzi pani...
-... my naprawdę chcieliśmy to grać...
-... ale teraz jak już się spotykamy...
-... to właściwie...
-... po co grać w to badziewie...
-... dajmy szansę komuś innemu...
-Proszę? - zakończyli oboje, widząc wypieki na twarzy kobiety.
Rosie zastukała palcami o blat biurka, ostatecznie godząc się z ich rezygnacją. Jak nie oni, to następni. Ach ta młodzież...
-Chwila, chwila! Oni się spotykają? - Mara wskazała palcem na Fabiana i Grace, po czym wydała się z siebie donośny krzyk triumfu. - Ha! Wygrałam! Jeden zero frajerze!
Jerome (który właśnie zyskał następny powód na liście wiecznego znienawidzenia Ruttera) zamrugał niewinnie rzęsami, udając wielki zdziwienie.
-Co to mówisz Marusiu? To ty liczyłaś na Audrey, nie wymiguj się.
-Nieprawda! - wrzasnęła Jaffray patrząc na niego z wściekłością. - Kłamiesz! Tak samo jak z tą głupią Hesh...
-Oo tym razem przeholowałaś moja droga! - wzburzył się Clarke. - To koniec!
-Zrywam z Tobą!
-To nara!
-To pa!
-Pff.
-Pff!
Nauczycielka westchnęła ciężko, usiłując przypomnieć sobie co mogło zmienić się w sposobie wyrażania uczuć kiedy ona się starzała a młodzież dorastała. Całe szczęście, że musi siedzieć z nimi tylko ten jeden rok.
-To jest 21 wiek. - oznajmił Eddie z uśmiechem. - Pani się nie martwi. Potem będzie jeszcze gorzej!
Rosie (wystarczająco przerażona perspektywą dzisiejszych czasów) uciszyła klasę i wróciła do sprawdzania obecności. Kiedy odhaczyła już wszystkie nazwiska, rozejrzała się po klasie, szukając jakiegoś dziecka z ambicjami. Talentów brak.
-Jerome? Mara? - spojrzała na nich z nadzieją. - Może wy...
-Nie będę grać z tą durną kobietą, która nie chce wychowywać ze mną naszej córki!
-Nie będę grać z tym kłamliwym oszustem, który nie może zrozumieć, że nasza córka to tylko wytwór jego chorej wyobraźni!
-Powiedziała naszej! - krzyknął Benny spod okna. - Jest postęp!
Podczas kiedy uczniowie ocucali załamaną Rosie, Walker skupił całą uwagę na Stelli, która raczej nie angażowała się w chore zajęcia swojej mamy. Swoją drogą, dzisiaj była szczególnie nieobecna.
-Stellciu? Jakiś problem?
-Zamknij się. - odwróciła się do niego plecami licząc, iż chłopak da sobie spokój.
Ale nie dał. Nie mógł dać, co strasznie ją gnębiło. Gdyby zwyczajnie zapomniał, byłoby jej łatwiej pogrzebać uczucia głęboko pod ziemią. Niestety, cały czas łączyła ich jakaś niewidzialna nić, która za nic nie chciała się urwać.
-Wczoraj kazałaś mi się odpieprzyć i se poszłaś. A ja chciałem zrobić Ci kanapkę!
-Zjadłeś ją tępoto.
-Ale miała być dla Ciebie! Liczą się intencje.
Rosie w końcu doszła do siebie. Usadowiła się na obrotowym krześle (niestety Alfiemu nie udało się go wyregulować) i ponownie zabrała się za sprawy teatralne.
-Ktoś chce tą główną rolę? Valerie? No błagam!
-Ja mogę.
Cała klasa odwróciła się w kierunku drzwi. Przy samym wejściu stał nie kto inny tylko nasza ukochana adoratorka Fabiana wraz ze swoją ulubioną, czarną walizeczką. Uśmiechnęła się promiennie i podeszła do biurka Rosie.
-Joy Mercer. - podała jej dłoń. - Przepraszam, ale samolot się spóźnił. Musi pani wiedzieć, że bardzo lubię teatr i strasznie chciałabym zagrać te rolę. Jeśli można oczywiście.
-Chcesz? - ucieszyła się Rosie. - Fantastycznie! To kto chcę rolę męską?
-Proponuję Fabiana. - rzuciła Mercer szybko. - Myślę, że...
-Zajęty! - uniosła się Grace, patrząc na Mercer niczym Victora o poranku. - Trzeba się było spieszyć!
Dziewczyna nerwowo zamrugała oczyma, spoglądając na Ruttera z niekrytym zdziwieniem.
-Co? Przecież ty jesteś ze mną! Pisaliśmy na czacie godzinami.
-Jakim czacie, jakim czacie? Fabian nie umie korzystać z internetów! - zbulwersowała się Grace. - Kręcisz bejbe, oj kręcisz.
Mercer oblała się pąsowym rumieńcem, nerwowo poprawiając kołnierzyk białej koszuli.
-Jeśli nie on... To kto do mnie pisał?
W tym momencie Mick skulił się na krzesełku i zamilkł na następne pięć sekund. Joy wróciła. Jego największe obawy się spełniły. Czy jest wystarczająco smerfastyczny dla niej?
-No? Kto chce grać Leona? Bardzo was proszę, dzieci.
Campbell podniósł swoje błyszczące oczęta i wyszczerzył zęby w uśmiechu. Wpadł na pomysł tak genialny, że aż Bogusław musiał się o tym dowiedzieć.
-JAAAA! - wydarł się blondyn. - JAAA! BĘDĘ GRAĆ LEONA KOLEDZY I KOLEŻANKI! AJ WOLKING ON SANSZAJNNN ŁOO O O OO!
Twarz Joy przybrała kolor zgniłej zieleni. Dziewczyna zaczęła niekontrolowanie szybko oddychać, w związku z czym Alfie zaproponował oddychanie metodą usta usta (za co dostał solidnego kopniaka od Amber). Mick uznał, że wszystko to dzieje się z jej wielkiej radości. Jerome przypomniał sobie obraz sprzed paru dni i natychmiast przyciągnął do siebie Marę.
-Wróciliśmy do siebie! - krzyknął tak by wszyscy słyszeli, a w szczególności to kapryśne coś.
-Tak? - zdziwiła się Jaffray. - A nie będziesz mówił już o Hershey?
-Co to za pytanie? Oczywiście, że będę! - prychnął Clarke. - Bo widzisz kochanie... Czasami dzieje się to czego najmniej się spodziewamy.


Patricia Williamson nie należała do osób punktualnych dlatego też Eddie spędził dwie godziny w własnym towarzystwie. Miał wielką nadzieję, iż dziewczyna w końcu raczy się pojawić. Inaczej byłby zmuszony do samotnego powrotu do domu, a jak wiadomo łóżko same się nie wyśpi. Wzdychając ciężko spojrzał na rzucony papierek po batonie. Szkoda, że je tak szybko, tak to miałby jakieś zajęcie. Strzepał okruchy ze szkolnego swetra (przez to zamieszanie nie zdążył się nawet przebrać), przypominając sobie o najnowszych wymogach Trixie. Zaczęła robić się niebezpiecznie podobna do Amber. Kiedy już miał rezygnować z roli pantoflarza i poczłapać do domu w pojedynkę zza zakrętu wyszła zasapana Patricia. Kto jak kto, ale ona na pewno nie przypominała kogoś kto szykuję się aż dwie godziny. Szczerze mówiąc wyglądała tak jakby dopiero co wygramoliła się z łóżka. Ruda czupryna przeżyła atak pioruna, ciuchy nie spotkały się z żelazkiem a sama twarz Williamson była blada niczym papier ścienny. Mimo to dla Eddiego wydała się nagle najpiękniejszą dziewczyną na świecie.
-Czego zęby suszysz? - parsknęła na przywitanie. - Jesteś brudny.
-Też miło Cię widzieć. - pokręcił głową, po czym przyciągnął dziewczynę do piersi. - Kotku, chyba przerąbałaś z tą biżuterią. Ręka Ci się nie zarwie?
Słysząc to, Trixie szybko schowała dłoń za plecy i odwróciła wzrok od chłopaka. Eddie spojrzał na nią ze zdziwieniem, usiłując odgadnąć powód przygnębienia dziewczyny.
-Co się stało Gaduło? Znowu pomylono Cię z chłopakiem? To się zdarza, nie rozpaczaj.
-Bardzo śmieszne. - burknęła cicho. - Stul gębę idioto, lepiej powiedz co słychać u Twojego tatusia.
W życiu kapryśnych par często występują kryzysy, dlatego też tym razem było dane obrazić się Eddiemu. Pytanie o ojca kompletnie wytrąciło go z równowagi. Odkąd Trixie zaczęła trzymać się z Marą i Jerome'm jej poglądy na życie uległy szalonej zmianie. Nieustannie wypytywała o byłego dyrektora liceum, jego samopoczucie i inne takie. Zupełnie tak jakby zapomniała o wydarzeniach sprzed roku. O tym jak ją szantażował... I Nina. Zabił ją, ten powód powinien wystarczyć ku temu by całkiem wymazać go z pamięci.
-Kiedyś musisz z nim pogadać. - Patt uparcie broniła swojego zdania. - Mara mówiła, że ojciec Jerome'a...
-Stary Jerr'ego nie był mordercą - uniósł się nagle blondyn - Jak mam mu spojrzeć w oczy? Skrzywdził Ciebie, Ninę i nas wszystkich. Dlaczego miałbym mu wybaczać, co? Pomyśl czasem.
Dziewczyna widocznie nie miała już żadnych argumentów, bo przez parę minut siedziała cicho bez wydania najmniejszego dźwięku. W końcu przestała rozmyślać i złapała go za dłoń.
-Sorry, ale... Coś mnie tknęło ostatnio. Rozumiem, że zabił i w ogóle, ale jaki on miał powód? Wersja z Osirionem i Wybraną wydaję mi się trochę naiwna. Może jej nie lubił, tylko... - chciała dokończyć, ale w końcu machnęła ręką - To wszystko jest porąbane.
Eddie pokiwał głową, ostatecznie zrozumiawszy troski dziewczyny. Patricia nie była naiwna i ciągle szukała wszystkich możliwych wyjść z każdej sytuacji. Ale ojcu nigdy nie wybaczy, nie ma mowy.
-Nie gadaj o tym więcej, ok? - poprosił, a kiedy grzecznie przytaknęła, ujął jej białą twarz w dłonie. - Wyszło jak wyszło, trudno. Ważne jest to, że wciąż mam przy sobie pewną idiotkę, która uwielbia się spóźniać. No nie?
Patt zmusiła się do uśmiechu i stanąwszy na palcach, złożyła pocałunek na ustach swojego durnego chłopaka. Wtedy zrozumiała, że nie musi szukać dalej. Po co, kiedy może spędzić resztę życia z nim? Kochała go, mimo wszystkich przykrych słów, którymi tak lubili siebie obdarowywać. I obiecała sobie, że kiedyś mu to powie...
-Kupiłaś Colgate? Czuć. - Miller wyszczerzył zęby w uśmiechu. - Kotek, bransoletka ci spad... Chwila, co to do cholery jest?
Zanim Trixie zdążyła zasłonić dłoń, chłopak już spoglądał na nią z przerażeniem. Wydało się, wszystko.
-Kto ci to zrobił?
-Ten idiota z wycieczki. - mruknęła, spuszczając wzrok. - Nie wiem co ma to oznaczać. W każdym razie dostałam dzisiaj wiadomość od naszego prześladowcy. Piszę, że jestem naznaczona.
W oczach chłopaka błysnął cień przerażenia. W jednej chwili zapałał, iż Patt otaczają rzeczy nieprzyjemne. Ich wszystkich.
Na nadgarstku dziewczyny ujawniła się bowiem krwawa blizna w kształcie litery W...

-Ale jak to naznaczona? - pisnęła Amber, przywierając do ramienia Alfiego. - Ja się boję!
-W... Jest tutaj. - powiedział Fabian przyglądając się obficie krwawiącej ranie. - Było na wycieczce. To musi być jedno z nas.
Sibuna wymieniła między sobą jednoznaczne spojrzeniem. Ktoś z grupy miał nieczyste intencje i wykorzystywał informację przeciwko drugim osobom.
-Przypomniał mi się ten medalion... Podobno wybierający osoby do ceremonii. Przeanalizuję go, ale... - Rutter na chwilę się zaciął. - Ale sam. Rozszyfrowałem przepowiednie. Deyrua mieszka w tym domu, a postać którą przybrała oszukuję nas od samego początku. Nawet tego bardzo odległego.
-Co sugerujesz? - Patt potarła obolałą rękę. - Hmm?
-Każdy z nas musi działać w pojedynkę. Inaczej nigdy nie znajdziemy rozwiązania. - oświadczył, a kiedy dostrzegł zdumione spojrzenia przyjaciół, pokręcił tylko głową. - Wiem, ja też tego nie chce. Ale tak będzie bezpiecznej. Inaczej nigdy nie uwolnimy się z tego koszmaru. Możemy polegać tylko na sobie. Patricia - tu zwrócił się do koleżanki. - Zrobimy wszystko by nic Ci się nie stało. Być może poprzez przerwanie ceremonii znak straci swoją moc. Wbrew przepowiedni nie... Sama wiesz.
Dziewczyna skinęła głową, jednak nie wyglądała na do końca przekonaną. Jej życie stanęło pod wielkim znakiem zapytania. Było o wiele gorzej niż źle.
-Od dzisiaj. - chłopak doszedł do ostatniego zdania. - Sibuna zostaje oficjalnie rozwiązana.

Sala była prawie gotowa. Pochodnie zalśniły się pomarańczowym blaskiem, miejsca dla Wybawców były przygotowane. Na samym środku stał szary, marmurowy stół. Dla skazańca...
-No, no. Odwaliłaś kawał dobrej roboty. - Greg pokiwał głową z uznaniem. - I kto by pomyślał, że nadal nie zgadli Twojej tożsamości.
-Nie doceniasz mnie. - oparło W. spod kaptura - Niedługo Twa klątwa zostanie zdjęta i będziesz mógł zapomnieć o Robercie. Odwiedziłam ostatnio Denby... Nie miała szans. Wiem, że chciała przeprowadzić jeszcze raz niewłaściwą ceremonię, zgodnie z zadami przeszłości, ale cóż. Tylko by nam przeszkadzała. Piętno Setha jest coraz bliżej... I pomyśleć, że musiałam czekać ponad sto lat. Potrafię się odrodzić, nie zapominaj o tym. Zmyliłam samych bogów egipskich, dlatego lepiej będzie żebyś nie popełniał żadnych błędów, bo wiesz jak może to się skończyć. A teraz przepraszam, ale muszę złożyć wizytę Marze...

Abby rzuciła czerwony plecak na krzesło i usadowiła się na białej kanapie. Sala była pusta, wszyscy uczniowie wyszli już do domów. Andrews zaplanowała na jutro wielki test z wiedzy ogólnej, dlatego też należało się trochę poduczyć. Wszystko wskazywało na to, że tylko ona, Mara i Fabian będą coś umieli. Reszta spędzi upojne wieczory na robieniu ściąg wraz z niezastąpioną ciocią Wikipedią. Na myśl o współlokatorach jej twarz zalśniła uśmiechem. Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów było dobrze. Zaakceptowano ją taką jaką jest. Tacy ludzie to skarby. Po paru sekundach zastanowienia, odłożyła książkę na stolik i podeszła do okna. Wszystko zaczęło wyglądać piękniej mimo, że listopad nadchodził wielkimi krokami. Z drzew spadały pierwsze liście. Ziemia pokryła się wielobarwnym dywanem, po którym aż chciało się stąpać. Wśród wszystkich, radosnych odcieni, Abby ujrzała postać w białej sukience i podręcznikiem pod pachą. Mara. Kiedy nastawała potrzeba zabierania się za naukę, Jaffray emigrowała do najbliżej kawiarenki, spędzając tam całe godziny. Mieszkaj w domu razem z Alfiem i znajdź człowieku spokój! Widocznie ogarnęła już cały materiał, bo patrząc na minę dziewczyny zdawało się, że dziewczyna zaraz zaśnie na środku chodnika. Kiedy Abby miała wrócić do nauki, jej uwagę przykuła tajemnicza postać chowająca się za drzewami. Miała na sobie czerwoną pelerynę i raczej nie wyglądała na przeciętnego ucznia kampusu. Do balu przebierańców zostało jeszcze sporo czasu, więc strój tej dziwnej osoby był bardzo nie na miejscu. Może to Alfie, który ostatnio stał się zagorzałym fanem serii "Pretty Little Liars" (zasługa Amber)? Nie, nie ta sylwetka. Abby miała dobre oko jeśli chodzi o figury, więc szybko usunęła Lewisa z grona podejrzanych. Jeżeli nie był to żaden dowcipniś to... O nie. Postać wyszła z ukrycia i zaczęła powoli zbliżać się w stronę dziewczyny. Brunetka spostrzegła błyszczące narzędzie wystające zza szkarłatnej szaty.
-Mara! - Abby gwałtownie otworzyła szybę. - Odwróć się!
Jaffray uniosła wzrok, jednak pokręciła głową, dając do zrozumienia, że nie rozumie jej słów. Napastnik był coraz bliżej... Roye wybiegła z pokoju i kiedy już chciała złapać za klamkę, drzwi nie chciały się otworzyć. Ktoś musiał to zaplanować! Mogłaby zadzwonić, ale jak na złość zostawiła telefon w domu. Jaffray zwolniła kroku, widocznie padała z przemęczenia. Abby wywróciła plecak do góry nogami, dobierając się do jednego z zeszytów. Niedbale wyrwała kartkę i nabazgrała na niej parę znaczących słów. Zwinęła papier w kulkę, po czym cisnęła go za okno. Udało się. Mara podniosła świstek, szybko analizując treść. W końcu, nie patrząc już za siebie, poderwała się do biegu. Prześladowca ruszył za nią nie zważając już na żadne środki bezpieczeństwa. Chwile później straciła Jaffray z oczu. Przyłożyła dłoń do czoła, prosząc Boga tylko o tę jedną rzecz. Żeby Marze nic się nie stało...


Z perspektywy Mary

Jeszcze nigdy w życiu tak się nie bałam. Wszystkie emocje zebrały się w jedną całość i opętały moją duszę, przyprawiając ją o najgorsze koszmary. Uciekłam najszybciej jak mogłam. Mimo, że nie jestem dobra z wf-u biegłam lepiej niż niejeden maratończyk. Szybciej, szybciej, szybciej. Nie daj mu się złapać...
Nagle, natrafiłam na dziwne wzniesienie w ziemi i straciłam równowagę. Runęłam jak długa, zupełnie zapominając o konsekwencjach. Jęknąwszy z bólu, złapałam się za nogę. Rajstopy były całe podarte. Od okolic kolana spływała po niej czerwona strużka krwi.
-Już mi nie uciekniesz...
O nie. To nie może się tak skończyć, nie może. Zamknęłam oczy, przygotowawszy się na najgorsze. Kiedy czułam już ostrze przy swoim nadgarstku, napastnik z hukiem upał na ziemie. Schowałam twarz w kolanach. Nie miałam siły uciekać. Siedząc tak parę ładnych chwil, zdałam sobie sprawę, że nic takiego się nie stało. Ostrożnie podniosłam jedną powiekę, spodziewając się nagłego ataku groźnej postaci. Nade mną klęczała Stella, kurczowo ściskając się za nadgarstek.
-Nic Ci nie jest? - zapytała, patrząc na mnie z troską. - Mara?
-Nie, nie... Ale... - w jednej chwili zabrakło mi języka w gębie. Nie wytrzymałam i wybuchnęłam płaczem. - On mnie gonił! Kto to był? Ja... Gdzie on...
-Jesteś bezpieczna. - odparła Stella, delikatnie gładząc mnie po ramieniu. - Będzie dobrze, tylko nie rycz. Nic Ci się nie stało, świetnie.
Kiedy miałam poprosić ją o pomoc przy wstawaniu, dostrzegłam małą bliznę na jej prawym nadgarstku.
-A to co?
Stella westchnęła cicho i wyciągnęła do mnie dłoń. Nie mogłam w to uwierzyć. Wydrapana litera W. ociekała krwią, brudząc przy tym jej szarą bluzę. Wright wzruszyła tylko ramionami, jednak w głębi duszy wiedziałam jak bardzo się bała.
-Wybrana nie może zostać naznaczona. - wyszeptała. - Ja mogę zginąć, ale Tobie nie może stać się żadna krzywda. Jestem Twoim Osirionem muszę Cię bronić... Choćby za najwyższą cenę.

Dżoj, kam bak.
Patrzę na 3 sezon, mam beke z pięknych dialogów dżeroja.
Oglądałam dżerojowe mycie psa pl (a ta znowu nawija o tym samym). Jeruś pieprzył coś, że jest do dupy i wgl, boska dżoj odpowiedziała "Nie jesteś taki" (taki sam tekst strzeliła Marusia w 1 sezonie). Potem Dżeruś narzekał, że chciałby aby ktoś dostrzegł w nim tą dobrą stronę i wtedy Dżoj powiedziała "Ja ją widzę".
Czemu oni skopiowali mi Jarę? Nie mogli znaleźć czegoś nowego?
"Marusia - Nie chciałaś zakochać się w moim chłopaku.
boska dżoj - Twoim byłym chłopaku!"
Ooo jak słodko <3 Marusia go kocha ^ ^
No i dżoj spieprzyła, cóż za emocje.
Marusia dostała napadu furii i demoluje stosiko dżoj. Zrobili z niej potwora idioci.
Teraz mówi, że Dżeruś był jej i cytuję:
"Ten sweter (tu bierze seksowny sweterek Dżeroma - co on robi w rzeczach dżoj? O_O) mnie miał dawać ciepło, te rysunki mnie miały rozśmieszać (Boże ja tam się boję co Dżeruś rysuję) te rzeczy miały być dla mnie (możliwe, ale dżeruś niestety nie jest kasiasty i nie może kupić nowych).
Mara zgłupiała, Dżoj zmądrzała. No ja nie wierze. Oni chyba Marusi nie lubili, tak myślę...
Edzio wziął byś się ogarnął, jakiś ty sztywny. 
Ogólnie mówiąc 3 sezon bez tych strasznych zmian charakteru i paringów mógłby być nawet dobry. Mimo, że nie byłoby Niny i Amber. Dałoby się coś zrobić, bo momentami zdołałam się uśmiechnąć (sapphire została optymistą).
Trudno. Kończę z narzekaniami i tak nic to nie zmieni. Stało się, tak bywa.
Przepraszam za wszystkie błędy, ale jest już późno a ja mam tendencję do niemyślenia.
Horrorystyczne to to nie było, postanowiłam przełożyć mhroooczny fragment na dalsze scenariusze. Zdradziłabym wam połowę fabuły.
W. isz mysztery.
Wcisnęłam tutaj Joy, nie będę niemiła. To, że mam swoje własne kaprysy nie eliminuje jej jeszcze z postaci. Zrobię z niej taką postać, która będzie odpowiednia tak samo dla was jak i dla mnie. Miałam nie pisać długich podtekstów.
Kochaaaam was bardzo i o tym wiecie <3
Wgl Joylitte prześlicznie pisze :)
Idę podwędzić coś z lodówki.
Eudżen jest piękny.

To Cześć <3

13 komentarzy:

  1. Cudowne :D Pierwsze zdanie jest wspaniałe :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Genius z ciebie *-* Zgłaszamy do jakiegoś konkursu talentów, na pewno wygrasz ^^ Frace *-* Od teraz mój mózg jest prze szczęśliwy <3 Niech tylko jeszcze wymyślą pitną tęcze i na nic nie narzekam *>* Czekam na next'a ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Świeeeeeeeeeetnyy rozdział ;*
    Zapraszam do siebie na nowy odcinek. Licze na opinię ;3

    OdpowiedzUsuń
  4. Sibuna zostaje oficjalnie rozwiązana.
    Idę se podciąć gardło. Fabian, czyś ty misiek kompletnie zgłupiał? Dajcie Bogusława, przywalę mu w ten śliczny łepek.,
    W. to Louisa Frobisher-Smithe. Skoro jest dziewczyną, to czemu nie? Ja, jak zwykle wszystko rozszyfruję. Nadaję się do Sibuny!
    Mój dżeruś jest taki bardzo troskliwy. I naprawdę słodki, jak wkurza się na Fabianka, ze niby chodził z Marusią.
    dżoj wróciła. zrobiła się zielona i będzie rzygać, a ja razem z nią. Ka bum!
    Moy, coś czuję że to będzie długa namiętna miłość i jak sie pobierą to zaadoptują odkurzacz. Tak, to będzie piękne.
    Droga Sapphire, ja nadal drę mordę, jak sobie przypomnę Jarę. W czasie przerw dostaje histerii... Dobra, większa część dotyczy Bradusia jaki on mega przeseksowny i całuśny, jak mega wygląda w mokrej koszulce i... Musze się zacząć leczyć.
    Pamiętam jak zaczęłam czytać tego bloga, był już trzydziesty któryś rozdzialik. Zakochałam się od razu w Grace, Przeczytałam rozdział, potem kolejny i nie pisałam komentarzy, nie wiedząc, jak zacząć. Zaczęłam wtedy pisać, wzorując sie na Ciebie i drogiej MClarke, byłyście moimi idolkami. Odważyłam napisać się pierwszy komentarz. A potem zaobserwowałaś mojego bloga, nie wiesz jak się cieszyłam. Wszystkim, kto chciał mnie słuchać ( nikt nie chciał, więc gadałam do psa i do swojego odbicia w lustrze) mówiłam, że mnie obserwujesz. A potem dostałam pierwszy komentarz od ciebie i nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście. Dzięki tobie przybyło mi obserwatorów, poczułam, ze może na prawdę się do czegoś nadaje.
    I wczoraj dostałam od ciebie ten piękny komentarz. Płakałam ze szczęścia jeszcze długo, długo po tym, jak wyłączyłam bloggera. Miałam taki stosik chusteczek, który powstał w czasie filmu ( jak ja kocham 3 metry nad niebem *.* ) i jeszcze doszły nowe. Szczerze, popłakałam się. Jak teraz o tym myślę, to mi się łzy w oczach zbierają. Ja jestem zwyczajna. Ty masz poczucie humoru, potrafisz pięknie - jak ty to mówisz - piszdolić i opisywać uczucia. Zainspirowałaś wiele osób do pisania, w tym kilka znam i lubię. Jesteś jedną z najzdolniejszych bloggerek, obok Iluzjonistki, MClarke i wieeelu innych, nawet nie pamiętam już z nicków. Możesz mówić, że jesteś do bani, ale ja tak nie uważam.
    Dziękuje ci za wszystko. Urządzimy sobie podwójny ślub, okey? Ty i Eudżenek i ja i Braduś. Trzeba suknie ślubne kupować.
    Dzięki Tobie czuję sie trzy metry nad niebem <33

    Sapphirer
    xoxox

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hache i Babi byli pierwszą parą od czasów Jary, przy której zdołałam się wzruszyć. TMNN było kochane <3
      Obserwatorów przybyło bo masz wielki talent i tak cudnie piszesz, a nie jakieś dziadygowej Sapphire.
      Jesteś strasznie zdolna, wszystko co piszesz wychodzi z serducha ja niestety czasem robię wszystko tak na odwal. Chyba, że piszę jakieś full romansidła, to wtedy wena musi być ^ ^
      Mickuś nie może zostać samotny to jasne.
      Nie jestem nikim szczególnym, w życiu. Marudzę tylko i nic więcej ^ ^
      Poczucie humory, suchary sapphire.
      Pff. Suknie ślubną zakupiłam już od pierwszego ujrzenia Eudżenka. Miłooość rooośnie wooookóóóół naaas <3
      Jesteś przezdolną pisarką, cudną osobą (ile słodyczy), która jako jedna z niewielu bloggerek zmusza mnie do nazwijmy to refleksją nad życiem (paczcie jakie znam trudne słowa). Jesteś mega zdolna <3
      Za dużo tych serduch kuźwa ^ ^
      Kc bardzo <3

      Usuń
  5. Świetny rozdział kto śpiewa cover let her go ?

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam
    Pewnego czasu składałaś zmówienie na szablon u pewnej szabloniark. Niestety on a nie podjęła sie zrealizowania Twojego pomysłu. Natomiast ja postanowiłam go wykonać, użyłam to tego celu takich samych zdjęć co zaproponowałaś.
    Możesz umieścić go na swoim blogu ale napisz o tym w "pobranych" i umieść mój button na swoim blogu
    Link do notki http://szablonovo.blogspot.com/2013/10/niby-cienkooa-jednak.html

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja lubie mojego eddiego kocham go affie fanem perrty litle liaris to ser

    OdpowiedzUsuń
  8. OŁ MAJ! O BOŻE! OŁ MAJ SAPPHIRE! JAK JA CIĘ CHOLERNIE PODZIWIAM!
    PRZEPRASZAM!
    TYLE SZKOŁY!
    TYLE SZLABANÓW!
    TYLE WSZYSTKIEGO!
    TOŻ TO JA! ŁELKOM BAK!
    Pamiętasz mnie jeszcze? Emklarka we własnej osobie, ten głupi platfus! Jak ja Ci zazdroszczę Sapphire, że masz tyle czasu na to pisanie, i do tego tak Ci to wychodzi :C Rozdział jest prześliczny prześwietny i przeprze! <33
    Strasznie Cię przepraszam. Nie mogłam wchodzić na internet tak często, jakbym chciała, choćby z powodu mojego debilnego komputera, który zawiesza się od razu, gdy go włączę (co trwa zwykle pół godziny).
    Wystraszyłaś mnie tym zerwaniem, Jezu, jak ja się wystraszyłam xd A potem jeszcze dżoj przyszła i już sobie myślałam, że ma kochana bratnia dusza przeszła na ciemną stronę mocy, a jednak! Mickuś uratował wszystko :D
    Kiedy to czytałam, przypomniałam sobie te wszystkie komentarze, to wyczekiwanie na Twój kolejny rozdział i mój kolejny rozdział. Zabijanie w myślach dżoj i Willow na wszystkie sposoby (włączając w to mikrofalówkę xd), to rozpaczanie, że nam Jerusia i Marusię rozłączyli. Tęsknie za tym wszystkim i strasznie żałuję, że wszystko psuję tym opóźnianiem się :< Przepraszam Cie najmocniej i mam nadzieję, że kiedyś jeszcze tak będzie mimo tego, że serial (Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać) już się skończył.
    A właśnie.
    MClarke robi powrót do internetów, kochana >:D
    Więcej szczegółów znajdziesz w poście, który pojawi się dzisiaj na The Jaffray Story (na tym zapomnianym przez wszystkich staruchu, którego już nikt nie czyta xd).
    Zdecydowałam się wrócić, kiedy przeczytałam tą część i uświadomiłam sobie, jak bardzo tęsknię za tym wszystkim, za oczekiwaniem na komentarze, za czytaniem i śmianiem się z tego co sobie piszemy ^ ^
    Dziękuję Ci! ♥

    Niebieskie żyrafy <33

    Biedny Jeromek, Mara wciąż nie wierzy w Heshey. A tak a propo dopiero teraz ogarnęłam, że to nazwa czekolady (którą już wielokrotnie jadłam xd). Sorry, no wybacz, ale jestem wielkim, nieogarniętym przypałem.
    Czekam na kolejną część :3

    Twoja wierna do końca fanka,
    MClarke ♥

    OdpowiedzUsuń
  9. No nie! Znowu się późnie z komentowaniem u Ciebie. Nie ładnie, nie ładnie ;c Jak zwykle przeczytam wcześniej a później zapominam, że nie miałam skomantować. Echh... Skleroza. Przechodząc co rozdziału.
    DZIWCZYNO, CZYŚ TY DO RESZTY ZWARIOWAŁA? TY ALBO FABIAN! Jak możecie rozwiązać Sibune? Przecież tak nie może być. Fabian ogar! ;-; ( Nie no. nie umiem się na niego złościć ) Moje życie straciło sens. Nie ma Sibuny ;c
    Jak mi się podoba jak Ty piszesz o Audrey ♥ Strasznie mi jej szkoda, ale ona jest taka pozytywna. Podziwiam ją. Zasługuje na szczęście. Droga Sapphire znajdź jej jakiegoś słodkiego faceta. Niech będzie full romantic <3
    Jerome dajże spokój temu Rutterowi. Nie jego wina, że w jakimś pomylonym trzecim sezonie był z Marusią. Liczy się tu i teraz. A teraz ty z nią jesteś na wieki ♥ Tak ma być, Amen.
    Grace, aleś załatwiła Fabiana. Chłopak myślał, że to o niego chodzi ;c
    Boska dżoj kom bek. Ojej jak się ciesze <33 Teraz będzie Moy. Zawsze o nich marzyłam. Tak skrycie oczywiście. Mick porywaj Joy i wyjeżdżajcie do Australi i miejcie smerfastyczne dzieci i mieszkajcie z Bogusławem, oraz zaadoptujcie kangury, albo kangury was. Jak tam wolicie. A waldzio nakręci serial ''Boskie życie boskiej dżoj i Micka w krainie kangurów'' Oj nie mam talentu jeśli chodzi o nazwy i nicki. Niestety. Brak zdolności .Z resztą jakichkolwiek. Brak urody.Brak talentu. Wszystkiego. Lajf is brutal ;c
    W jest psychopatą. Zostawia krwawe blizny? To już normalnie nie da się napisać W?
    Stella i Mara. Jak ja je dwie razem lubię ♥ Dwa przeciwieństwa.
    Nie no, Sapphire przechodzisz samą siebie. Coraz lepiej piszesz. Zaskakujesz mnie. Ty jak i opowiadanie jesteście NIESAMOWITE ;*** Gdy czytasz Twoje opowiadanie nigdy nie wiesz co się wydarzy. Jest taki zwrot akcji że ja pierniczę.
    Czekam z niecierpliwością na następną część
    Twoja wielka fanka
    Stevie

    OdpowiedzUsuń