środa, 13 listopada 2013

Opowiadanie cz. 65, Never let me go.

„Nie chcę się bać
Chcę się dziś obudzić czując się piękna
Ze świadomością, że wszystko jest w porządku
Bo każdy jest doskonały w niezwykły sposób
Chcę po prostu uwierzyć w siebie”
(Believe In Me)


-Przyjazd rodziców musiał was bardzo ucieszyć, prawda? – zapytała Trudy z dziwną radością. – No już, przywitajcie się!
Mieszkańcy Domu Anubisa stali na środku z salonu z bynajmniej nie najszczęśliwszymi minami. Andrews wpadła na genialny pomysł, polegający na zaproszeniu rodziców do internatu, by pochwalić się dotychczasowymi osiągnięciami (których w zasadzie nie było).
-Tatusiu! – Amber rzuciła się ojcu w ramiona. – Przywiozłeś mi jakieś prezenty?
-A ja Ci nie wystarczę?
-Czyli, że nic nie masz? – kiedy mężczyzna pokręcił głową, ona prychnęła z pogardą i odeszła do grupy przerażonych przyjaciół. – Pff! To po coś ty w ogóle przyjeżdżał?
Mara przystępowała z nogi na nogę, co chwilą spoglądając na rodziców i Jeroma, którego widocznie satysfakcjonowało zainteresowanie Jaffray. Też coś. Zerwali, nie powinni tak się zachowywać. Dystans: to będzie najlepsze co mogą teraz zrobić.
-Pss! – Alfie szturchnął Clarka w ramię. – Nici z imprezy.
-Jakiej imprezy? – ożywił się nagle Eddie. – Są party, a ja nie jestem zaproszony?
-Kojarzysz Avana?
-Pomieszkiwał u nas trochę. A co?
-Właśnie. – Jerome na chwilę oderwał się od Mary. – No bo patrz: opiekun z Domu Izydy jest łagodnie mówiąc… porąbany, ale nie w tym rzecz. Dzisiaj wieczorem jedzie na jakiś zlot fanów Atomówek i całe towarzystwo organizuję balangę.
-Wow, super! – blondynowi rozjaśniły się oczy. – Tylko nie mówcie Patricii, ten babsztyl jest strasznie zazdrosny. Jeszcze by tam wbiła i siary narobiła.
Williamson nadstawiła uszu, jednak zanim zdołała dociec o co chodziło chłopakom, rzuciła się na nią pulchna kobieta z grubą warstwą czerwonej szminki na ustach. Kiedy skończyła obcałowywać jej policzki, uśmiechnęła się szeroko.
-Dziecko! Jakaś ty piękna! – rozczuliła się. – Edziuszek to jednak ma gust. A myślałam, że skończy przy tej konsoli, grając w jakieś krwawe bijatyki. No proszę! Taka ładna dziewczynka! Ojej!
Podczas gdy Patricia ścierała różowe plamy z buzi, Miller odciągnął matkę na bok, patrząc na nią z wyraźną pretensją w oczach.
-Mamo! Miałaś tak nie robić!
-Ale ona jest taka cudowna! No popatrz tylko! Ideał! – krzyknęła kobieta, po czym wyjęła z torebki plik podejrzanych papierów. – Przyniosłam Twoje zdjęcia. Niech te wszystkie wypacykowane mamusie, zobaczą, czyje dziecko jest najpiękniejsze!
-Pani dam też da! – krzyknął Lewis zza ściany. – Obejrzymy sobie! „Edziuszek” to nasz kolega!
-Masz kolegów? Mój mały chłopiec wreszcie dorósł!
Zapowiadał się bardzo długi wieczór…

obraz
-Czemu z Tobą zerwała?
-Bo jestem idiotą, tato.
-Dokładniej?
Przyjazd taty miał swoje plusy i minusy. Cieszył się z jego obecności, ale niewygodne pytania znacznie psuły mu samopoczucie. Niedługo miało wpaść to idiotyczne coś (czyt. Poppy), co jeszcze bardziej go przygnębiało.
-Nie rozumiem. – westchnął John, smutno patrząc na syna. – Wydaję mi się, że jak dwoje ludzi się kocha, to powinni być razem. Pamiętam jeszcze jak przechodziliście do więzienia by mnie odwiedzić. To chyba Mara cię namówiła, czyż nie? – kiedy Jerome przytaknął, uśmiechnął się z zadowoleniem. – Świetna dziewczyna. Kiedy opowiadała mi o postępach szkolnego bloga, ty patrzyłeś się na nią jak cielę w malowane wrota. – tu zademonstrował minę syna. – Komicznie to wyglądało.
Jerome prychnął z pogardą, stwierdziwszy, że robił to o wiele atrakcyjniej, tylko ojciec jest zazdrosny.
-No to co się stało?
-Nic takiego.
-Synu! – westchnął, klepiąc go po plecach. – To wstyd tak się poddać. Przecież ją kochasz, nie powinieneś rezygnować. Po tym wszystkim co przeżyliście?
-Ty mnie wcale nie znasz. – prychnął Clarke z charakterystycznym dla niego uśmiechem. – Naprawdę myślisz, że ją sobie odpuściłem? Dobre, musze sobie gdzieś zapisać.
Ojciec spojrzał na niego z podziwem, doszedłszy do wniosku, że wychował syna dokładnie tak jak chciał. A, i nie mógł doczekać się narodzin wnuczki. Prawda, że Hershey to przepiękne imię?

