niedziela, 19 października 2014

Agatka i ryby głosu nie mają.


Zamiast dodawać posty z sapphirkowymi tłumaczeniami powinnam wreszcie coś napisać… Ale do rzeczy.

Boję się cokolwiek napisać, bo ktoś rzuci się na mnie z nożem. Albo patelnią. Wszystko jedno.

Jest tu ktoś? Chyba tak, bo doszły mnie słuchy, że ktoś tam jednak czeka, w co trochę trudno mi uwierzyć. Ten blog to rzal i bul. Serio. Lepsze są historie dziesięcioletnich marzycielek, które piszą o robieniu dzieci z Kwiatkowskim. Czytałam. Polecam gorąco.

Nie zapomniałam. Po prostu się pogubiłam, załamałam nad tą nieszczęsną historią, a cała miłość jaką ją darzyłam gdzieś wyparowała i nie chce wrócić. Podłe to z mojej strony, ale chyba już naprawdę nie potrafię tego pisać. Ale, ale. Coś obiecałam. I sobie, i wam. A obietnice są do dotrzymywania, nie? : )

Piszę nadal. Co innego, bo tak, ale to nadal zajęcie, które utrzymuje mnie przy życiu. Jezu, tak się cieszę, że to mam. Jak piszę, czuję się ważna. To piękne :’)

Justynka niedawno epilog dodała… Mój Aniołek taki zdolny <3 Smutno się zrobiło, ale jestem niesamowicie szczęśliwa, że mogłam to czytać. Wciąż tu jestem. Istnieje takie fajne coś jak sentyment, a on zawsze będzie mnie tutaj trzymał. No i Justysia ma takiego kochanego bloga <3 Ari tam jest *.* Patrzcie Tu. Taki śliczny.

Brastynka mast bi.

To mój pierwszy blog. Co prawda były jakieś drobiazgi przed nim, ale ten jest taki prawdziwy – inaczej ująć nie mogę, to żałośnie wygląda, trudno. W sumie to dzięki niemu zaczęłam pisać i piszę nadal, czyli wciąż trwam w największej miłości mojego życia – zaraz po czekoladzie i Jeromie. Przysięgłam miłość, wierność i uczciwą małżeńską, halo, wciąż się kochamy. Mimo tego, że złamał mi serce, bo pozbył się swoich włosów. Chlip. To mnie boli. Bardziej niż jutrzejszy sprawdzian z fizyki, na który nic nie umiem, bo ścisłe przedmioty mnie nie lubią. A ja ich. I tak sobie żyjemy nieciekawie.

Emklarka dodała nowy rozdział. Należałoby skomentować, a nie siedzieć i użalać się nad życiem – powinnam zacząć coś ze sobą robić poza wyżeraniem z lodówki wszystkiego, co mi wpadnie w łapki. Ale rozdział piękny. Jak zawsze ^ ^ Aww.

Stevie też. Jejku, za nią też tęsknię <3 (poszła sobie, a teraz wszystkich bardzo kocha, jestem żałosna xD). Pisanie kreatywnych komentarzy – dzień 482134565439308403.

Czekam na „If I stay” z Chloe <3 (u mnie jeszcze tego nie grają, niedobrzy ludzie). Użyłabym polskiej nazwy filmu, ale tłumacze się nie popisali, też jest tak modelsko po angielsku. Moja Grace podbija wielkie ekrany. Fabianek byłby dumny. Chlip.

Tak sobie gadam. Ani sensu to nie ma. Ani niczego. Po co ja tu przyszłam? xD

Aha.

Teraz z ręką na sercu mogę powiedzieć, że z piątku na sobotę ukaże się kolejny rozdział. Obiecuję. Chyba, że wybuchnie mi komputer i będzie niezręcznie.

Chyba, że dostanę wasze pozwolenie na usunięcie tego szajsu xD

Kocham Was. Nigdy o Was nie zapomniałam. Nigdy :)

Kocham Was Szafirki <3


P.S. Wróciłam, Waldziu! <3

2 komentarze: