wtorek, 22 października 2013

Opowiadanie cz. 62. When you're gone.

"Nazywałeś mnie swoją marzycielką 
A teraz spełniam moje marzenia 
Tak bardzo chciałabym cię zobaczyć 
Wszystko, co mi się przytrafia 
Sprawia, że wracam myślami do przeszłości"
(I miss you)

Wyobraź sobie, że płaczesz… Robisz to bardzo często, prawda?
Często płaczesz.
Czemu?
Ktoś zranił Twoją duszę? A może ty sam to robisz?
Zawiodłeś się? Jasne, jak zawsze.
Możesz tęsknić.
Spokojnie, jeszcze kiedyś się zobaczycie.
Chyba, że tej osoby już nie ma… I nie masz pojęcia, gdzie w tej chwili może być.
                                      
Pustą ulicą szła mała osóbka o dużych, ciemnych oczach i burzy loków na głowie. W kruchutkiej rączce ściskała niewielki plecak ze Scooby-Doo. Torba obijała się o ziemie, jednak nie to było problemem dziewczynki. Oni znowu się śmiali.
Oni.
Oh, jak bardzo Ich nienawidziła. Mama mówiła, że nie warto płakać, ale co ona może wiedzieć. To nie ją krzywdzą.
Spuszczając główkę, delikatnie otworzyła drzwi do żółtego domu, otoczonego bajecznym ogrodem. Babcia zawsze sadzała ją na huśtawce i mówiła, że może spotkać tu wróżki, spełniające życzenia. Musiały być bardzo zapracowane, bo Abby wiele razy prosiła o jakich życzliwych przyjaciół, jednak nigdy nikogo takiego nie spotkała. Trudno. Może kiedyś?
Umocowawszy się z różowymi sznurowadłami, rzuciła buciki w kąt i cichaczem podreptała w stronę swojego pokoju. Mama jeszcze nie wróciła z pracy. Ostatnio bardzo dużo pracuję, bo nie ma nawet czasu się z nią bawić. Ale jest jeszcze Rachel.
Uszczęśliwiona dziewczyna z uśmiechem skierowała się do twierdzy ukochanej, starszej siostry. Może znajdzie dla niej chwilkę? Chciałaby się pobawić.
-Rachel. – Abby ostrożnie nastąpiła na próg. – Mogę wejść?
-Co? Ty chyba sobie żartujesz! – zza drzwi dochodziły niepokojące odgłosy. – Nie ma mowy o pomyłce, musiało Ci się coś przewidzieć! Tak John, wiem, że jesteś starszy, ale… Dobrze wiem co robię! Ceremonia jest już niedługo, więc lepiej będzie jeśli… - zauważywszy Abby, gwałtownie ściszyła ton. – Muszę kończyć. Wiem, że to ważne, jednak mam inne problemy. Zdzwonimy się później, dobra? – odłożywszy telefon, podniosła dziewczynę z podłogi i usadziła ją na jej ulubionym, bujanym fotelu. – Co takiego skarbie?
-Znowu się ze mnie śmiali… - dziecko nieśmiało spuściło głowę. – Mówili, że tatuś nas nie chce, ale przecież wyjechał tylko na miesiąc… I jeszcze żartowali o jego babie nowej… Wiesz co to znaczy?
-Nie słuchaj ich. – odparła szybko dziewczyna. – Nie mają zielonego pojęcia co tu się dzieję. A o ojcu masz nie myśleć. Wbrew temu co wciska Ci matka, on wcale nie jest taki święty. Boże, czemu cały ten świat Cię oszukuję? Spokojnie myszko, jestem przy Tobie. – wyszeptała cicho, przysuwając dziewczynkę do piersi. – I nigdy, przenigdy nie pozwolę cię skrzywdzić.
-Naprawdę? – w oczach Abby pojawiły się małe iskierki nadziei. – I spotkam kogoś miłego?
-Obiecuję. – siostra lekko pogłaskała ją po policzku. – Przeczytać Ci coś?
-Poproszę.
Rachel puściła rączkę dziewczynki, wolnym krokiem zbliżając się do regału. Książki były posegregowane kolorami, każda miała również własną zakładkę. Wpatrując się w malownicze rzędy pism, Abby dostrzegła świstek papieru wystający z jednej z gazet. Podleciała do Rachel i jednym susem wdrapała się na mebel.
-A co to jest? – zapytała, próbując złapać róg kartki. – Sięgniesz to?
-Tam nie ma nic ciekawego. – dziewczyna szybko schowała papier za plecy. – Bazgroły i tyle. Siadaj mi na kolana, przeczytamy to. – spojrzała na roześmianą buzię siostrzyczki. – No już, posłuchaj:

*„Pewien młodzieniec chwalił się że ma najpiękniejsze serce w dolinie. Chwalił się nim na rynku i zebrał się ogromny tłum by je podziwiać bowiem było w swym kształcie perfekcyjne. Nie miało żadnej skazy, było przepiękne, gładkie i błyszczące. Biło bardzo żywo. Chłopak krzyczał na cały głos że nikt nie ma piękniejszego serca od niego i wszyscy mu potakiwali bowiem jego serce było idealne. Jednak w pewnym momencie jakiś starzec z tłumu krzyknął:
- Dlaczego twierdzisz że twoje serce jest najpiękniejsze, skoro moje jest o wiele piękniejsze od twojego?
Młodzieniec bardzo się zdziwił słysząc te słowa, a potem spojrzał na serce starca i się zaśmiał. Serce starca biło bardzo żywo, być może nawet żywiej od serca młodzieńca, ale było to serce poorane rozlicznymi bruzdami, serce w którym było wiele brakujących kawałków. Wiele też w nim było kawałków, które do tegoż serca nie pasowały. Było to serce brzydkie które w żaden sposób nie mogło się równać z nieskazitelnym sercem młodzieńca. Chłopak zapytał się, dlaczego starzec uważa, że jego serce jest piękniejsze, skoro wszyscy widzą, że nie jest ono nawet w części tak piękne, jak jego własne serce. Wtedy starzec rzekł, że w życiu nie zamieniłby tego serca na serce młodzieńca. Powiedział też, aby młodzieniec spojrzał na jego serce i wskazując na blizny rzekł.
- Widzisz te blizny i brakujące kawałki? Nie ma ich tu dlatego, że ofiarowałem je z miłości dla wielu osób, a niesie to ryzyko, bo często się zdarza, że sami ofiarowujemy uczucie dla innych, ale oni nie dają nam nic w zamian. Stąd te blizny, bo choć dałem im cześć swojego serca, oni nie dali mi nic. Jeśli natomiast spojrzysz uważnie dostrzeżesz, że wiele kawałków do mojego serca niezupełnie pasuje. Są to kawałki serca innych, które oni mi ofiarowali i które znalazły stałe miejsce w moim sercu. Dlatego moje serce jest piękniejsze od twojego. Natomiast te bruzdy, które widzisz zrobili ludzie nieczuli, ludzie, którzy mnie zranili.
Wtedy młodzieniec spojrzał na starca, zrozumiał i zapłakał. Potem wziął kawałek swojego przepięknego serca i ofiarował go starcowi, a starzec zrobił to samo. Padli sobie w ramiona i rozpłakali się po czym odeszli razem w wielkiej przyjaźni. Młodzieniec włożył część serca starca do swojego serca, w miejsce brakującego kawałka, który dał starcowi. Ten nowy kawałek pasował tam, choć nie idealnie, co zmąciło doskonałą harmonię serca młodzieńca. Nigdy jednak wcześniej serce młodzieńca nie było tak piękne, jak w tym momencie i młodzieniec dopiero teraz to zrozumiał. Pracuj tak, jakbyś nigdy nie potrzebował pieniędzy, tańcz tak, jakby nikt na ciebie nie patrzył i zawsze kochaj tak, jakbyś nigdy wcześniej nie kochał.”

-Jakie ładne! – dziewczynka zaklaskała w ręce. – Czy ten starzec i młodzieniec jeszcze się przyjaźnili?
-Myślę, że tak. – odparła Rachel z uśmiechem.
-Naprawdę? Ale się cieszę! Bo widzisz… moje serduszko chyba też jest trochę dziurawe. I tu, i tu, i tu… - wyliczała Abby, wskazując palcem różne miejsca na klatce piersiowej. – Czy ktoś mnie kiedyś pokocha? Mam Ciebie, mamusię, chyba tatusia, ale czy będzie jeszcze ktoś, kto naprawi moje serduszko?
-Pewnie, że tak kochanie! – przytaknęła kobieta, bawiąc się niesfornymi loczkami siostry. – Każdy z nas dostanie tyle miłości, ile na nią zasługuję. Musisz o tym pamiętać. Kocham Cię malutka.
-Ja Ciebie też kocham, najmocniej! – Abby wtuliła się w ciepłe ramiona Rachel. – I nigdy mnie nie zostawisz.
-Tego nie mogę Ci obiecać.
-Jak to? – przestraszyło się dziecko. – Gdzie Cię wtedy znajdę?
-Tutaj. – Rachel przesunęła palec na bijące serce dziewczynki. – Stąd nikt nie odchodzi. Nigdy.