            Stella ze smutkiem stwierdziła, iż nikt do niej nie przyjechał. Nie chodziło tu o ludzi, z którymi mieszkała, wiedziała, że wcale ich nie interesuję. John Clarke wdał się w męską rozmowę z Jeromem, zupełnie zapominając o swojej córce. Ma do tego prawo, poznali się zaledwie rok temu, ale mógłby okazać jej choć trochę uwagi. A zresztą… Czego ona oczekuję? Nie może wpakować się z butami do ich życia.
            Wszystkie wspomnienia zaprowadziły ją do tego jednego momentu. Kto wie, co by się stało, gdyby tata nie zostawił wtedy telefonu. Może wcale by go nie poznała? Mama nie raczyła ujawnić tożsamości ojca, dlatego życie w niepewności, było całkiem możliwą opcją.
            John opowiedział jej o wszystkim co zdarzyło się osiemnaście lat temu. Nie miał pojęcia co działo się z Rosie i jakim cudem wcześniej się na nią nie natknął. Ale kogo ona obchodzi? Stella skreśliła ją dawno temu, bez zamiaru powrotu. Co wcale nie oznaczało, że tego nie pragnęła. Przeciwnie.
            Całe życie robiła to co chciała. Nie słuchała absolutnie nikogo, miała własne zasady, których kurczowo się trzymała. Dlaczego więc musiała się zmienić? Czy to przez niego? Możliwe.
            To nie była dobra zmiana. Podchodziła do świata z luźnym podejściem, nie dopuszczała do siebie żadnych ludzkich uczuć. Przynajmniej nie cierpiała. A teraz? Była wrażliwa, cholera by wzięła.

-Usiądź, denerwuje mnie te twoje bezcelowe krążenie po pokoju.
-Tak mamo. – Abby posłusznie usiadła na kanapie.
            Było źle. Nawet nie, gorzej. Rodzicielka spojrzała na nią chłodno, dolewając sobie herbaty do kubka w czerwone groszki. Dziwny widok. Takie wesołe wzory zupełnie do niej nie pasują. W domu piła z surowych w kroju, filiżanek.
-Niedawno minęła jedenasta rocznica śmierci Rachel. Nie zadzwoniłaś.
-Próbowałam się dodzwonić, ale nikt nie odebrał.
-Nie wierzę Ci. – przerwała jej matka, odstawiając dzbanek. – Ty zawsze o czymś zapominasz.
            Abby spuściła wzrok, nie powiedziawszy ani słowa. Każdego dnia myślała o Rachel. Czemu zarzuca jej tak przykrą rzecz?
-Nie byłaś zapisana do innego domu?
-W ciągu semestru, tak. Ale dzięki Stelli jestem tu z powrotem. Ludzie z tamtego…
-Znowu Cię wyzywali? Nie rozumiem, czemu ciągle robisz z siebie taką ofiarę. Wdałaś się w ojca. – mruknęła, przełknąwszy łyk napoju. – Strasznie gorzkie. Co tak patrzysz, podaj mi cukier.
            Dziewczyna szybko sięgnęła po słoik, potrącając przy tym kubek z herbatą. Część wywaru wylała się na stolik. Trudy ruszyła na odsiecz ze swoją ulubioną ścierką, po czym szybko wycofała się z salonu. Najwidoczniej mama nie wywarła na niej pozytywnego wrażenia. Szczerze mówiąc, ona sama najchętniej by stąd uciekła. Ale nie mogła. Musiała wysłuchać tych wszystkich raniących oszczerstw.
-Sprawiasz same problemy. Nie dziw się, że nie masz żadnych przyjaciół.
-Teraz mam…
-Tak czy siak. – kobieta rzuciła córce pełne pogardy spojrzenie. – Nie widzisz ile dla Ciebie robię? Płacę za Twoją szkołę, a Tobie wciąż coś nie pasuję.
-To ty chciałaś mnie tu wysłać.
-Och, czyli teraz też ci źle?
-Nie, tutaj jest dobrze, nawet bardzo. Jednak decyzja o szkole była Twoja. Nie chciałabym mówić nic przykrego, ale…
-To nie mów. Jesteś strasznie niewychowana. Wdałaś się w ojca. – powtórzyła. – Mogłabyś docenić wszystko co ode mnie dostałaś. W końcu to przez Ciebie Twoja siostra nie żyje. To ty zaprowadziłaś ją w jakieś dziwne miejsce.
-Co? – Roye poderwała się z siedzenia. – Nieprawda! Poszłam za nią, bo…
-Nie zrzuca się winy na zmarłego. – uniosła się Martina. – Powinnaś się wstydzić! Gdyby nie ty, Rachel nadal by żyła.
            Abby pokręciła dłonią, próbując ukryć zaczerwienione oczy. Znowu powie, że się marze, że jest beznadziejna. Że nie chciała takiej córki.
-Teraz jeszcze ryczysz? Widzę, że nic się nie zmieniłaś. Cóż, niedługo wrócisz do domu, a wtedy porozmawiamy inaczej. Ktoś musi nauczyć Cię porządku.
            Dziewczyna wyszła z salonu, nie próbując nawet dowieść swoich racji. Po co, skoro i tak by przegrała? Kochała Rachel całym sercem, ile by dała żeby jeszcze żyła. Nie chciała jej krzywdzić… Naprawdę.
            Zamknęła drzwi wejściowe, nie narzuciwszy na siebie nawet bluzy, a dzisiejszy wieczór nie należał do najcieplejszych. Max wychylił się zza rogu, spojrzawszy na matkę dziewczyny. Nie wyglądała na nieszczęśliwą, raczej usatysfakcjonowaną całym tym zajściem. Kiedy ze schodów zeszła Stella, podleciał do niej, składając ręce w błagalnym geście.
-Musisz coś dla mnie zrobić!

