wtorek, 3 grudnia 2013

1. Nie zostawiaj mnie [Marome]

Uwaga, ogłoszenia duszpasterskie! Miałam pisać rozdział, ale zamiast niego wyszło to coś u dołu. Kiedy skończę pisać HoA Story, będą ukazywać się tu one party, a dzisiaj macie okazję zobaczyć jednego z nich. Opowiadanie 66 wstawię prawdopodobnie w następnym tygodniu. Mam nadzieję, że jakoś to przetrawicie :) Muaa <3



W pewnym momencie zdajesz sobie sprawę, że kogoś już nie ma i tak naprawdę, nie wiesz co się z nim stało. Czujesz się wtedy źle, obwiniasz wszystkich, nie chcesz słyszeć tego idiotycznego „tak miało być”. Wylewasz morze łez, próbując zapomnieć o tym, który odszedł, zostawiając cię samego. Owszem, masz rodzinę, przyjaciół, ale to nie to samo. Nie teraz, kiedy potrzebujesz tylko tej jednej osoby. Każda rzecz, każdy przedmiot, każde zdanie przypomina ci o niej, napełniając serce rozpaczą i bezsilnością. Nie wiesz co robić. Jesteś bezradny. I nawet, podobno magiczne zdanie „uwierz w siebie” nic tu nie zdziała.
Jerome zacisnął powieki, próbując przypomnieć sobie to ostatnie słowo. Zginęło gdzieś pomiędzy grudniem, a wczorajszym dniem. Zniknęło pośród innych słów, pełnych smutku i bólu zarazem. Jak to się stało? Mówili sobie o wszystkim, to niemożliwe żeby… Żeby nie zauważył. Może mógłby jej pomóc, dodać wsparcia, cokolwiek. Byleby tylko nie odeszła…
Spojrzał w niebo, stwierdzając, że pamięta wszystko. To wspomnienia zabijały mu serce. To one kazały mu kochać kogoś, kogo już nie ma. I nie wróci, nigdy. Po jego policzku spłynęła kolejna łza, zmywając ostatni cień szczęścia, pozostawiony po tamtym dniu. Ostatnim przed burzą.

-Nie odpisuję mi na wiadomości. – Jerome z irytacją zastukał w ekran komórki. – To taki wasz sposób na „Rzucam cię”?
-Nie mam pojęcia, wiesz jak to ze mną jest… - Jaffray wzruszyła ramionami, odkładając książkę do plecaka. – Aa… jesteś z nią szczęśliwy? To jest najważniejsze.
-A ty znowu swoje. – trącił przyjaciółkę w ramię. – Nie myślę o takich rzeczach. Po za tym, ty chyba też miałaś jakiegoś… Co to za mina? Znowu dostałaś tylko cztery? Tragedia, Jaffray, serio, twoje życie się skończy.
Na te słowa, gwałtownie spiorunowała go wzrokiem, dając mu do zrozumienia, że powiedział coś bardzo niewłaściwego. Cóż, zwykle rozumiała jego żarty. Zły dzień, na pewno.
-Co to za humorek?
-Nic, nie przejmuj się…
-Masz okres?
-Spadaj. – roześmiała się, na chwilę zapominając o smutku. – Po prostu… nie wiem, chyba… nieważne.
Nie pytał o więcej, kiedyś będzie musiała mu powiedzieć. Mara potrafiła być strasznie uparta, nie zdradziłaby tajemnicy nawet pod presją śmierci. Śmierci… Wtedy jeszcze nie wiedział, jak bardzo znienawidzi to słowo.

Tylko przeszłość potrafiła dać mu odrobinę spokoju, by zaraz potem zniszczyć ją z podwójną siłą. Mówili żeby zapomniał. Nie mógł. Nie chciał. Czemu miałby wymazać z pamięci wszystko, co łączyło ich dwójkę?
Oni wszyscy kłamali. Mówili, że była dobrą dziewczyną, że tak bardzo za nią tęsknili… Jakież to musiało być dla nich trudne. Z zimną krwią twierdzić, iż łączyły ich ciepłe stosunki. Nienawidzili jej. Śmiali się na każdym kroku, a teraz udają wielce przyjaciół. Nie zasługują na współczucie. Bardziej on, ale wcale tego nie chciał. Był jej jedynym przyjacielem, jedynym powiernikiem… Czemu o tym nie wiedział, do cholery?
           
Przyszła do jego domu, cała przemoczona i zapuchnięta od płaczu. Odłożyła kurtkę na wieszak, mimo iż, zważając na aktualny stan samopoczucia, powinna rzucić ją w byle kąt. Przywitała się ze wszystkimi domownikami, grzecznie odpowiedziała na typowo bezsensowne pytania, po czym skierowała się do jego pokoju, by tam usiąść i swobodnie zacząć płakać. Przytulił ją do klatki piersiowej, delikatnie gładząc jej mokre włosy.
-Nie wzięłaś czapki, będziesz chora.
-Wszystko mi jedno…
-Mara? – pogłaskał ją po brodzie. – Znowu oni?
            Nie musiała nic mówić. Wystarczyło jedno spojrzenie, by zrozumiał wszystko i spróbował jej pomóc. W tym momencie, pragnęła mu to wszystko powiedzieć. To jak bardzo go kocha. Żeby nie szukał już więcej, kiedy ona jest tutaj i na niego czeka. Nie mogła. Nie chciała żeby cierpiał. Nie przeżyłaby widoku jego łez. Kolejne nietrafione słowo. Koniec jest tak blisko, a on nadal o niczym nie wie. Tak będzie lepiej, powtarzała sobie. Nie wierzyła w to ani trochę, ale nie miała innego wyboru.

            Nie zauważył tego, jak dużo ich łączy, jak niewiele brakuję do wspólnego szczęścia. Przecież była tak blisko, tuż przy nim. Wiedziała o nim wszystko, on o niej też. Wszystko, prócz tej jednej, raniącej rzeczy. Ile potrzeba czasu, by znaleźć tlące się w sercu uczucie? Kochał ją. Kiedy zdał sobie z tego sprawę, było już za późno.

            Nie przyszła do szkoły. To dziwne, bo jeszcze nigdy nie opuściła ani godziny zajęć. Nawet kiedy była chora, dzielnie maszerowała na lekcję, bo „nie chcę mieć zaległości”. Zaraz po ostatnim dzwonku, poderwał się z ławki, by jak najszybciej się z nią spotkać. Może te całe wyzwiska ją przerosły? Przecież wyraźnie powiedział tym durniom, żeby się od niej odwalili.
            Kiedy zapukał do drzwi, odpowiedziało mu jedynie głuche milczenie. Po paru nieudanych próbach, zastanawiał się czy czasem ich nie wyważyć. Kiedy zamierzał wcielić swój plan w życie, w zamku zazgrzytał klucz. Rzucił przelotne „dzień dobry” i nie zważając na dziwny wyraz twarzy kobiety, przeskoczył kilka schodów, dotarłszy do pokoju Jaffray.
            Wszyscy tam stali. Ojciec, brat, babcia… Odsunął ich, chcąc wiedzieć co się dzieję. Odepchnął jednego z mężczyzn ramieniem, dostrzegając to, czego nie przewidziałby nawet w najgorszych koszmarach.
-Już za późno, Jerome. Przepraszam.

            Akurat to wspomnienie chciał wymazać z pamięci. Nie mógł zapomnieć widoku jej bezwładnego ciała, spierzchniętych ust i pustych oczu. Nie mógł patrzeć na cierpienie osoby, którą tak bardzo kochał.
            Była chora. Wiedzieli o tym tylko jej rodzice. Mu nic nie mówiła. Kochana… Zawsze powtarzała, że nie chce widzieć go smutnego. Nawet po śmierci, wszystko musiała zostawić w idealnym porządku.
            Za tydzień miały być święta. Ironia losu. Potem sylwester i następne złudne plany, aby ten rok przyniósł im dużo radości. Nie będzie żadnej radości. Nie będzie niczego, nie będzie jej. Nie ma sensu żyć dalej. Po co? Równie dobrze mogłoby nawet zabraknąć tlenu. Jakby nad tym dobrze pomyśleć, to i tak mniejszy problem.
            Wiedział, że nie doczeka się szczęśliwego zakończenia. Nie dostanie żadnego objawienia z nieba. Będzie zwyczajnie cierpiał, powracając do przeszłości. Pięknej, a zarazem tak krzywdzącej.

            Ach. Już pamiętał…

-Kocham Cię, Jerome.

