piątek, 1 listopada 2013

Opowiadanie cz. 64, I miss you so much.

„Więc byliśmy przewyższeni liczebnie
 Zostaliśmy wyprzedzeni i zapędzeni w kąt
Ciężko jest walczyć, gdy walka jest nierówna
Teraz stajemy się silniejsi
Odkrywamy to, czego oni nigdy nie znaleźli
Być może są więksi
Ale my jesteśmy szybsi i nieustraszeni
Możesz odejść, mówiąc: niepotrzebne nam to
Ale coś w twoich oczach
Mówi: możemy to pokonać”
(Change)


Być znowu dzieckiem... Tak bardzo tego nie chcesz.
Czego więc oczekujesz?
Chcesz opuścić rodzinny dom i pokazać temu okrutnemu światu jaki to jesteś odpowiedzialny?
Źle robisz.
Teraz, kiedy wszystko jest takie proste: nie uciekaj do niepotrzebnych komplikacji.
Pozostań motylem, który lata tam gdzie go skrzydła poniosą, wyczarowując uśmiech na ludzkich twarzach. Pomyśl dla ilu osób jesteś źródłem szczęścia.
W sercu każdego z nas tli się iskierka radości.
Zaopiekuj się nią. Ona też dorasta.
Uciekając, sprawisz, że zgaśnie.
Zostań tutaj, pozwól swemu sercu beztrosko patrzeć na świat, albowiem wiedz, iż kiedyś za tym zatęsknisz.
Śmiej się nie patrząc na innych.
Ciesz się z każdej, drobnej rzeczy.
Nigdy nie dorastaj.

-Eddie nadal nie otwiera.
-Może po prostu nie ma go w pokoju. – odpowiedziała Audrey spokojnie. – Wciąż jest na Ciebie zły?
Williamson wzruszyła ramionami, usadowiwszy się na łóżku przyjaciółki. Miała dobre intencje, więc czemu temu kretynowi nadal coś nie pasuję? Doceniłby jej starania. Teraz pewnie siedzi w pokoju wraz z konsolą, chipsami i Fabianem, który słucha wszystkich jego durnych wyżaleń. A przecież chciała dobrze. Że też ten idiota nie zna pojęcia wdzięczności.
-Patt, nie boczymy się! – roześmiała się Dream. – Będzie dobrze! Naprawdę.
-Ludzie nie są tacy cudowni, jak ty to o nich mówisz. – wyparowała Williamson. – To nie jest żadna telenowela ani bajka Disneya, otwórz oczy!
-Mhm.
            Patricia olała jej znaczące westchnienia i kątem oka spojrzała na telefon. Nie odpisał, frajer. A ona się tak starała. Nie to nie. Ma go gdzieś, niech sobie z Fabianem poflirtuję.
-Uśmiechnij się!
-Uśmiechnę, jak pan jestem niewdzięcznikiem raczy mi podziękować.
-Oj Patt…
-Co? Chyba nie uważasz, że to ja mam go przepraszać? – rzuciła niby żartem, lecz kiedy dostrzegła spojrzenie przyjaciółki, natychmiast zerwała się z łóżka. – W życiu!

Podczas gdy inne typowe dziewczyny zajmowały się wymienianiem plotek na temat swoich aktualnych idoli, ona latała po piwnicach szukając czegoś co pomogło by jej znaleźć Wybawców. Grace nie miała łatwego życia, począwszy już od pierwszego dnia w szkole.
Szczerze mówiąc, samotne łowy szły jej dość marnie. Podczas wypraw w towarzystwie Sibuny, mogła spokojnie poudawać osobę inteligentną, jednak teraz fałszywa otoczka zniknęła. Dla samej siebie nie musi być mądra.
Tak czy siak, włóczyła się po korytarzach już od ładnych trzech godzin, a znalazła tyle co nic. Widocznie jest istotą bez talentu. Jakie to przygnębiające. Zazwyczaj wywyższała sobie samoocenę, ale brak słodyczy przyczynił się również do zaniku samouwielbienia. Przeklęte rodzynki.
Żeby nie zwracać uwagi na brak koordynacji, postanowiła pomyśleć o czymś innym. Dziwnym trafem, przed oczami stanęła jej Nina. Nie widziały się od dawna. Kto wie, może to przez Fabiana? Ciekawe czy gdyby Martin pojawiła się tu znowu, on rzuciłby Grace i wrócił do… Nie. Nie chciała tego rozpatrywać, a wszystko dlatego, że rzekome przypuszczenia były jak najbardziej prawdziwe. Czy taka nieciekawa i żarłoczna istota jest w stanie zastąpić rozsądną Ninę? No nie bardzo.
Wtem, dostrzegła drewniane drzwi tkwiące na końcu korytarza. Pamiętała ten pokój. Właśnie tu przeprowadzono akcję ewakuacyjną, kiedy jakieś debilne dziecko zrzuciło ją do podziemi. Mickuś jest jednak przydatny. Gina też.
Wnętrze się nie zmieniło, co oznacza, iż żaden dziwak z pelerynką nie wpadł tu z wizytą. Patrząc na słodki wystrój, można było przewidzieć, że pokój należał do dziecka, na co wpadła już o wiele wcześniej. No dobra, Patricia wpadła, ale jej tu teraz nie ma, więc teoretycznie może przywłaszczyć sobie to osiągnięcie.
Wyczerpana parogodzinnym spacerkiem, przycupnęła na łóżku (które zaczęło dziwnie skrzypieć: zawali się i znów poleci na dół), po czym wyjęła z kieszeni wymiętą czekoladę. Niełatwo być inteligentną na pusty żołądek.
Otworzywszy komodę, dostrzegła dwie fotografie przedstawiające parę bawiących się dzieci. W dziewczynce rozpoznała Sarah, w pamiętniku (czy może raczej dzienniku, bo pamiętnik brzmi strasznie niemęsko) Rufus podkreślał, iż lubiła zaplatać swoje „cudne, złociste” włosy w „niebywale piękny, precyzyjny warkocz”. Tatuś nie żałował epitetów.
Między maluchami stała młoda kobieta o długich, ciemnych włosach i okularach na nosie. Wyglądała dziwnie znajomo, jednak Grace nie dawała zwieść się halucynacją. Ostatnio pomyliła Micka z kaloryferem, więc nie warto ufać przypuszczeniem. Owszem, osoba była podobna do… Nie, to głupie i niedorzeczne. Durna Grace.
Kiedy jej wzrok skupił się na pewnej zakurzonej księdze, drzwi lekko zaskrzypiały. O nie. To pewnie znowu ten idiota w pelerynce z lumpeksu. Teraz pewnie wyciągnie siekierę i odetnie jej głowę. Niewiele myśląc, odłożyła czekoladę na półkę (była zbyt cenna jak na broń), szybko szukając innego punktu zaczepienia. W końcu chwyciła jakąś podstarzałą świecie i z całych sił walnęła nią Czerwonego. Niech cierpi!
Po paru minutach, okazało się, że rzekomy prześladowca wcale nie był prześladowcą, tylko Fabianem. Rotter ocierał obolałe czoło, z wyrzutem przyglądając się Grace.
-Świeca? Serio?
-Było mnie nie straszyć! – oburzyła się blondynka. – Czy ty wiesz co ja czułam? Po coś tu przylazł? Sibuny nie ma.
-Chciałem znaleźć coś sam…
-To moja miejscówa! Won!
-Mogę tu przebywać tak samo jak ty!
-Nie, bo jeszcze jestem W., a przecież „Nie możemy sobie ufać” – zacytowała niedawne słowa chłopaka. – Idźże stąd. Nie chcę na Ciebie patrzeć. Rodzynku cholerny!
            Fabian wytknął jej język i nie czekając na dalsze przykrości, rzucił się w stronę komody. Grace usiłowała zepchnąć go ze swojego chwilowego stanowiska, albowiem wszystkie sweet focie Sarah należały do niej.
-Co ty robisz?
-Szukam wskazówek!
-To se szukaj gdzie indziej! – prychnęła, wyrywając mu z rąk fotografię. – Zostaw! Możesz popatrzeć, ale z daleka. Tu jest Sarah i mój ojciec w ogrodniczkach. Wygląda jak hipster co zawsze pod warzywniakiem przesiaduję.
            Fabian, zapomniawszy o wzajemnych komplikacjach, delikatnie zabrał jej zdjęcie i przyjrzał mu się z dziwnym sentymentem w oczach.
-Jesteście tacy podobni.
-Obrażasz mnie. – Grace zmarszczyła nos. – Przecież ty nie wiesz jak wyglądałam kiedy byłam dzieckiem.
-A wiem. – uśmiechnął się z satysfakcją.
-Skąd niby?
-Twoja mama wysłała mi zdjęcia. – oświadczył dumnie. – Znam też Twoją grupę krwi, PESEL, datę i miejsce urodzin, adresy wszystkich ukończonych szkół, kod DNA i wiem, gdzie najbardziej lubisz kupować batony. To ostatnie dowiedziałem się wczoraj. Już nie kupię Ci rodzynek.
obraz
-Kochanie…
-Słucham Cię?
-Czy ty się dobrze czujesz?
-Hmm?
-Tak tylko pytam.
            Nie wiedziała co jest gorsze. Czerwony kapturek czy fakt, iż Fabian wie gdzie spędza każdą minutę swojego życia? Cóż, przynajmniej komuś na niej zależy. Nie tak jak ojcu…
            Na samą myśl o Rufusie, poczuła dziwne ukłucie w sercu. Jej własny ojciec był złym człow… eh, właśnie. We wszystkich książkach piszą o miłości rodzica do dziecka, a ona nigdy jej nie zyskała. Owszem, miała mamę, ale bardzo potrzebowała też taty. Dlaczego to wszystko musiało ułożyć się akurat tak?
-Smutno ci?
-Trochę. – wzruszyła ramionami. – To przez ojca, nie przejmuj się.
-Kiedy jest inaczej. Wiem, że zrobił Ci krzywdę, ale… może coś się kiedyś zmieni? W życiu doświadczamy różnych niespodzianek. – uśmiechnął się, delikatnie ściskając jej dłoń. – Kocham Cię, wiesz?
-Si. Je t'aime aussi.
-Szpanujemy francuskim?
-Jak zawsze. Sprawdź w słowniku. – odparła, puszczając do niego oko. – Ale tych rodzynek to Ci nigdy nie wybaczę.
           
Mara krzątała się po kuchni, szybko układając w myślach listę dzisiejszych obowiązków. Trudy najęła ją do ogarnięcia naczyń, a Victor zalecił posprzątanie salonu. Podobno za karę, jednak Jaffray nie miała pojęcia co złego mogła zrobić. Zapewne wszystko było winą Jeroma, ale przymknęła na to oko. Niech się chłopak wyszaleję, za dwa miesiące koniec szkoły.
Na samą myśl o zakończeniu roku, kilka talerzy spadła na podłogę (żaden nie ucierpiał, może tylko trochę się obił). Tak szybko to zleciało? Cóż, wprawdzie nie mogła się doczekać, kiedy wreszcie pójdzie na studia, ale… nagle zrobiło jej się dziwnie smutno.
No bo jak ma opuścić swoją, drugą rodzinę? Pespektywa życia bez ukochanych znajomych, wydawała się szara i smutna, ale chyba taka miała być. Nagle nawet te irytujące piski Amber o poranku, wydały się Marze nie do zastąpienia. Kto będzie wyciągał od niej pokaźną ilość gotówki na słodycze? Tęsknota za Alfiem byłaby nie do zniesienia.
A Jerome? Raczej nie wybierają się do jednego kampusu… On i Lewis zamierzali studiować gdzieś na miejscu. Byli przyjaciółmi, nic dziwnego, że nie chcieli się rozstać.
-Spokojnie. – do jej uszu dobiegł głos Amber. –Wasze rozstanie na pewno przetrwa próbę czasu.
-A skąd ty wiesz o czym ja myślę? – zaciekawiła się Jaffray. – Słucham?
-Złociutka, jest koniec roku! Każda z nas, kobiet, zastanawia się teraz: co ja zrobię? Rzucić go? Nie rzucić? Umrzeć? – dokończyła teatralnie. – Nie martw się. Pomogę Ci! Na samym początku muszę…
-… iść do łazienki, chyba przedawkowałem colę!
-Alfie! – zezłościła się Millington. – To bardzo nieapetyczne. Mówiłam Ci, że masz tyle nie pić. Cóż za niewychowany głupek!
-Mój Amberek. – rozczulił się Lewis. – Sorry, ale ukradłem Eddiemu pięć złoty, a teraz każe mi je oddać, ale zabrał je Jerome, potem Fabian, jeszcze później zjadł je Mick. Co mam w takiej sytuacji zrobić?
            Blondynka wybąkała przeprosiny i szybko zeszła Marze z punktu widzenia. Wychodząc, można było słyszeć jej wrzaski na temat dzisiejszego zachowania rodu męskiego, które męskie w najmniejszym stopniu nie było. Niektóre osoby mają duże pojęcie w tym zakresie.