Abby spojrzała przez szybę, poczuwszy nieprzyjemny dreszcz na ciele. Noc była taka straszna. Wszystkie kolory uciekały, pewnie pobiegły za słoneczkiem. Pani w przedszkolu mówiła, że barwy są zawsze, chociaż czasem mniej je widać. Niebo było okropne, bure i nieprzyjemne. A co jeśli…
-Jak to dzisiaj? – zza ściany dobiegł przerażony głos Rachel. – Niemożliwe! Przecież wszystko ustaliliśmy, nie może… Dobrze. Już biegnę, postarajcie się nic nie robić. Nie może was skrzywdzić!
Dziewczynka wstrzymała oddech, jednak nie powiedziała ani słowa. Czy Rachel się czegoś boi? Jeśli tak, to czemu jej nic zdradziła. Przecież się tak bardzo lubią!
Chwilę później, siostra pobiegła do głównego holu. Narzuciła na siebie jedynie cienką bluzę, nie ubrała nawet szalika. Zachoruję i znowu mama będzie na nią krzyczeć. Usłyszawszy kroki dziewczyny, dziecko szybko wskoczyło do łóżka. Abby czuła na sobie ciepły oddech siostry, lecz postanowiła milczeć. Uznała, iż nie powinna.
-Kocham cię moja malutka. – pochyliła się nad dziewczyną, mocno ucałowawszy ją w oba, zimne policzki. – Przebacz mi, proszę.
To powiedziawszy, zamknęła za sobą drzwi i za moment już jej nie było. Nie myśląc ani chwili dłużej, Abby odwinęła się z kołdry, wsadzając stopy do zielonych bucików. Cichutko pobiegła za siostrą licząc, iż ucieszy się niespodzianką. Pewnie nie spodziewa się, że za nią pójdzie. Będzie kochać ją jeszcze bardziej!

Dwie godziny później, obie znalazły się w opuszczonej piwnicy pewnego starego domu. Abby nie znała tego miejsca, chociaż niewykluczone, iż kiedyś mogła widzieć je w jednej z książek Rachel. Geografia, historia… Coś z tych dwóch gatunków.
            Dziewczynka leciutko przebiegła po zakurzonych schodach, usiłując powstrzymać się przed kichnięciem. Czy naprawdę nikt tu nie sprząta? Mama zawsze mówiła, że trzeba utrzymywać porządek… krzyczała na nią, kiedy zapomniała odłożyć misia na półkę, ale on musiał leżeć w łóżeczku. Musiał: kiedyś, ponieważ został zniszczony. Dzieci z jej grupy go wyrzuciły. Mamusia była bardzo zła, bo maskotka była droga i nie zamierzała kupić jej nowej. Teraz nie miała już misia, tylko Rachel. Poza nimi nikt nie poznał jej sekretów.
            -Zostaw nas!
            Dziecko otworzyło najbliższe drzwi i z ciekawością zajrzało do środka. Na środku ogromnej sali stała Rachel wraz z gromadką nieznanych jej osób. Nikt z wymienionych nie wyglądał na szczęśliwego. Może, tak jak ona, boją się nocy i Rachel ich pociesza? W takim razie musi jej pomóc!
            Uszczęśliwiona dziewczynka przekroczyła próg komnaty, od razu kierując się w stronę ulubionej siostry. Pewien mężczyzna zaczął krzyczeć, co zwróciło uwagę najdziwniejszej z grupy kobiety. Dziecko spojrzało na jej oczy z przestrachem a jednocześnie ogromnym smutkiem.
-Co tu robisz? – warknęła smukła postać w czerwonej szacie. – Jak śmiesz przeszkadzać mi, Deyrui, w przeprowadzeniu ceremonii?!
-Ktoś Cię kiedyś bardzo skrzywdził. – odparła Abby, wciąż nie spuszczając z niej wzroku.
-Milcz!
-To musi boleć, prawda? Jesteś tu, bo nie chcesz się bać?
W zimnych oczach kobiety pojawił się nieznany jej dotąd błysk. Rachel wpatrywała się w całą tą scenkę z przerażeniem. A przecież ta dziwna osoba tylko cierpiała… Czemu mieli takie złe miny? Nie chcieli jej pomóc? A może ona tej pomocy nie chciała…
Wszystko znikło, kiedy tajemnicza postać wykonała dziwny ruch palcem i wyśpiewała parę, niezrozumiałych słów. Rachel krzyknęła żałośnie, gwałtownie odpychając siostrę na ziemię. Po chwili upadła, nie wydawszy z siebie najmniejszego odgłosu.
-Nie! – krzyknęła Deyrua, uderzając pięścią o ścianę. – Goniec poległ! Klątwa nie została zdjęta, a ja wciąż… Dość! Za karę, powinność przejdzie na waszych potomków i krewnych! Niech cierpienie nigdy nie ustanie. Za parę lat zjawie się tutaj ponownie, o wiele, wiele silniejsza. I nikt mnie nie pozna. Jedynie na końcu, kiedy wykończę ich wszystkich… Zapłacą mi za to! Wszyscy! – wrzasnęła, po czym zniknęła w gęstej kłębie dymu.
-Odrodzi się na nowo. – jęknęła jedna z zebranych postaci. – Boże, co z Rachel? Rachel!
Wpółprzytomna kobieta leżała na zimnej posadzce, delikatnie głaszcząc Abby po włosach. Musiała uspokoić ją przed tym, co spotka już za kilka lat. Szkoda tylko, że sama będzie musiała się wszystkiego nauczyć.
-Goniec przekazuję treść do jednego z Wybawców.. – wychrypiała, patrząc na siostrę z nadzieją. – Kocham Cię i obiecuję, że trafisz na właściwych ludzi. Teraz muszę odejść, ale zawsze będę mieszkać w Twoim serduszku. Zostaniesz z mamą… Będziesz musiała wytrzymać, jednak nie jest to odpowiednia dla Ciebie osoba. Dzieje się dużo rzeczy, o których nie masz pojęcia. Zostawiam Cię, jednak trzeba wierzyć w to, iż jeszcze kiedyś się spotkamy. Przebacz mi, proszę. – w jej głosie pojawiła się nutka desperacji. – I cokolwiek by się stało, pamiętaj o tym: „Gdzie gwiazdy święcą blaskiem księżyca, noc równa porankom się stanie. Wybaczy Ci wszystkie grzechy największe, wspomoże tam gdzie rozstaje”. Bez tego Wam się nie uda. Pamiętaj, że są osoby, które potrafią załatać wszystkie dziury w serduszku. Kocham Cię maleńka… - wyszeptała, po czym zamknęła oczy.
I już nigdy ich nie otworzyła.

image-Ja też Cię kocham. – Abby ze smutkiem popatrzyła na starą fotografię.
            Tydzień po śmierci Rachel, ona i mama wyprowadziły się z Liverpoolu. Wróciły do rodzinnej Hiszpanii, gdzie było znacznie gorzej. Rodzicielka nie chciała z nią rozmawiać, a ona sama nie mogła znaleźć żadnych znajomych.
            O tragicznym dniu zawsze przypominał jej TEN dom. Wygląda na to, że już tu kiedyś była, ale nie chciała dopuszczać do siebie najbardziej prawdopodobnego stwierdzenia. Nikomu o tym nie mówiła. Nawet osobom, z którymi zdawała się mieć najlepszy kontakt.
            Spoglądając na zdjęcie, z dumą stwierdziła, iż jej serce powoli się goiło. Rachel miała rację. Na samo wspomnienie o zmarłej siostrze, po policzkach dziewczyny spłynęły słone łzy. Nie miała nikogo poza nią. Wciąż zastanawiała się nad jej ostatnimi słowami, które do dzisiaj pozostały jej w pamięci.
            Podobnie jak te straszne oczy Deyrui. Pełne złości, trwogi i cierpienia…


            Joy Mercer przemierzała korytarze szkoły z miną godną samej bogini. Czuła na sobie spojrzenia wielu osób z zewnątrz: zapewne było to zasługą 10 centymetrowych szpilek, których nie powstydziłaby się nawet Amber. Tak. Lubiła popularność, nawet tę nie do końca dobrą.
            Jeszcze parę lat temu uznawano ją za miłą i kochaną dziewczynę, zawsze gotową do pomocy kolegom. Aż w końcu pojawiła się Ona i obrazek grzecznego aniołka zniknął jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Ona, czyli Nina, bo któż by inny?
            Szczerze mówiąc, nie miała pojęcia co Fabian w niej widział. Była taka przeciętna, zupełnie nijaka… A mimo to zabrała jej wszystko i nie chciała tego oddać. To przez nią musiała się ukrywać.
            Wbrew pozorom, Joy wcale nie uległa zniechęceniu. Przeciwnie wręcz. Robiła wszystko, by odzyskać dawną pozycję. Ciężko jest walczyć, kiedy nie masz żadnych sprzymierzeńców. Nawet Patricia – podobno najlepsza przyjaciółka – powiedziała jej mnóstwo przykrych słów i stanęła za Niną. Mercer sama odgrodziła sobie drogę. Nie potrzebowała nikogo. Całe życie spędziła w samotności, dlaczego miałoby być inaczej?
            Teraz, kiedy Niny już nie ma, Fabian wciąż nie jest wolny. Znalazł sobie nową dziewczynę, z którą wcześniej bardzo chciała się zaprzyjaźnić. Wykorzystała ją. Te wszystkie wieczorne żarty, rozmowy… Były tylko po to, aby uśpić jej czujność i zyskać wdzięczność Fabiana. Co nie zmienia faktu, iż Nina nadal była gorsza od Grace. W końcu to przez „Wybraną” zaczął się ten cały cyrk.
            Nienawidziła jej. Z całego serca.
            Nie wróciła tu po to, by naprawić błędy (których oczywiście nie popełniła). Chciała jedynie pokazać tym frajerom, że poradziła sobie sama. Bez ich dennej pomocy. Wszystko co zyskała, zawdzięczała sobie. Była to niemała satysfakcja, jednak brakowało jej czasem rozmowy z jakimś innym osobnikiem. A miała dużo do opowiedzenia. Między innymi to, że w starej szkole wygrała około dziesięć konkursów, dzięki czemu na pewno dostanie się na dobre studia. Lubiła dzielić się swoimi sukcesami ze znajomymi. Niech jej zazdroszczą, a co tam!
            Kiedy skończyła myśleć nad przeprowadzką, kątem oka dostrzegła niską dziewczynę z burzą czarnych loków na głowie. Kojarzyła ją skądś. A no tak: przecież razem mieszkały. Joy nie speszyła się pomyłką, ponieważ Ally poruszała się w sposób nienaturalnie cichy i łatwo było ją ominąć. Może chociaż ona nadaję się do rozmowy.
-Cześć. – Mercer weszła jej w drogę, uśmiechając się słodko. – Co słychać Ally?
-Abby. – poprawiła ją dziewczyna. – Ty jesteś… Joy?
Mercer skinęła głową, usiłując powstrzymać się przed zbesztaniem nieinteligentnej koleżanki. Nie znała jej imienia. Co prawda była nowa, ale powinna takie rzeczy powinno się wiedzieć. Czyżby nikt nie opowiedział tej Ally, czy tam Abby, o Joy? Nie do pomyślenia.
-Musi być Ci strasznie ciężko. – Mercer westchnęła teatralnie. – Mieszkałam w Domu Anubisa o wiele dłużej niż ty… Ludzie są okropni.
-Raczej wątpię. – Roye spojrzała na nią  z pobłażaniem. – Słyszałam to i owo na temat twoich upodobań, tak więc zachowaj to zdanie dla siebie.
-Słyszałaś? – zaciekawiła się Joy. – A co takiego?
-Szczerze?
-Oczywiście!
-Że jesteś stuknięta. – oznajmiła Abby z uśmiechem, po czym podreptała w stronę głównego holu.
            Twarz Joy przybrała barwę piwonii, jednak zaraz przypomniało sobie, iż stoi na szkolnym korytarzu, więc powinna zachowywać się jak na damę przystało. Starannie wygładziła kołnierz marynarki i ruszyła przed siebie, oczekując zachwytów nad jej zgrabnym chodem w błyszczących szpilkach. Kto jak kto, ale Abby nie może mieć o niej złego zdania. Potrzebny jej poplecznik i to od zaraz. A ona doskonale się na niego nadaję…


            Trudno jest być demonem, członkiem Sibuny i optymistą jednocześnie. Grace miała duże pojęcie w tym zakresie, albowiem ją los obdarzył właśnie tymi cechami. Najśmieszniejsze było pojęcie pierwsze, gdyż ona na demona wcale się nie nadawała. Coraz częściej, jednak prześladowały ją koszmarne wizje, a ciało wymykało się spod kontroli. Bywało, iż nie pamiętała pewnych momentów.
            Siedząc w zamknięciu, zastanawiała się nad obecnym stanem Sibuny. Jeden mieszkaniec Domu Anubisa był W (cokolwiek ten dziwny skrót oznacza). Zdecydowano (w liczbie mnogiej, mimo, że pomysł należał do jej genialnego chłopaka), iż w takim razie nie można ufać absolutnie nikomu i ich tajny klub w łeb wziął. Fabian to czasem naprawdę nie myśli.
            Kto mógłby być na tyle sprytny, żeby poznać sekrety wszystkich, nawet tych najbardziej niedostępnych osób? Sorry, Stelli do dzisiaj nie zdołał rozpracować. Nikt nie wiedział nawet kiedy obchodzi urodziny, włączając w to Jeroma i Benniego. Ma dziewczyna zdolności.
            Grace spojrzała na łóżko w kącie pokoju i zrobiło jej się dziwnie smutno. Być może to przez Joy, która właśnie zawitała do ich wspólnego – jej i Mary – pokoju. Od razu nawrzeszczała na niewinną Foster, gdyż okazało się, iż zajmuje ona byłe łóżko Mercer. Mara również nie była zadowolona. Joy słynęła z robienia wielkiego bałaganu, a Jaffray nienawidziła go całym sercem. Wszystko wskazywało na to, że ich współmieszkanie raczej nie zaowocuję w dobre skutki.
-Grace! Co słychać?
Do pokoju wparował uśmiechnięty od ucha do ucha Fabian. Dziewczyna wstała z łóżka, przyjrzawszy mu się uważnie.
-Gdzie byłeś?
-Pomagałem Joy przenosić walizki. - wyjaśnił Rutter spokojnie. - A co?
-Aa. Joy. - Grace usiłowała zachować neutralny wyraz twarzy. - I? Mówiła coś?
-Nic specjalnego. Tylko tyle, że tęskniła.
-Tęskniła... No proszę. Za Tobą, czy za wszystkimi?
-Nie sformułowała, ale... za wszystkimi raczej, bo...
-I TY MASZ CZELNOŚĆ POKAZYWAĆ MI SIĘ NA OCZY?! - Foster przestała kontrolować targające nią emocje. - IDŹŻE MI STĄD ZDRAJCO! KIEDY JA PRZYJECHAŁAM, SAMA NOSIŁAM SE WALIZKI, A TY NIE DOŚĆ, ŻE MI NIE POMOGŁEŚ TO JESZCZE ZNOKAUTOWAŁEŚ MNIE DRZWIAMI! GRATULACJĘ RUTTER, WŁAŚNIE ZOSTAŁEŚ NAJBARDZIEJ ROMANTYCZNYM FACETEM NA ZIEMI! NI MA! - kiedy skończyła krzyczeć, spojrzała na niego słodko. - Wybaczę Ci, jeśli kupisz mi batona, teraz jestem na Ciebie oficjalnie zła. Bydzie baton: bydzie przepraszam. A teraz WON DO SPOŻYWCZEGO!