19 komentarzy:

  1. cudo poprostu cudeńko

    http://opowiadania-autorstra-mc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. JAK MOGŁAŚ?! D':
    JAK MOGŁAŚ ZABIĆ MĄ MARUDIĘ I NIE ZABIĆ JERUSIA, ŻEBY ŻYŁ Z NIĄ SZCZĘŚLIWIE W ZAŚWIATACH?! D':
    A tak szczerze, poryczałam się. Sapphirku, ty potrafisz mnie, taką zimną i dupną dupę co ma ciepło jedynie w kaloryferze na drugim końcu pokoju doprowadzić do łez.. Tak ślicznie. Tak krótko, a tak ładnie ♥
    Jednak ja to bym zabiła też Jerusia. Nie żeby coś xd (no i teraz jestem killerem.). Zdradzę Ci tajemnicę:
    Dawno temu, planując drugą część TJS miałam w planach zabić Matthewa i Laurenkę (moje skarby :c). Mieli umrzeć daleko od siebie i żadne nie wiedziało o śmierci drugiego. Byli wtedy razem (SPOILER) dopiero od kilku dni, a już coś ich rozdzieliło. Potem, na zakończenie Laurenka miała objawiać się Marusi, a ta miała by sen o nich - siedzą sobie szczęśliwi, trzymają się za rąsie, tulają, Lauren się uśmiecha, bo w końcu jest z mamą.
    O JA NIEDOBRA.
    W końcu jednak wybiłam sobie z łebka ten popieprzony pomysł o zabiciu mych bejbis i wymyśliłam nowe zakończenie. Tamto by i tak nie wypaliło, bo tatuś Renki został by sam bez córki żony. Gdzieś chyba wspominałam, że była jedynaczką ;c A ten jej tatuś taki trochę nieporadny, rudy, zagubiony. Ehh.
    Zachwyciłam się jednak wizją uroczystego pogrzebu dwójki (ehh do potęgi), kościół i ich ciała byłyby ozdobione białymi różami (ulubiony kwiatek Lauren) i czerwonymi różami (ulubiony Matta).
    Ale to by było trochę zbyt smutne.
    A. I zapomniałam dodać, że Marusia na końcu nazwałaby swoją trójkę dzieci Lauren, Matthew i HERSHEY xd
    Uloco :3

    Śliczny oneshot. Będę go czytać w kółko. Czekam na HoA Story :) KC ♥

    Twoja fanka,
    MClarke ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawe, podobało mi się, szczególnie ta końcówka, że nagle sobie przypomniał, co było takim ładnym zakończeniem. Ogólnie to ubóstwiam historie, w których ludzie giną, i tak dalej, ale ostatnio czytam sobie opowiadania z różnych blogów (nadrabiam zaległości) i co wchodzę, to ktoś umiera!
    Jakby to powiedział mój szkolny pedagog: "Życie jest brutalne".

    OdpowiedzUsuń
  4. super na kończy mało co powstrzymałam łzy :)
    LOVE YOU

    TWOJA FANKA: Patricia Williamson

    OdpowiedzUsuń
  5. Już mówię:
    http://scmplayer.net/
    Najpierw wybierz sobie kolor playlisty, potem kliknij "next". Pokażą się takie dwie kolumny. W jednej z nich podajesz tytuł piosenki, a w drugiej adres do niej np:
    Neon Lights (pierwsza) http://www.youtube.com/watch?v=v9uDwppN5-w (druga)
    Potem przechodzisz dalej, ustawiasz sobie opcje, w końcu klikasz "Done".
    Wyświetli się kod. Musisz go skopiować i dodać na bloga. Wchodzisz na panel bloggera, swojego bloga, wybierasz "Układ" i klikasz "Dodaj gadżet". Wyświetlą ci się różne dodatki, musisz wybrać "HTML/JavaScript".
    W okienku "treść" wklejasz kod z scmplayer. W tytule możesz wpisać obojętnie co.
    Zapisujesz i już. Mam nadzieję, że się połapiesz :)

    SAPPHIRE UDZIELIŁA INSTRUKCJI! O JA ZDOLNA XD

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowne ♥ , cudownie piszesz ♥ . Szkoda tylko że Mara umarła ;c .

    OdpowiedzUsuń
  7. Super !!! Proszę zajrzyjcie na mój blog o psach i napiszcie komentarz !!!!!! :-) ''Sylwcia-Sylwka.blogspot.com"

    OdpowiedzUsuń
  8. Już dawno przeczytałam. Dawno, dawno temuu.
    I nie skomentowałam.
    Gryzło mnie sumienie, ot co.
    Jezu, ja sie rozryczałam., A że jestem chora, tera wyglądam jak troll. Dzięki skarbie.
    No ja cię sune, to takie jest sd.kalhaehrujrsyjtykidtuoisrysssssssssssilkdg<MOPKJgsdlkRGOPIUrgkj;lrewposdhklsdtuhjsrtju
    *szalony fangirling*
    Oh Dżerusiu ♥
    Jezu, rycze jak idotka. No jak mogłaś.
    Czytam w kółko. I w kółko. I w kółko. I w kółko. I w kółko. I w kółko. I w kółko. I w kółko. I w kółko. I sie nadziwić nie mogę. Kurczę noooooooooooo.
    Zgadzam się z koncepcją MClarke. Usmierć też Jeroma, zeby mu nie było mega smutno. Bo co to za życie bez ukochanej?
    Wiem... Mara będzie nawiedzała dżoj po śmierci. BOOOMSHHH!
    Opsss.
    Ale tak na serio, to ci sie udało. Naprawdę piękny oneshot. Chce więcej ♥