            Kiedy Amber wyszła, w kuchni pojawiło się W. Mara uśmiechnęła się ciepło, zapominając na chwile o kłopotliwej przyszłości. Ma jeszcze czas. Dwa miesiące nie były wiecznością, ale to zawsze coś.
-Mara! Co słychać?
-Powiedzmy, że w porządku. Jakieś problemy?
-Nie, tylko. – Deyrua westchnęła znacząco. – Musi Ci być bardzo ciężko…
-Ciężko? Dlaczego niby miało mi być ciężko?
-Wiedziałaś, że Jerome i Joy byli razem? Nie, to niewłaściwe określenie… Chodź ze mną, muszę Ci coś pokazać.
-O czym ty gadasz? – przeraziła się brunetka. – Przestań, to nie jest śmieszne.
-Teraz pójdziemy do piwnicy… Myślę, że jesteś bardzo ciekawa swojej nie odkrytej dotąd przyszłości.

            Abby ze smutkiem wpatrywała się w radośnie tańczący płomyczek. Samotny znicz stał tuż przy krawędzi skromnego nagrobka. Dokładnie jedenaście lat temu zmarła Rachel. O dziwo, udało jej się wytrzymać.
            Ironia losu. Osoby najbardziej samotne, tracą najważniejszych dla siebie ludzi. Ciężko było wstawać każdego ranka, bez jej wesołego „dzień dobry” na przywitanie. Jednego dnia swobodnie rozmawiacie, a drugiego zostajesz sam, tak na zawsze.
            Z tym, że ona nadal tu była. Słyszała jej głos w każdym podmuchu wiatru, kroplach deszczu czy tajemniczo tlącym się płomyku… Ciekawe gdzie teraz jest…
            Właśnie wtedy poprosiła o osobę, która zajmie puste miejsce w jej sercu. Rachel nie chciałaby widzieć jej łez. Musiała tylko uwierzyć. Trudno było zyskać pewność siebie, kiedy nie było jej obok… Tak strasznie za nią tęskniła..
            Wyobraź sobie, że tracisz najważniejszą dla Ciebie istotę. Nagle wszystko traci kolory, z serca ucieka najmniejsza smuga nadziei. Nie rozumiesz czemu spotkało to akurat Ciebie. Odwracasz się od innych, barykadując drogę do swojego serca. Śmierć jest nieodłącznym elementem życia i jakkolwiek smutno by to brzmiało, od prawdy nie da się uciec. Każdy z nas dostał własne skrzydła, na których kiedyś będzie musiał odlecieć. Gdzie? Na tym właśnie polega tajemnica, nie wiemy gdzie poniesie nas wiatr.
-Abby? Ty płaczesz?
-Co ty tu robisz? – przestraszyła się dziewczyna. – Śledziłeś mnie?
-No powiedzmy. Tak trochę. – Max lekko trącił ją ramieniem. – Właściwie to Eddie i ja historię chcieliśmy spisać, ale że Mary nie było to poszedłem za Tobą.
            Dziewczyna spojrzała na niego ze zdziwieniem, jednak spróbowała się uśmiechnąć. Mara uchyliła się od obowiązku robienia lekcji za wszystkich, to coś nowego. Jaffray ZAWSZE bez względu na sytuacje i okoliczności, miała odrobioną pracę domową. Podczas gdy inni wykorzystali wszystkie braki na początku września, ona wciąż miała czyste konto. Andrews za nią przepadała.
-Kto to? – chłopak z zaciekawieniem przyjrzał się marmurowej płycie.
-Moja siostra. – odparła cicho. – Chodźmy już stąd, dobrze?
-Chcesz pogadać?
-Nie teraz, proszę.
-No weź, jestem psychologiem doskonałym. – Max uśmiechnął się z dumą. – Ostatnio pomogłem Stelli i Benniemu!
-Wczoraj rzuciła w niego garnkiem.
-To… Pff… No akurat może to nie wyszło, ale… To nie ma nic do rzeczy! – odwrócił głowę, udając obrażenie. – Nie wiedziałem, że miałaś siostrę. Mogłaś mi powiedzieć.
-Nie wiem…
            Rachel, proszę, zrób coś. Przecież ona nie umie z nim rozmawiać. Skompromituję się, jak zawsze zresztą. Chociaż… Jego obecność była dziwnie przyjemna, co wcale nie oznaczało, że chce nawiązać jakieś bliższe kontakty.
            A może powinna? Przecież dogaduje się z Marą i Stellą… czemu miałaby nie spróbować?
            Czasami powracała do chwili sprzed lat i z każdym takim wspomnieniem ulatywała z niej cała pewność siebie. Rachel uratowała jej życie. Wtedy czuła się winna, bo przekreśliła ich wspólną przyszłość. Może to nie ona miała zostać na ziemi? Może wszystko spowodował przypadek?
            Jesteś Gońcem… Te słowa wciąż nie dawały jej spokoju. Podobnie jak ten dziwny wierszyk, którym uraczyła ją zmarła siostra. Czy miał on jakieś głębsze znaczenie? Chyba tak, w końcu usłyszała go podczas tego dziwnego incydentu…
            Momentami wyczuwała w pobliżu obecność Deyrui. Wciąż widziała jej zimne, brązowe ślepia. Była blisko, ale to pewnie tylko zwykły strach. Ona nie może wrócić…

-Ej, nie smuć się. – roześmiał się chłopak. – Myślę, że Twoja siostra nie jest zachwycona. Się nie potnij tylko!
-Zostanę Emo. – oznajmiła już odrobinę radośniej. – Życie to czarna otchłań, czarny jest piękny, czarny to ma krew.
-Kurczę, zaraz mi się wykrwawisz, a historia pozostanie samotna. – to powiedziawszy, szybko chwycił jej dłonie i zarzucił na swoje barki. – Będę tak dobry i Cię poniosę. Powinnaś być wdzięczna.
-Ależ jestem. – roześmiała się ciepło. – To co chcesz w zamian?
-Stówę. Ewentualnie dwie. – mruknął po namyśle. – Ciotka Valentine mi nie płaci. Wydaję wszystko na kosmetyki. Jakby nie wiedziała, że jej to już nic nie pomoże. Wredna baba.

Nie wiedzieć czemu, Eddie nadal pozostał niepocieszony. Jego Gaduła okazała się być „złą, podstępną i wyjątkowo paskudną” kłamczuchą. Patricia łaziła za nim od ładnej godziny, uciekając się do wszelkich sposobów pocieszenia chłopaka.
-Przecież nie chciałam zrobić Ci nic złego, człowieku!
-Wysłałaś mnie do ojca.
-No tak, ale myślałam, że ta wizyta nie dojdzie do skutku. Jeroma wywalają ze wszystkich autobusów. Kiedy ostatnio z nim jechałam, napisał na tylnej szybie „Hershey Clarke rządzi światem”. Kierowca nieźle się wkurzył. Coś nie pasuję?
-Mogłaś mnie zapytać. – spojrzał na nią z wyrzutem.
            Zła, podstępna i wyjątkowo paskudna Trixie prychnęła z pogardą i skierowała się do drzwi wyjściowych. Złapawszy za klamkę, odwróciła się na chwilę, ukradkiem spoglądając na blondyna.
-Możesz sobie myśleć co chcesz, ale kocham Cię idioto i naprawdę chcę żeby Ci się wszystko w końcu ułożyło, chociaż nie zasługujesz wcale. Na mnie tym bardziej.
            Kiedy chciała wykonać efektowne wyjście, metalowy przedmiot oderwał się od drzwi i bezwładnie utkwił jej w dłoni. Miller wybuchnął śmiechem, co skończyło się szybkim, gwałtownym spotkaniem klamki z jego głową.