-Mówiłam już, że nie dam Ci pieniędzy.
-Nie w tym rzecz, chociaż…
-Nie!
-Dobra, dobra. – mruknął pod nosem, z niepokojem patrząc na drzwi. – Muszę wyjść.
-Ta? I co ja mam robić? Pokoju Ci pilnować?
-Nie, Alfie z rodzicami tam siedzi. Wow, faktycznie może kogoś do ochrony najmę. Tak czy siak, Benny powierzył mi pod opiekę pewną małą królewnę, a sam poszedł się uczyć. W jego przypadku oznacza to granie w Lola, lub degustowanie nowej pizzy.
-Ja nie wiem skąd wy dziewczyny sprowadzacie…
-Już nie marudź, muszę lecieć. – odparł, wyprowadziwszy z kąta około sześcioletnie dziecko. – To jest Maddy. Zaopiekuj się nią, ok? Nie jedz, nie bij, nie wyrzucaj za drzwi, tylko zaopiekuj. No, to życzę powodzenia. – odparł wesoło i zniknął za drzwiami.
Dziewczynka przyjrzała się nowej opiekunce, po czym uśmiechnęła się szeroko.
-Jesteś dziewczyną Benniego!
-Tego pajaca? W życiu. – parsknęła Wright, patrząc na dziecko z niechęcią. – Mam Cię niańczyć? Super, marzyłam o tym.
-Tak?
-Nie, Patricia nie może Cię popilnować? – na dźwięk imienia Williamson, dziecko niespokojnie drgnęło. – Co jest?
-To ta zła ruda? – zapytała, a kiedy dziewczyna przytaknęła, zmarszczyła swoje małe brewki. – Mówiła, że jednorożce nie istnieją! Też coś! A potem taka gruba pani powiedziała, że ona sama przypomina takiego cudownego jednorożca i będzie idealna dla jej syna.
            Stella szybko porównała Patricię do jednorożca, zrozumiawszy, iż wyobraźnia potrafi zdziałać rzeczy niezwykłe. Spojrzała na Maddy, uznawszy, że chyba ją polubi.
-Pobawimy się we wróżki?
Nie polubi jej.

            Maddy wciąż ściskała jej dłoń, wesoło maszerując przed siebie. Wskakiwała do każdej napotkanej kałuży, rozchlapując wodę dookoła. Ile w takim dziecku musi być radości. To urocze, nie mieć pojęcia o smutkach życia codziennego.
-Wracamy do domu?
-Za chwilkę. – dziewczynka przystanęła, z ufnością patrząc jej w oczy. – Nie chcę cię zostawiać!
-Przecież jeszcze nie jedziecie… - odparła, zaskoczona nagłym smutkiem dziecka. – Naprawdę chce ci się ze mną siedzieć?
Maddy energicznie pokiwała główką, po czym poprowadziła ją do pobliskiego stawu. Gwiazdy odbijały się w tafli wody, tworząc nieziemski klimat. Nie wiedzieć czemu, sceneria wydała jej się dziwnie piękna. Może to przez Maddy?
-Chciałabym mieć taką gwiazdkę… - z rozmarzeniem spojrzała w niebo. – A ty?
-Ja? Po co? – Stella wzruszyła ramionami. – Ja niczego nie potrzebuję. – odparła pewnie, a po chwili dodała. – Ani nikogo.
-Przecież potrzebujesz Benniego! – roześmiała się dziewczynka. – Nie bądź głupiutka, mama mówi, że trzeba być mądrym. Ale zaraz potem dodaję, że często nie potrafimy. Ja bym chciała żebyście byli razem. Nie musiałybyśmy się rozstawać. A jak byście mieli dzieci to…
-Hola, hola! Nie przesadzasz czasem?
-Z czym?
-Dziećmi i innymi pierdołami. – wypaliła, zapominając o zachowaniu kulturalnego słownictwa przy maluchu. – Nie lubię go. Wcale.
-A ja cię kocham! – odparła ciepło, wtulając się w jej klatkę piersiową. – I uważam, że jesteś wyjątkowa! Benny też, ale chyba nie umie tego powiedzieć. Myślę… Myślę, że będziecie razem. Powinniście. I chcecie też. Tylko jeszcze nie jesteście mądrzy i musicie poczekać. Ale spokojnie, już niedługo przestaniecie zachowywać się jak dzieci.
Do czego doszło, żeby jakieś głupie dziecko prawiło jej morały o życiu? Ona o niczym nie wiedziała. Nie miała pojęcia jakie to trudne. Była zwyczajnie za młoda.
-A i tak jestem mądrzejsza od ciebie. – oznajmiła, zupełnie tak jakby wiedziała o czym myśli. – Będziecie zawsze razem!
-Myślisz?
-Taak!
-No może… - odparła niewzruszona. – Chodź już, niedługo musisz jechać.
Dziecko posłusznie zeskoczyło z ławki i podreptało w stronę domu.
Patrząc na Maddy, Stella zdała sobie sprawę z własnej głupoty. Przecież ona miała rację. Wszystko było takie proste i chyba tylko oni to utrudniali…

            Istnieje taki ból, którego nie da się wyleczyć.
            Nie chodzi tu o żadną kłótnię z przyjaciółką, chłopakiem, czy fakt, iż znowu się przytyło.
            Prawdziwy ból uderza prosto w serce, z siłą jakiej w ogóle byś się nie spodziewał.
            Czemu płacze? Przecież dobrze wiedziała jak będzie wyglądać rozmowa z matką. A może nie? W innym wypadku, nie miałaby tej głupiej nadziei. Teraz nie da się już nic zrobić. Nienawidziła jej. Z całego serca. Nagle te wszystkie bajki o matczynej miłości przestały mieć znaczenie. Może w większości przypadków tak jest, ale nie u niej. Wyjątki też się zdarzają. Że też zawsze przypada jej ten gorszy wyjątek…
            Zimne pręty mostu, wbijały się Abby w plecy, jednak kto by się teraz tym przejmował? Mogłaby tu siedzieć całe życie, żeby tylko mama zdołała jej wybaczyć. Nie chciała krzywdzić Rachel. Może gdyby tam nie poszła, wszystko wyglądałoby inaczej? To dzięki niej żyje… Powinno być całkiem na odwrót. Siostra tyle dla niej zrobiła, a ona nie zdążyła nawet podziękować. Zamiast tego skazała ją na śmierć.
-Abby?
-Nic mi nie jest.
-Znowu? Tym razem chyba nie ma sensu tego odwlekać, co? – Max usiadł koło niej, poważnie spojrzawszy w jej czekoladowe oczy. – Jak to wygląda?
-Nienawidzi mnie. I nie mów, że tak nie myśli.
-Nie powiem. – skinął głową, zwróciwszy oczy ku niebu. – Nie zimno Ci?
-Chciałabym, żeby był to jedyny mój problem. Nie musisz tu ze mną siedzieć, potem wrócę.
Chłopak zignorował jej słowa, po czym ściągnąwszy z siebie bluzę, narzucił ją dziewczynie na ramiona. Siedzieli tak chwilę, czekając, które z nich pierwsze przerwie ciszę.
-To zabawne. – odezwała się dziewczyna, wciąż nie odrywając wzroku od ziemi. – Tyle razy mówimy, że jesteśmy dobrymi ludźmi, że nie można nikogo poniżać… a mimo to, wciąż to robimy. Strasznie dziwne, prawda?
-Każdy tak robi, Abby. Wiesz, że nie powinno się naśmiewać z innych, ale byle jaki szczegół potrafi zniechęcić Cię do drugiego człowieka. Nawet wtedy, kiedy jedziesz z kimś autobusem i nie podoba ci się jakaś część jego ubrania. Śmiejesz się w duchu, ale tak jest lepiej. Wiesz czemu? Dzieje się to tylko w Twojej głowie i nikt tego nie słyszy. Niektórzy wyrzucają to na zewnątrz. Wtedy nie jest w porządku. Mama chyba nie mówi Ci tak na co dzień? – zapytał, ale odpowiedziało mu milczenie. Wiedział już wszystko. – Jak ty to znosisz?
-Nie wiem. – wzruszyła ramionami, jednak jej oczy ponownie zaszkliły łzy. – Chyba się przyzwyczaiłam.
            Nie mogła tego zrozumieć, ale opowiedziała mu wszystko, każdy szczegół. To jak wróciła z Hiszpanii, zostawił ją ojciec, a wkrótce również i Rachel. To niesamowite, że przed niektórymi ludźmi możemy otworzyć serce, nie martwiąc się, że wydadzą nasze sekrety.
-Tata się z Tobą nie kontaktuje?
-Nie wiem nawet gdzie mieszka. Kiedyś zadzwonił, ale mama kazała mu się odwalić. I już nigdy o nim nie wspominano. – oparła brodę na kolanach. – Za dwa tygodnie z powrotem tam wrócę. Wiesz… To, że tu trafiłam, to chyba najlepsze co mnie kiedykolwiek spotkało. Jesteście tacy kochani.
-Nie wrócisz tam.
-Jak to?
-Coś wymyślimy.
-To miłe, ale raczej niemożliwe. Naprawdę chcesz mi pomóc? Takiej szarej, nic niewartej idiotce?
-Weź, nawet tak nie mów. Nie chcę, żeby znowu było Ci źle.
-No dobrze, ale co z tym zrobimy? Widocznie tak już musi być. Poza tym, ty niedługo wyjedziesz, zapomnisz i…
-Nie. – pokręcił głową z uśmiechem, postukawszy w zardzewiały pręt. – Spójrz.
            Podniosła wzrok, po czym dostrzegła obiekt zainteresowania chłopaka. Na moście wisiały kłódki z wyrytymi imionami par, przyjaciół, czy też innych ludzi. Niektórzy pisali na nich jakieś cytaty, aforyzmy, przemyślenia życiowe, których nawet wybitny znawca pisma nie mógłby odczytać. Może o to właśnie chodziło? Tylko nieliczne osoby rozumiały treść.
-Jakie to ładne.
-Prawda? Zobacz. – pogrzebawszy w kieszeni, wyciągnął z niej mały przedmiot o nieco zardzewiałych brzeżkach. – Masz coś do pisania?
-Tak, ale… - spojrzała na niego ze zdumieniem. – Zamierzasz przyprowadzić tu jakąś…
-No przecież już jesteś. – mrugnął okiem, szybko przejąwszy od niej pisak.
-Nie można się doczytać. – szturchnęła go w ramię, uśmiechając się lekko.
-Pff. To kaligrafia, nie znasz się! – oznajmił, po czym uniósł do góry swoje dzieło, tak aby wszyscy niewidzialni osobnicy mogli je podziwiać. – Patrz jak pięknie mi wyszło!
-Uroczo. – roześmiała się ciepło, zupełnie zapomniawszy o dręczących ją smutkach. – Skąd wziąłeś kłódkę?
-Powiedzmy, że wiedziałem, że na mnie lecisz.
-Ja wcale…
-Mhm. – pokiwał głową z uśmiechem. – Rozmawiałem z Jeromem. Dalej się sprzeciwiamy?
            Abby zamrugała oczami, przypominając sobie naraz rozmowę sprzed ponad miesiąca. Powiedziała tylko, że nie może przestań walczyć o Marę… Czyżby postanowił się odwdzięczyć? Jakieś przyjemne ciepło opętało jej serce, albowiem okazało się, że wbrew plotkom, Clarke jest dobrym człowiekiem. I naprawdę zależy mu na Jaffray. Przecież nic takiego nie zrobiła…
-Muszę pomóc Jeromowi…
-A ja Stelli. – spojrzał na nią, po czym oboje się roześmiali. – Teraz robimy za swatki?
-Jak widać. – skinęła głową, zwracając oczy na kłódkę. – Już powiesiłeś?
-Wątpisz w moje zdolności? A, proszę. – podał jej mały, złoty kluczyk. – Zrobisz z nim co będziesz chciała. Tylko go nie jedz. Moja siostra raz taki połknęła i wiesz, fajnie nie było.
-Będę pamiętać. – odpowiedziała mu z uśmiechem, lekko się rumieniąc.
-Dopóki to będzie tu wisieć, nigdy cię nie zostawię. Nie mów, że się zerwie, bo to mocne, wiesz, te zagraniczne tworzywa. – westchnął z dumną, pogratulowawszy sobie kupna tak mocnego przedmiotu. – Jeśli będziesz chciała odejść, masz kluczyk. A jeśli go zgubisz… cóż, będziemy zmuszeni się ze sobą ożenić.
            Zapewne musiała zrobić się cała czerwona, jak to ona, we wszystkich krępujących dla niej momentach. Ale teraz było inaczej, dziwnie swobodniej. Położyła głowę na jego klatce piersiowej, delikatnie ściskając w dłoni kluczyk. Popatrzyła na niego przez chwilę, po czym wrzuciła go do rzeki, powoli odprowadzając go wzrokiem. Chłopak spojrzał na nią z rozbawieniem, delikatnie ciągnąc ją za kosmyk czarnych włosów.
-Mam rozumieć, że mi się oświadczasz? – spytał, na co oboje parsknęli śmiechem.
-Nie, ty to zrobisz. – oświadczyła uśmiechnięta, łapiąc go za dłoń. – Ale jeszcze nie teraz.
            I po raz pierwszy była pewna, że przyszłość będzie wyglądać kolorowo.