    Gruba od cukierków
    Joylitte xxx

    OdpowiedzUsuń
  9. Zapraszam na nowy [18] Odcinek pt. "Nieznany numer." Liczę na opinię *.*
    http://fabinastoriesby-patrycja.blogspot.com/2013/12/stracone-marzenia-odcinek-18-nieznany.html

    OdpowiedzUsuń
  10. Zapraszam na nowy 90 Odcinek pt. "Mamo, to nie to co myślisz." Liczę na szczeerą opinię. :)
    http://housee-of-anuubis.blogspot.com/2013/12/odcinek-90-by-amore-wiktoria.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S. Chciałam również powiedzieć ,że to co napisałaś jest piękne. Coraz bardziej tęsknię za Jarą/Marome :c

      Usuń
  11. Ojejku, nie wiedziałam że ktoś jeszcze pisze o HoA, kiedyś baardzo lubiłam ten serial <3 Może nie przepadałam za Jarą (choć miniaturka bardzo mi się podoba) bo wolałam Jerome'a z Joy ale i tak fajnie że ktoś jeszcze pamięta o Jeromie i reszcie ekipy <3 Mam nadzieję że niedługo dodasz nexta, pozdrawiam i zapraszam: vilu-fran-lu-naty-story.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. (*le spazmatyczny kaszel) HYYYYYYY, I'M ALIVE!!!!!!
    Dżizas Sapphire mordo Ty moja! Kiedy ja zniknęłam w wirze walki Lannisterów ze Starkami,a teraz przeżywam apokalipsę zombie w The Walking Dead zapominając kompletnie o HoA Ty mi tworzysz takie cudeńka(zresztą nie pierwszy raz) I to o Jarze. Wybacz mi,że tak Cię opuściłam :* Obiecuję nadrobić zaległości i znów być Twoją wieeerną fanką.
    Na zawsze Twoja,
    Beansy :)

    OdpowiedzUsuń
  13. zapraszam na blog z dialogami TDA: http://tajemnicedomuanubisaforfun.blogspot.com/
    i na grupowca:http://bleblegrupowiec.blogspot.com/
    ( nadal pracujemy, potrzebujemy szablonu, jakbys poleciła jakiś blog szabloniarski do którego mało osób zagląda i jest szansa, ze wykona zamówienie)
    zbierzmy się wszyscy w jednym miejscu, stwórzmy grupowiec o TDA i pokażmy innym i tym ktorzy nas opuścili, że TDA jest wieczne, w nas, a blogi o tym serialu nadal mają sens.

    OdpowiedzUsuń
  14. Asksjfiancdc *.* Kompletnie nie wiem co powiedzieć.
    No po prostu niesamowite <3
    Jestem złym, złym człowiekiem, że tego wcześniej nie skomentowałam i głupim. Nie wiem czy wiesz, ale jestem z Twoim blogiem kochana Sapphire non stop na bieżąco. No tylko widzisz jak to z tym komentowaniem wygląda ;c
    Przy takim one shocie czy jak to tam się nazywa, zdaje sobie sprawę, że kompletnie nie umiem pisać. Znaczy wiedziałam to wcześniej, ale teraz mam 100% pewności.
    To co napisałaś jest piękne, cudowne, fantastyczne itd itp. Ale ty to wiesz na pewno ;) Kochana ty zawsze wiesz jak trafić do czytelnika. Potrafisz rozśmieszyć, no jak przy takim Micku się nie śmiać? Potrafisz wzruszyć, co widać w tym poście. No ja się łatwo wzruszam i dużo nie trzeba bym miała zaszklone oczy, ale chodzi o to, że umiesz przekazać te emocje.
    Zaczęłam filozoficznie pisać O.o Dobra starczy. Życzyłabym Ci Wesołych Świąt, jak wszyscy, ale w sumie Święta już minęły. Więc ja życzę ci udanego Sylwestra i Szczęśliwego Nowego Roku.

    Twoja wierna fanka
    Stevie ;*

    OdpowiedzUsuń