-Cóż. – zwrócił wzrok na odpadły element. – Widocznie los chce abyśmy tkwili tu w zamknięciu, a więc musimy być razem już na zawsze.
-Na zawsze? – Williamson uśmiechnęła się cierpko. – Będę musiała to przecierpieć.
Nie chciała obrażać już nikogo innego. Po co ma szukać, skoro już znalazła? Spojrzała w jego ciemne oczy, dochodząc do wniosku, iż trzeba być naprawdę nienormalnym żeby związać się z taką żałosną osobą jak on.
I wtedy go pocałowała.

-Co rymuję się z „piękna”?
-Walnięta.
-A z „lica”?
-Tchawica.
Mick uznał, iż zdobędzie serce Joy tylko dzięki czemuś wyjątkowo romantycznemu. Nastrojowa ballada wydawała się być idealnym prezentem. W końcu polecił mu to sam Benny, a on się zna na rzeczy.
Zostawanie w szkole po godzinach nie należało do rzeczy najprzyjemniejszych, ale dla Stelli można było zrobić wyjątek. Ona chyba rzeczywiście była jakąś czarownicą, bo Benny wylatywał z klasy wraz z dzwonkiem. O dalszych posiedzeniach nie było mowy.
Generalnie zabójczynią czasu wolnego była Joy, którą pochłonęły przygotowania do najnowszej sztuki Rosie. Grała główną rolę, co czyniło z niej osobę wyjątkową ważną. Dla jej własnej osoby, bo inni uczniowie mieli gdzieś wszystkie, aktorskie debiuty.
-Nie, nie, nie! – Mercer ze złością tupała obcasem w podłogę. – Zasłony miały być tu, a kartony po lewo! Ta firana jest o pół centymetra za krótka. Z kim ja pracuję! – piszczała żałośnie, zwróciwszy uwagę na chłopaków. – A wy co tak siedzicie? Ruszcie tyłki i do roboty!
-Mickuś – Benny wyszczerzył zęby w uśmiechu. – Działaj chłopie!
Rozemocjonowany Campbell wyskoczył na środek sceny i padając przed Joy na kolana, zaczął melodyjnie zawodzić:
Ma piękna Joy
Wyglądasz jak troll
Co o poranku we swe włosy tłuszcz wlewa
Twa twarz blada jak po terminie beza
Bo jesteś piękna
Także walnięta
Mówisz tak pięknie jak bocian po prochach
Czasami cicho w kącie szlochasz
A wtedy przyjdę i powiem Ci cziki
Śmierdzisz, ale kocham Cię jak dziki!
            Mercer nie usłyszała końcówki, bo w połowie wiersza wypadła z klasy. Nasz niedoszły poeta zerwał berecik z głowy i spojrzał na Benniego ze łzami w oczach.
-Twoje rady są głupie! Joy! – rzucił się w pogoń za dziewczyną. – Nie uciekaj! Zapoznam Cię z Bogusławem! Czeeekaaaj!
            Walker uśmiechnął się radośnie, po czym ostrożnie wyjął gitarę z kąta. Musi ją gdzieś schować, inaczej ten podły babsztyl wykorzysta ją jako kanapę do swojego tragicznego przedstawienia. Dzisiaj powstały pewne komplikację, ponieważ Mick uparł się zagrać rolę żeńską. Rosie przekupiła go kolorowanką z odkurzaczami, jednak ten wciąż się trochę boczył.
            Benny pochylił się nad kartką papieru, starając się wymyślić jakiś sensowny tekst na zakończenie roku. Piosenka miała mieć charakter lekki, przyjemny dla ucha, jednocześnie zawierający jakiś morał typu: kochamy się, gdyż miłość to siła czy jakiś inny badziewny zwrot.
obraz
-Piszesz wiersz? Jak romantycznie.
-Wiem, że byś chciała, ale sorry. Piszę dzieło mojego życia. Będę sławny, bogaty i jeszcze przystojniejszy!
            Stella uważnie przyjrzała się jego twarzy, po czym uśmiechnęła się pobłażaniem. Cóż za zimna istota. Bez uczuć, bez emocji, bez serca.
-To jest co zadała ci moja ma… Rosie? – poprawiła szybko.
-Mama, nie Rosie.
-Nie udzielaj się. – skarciła go wzrokiem. – Napisz byle co, chociaż… czekaj. – usiadła tuż obok niego. – Możesz dać tu coś o początkach i… Ej, a co? – dostrzegła zmięty kawałek papieru pod kanapą. – Paragon z warzywniaka?
-Zostaw, to moje! – usiłował wyrwać jej świstek. – Bo Ci kakałka nie zrobię! Stellcia, nie czytaj tego, tam są same bzdety o tym, że słoneczko świeci, Mick hasa na jednorożcu… Nie warto, naprawdę.
*Jeśli czujesz się zagubiony
Podróżując do swojego świata z przeszłości
Jeśli wypowiesz moje imię, pójdę cię szukać
Jeśli wierzysz, że wszystko poszło w niepamięć
Że twoje niebieskie niebo pokryły ciemne chmury
Jeśli wypowiesz moje imię, znajdę cię
Jest tak silne to w co wierzę i czuję
Że już nic nie powstrzyma tego momentu
Przeszłość jest wspomnieniem
A marzenia jest coraz więcej
            Stella w milczeniu przestudiowała tekst, po czym sięgnęła z kieszeni długopis i paroma, zręcznymi ruchami poprawiła kilka błędów. Klika minut później, oddała chłopakowi lepszą wersję jego utworu.
-Nie jest złe, coś ckliwe jak na Ciebie.
-Takie miało być! – próbował się obronić. – Zazdrosna jesteś!
-Bardzo.
-No właśnie!
-Beniuś słońce, to był sarkazm.
-Wiedziałem…
-Na pewno.
-Cicho pesymistko! – wyrwał jej z rąk długopis. – Napiszę inną, piękniejszą piosenkę, a ty jej wcale nie dostaniesz!
-No słucham. – zadrwiła. – Podkład weźmiesz z „Muminków”?
-Nie! I nie dlatego, że mi się nie podoba, tylko tam jest Buka. – na samo wspomnienie potwora, ogarnęło go przerażenie. – Ten stwór zepsuł mi dzieciństwo…

Jerome                                                                   
Pewnie zastanawiasz się czemu do Ciebie piszę? Powinieneś wiedzieć, ale powiem.
Joy. Wiem, co między wami zaszło czy może raczej zajść miało. Nieważne. Na jedno wychodzi.
Oszukałeś mnie.
Jesteś teraz zadowolony?
Myślałeś, że się nie dowiem? Typowe. Mogłam się domyśleć.
Chyba powinnam Cię przeprosić. Przecież Cię znam, powinnam widzieć, że prędzej czy później coś się zepsuje.
Jestem głupia.
To trochę boli, wiesz? Kocham Cię, ale to teraz nieistotne.
A może?... Nie, nie tym razem.
Mam nadzieję, że mi wybaczysz. Być może oboje nie byliśmy jeszcze gotowi, co wcale nie zmienia moich uczuć do Ciebie.
Domyślasz się o co mi chodzi? Po prostu chc… muszę to zakończyć. Nie bądź na mnie zły, tak samo jak ja nie jestem zła na Ciebie.
Zwyczajnie się nie udało. Może tak miało być?
Nie rozmawiajmy ze sobą. Nie patrzmy na siebie. Nie róbmy nic. Tak będzie prościej.
Nawet teraz kiedy nie jesteśmy już razem, zawsze będę o Tobie… w zasadzie nieważne.
Kocham Cię
Mara
W jednej chwili każdy przedmiot stracił swoją wartość, a kartka papieru bezwładnie spadła na podłogę.
            Kto powiedział jej o Joy? Czyżby Patricia… Nie, to niemożliwe.
            Nagle wszystko stało się o wiele bardziej skomplikowane, niż mógł to przewidzieć.

Abby zanurzyła dłoń w zimnej wodzie, uważnie przyglądając się tafli jeziora. Nieznane cienie wciąż niespokojnie przemierzały brzeg. Co ją naszło, żeby urządzić sobie spacer o tak późnej godzinie? Tekst ze szpilką padł jakieś dwie godziny temu, a jej nadal nie było w domu. Victor ją zabiję i powiesi obok głów wszystkich, wypchanych zwierząt.
A zresztą… Po co ma się martwić? Czasami trzeba uciec od zasad, nadając życiu własny charakter. Bardzo tego potrzebowała. Przeciętność pochłaniała ją w całości, to było obrzydliwe. Rachel powiedziałaby, że jest najpiękniejszą dziewczyną na świecie i bardzo ją kocha.
Ale tego nie powie, nie ma jej. Los zabrał jej jedyną osobę, która potrafiła zszyć wszystkie rady na serduchu. Nie miała nikogo więcej. Czemu Bóg wezwał ją do siebie, skoro była potrzebna tu? Samotność tak bardzo dobija.
Nawet teraz, kiedy trafiła do nieznanego dotąd środowiska, wciąż było coś nie tak. Nie chciała wyjść na niewdzięcznicę, po prostu nie miała z kim porozmawiać. Tak zupełnie szczerze… Ale czego ona oczekuję? Dostała dużo, nie może być taka wymagająca. To byłoby nie w porządku…
Ma powierzchni jeziora pojawiła się barwna plama, powoli przybierająca kształt człowieka. Boże, nie powinna tu przychodzić. Zaraz ktoś…
-Spokojnie… - usłyszała za sobą cichy, męski głos. – To tylko ja.
            Postać przycupnęła na moście, delikatnie wkładając dłoń do wody. Księżyc skierował światło na zmizerniałą, białą twarz i dopiero teraz Abby mogła rozpoznać chłopaka.
            Tylko co Clarke mógł robić tutaj tuż po północy?
-Jestem idiotą. – powiedział, wpatrując się w toń jeziora. – Wszystko spieprzyłem.
-Na pewno nie. – odparła brunetka spokojnie. – Co się stało?
-Wszystko. – wykrztusił słabo. – Znasz takie uczucie, kiedy jedna osoba odchodzi od drugiej? Mara odeszła i to z mojej winy, bo kogo innego? Cholera…
            Przyjrzawszy się jego zmęczonej twarzy, Abby dostrzegła coś dziwnego. Jakieś zupełnie ludzkie uczucie opętało jej serce, wprawiając ją w stan pozornie niespotykany. To co zobaczyła, było rzeczą zupełnie normalną i wyjątkową zarazem, albowiem Jerome Clarke płakał.
            Bez żadnego słowa, usiadła koło niego, pozwalając mu wypłakać wszystkie gnębiące go smutki. Księżyc skrył się za czarną chmurą, zupełnie tak jakby i on nie chciał być świadkiem tej sceny. Nagle wszystko nabrało innych kolorów, pokonując przy tym wszelkie bariery ciemności.
-Sorry…
-Za co?
-Nie powinienem.
-To nie jest wstyd. – oświadczyła pewnym głosem. – Ja często płaczę. Płakałam, właściwie.
obraz
-Jesteś dziewczyną…
-No i? – wzruszyła ramionami. – Wszyscy jesteśmy ludźmi, to Ci nie wystarcza?
Clarke roześmiał się nerwowo, po czym otarł mokre policzki. Nie myślał nawet o tym, że zapewne się skompromitował. Jakie to ma znaczenie? Mara jest ważniejsza…
-Nie nadaję się na człowieka.
-Czyżbyś był automatem?
-Za przystojny jestem. – odparł już nieco swobodniej. – Mara i ja… Szkoda gadać, wszystko zepsułem. Nie powiedziałem jej o jednej, ważnej rzeczy, no i teraz mam. Nie zrozumiesz.
-Rozumiem. – Abby spuściła głowę. – Moja siostra…
-Masz siostrę? Współczuję.
-… nie żyje. – dokończyła smutno, starając się nie patrzeć na blondyna.
            Wydawało się, że wszystkie jej nieokiełznane loki zyskały ludzkie uczucia i oklapły podobnie jak ona. Włosy smętnie spadały na jej policzki, jednak ta nie zwracała na to uwagi. Bo są rzeczy ważniejsze.
Może to przez ten odwieczny smutek w sercu nigdy nie znalazła przyjaciela? Każdą sekundę spędzała na wylewaniu łez... Nie powinno tak być. Od dziś wszystko musi się zmienić. Na lepsze.
-Kiedy byłam mała, moi rodzice się rozstali. Mama nie miała dla mnie czasu, ogólnie mówiąc to zostało jej to do dziś… Czasami myślę, że zwyczajnie nie darzy mnie miłością, ale zaraz się tej myśli pozbywam… Miło wiedzieć, iż komuś na Tobie zależy. Rachel mnie akceptowała… jedyna. Ciężko jest siedzieć we własnym domu i nawet tam czuć się obco. Nienormalne, a jednak. Jakby to Stella ujęła: „Nie ma do kogo gęby otworzyć”. – tu starała się uśmiechnąć. – Nie powiem Ci żadnych bzdur o tym, że trzeba iść dalej, bo los ma własne plany wobec nas i wszystko co robimy, ma jakiś głębszy sens. Nie wystarczy chcieć, marzenia jedynie dopełnią naszą nadzieję. Ciężko jest się podnieść. Czasami musisz czekać całe życie, a najgorsze jest to, że niepotrzebnie. Kochasz Marę, prawda?
-Co z tego, skoro nie możemy już być razem?
-Odpowiedz mi. Kochasz ją?
-Bardzo, ale…
-To nie siedź tutaj ze mną, nie zachowuj się tak jak ja, która zamiast cokolwiek zrobić, tkwi tutaj i czeka na zbawienie boże. Nie rezygnuj z Mary, nie pozwól jej odejść. Drugiej tak kochanej osoby nigdy nie spotkasz, możesz mi wierzyć. To uczucie NIGDY nie przerodzi się w nicość, tylko błagam, zrób coś. Właśnie trafiłeś na najważniejszą dla Ciebie osobę i stracić ją, byłoby największą głupotą w Twoim życiu.
            I chyba miała rację, bo żadnej drugiej takiej Mary nie spotkał. Ale zanim oboje zdali sobie z tego sprawę, przeżyli mnóstwo zawirowań… Czy pozytywnych? Wkrótce wszystkiego się dowiecie.


***************


*Fragment piosenki "Algo se enciende"



Podziwiajcie. Nie ma czego, no wiem.


I znowu powiem, że nie jestem zadowolona. Beznadziejnie wyszło, na szczęście niedługo ta szajsowata historia dobiega końca. Nie będę już was męczyć ^ ^

Co Sapphire będzie robić po HoA Story? No więc: na pewno powstanie (w zasadzie to już powstał, tylko jest oznaczony jako prywatny i nie możecie go zobaczyć przebiegła ja) blog o jakiś anubisowych berbeciach (Hersheeey siempre ^ ^). Powstanie 20-30 rozdziałów, mało z tego względu, iż większość pewnie se pójdzie. A ja was tak bardzo kocham <3
Jak widzicie (lub nie) mój pszepienkny (sarkazm) blog ma nowy szablon. Dziękujemy claiven! ^ ^ To ostatnia taka zmiana, zostało nam raczej niewiele czasu (brzmi tak jakbym umrzeć miała). Czarny bo żałoba, bo koniec, bo dzieci mnie wczoraj ze słodyczy okradły. Przeklęte dzieci Halołina.

Z całego serca dziękuję wam za wszystkie komentarze. Dodają mi tyle motywacji i mimo, że opowiadania są wręcz tragiczne, to bardzo cieszę się, że nadal ze mną jesteście. Kochani moi Sapphirer :)
Rozwaliłam Jarę. Nie bijcie, przecież wiecie, że ja żadnego Dżeroja na koniec nie dam. Zostało tylko 16 rozdziałów do finału, wytrzymacie ^ ^.
Teraz zorientowałam się, że zapomniałam o Victorze. Mistrzyni szybkiej reakcji. 
Przepraszam jeśli rozczarowałam was dzisiejszym rozdziałem. Mam nadzieję, że następny wyjdzie mi lepiej :)
Mój pies mówi, że was kocha. Znaczy się chrapie, ale to chyba to samo.
Kocham was mocno <33

21 komentarzy:

  1. Pierwsza! <3
    Spokojnie, było super. Widzisz? Ja jeszcze żyję. O wielka Grace, dziękuję za rozgrzeszenie! A ja nadal wielbię rodzynki. Nieee, Frace się rozpada. Tak nei wolno! Świeczką? Czyli nie tylko ja lubię bawić się ogniem! No np. wczoraj. Chciałam podpalić własnych rodziców. Dlaczego zawsze zjazdy rodzinne muszą być na cmentarzu, w wszystkich Świętych?
    Dobra, rozdział super. Jerry wszystko rozwalił. Nie ładnie. Ale za to nigdy nie widziałam go płaczącego ♥ To takie sweet.
    Mamy szpiega na terytorium, biedna Grace. Śledzona przez własnego chłopaka. Abby rozpacza w obecności Max'a i Clarke'a. Jerome z tą szybą mnie rozwalił. Stella, jak śmiesz w Beniusia rzucać garnkiem!
    16 rozdziałów!? 16?! Jak możesz, kobieto! Tylko 16 ;( Dobra, będę rozpaczać, gdy będzie za 1 koniec. Na razie to dużo XD
    Dobrego dnia życzę!

    OdpowiedzUsuń
  2. JAKIE ROZCZAROWALAM JAKIE ROZCZAROWALAM ! rozdzial BOSKI, NIESAMOWITY, CUDOWNY... mam tyle tych epitetow ze nawet Rufus by mnie nie przescignal ! (tak tak Jula szpanuje swoja znajomoscia J.Polskiego o_O ) MATKO ! jak Ty skonczysz pisac to opowiadanie to chyba sfiksuje ! stop.cofnij. NIE CHYBA A NAPEWNO ! proooosze NIE ROB MI 'poprawka' NIE ROB NAM TEGO ! TWOJE OPOWIADANIA-MOIM ZYCIEM...<3
    Ehhh co za niewdziecznica z tej Dżoj ! TAKI PIEKNY WIERSZ.... biedny MIKUŚ ! wiersz byl MIOD CUD MALINA (powiedziala Jula nie zwracajac uwagi na jeej BFF ( hahah okeeej ) ktora w tym momencie pije MOJE mleko nie zwazajac ze jest w pol do 11 wlaczyla jakas badziewna piosenka MIOD MALINA oł jeeaa ! ) co ja musze znosic...
    Perspektywa Abby - no Kocham ! <3 ogolnie wielbie Albe Rico jak i tez Naty ( z iscie romantycznych jak i patologicznych losow Violetty XD <3 ) a tu jeszcze Abby !
    Dżerus jak zwykle przeboski. NIC DODAC NIC UJAC yyhyy ;-)
    Sapphirer jestes NIESAMOWITA ! <3
    Czekam ( zreszta jak zwykle XD ) na next <3
    TWOJA WIERNA FANKA . <3
    PS.pozdrow ode mnie PSA ! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naty jedyna normalna w patologicznym świecie ^ ^
      Mickuś jest wdzięczny za docenienie jego twórczości. Bogusław również. Pozdrawiają Cię.
      Mój pies dziękuję. Znaczy parska tak dziwnie, ale to chyba to samo.