-Clarke, gdzie ty mnie zabierasz? – zapytał Eddie, kopiąc w fotel jednego z pasażera autobusu. – Jedziemy na randkę?
-Porąbało Cię? – wzdrygnął się Jerome. – Nie rozmawiam o Twojej orientacji.
-Jasne. To gdzie jedziemy?
Jerome pomyślał chwilę, po czym ostatecznie przygotował się na wygłoszenie długiego i pouczającego monologu. Chociaż nie, takie teksty działają tylko na Marusię (podobnie jak rzadkie przyzwolenie dotknięcia jego włosów). Ten to ma problemy.
-Bo widzisz… yyy… Jedziemy… kupić… kieckę dla Mary! – oznajmił z triumfem. – Właśnie tak.
Miller spojrzał na niego ze zdziwieniem, dając ponieść się szalonemu obliczu euforii. Clarke wytknął tylko język i przed dobrą godzinę, nie odezwał się ani słowem.
-Jak ty chcesz to kupić? – Eddie na chwilę przestał się śmiać. – Znasz rozmiary, co?
-Może. – bąknął blondyn zawstydzony. – Mamy takie same.
-To co, będziesz mierzyć na sobie?
-Mi jest we wszystkim do twarzy.
Jechali tak przez następne kilkanaście minut, zapominając o najistotniejszych zasadach uprzejmości. Sam kierowca miał zamiar wyrzucić ich na następnym przystanku, jednak gdy do autobusu weszła pewna, atrakcyjna kobieta, pragnąca kupić bilet, szybko zapomniał o sprawie. W końcu pojazd stanął, a dwójka pajaców mogła spokojnie wysiąść, na co większość z pasażerów odetchnęła z ulgą.
-Jerome gdzie jesteśmy? – Eddie rozejrzał się dookoła. – Nie znam tego miejsca. Na pewno chcesz kupować tu sukienki? Od tych podejrzanych ziomów? Nie ufam obcokrajowcom!
-Kiedyś przyjeżdżałem tu z Poppy. – wyznał Clarke, zupełnie olewając wypowiedź przyjaciela. – Czasami zabieraliśmy też Marę. Tata zawsze cieszył się na jej widok. Oboje knuliśmy plany, które pozwolą mi ją poderw… nieważne. Tak czy siak, decyzję podjąłem razem z Patricią. Nie pytaliśmy Ciebie, bo być może nie jesteś gotowy. Wydaję mi się, że to kłamstwo, ty zwyczajnie nie masz na to ochoty. Słuchaj stary, na początku sam byłem przeciwny, ale Mara mnie przekonała. Trzeba wybaczać. Dlatego koniecznie musisz rozmówić się ze swoim ojcem.
-Czemu mi to mówisz?
-Ten budynek przed nami to więzienie. Przekonamy się, czy będziesz w stanie go wysłuchać. Chociaż spróbuj. Może okazać się, że nie wszystko było tak jak nam się to wydaję…


********************



*baśń autorstwa Bruno Ferrero

Szału nie ma, ale jest jak jest i to ma wystarczyć.
Będę wrzucać częściej, ale opowiadania trochę skrócę. Inaczej się nie wyrobię, a że moi nauczyciele mnie tak kochają i właśnie popadli w manie robienia sprawdzianów, trzeba być przygotowanym tak ^ ^
Co do tych wydarzeń dotyczących zagadki: wszystko się wyjaśni, także spokojnie. Jeśli ktoś uważnie czytał, wie, że coś tam było fałszywe, coś tam nie i takie tam sapphirowe bzdety. Szczerze mówiąc sama się w tym wszystkim pogubiłam i należą wam się przeprosiny, bo dałam plamę. Z góry przepraszam, jeśli nie było jakiś waszych paringów, ale teraz muszę to rozłożyć, gdyż iż ponieważ inaczej sobie nie poradzimy. No przynajmniej ja. 
Dziękuję wam za wszystkie pozytywne komentarze pod ostatnim postem <3
Jesteście wspaniali, nie wiedziałam, że chociaż trochę wam na tym szajsowatym czymś zależy. Kocham was mocno mocno <3
Uwaga do wszystkich fanów Joy (nie śmiejcie się tak): Nie chcę robić z niej złej osoby, po prostu ukazuję tę postać po metamorfozach jakie zafundował jej los (czyt. zua ja). Myślę, że jej wątek powinien wam się spodobać, będziemy sprowadzając ją na dobrą drogę. Żadnych dżerojów nie będzie (tak Dżoj, wiem, że byś chciała).
La la la.
Wgl oglądam zdjęcia Eugena. Mało ich. Muszę przejechać się do miejsca, w którym on tam akurat przebywa i strzelić sobie z nim samojebkę. Oczaruję go moim urokiem osobistym, zaśpiewam mu "A wszystko to bo ciebie kocham", okaże się, że lubi nasze polskie pierogi, to zrobię mu te pierogi (kupię w biedronce, ale on nie musi wiedzieć), uwiodę go tym pierogiem, on się zakocha (nie w pierogu, tylko we mnie), oświadczy mi się i będzie hepi. Przydałoby się znać język, ale spoko. Wiem jak jest kocham cię, to wystarczy!
Pierogi są fajne.
No. To buźka i spadam gdzieś tam sama jeszcze nie wiem gdzie.
Baju kochani, wiedzcie, iż was kocham całym moim głupim serduchem <3