-Córcia, ale nie rozumiem, czemu się rozstaliście. – Lucia uważnie przyglądała się córce. – Taki ładny chłopak! Serio, przystojniejszy od twojego ojca.
            Jaffray westchnęła ciężko, przypomniawszy sobie niedawne wywody rodzicielki. Była pesymistycznie nastawiona do Jeroma, ale gdy tylko go zobaczyła, stał się jej ulubionym zięciem (nawet zaczęła go tak nazywać).
-Tak czasem bywa.
-A już myślałam, że będę mieć taką piękną wnuczkę…
-O czym ty mówisz?
-O Hershey słońce! – wytłumaczyła pani Jaffray, śmiejąc się perliście. – Rozmawiałam sobie dzisiaj z panem Johnem, to imię bardzo nam się podoba. Twój chłopak ma świetny gust.
-To nie jest już mój chłopak.
-Tak, tak. Pogadamy na Twoim ślubie.
            Kiedy Lucia wyszła na korytarz, by pożegnać się z mamą Eddiego (ku wielkiej radości Patricii), Mara klapnęła na łóżko, wzdychając z rezygnacją. Miała dość. Widziała co zaszło między Jeromem i Joy. Gdyby materiału nie pokazała jej tak wiarygodna osoba, pewnie by nie uwierzyła. Tęskniła za nim, pewnie. Ale nie powiedział jej o czymś bardzo ważnym. Nawet jeśli sytuacja nigdy nie miała miejsca.
            Uznawszy, iż musi się jeszcze pouczyć, sięgnęła po ćwiczenia z Angielskiego. Kiedy kartkowała zeszyt, z okładki wypadł jej świstek papieru. Podniosła go, usiłując doczytać się zamazanej treści.
„Kocham Cię najbardziej na świecie. PS: Hershey rządzi!”
Uśmiechnęła się w duchu, przypomniawszy sobie tamten dzień. Lekcje Angielskiego potrafiły ciągnąć się w nieskończoność. W przypadku godzin szczególnie monotonnych, Jerome przesiadał się do ławki Jaffray i zabierał jej zeszyt, ozdabiając go różnymi rysunkami. Taka niewielka rzecz, a cieszy.
A wtedy poczuła, że chce do niego wrócić i mieć z nim tą nieszczęsną Hershey. Za parę lat, na pewno będą razem. Mimo tej ogromnej głupoty, którą oboje popełnili.
           
            Benny rozglądał się po domu, co chwila spoglądając na zegarek. Nie było ich już od dwóch godzin, co więc mogły robić? Dobrze wiedział, że Stella raczej za dziećmi nie przepadała, dlatego wątpił w jakąś zajmującą rozrywkę.
            Właściwie… Czemu tak się przejmował? Przecież nie lubi ani tej małej zołzy ani tym bardziej Stelli. Oczywiście było inaczej, ale nigdy by się do tego nie przyznał. Kazała mu spadać, więc najwyraźniej nie powinni być razem. Trudno, tak też bywa.
            Przeżuwając czwarty kawałek pizzy, doszedł do wniosku, iż na razie nie będzie robił absolutnie nic. Skoro jej nie zależy, po co ma się starać? Miłość może poczekać, głód nie.
            Wbrew temu co powiedział jej ostatnio, wcale jej nie kochał. W ogóle. Nawet w najmniejszym stopniu. Była jedną z wielu dziewczyn, które mogły mu się spodobać. To tyle.
            Zresztą… po co aż tak się angażować? Jerome i Mara rozstali się miesiąc temu, nikt nie wiedział z jakiej przyczyny. Może też uznali, że zwyczajnie nie było warto? Mimo to, wydawało mu się, iż nadal darzą się jakimś uczuciem. Ale oni to zupełnie inna bajka. Wyrzucił puste pudełko do kosza, po czym udał się na górne piętro. Z ostatnią nadzieją skierował się do jej pokoju. Może Abby będzie wiedziała, gdzie te dwie zołzy polazły. Kiedy otworzył drzwi, nie zastał tam Hiszpanki, lecz kogoś zupełnie innego.
obraz
Awn ^ ^
            Stella i Maddy leżały na łóżku dziewczyny, wtulone w siebie jak niedźwiadki. Dziecko ulokowało główkę na jej miękkich, czarnych włosach. Oddychało spokojnie, jak zawsze kiedy odczuwało pełne bezpieczeństwo. Czy możliwe było to, że Wright wzbudziła w dziewczynce sympatię? Nie, przecież ona jest straszna, dzieci się jej boją. Zawsze chodziła pod przedszkole, albowiem z niewiadomych przyczyn bawiła ją perspektywa uciekających maluchów.
            Tym razem było inaczej. Te dwie marudy, których podobno tak bardzo nienawidzi, były dla niego całym światem. Przyglądając się śpiącym dziewczynom, doszedł do wniosku, że nie wie, którą kocha bardziej.

            Każdego dnia była krzywdzona. Obiecała, że się zemści.
Wykorzystywano ją. Cierpiała nieubłagalnie.
Działo się to kilkaset lat temu, za życia samego Frobishera Smythe.
Teraz nadszedł czas działania.
Do ceremonii pozostały dwa tygodnie, a jej tożsamość nadal pozostała nieodkryta.
Musi tylko uważać na NIĄ. Pokonała bramy przyszłości, aby móc ją pokonać.
Deyrua nigdy nie przegrywa. Nawet z kimś pozornie silniejszym.
Ma zaufanie tych dzieciaków.
A to w zupełności wystarczy…

            Jak na ironię losu, wciąż była sama. Podczas gdy inni spędzali czas z rodzicami, ona siedziała w pokoju i wylewała łzy w różową, haftowaną poduszkę (bardzo drogą zresztą).
            Przyjechali rodzice każdego mieszkańca. Choćby na krótko, to jednak się stawili. A jej rodzice... Cóż, mieli to gdzieś. Naprawdę nie chcieli jej zobaczyć?
            Joy wtuliła twarz w kołdrę, przypomniawszy sobie wydarzenia sprzed trzech lat. Ojciec uczestniczył w ceremonii, na której ona mogła zginąć. To nie było w porządku, a mimo to, mama zdołała mu wybaczyć. Szkoda tylko, że nie ona.
            Nie miała chłopaka, to jedno. Ale rodzice mogliby przyjechać… Na chwileczkę, żeby porozmawiać. Powiedzieć jak bardzo ją kochają. Nie zjawili się.
            Nie powinna płakać, przecież była silna. Obiecała sobie, że nigdy nie da ponieść się emocją. Musi być twarda, taka jak zawsze. W jednym momencie, stała się słaba jak śnieżnobiałe piórko, z niecierpliwością czekające na choćby lekki podmuch wiatru.
            Nie wiedziała czemu przyjechała do domu Anubisa. Wróciła tu po nic. Jak na złość, on wciąż był taki sam. Przeznaczony dla kogoś zupełnie innego. Czy to możliwe, że nadal tęskniła za Fabianem? Powinna przestać, to strasznie dziecinne. A jednak…
            Nikt nie mógł dać jej tyle ciepła co on. Jeszcze za życia Niny, ludzie strasznie na nią najeżdżali. Za co? Tylko się zakochała… Okazało się, że to „tylko” znaczy bardzo wiele.
-No już nie płacz. – odwróciła się, dostrzegłszy Grace z kubkiem gorącego jeszcze kakao. – Proszę. Miałam sama wypić, ale przynajmniej schudnę. Mam drugie.
obraz
-Pijesz po dwa?
-Nie widać? – poklepała się po brzuchu. – Słuchaj Joy, ja naprawdę nie chciałam ukraść Ci Fabiana. Wydaję mi się, że…
-… to samo przyszło? Tak, wiem. – odpowiedziała, chwytając kubek za ucho. – Nie musisz mi tego tłumaczyć. Rozumiem to, naprawdę. Nie jestem taka głupia jak wszyscy myślą.
-Ja tak nie myślę.
-Yhym…
-Serio. – Foster ulokowała się na łóżku brunetki. – Pamiętasz trzecią klasę? Siedziałyśmy u tego mega przystojnego idioty w szpitalu i gadałyśmy o „Modzie na sukces”. Fajnie było.
            Mercer uśmiechnęła się lekko, potwierdzając, że owszem, mile to wspomina. Czemu Grace musiała być taka sympatyczna? Podczas gdy wszyscy narzucali jej winę, ona przychodziła do niej, i to jeszcze z kakao. Chyba, że…
-To jest zatrute?
-Co… Nie, hehe. – spostrzegłszy jej zaniepokojony wyraz twarzy, Foster wybuchła śmiechem. – Żartuję, przestań. Coś nie tak?
            Wszystko, bo znacznie utrudniała Joy granie nieprzystępnej. Zwykle nie spotkała się z tak sympatycznym przyjęciem, raczej krzykami i obelgami. Blondynka tłumaczyła wszystko na spokojnie. Czemu w innych przypadkach tak nie było?
-Twoja mama przyjechała?
-Tak, rozmawia z Trudy. Twoich rodziców nie ma, co? – kiedy Mercer pokręciła głową, uśmiechnęła się z otuchą. – To nawet dobrze. Nie muszą Cię nadmiernie kontrolować.
-Wiesz co między nami zaszło?
-Wiem. Alfie mi mówił. – zapewne był to Fabian, ale nie chciała przy niej o nim wspominać. Miło z jej strony. – Jeszcze się ułoży, zobaczysz.
            Kiedy brunetka chciała stanowczo zaprzeczyć, do pokoju wpadł rozgorączkowany Fabian. Jak na komendę, obie uśmiechnęły się szeroko, po czym spojrzawszy na siebie, zaczęły śmiać się jak szalone.
-Przepraszam, można?
-Rozmawiamy. – wyjaśniła mu roześmiana Mercer. – Mamy piękne uśmiechy, co?
-Jak z reklamy pasty do zębów. – parsknęła Grace, ponownie zanosząc się śmiechem. – Kotek, możesz wpaść później?
-Nie. – odparł Rutter, wciskając się pomiędzy dziewczyny. – Joy, czemu nie było cię na początku roku?
-Mój tata miał problemy finansowe, ale właściwie to zostałam wysłana do szkoły imien… Na pewno nie znasz, lecz tyczyła się niektórych bohaterów egipskich. Organizowali tam różne konkursy, oczywiście na wszystkie się zgłosiłam. Najwięcej było tych poetyckich, pogrzebałam w różnych śmieciach z biblioteki i znalazłam ciekawe formułki.
-Wiedziałam! – ucieszył się Rutter, wymieniając z Grace porozumiewawcze spojrzenie. – Wygrałaś?
-No ba. – zgorzkniała tak, jakby to było oczywiste. – Za pierwsze miejsce był jakiś śmieć. Medalion z automatu, ciut ciężki. Nie będę go nosić, chyba, że ty chcesz.
            Fabian skinął głową, po czym złapawszy Grace za nadgarstki, uśmiechnął się z triumfem.
-Rozpracowałem to.
-Tak? No to słucham.
-Pamiętasz jak dostaliśmy podróbkę medalionu, dzięki któremu można było rozpoznać wybawców. – kiedy blondynka skinęła głową, kontynuował. – Wyczytałem dzisiaj, że jeden z uczestników wyprawy był założycielem szkoły, do której chodziła Joy. Jako jedyny z zaklętych, sprzeciwił się Deyrui i ukrył wisior w murach budynku. Możemy więc uznać, że Joy została wysłana po medalion.
-Konkretniej?
-Wreszcie możemy rozpoznać Wybawców! A Joy jest Wysłannikiem.


**************************

A ta znowu zapomniała o Amfie... hehe.
Nie wiem co powiedzieć... Pod ostatnim postem były tak piękne, cudowne komentarze... Kocham was całym serduchem <3 Nie macie pojęcia jakie to dla mnie ważne. Jesteście cudowni <3
Wróciła do mnie czytelniczka Mary, z czego bardzo się cieszę :)
Ludzie odchodzą, przychodzą... Nie możemy ich za to winić, kiedy nie ma serialu trudno pozostać Sibuners. 
Tak z innej paczki, kończę pierwszy rozdział Hershey Story (nazywa się inaczej, ale cii! ^ ^). Prolog już jest. O dziwo, w miarę mi się podoba, a mi, jak dobrze wiecie, nic się nie podoba. Cuda.
Uwaga Spojleruję! Jak klikniecie "Otwórz grafikę w nowej karcie" to bd większe.


Herszusia to ta pierwsza od lewej (lewo to nie prawo, jak to ujęła moja nauczycielka). Na końcu jest... cicho Sapphire, niedługo cały prolog zacytujesz.
Mickusia to tylko rwać <3
Zostało 15 rozdziałów HS (HoA Story, nie Haj Skul Mjusikal).
Nie chodzę do szkoły. Cierpię. Choruję. I wreszcie mogę coś przeczytać, tak to siedzę tylko w jakiś fizycznych cudach, których nie mogę ogarnąć. 
Czytam sobie Trzy metry nad niebem <3 Oglądałam film, był cudny, różnił się od typowej komedii romantycznej, co mnie bardzo cieszy. Książka świetna, bohaterowie mają osobowości i te takie inne bzdety, o które zawsze Acia marudzi. Federico Moccia będzie moim idolem zaraz po Eugenie.
Co do następnego rozdziału, to muszę akcję rozwinąć. I będą nasze paringi Peddie, Jara, Amfie, bo w końcu o nich trzeba coś zrobić.
Przy gifie z Dżerusiem na górze pisze "Dziewczyny w bikini".  Hehe.
No. Kocham was całym serduszkiem.

Dzięki, że jesteście <3

Wasza Sapphire.

10 komentarzy:

  1. Jeeeejciu !
    Noo CUDNY ! <3333
    KOCHAM.
    Kocham.
    KOCHAM.
    Sapphirer ! JESTEŚ INCREIBLE! ♥ ( tak tak Jula umie posługiwać się GOOGLE TŁUMACZ ^ ^ hahaah ;P )
    Nic dodać nic ująć !
    EEEEj PROOOOSZĘ ! weź napisz książkę ! ;*
    A teraz koniec podlizywania. Jula zabiera się za komentowanie rozdziału... :
    "Naxi" już myślą o przyszłości ! HAJTNĄ SIĘ ! O.O nie no słodcy są... TAK MEGA MEGA MEGA ! ♥
    Joy Wysłannikiem ! SZOKO SZOKO BĄ ! XD <333
    Ale tak naprawdę to wspaniale napisałaś jej perspektywę ! ;*
    Amberku ! ty moja materialistko ! ♥
    Mara kocha BOSKIEGO DŻERUSIA. BOSKI DŻERUŚ kocha Marę.
    Ale NIE ! robią mi na złość i nie sa razem ! Idem poskarżyć się mojemu fantasy fantastic pedagogowi szkolnemu... <3 TE AMO <33 nie no BOOSKI jest ! xD
    dobsz.... wracając do rozdziału...
    Benny jest słodki.... mówi że nie kocha Stelly ale cały czas o niej myśli ^ ^ A to ostatnie zdanie z tym, że wie którą kocha bardziej jest takie tajemnicze... haha <3
    Matka Eddiego rozdaje wszystkim jego zdjęcia z dzieciństwa.
    Matka Mary nazywa Dżerusia swoim zięciem.
    Czyli wszystko w jak najlepszym porządku... ;P
    No więc CZEKAM CZEKAM CZEKAM na next !
    AJM LOF JU ! ♥
    BAAAJOOOO <33


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *eeeh ŻE NIE WIE którą kocha bardziej tak tak czytam z taki zrozumieniem.... xD <33

      Usuń
  2. JEST MOC! PIERWSZA! (tak mi się zdaje, jeśli ktoś mnie nagle nie wyprzedzi).
    Ja niestety muszę chodzić do szkoły. W wakacje myślałam, że będzie jakoś, no wiesz, fajnie (głupia ja), ale odwidziało mi się tydzień po rozpoczęciu roku. Teraz tylko czekamy na Boże Narodzenie <3 Zrobię na blogu special świąteczny. Będzie mraśnie.
    Strasznie mi żal tej Abby. Nie rozumiem, jak można osądzać dziecko o śmierć jego rodzeństwa, chore. Ale ślicznie napisane. Łezka się zakręciła c:
    Ja czytam cholerne lektury, nie chcę mi się, ale pracuję na piątkę z polskiego (ewentualnie szóstkę... hahahahaha xd Dobry żart Emklarko). Chcę sobie kupić Pretty Little Liars i zacząć czytać. Serial jest super, ale właśnie nie mam czasu na oglądanie, więc jak na razie tkwię na drugim sezonie :x
    Dżeromuś sięę łatwo nie podda! :3 O Marudię będzie walczył nawet jak ona tego nie będzie chciała (chociaż z tego co czytałam to się przekonała :D). Herszejko nadchodź.
    Hahahahah, uwielbiam Benny'ego <3 I coś przeczuwam, że to dzikie wróżkowe dziewczę będzie potrzebne do ceremonii, ale ja, ja nie wiem.
    BOSZKI DŻERUŚ ZIĘCIEM MARY <33 (allert pedalskich serduszek w komentarzu). Mamcia wie co dobre.
    Jeszcze wbije jeden komentarz na mego bloga i wstawiam nowy rozdział. Coś tak przeczuwam, że będzie w sobotę.
    Podziwiam Cię Sapphire za całokształt. Piszesz duzio duzio, duzio komentarzy też, czytasz moje wypociny, co jest już ogromnym plusem. Mam nadzieję, że od tego jeszcze Ci oczu nie wypaliło. A jak tak, to sorry :c
    Baj baj kochana <3 (znów pedalskie serduszko)
    Czekam na kolejną część, zapraszam do mnie i pozdrawiam i życzę powrotu do zdrowia.

    Twoja fanka,
    MClarke ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. jestem leniwa i nie będę pisać jak to cudowne są twoje opowiadania , pisać po 30 linijek po prostu brak mi słów mimo że z natury zawsze nie braknie mi pary w gębie zajebisty :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Też jestem chora. Przeklęte bakterie, zarazki i inne pierdoły. Bóg niepotrzebnie to wymyślił.
    Woow, mam ochotę zbić i spalić mamusikę Abby. A jak dotąd te uczucia towarzyszyły mi przy obrażaniu waldzika. No, idziemy do przodu. Nienawiść rośnie wokół mnieeeeee!
    Wszyscy kochają Grace. Grace jest zajebista i po raz pierwszy zrobiło mi się szkoda Dżoj ( żeby wyrazić moje uczucia napiszę jej imię z dużej litery, a co! ). Dowaliłaś z tym wysłannikiem, nie ma co.
    Mam na dole super zajebiszczaste ciasteczka, ale napiszę komentarz i pójdę je zjeść. Nie ma co. Też kocham kakao. To napój bogów, Grace wie co dobre.
    Kocham ojca Clarka i matkę Jaffray. Są tacy zajebiści, lool. Herszusia zajebista, bardzo zajebista, uszanowanko.
    Podoba mi się opis fabuły, chce już czytać tego bloga, dawaj go mi tu!
    Całowanie się po twarzy... Tak, rozumiem czemu to się Patt nie podobało. Ale chciałabym zobaczyć te zdjęcia Eddiego. Mrooow.
    Max i Abby to nieziemska para. Uwielbiam ich wątek, jest w tym jakaś magia. I ta kłódka <33 Wyjdą za siebie, będą mieli bliźniaki, to jest już pewne. KA BUM!
    Stella jest pedofilem? Oesu. Ostatnio mi sie nudziło i pisałam na fb z moją siostrą ( która była w drugim pokoju, okey) i dowiedziałam się, ze ona też jest pedofilem. Czego je się o ludziach nie dowiem...
    Maddy jest dojrzalsza niż wszyscy z mojej klasy razem wzięci. Dosłownie.
    Jeszcze tylko kilka miesięcy i wyjeżdżam z tej szkoły, nienawidzę tej klasy, za dużo łez przez nią wylałam.
    Nowa palylista >>>>>>>>>
    Benny gra w lola? Okey, nie wnikam.
    Ahh, obraz Maddy i Stelli musiał być cudny, jak obie sobie spały. Kocham.
    No, chyba pora na ciasteczka i Gripex, mój ukochany napój.
    Pięknie piszdolisz, podobało mi się niezwykle, zresztą jak zawszę. Ale ci słodzę, no nic.
    Głupi katar, wszędzie chusteczki.
    Gram kolędy na gitarze, jest moc, rock n roll!


    Twoja Sapphirer ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja nie jestem chora, ale mam katar i gardło mnie pobolewa, więc można uznać, że będę xd
    Dziewczyno, rozdział MEGAA ♥
    Mama Edziuszka pobiła wszystich ^^ A może mi pani przesłać te zdjęcia? Chętnie obejrzę. Edzio ma przyjaciół i dziewczynę! Toż to chyba cud! Nie skończył jako maniak komputerowy.
    Hershey zawojowała światem! Coś czuję, że będzie kochaną wnuczką^^ Zdecydowanie tata Dżerusia mu zazdrości. Pfff... Kto by mu nie zazdrościł.
    Jednorożce! Patricia jako jednorożec. Ja tego nie umiem sobie wyobrazić. Za ciężko.
    Biedna Abby tak mi jej szkoda. Współczuję jej matki. Nie powinna osądzać dziewczyny o śmierć córki. Przecież na pewno obie cierpią. Powinny się wspierać.
    Jak Maddy dobrze gada. Przecież Stella i Benny są sobe przeznaczeni. ♥ Dziwię się, że jeszcze nie są razem. Ale z tej małej fajna dziewczynka. Benny nie wie którą kocha bardziej. Awww ;*
    Szczerze nie mam pojęcia co tu jeszcze napisać. Mam tyle w głowie komentarzy o Twoim rozdziale, że nie wiem co tu uwzględnić i wychodzą jakieś pierdoły xd
    Boską Joy w tym rozdziale nawet polubiłam. Była taka normalna. Ona wysłannikiem? O.o
    Jakie 2 tygodnie? Tak mało do końca ich szkoły. Ojoj...
    Frace ♥ A tylko wskocz mi tu jeszcze z Fabiną. W serialu Fabiny nie lubiałam, jako pary. Ale osobno byli świetni. No w sumie jak można nie lubić uroczego Fabianka?
    Masz Sapphire ogromny talent. Naprawdę. Czekam tylko na twoją książkę i na bloga o Hershey. I moje życie jest spełnione. <3
    Aaa... Jeszcze Joy, nie przejmuj się. Mnie też nikt nie chce. Popłaczmy sobie razem. ;c Zostanę starą panną z kotami.
    Ja aktualnie czytam Dary Anioła: Miasto Kości. Boskie. No ja nie kochać Jace? ♥
    Czekam z niecierpliwością na następny rozdział

    Twoja Sapphirer

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo mi sie podoba Świetnie napisane Naxi..... <3333
    Mocno współczuję Abby :)
    http://violettadisneypoland.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo fajne ;) Kiedy zaczęłam czytać bloga obiecałam sobie, że wytrwam do końca. Mam zamiar to zrobić. Hershey serio rządzi!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudowne < 3 ♥♥♥ Czekam na dalej < 33

    OdpowiedzUsuń
  9. Zapraszam na [17] Odcinek pt. "Widzisz? Nie powinnaś się już niczym martwić." http://fabinastoriesby-patrycja.blogspot.com/2013/12/stracone-marzenia-odcinek-17-widzisz.html :)

    OdpowiedzUsuń