      Usuń
  3. Super ;*
    Czekam na kolejną część ;D
    Zapraszam do siebie na kolejny odcinek.
    http://fabinastoriesby-patrycja.blogspot.com/2013/11/stracone-marzenia-odcinek-16-cz2.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Weź, przy rozmowie Jerome'a i Abby się popłakałam... :< Potrafisz ty wykrzesać ze mnie uczucia, kobito. Tylko sobie wyobraziłam smutnego Dżeromka i już - bam Emklarka we łzach.
    Zastanawiam się, jak to będzie z tymi studiami i co wykombinujesz, bo ja nie ogarniam... wiem, że Marusia wybierze jakiś drozi i dobry uniwerek (wiesz, sławni i bogaci rodzice), a Jeruś ze swoim jakże świeżym umysłem nawet nie będzie mógł sobie o tym pomarzyć. CO TO BĘDZIE, CO TO BĘDZIE.
    Nie żałuję Ci tego, że rozwaliłaś (tymczasowo rzecz jasna) Marome, bo wiem że i tak ich znów połączysz ^ ^ Jakbym Cię nie znała. Będzie ckliwie, i dobrze.
    Ostatnio zaczynam oglądać wyrywkami Violettę, nie wiem co się ze mną dzieje. Chociaż wciąż lepiej oglądać to niż zepsuty Szajs of Anubis :D
    Hmm, ja już dawno ogarnęłam iż w The Jaffray Story mało Victorka, co muszę naprawić. W następnym rozdziale planuję scenkę z Trudy, będą naleśniczki, hehe.

    Moje kochane gazele (czytelników) gdzieś wywiało, jak już pisałam wcześniej, Twój blog ma 40 tyś odsłon, a mój wieje pustkami i jedynie 28 tyś z hakiem. WYPRZEDZIŁAŚ MNIE, SAPPHIRE! Gratuluję fanów :) Ja już mojej sytuacji nie naprawię, ale przynajmniej mogę Cię wspierać w pisaniu.
    Poza tym, ogarnęłam, że mamy jeszcze bloga z tą marną kontynuacją czy jak to zwą. Wow. On chyba już doszczętnie zmarł. I znowu tajemnicze zniknięcie bloggerki - where is Agnes??

    Czekam na kolejny rozdział, piszolę swój. KC <3
    Twoja fanka,
    MClarke ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam leję na losach Violetty, problemy rodem z scenariuszy waldzia. Jedna jedyna para jest przyzwoita ^ ^

      Wyprzedziłam Cię? Kiedy i gdzie? No niemożliwe.

      Agnes poszła w ślady Beansy Boo. Nasze zacne grono ciągle się pomniejsza. Być może waldzio wyszedł z ukrycia i porywa bloggerki? Trzeba się bronić :O
      Paczaj, jesteśmy najwierniejszymi Sibuners. Dżeruś ma fansów na zawsze tak.

      NALEŚNIKI? Niekryty Krytyk mi się przypomniał. Trudzia i Wiktor siempre.

      Czekam na twój rozdział, muszę napisać ci anegdotki ze swojego życia w komentarzach, bo aktualnie nikt nie chce mnie słuchać. Nawet pies uciekł z pokoju.Jestem samotna.

      Kochaaam Cięęę ^ ^

      Usuń
  5. Oł szit! Meegaśnie to opowiadanie ! Zapraszam do mnie na drugą część 83 odcinka: http://housee-of-anuubis.blogspot.com/2013/11/odcinek-83-cz2-by-amore-wiktoria.html

    OdpowiedzUsuń
  6. Sapphire z każdym nowym rozdziałem przebijasz samą siebie. Ten był NIESAMOWITY. Wiem, że zawsze Ci to piszę, ale tak jest prawda. Całe Twoje opowiadanie jest amejzing. Wiedz, że ja zostanę do końca twojego bloga i po nim następnych. Już nie mogę się doczekać przygód Hershey ^^ Zostało około 16 rozdziałów? Już? ;c W rozdziale umieściłaś chyba wszystkie pary ♥ Zastrzeliłabym Cię, za rozwalenie Jary, ale wiem, że nie zostawisz nas z Jeroy. Tylko głupcy by tak zrobili ( tak waldziu to było do ciebie )
    Biedy Mikuś. Jak Joy mogła nie wysłuchać całej ballady. Przecież idealnie ją odzwierciedlała. Grace i Fabian *.* Fabianek powiedział, że kocha Grace. Oł je. Teraz tej pary nikt nie może zniszczyć. Bo inaczej pozna moją złość. Hehe... Stalla i Benuś. Oni zachowują się jak stare dobre małżeństwo. Abby i Max. KOCHAM ICH ♥ Ich relacja jest boska. Maxi jest psychologiem. Mogę się do niego zgłosić? Chociaż uciekł by po 5 minutach ze mną. Moje problemy są żałosne. W ogóle moje życie jest żałosne. Zazdroszczę Ci pomysłów na rozdziały. Ja od tygodnia zbieram się na napisanie czegoś, ale od wczoraj patrzę na pustą stronę i nie umiem nic napisać. Mam jakąś blokadę.
    Jerome! Ja Cię chętnie pocieszę. Serce się kraja jak sobie wyobraże, go płaczącego. On i Marusia są dla siebie stworzeni. Jeszcze będą razem^^
    No, nic czekam na następny rozdział z niecierpliwością

    Twoja wierna fanka,
    Stevie

    P.S Pozdrów Micka, i przekaż mu, że się z Dżoj rozliczę, żeby tak chłopaka zranić. Nie ładnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stevie!
      Mickuś dziękuję, ale masz nie krzywdzić Dżoj. Piszę dla Ciebie wiersz w dowód wdzięczności. Wychodzi mu bardzo ładnie (nie czytaj go, jest straszny). No.
      oczyfiście rze zropie dżeroj to pszeciesz najleprzy parink na źfiecie.
      Mam nadzieję, że w końcu wena Cię nawiedzi, bo nie mam co czytać. Ja chce Sibuna Peddie tak ♥
      Max Cię wysłucha, może nie ucieknie.
      Ode mnie zwiał, ale ja to ogólnie nieciekawym człowiekiem jestem. Tylko jem i śpię.
      Pomysłów nie mam. Ostatnio zorientowałam się, że parę rozdziałów wcześniej napisałam, że jest jesień, a teraz dwa miesiące zostały. Fajnie, że jestem mądra.
      A dzisiaj to się kebabem zatrułam. Nie wiem czemu to piszę.
      No. To ja lecę na Twojego bloga posłuchać sobie muzyczki i poużalać się nad sobą i sprzedawcą tego kebaba. Nie lubię gościa.
      Kocham cię <3 ^ ^