5 komentarzy:

  1. znam ten ból sprawdziany są ich dużo a rozdział super

    OdpowiedzUsuń
  2. Baton to oficjalna waluta fochniętych dziewczyn, które żądają wybaczenia.
    Droga Sapphire, oświadczam, ze u mnie rozdział bidzie jutro. Tak żebyś wiedziała, bo tylko ty mi zostałaś ;;
    Boże, historia Abby jest piękna, Świetnie to wszystko wymyśliłaś. Ja mam wiele wątków, które chciałabym rozwinąć w kolejnej części, ale znając życie, nikt już nie będzie wtedy czytać.
    Justyśka wyła 'Czeeeerowne maaaaki na Monteee Caaasinoooo'! I dostała szósteczkę. Czujecie to?
    Uwielbiam Grace i Fabiana. Boże, Joy, jak ty śmiesz w ogóle zapytać go czy może pomóc ci z walizkami?!
    Po niżej normy.
    Ten wstęp ♥ Cholercia, kocham go bejbe, ide go opublikować.
    Z czym mu 'zrobisz' pirogi? Kapusta, farsz?
    Skoro ty uwodzisz Eugena na pirogi, ja mogę uwieść Brada na bigos.
    Widziałaś nowe włoski Brada. fdsjhdfhfddf
    Ja rozpaczam, bo na 1 zdjęciu wyglądało, jakby się grzywki pozbywał. Mój płacz w szkole zakończył się strasznie.
    Idę jutro na finisaż. To takie zakończenie wystawy prac. Jestę zaproszona ^^
    Jerome, ty cwany lisie! Zawiozłeś Eddiego do więzienia, woho!
    Dobra, idę sobie z Fabianem do spożywczaka, sam się kochany boi...

    KOCHAM CIĘ I BŁAGAM : nie przestawaj pisać. Proszę...
    Joylitte
    xoxo

    OdpowiedzUsuń
  3. oo uwielbiam :D dobrze że nie przestałaś pisać

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział NIESAMOWITY ♥
    Biedna Abby ;c Tak mi jej szkoda. Genialny pomysł na jej historię. Czyli można spodziewać się dziewczyny na ceremonii? Taka akcja, że o matko O.o U mnie wszystko się ciągnie. Zero akcji. Całkowite przeciwieństwo twojego opowiadania.
    Nie skracaj opowiadań. Tak długaśne zdecydowanie mogą być ;)
    Ja uważnie czytałam, ale moja spostrzegawczość jest słaba ;c Nawet gdy oglądam Pll to nie wiem co jest nie tak. Lub jakie są wskazówki xd
    Dżoj tylko spróbuj przekonać do siebie Abby, a pożałujesz. Zajmij się lepiej Mickiem i tym że jest wolfblood'em, a nie wilkołakiem, bo oni nie są potworami ( Czy jak to tam było. Za dużo razy już widziałam ten zwiastun -,- )
    Fabian pomagał z walizkami Joy. Jak on mógł. Powinien smażyć się w piekle. Bardzo dobrze robisz Grace, nich przyniesie batona, a potem ewentualnie możesz mu wybaczyć ^^ Mam nadzieję Sapphire, że mi nie rozdzielisz Frace. Ma być Frace 4ever ♥
    No cóż Ci tu jeszcze pisać. Doskonale wiesz, że piszesz bosko, bardzo chciałabym pisać chociaż trochę tak jak ty. Dajesz bardzo często do myśleniach w rozdziałach. Masz ogromny talent i mam wielką nadzieję, że NIGDY PRZENIGDY nie przestaniesz pisać. Liczę również, że kiedyś będę w posiadaniu jakiejś Twojej książki ze specialną dedykacją dla mnie.

    Twoja wielka fanka
    Stevie

    OdpowiedzUsuń