      Usuń
  7. super zapraszam na mojego bloga http:// Martipat.pinger.pl

    OdpowiedzUsuń
  8. 16 ?Kobieto, tylko 16 ? Ty chyba sobie jaja robisz? Pat chcieć więcej :-D Super rozdział, czekam na jakiś udział Abby w tajemnicach ^^ W rozdziale 60 wsppmniałaś o jakimś cierpieniu wybrańców. Czekam na niego ^^ Huhuhu jestem zła, tak wiem :) Peddie *.* zachywciłam się *.* Eddie chyba ma już konkretne plany co do tego zamknięcia :P Dobra, nie przynudzam :) Bay :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Czuję się jak największe beztalencie na świecie ;;
    Cholera, ja mam big plany dotyczące bloga, ale nikt go już nie będzie czytał. Co ja będę czytać po zakończeniu HoA Strory. Zapewne twój blog z motywem przewodnim „Hershey Clarke rządzi światem”
    Będzie dobrze.
    Że tak się głupio zapytam: Kochanie? Czy ty się dobrze czujesz? Rozdział wyszedł ci genialny, chyba twój najlepszy. Cholernie dużo uczuć, nie ogarniam, ale mi sie podoba. Nawet rozstanie Jary jakoś tak mniej zabolało, tak romantycznie to opisałaś.
    Smutam, bo zostało 16 rozdzialików do końca.
    Ściągnęłam se wirusa na kompa ( wielka Joylitte chciała zaszpanować i ściągnąć sobie program do edycji filmów i ściągnęła 16 wirusów) Teraz mi system skanuję, a ja modlę się, żeby sie samo usunęło, bo będę na naprawdę płacić musiała.
    A i se popłakałam przy tym rozdzialiku. Dobry trening nie jest zły.
    Abby jest podobna do mnie. Ja też mam takie wewnętrzne rozterki ( mowa dziecka niekochanego i skrzywdzonego przez klasę).
    Lol, dzięki MClarke za spostrzeżenie, ze masz już 40 tys wyświetleń <3
    Gratuluję ♥
    Ja już piszę wiersz na koniec bloga, będzie bardzo smutaśnie.
    Tą piosenkę Benniego sama wymyśliłaś? Genialna jest c: Jaram się, bo Stellcia i Benny. I wiersz Micka, omomom. Mamy nowego Szekspira.
    God, jest gif z TMND *u* Planuje coś z tego filmu do ostatniego rozdziału włączyć. No ale co będzie to będzie.
    No, to chyba tera ja muszę coś napisać ( chrzanić lekturę z histy i Poniatowskiego)
    No Sapphire, jestem ciekawa co z tymi studiami będzie. Czekam na kolejny rozdział, z wielkim podekscytowaniem i zaprawdę powiadam ci, że zjadłabym tej czekolady, co ma Grace. Głodna jestem

    Będę ryczeć przy ostatnim rozdziale.
    Kochamm, Twoja Sapphirer ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. NIE KOŃCZ JESZCZE BLOGA!
      Toż to młode dzieło, nie możesz! Nie pozwalam <3 !

      Piosenkę? Nieee, ja to nieinteligentny człowiek jestem. Swoją drogą, nawet wyrazu inteligentny nie potrafię napisać. Dziesięć razy poprawiałam.
      Grace się nie podzieli. Zachłanne babsko.
      Zapewniam Cię, że masz wielki talent, a ja jestem Twoją fanką <3 Taką mega mega wielką (to nie jest odniesienie do mojej figury. no w sumie jest).
      Też jestem głodna pjąteczka.
      Acia jest romantycznym człowiekiem.
      TMND... Kolejny film nie mam pary, ale oni przynajmniej realistycznie to zrobili (tak waldzu to uwaga do twego boskiego scenariusza). Ale podobno ci aktorzy co Hache i Babi grali to są razem. Przynajmniej tyle :c
      Masz wielki talent, taki duuuuży <3
      Kocham cię c:

      Usuń
  10. Świetny rozdział, a ty jesteś cudowną pisarką. Naprawdę pokochałam to opowiadanie. Będę musiała nadrobić 63 rozdziały. :D
    Ps. podałabyś mi adres url do bloga o Thomasie, o którym pisałaś na nowym blogu Xeni? Ale bym się pośmiała!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ello :)
      Kurczę, wtedy siedziałam na komputerze brata, ale jak tylko będę miała dostęp poszperam w historii i wyślę ci linka.
      Póki co masz to, też świetnie xd
      http://violetta-moja-historia-wikra.blogspot.com/
      Weź pierwsze rozdziały, bo są genialne. Szczególnie Diego i Francesca ^ ^
      Wyobraźnia ludzka jest piękna.

      Usuń
  11. Jestem głupia, jestem głupia, jestem głupia!!! Nie wiem, co się ze mną działo. Zapomniałam o Jarze, zapomniałam, że są ludzie, którzy wciąż jej bronią. Siedzę sobie na youtubie, słucham jakiejś badziewnej muzyki i nagle patrzę, a tam opatrzona napisem "Wybrane dla ciebie" zdjęcie Mary i Jerusia. Zobaczyłam to i wtedy miałam chwilę przerwy w emitowaniu. Potem wróciłam i zaczęłam krzyczeć sama na siebie (tak, czasami prowadzę monolog wewnętrzny, zdarza się). Mary, ty głupolu! Przypomnij sobie jak bardzo uwielbiałaś Jarę!!! I wtedy: Chwila, ja czytałam bloga... O, nie! Mój ulubiony blog! Także jestem i nadrabiam, wszystkie rozdziały są prześwietne (chociaż może to dlatego, że dostałam napadu euforii i widzę wszystko w jasnych barwach). Także powróciłam i zamierzam komentować i wielbić każdy twój nowy rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boże jak się cieszę! Tęskniłam <3
      Miło, że jeszcze ktoś pamięta :)

      Usuń
  12. Zapraszam na trzecią część 84 odcinka na moim blogu: http://housee-of-anuubis.blogspot.com/2013/11/odcinek-84-cz3-by-amore-wiktoria.html#comment-form

    OdpowiedzUsuń
  13. Masz super opowiadanie i wielki talent ♥♥. Weszłam dziś na tg bloga pierwszy razz no i tak sb zaczęłam z nudów czytać , opowiadanie 1 , 2 ... doszłam chyba do 18 , 3 godziny to wszystko czytałam , oczy mnie już bolą ale będę czytać dalej bo mnie strasznie ciekawi ♥. Trochę to skomplikowane że Eddie miał romans z Niną , i nina umarła , przez ninkę zniszczyła się fabina i peddie grrr -,- ... najbardziej lubię Grace fajnie jak by była z Fejbianem bo jakoś tak pasują :3 . Przeczytałam też ten rozdział 64 (nowy) tylko że nie bardzo wiem o co chodzi bo musze dojść do tg rozdziału no a jak mowilam to jestem na 18 .Zazdroszcze ci takiego talentu *.* < 33

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć! :)
      Szczerze mówiąc, jestem bardzo zaskoczona nową czytelniczką, bo teraz więcej osób odchodzi niż przychodzi.
      Trochę tego sporo, mam nadzieję, że zdążysz przeczytać.
      Bardzo mi miło, witam w gronie Sapphirer ^ ^

      Usuń